Pograj i posłuchaj #2: Tales from the Borderlands

Minęło już trochę czasu odkąd to ostatnio wypowiadałem się o grze, w którą nie tylko dobrze jest pograć dla samej fabuły lub rozgrywki, ale także dla oferowanej przez nią ścieżki dźwiękowej, która na długo pozostaje w naszej pamięci. W sumie to prawie równy miesiąc temu pojawił się pierwszy post z tego cyklu. Całe szczęście, że nie uwzględniłem w nim, jak często pojawiać się będą kolejne części serii, bo trudno byłoby dotrzymać obietnicy. Wiadomo, raz nie ma się weny, innym razem wpadnie się na lepszy temat do opisania, a jeszcze kiedy indziej uzna się, że to bez sensu. Serio, czasem i tak bywa. Ale nie ma co próżnować, trzeba w końcu to zrobić i pokazać, że mimo wszystko „Pograj i posłuchaj” jest serią, czego nie można było jeszcze oficjalnie stwierdzić po wyłącznie jednym poście. Dlatego mam zaszczyt przedstawić Wam drugi tytuł z mojej osobistej listy gier, które są perełką zarówno pod względem grywalności, jak i aspektów muzycznych!

Proces wyselekcjonowaniem tej jednej nazwy był tym razem wyjątkowo trudny. Absolutnie nie z tego względu, że kończą mi się pomysły po zaledwie jednym poście. Chodziło bardziej o to, czy trzymać się wyłącznie pojedynczego tytułu, aby móc odpowiednio się na nim skupić i opisać to, co powinno zostać opisane, czy może jednak lepiej byłoby wziąć pod uwagę całą franczyzę, a więc kilka części składających się na jedno uniwersum, które powstawały po sobie, tworząc jedną, wielką całość. Wiecie, jak z filmami. Najpierw pierwsza odsłona, potem kontynuacja w postaci sequela, a następnie jeszcze powrót do prequelu i tak dalej. Jednak ta druga opcja byłaby zbyt ogólna i niekonkretna. Dlatego po rozważeniu plusów i minusów stwierdziłem, że tym razem na tapetę weźmiemy tylko i wyłącznie jedną produkcję, a jest nią Tales from the Borderlands! Osoby przebywające w temacie gier na pewno dobrze ją znają albo przynajmniej kojarzą to ostatnie słowo. Dla pozostałych wszystko zostanie zaraz wyjaśnione.

Tales from the Borderlands

Skąd pojawiła się u mnie taka rozterka? Otóż Tales from the Borderlands jest tytułem, który wchodzi w skład jednego z najpopularniejszych uniwersów wśród gier wideo. Teraz się skupcie, bo trochę jest tutaj do wytłumaczenia. Ale zaczniemy od początku – tak będzie najłatwiej. Wszystko zaczęło się od producenta Gearbox Software i wydawcy 2K Games (również bardzo dobrze znani w tej branży), którzy w 2009 roku wydali grę pod tytułem… Borderlands. Akcja z pierwszej osoby, która została osadzona w postapokaliptycznym świecie science-fiction odniosła z miejsca ogromny sukces. Była to prawdziwa nowość na rynku, a największą furorę zrobił świetnie wykonany tryb wieloosobowy, który pozwalał na podłączenie się do jednej rozgrywki nawet czwórce osób. Kontynuacja gry była pewna. W taki oto sposób, po trzech latach, premierę miało Borderlands 2, które sukces odniosło jeszcze potężniejszy niż pierwowzór. Wszystkie błędy naprawiono, dodano masę nowej zawartości i opcji, a przede wszystkim pojawiła się rozbudowana fabuła, której humoru i akcji zazdrościły wszystkie gry dostępne na rynku. Bank został rozbity.

Od tego momentu uniwersum Borderlands posiadało nie tylko niezwykłą popularność, ale przede wszystkim prestiż i pewność, że cokolwiek pojawi się dalej – sprzeda się i podzieli losy poprzednich części. W świecie gier wideo, od roku 2013, powoli zaczęło wyłaniać się studio, o którym lekko napomniałem już w poprzednim „Pograj i posłuchaj” – Telltale Games. Najpierw tworzyło dla wąskiego grona wielbicieli, ale wraz ze swoją przełomową grą epizodyczną The Walking Dead: The Game, stało się rozpoznawalne wśród graczy całego świata. A styl i polityka tej firmy idealnie pasowały do renomowanego już Borderlands. Oba studia bez problemu dogadały się i tak oto powstało dzieło, o którym mam przyjemność aktualnie pisać!

