Doktor Strange: Świat Marvela odwrócony do góry nogami

Nigdy wcześniej nie dokonałem tego z żadnym innym filmem z kinowego uniwersum Marvela. A trzeba przyznać, że jest już ich sporo. Nie wyszło z trzecim Iron Manem, drugą odsłoną Avangers, Ant-Manem ani nawet z majową premierą Wojny bohaterów. Na każdy z seansów udałem się co najmniej tydzień po ich oficjalnym wejściu do kin. Tym razem było inaczej. Długie miesiące oczekiwań, które wypchane były różnego rodzaju zapowiedziami ze strony twórców filmu, a także ciągłe odświeżanie strony internetowej pewnej sieci kin na ponad tydzień przed premierą w zupełności się opłaciło. Zarezerwowałem bilety w najlepszym możliwym miejscu na sali i to w dniu premiery. Teraz Doktor Strange jest już na mojej liście obejrzanych tytułów, a w tej chwili mam zamiar podzielić się osobistymi odczuciami. A  film wywiera ich mnóstwo!

Doktor Strange - PlakatChoć najnowsza produkcja osadzona w świecie Marvela miała swoją światową premierę nieco wcześniej, bo 20 października, to w naszych polskich kinach mogliśmy zobaczyć ją po raz pierwszy w minioną środę. Swoją drogą – trochę inaczej niż bywa to z niemal wszystkimi filmami, które wchodzą na ekrany dopiero w piątki. Ale nie będę ukrywać tego, że mi to pasowało. Miałem tego dnia wolny czas, a w dodatku można było zaoszczędzić parę złotych korzystając ze środowych promocji. Choć według mnie, nie ma co specjalnie liczyć grosze jeśli chodzi o filmy tego studia. Opinie na temat produkcji o superbohaterach są różne. Niektórzy mogą twierdzić, że częstotliwość ich powstawania sprawiła, że już dawno się przejadły i są teraz kręcone wyłącznie dla zbicia fortuny. Trochę w tym prawdy jest, bo w końcu nie tworzono by dwóch lub nawet trzech filmów tego gatunku na rok, jeśli nie sprzedawałyby się z odpowiednio wysokim przebiciem. Ale Marvel ma też swój plan, który skrupulatnie realizuje i to w świetnym stylu. Plan, który polega na wskrzeszeniu komiksów w formie aktualnie najpopularniejszej wśród mas. Filmy są oglądane chętnie, a szczególnie te, w które wkłada się grube pieniądze.

Doktor Strange - Stephen Strange
Jedno z pierwszych zdjęć promocyjnych filmu. Benedict Cumberbatch jako Doktor Strange!
Źródło: marvel.com

Doktor Strange z pewnością taki jest. Widać w nim, że efektów specjalnych nie pożałowano, a jednym z celów było wywarcie na nas reakcji „wow”, którą faktycznie możemy odczuć i to niejednokrotnie. Dzieje się dużo, wszystko wygląda na dopracowane niemal do perfekcji. Jeśli mam być szczery to myślę, że mamy aktualnie idealny moment i predyspozycje do tego, aby takie filmy mogły powstawać. Gdyby wzięto się za nie tych kilkanaście lat temu (a może nawet kilka?) to ich efektowność byłaby na zdecydowanie mniejszym poziomie. Technologie, umiejętności i budżet, jakie posiada aktualnie rynek filmowy, pozwala na tworzenie niezwykle realistycznego, wciągającego kina, które zostaje niemal ożywione z kartek komiksów. Niesamowity Hulk, pierwsza część Iron Mana, czy nawet początek Avengers nie wyglądał jeszcze tak dobrze i zaawansowanie technologicznie, jak to, co mamy okazję oglądać teraz. A to tylko parę lat różnicy!

