Po drugiej stronie lustra: Czy czas leczy rany?

Filmowi twórcy nie rzadko każą nam czekać na kontynuacje ich wielkich produkcji przez długie lata. Wiadomo, są tacy, którzy kolejne części serii najchętniej wypuszczaliby każdego roku. O przykłady nie trudno. W takim wypadku nie ma co się dziwić, że jakość takich przedsięwzięć spada wprost proporcjonalnie do wzrastania liczb, które zmieniają się obok tytułu.

Kiedy ostatnio dowiedziałem się, że niebawem do kin trafi „Epoka Lodowcowa 5”, której akcja po części dziać się będzie w kosmosie, przekonałem się, że granic absolutnie nie ma.

Jednak wracając myślą do pierwszego zdania – na niektóre sequele musimy czekać zdecydowanie dłużej, co najmniej kilka dobrych lat. Za przykład może posłużyć film, na który wybrałem się do kina wczorajszego wieczora.

Po sześciu latach, producenci Disneya ponownie pozwolili nam udać się do Krainy Czarów. A to za sprawą kolejnej ekranizacji przygód panny Kingsleigh i jej ogromnej ciekawości świata. Chociaż ze słowem „ekranizacja” może lepiej być ostrożnym. „Alicja po drugiej stronie lustra” to film, który jak najbardziej inspiruje się światem przedstawionym z XIX-wiecznych utworów Charlesa Lutwidge’a Dodgsona, jednak najtrafniej będzie stwierdzić, że jest to po prostu disneyowska wizja opowieści, która ma przede wszystkim na celu zauroczenie widza efektami specjalnymi, komputerowo generowanymi obrazami oraz prostą, ale wciągającą fabułą z dobrze wszystkim znanymi bohaterami w rolach głównych.

Alicja po drugiej stronie lustra - 1
Motyl Absolem jest pierwszą postacią z Krainy Czarów, którą Alicja spotyka po latach.

Pierwsza część serii, „Alicja w Krainie Czarów”, która miała swoją premierę w 2010 roku, przyciągała do kin tłumy widzów właśnie ze względu na te trzy aspekty. Główną bohaterkę historii, Białego Królika, Szalonego Kapelusznika, znikającego kota i szereg innych postaci zna chyba każdy – dorośli, młodzież i dzieci od najmłodszych lat. Wielką rolę odegrało też użycie najnowocześniejszych technologii do wykreowania świata, na którego widok na początku nowej dekady zapierało dech w piersiach. I choć zdania widzów i krytyków były bardzo różne, to mimo wszystko produkcję można było zaliczyć do udanych.

Jak pod tym względem przedstawia się kontynuacja przygód? Twórcy „Alicji po drugiej stronie lustra” idą w to, co sprawdzone. Wszyscy nasi ulubieni bohaterowie, którzy zostali nam zaprezentowani sześć lat temu, powracają, a my z uśmiechem możemy śledzić ich dalsze losy, a nawet – przeszłość. Pisząc o wszystkich postaciach mam na myśli naprawdę każdego, kto w pierwszej części odegrał bardziej znaczącą rolę. Jest nawet Absolem, który tym razem jako motyl, zaprowadza Kingsleigh do magicznego lustra, aby ponownie odwiedziła swoich przyjaciół. Gdy Alicja odwiedza Krainę Czarów, od razu spotyka dobrze znane jej, jak i nam, twarze.

Alicja po drugiej stronie lustra - 1
Alicja Kingsleigh po raz kolejny trafia do Krainy Czarów, aby pomóc w potrzebie.

Myślę, że niewiele się pomylę, jeśli oszacuję, że około 90% wszystkich scen przedstawionych w filmie wykorzystuje metodę CGI. I uważam, że jest to jedna z cech rozpoznawczych tej przygodowej serii. Widząc te efekty, gdy miałem 15 lat, byłem pod ogromnym wrażeniem, co z pewnością miało spory wpływ na to, jak bardzo spodobała mi się część pierwsza. Tym razem jest podobnie, choć obrazy generowanie komputerowo to aktualnie normalna sprawa. Jednak nie wyobrażam sobie tego filmu bez niemal dwukrotnie powiększonych oczu Johnny’ego Deppa, którego Kapelusznik jest również świetnym przykładem na bajkowość produkcji, albo ogromnej głowy postaci granej przez Helenę Bonham Carter, która w niektórych zbliżeniach zajmuje cały kadr. Staranność co do szczegółów świata otaczającego bohaterów również może robić wrażenie, przez co o wiele łatwiej jest poczuć klimat „krainy dziwów”.

Alicja po drugiej stronie lustra - 2
Główna antagonistka, mimo wygnania, wcale nie da o sobie zapomnieć.