Podstawowe informacje

Pewnego rodzaju genezę tego tytułu już przedstawiłem. W sumie historię całego uniwersum Borderlands można opisywać długo, bo jest naprawdę wiele ciekawych rzeczy, o których warto wspomnieć. Jednak ja postanowiłem skupić się na grze, która swoją premierę miała 25 listopada 2014 roku. Jednak ta kwestia jest niezwykle podobna do Life is Strange opisywanego poprzednio. Data ta jest dniem opublikowania pierwszej części gry, której faktyczna całość została podzielona na pięć takich odcinków. To znaczy, że Tales from the Borderlands jest grą epizodyczną tak samo, jak produkcja Dontnod i Square Enix z pierwszego posta „Pograj i posłuchaj” (więcej TUTAJ). Ale nie ma co się dziwić, kiedy spojrzymy na twórców tej właśnie gry. Wspomniane w poprzednim akapicie Telltale Games to studio, które od samego początku ma bardzo jasno określony typ swoich produkcji. Są to twory z gatunku point-and-click, a więc takie, w których nasza kontrola nad postacią jest dość mocno ograniczona jedynie do poruszania się po niezwykle drobnych terenach, a największe znaczenie mają tylko nasze kliknięcia myszką. To znaczy, że od nas zależy, na co główna postać spojrzy, co chwyci lub powie. Dostajemy kilka lub kilkanaście możliwości, a my możemy je sprawdzać wedle własnego uznania, bez narzuconej kolejności. Dla przykładu – możemy przyjrzeć się trzem różnym obrazom na ścianie. Aby to zrobić, wystarczy kliknąć na każde z nich myszką. Jednak możemy zacząć od strony lewej, prawej lub środka – jak tylko nam się podoba. Ale nie musimy też korzystać ze wszystkich możliwości. Jeśli coś nas nudzi, nie interesuje lub po prostu spieszymy się, to omijamy coś, co nie jest niezbędne w fabule gry. Po co przyglądać się wszystkim obrazom, jeśli nie to jest naszym głównym zmartwieniem?

Drugą cechą rozpoznawalną studia Telltale Games jest to, że prawie wszystkie ich gry są epizodyczne. O znaczeniu tego terminu pisałem już poprzednio, ale w skrócie pisząc chodzi o to, że nie otrzymujemy całej gry od razu. Nie mamy możliwości ukończenia fabuły od początku do końca za jednym razem, a to dlatego, że zostaje ona podzielona na kilka części (z reguły pięć), które ukazują się kolejno z pewną przerwą pomiędzy premierami następnych odcinków. Tales form the Borderlands jest dokładnie takie samo. W dniu premiery pierwszego epizodu gry jasne było, że poznamy tylko pewien fragment całej historii, a na dalsze losy poczekamy parę tygodni. I tak aż do wydania ostatniego, finalnego piątego odcinka. W tym przypadku minęło nieco ponad jedenaście miesięcy, nim gracze Tales from the Borderlands mogli przejść fabularne zakończenie produkcji, bowiem ostatnia część wyszła dopiero w drugiej połowie października 2015 roku. Można powiedzieć, że mamy niemal rocznicę!

Tales from the Borderlands - Akcja
Zwariowana akcja i wyjątkowy humor – tych aspektów w tej grze na pewno nie brakuje.
Źródło: borderlands.wikia.com

