6 krótkich filmów, które zapadają w pamięć (a przynajmniej w moją)

Ciągnące się niemal w nieskończoność, często wysokobudżetowe produkcje nie są najnowszym wymysłem współczesnej kinematografii. Już na przestrzeni kilkudziesięciu lat można bez problemu wytypować wiele tytułów, które odniosły niebagatelny sukces, jednak pod względem długości trwania seansu potrafią przyprawić o mdłości. Świetnie zdaję sobie sprawę, że pełno jest osób, którym to nie przeszkadza, a nawet niezwykle cieszą się z tego, że będą mogli śledzić przygody bohaterów na ekranie przez grubo ponad dwie, a może nawet trzy godziny.

Ja jednak do takich osób nie należę. Kiedy poszukuję jakiegoś dobrego filmu, aby nieco umilić sobie wieczór i natrafiam na takie, których przybliżony czas trwania sięga około 150 minut, a niekiedy nawet więcej, to mówię sobie „Wow, może jednak innym razem, dzisiaj nie mam ochoty na tak długie przesiadywanie”. Wtedy zazwyczaj kończy się dodaniem danego tytułu do listy „Muszę obejrzeć”, a tam spędza on wiele, wiele miesięcy, o ile w ogóle kiedykolwiek stamtąd wychodzi.

Nudny film
Nie będę kłamał, zdarzyło mi się przysnąć na filmie. Źródło: pulse.lk

Odpycha mnie wizja siedzenia na czterech literach wpatrując się w ekran przez ponad dwie i pół godziny. Pewnie nie byłby to problem, gdybym trafił na właściwy film, którego fabuła i postacie tak mnie zaintrygują, że cały seans minie nie wiadomo kiedy. Owszem, zdarzały się takie przypadki. Świetnym przykładem jest trwająca około 185 minut „Zielona mila”. Jednak zazwyczaj nie kończy się to w ten sposób. Często wychodzę z bardzo prostego założenia, które pewnie dla niektórych jest idiotyczne, ale mi po prostu pasuje.

Wolę spędzić mniej czasu nad tytułem, od którego wiem, czego oczekiwać, niż ryzykować podwójnie dłuższy czas. Tym bardziej, że często te krótkie produkcje są równie świetne, o ile nie lepsze. A żeby opowiedzieć niezwykłą historię, nie trzeba jej rozciągać w czasie jak najbardziej się da. Serio. Nie wierzycie? W takim razie podam Wam sześć propozycji, z których żadna nie zabiera więcej niż pół godziny, a zapadają w pamięć równie mocno, co kultowe, obsypane nagrodami filmy.

Paperman (2012)

Na początek coś lekkiego, przyjaznego i trwającego zaledwie sześć minut. Dokładnie tyle czasu potrzebowali twórcy z popularnego studia Walt Disney, aby przedstawić animowaną historię, która poruszy niejedno serce. Konkretnie serce, ponieważ opowiada o miłości od pierwszego wejrzenia, którą odczuwa mężczyzna pracujący na co dzień w dość nudnej, biurowej pracy. Pewnego dnia, gdy oczekuje na pociąg, który zawiezie go na kilka kolejnych godzin papierkowej roboty, natrafia przypadkiem na urokliwą kobietę. A to wszystko dzieje się przy małym, nikomu nieszkodliwym wypadku z kawałkiem papieru. Jak się później okazuje, ów kartka (jak i inne jej podobne) będzie miała spore znaczenie w pozostałej części historii.

Paperman
Uczucia kontra żmudna, papierkowa praca. Co jest silniejsze?

Jak przystało na disneyowskie produkcje, w tym sześciominutowym seansie nie zabraknie paru momentów, które wywołają uśmiech na twarzy, a także pobudzą naszą wyobraźnię poprzez zjawiska nie do końca realne, ale dodające odpowiedniej szczypty magii. „Paperman”, którego premiera odbyła się 2. listopada 2012 roku, zdobył aż dwie, niezwykle prestiżowe nagrody w roku następnym – statuetkę Oscarów oraz Annie, obie w kategorii „Najlepszy krótkometrażowy film animowany”. Myślę, że fakt ten mówi sam za siebie i warto poświęcić chwilę na seans.

Kung Fury (2015)

Daj przenieść się na pół godziny do świata filmów lat 80′, a na pewno nie pożałujesz! W taki sposób na szybko można zachęcić każdego miłośnika dobrego kina, aby obejrzał tę niezwykle absurdalną, ale dającą porządną dawkę rozrywki produkcję. Marzyliście kiedykolwiek, aby móc śledzić losy policjanta będącego mistrzem kung-fu, który na samym początku daje wycisk maszynie do gier, która niespodziewanie ożywa i sieje zamęt w mieście, a chwilę później wybiera się w podróż w czasie, żeby powstrzymać swojego największego wroga – Adolfa Hitlera? Nie, ponieważ nigdy wcześnie nie wpadlibyście na tak niewiarygodny, lecz wciąż epicki scenariusz? W takim razie teraz może się to zmienić, bo w zeszłym roku, dzięki wielkiej akcji crowdfundingowej, podczas której ludzie dobrowolnie przelewali twórcom pieniądze, aby wesprzeć i zrealizować ich zamysł, premierę miała krótkometrażówka „Kung Fury”.