Nim przejdę do podzielenia się kilkoma osobistymi myślami na temat fabuły, przypomnę, że „Alicja po drugiej stronie lustra” to przede wszystkim film familijny, a więc i dla dzieci. Nie można od niego wymagać skomplikowanych wątków, zawiłych intryg lub zaskakującej nieprzewidywalności (chociaż… co nieco tego występuje). Przygody mają bawić, poruszać i interesować w przyjemny sposób, czego udało się twórcom dokonać. Kręgosłup całej historii jest w miarę podobny do części z 2010 roku, a przynajmniej jej początek i koniec, gdy Alicja znajduje się w ludzkim świecie. Pani Kapitan wraca z kilkuletniej wyprawy morskiej do rodzinnego Londynu, gdzie akurat swoje wesele organizuje zapamiętany przez nas z poprzedniej ekranizacji rudowłosy niemal-mąż bohaterki. A więc ponownie dostajemy elegancką uroczystość, podczas której Alicja decyduje się na (przypadkowe) oderwanie od rzeczywistości i przez niezwykłe lustro znalezione w domu weselnika ma możliwość ponownego odwiedzenia bajkowych przyjaciół. Końcówki zaś zdradzać nie będę, więc uwierzyć musicie na słowo (albo przekonać się podczas seansu) ;)

W Krainie Czarów wprowadzenie do głównego wątku potraktowane jest szybko i zwięźle. Bohaterowie bez zbędnych powitań i uśmiechów na twarzach mówią, w czym tkwi problem. Co jest zrozumiałe ze względu na powagę sytuacji. A ta dotyczy ukochanego przez wszystkich Szalonego Kapelusznika, który pilnie potrzebuje pomocy w związku z nieubłaganie umykającym czasem. Tak oto zaczyna się wątek, który przypadł mi do gustu już od pierwszej chwili!

Alicja po drugiej stronie lustra - 3
Aby uratować Szalonego Kapelusznika, Alicja musi udać się w podróż w czasie.

Motyw czasu. Coś, co w historii kina było przedstawiane już niejednokrotnie na tysiące sposobów, ale za każdym razem jest równie interesujące. Przynajmniej dla mnie. Nie dziwię się więc, że tematyka filmu łatwo wkupiła się w moje łaski i od tego momentu śledziłem całość ze sporą ciekawościom, a moją ulubioną postacią tej części został bezapelacyjnie… Czas. Mężczyzna, zagrany przez Sachę Barona Cohena, który władał każdą godziną, minutą i sekundą wszystkich mieszkańców Krainy Czarów. Nie przeszkodził mi w tym nawet fakt, że aktor ten odgrywał tak bardzo idiotyczne główne role w tak bardzo idiotycznych filmach, jak „Borat” lub „Dyktator”. Tutaj na szczęście spodobał mi się o wiele, wiele bardziej.

Alicja po drugiej stronie lustra - 3
Czas jest jedną z głównych postaci w drugiej części przygód Alicji. I naprawdę może się spodobać!

Wyreżyserowana przez Jamesa Bobina produkcja wcale nie straciła na wartości wraz z faktem, że odpowiedzialny za nią nie był już jedyny w swoim rodzaju Tim Burton – specjalista od filmów tego gatunku. Ja w dodatku miałem taką przyjemność, że udało mi się trafić na seans z napisami, nie dubbingiem. Chociaż pierwsza część przygód Alicji jest jednym z niewielu wyjątków, gdzie nie przeszkadzają mi polskie głosy podkładane bohaterom, to okazało się, że oryginalnie całość brzmi jeszcze lepiej. Nieodłącznym już elementem będzie na przykład głos ś.p. Alana Rickmana, który wcielił się w postać Absolema lub zupełnie inaczej niż zwykle brzmiący Johnny Depp (analogicznie dotyczy to jego wyglądu – Kapelusznik jest chyba jedną z najbardziej kolorowych postaci w historii kinematografii).

„Alicję po drugiej stronie lustra” polecam każdej osobie, która widziała pierwszą część opowieści i była zadowolona, bo to gwarancja, że i ta nie będzie zmarnowanym czasem. Jeśli jednak nie kupujecie tej formy zobrazowania przygód Angielki z bezgraniczną wyobraźnią – może być Wam trudno przebrnąć przez ponad półtorej godziny seansu. Chociaż moim zdaniem jest to świetne kino przygodowe dla każdego. W sam raz na odprężenie i dobrą zabawę. A przy tym nie zabraknie również emocji i akcji na dobrym poziomie.

Pamiętajcie, przeszłości nie da się zmienić. Można się tylko od niej uczyć.

Ocena - 7/10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s