Trochę długo, prawda? Niestety, ale nawet ja – fan epizodycznej formy wydawania gier komputerowych, jestem świadom tego, że tak samo, jak wiele jest plusów tego typu gatunku, tak samo ma ono swoje minusy. O tym jednak dłużej zajmę się kiedy indziej, a jeśli wciąż chodzi o podstawowe informacje dotyczące tej produkcji to warto wspomnieć, że spore grono wiernych graczy Telltale Games jest zdania, że to właśnie Tales from the Borderlands jest ich najlepszym dziełem, jakie do tej pory powstało. A przynajmniej mocno konkuruje z pierwszym sezonem The Walking Dead: The Game, któremu to studio zawdzięcza swoją aktualną popularność. Dlaczego „Opowieści z Pogranicza” wypadły tak dobrze? Po pierwsze – sam fakt, że są osadzone w świecie, który znany jest bardzo dobrze, a oprócz tego cieszy się niezwykle pozytywną opinią. A skoro za tematykę tego uniwersum wzięło się ambitne i niezawodne (poza drobnymi wyjątkami) studio Telltale Games, to sukces był pewny jeszcze przed premierą produkcji. Jednak gra sporo zawdzięcza także swojej wyjątkowości wśród własnego, niezbyt szerokiego podwórka. Ona nawet mocno wyróżnia się spośród wszystkich innych tworów swojego producenta i wydawcy! A te są naprawdę dobrze oceniane. Głównie zasługę ma tutaj fakt, że dialogi i wydarzenia są wręcz napakowane humorem i absurdem. A każdy gracz powie nam, że o to właśnie tutaj chodzi. Tak miało to być i jest. Jest nawet bardziej niż wszyscy tego oczekiwali. Ale oprócz śmiesznych i wręcz niewiarygodnych momentów, jest tam także sporo miejsca na zwroty akcji, trzymające w napięciu sceny i wciągające wydarzenia przez co czerpiemy z gry same przyjemności.

Grywalność

W sumie właśnie zastanawiam się, czy ta część postów „Pograj i posłuchaj” powinna nazywać się tak, jak wyżej, czy lepiej pasuje „Rozgrywka”. To jest jednak moja osobista dywagacja na później, a tymczasem warto rozwinąć myśli, którymi w pewnym stopniu podzieliłem się już w podstawowych informacjach i dodać coś więcej, co sprawi, że być może zachęcę Was do zakupu i odpalenie tego tytułu na swoich komputerach. Lub konsolach, smartfonach bądź tabletach. Dokładnie tak, jednym z ważnych aspektów tej produkcji jest fakt, że dostępna jest na wielu platformach i praktycznie nie ma wymówki, że nie mamy jak jej nabyć. Wystarczy stary, dobry pecet, PlayStation, Xbox lub jakiekolwiek urządzenie z systemem Android lub iOS i można śmigać.

Tales from the Borderlands - Prostota
Gra to w pewnym stopniu film interaktywny. Śledzimy wydarzenia i głównie wybieramy opcje dialogowe.
Źródło: borderlands.wikia.com

To w pewnym stopniu przedstawia nam obraz samej gry. Dokładniej chodzi o to, że jej mechanika nie jest skomplikowana. Jestem w stanie stwierdzić nawet, że sterowanie i działanie Tales from the Borderlands jest jeszcze prostsze niż w Life is Strange, w którym i tak jest wyjątkowo łatwo jeśli chodzi o poruszanie się i zręczność w grze. W omawianym przez nas przypadku jest przede wszystkim mniej sytuacji, w których mamy kompletną kontrolę nad naszą postacią. W sumie poruszamy się jedynie po niewielkich, zamkniętych pomieszczeniach i to jedynie parę raz na każdy epizod (a pojedynczy trwa mniej więcej od półtorej godziny do dwóch). Również nie jesteśmy zbytnio rozpieszczani pod względem wyborów, których dokonać możemy podczas odkrywania lokalizacji. Gra skupia się bardziej na opowiedzeniu nam filmowej historii, którą będziemy bacznie obserwować i śledzić kolejne wydarzenia z dość drobną ingerencją z naszej strony. Nie oznacza to jednak, że kompletnie nic od nas nie zależy albo, że nie dostajemy pewnej swobody.

W porównaniu do wielu innych tytułów od Telltale Games, mamy tutaj naprawdę postęp jeśli chodzi o możliwości gracza. Przede wszystkim zauważalnie częściej ingerujemy w rozmowy między bohaterami, niemal za każdym razem możemy wybrać odpowiedzi, które najbardziej nam się podobają. Oprócz tego znacznie częściej musimy wykazać się zręcznością naszych palców, podczas gdy na ekranie znienacka pokazują się tak zwane „quick time eventy”. Są to momenty, kiedy musimy czym prędzej nacisnąć na przedstawione nam klawisze. Czasem robimy to po to, aby nasza postać dała radę podnieść jakiś ciężki przedmiot (wtedy na przykład musimy wielokrotnie i bardzo szybko uderzać w klawisz „E”), a w jeszcze innych przypadkach należy stukać w odpowiednie przyciski, aby nasz bohater efektywnie uciekał, bił się lub unikał ciosów. Zdecydowanie docenić trzeba dynamikę gry, która znacząco odbiega od pozostałych produkcji epizodycznych, które do tej pory powstawały. Ach tak, zapomniałbym. Nowością jest także to, że możemy ingerować w wygląd postaci w grze. Mamy możliwość zakupu ubrań lub dodatków, ale tylko pod warunkiem, że uzbieraliśmy na nie pieniądze. A jak je zdobywamy? Przez odpowiednio szczegółowe odkrywanie lokalizacji i zaglądanie do każdego możliwego miejsca. Albo przez… nie do końca dobre uczynki. Wszystko w naszych rękach!

