Snapchat vs Facebook: Którą stronę wybierasz?

W dzisiejszych czasach rynek aplikacji mobilnych to bardzo niepewny grunt. Bywa co jakiś czas, że całkowicie znikąd popularna staje się niezwykle prosta, ale bardzo pomysłowa i wciągająca „apka”, której autorem jest jakaś przeciętna osoba lub grono kumpli, którzy dla zabawy postanowili coś stworzyć i wrzucić na najpopularniejsze serwisy udostępniające instalacje mobilnych programów. Super, bo właśnie takie osoby w największej liczbie przypadków mają naprawdę ciekawe i świeże pomysły, których do tej pory nie doświadczaliśmy na naszych kieszonkowych urządzeniach (nie wiem, czy to nadal dobre określenie telefonów, bo w końcu niektóre dorównują już niejednym modelom tabletów).

Jednak następnie bywa tak, że te aplikacje odchodzą w niepamięć co najmniej przez kilka powodów. Często ludzie po prostu nudzą się jakąś grą lub programem i najzwyczajniej usuwają go ze swojego telefonu. Jednak innym razem może być tak, że znajdą dla siebie inną, ciekawszą i solidniejszą alternatywę, która będzie dostępna u twórcy cenionego i już dobrze znanego. W takim wypadku statystyki ściągnięć i używalności Twojej „apki” powoli będą spadać aż w końcu korzystać z niej będą jedynie najwierniejsi fani albo dobrzy znajomi. Wszyscy inni uciekną zaś do kogoś, kto na rynku przoduje od bardzo dawna, a każdy użytkownik wie, że może spodziewać się od niego porządnie wykonanego i jeszcze lepiej działającego zamiennika.

Najlepsze aplikacje - 08.10.16
Najlepsze aplikacje na Androida w dniu dzisiejszym. Dwie z nich należą do Facebooka.

Sami przyznajcie, też wolicie pobrać na swojego Samsunga, iPhone’a, czy cokolwiek innego posiadacie, aplikację, która pochodzi od firmy oznaczonej niebieskim ptaszkiem niż od wykonawcy, o którym słyszycie lub czytacie pierwszy raz. W większości przypadków tak to właśnie wygląda, prawda? No, chyba że nie ma innego wyboru i dany program jest jedynym w swoim rodzaju, chociaż w praktyce nie ma już chyba niczego niepowtarzalnego.

Przejdźmy do meritum. Jeśli na bieżąco aktualizujecie swoje aplikacje lub śledzicie informacje na technologicznych serwisach to prawdopodobnie jakiś czas temu zauważyliście, że Snapchat nie jest już tak wyjątkowy, jak był jeszcze parę miesięcy temu. A wszystko za sprawą tego, że jego konkurencja nie śpi i stopniowo coraz mocniej naciska na twórców popularnego „Snapa” poprzez… podbieranie ich pomysłów. Nie znam się na kwestiach prawnych, bo akurat nie ten kierunek studiuję (cross-fitu również nie uprawiam, a weganizm mnie nie przekonuje), a zaczytanie się w tych wszystkich artykułach zajęłoby naprawdę sporo czasu oraz ryzyka, że czegoś nie zrozumiem, ale mimo wszystko skoro dzieje się tak, że inne aplikacje zaczynają oferować to, z czego słynie Snapchat i nikt nie widzi w tym większego problemu, to chyba wszystko gra i śpiewa.

Tak, dokładnie. Przesyłanie kilkusekundowych zdjęć lub filmików do swoich znajomych, którzy mogą je oglądać przez jedynie 24 godziny, nie jest już tylko funkcją dostępną w aplikacji okraszonej białym duszkiem na żółtym tle. Teraz do gry wszedł również Instagram oraz Messenger, dokładnie w takiej kolejności. A więc można stwierdzić, że Facebook, bo właśnie do tego koncernu należą oba mobilne programy, postanowił wszcząć wojnę z twórcami „Snapa”. A jeśli nie wojnę, to przynajmniej czystą rywalizację na rynku aplikacji.

Snapchat vs Facebook
Snapchat vs Facebook. Wojna, czy tylko zdrowa rywalizacja na rynku?

