Jak kogoś obrabować lub stracić pracę z Pokemon GO?

Ta aplikacja na smartfony podbija świat w zastraszającym tempie. Choć została wydana zaledwie parę dni temu, to ilość jej użytkowników niemal zrównała się z liczbą osób korzystających na co dzień z Twittera. I należy dodać, że ta rewolucyjna aplikacja, w przeciwieństwie do wspomnianego portalu społecznościowego z ćwierkaniem, nie jest jeszcze dostępna na całym świecie. Oficjalnie w Pokemon GO bawić się mogą jak na razie tylko mieszkańcy Stanów Zjednoczonych, Nowej Zelandii i Australii. Reszta świata, jak zapowiadają jej twórcy, musi jeszcze poczekać i to nieco dłużej niż sądzono. Wynika to z faktu, że popularność aplikacji zaskoczyła nawet samych deweloperów, a ściślej mówiąc – serwery ich gry.

Jednak dla chcącego nic trudnego i aplikację zainstalować można bez większych problemów również tam, gdzie nie została jeszcze oficjalnie wypuszczona za pośrednictwem App Store lub Google Play. Poradników z instrukcjami, jak to zrobić, jest w sieci masa, więc każda zainteresowana osoba powinna z łatwością znaleźć rozwiązanie swojej zachcianki. Jednak należy być wyjątkowo czujnym, szczególnie po tym, jakie informacje zaczęły niedawno obiegać internet w związku ze stronami trzecimi, które oferują możliwość zainstalowania Pokemon GO.

Ale chwila, zwolnijmy. Za moment wrócimy do tego wątku, ale najpierw wypadałoby napisać, czym jest owa aplikacja. A dokładniej mówiąc – gra. Pokemon GO łączy ze sobą dwie rzeczywistości – realną i wirtualną. W jaki sposób? Naszym zadaniem jest stworzenie własnej postaci w uniwersum, które znane jest chyba każdej osobie na świecie. Następnie włączamy tryb lokalizacji w telefonie, podnosimy się z kanapy i ruszamy na zewnątrz! Na spacer, pobiegać lub pojeździć na rowerze. Podczas naszej aktywności fizycznej, w smartfonie postępować będzie gra. Zobaczymy swoją postać, która przemierza ulice naszej miejscowości w poszukiwaniu pokemonów. Wszystko dzięki połączeniu z Google Maps, które zapewnią niemal idealne rozplanowanie dróg na ekranie telefonu oraz rozlokowanie punktów zabytkowych, które w grze gwarantują dodatkowe nagrody. Zasada jest prosta. Przemierzamy miasto, łapiemy stworzonka w smartfonie, gdy będą w naszym zasięgu, a także walczymy z pokemonami innych graczy z okolicy. Można by powiedzieć, że to idealne połączenie przyjemnego (granie w gry) z pożytecznym (aktywność fizyczna).

Wszystko brzmi piękne, ale w takim razie skąd biorą się opinie i komentarze nawołujące do pozostania uważnym i czujnym nie tylko podczas pobierania i instalowania aplikacji, ale również jej użytkowania? Winna jest tutaj ogromna popularność Pokemon GO jeszcze nim deweloperzy wydali jej oficjalną, w stu procentach bezpieczną wersję dla większości krajów. Amerykanie i Australijczycy tak bardzo wychwalają grę i dzielą się nią ze światem, że bakcyla łapią miliony osób, które nie zgadzają się na czekanie dodatkowych dni nim rewolucyjna zabawa będzie dostępna również dla nich. Stąd w internecie pojawiają się setki, jak nie tysiące stron, które umożliwiają ściągnięcie plików aplikacji na smartfony tam, gdzie Nintendo (firma odpowiedzialna za Pokemon GO) nie uderzyło jeszcze w rynek mobilny.

Nie trzeba chyba tłumaczyć rozwlekle dlaczego pobieranie plików na swoje urządzenia z nieznanych lub niepewnych źródeł może być niebezpieczne. I to nie tylko dla naszego telefonu, ale też dla nas samych. Do tej pory pojawiła się już niejedna informacja mówiąca o tym, że w zainstalowanych aplikacjach ze stron trzecich znajdowały się nieprzyjemne wirusy, które szkodziły funkcjonowaniu smartfonów, a czasem też natrafić można było na graczy, którzy doszukiwali się plików śledzących i ściągających wszelkie informacje prywatne z naszych telefonów. Szacuje się, że mniej więcej 1/3 dostępnych aktualnie źródeł posiada różnego rodzaju złośliwe dane.

Jeśli jednak nie robi to na Was wrażenia, bo o teoriach spiskowych i działaniach hakerskich mówi się w niemal każdym przypadku aplikacji wykorzystujących lokalizację lub połączenie z internetem, to wciąż można podać kilka solidnych przykładów na to, że Pokemon GO nie jest tak kolorowe, jakie według twórców miało być. Jeśli mieliście już okazję wypróbować grę, to prawdopodobnie wiecie, czym są tak zwane PokeStopy, które są rozlokowane po mapach miast. W telefonach są one ustawione w ważnych punktach danej miejscowości, jak na przykład kościoły, szpitale, pomniki, zabytki lub inne liczące się elementy infrastruktury miejskiej. Kiedy pod nie podejdziemy, będziemy mogli w aplikacji odebrać dodatkowe bonusy, które pomogą nam w dalszej grze. Nic więc dziwnego, że osoby grające w Pokemon GO często odwiedzają te same, wspólne dla wszystkich miejsca. Niedawno wykorzystali to nastolatkowie z USA, którzy chowali się w okolicach PokeStopów i napadali na przybywające dzieciaki, które po prostu wyszły poszukać wirtualnych stworzeń. Praktyki te kończyły się licznymi kradzieżami, w szczególności telefonów, które najłatwiej było wyrwać z rąk kilku- lub kilkunastolatków.

