Stranger Things: Wszyscy pokochali ten serial. Ja również!

Ostatnie dni września. Studenckie trzy miesiące przerwy dobiegają końca. Od paru dni w głowie siedzą jedynie myśli, co koniecznie trzeba zabrać ze sobą z powrotem do akademika, aby móc w pełni wrócić do tamtejszego stylu życia. Jednak nie da się pakować w nieskończoność, a nawet przez parę dni pod rząd. Dlatego pomiędzy wrzucaniem ubrań do największej torby, jaką posiadam, a szukaniem w piwnicy przedmiotów, bez których w domu studenckim nie ma szans na przeżycie, postanowiłem posiedzieć z laptopem na kolanach i wciągnąć jakiś serial, bo od dość długiego czasu nie miałem okazji żadnego obejrzeć.

Natchnęło mnie ku temu w minioną środę w południe. Byłem na nogach od jakichś trzech godzin, a już nie wiedziałem co mam ze sobą począć. Wiem, wskazuje to na mało interesujące życie, ale hej – każdy miewa od czasu do czasu nudniejsze dni, prawda? Wtedy przypomniał mi się on. Serial, o którym ostatnio jest naprawdę głośno. A przez „ostatnio” mam na myśli już jakieś bite dwa miesiące. Tytuł ten zalegał w mojej osobistej „poczekalni” produkcji do obejrzenia. Przymierzałem się do niego raz lub dwa, ale za każdym razem jakoś zwątpiłem i powtarzałem sobie „Kiedy indziej”. Jednak w nużące, wrześniowe popołudnie stwierdziłem, że był to ten czas, aby sprawdzić, co ludzie widzą w tym całym Stranger Things, które na portalach tematycznych jest wychwalane nie tylko przez przeciętnych widzów, ale także cenionych recenzentów i krytyków.

Stranger Things - Logo

Już po pierwszym odcinku czułem, że na nim się nie skończy. Jeśli chodzi o seriale to nie potrafię usiedzieć w jednym miejscu oglądając wszystkie odcinki danego sezonu, co zajmuje spokojnie kilka, jak nie kilkanaście długich godzin. Nawet jeśli produkcja mi się podoba i wiem, że będę chciał zobaczyć całość, to i tak zazwyczaj cztery lub pięć odcinków to moje maksimum. Reszta? Dzień później. Jednak Stranger Things sprawiło, że zajęcie miałem na prawie połowę dnia. Najpierw dwa epizody jeszcze w południe. Kolejnych tyle łyknąłem pomiędzy obiadem a kolacją. Wieczór bez następnych dwóch? Nie ma mowy! I w taki sposób 3/4 serialu było już przetrawione. Chociaż nie, to złe określenie, które bardziej sugeruje, że męczyłem się oglądaniem. A to kłamstwo jakich mało! Po zakończeniu każdego odcinka myślałem już o odpaleniu następnego! A kiedy kładłem się spać z myślą, że zostały mi już tylko dwa, prawdopodobnie najbardziej intensywne i wypchane akcją epizody, uspokajałem siebie samego mówiąc w myślach, że włączę ją od razu po przebudzeniu. I co? Tak zrobiłem!

Zacznijmy jednak od podstawowych informacji o serialu. Stranger Things to jedno z najnowszych dzieł popularnego serwisu Netflix, który na koncie ma już wiele cenionych produkcji, jak przykładowo House of Cards, czy Daredevil. Jednak tym razem, jak uważa wiele osób, historia osadzona w latach ’80 przebija wszystko to, co dotychczas powstało. Na samym początku zostałem zaskoczony liczbą odcinków. Twory spod szyldu Netflixa z reguły mogą pochwalić się trzynastoma epizodami w jednym sezonie. Tutaj mamy ich zaledwie osiem. Kiedy dowiedziałem się o tym, a było to po seansie pierwszego odcinka, szczerze się zasmuciłem. Z jednej strony oznacza to, że kolejny tytuł będę miał zaliczony w jeszcze szybszym tempie niż myślałem. Ale pierwsze 50 minut zrobiło na mnie tak ogromne wrażenie, że szkoda było pożegnać się z nim po zaledwie siedmiu następnych odcinkach. A co do czasu trwania każdego z nich – nie uległ zmianie i wciąż wynosi różnie, bo od nieco ponad 40 minut do prawie godziny. Wszystko pewnie zależnie od tego, czy reżyserzy zawarli w nich to, co chcieli. A po co na siłę coś przedłużać i zmieniać pierwotnie obrany koncept?