Żadnej z tych „apek” specjalnie przedstawiać chyba nie trzeba. Główna ofiara ostatnich aktualizacji, które pojawiają się na Google Play, App Store lub Windows Store powstała już naprawdę dawno temu. Studenci Uniwersytetu Stanforda w USA wydali ją we wrześniu 2011 roku i od tego czasu stopniowo zyskiwała popularność nie tylko w swoim stanie, kraju i kontynencie, ale także na świecie. Tak to już jest w dzisiejszych czasach, internet nigdy nie śpi. Wychodzi na to, że dzielić się momentami ze swojego życia możemy już od dobrych pięciu lat. A z każdym następnym statystyki mówiły jasno – coraz więcej ludzi ma na swoich smartfonach i tabletach tę zupełnie nową rewolucję mobilną.

Sukces Snapchata musiał naprawdę mocno zaboleć tych z Facebooka, którzy mimo swojej potęgi i nietopniejącego znaczenia na rynku portali społecznościowych, postanowili, że trzeba coś z tym zrobić. Skoro ludzie, którzy de facto prawdopodobnie korzystają nie tylko ze „Snapa”, ale także z ich aplikacji, lubią tego typu dzielenie się zdjęciami lub filmikami ze swoimi znajomymi, to może wypadałoby podać im rękę i wprowadzić coś podobnego u siebie?

Snapchat - My Story
„My Story” na Snapchacie co chwilę przybierało różne wersje. Głównie po to, aby funkcjonować jak najlepiej.
Źródło: phandroid.com

Snap Inc., czyli firma odpowiedzialna za swoje popularne dziecko, mniej więcej w zimę 2015 roku zaoferowała swoim użytkownikom zupełnie nową funkcję, która pozwalała na udostępnianie chwil nie tylko kilku wybranym osobom z listy znajomych, ale także wszystkim tym, którzy tylko będą chcieli je obejrzeć. Jednak jest w tym mały haczyk – ów zdjęcia i filmy są dostępne do wyświetlenia tylko przez jedną dobę od momentu ich wysłania. Wrzucasz coś o 12 w południe? Równo o tej godzinie następnego dnia już tego nie będzie! Była to nowość o tyle, że poprzednio, gdy słaliśmy coś do wybranych przyjaciół z listy, mogli oni wyświetlać je kiedy tylko chcieli. Jeden raz, ale obojętnie, czy po kilku sekundach od otrzymania powiadomienia, czy dopiero po tygodniu. Zaś po aktualizacji dodającej tak zwane „My Story” (warto zapamiętać, że dokładnie tak nazywa się ta funkcja w Snapchacie, bo później może się mieszać!) trzeba było być czujnym i sprawdzać nowe udostępnienia regularnie, aby niczego nie przegapić. W końcu czasu się nie zatrzyma!

Ten innowacyjny sposób bycia w kontakcie ze znajomymi spodobał się użytkownikom aplikacji niemal od zaraz. Dziesiątki tysięcy ludzi, o ile nie setki, natychmiast zaczęły dzielić się wykonywanymi przez siebie czynnościami, a wszystko dodatkowo można było okraszać własnoręcznie wpisywanymi wiadomościami tekstowymi lub emotikonami. Na długi czas funkcjonalność ta pozostała dostępna wyłącznie w „Snapie”.  Ale konkurencja czuwa i mimo wielu miesięcy, które upłynęły od premiery „My Story” w aplikacji z duszkiem, największy gigant wśród portali społecznościowych i mobilnych programów postanowił zareagować i rozpieścić również swoich użytkowników.

Tak oto w dniu 2. sierpnia tego roku światło dzienne ujrzała wielka aktualizacja popularnego Instagrama. Go przedstawiać również nie trzeba. Jest to cieszący się największą uwagą i używalnością „apka”, która umożliwia prowadzenie własnego profilu ze zdjęciami i plikami wideo, które oglądać mogą osoby śledzące nas. Proste, ale zarazem gwarantujące zajęcie na długi czas, między innymi podczas przeglądania publikacji innych osób, jak na przykład interesujący nas znajomi lub… całkiem obce osoby, które jednak wrzucają coś interesującego. Jednak po aktualizacji na początku sierpnia pojawiło się jeszcze więcej możliwości, które rozbudowały funkcjonalność Instagrama.

Instagram Stories
„Instagram Stories” to nic skomplikowanego. Przeglądasz relacje znajomych lub sam tworzysz swoje.
Źródło: blog.instagram.com

Wprowadzono tak zwane „Instagram Stories”. Brzmi znajomo? Nic dziwnego, bo nie tylko nazwa przypomina nam o Snapchacie, ale również to, jak wygląda ta nowość w opisywanej właśnie aplikacji. Od tego momentu na samej górze naszego ekranu widnieją zdjęcia profilowe śledzonych przez nas osób, które właśnie postanowiły podzielić się swoimi zdjęciami i filmami, ale tylko na najbliższe 24 godziny. Dokładnie tak samo, jak działa „My Story”! Zasada jest wręcz identyczna – zrób fotkę lub nagraj coś, dodaj tekst, emotikonę i opublikuj, a chętne osoby będą mogły wyświetlić to w trakcie jednej doby. Potem wszystko znika i nie wraca. Chyba, że wyślesz ponownie.