Pokemon GO - Aplikacja
Tak działa aplikacja. Dzięki aparatowi widzimy na ekranie nasze otoczenie, a gra dodaje do niego postać pokemona.

Głośno zrobiło się także o przypadku pewnej amerykańskiej dziewczyny ze stanu Wyoming, która podczas korzystania z aplikacji Pokemon GO natrafiła na coś zupełnie innego niż przewidywała. Zamiast kolejnego stworzenia do swojej kolekcji, natrafiła na ludzkie zwłoki nieopodal rzeki wzdłuż której spacerowała. Po wezwaniu policji okazało się, że ciało należy do mężczyzny, który zmarł w przeciągu ostatnich 24 godzin. Cóż… Trudno ocenić, czy w tej sytuacji popularna ostatnio gra pomogła służbom porządkowym w ich pracy, czy jednak jest to kolejny dowód na absurdalność aplikacji.

Jednak najbardziej szokującą wiadomość pozostawiłem na sam koniec. I chociaż można spekulować o autentyczności przedstawionych wyżej informacji, to co do tej nie ma żadnych wątpliwości i śmiało na podstawie różnych wypowiedzi oraz łatwo dostępnych dowodów można potwierdzić, że sytuacja ta wydarzyła się naprawdę. Chodzi o pewnego amerykańskiego streamera i youtubera, który w miniony weekend prowadził transmisję na żywo ze swoich polowań na pokemony za pomocą popularnej witryny Twitch. Dla wyjaśnienia – jest to portal, na którym jedna osoba może dzielić się obrazem z gry z nieograniczona liczbą innych internautów, którzy w zamian mają możliwość komentowania na specjalnym czacie tego, co się dzieje. Pozwala to na sporą interakcję między transmitującym a jego odbiorcami.

Streamer był właśnie w trakcie grania w Pokemon GO na swoim telefonie, a jego rozgrywkę śledziło ponad trzy tysiące osób. W pewnym momencie zdarzyło się coś tak drastycznego, że jego reakcja przez następnych kilka minut nie pozostawiała wątpliwości co do autentyczności. Amerykanin był świadkiem morderstwa w okolicy PokeStopu w jego mieście. Z podniesionym głosem opisał, że widział jak tajemnicza osoba zabiła w niedalekiej odległości od niego pewną dziewczynę, która prawdopodobnie również korzystała z aplikacji od Nintendo. Zszokowany streamer czym prędzej uciekał z miejsca zdarzenia w poszukiwaniu pomocy i podkreślał, że jest goniony przez mordercę, który zauważył świadka. Uratował go w szczególności fakt, że poruszał się swoim samochodem, więc z łatwością mógł uciec sprawcy, a po pewnym czasie zadzwonił na policję, aby zgłosić całe zajście. Kiedy został poproszony o podanie swoich danych osobowych, dzięki czemu funkcjonariusze mogliby przejść do działania, zakończył swoją transmisję w celu zadbania o swoją prywatność.

Po pewnym czasie, streamer opublikował post na swoim Facebooku, gdzie dokładnie opisał całą sytuację i potwierdził jej autentyczność zaprzeczając wszystkim opiniom osób, które oglądały wówczas transmisję, że była to ustawiona i wymyślona akcja. Tutaj znajdziecie filmik, w którym inny youtuber przedstawia i komentuje całe to zajście:

Amerykanin jest jednak wyjątkowym przypadkiem ukazującym ciemną stronę Pokemon GO również dlatego, że przez transmitowanie jej został wyrzucony ze swojej pracy. Dlaczego tak się stało? Był on pełnoetatowym kierowcom Ubera, czyli przedsiębiorstwa zajmującego się usługami transportu samochodowego za pośrednictwem znanej aplikacji o tej samej nazwie. W skrócie – rywal dla taksówkarzy. Mężczyzna poszukiwał pokemonów podczas przerw między przewożeniem kolejnych klientów, stąd też jego stały dostęp do samochodu, który w pewnym sensie uratował go w sytuacji opisanej nieco wyżej. Niektórzy złośliwi widzowie jego transmisji postanowili zgłosić to do odpowiednich osób z firmy samochodowej, gdzie był zatrudniony, co skutkowało zwolnieniem streamera z posady przez jego pracodawcę. Załamany Amerykanin niedługo potem opublikował wideo na swoim kanale YouTube, gdzie żalił się całą sytuacją, krytykował osoby, które postanowiły naskarżyć na niego do siedziby Ubera oraz rozpaczał nad tym, że stracił swoje jedyne źródło dochodów utrzymujących całą jego rodzinę.

To wszystko sprowadza się lub jest chociaż w pewnym stopniu powiązane z aplikacją, która jest obecnie na językach całego świata. Pobija rekordy popularności i korzystają z niej miliony. Tylko nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, jak bardzo może być niebezpieczna. Chociaż to tylko kilka przypadków, które są znikomą liczbą pośród wszystkich użytkowników Pokemon GO, warto mieć się na baczności i poszukiwać wirtualnych stworzeń nie tracąc uwagi i zdrowego rozsądku. Przede wszystkim polecam oderwać czasem wzrok od ekranu telefonu, aby przypadkiem nie wejść nagle na ulicę lub nie wpaść do wykopanej dziury przy robotach drogowych. Warto skorzystać z funkcji wibracji, dzięki której nie przegapimy żadnego pokemona, a nasz wzrok nacieszy się pięknem okolicznej natury :)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s