Ja w 2017: Będę oglądał, słuchał i grał

Przełom grudnia i stycznia to nie tylko najlepsza okazja ku temu, aby wziąć pod lupę ostatnich dwanaście miesięcy i przyjrzeć się im dokładniej. Można wyliczać wzloty i upadki, a potem podsumować to wszystko i stwierdzić, czy miniony rok był dla nas dobry, czy zły. Po prostu. Jednak o tym wszystkim pisałem dokładnie tydzień temu, w przedostatni dzień grudnia. Dlatego jeśli chcecie najpierw spojrzeć w tył z mojej perspektywy, to zapraszam Was tutaj. Ale przechodząc dalej, początek obecnego miesiąca to również idealny moment, aby spojrzeć w przyszłość, przed siebie. A przynajmniej w bardzo podobny zakres czasowy, jakim jest najbliższy, 2017 rok. Z pewnością każdy z nas ma kilka ważnych dat, których nie może się doczekać lub pokłada w nich ogromne (lub chociaż duże) nadzieje. I to pod różnymi względami.

Ja w 2017 - Start up

W przypadku tego bloga ograniczymy się tylko do współczesnej rozrywki i kultury. Sprawy prywatne zostawmy dla siebie samych, a dzisiaj pomyślmy nad tym, jakie filmy, seriale, muzyka, gry lub wydarzenia kulturalne będą dla nas wyjątkowo ważne w ciągu tych dwunastu miesięcy. Jakie dni w kalendarzu zaznaczyliście czerwonym długopisem i podpisaliście jako „Premiera!” lub „Przeżycie życia”? Warto o tym pomyśleć już na samym początku stycznia i wydzielić sobie ten rok na kilka (lub nawet kilkanaście, kto zabroni) mniejszych etapów, w których to będziemy wyczekiwać na różniące się od siebie momenty. Wejście do kin nowego filmu, powrót ulubionego serialu, wydanie płyty przez szczególnie miłowanego wykonawcę albo nawet długo wyczekiwany dzień jego koncertu. Możliwości jest wiele, a poniżej prezentuję Wam to, co dla mnie będzie liczyć się w 2017 roku. Z pewnością na liście mogłoby znaleźć się dużo więcej punktów, ale ograniczę się (jak w poprzednim poście) do sześciu, które w pierwszej kolejności wpadły mi do głowy :)

Film(y)
Strażnicy Galaktyki vol. 2 + Spider-Man: Homecoming + Thor Ragnarok

Cóż za wspaniały rok szykuje się dla miłośników wytwórni Marvela! Choć nowe produkcje z superbohaterami w rolach głównych to żadna nowość, bowiem już od kilku ładnych lat kina są zalewane tego typu tytułami, to tegoroczne nazwy filmów aż proszą się o to, aby dni ich premiery już nadeszły. W 2016 wyprodukowano dla nas „zaledwie” dwie historie – z wieloma znanymi nam herosami w „Wojnie bohaterów” oraz przedstawiającą zupełnie świeżą postać, jaką był sam „Doktor Strange”. Nie da się ukryć, że była to prawdziwa gratka dla fanów komiksów, ale nie będzie błędem stwierdzenie, że marvelowska oferta dopiero się rozkręca. A świetnie potwierdzają to plany na rozpoczęty rok! Nie dość, że będziemy mieli okazję ujrzeć aż trzy superprodukcje, to jeszcze ich składy robią wrażenie. Festiwal herosów rozpoczną znani nam „Strażnicy Galaktyki”, którzy po wysoko ocenianej pierwszej części przygód pojawią się w sequelu, a ten zapowiada się jeszcze lepiej! Trudno w to uwierzyć, bo poprzeczka zawisła już wystarczająco wysoko, prawda? Cóż, oficjalny zwiastun, słowa aktorów i producentów oraz same oczekiwania i domysły widzów świadczą o tym, że to, za co pokochaliśmy pierwszą odsłonę z 2014 roku, powróci ze zdwojoną siłą. Ja już się niecierpliwię, aby zobaczyć małego Groota i Rocketa w akcji.