Skoro o twórcach mowa, za całą produkcję odpowiedzialni są przede wszystkim bracia Duffer, którzy musieli sporo natrudzić się, aby pomysł wcielić w życie. Przede wszystkim problemem było znalezienie osób, które kupią ten wymysł i będą chciały w niego zainwestować. Po wielu wzniesieniach i upadkach na przestrzeni ostatnich paru lat, udało im się namówić sam Netflix, który ostatnio rośnie w siłę i nie współpracuje już tylko z twórcami, którzy produkują dla nich pewne, mocne tytuły z obranym od początku jednym celem – ogromnym zyskiem. Od jakiegoś czasu amerykański koncern eksperymentuje, a Stranger Things jest jednym z rezultatów. Jak się okazuje, dramat sci-fi z akcją osadzoną w małym miasteczku w Stanach Zjednoczonych był strzałem w dziesiątkę, bo o sukcesie mówiono już na parę dni przed oficjalną premierą serialu. A ta miała miejsce 15. lipca 2016 roku, nieco ponad dwa miesiące temu.

Trudno jest w odpowiedni sposób przedstawić fabułę. Z całą pewnością jest wciągająca i zainteresuje chyba każdego, kto da jej szansę i obejrzy jeden lub dwa odcinki. Może nie jestem świadom, jak bardzo różne gusta mogą mieć ludzie, ale jeśli po dwóch pierwszych epizodach ktoś stwierdzi, że nie chce więcej tracić czasu i przestanie oglądać – szczerze będę zaskoczony. Nie chcę tutaj zdradzać zbyt wiele, bo produkcja zdecydowanie podchodzi pod grono tych, które na samym początku pozostawiają wiele pytań, a my powoli przez cały czas odkrywamy na nie odpowiedzi. Nie tylko w ostatnim odcinku, ale już od drugiego. Jedna sprawa wiąże się z drugą, poznajemy coraz więcej faktów na temat przewodniej tajemnicy, ale okazuje się, że równolegle odkrywa się inna. Zabieg klasyczny, który pozwala na coraz większą immersję do świata przedstawionego, jednak często okazuje się, że ambicje twórców zbytnio ich przerastają i widzowie gubią się już w połowie. Tak bywa, ale zdecydowanie nie w tym przypadku. Stranger Things ogląda się przyjemnie między innymi właśnie z tego względu, że wiemy o co chodzi i potrafimy na bieżąco rozumieć fabułę. Jest zwariowana i po części skomplikowana, ale nie na tyle, aby zapomnieć lub zgubić wątek przez nadmiar innego. Krótko mówiąc – wszystko ze sobą współgra.

Stranger Things - Grafika promująca
Już sama grafika promocyjna kipi latami ’80. Niesamowite!
Źródło: imdb.com

Dobra, jest tajemnica, intrygi, kilka wątków, które z czasem stają się dla nas jasne. Ale o co konkretnie w tym serialu chodzi? Wyobraźcie sobie spokojne miasteczko gdzieś po środku Stanów Zjednoczonych, w którym wszyscy mieszkańcy znają siebie nawzajem i prowadzą sielskie życie. Dorośli do popołudnia pracują, a wieczorami siedzą w dużych domach z gankami, na których powiewają amerykańskie flagi. Dzieciaki zaś o świcie dojeżdżają rowerami do miejskiej szkoły, a po lekcjach spotykają się w domach swoich najlepszych kumpli, aby wspólnie oglądać kreskówki ówczesnych czasów (jak przedstawiony nam na przykład He-Man), słuchać składanek nagranych na kasety magnetofonowe lub grać w planszowe RPG-i. Tak, planszowe, a nie najnowszej generacji gry komputerowe pokroju polskiego Wiedźmina. Cóż, ponad trzydzieści lat temu życie wyglądało zupełnie inaczej.