Wspominam tak o tych poprzednich produkcjach z kinowego uniwersum superbohaterów, ale muszę zaznaczyć (i to bardzo wyraźnie), że udając się do kin na Doktora Strange’a trzeba mieć na uwadze jedno – to zupełnie inny film niż dotychczas. Naprawdę. Po obejrzeniu zwiastunów i innych zapowiedzi miałem świadomość, że przygody mistyka będą odróżniać się nieco od poprzednich ekranizacji komiksów, które skupiały się głównie na mocno futurystycznych wizjach świata, wręcz zahaczających o science fiction, a akcja kręciła się wokół pojedynków między reprezentantami dobra i zła, w których używano pięści, maszyn, zbroi i broni. Typowo materialny, fizyczny aspekt. Zaś Doktor Strange serwuje nam coś zupełnie innego. Oczywiście, na ekranie zobaczymy niejedną bijatykę z wymianą ciosów, jednak najważniejsze staje się duchowy wymiar rzeczywistości. Ten niewidzialny, niematerialny, a jedynie odczuwalny. Właśnie dzięki temu mamy po raz pierwszy większą styczność z magią i czarodziejstwem w świecie Marvela. To, co w poprzednich produkcjach wyglądało na czarowanie, było tylko niewinnymi sztuczkami.

Doktor Strange - Oko Agamotto
Magii nie brakuje. Posiadacz Oka Agamotto jest nawet w stanie kontrolować czas.
Źródło: imdb.com

Zacznijmy jednak od krótkiego zarysowania fabuły, aby wiedzieć, o co tutaj mniej więcej chodzi. Głównym bohaterem całej historii jest tytułowy doktor Stephen Strange, który znany jest jako wybitnie uzdolniony i nieomylny neurochirurg. Sam jest świadomy swoich umiejętności co sprawia, że ceni się ponad innych lekarzy, a jego ego często ledwo mieści się na salach operacyjnych. Nie jest to mój wymysł, bo początek filmu świetnie daje nam to odczuć, między innymi poprzez słowa wypowiadane przez towarzyszów chirurga. Wśród nich jest ukochana bohatera – Christine Palmer, która niejednokrotnie wspomaga go przy niezwykle trudnych i wymagających operacjach. Prawda jest taka, że tylko takich podejmuje się Strange. Można powiedzieć, że jego nadmierna wybredność i poszanowanie własnej osoby doprowadziło go do sytuacji, w której musiał zamienić się rolami z operowanymi przez niego pacjentami. Makabryczny wypadek samochodowy z jego udziałem zakończył się licznymi uszkodzeniami ciała, a przede wszystkim – ograniczonymi ruchami mięśni rąk. Skutkowało to tym, że w jednej chwili musiał pożegnać się z fachem chirurga, gdzie potrzebna jest wybitna precyzja i zdeterminowanie. Teraz, z trzęsącymi się dłońmi, musiał poszukać nowego sposobu na życie.

Tak w dużym skrócie wygląda jedynie pierwszych kilkanaście minut. Wypadek Strange’a to dopiero początek całej historii, którą mamy okazję śledzić przez prawie dwugodzinny seans. Nieco krótszy niż między innymi ostatnia część Kapitana Ameryki, ale po wyjściu z sali kinowej z pewnością nie można odczuwać niedosytu, bo w produkcji wszystko zgrabnie zostało zawarte. Ogromne wrażenie mogą robić cały świat przedstawiony oraz wszelkiego rodzaju efekty wizualne i dźwiękowe, które wygenerowane zostały komputerowo. Do wysokiej jakości CGI w filmach Marvela jesteśmy już przyzwyczajeni, ale z każdym kolejnym tytułem poprzeczka zostaje zawieszona jeszcze wyżej. W tym przypadku sporo scen ma miejsce w pięknych i rozległych krajobrazach Nepalu, na ulicach angielskiego Londynu oraz w mieście, które jest centrum akcji wszystkich filmów z tego uniwersum – Nowym Jorku. Jednak rzadko kiedy mamy okazję oglądać tło wydarzeń bez nałożonych na nie efektów wizualnych, które stają się ogromną częścią całości.