Za dużo rozpisywać się tutaj nie można, bo to praktycznie tyle. Twórcy aplikacji podkreślają, że „Instagram Stories” ma za zadanie funkcjonować jako możliwość dzielenia się tym, czego nie chcemy na stałe publikować na swoim głównym profilu. Jeśli zrobimy zdjęcie, które nam się podoba, ale nie mamy ochoty dodawać kolejnej fotki tego samego dnia, to właśnie do tego służyć ma nam nowo wprowadzona opcja. Brzmi dość rozsądnie i w sumie niczego większego nie można zarzucić autorom „Insta”. W końcu od samego początku, a więc od października 2010 roku, aplikacja ta jest niezmiennie związana z fotografią. Publikować tam może każdy – od amatora z najtańszym aparatem w telefonie aż po profesjonalistów ze sprzętem za kilkanaście tysięcy złotych. Nic więc dziwnego, że Instagram zrobił kolejny krok i wyszedł do ludzi, którym faktycznie „My Story” ze Snapchata wyjątkowo się podobało. Więc skoro tak, to czemu nie dodać tego u siebie? Tym bardziej, że pasuje do tematyki naszej „apki”?

Instagram Stories - 2
Naklejki dodawać możemy także na Instagramie. Daje to jeszcze więcej możliwości!
Źródło: blog.instagram.com

A skoro o tym mowa, w najnowszym przypadku można mieć pewne wątpliwości. Jak już wcześniej podkreśliłem – Instagram od pewnego czasu należy do jednej z najbardziej rozpoznawalnych marek, jaką jest Facebook. Stało się to w kwietniu 2012 roku, gdy firma Marka Zuckerberga wyłożyła około miliard dolarów na przejęcie „Insta” pod swoje skrzydła. Jaka jeszcze inna popularna aplikacja należy właśnie do niego? Prawdopodobnie każdy, kto właśnie teraz to czyta, ma ją zainstalowaną na swoim smartfonie, bo jak się okazuje (nawet w tym przypadku, ale o tym za chwilę), Polacy wyjątkowo chętnie z niej korzystają.

Messenger również włączył się do gry. Po wprowadzeniu dziennych relacji za pomocą fotografii i filmów na Instagramie, programiści i twórcy aplikacji przeszli do wdrażania tej samej możliwości w programie, z którego komunikujemy się z naszymi znajomymi z Facebooka. To, jak szybko w siłę rośnie Messenger, widać gołym okiem. Aktualizacje pojawiają się jedna po drugiej, a niemal każda wnosi ze sobą znaczne zmiany. Nowe emotikony, naklejki, QR kod pozwalający na szybsze dodawanie do listy przyjaciół, czy też średnio przyjęta inwigilacja w nasze SMS-y i połączenia telefoniczne (niby można z tego nie korzystać, ale aplikacja wyraźnie podkreśla, że to fajne i warto włączyć tę możliwość jak najszybciej).

Messenger Day w Polsce
W „Messenger Day” otrzymaliśmy szeroki wybór szablonów odpowiadających różnym sytuacjom.
Źródło: spidersweb.pl

Ostatniego dnia września wszyscy użytkownicy Messengera w Polsce otrzymali szansę na przejście do nowszej wersji „apki”, która od teraz umożliwia nam… wysyłanie zdjęć i filmów dostępnych przez 24 godziny! A wyświetlić je może każdy, kto znajduje się w gronie naszych kumpli na Facebooku i aktywnie korzysta z aplikacji na swoim smartfonie lub tablecie. Jak to wygląda? „Messenger Day” (o proszę, pokuszono się o nazwę mniej podobną do „My Story”) pozwala na fotografowanie lub nagrywanie danego momentu za pomocą aparatu, który następnie może być przez nas opublikowany w osobistej relacji dostępnej przez następną dobę. Wyświetlić można to w niemal identyczny sposób, co w przypadku Snapchata i Instagrama. Wszystko wyświetla się na górze ekranu w głównym menu aplikacji. Wystarczy dotknąć palcem na kafelek z imieniem i nazwiskiem znajomego, po czym wyświetli nam się każda udostępniona fotka i filmik.