Wtem nastaje przełom. Dotychczasowym największym zmartwieniem dla tutejszej komendy policji były co najwyżej próby kradzieży batonów lub napojów z pobliskiego sklepu albo niewinna bójka nastolatków, którzy pokłócili się o tę samą dziewczynę. Jednak tym razem w tajemniczych okolicznościach znika dwunastoletni chłopak, który nie wrócił na noc do domu po czasie spędzonym ze swoimi przyjaciółmi. Zdesperowana matka po przeszukaniu ulubionych miejscówek syna i obdzwonieniu wszystkich sąsiadów, postanawia zgłosić to na policję. Tam o wszystkim dowiaduje się jeden z głównych bohaterów serialu – komendant Jim Hopper, który do tej pory skarżył się na nudne i powolne życie. Zamierza wziąć sprawę w swoje ręce i rozpoczyna długie poszukiwania, które wydają się coraz bardziej daremne, nawet z pomocą wielu chętnych mieszkańców miasteczka. A gdyby tego było mało, w okolicy pojawia się samotna dziewczynka z włosami ściętymi niemal na zapałkę. Ta, podczas deszczowej nocy, zostaje przypadkowo znaleziona przez trójkę chłopców w tym samym wieku, którzy postanowili odnaleźć swojego zaginionego przyjaciela.

Stranger Things - Dwunastoletni bohaterowie
Dwunastoletni bohaterowie chcą za wszelką cenę znaleźć swojego przyjaciela. Tylko jak?
Źródło: imdb.com

Znika jedna osoba, a na jej miejscu pojawia się inna, dotąd nikomu nieznana. Brzmi dosyć oklepanie i tandetnie? Cóż, może nie raz spotkaliśmy się ze scenariuszem podobnym do tego. Nie tyle w serialach, co bardziej w filmach i książkach pochodzących głównie z ostatniego dwudziestolecia poprzedniego wieku. Były to klasyki, na których twórcy Stranger Things zdecydowanie chcieli się opierać i czerpać inspiracje. Ale jak sami podkreślają – jedynie wzorować się, a nie kopiować. To także doskonale tłumaczy to, co w serialu dzieje się dalej. Opisana wyżej sytuacja to tylko początek całej historii. W sumie… To jedynie pierwszy jej odcinek. Pozostałe siedem jest czymś nowym i jednym w swoim rodzaju. Daje nam powiew świeżości dla motywu, który jest nam bliski z produkcji kultowych. Nie da się zarzucić reżyserom i producentom kompletnego zerżnięcia pomysłu i całej realizacji z twórczości Spielberga lub Kinga, do których odwołań w serialu jest naprawdę sporo. To jednak tworzy coś wyjątkowego i zachęca do oglądania jeszcze bardziej!

