Mój filmowy alfabet: A jak Avengers

Stale myślę o tym, w jaki sposób mógłbym odpowiednio wypełnić potencjalny niedosyt czytelników mojego bloga względem danej tematyki postów. A jest ich kilka, co sprawia, że jeszcze trudniej jest poświęcić nieco uwagi każdej z nich. Jednak sam wybrałem taki, a nie inny zakres tematyczny, który odpowiada nie tylko moim zainteresowaniom, ale również motywacjom. Nie chcę iść na łatwiznę, a skoro lubię od czasu do czasu trochę popisać – to niech będzie to coś ambitniejszego niż parę zdań mojej opinii w jakiejś jednej dziedzinie. Więc jest po mojemu – piszę własne zdanie w kilku tematach naraz.

Kategorię „Gry” uzupełniam serią wpisów o nazwie „Pograj i posłuchaj”. Był to pierwszy pomysł, jaki przyszedł mi do głowy i, nieskromnie pisząc, wyjątkowo mi się podoba. Informacja dla tych, którzy czekają – jeszcze trochę i drugi post z tego cyklu pojawi się na blogu. A tymczasem mam coś dla miłośników filmów. Dzisiaj pierwsza część serii, która zapowiada się na dość długą – „Mój filmowy alfabet„. Przedstawiać będę w niej tytuły, które podobają mi się w wyjątkowy sposób lub po prostu są dla mnie ważne. A to wszystko kolejno według alfabetu, co wprowadzi szczyptę tajemnicy i pozwoli na zastanawianie się, czy przy danej literze pojawi się film, który Wy moglibyście tam ulokować.

Avengers - Logo

Alfabet zaczynamy oczywiście od A, przy której udało mi się wyłonić kilka obejrzanych przeze mnie tytułów. Niektóre są bardziej, a niektóre mniej warte uwagi, jednak bądźmy szczerzy – jako świr na punkcie Marvela nie może być inaczej. Dzisiaj polecam Wam „Avengers” – zarówno pierwszą, jak i drugą część.

Zacznijmy jednak od samego początku, czyli produkcji, która swego czasu była naprawdę wielkim przełomem, jeśli chodzi o kino o tematyce superbohaterów, ale i nie tylko. Co takiego miało w sobie „Avengers” z 2012 roku, że mówiło się o nim na długo przed premierą, a po niej jest uznawane za jednego z pionierów swego gatunku? Oczywiście pomijamy fakt, że to film Marvela, a o nich głośno jest już dobrych kilku lat nawet przed pierwszą częścią „Mścicieli”. Ten cały szał na herosów rozpoczął się chyba mniej więcej od ekranizacji przygód Hulka, a potem na dobre nasze serca podbił Iron Man grany przez jedynego w swoim rodzaju Roberta Downeya Jr. Od wtedy współczynnik widowni diametralnie rósł z każdym kolejnym tytułem opatrzonym logo popularnego wydawcy komiksów.

Ponad dwugodzinny film w reżyserii Jossa Whedona był pierwszym, który skupiał w sobie tak szeroką obsadę superbohaterów. Wcześniej nie mieliśmy okazji, aby w produkcji z tak wielkim rozmachem zobaczyć tyle znanych nam postaci z kartek komiksów, a tym bardziej granych przez świetnych i popularnych aktorów. Oczywiście mniej lub bardziej, ale prawda jest taka, że role herosów zapewniły im aktualną rozpoznawalność i pewnego rodzaju uznanie w hollywoodzkim aktorstwie. „Avangers” było niemal jak spełnienie marzeń z dzieciństwa dla tych osób, które dorastały w czasach, gdy Iron Man, Kapitan Ameryka i Czarna Wdowa widnieli jedynie jako rysunkowi bohaterowie. Jednak produkcja nie trafiła tylko do nich. Dzięki ekranizacji zrealizowanej z tak wielkim przytupem, Marvel zwrócił na siebie uwagę nie tylko tych, którzy do tej pory namiętnie go śledzili, ale także ludzi, którzy nie interesowali się tym uniwersum albo w ogóle o nim nie wiedzieli.