Doktor Strange - Efekty wizualne
Taki widok na wielkim ekranie potrafi zaprzeć dech w piersiach.
Źródło: imdb.com

W końcu w filmie chodzi o magię, pradawne zdolności i… światy równoległe. Szczególnie te ostatnie dostarczą nam największych wrażeń przede wszystkim ze względu na realizację, która niekiedy mocno pobudza naszą wyobraźnię. Główni bohaterowie walczą niematerialnymi, wytworzonymi przez siebie broniami, potrafią wykreować w powietrzu portal do innego miejsca na Ziemi, poruszać się swoimi duszami, ale nie tylko. Mogą przenosić się do zupełnie innych wymiarów, równoległych do tego naszego, w którym znajdujemy się na co dzień. Film Doktor Strange usilnie przekonuje nas, że świat, w którym żyjemy, jest tylko jednym z wielu i cechuje się przykładaniem ogromnej wagi do rzeczy materialnych. Okazuje się jednak, że podejście takie jest złudne i negatywne do kompletnego poznania siebie. Główny bohater, który w końcu odkrywa tę starożytną mądrość i zaczyna ją praktykować, potrafi samemu znaleźć się w takich wymiarach, jak lustrzany lub mroczny. Całość z początku wydaje się dla widza mocno zawiła i skomplikowana. W końcu na ekranie dzieje się tak dużo, że nie wiadomo co myśleć. Ale o to w tym chodzi. W jednej chwili wirujemy wraz z byłym neurochirurgiem po wielu na pozór nielogicznych i niemożliwych światach, a dopiero z czasem wszystko zaczyna być dla nas zrozumiałe i odnajdujemy się w tym.

Stąd też moje zdanie, że na szczególną pochwałę w tym filmie zasługują przede wszystkim komputerowo wytworzone efekty oraz świat przedstawiony, którego do tej pory nie poznaliśmy w innych tytułach Marvela. Zapowiadano, że Doktor Strange wniesie do uniwersum coś nowego i świeżego. Tak właśnie się stało i można stwierdzić, że wszystko, co znaliśmy dotychczas, zostało odwrócone do góry nogami. Nie liczy się już tylko siła w pięściach i pieniądze, za które można kupić wypasioną, niezniszczalną zbroję. Teraz do gry dobra ze złem wkracza magia w najczystszej postaci. Jako pewnego rodzaju pomost między światem materialnym a duchowym w Marvelu może posłużyć postać Scarlet Witch, którą znamy od czasu drugiej odsłony Avengers. Nie jest ona typową czarodziejką, ale jej moce są najbardziej zbliżone do tych, które posiadają główni bohaterowie najnowszej produkcji. A ci potrafią teleportować się, tworzyć niematerialne przedmioty, a nawet zaburzać rzeczywiste, namacalne rzeczy i manipulować nimi. Świetnie pokazano to również w jednym z oficjalnych zwiastunów.

Doktor Strange - Christine Palmer
Stephen Strange bez Christine Palmer daleko by nie zaszedł.
Źródło: imdb.com

Weźmy teraz na warsztat kreacje, które obecne są w Doktorze Strange’u. I nie sposób zacząć inaczej niż od głównego, tytułowego bohatera. Choć jego tożsamość i początki opisałem nieco wyżej, to w tym miejscu warto przede wszystkim wspomnieć o tym, jak świetnie napisana jest to postać. Chociaż na początku jego arogancja i wywyższanie się ponad innymi może w pewien sposób zniechęcić do doktora Stephena (a zakładam, że taki był właśnie cel, aby jego ówczesne zachowanie skontrastować z późniejszą bezradnością), to jednak z biegiem czasu poczujemy pewną sympatię do kreacji stworzonej przez dobrze znanego aktora Benedicta Cumberbatcha. Przed premierą filmu opinie były różne. Większość mimo wszystko twierdziła, że główna rola została obsadzona niemal perfekcyjnie i nie można sobie wyobrażać lepszego wizerunku dla filmowego Strange’a. W praktyce aktor spisał się na medal i nikt nie powinien czuć się zawiedziony. Warsztat zawodowy i umiejętności, które Cumberbatch nabył między innymi w serialu Sherlock, pozwoliły mu na odegranie swojej postaci ponad oczekiwania widzów, spełniając zarówno aspekt autentyczności, jak i wizualny (prezentuje się jak Strange żywcem skopiowany z kartek komiksów).