Opowieść przedstawiona w ośmiu epizodach, które tworzą jedną, solidną całość, to zdecydowanie jeden z największym plusów produkcji. Nikt nie oglądałby czegoś, co by nas nie zainteresowało, a tym bardziej – nie wciągnęło do swojego świata (ci, którzy obejrzą Stranger Things, z pewnością zrozumieją to stwierdzenie w jeszcze inny sposób). Jednak niemożliwe byłoby odpowiednie przedstawienie fabuły, gdyby nie osoby, które muszą nam ją zaprezentować. Chodzi oczywiście o głównych bohaterów, których cechy i zachowanie są rozpisane niemal perfekcyjnie. Każdy z nich wnosi do całości coś innego, coś własnego. Nie są sztywni, ani sztuczni. Myślę, że wszystkie postacie mają w sobie coś, co pokochamy od razu, ale także znienawidzimy. To owocuje tym, że każdy z bohaterów odgrywa swoją ważną rolę w całej historii, a my, widzowie, doskonale to widzimy. Sam na swoim przykładzie zauważyłem, że moje stanowisko wobec jakiejś osoby zmieniało się diametralnie i to nawet kilka razy w ciągu całego serialu. Postacie zmieniają się z biegiem wydarzeń, nie pozostają bierne jeśli chodzi o ich zachowanie i ustosunkowanie się wobec sytuacji, w jakiej się znajdują. Tak to powinno wyglądać zawsze!

Stranger Things - Bohaterowie
W ciągu całej historii relacje tej dwójki zmieniają się diametralnie.
Źródło: imdb.com

Szczególne gratulacje powinny tutaj powędrować do samych aktorów, którzy swoje role odgrywają w sposób idealny. Przede wszystkim mam tutaj na myśli dzieciaki, które mimo wszystko skupiają na sobie największą uwagę. Cała akcja kręci się wokół nich, na ekranie występują najczęściej ze wszystkich w obsadzie. Może to budzić pewną niechęć do produkcji, ponieważ z logicznego punktu widzenia można sądzić, że niedoświadczone dzieci w rolach głównych to strzał w stopę. Bo czy jest możliwe, aby dwunastoletni aktorzy zagrali swoje role tak przekonująco i naturalnie, że będziemy w stanie uwierzyć we wszystko to, co robią i mówią? Mój ostateczny werdykt – tak, to jest możliwe! A w przypadku Stranger Things wyszło to jeszcze lepiej niż można by przypuszczać. Castingi do czterech młodocianych ról trwały niezwykle długo, bo przesłuchano podobno ponad tysiąc chętnych dzieciaków. Co jak co, ale tak staranne poszukiwania odpowiednich aktorów musiały zaowocować należycie dobraną ekipą. Szczerze mówiąc to nie mam pojęcia, czy widziałem gdzieś wcześniej bardziej przekonująco grających nastolatków.

Warto zaznaczyć także, jak ważną częścią całej produkcji jest muzyka i udźwiękowienie. Nie można by mówić o świetnym klimacie panującym w serialu, gdyby nie odpowiednio dobrane piosenki będące hitami w latach ’80, które rozbrzmiewają w wielu sytuacjach śledzonych przez nas na ekranie (na przykład „Should I Stay or Should I Go” zespołu The Clash lub „Africa” od Toto), a także efekty dźwiękowe, które niejednokrotnie budują lub rozluźniają napięcie. Ba, jako że Stranger Things jest często klasyfikowane także jako horror, to te odgłosy pełnią w całości jeszcze większą rolę. A przyznam się, że w paru scenach poczułem panującą wszem i wobec grozę. Szczególnie w mojej pamięci pozostanie ciemny las i jeleń. Jeśli widzieliście – na pewno wiecie o co chodzi!

O pozytywnych aspektach serialu można pisać bardzo, bardzo długo. Ale zauważyłem, że mój edytor tekstu wskazuje już 1800 słów, dlatego postanowiłem jeszcze szybko przejść do małego ponarzekania. Bo tak, serial jest czymś naprawdę wielkim, o ile nie wybitnym. Mocne słowo, ale moim zdaniem nie jest tutaj nadużyciem. Jednak jak każda produkcja – ma także swoje wady. Niewielkie, ale jednak coś zawsze się znajdzie. Przede wszystkim część widzów skarży się na grę aktorską Winony Ryder, czyli jednej z dwóch dorosłych głównych bohaterów. W Stranger Things wciela się w matkę zaginionego chłopca, która od samego początku jego zniknięcia popada w poważny obłęd i histerię. Tutaj nasuwa się pytanie, czy jej w pewnym stopniu „teatralne” przedstawienie postaci jest zabiegiem w zupełności celowym, czy możne po prostu odzwierciedleniem jej prawdziwych luk w umiejętnościach? Mimo wszystko jest to minus, który zauważają tylko naprawdę szczegółowe osoby, a jeśli nie zwracamy większej uwagi na autentyczność bohaterów – nie zauważymy niczego złego. Ani trochę!