Tales from the Borderlands - Bohaterowie
Na górze nasi protagoniści – Rhys i Fiona. A u dołu dwójka ich nierozłącznych kompanów. Z tą czwórką nie rozstaniemy się przez całą grę.
Źródło: borderlands.wikia.com

Tyle piszę o tych bohaterach, ale w sumie nie zwróciłem na nich większej uwagi, prawda? A trzeba, bo to także jest spora zmiana, jeśli chodzi o produkcje Telltale Games. Otóż po raz pierwszy w ich dziełach otrzymaliśmy możliwość wcielenia się w dwójkę głównych protagonistów. Do tej pory mieliśmy okazję związać się emocjonalnie jedynie z jedną postacią, której decyzjami zarządzaliśmy od samego początku aż do końca fabuły. Jednak twórcy Tales from the Borderlands poszli o krok dalej i postanowili wprowadzić Rhysa – głównego bohatera płci męskiej, a także Fionę – przedstawicielkę kobiet. Jak to wygląda w praktyce? Gra samodzielnie nakierowuje nas na daną postać, kiedy tylko nadchodzi odpowiedni moment. Po rozpoczęciu rozgrywki śledzimy losy tego pierwszego, a więc pracownika największej firmy w Borderlands – Hyperionu, którego kariera na naszych oczach dramatycznie się rozpada. Następnie jednak zgrabnie przechodzimy do poznania początków Fiony, która, aby zarobić na siebie i swoją siostrę, zajmuje się zawodowym… oszukiwaniem. Cóż, należy przyznać, że jest to popularna profesja w tamtych rejonach. Drogi naszych głównych bohaterów szybko się krzyżują, a następnie muszą połączyć siły, aby sprostać czekającym na nich wyzwaniom w drodze do wspólnego celu.

Może to dla niektórych brzmieć tandetnie, ale moim skromnym zdaniem sposób, w jaki przedstawiona jest fabuła gry, jest czymś naprawdę wyjątkowym i scenarzyści powinni zostać obsypani wieloma wyróżnieniami i pochwałami za bardzo spójną, zgraną i pomysłową historię. Tym bardziej, że pośród tego wszystkiego, co tam się dzieje, znaleziono również miejsca na masę, naprawdę masę nawiązań i puszczania oczka do tych osób, które miały już okazję zaznajomić się ze światem Borderlands. Bowiem jestem przekonany, że w tej produkcji mogą spokojnie odnaleźć się osoby, które z grami nie mają prawie żadnej styczności, ale jednak bez zwątpienia największą i najlepszą satysfakcję z gry będą mieli ci, którzy ograli już wcześniej produkcje od Gearbox i 2K Games. Nic dziwnego, skoro znajdujemy się w ich uniwersum, a to, jak wiele nawiązań w dialogach, napotkanych przedmiotach i w całych sytuacjach znajduje się w tej grze, jest czymś, co robi naprawdę piorunujące wrażenie. Napotkamy świetnie nam znane postacie, miejsca i pojedyncze rzeczy, które stanowią nierozerwalną część rozgrywki w pierwszej, jak i drugiej części Borderlands. A nawet i odsłony The Pre-Sequel, która powstała nieco po premierze Tales from the Borderlands. Dlatego uprzedzam, że jeśli chcecie wynieść z tej gry wszystko to, co najlepsze – zacznijcie najpierw od podstaw. Ale radę tę kieruję tylko do zapalonych graczy, bowiem pokonanie obu tych tytułów zajmie pewnie mniej więcej ze sto długich, ale mimo wszystko pełnych wrażeń godzin.