Avangers - Bohaterowie
Tylu herosów na jednym ujęciu!
Źródło: imdb.com

Jako, że film był napakowany tyloma głównymi bohaterami to nie mogło obejść się bez jednego – zwartej akcji, na której niedosyt nie da się narzekać. Można powiedzieć, że tego typu gatunki filmowe już tak mają. Nie da się przedstawić opowieści o herosach bez sporej ilości bójek, wybuchów i innych potyczek. Prawda, ale zazwyczaj do tej pory wyglądało to tak, że superbohater przez godzinę lub półtorej natykał się na niewymagających przeciwników, których pokonywał zaledwie kilkoma ciosami, a całość wyglądała jakby starcie było wciśnięte na siłę, aby film móc zakwalifikować jako „Akcja”. Dopiero pod sam koniec mieliśmy okazję oglądać naprawdę zacięty bój między główną postacią a jego największą nemezis. Wtedy wymiana ciosów trwała dobrych kilkanaście minut, a nas wgniatało w fotel. Jednak „Avengers” wyszło nieco na przekór temu schematowi. W jaki sposób? Tak jak wspomniałem – naładowano akcji i pojedynków niemal w każdym możliwym momencie, od samego początku aż do końca. Jak utrzymują twórcy – „Mściciele” nadal mieli być prawdziwą, typową produkcją o superbohaterach, jednak z jeszcze większą dawką tego, czego oczekuje każdy widz. Dlatego ponad dwie godziny seansu nie pozwalają nam na nudę. Chociaż niektóre sytuacje mogą wydawać się absurdalne, a jeszcze inne takie, że w ogóle nie powinny się wydarzyć, to mimo wszystko należy mieć na uwadze, że to czysta rozrywka czerpiąca swoje inspiracje z komiksów. Rzeczywistość często bywa naginana, a logika jest poważnie spłycona.

Po sukcesie pierwszej części przygód Iron Mana, Kapitana Ameryki i reszty zespołu powołanego przez dyrektora S.H.I.E.L.D. Nicka Fury’ego, twórcy poszli na ciosem i postanowili nakręcić kontynuację przygód. Szczerze mówiąc prawdopodobnie zrobiliby to tak czy inaczej, bo pomysły i plany na marvelowskie produkcje nie powstają na bieżąco. Są one zarysowane już na kilka lat przed ich kręceniem i  fakt ten nie jest ukrywany jako tajemnica. Jednak reżyser, scenarzyści i inni odpowiedzialni za film otrzymali pokaźny odzew ze strony widzów, w większości pozytywny lub krytyczny, ale konstruktywny, co wpłynęło na drugą odsłonę spektaklu z szeroką gamą komiksowych herosów.

Avengers - Herosi
Thor, Iron Man i Kapitan Ameryka. Wtedy po raz pierwszy mogliśmy oglądać ich razem.
Źródło: imdb.com

Zatrzymując się jeszcze przy ocenach – na wielu portalach „Avengers” z 2012 roku oceniany jest wyjątkowo dobrze, jak na dotychczasowe produkcje tego gatunku. Raty głównie pomiędzy „dobry” a „rewelacyjny” przewijają się dosłownie na każdej witrynie filmowej, dlatego tym bardziej można mówić tutaj o wyraźnym sukcesie. Jak poszło trzy lata później, kiedy na ekranach kin pojawiło się „Avengers: Czas Ultrona”? Nie najgorzej, aczkolwiek pozytywnych reakcji nie było już tak samo dużo. Oceny wahały się od 7 do 8 w skali 0-10. Lekko mniej, ale wciąż przyzwoicie.

Zeszłoroczne przygody „Mścicieli” zostały wyreżyserowane przez tego samego pana, co w przypadku „jedynki”. Po wybadaniu oczekiwań widzów i krytyków jednogłośnie stwierdzono, że potrzeba jeszcze więcej akcji. Tak jest, jeszcze więcej niż w pierwszy filmie o zjednoczeniu się superbohaterów. Przynajmniej tak myślę, bo to, co widzimy na ekranie przebija wszystkie dotychczasowe filmy sensacyjne w klimacie sci-fi. Tak jak w produkcji z 2012 roku było jeszcze miejsce na fabułę, która została budowana w trakcie rozmów bohaterów między kolejnymi pojedynkami, tak w sequelu pokuszono się o jeszcze mniejsze znaczenie dialogów. Żeby nie było – niekoniecznie oznacza to coś złego. Tak, w „Avangers: Czas Ultrona” nadal mamy do czynienia z ciekawą historią, którą mamy okazję śledzić. Nie jest to film o obijaniu twarzy złoczyńców. Wiemy, dlaczego na ekranie dzieje się tak, a nie inaczej. Czemu jedna postać postąpiła w inny sposób niż powinna lub chcieliby inni. Rozmowy również są, nie wymarły, a w dodatku pozostały w stylu marvelowskim – są poważne, gdy trzeba, ale również zabawne i wywołujące uśmiech.