Kung Fury
Wspomniałem, że w filmie występują także dinozaury i panie wiking z bronią palną?

Jestem pewien, że znajdą się wśród Was osoby, które o tej produkcji już słyszały i nawet prawdopodobnie są obejrzały. Nic dziwnego, bowiem jej promocja była niezwykle głośna i bogata, a o samym przedsięwzięciu pisało wiele wyspecjalizowanych w tym temacie serwisów. Wśród materiałów promujących możemy znaleźć między innymi specjalną piosenkę wykonaną przez amerykańską ikonę Davida Hasselhoffa. Jednak nie zapomniano również o innych targetach, jak na przykład Polakach, dla których produkcja z lat 80′ nie istnieje bez dubbingu z kultowym i znanym przez każdego głosem Tomasza Knapika. To trzeba zobaczyć!

Kocia Zupa (2001)

Uwaga, tutaj robi się dziwnie. I mam na myśli bardzo, bardzo dziwnie. Tak bardzo, że trudno jest mi w tej chwili przedstawić Wam zarys fabuły tej produkcji, choćby najogólniejszy z możliwych. Prostych dowodów na… nieprzeciętność tej animacji jest co najmniej kilka. Przede wszystkim już sam tytuł robi wrażenie. Co oznacza? Trudno jednoznacznie stwierdzić nawet po paru seansach. Film ten należy do grona tych, które oglądać można wiele razy, a i tak nie do końca będzie wiadomo o co chodzi. O ile w ogóle uda Wam się jakkolwiek zinterpretować tę historię. Do jej obejrzenia trzeba podejść z ogromnymi chęciami i umysłem otwartym na wszystko. Dosłownie. I koniecznie bądźcie gotowi na absurd wraz z poszukiwaniem ukrytych znaczeń oraz przenośni. Tak jak teraz myślę, to chyba nie ma tam ani minuty, która nie byłaby metaforą. Bo realizmu tutaj nie ma za grosz.

Kocia Zupa
Jeśli zdecydujecie się na obejrzenie tej propozycji to pamiętajcie – ostrzegałem ;)

Dziwactwo produkcji podkreślają również dwa inne fakty – ma „na karku” już całe piętnaście lat, więc ciekawie jest zobaczyć, co siedziało w głowach twórców w tak odległym już 2001 roku. A skoro mowa o osobach odpowiedzialnych za animację – pochodzą z Japonii. Jest gdzieś na naszej planecie inny kraj, którego mieszkańcy mieliby bardziej szalone i wszechstronne pomysły, a wraz z nimi zapał do ich realizacji?

Osobiście nie mam zielonego pojęcia o co chodzi w tym filmie. Jego surrealizm, psychologiczne podejście i zawarta komedia spod kategorii „czarna” jest ponad moje miary, co ostatecznie sprawiło, że całość podoba mi się jeszcze bardziej niż powinna. Jeśli zdecydujecie się na ten półgodzinny seans – albo wyłącznie myślenie i poddajcie się absurdowi, albo spróbujcie otworzyć umysł i zrozumieć. Podobno każde dzieło da się zinterpretować na setki sposobów…

Katedra (2002)

Wkraczamy na polskie podwórko, bowiem moje trzy ostatnie propozycje zostały stworzone przez polskich reżyserów. A w zasadzie to tylko jednego, ale niezwykle wybitnego i cenionego pośród innych w tym samym fachu. Tomasz Bagiński aż ponad trzy lata pracował nad produkcją, która była jego krótkometrażowym debiutem. Prace nad „Katedrą” zaczęły się w 1999, a jej premiera miała miejsce w 2002 roku. O sukcesie przedsięwzięcia świadczyć może nominacja do Oscara w roku następnym, na której się zakończyło, ale mimo wszystko było to ogromne wyróżnienie dla polskiego twórcy.

Katedra
Jeden z wielu kadrów, na widok których oczy otworzą się jeszcze szerzej.

Historia nie jest długa. Trwa niecałe siedem minut. Większość z nich jest spokojna, powolna, nieprzytłaczająca. Chociaż to, co widzimy na ekranie, potrafi zrobić wrażenie zwłaszcza wtedy, gdy uświadomimy sobie, że animacja ta powstawała zaraz na samym początku nowego tysiąclecia. Jak na tamte czasy – pełen podziw. Jednak z tego właśnie słynie większość, o ile nie każda produkcja Bagińskiego. Są pełne profesjonalizmu, a każdy szczegół dopieszczany jest do perfekcji. O tym z pewnością wiedzą gracze „Wiedźmina”, do którego tworzył intro i outro idealnie wprowadzające i kończące historię Geralta.