Ja w 2017 - Strażnicy Galaktyki vol. 2
Źródło: imdb.com

W kosmos wylecimy pod sam koniec kwietnia, ale po powrocie nie będzie zbyt dużo czasu na nabranie powietrza w płuca i przygotowanie się do kolejnego filmu. Wszystko przez to, że po nieco ponad dwóch miesiącach swoją premierę będzie miał „Spider-Man: Homecoming”, czyli to, na co czekali fani od początku kinowego uniwersum Marvela, ale nie było pewne, czy nadejdzie. Prawa do postaci, które posiadło Sony, były główną przeszkodą w realizacji tytułu, ale po latach dogadywania się i wymyślania kompromisów – udało się! W połowie lipca zobaczymy nowego, odmłodzonego Petera Parkera, którego mieliśmy już okazję zobaczyć w „Wojnie bohaterów”, ale dopiero teraz poznamy go bliżej. Jego solowa produkcja musi jednak spełnić wiele poważnych oczekiwań, związanych przede wszystkim z aż dwoma podejściami do superbohatera w przeciągu ostatnich piętnastu lat. Najpierw trylogia z Tobey’em Maguire’em, a potem dwie części z Andrew Garfieldem. Obie średnio udane, dlatego teraz, gdy postanowiono jeszcze raz wziąć się za Spider-Mana, fani komiksów liczą na porządną robotę. Prawda jest taka, że jeśli sam Marvel nie da rady, to już nikt tego nie udźwignie.

Rok superprodukcji Marvela zakończymy ze świetnie już poznanym nordyckim bogiem Thorem. Blond mięśniak powróci ze swoim młotem już po raz trzeci, jeśli mowa o jego filmach tytułowych. Po raz pierwszy na ekranie ujrzeliśmy go w 2011 roku, gdzie według wielu opinii wyszedł bardzo przeciętnie, a następnie jego wątek kontynuowano dwa lata później. Wtedy, choć nieco lepiej, nadal widzowie nie byli oczarowani. Czy teraz, gdy podjęto się znanej z komiksów tematyki ragnaroka, czyli zmierzchu bogów, w którym dochodzi do największego pojedynku dobra ze złem (Thora z Lokim), superbohater nie z tej planety zyska nareszcie film godny jego imienia? Oczekiwania także nie są małe, pomimo, że poprzednie dwie części nie zrobiły wielkiego wrażenia. Teraz, po latach istnienia MCU, wielbiciele wychodzą z założenia, że twórcy wiedzą już, co jest pożądane, a co nie, i będą w stanie zrobić naprawdę wysokiej klasy widowisko z Thorem w roli głównej. A jeśli nadal będzie miernie, to ocenę na pewno podniesie Doktor Strange, który (jak oficjalnie ogłoszono) także pojawi się w filmie.

Ja w 2017 - Spider-Man + Thor
Źródło: imdb.com

Serial
Sherlock

Produkcja brytyjskiego BBC jest o tyle szczególna, że świadczą o tym co najmniej dwa aspekty zupełnie niezwiązane z postaciami lub fabułą, a więc tym, po co ogląda się seriale. Znacie jakiś inny tytuł, na którego nowy sezon jesteście skazani czekać przez trzy lata? A wisienką na torcie jest fakt, że każdy z nich składa się z zaledwie… trzech epizodów. Prawdziwy fenomen, który pod tymi względami urzekł mnie jeszcze przed obejrzeniem pierwszego odcinka całej serii. Trzeba jednak zaznaczyć, że pojedyncza historia Sherlocka Holmesa trwa aż półtorej godziny, co również nie jest typowe dla seriali. Zwykle sądziłem, że produkcje o takich długościach są już nazywane filmami, a tymczasem debiutujący w 2010 roku „Sherlock” złamał moje myślenie, a potem podbił serce tym, w jaki sposób jest realizowany i ostatecznie nam przedstawiany. Niewątpliwie jest to serial wysokich lotów.