Tales from the Borderlands - Nawiązania
Scooter i jego „Catch-A-Ride!” to tylko jedno z wielu nawiązań do pierwszych dwóch części Borderlands.
Źródło: borderlands.wikia.com

Ścieżka dźwiękowa

Czuję, że w tym miejscu powielę bardzo oklepane stwierdzenie dotyczące muzyki we wszelkiego rodzaju produkcjach, nie tylko grach, ale także (a może nawet przede wszystkich) w filmach lub serialach. Utwory, które są odpowiednio dobrane do danego momentu ukazywanego nam na ekranie, potrafią zdziałać prawdziwe cuda. O ile możecie podchodzić do nich sceptycznie, o tyle w tym przypadku jest to jedyne odpowiednie słowo, bo jeśli nasz zmysł wzroku i słuchu otrzymują tak odpowiednio i w punkt nakierowaną dawkę emocji to nic nie jest w stanie zmienić naszych osobistych doznać. W przypadku Tales from the Borderlands jest bardzo podobnie. Może tytuł ten nie jest bogaty w liczbę piosenek, których jest nam dane wysłuchać. Są produkcje, które posiadają nawet trzy razy więcej utworów, jednak nie zmienia to faktu, że i tak skromna ścieżka dźwiękowa może być naprawdę wyjątkowa.

W przypadku „Opowieści z Pogranicza” muzyka towarzyszy nam głównie podczas intro, jak i outro. To pierwsze to nic innego, jak kilkudziesięcio sekundowe wprowadzenie do nowego epizodu (niczym w serialach). Występuje w każdym z nich i w każdym pojawia się inny utwór. Jednak dobrane są one tak starannie, że wprawiają nas w nastrój idealny do tego, co właśnie dzieje się w fabule i co będzie w niej za chwilę. Poprzez te piosenki oddany jest duch każdego z pięciu odcinków. Outro zaś to po prostu napisy końcowe, które przewijają się po naszym ekranie na zakończenie każdej części gry. W czterech przypadkach jest tak, że utwór, który wówczas słyszymy, jest tym samym, który pojawił się podczas intro.  Wyjątek stanowi jedynie ostatni, piąty epizod serii, gdzie otrzymujemy zupełnie inny, dodatkowy kawałek, który ma przede wszystkim jeden cel – wywołanie w nas emocji i zadumy związanej z tym, że cała przyjemność dobiegła już końca. Losy bohaterów poznane, a fabuła oficjalnie zakończona. Według mnie wychodzi to świetnie.

Łącznie za soundtrack do Tales from the Borderlands można uznać chyba wyłącznie sześć piosenek, które nie należą do popularnych i kultowych utworów. A często wybiera się takie, aby przypaść do gustu odbiorcom poprzez dobrze znane im kawałki, które łatwo zapamiętują. Tutaj otrzymujemy co najwyżej „To The Top” od Twin Shadow, które możecie kojarzyć jako główny motyw muzyczny do filmu Papierowe Miasta z 2015 roku. A poza tym? Piosenki mniej znane, ale wciąż będące solidną częścią całej omawianej tutaj gry. Gdy teraz przesłuchuję je po prawie roku od ukończenia fabuły to jestem skłonny w pełni przypomnieć sobie, jakie wydarzenia i sceny miały miejsce podczas rozbrzmiewania tych dźwięków. A to niezbity dowód na to, że ten soundtrack został stworzony tak, jak powinien i odegrał swoją rolę.

Za długo na temat samej muzyki nie mogę się rozpisać, bo zdecydowanie nie ma o czym. Jak wspomniałem, jest tu tylko sześć utworów, które same w sobie są genialne i wkomponowane w sytuacje z gry tworzą z nią zgrany duet, a słowami nie odda się tego, co można przeżyć podczas osobistego wypróbowania na własnej skórze. A ja szczerze i gorąco polecam, aby usiąść wraz z tym tytułem chociaż parę razy po godzinę lub dwie i cieszyć się niezapomnianymi wrażeniami. Tales from the Borderlands wcale nie jest długie. Rozgrywka powinna zająć co najwyżej dziesięć godzin, które jednak mijają jeszcze szybciej niż można przypuszczać. Dlatego… czemu by nie spróbować? :)

Przydatne linki:

Reklamy

2 myśli w temacie “Pograj i posłuchaj #2: Tales from the Borderlands

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close