Sing: Przebojowe widowisko śpiewających zwierzaków

Przyjemnie jest wybrać się ponownie do kina na jeden z premierowych seansów. Tym bardziej, że ostatnio podobna sytuacja miała u mnie miejsce ponad dwa miesiące temu w październiku, więc nieco czasu już minęło. Wtedy nie mogłem się powstrzymać od tego, aby parę dni przed pojawianiem się „Doktora Strange’a” w polskich kinach, zarezerwować najlepsze miejsca na sali i być wśród pierwszych szczęśliwców, którzy obejrzeli marvelowską produkcję. Teraz, na początku nowego roku, przyszła kolej na zgoła odmienny gatunek, ale wciąż dostarczający dużo dobrej rozrywki, jednak w nieco inny sposób. Wyglądało to tak, że zwiastun, który ostatnimi dniami jest emitowany na okrągło niemal wszędzie (nie tylko w internecie lub telewizji, ale nawet w radiu) w pewien sposób urzekł i zachęcił do seansu niemal od pierwszego wejrzenia. Chociaż o tej produkcji było głośno już dużo wcześniej, to dopiero teraz coś sprawiło, że w jednej chwili kupiłem bilety przez internet. I nie była to zła decyzja!

Choć aktualnie na wielkich ekranach zobaczyć można sporo wartościowych tytułów, takich jak „Łotr 1”, „Pasażerowie”, „Ukryte piękno” lub chociażby świeża produkcja „Assassin’s Creed”, której wyczekiwali przede wszystkim miłośnicy gry komputerowej o tej samej nazwie, to wśród tych wszystkich aktorskich filmów znajduje się też perełka z gatunku animacji. I wcale nie leży w cieniu tego wszystkiego, bo reklama i promocja były i są na tyle bogate, że film ten już parę miesięcy przed premierą gromadził coraz to okazalsze grono zainteresowanych, a gdy nareszcie ukazuje się w kinach – można być pewnym niemałej ilości sprzedanych biletów. Na wysokie oczekiwania złożyli się przede wszystkim producenci, którzy dumnie przedstawiają się na wszystkich plakatach. Illumination Entertainment prawdopodobnie świetnie znacie. Ba, znacie na pewno, bo przygody Minionków śledził każdy. To właśnie ta firma jest odpowiedzialna za powstanie wszystkich odsłon filmów z ich udziałem, a teraz Amerykanie przedstawiają nam produkcję inną, podobno równie zabawną, ale i pełną świeżości oraz dobrej muzyki. „Sing” nareszcie trafił do polskich kin i zbiera bardzo przyzwoite oceny. Co w tym filmie naprawdę urzeka?

Sing - Grafika promocyjna
Jedna z pierwszych grafik promocyjnych „Sing”.
Źródło: imdb.com

Komediowa animacja muzyczna została po raz pierwszy zaprezentowana światu już we wrześniu, kiedy to została wyemitowana podczas międzynarodowego festiwalu filmowego w Kanadzie. Wtedy jednak na próżno było starać się o to, aby być w ścisłym gronie widzów tego specjalnego seansu, bo przeznaczony był wyłącznie dla zaproszonych gości. Cóż, w sumie podobnie bywa z premierowymi wyświetleniami większości wysokobudżetowych produkcji, prawda? W kinach „Sing” po raz pierwszy ukazał się w Norwegii, bo już 2. grudnia. Po niespełna tygodniu doszły między innymi Niemcy, Portugalia i Chorwacja. Lista różnych państw świata ciągnie się przez cały ostatni miesiąc 2016 roku, a Polacy otrzymali swoją szansę dopiero teraz, w pierwszy piątek 2017. Chyba jesteśmy już przyzwyczajeni do długiego oczekiwania na premiery filmowe, ale nie ma też co narzekać. Przygody śpiewających zwierzaków nie ukazały się jeszcze choćby w Wielkiej Brytanii, Francji lub Japonii, a ta poczeka nawet do połowy marca. Jednak długa rozpiska premier „Sing” nie jest tym, co konkretnie nas teraz interesuje. Co to w ogóle za film?