Ja w 2017 - Sherlock
Źródło: bbc.co.uk

Spotkałem się z różnymi opiniami. Jedni wyjątkowo pokochali ten tytuł i cierpią niemiłosiernie, kiedy sezon się kończy, bo następnie muszą oczekiwać parę lat na kontynuację przygód. Są jednak też tacy, którym ta konwencja „Sherlocka” przeszkadza i nie są w stanie jej znieść. Tym bardziej przez cztery i pół godziny, które zajmuje obejrzenie całego jednego sezonu. Co w tym serialu jest takiego innego, ale już na gruncie widowiska? Przede wszystkim nie zostajemy przeniesieni do XIX-wiecznej Anglii, w której to osadzona jest historia oryginalnego Sherlocka Holmesa znanego nam z kultowych powieści lub choćby ekranizacji (nawet najnowszych z Robertem Downey’em Jr). Tymczasem serial BBC przenosi to wszystko do czasów współczesnych. Mamy XXI wiek, wszędzie pełno samochodów, telefonów komórkowych i innych technologii, które nawet mają spore znaczenie dla fabuły. Cała otoczka i świat przedstawiony to nic innego, jak dzisiejsza Wielka Brytania, co widać w każdym ujęciu, jednak najważniejsze elementy historii o Sherlocku nadal pozostawiono. Jest on, główny bohater, którego imię i nazwisko jest nam świetnie znane, a jego nadludzka dedukcja i inteligencja nie różnią się od wyjątkowości książkowego pierwowzoru. Mamy też doktora Johna Watsona, który dzielnie towarzyszy Holmesowi i próbuje nie pozostawać w tyle z faktami. A do tego wszystko otrzymujemy ciekawe i intrygujące zagadki, które już na początku odcinków skupiają naszą uwagę, przez co z niecierpliwością śledzimy rozwój wydarzeń oraz ostateczny punkt kulminacyjny i rozwiązanie akcji. Czego chcieć więcej w historii o Sherlocku? Nic tylko zasiąść i oglądać, bowiem jeśli nie oglądaliście jeszcze trzech ostatnich sezonów, to koniecznie musicie nadrobić. W niedzielę, 1 stycznia, premierowo ukazał się pierwszy epizod czwartej serii. Przed nami jeszcze dwa kolejne. Świetny początek roku!

Muzyka + Wydarzenia
Koncerty, festiwale, turnieje

Nie byłem w stanie określić jednego, konkretnego elementu w najbliższych dwunastu miesiącach, który mógłby mieć dla mnie największe znaczenie jeśli chodzi o muzyczną kategorię. Nie wiem, co dokładnie przyniesie ten czas i czego się spodziewać, dlatego rozszerzyłem wszystko do trzech prostych wyrazów, które świetnie oddadzą tematykę nie tylko muzyki, ale ogólnie wydarzeń. Jestem pewien, że 2017 rok będzie obfitował w kilka ciekawych koncertów, w których będę mógł biernie i czynnie uczestniczyć. Biernie, bo jak chyba każda osoba na świecie lubię muzykę i z chęcią wybieram się na występy artystów, których lubię słuchać. Muszę zgodzić się z tym, że mój sposób obierania muzyki, a tym bardziej uczestniczenia w koncertach jako fan, jest specyficzny i inny niż u większości (nie porywa mnie euforia, którą okazuję wszystkim dookoła swoim zachowaniem), ale mimo to lubię przeżywać tę wyjątkową atmosferę wydarzeń muzycznych. Jednak oprócz biernego bycia, z pewnością będę miał okazję także aktywnie działać przy tworzeniu i kontrolowaniu niejednego koncertu. To wszystko za sprawą uczestnictwa w wolontariacie studenckim w toruńskim klubie kulturalnym. Dzieje się tam dużo każdego miesiąca, więc jest w czym wybierać, jeśli chodzi o pomoc przy organizacji, a w momencie rozpoczęcia występów – nic nie stoi na przeszkodzie, aby popatrzeć i posłuchać zza kulis.

Ja w 2017 - Koncerty
Źródło: odnowa.umk.pl; facebook.com/3-majowka

Oprócz wolontariatu i pojedynczych koncertów, czekam także na majówkę, która co roku organizowana jest we Wrocławiu. W 2016 uczestniczyłem w niej po raz pierwszy i wrażenia są tak dobre, że aż chciałoby się wrócić tym razem, na najbliższą edycję trzydniowego festiwalu. Kilkanaście zespołów i artystów występujących codziennie na dwóch wielkich scenach (między innymi na Hali Stulecia) to coś, co powinno przyciągać każdego miłośnika muzycznej rozrywki, a wrażenia z możliwości bycia tam są niezapomniane. Swój czas mieli twórcy zarówno najlepsi z Polski, jak i zza granicy. Nawet deszczowa pogoda ostatniego dnia majówki nie przeszkodziła nikomu w dobrej zabawie. Dlatego chętnie pojawiłbym się i w tym roku. Jak będzie? To zależy od artystów, którzy wystąpią. Wciąż nie ujawniono niemal wszystkich, jednak jako cierpliwy człowiek jestem w stanie poczekać i zdecydować się później. W końcu jeszcze kilka dobrych miesięcy!

A jeśli chodzi o turnieje, to bardzo zainteresowały mnie rozgrywki, które zostaną przeprowadzone na początku lutego w Toruniu. Konkretnie chodzi o zawody w popularnej grze „Counter-Strike: Global Offensive”, która już od kilku lat zbiera wokół siebie wielu fanów, przede wszystkim w Polsce. Turniejów graczy w naszym kraju nie brakuje, a teraz przyszła kolej na miasto, w którym studiuję. Same rozgrywki wydają się być niezwykle profesjonalne i poważne, co tylko korzystnie wpływa na moją ciekawość. Jeszcze w zeszłym roku zgłosiłem się na wolontariusza przy pomocy w organizacji. Jeśli się uda – super. Jak nie – myślę, że i tak wpadnę, ale jako jeden z wielu fanów e-sportu.