Reszta obsady to także strzał w dziesiątkę. Ukochana głównego bohatera pojawia się na ekranie nie raz i nie dwa, a w dodatku szybko potrafi zdobyć sympatię widzów w kinie. Naprawdę, mam wrażenie że większość osób prędzej polubiła Christine Palmer niż samego Stephena. Czarny charakter, z którym przyjdzie zmierzyć się Strange’owi i dwóm towarzyszącym mu mistrzom czarodziejstwa, może nie jest najwybitniej napisaną kreacją postaci spośród dotychczasowych produkcji Marvela (tutaj chyba wciąż niezwyciężony pozostanie Loki), ale wszystko nadrabia aktor, który wciela się w rolę Kaeciliusa. Mads Mikkelsen, który zasłynął przede wszystkim rolą Hannibala w serialu o takim samym tytule, jako wróg numer jeden prezentował się ponadprzeciętnie i tego nie można mu odjąć. Jednak ja ani przez chwilę nie odczułem wobec tej postaci żadnego zaniepokojenia lub choć minimalnego lęku, kiedy to dochodziło do jego starć z czarodziejami. Może gdyby poświęcono więcej czasu na przedstawienie postaci Kaeciliusa to zostałoby to nadrobione?

Doktor Strange - Kaecilius
Czarnemu charakterowi, mimo przerażającego wyglądu, czegoś brakowało.
Źródło: imdb.com

Mnie natomiast najbardziej spodobała się kreacja nie Strange’a, Palmer, czy któregoś z dwóch czarodziei – Mordo lub Wonga (którzy, swoją drogą, także odgrywają w całości piekielnie ważną rolę w solidnie zaprezentowany przez aktorów sposób). Najwięcej mojego uznania i sympatii otrzymała Przedwieczna, a więc szef wszystkich szefów wśród mistrzów i uczniów trenujących w Kamar-Taj. To właśnie o jej zgodę i uznanie musiał starać się główny bohater, który zamierzał odkryć sposób na odzyskanie pełnego zdrowia sprzed wypadku. Ancient One, bo tak w oryginale nazywa się postać Przedwiecznej, jest bohaterem niezwykle wyróżniającym się spośród całej reszty. Kobieta pozbawiona włosów z charakterystyczną dla siebie manierą mówienia i zachowania już w pierwszej scenie wyjątkowo mi się spodobała i muszę przyznać, że przez całą resztę seansu byłem pod ogromnym wrażeniem jej wyjątkowości, która biła z tejże postaci. A to wszystko zasługa aktorki Tildy Swinton, która genialnie wcieliła się w rolę Przedwiecznej i jest moim osobistym największym zaskoczeniem filmu.

Doktor Strange - Przedwieczny
Pierwsze zetknięcie się Strange’a z magią i duchowością zagwarantowała mu Przedwieczna.
Źródło: imdb.com

Produkcja nie rozpieści nas w kwestii ścieżki dźwiękowej. Została ona ograniczona do jak najmniejszej liczby utworów, co jednak nie wpływa zbyt negatywnie na odbiór całości. Może gdyby w tle częściej zagrała jakaś charakterystyczna melodia to powstałaby jeszcze lepsza atmosfera, jednak brak tego typu sytuacji wcale nie przekreśla naszej immersji do świata Strange’a. Ten niedobór może też zrekompensować jedna krótka, ale niezwykle zabawna scena z utworem „Single Ladies” od Beyonce. A humorystyczne gagi i dialogi to także inny, ważny aspekt tytułu, który przemawia na jego korzyść. Przyzwyczajeni już jesteśmy do śmiesznych tekścików, które rzucają od czasu do czasu bohaterowie w mniej lub bardziej odpowiednich momentach. Z tego typu poczuciem humoru zapoznał nas Marvel już niejednokrotnie w swoich produkcjach i cóż, trzeba przyznać, że nadal działa to świetnie, bo kiedy sala kinowa ma wybuchnąć śmiechem – robi to.