Natomiast najbardziej boleć mogą pewne głupotki, które wkradają się do scenariusza. Prawda jest taka, że od filmów lub seriali nigdy nie możemy oczekiwać pełnej autentyczności i logiki. To wciąż tylko rozrywka. Jednak myślę, że sporo osób uczulonych jest przede wszystkim na głupie zachowanie bohaterów w różnych tytułach. Nie raz z pewnością krzyczeliście do ekranu „Co Ty robisz?! Nie wchodź tam!”, podczas gdy postać fikcyjna postanawiała wejść do ciemnego pokoju, z którego przed chwilą dochodziły tajemnicze dźwięki. Jedna lub dwie podobne sytuacje zdarzają się również w Stranger Things. Wówczas scenariusz serialu przewiduje coś, co najzwyczajniej jest głupim lub nielogicznym zachowaniem. Ale cóż, czasem trzeba nieco zaszaleć, aby móc fabułę odpowiednio sunąć do przodu, bo czasu na jej zrealizowanie jest coraz mniej, a do wytłumaczenia jeszcze sporo. Dlatego sądzę, że choć aspekt ten można z czystym sumieniem zaliczyć do małych minusów, to i tak w pewnym stopniu da się go wytłumaczyć.

Stranger Things - Joyce
Obłąkana, czy jednak ma rację? Matka koniecznie chce odnaleźć swojego syna.
Źródło: imdb.com

Na koniec muszę ponarzekać na coś, o czym już na samym początku wspomniałem, ale koniecznie zrobię to drugi raz. Dlaczego tylko osiem odcinków?! Ja rozumiem, że prawdopodobnie to było wszystko, na co stać Netflix podczas inwestowania w niepewny tytuł, ale jak się okazuje, wyszło znakomicie i przydałoby się tego więcej! Nie tworzy się tego typu rewelacji, która trwa tylko osiem epizodów! Ale w porządku, komu ja próbuję to uświadomić… Co jak co, ale akurat Netflix na tworzeniu seriali zna się jak mało kto!

Dlatego cieszy mnie niezmiernie fakt, że drugi sezon został już oficjalnie zapowiedziany. Tak, kontynuacja Stranger Things pojawi się w następnym roku i jeśli utrzyma ten sam poziom (już nie proszę o coś jeszcze lepszego, bo wtedy wszelkie normy zostałyby przekroczone podwójnie) to stanie się chyba najbardziej kasową produkcją odcinkową wszech czasów. Z taką popularnością i uznaniem, jakie ma teraz? To jest więcej niż pewne.

W tym momencie mam do przekazania już tylko dwie rzeczy. Po pierwsze – uznaję ten serial za jeden z najlepszych, jakie widziałem w życiu. Może nie wiedziałem ich kilkudziesięciu, a już na pewno nie w całościach ze wszystkimi sezonami. Jednak po własnych i cudzych doświadczeniach ze Stranger Things wiem, że jest to produkcja, której nigdy wcześniej nie było i prawdopodobnie nie będzie. No chyba, że jej drugi sezon, ale wtedy można liczyć to jako jedno. Dlatego osobiście, z czystym sumieniem, polecam każdemu. Wystarczy przeznaczyć tylko niecałe osiem godzin, a będziecie usatysfakcjonowani.

A po drugie – czemu jeszcze w Waszej przeglądarce nie czeka załadowany pierwszy odcinek?!

Ocena - 9/10

Reklamy

2 myśli na temat “Stranger Things: Wszyscy pokochali ten serial. Ja również!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s