Aplikacja
Club Penguin Island

Przeglądarkowe gry flashowe idą w zapomnienie. Tak przynajmniej twierdzą kanadyjscy twórcy gry „Club Penguin”, która w sieci istnieje od 2005 roku i zabawia na różne sposoby dzieci i młodzież z całego świata. O wirtualnej, śnieżnej krainie z pingwinami w roli głównej pisałem Wam już w październiku, gdy tytuł obchodził swoje jedenaste (!) urodziny. Jednak od dłuższego czasu jego popularność stale spada, a graczy ubywa zauważalnie. Nie trzeba śledzić statystyk, aby to jasno stwierdzić. Wystarczy wejść do gry i zobaczyć dziesiątki pustych serwerów. Jednak zespół zajmujący się „Club Penguin” od jakiegoś czasu ma na to radę i jest już na ostatnich etapach produkcji zupełnie nowej, odświeżonej odsłony pingwiniego świata. Jest jednak dość poważna zmiana. Nie będzie to produkcja wypuszczona na komputery dostępna przez internet, jak liczący sobie jedenaście lat pierwowzór. Zauważono, że wkroczyliśmy w erę mobilności i teraz wielu graczy korzysta ze smartfonów i tabletów. Dlatego zdecydowano, że „Club Penguin Island” (tak nazywać się będzie nowa wersja gry) ukaże się jako aplikacja w iTunes na urządzenia Apple’a oraz w Google Play dla Androida.

Ja w 2017 - Club Penguin Island
Źródło: clubpenguinisland.com

Czy to dobry ruch? Czas pokaże, ale twórcy niewątpliwie pokładają w tym spore nadzieje. Ja też z ciekawością wypatruję informacji o oficjalnej premierze aplikacji, bo z pewnością jestem zaintrygowany tym, w jaką stronę pójdzie tytuł i jak będzie sobie radził na urządzenia mobilnych. Nie powinno to dziwić, w końcu w „Club Penguin” zagrywałem się od 2007 roku, więc sporo czasu mu poświęciłem. A „Club Penguin Island” na pewno będę testował przez dłuższy czas. Można w sumie powiedzieć, że już to robię, bo udało mi się ściągnąć aplikację mimo tego, że trwają testy ograniczone wyłącznie dla Australii i Nowej Zelandii (to akurat nic trudnego, żaden objaw hacków lub cheatów). Jak na razie wrażenia się mieszane, ale jestem pewien, że należy spodziewać się większej aktywności zarówno graczy, jak i samych twórców gry, zaraz po światowej premierze. A ta nastąpić ma jeszcze na wczesnym etapie 2017 roku. Marzec lub luty? A może jeszcze styczeń? Okaże się w ciągu najbliższych tygodni, a tymczasem zainteresowani muszą śledzić poczynania disneyowskiego oddziału odpowiedzialnego za aplikację w mediach społecznościowych. Może gra będzie wyjątkowo udana i okaże się choćby w połowie taką rewelacją, jak „Pokemon GO”?

Gra
South Park: The Fractured But Whole

Ci, którzy zagrywali się w „Kijek Prawdy” wiedzą doskonale, dlaczego gra komputerowa opatrzona tytułem popularnego i kontrowersyjnego amerykańskiego serialu animowanego jest dla mnie ważnym elementem roku. Wydana  prawie trzy lata temu produkcja w stylu RPG zawładnęła sercami wielu graczy głównie z powodu wyjątkowego, specyficznego humoru, jaki niesie ze sobą „South Park” (twórcom udało się przenieść dialogi, żarty i satyrę z kreskówki do gry), który towarzyszył nam od pierwszej minuty rozgrywki aż do ostatniej, finałowej sceny, a także dzięki ciekawemu pomysłowi. Nie tylko na fabułę, która również, o dziwo, jest świetna, ale przede wszystkim na samą grę. Wybrano RPG, czyli gatunek uwielbiany przez sporą część graczy, a fakt, że wykonano go należycie sprawił, że ludzie łyknęli to, co zostało im zaoferowane. Grywalność stoi na wysokim poziomie, sterownie nie jest wymagające, ale logiczne, historia opowiadana z przerwami na bijatyki lub eksplorowanie świata jest wciągająca i pomysłowa, a możliwość ujrzenia bardzo dobrze znanych nam postaci, przedmiotów i różnych odniesień (których są miliony!) jeszcze lepiej wpływa na końcowy efekt. Must-play dla fana „Miasteczka South Park”.