Jeśli macie w planach kupienie biletów na seans to z pewnością już doskonale wiecie o tym, że Doktor Strange wyróżnia się spośród innych tytułów od Disneya i Marvela. Przekonani o tym byli od samego początku czytelnicy komiksów, którzy po prostu dobrze znają całe uniwersum z obrazkowych pierwowzorów, ale o powiewie świeżości w filmach o superbohaterach możemy przekonać się choćby z samych zwiastunów i zapowiedzi. Ja również wspomniałem wyżej co nieco o tym, jak bardzo film wyróżnia się na tle dotychczasowych Avengers, Thora, Iron Mana i tym podobnych. Warto mieć to na uwadze i przede wszystkim – nie wybierać się do kina ze sceptycznym podejściem, bo odmienne podejście do tematyki herosów jest czymś naprawdę wyjątkowo udanym i od dawna potrzebnym. A jak twierdzą sami twórcy zarówno Doktora Strange’a, jak i innych części kinowego uniwersum – najnowsza produkcja i jej główna postać będą miały OGROMNY wpływ na to, co ujrzymy w kolejnych przygodach superbohaterów. Nie tylko Strange’a!

Doktor Strange - Social media
Tak wyglądała 24-godzinna promocja filmu.
Dosłownie wszystkie profile Marvela na Facebooku zostały odwrócone!
Źródło: facebook.com/marvelcinematicuniverse

A potwierdzenia tych słów nie trzeba szukać daleko. Wystarczy, że włączycie Facebooka i poszukacie oficjalnych profilów różnych filmów Marvela, np. Kapitana Ameryki, Iron Mana, Avengers, a nawet samych Strażników Galaktyki. Tam koniecznie kliknijcie w galerię fotografii, bo wczoraj, zaledwie dzień po europejskiej premierze Doktora Strange’a, zdjęcia profilowe i te w tle zostały odwrócone o 180 stopni. Powody są dwa. Po pierwsze – w celu promocji i reklamy nowego tytułu ze stajni giganta, jakim jest Marvel, a po drugie… mamy sobie uświadomić, że to, co zobaczyć możemy aktualnie na ekranach kin, to nie żadne przelewki i magia naprawdę wchodzi do gry w świecie dobra i zła. A nawet odwraca go do góry nogami.

Next step – Guardians of the Galaxy vol. 2!

Ocena - 9/10

Reklamy

5 myśli w temacie “Doktor Strange: Świat Marvela odwrócony do góry nogami

  1. Cześć. Skąd ten wniosek, że magia wchodzi do gry w realnym świecie? Uważasz ze nasze pokolenie zobaczy coś przełomowego, i twórcy filmowi chcą nam to powiedzieć?

    Polubienie

    1. Cześć! Chodzi o jedno ze zdań na samym końcu? Mam w nim na myśli, że od teraz w kinowym uniwersum Marvela będziemy mogli zobaczyć nie tylko pojedynki na pięści i bronie, jak to bywało przed „Doktorem Strange’em”, ale również batalie magiczne i tym podobne. Z pewnością przekonamy się o tym w „Avengers: Infinity War” za rok, gdzie większość dotychczas sfilmowanych bohaterów pojawi się w jednej produkcji, w tym sam Strange :) Chyba, że wykaże się swoimi magicznymi mocami wcześniej w „Thor: Ragnarok”, gdzie podobno też ma wystąpić :)

      Polubienie

  2. Cześć, tak mialem na myśli zdanie na końcu. Źle to odebrałem, myślałem ze na serio wierzysz w supermoce😊

    Polubienie

    1. Choć posiadanie ich byłoby świetne, to niestety życie nie jest filmem :D

      Polubienie

  3. To prawda. Pisze artykuł o postrzeganiu rzeczywistości. Głównie pod kątem New Age, dużo się ostatnio mówi o tym ze wszyscy są Bogami a czas w którym każdy będzie jak Chrystus to tylko kwestia czasu. Taka ludzka natura,zawsze chcemy więcej. Dobry artykuł, pozdrawiam.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close