Avengers: Czas Ultrona - Bohaterowie
Pierwsza scena w filmie i już nasi bohaterowie ratują świat!
Źródło: imdb.com

Jednak każdy widz po obejrzeniu „jedynki” oraz „dwójki” stwierdzi jasno, że w tej nowszej odsłonie dzieje się więcej. To sprawia, że „Czas Ultrona” przebija swój pierwowzór w tym, z czego słynął w czasie swojej premiery. Dostajemy poważną dawkę akcji już na samym początku, dosłownie po włączeniu filmu. Potem trochę dialogów i znowu mamy wydarzenia wzięte prosto z największych produkcji sensacyjnych. I tak aż do samego finału, który jest kwintesencją wyrażenia „punkt kulminacyjny”. Skąd takie przepełnienie akcją? Znowu dostajemy wielu komiksowych superbohaterów naraz. Ale nie tylu, ilu było ich w 2012 roku. Nie, teraz obsada pęka w szwach od jeszcze szerszego grona postaci, które dosłownie zostało podwojone. Dotychczasowych sześciu Avangersów rozrasta się w pewnym momencie do jedenastu. A do tego należy doliczyć nowe czarne charaktery z samym tytułowym Ultronem na czele. Wszystko razem daje nam spektakl wypełniony starciami o śmierć i życie, efektami specjalnymi, jakich do tej pory kino nie widziało, a przede wszystkim rozrywkę taką, że szkoda jest mrugać, aby czegoś nie przegapić.

Co jednak mogło wpłynąć na nieco słabszy odbiór produkcji? Nie jestem do końca pewien, bo ja bawiłem się równie dobrze, co przy „jedynce”. Może niektórzy nie przepadają za dwoma godzinami akcji niemal bez przerwy? Albo przytłoczyła ich nadmierna ilość efektów zarówno dźwiękowych, jak i wizualnych? To już kwestia każdego z osobna. Dla mnie obie części „Mścicieli” były rewelacyjne, co wpłynęło na fakt, że pierwszą część przygód widziałem już z cztery razy, a kontynuację dwa. Zdarzyło się nawet, że sprawdziłem, jak wygląda dubbing i… polecam napisy lub ewentualnie lektora. Wtedy doznania będą najlepsze!

Avengers: Czas Ultrona - Nowi herosi
Mało Wam superbohaterów? Poznajcie Quicksilvera, Scarlet Witch i wielu nowych!
Źródło: imdb.com

Pierwsza litera alfabetu nie mogła nie przedstawiać dwóch części „Avangersów”, którzy oprócz tego, że są solidną częścią filmowego uniwersum Marvela, którego wprost uwielbiam, to także kipią tym, czym powinny być prawdziwe filmy akcji i sci-fi zaczerpnięte z kartek komiksów. Dodatkowo wyróżnia się obsada, którą stanowią obecnie prawdziwe gwiazdy kina, jak wspomniany już wcześniej Robert Downey Jr. (Iron Man), ale także Chris Evans (Kapitan Ameryka), Scarlett Johansson (Czarna Wdowa), Tom Hiddleston (Loki) lub Samuel L. Jackson (Nick Fury). Lista jest długa, ale polecam zobaczyć ją samemu. A najlepiej obejrzeć filmy, jeśli jeszcze się tego nie zrobiło. Nawet jeśli sądzicie, że to nie Wasze klimaty, to kto wie – może po seansie to się zmieni? 😉

Ocena - 9/10

Inne filmy na literę „A” warte obejrzenia:

  • „Alicja w Krainie Czarów” (2010) – familijny, fantastyczny
  • „Ant-Man” (2015) – akcja, sci-fi
  • „Auta” (2006) – animacja, komedia
  • „Artur ratuje Gwiazdkę” (2011) – animacja, familijny
Reklamy

Jedna odpowiedź na “Mój filmowy alfabet: A jak Avengers

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s