Rany, dziwnie jest o tym pisać po raz trzeci, bo w końcu każda ta funkcja jest identyczna. Nieważne, czy to Snapchat, Instagram, czy Messenger. W każdej robi się to samo!

Nie wiem jak Was, ale mnie nie dziwi dodanie tej opcji w „Insta”. Tam fotografia gra pierwsze skrzypce i „Stories” ciekawie urozmaica korzystanie z tej aplikacji. Dla mnie zrozumiałe. Ale czemu coś podobnego wciska się również do Messengera, gdzie (jak sama nazwa mówi) chodzi przede wszystkim o pisanie wiadomości? Można stwierdzić, że współcześnie tekst zanika i jest coraz rzadziej czytany i pożądany. Prawda, wszystko sprowadza się teraz do wizualnego przekazu – w postaci obrazu. Stąd też prawdopodobnie w Messengerze stopniowo popularyzowały się emotikony, a już w ogóle naklejki, które często służą nam jako odzwierciedlenie emocji, których nie musimy już opisywać słowem. Przyznajcie, że sami nie raz wysłaliście jakiś z tych obrazków chociaż równie dobrze moglibyście wystukać na klawiaturze „Nudzę się” lub „Wyskoczymy na piwko?”.

Jednak, czy 24-godzinne relacje w postaci zdjęć i filmów są tym, czego naprawdę potrzebujemy na Messengerze? W końcu jeśli będziemy chcieli pochwali się czymś, co aktualnie robimy, to wyślemy fotki jedynie do paru najbliższych osób z myślą, że przecież całej reszty nie obchodzi nasze życie. W praktyce tak to właśnie wygląda. Jednak to tłumaczenie też nie jest odpowiednie. Takim tokiem myślenia można stwierdzić, że również „My Story” i „Instagram Stories” są bez sensu, bo tam także nie każdego obchodzą nasze relacje.

Może jednak lepiej zaakceptować ten ruch wykonany na facebookowych aplikacjach i po prostu korzystać z niego, jeśli nam się podoba, albo kompletnie nie zwracać uwagi na te funkcje, jeżeli nie przypadły nam do gustu.

Aplikacje - co dalej?
Rynek aplikacji potrafi zaskakiwać. Jakie nowe mobilne trendy pojawią się w przyszłości?

Mimo wszystko chcę jednak podkreślić pewną ciekawą i chyba bardzo ważną kwestię. Wspomniałem wyżej, że od 30. września „Messenger Day” jest dostępny dla Polaków i stwierdzenie to należy rozumieć dosłownie. Od tamtej pory tylko w naszym cudownym kraju kwitnącej cebuli możemy korzystać z tej możliwości aplikacji. Twórcy postanowili na razie przetestować ją na węższym gronie użytkowników, a że Messenger w Polsce jest niezwykle popularny (bardziej niż w wielu krajach, które teoretycznie powinny przodować) i wielu rodaków zainstalowało tę „apkę” na swoich urządzenia, to zdecydowano się nastawić target właśnie na nas. Jest czym się pochwalić! To my testujemy wielką aktualizację Messengera, do której reszta świata dostanie dostęp dopiero po paru tygodniach! Mniej więcej.

Moje odczucia co do „wojny” pomiędzy Snapchatem a Facebookiem? Jakiś czas temu chętnie korzystałem z tego pierwszego. Ale po pewnym czasie najzwyczajniej znudziło mnie dzielenie się swoimi momentami z życia. Nie czuję takiej potrzeby. Dlatego aplikacji pozbyłem się jeszcze przed wprowadzeniem „Instagram Stories” na początku sierpnia. Minął jakiś czas, mamy 8. października, a ja nadal nie myślę o tym, aby wrócić do „Snapa”. Wiem doskonale, że spora część grona moich znajomych nadal go używa i to chętniej niż dobowych publikacji na Instagramie, a już na pewno bardziej niż na Messengerze (przez ponad tydzień widziałem, że jedynie dwie osoby dodało po jednym zdjęciu do „Day”). Ja jednak nie przekonuję się do Snapchata i aktualnie go nie mam. Jeśli jednak mam ochotę pokazać, co właśnie porabiam, to najchętniej wrzucę to na „Instagram Stories”.

A najbardziej ze wszystkiego odpowiada mi napisanie lub wysłanie fotki w prywatnej wiadomości do najbliższych przyjaciół.

Reklamy

1 myśl w temacie “Snapchat vs Facebook: Którą stronę wybierasz?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close