Jednak wróćmy do „Katedry”… Oprócz jej wysokiego poziomu wizualnego, wrażenie mogą robić również efekty dźwiękowe. Te wprowadzają odpowiedni nastrój do każdej sekundy filmu. Jest to ważne przede wszystkim w punkcie kulminacyjnym, który nagle prowadzi do zakończenia seansu. Widz, wpatrując się w czarny ekran, pozostaje sam ze swoimi myślami. Tak jak przy „Kociej Zupie” pisałem o możliwych setkach interpretacji, tak w tym przypadku jest ich co najmniej tysiące.

Smok i Twardowsky (2015)

Ostatnie dwie produkcje, nad którymi również pieczę trzymał wspomniany przed chwilą Bagiński, powstały po części jako niezwykle ambitna i wysokobudżetowa reklama dla znanego portalu aukcyjnego „Allegro”. Jedynie po części, ponieważ oprócz faktu, że można je zobaczyć jedynie na oficjalnym kanale YouTube tej właśnie witryny i kilku chwil, podczas których widnieje logo strony, to filmy te nie mają nic więcej z nim wspólnego. Dokładnie, to nie jest chamska reklama!

Smok - Legendy polskie
Tam w powietrzu! To współczesny smok wawelski!

„Smok” to pierwszy z dwóch kilkunastominutowych filmów z cyklu „Legendy polskie”, gdzie w sposób współczesny i odświeżony ukazane są znane wszystkim stare opowieści przekazywane z pokolenia na pokolenie. W tym przypadku podrasowano historię o smoku wawelskim, który w XXI-wiecznej wersji jest przedstawiony jako umięśniony Rosjanin w swojej latającej maszynie. Brzmi ciekawie? Oprócz tego występują roboty, holograficzne tablety, a także wiele więcej futurystycznych aspektów, które przedstawią nam całą opowieść z zupełnie innej, nieznanej nam dotąd strony. Całość opiera się jednak na tym, że pewien młodzieniec zauroczył się jedną ze swoich koleżanek, ale dotąd był zbyt nieśmiały, aby zrobić ten pierwszy, ważny krok. Dopiero kiedy dziewczyna zostaje porwana przez tytułowego wroga, chłopak decyduje się porzucić swoją bezczynność i działać. W końcu teraz wystarczy tylko odpić ją z rąk napakowanego Rosjanina. To dużo prostsze, niż zaprosić na randkę, prawda?

Po nieco ponad dwóch tygodniach, premierę miała druga odsłona serii o polskich legendach. „Twardowsky”, jak nie trudno się domyślić, przedstawia nam współczesną wersję baśni, według której Pan Twardowski zaprzedał swoją duszę diabłu, a obecnie przebywa na Księżycu. Produkcja dość dosłownie podeszła do tej kwestii, bowiem mamy okazję przyglądać się losom głównego bohatera, który akurat znajduje się w swojej bazie kosmicznej na naszej naturalnej satelicie. Jego dotychczasowe, spokojne życie w samotności zostaje przerwane przez przybycie wysłanniczki diabła, która przyszła po to, co zostało obiecane – duszę Mistrza Twardowskiego. Gdyby tak przedstawić zarys fabuły, można by stwierdzić, że niewiele różni się od oryginalnej wersji legendy. Jednak jak na reżysera Bagińskiego przystało, nie brakuje tutaj futurystycznej wizji, która zostaje wręcz idealnie dopieszczona starannie dopasowaną klasyczną, polską muzyką. W rolach głównych Robert Więckiewicz, Aleksandra „Mishon” Kasprzyk i kultowy utwór „Zegarmistrz Światła Purpurowy”. Polecam mocno.

Na koniec zapraszam do komentowania tej listy poniżej. Szczególnie zachęcam do podzielenia się swoimi przemyśleniami co do „Kociej Zupy” oraz „Katedry”, bo to właśnie przy nich mamy najwięcej pola do popisu, jeśli chodzi o rozgryzienie ich sensu :)

Reklamy

2 myśli na temat “6 krótkich filmów, które zapadają w pamięć (a przynajmniej w moją)

  1. Zamiast Kociej Zupy dałbym Muminki też z Japonii i nieźle ryje banie. Polecam szczególnie ze względu na mistrzowsko napisaną postać Taty Muminka. Reszta listy może być chociaż nie widziałem żadnego z nich bo raczej do Muminków im daleko. Może zrobisz jakiś artykuł o tym klasyku animacji? no chyba, że ich nie oglądałeś ale raczej każdy to widział :) Pozdrawiam i przemyśl moją propozycje.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s