Ja w 2017 - Fractured But Whole
Źródło: gry-online.pl

Kontynuacja gry komputerowej pod wdzięcznym tytułem „The Fractured But Whore” (ach, ta doskonale przemyślana gra słów) była zapowiedziana na końcówkę 2016 roku. Była moim jednym z zaledwie kilku tytułów ówcześnie wyczekiwanych. Jednak pech chciał, że studio Ubisoft, które ma na swoim koncie wiele wzlotów i upadków (tych drugich chyba jednak więcej), postanowiło jakiś czas przed premierą przełożyć datę oficjalnego ukazania się gry i to o dobrych kilka miesięcy. Ostatecznie ma być to marzec tego roku. Cóż, trzeba było się z tym pogodzić. Na szczęście przyszło to bez większych problemów i teraz już tylko pozostaje przeczekać kolejnych kilka tygodni, nim ponownie będzie można zagrywać się w tytuł kontrowersyjny, lecz dający sporo frajdy. Taka jest prawda, to „South Park”!

Gra
Red Dead Redemption 2

Czyżby szykowała się gra roku 2017? Niewątpliwie takie nadzieje są pokładane w wyczekiwanej przez lata produkcji studia Rockstar Games (to ci od „GTA”). Cały ten okres był poważnym sprawdzianem dla fanów tytułu, bowiem producenci kazali cierpliwie oczekiwać od 2010 roku, kiedy to „Red Dead Redemption” wyszło na konsole Xbox 360 i PlayStation 3 jako dość niepozorna gra osadzona w świecie dzikiego zachodu. Za jej wysokim poziomem przemawiał przede wszystkim fakt, że za tworzenie wzięło się porządne i renomowane studio, ale mimo tego nie można było mieć wysokich oczekiwań. Jednak kiedy pojawiły się pierwsze recenzje okazało się, że mamy do czynienia z prawdziwym objawieniem wśród produkcji konsolowych. Otwarty świat westernu, wciągająca fabuła z bandziorami i pogoniami w rolach głównych, klimat bijący z każdego miasteczka i misje, jakie otrzymujemy od wielu barwnych postaci to aspekty, które solidnie przemawiają za wypróbowaniem tytułu. Dlatego jeśli posiadacie którąś z wcześniej wymienionych konsoli i jeszcze nie mieliście okazji wypróbować „Red Dead Redemption” to kieruję do Was pytanie – jakim cudem?!

Ja w 2017 - Red Dead Redemption 2
Źródło: gry-online.pl

Na jesień 2017 roku zapowiedziano wyczekiwaną kontynuację serii. Zrobiono to w sposób typowy dla studia Rockstar. W październiku, bez żadnych wcześniejszych ogłoszeń, zmienione zostało zdjęcie profilowe i tło na ich oficjalnym fanpage’u na Facebooku. Na takie, które nie mówiło konkretnie, o co chodzi. Owszem, posiadało typowe dla serii kolory czarny, czerwony i żółty, ale nic poza tym. Mimo tego pojawiły się komentarze podejrzewające drugą odsłonę gry. Dokładnie 24 godziny później znowu zaktualizowano grafikę, tym razem dodając do niej kontury postaci, którym należało dokładniej się przyjrzeć, aby stwierdzić, że są to niewątpliwie kowboje. Było już pewne, że „Red Dead Redemption 2” jest na horyzoncie, co tylko potwierdziło studio jeszcze kolejnego dnia. Fani byli w siódmym niebie, zaczęły się dyskusje nad tym, jak będzie wyglądać historia i co rewolucyjnego pojawi się w tytule. Najwięksi miłośnicy od razu zaczęli zagrywać się w część z 2010 roku, aby odświeżyć sobie pamięć i przygotować na nadchodzący październik. Z pewnością będzie to jedna z najgłośniejszych premier roku. Sam jestem ogromnie ciekaw, jak całość będzie się prezentować. Nie wiem, czy będzie dane mi zagrać samemu (nie posiadam konsoli najnowszej generacji), ale na pewno solidnie rzucę okiem na filmy z rozgrywki, które zaleją internet. Zapowiada się dziko!

Reklamy

1 myśl w temacie “Ja w 2017: Będę oglądał, słuchał i grał

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close