Najnowsza pozycja od Illumination Entertainment to główna propozycja tego studia na miniony rok. Niewątpliwie w 2017 cała uwaga zostanie skierowana na trzecią część „Despicable Me”. W Polsce seria otrzymywała różne tytuły, a nadchodzącą oficjalnie nazwano „Gru, Dru i Minionki”. Wychodzi na to, że „Sing” było projektem, który realizowano w przerwie pomiędzy powstawaniem solowych przygód żółtych stworków z wielkimi oczami a kontynuacją głównej opowieści zapoczątkowanej przez „Jak ukraść księżyc?”. Mimo tego wszystkiego, „Sing” nie zostało zepchnięte na bok jako produkcja poboczna i zrealizowano ją z godnym rozmachem, na co wskazuje nie tylko obszerna promocja filmu, ale przede wszystkim jego finalna, zaprezentowana nam forma, którą możemy obecnie podziwiać w kinach. Ewidentnie widać, że twórcy animacji znają się na rzeczy i są doświadczeni w branży, bo ich coraz to nowsze produkcje zostają przenoszone na kolejny poziom i udając się na seans mamy gwarancje, że nie zmarnujemy ani pieniędzy, ani czasu.

Sing - Przesłuchania
Właściciel teatru, koala Buster Moon, organizuje wielki konkurs śpiewania.
Źródło: filmweb.com

Prosto i niewinnie brzmiący „Sing” to film animowany, którego akcja ma miejsce w wielkiej metropolii, na której mieszkańców składają się mniej lub bardziej dzikie zwierzęta. Pomysł niezbyt oryginalny, bo nie raz mieliśmy już okazję przenieść się do dżungli w wydaniu miejskim. To jednak nie przeszkadza, bo szybko odnajdujemy się w całym tym zgiełku zabudowanego terenu, jako że po kolei prezentowane nam postacie wydają się bardzo ludzkie. Nic dziwnego, skoro wśród nich znajdziemy między innymi świnkę mającą na głowie cały dom pełen dzieciaków (a dokładniej prosiąt w liczbie ponad dwudziestu), której mąż wychodzi wcześnie rano do pracy, a wraca wieczorami padający z nóg. W innej dzielnicy zwierzęcej metropolii urzęduje na przykład nastoletni jeż płci żeńskiej, któremu doskwierają problemy dorastania objawiające się między innymi zamiłowaniem do ciężkich brzmień i wstrętem do wszystkiego, co słodkie. Trzeba oddać twórcom to, że w zarysowywaniu postaci sięgnęli do najrozmaitszych, znanych nam już stereotypów ludzkich zachowań lub sytuacji (ziarnem prawdy jest to, że mają w sobie coś z życia wziętego), co może spowodować narzekanie na znudzenie się koncepcją, ale o ile nie jesteśmy typem osób, które idą na film animowany ze zbyt poważnymi oczekiwaniami, to na pewno docenimy różnorodność i szeroki wachlarz kreacji bohaterów.

Ci różnią się od siebie nawzajem i to na niejednej płaszczyźnie. Wspomniana mama-świnka marzy o tym, aby wyjść poza monotonny schemat. Chce nareszcie odpocząć od domowych obowiązków, powierzyć opiekę nad dziećmi komuś innemu i zrobić coś tylko dla siebie. Goryl, w którym ojciec pokłada wielkie nadzieje na dziedzica rodzinnego biznesu, jakim są profesjonalne kradzieże, czuje, że to nie jest jego życiowe powołanie i chce zrzucić z siebie miano typowego, groźnego i postawnego człekokształtnego. Jest też słonica, o której wyjątkowym talencie wiedzą tylko najbliżsi z rodziny, bo wstydzi się i krępuje pokazać światu to, do czego została stworzona. Owszem, zdaje sobie sprawę z tego, że jest ponadprzeciętnie uzdolniona, ale coś blokuje ją od środka. Postać tę najlepiej zrozumieją introwertycy, których sama myśl o wystąpieniu przed publicznością zżera od środka. Do tego wszystkiego dorzućmy jeszcze wspomnianego nastoletniego jeża, który chce zostać wielką gwiazdą rocka oraz zadziorną, liczącą zaledwie kilkanaście centymetrów mysz, która pragnie tego samego, tylko że dziesięć razy bardziej i przede wszystkim pod kątem zbicia fortuny. Co może łączyć te wszystkie, różnorodne zwierzaki, że wspólnie znalazły miejsce w „Sing”? Zamiłowanie do śpiewania.

Sing - Duet
Ten duet powstał z przypadku, ale za to jak sobie poradził!
Źródło: filmweb.com

O tym właśnie jest film. O pasji do muzyki. Podrygiwaniu stopą przy każdej usłyszanej melodii, hobbistycznym lub zawodowym graniu na instrumentach różnego rodzaju, scenicznych ruchach niczym najlepsi tancerze świata lub przeciętni imprezowi danserzy, a przede wszystkim o śpiewaniu do mikrofonu postawionego przed wieloosobową publiką albo słuchawki od prysznica, gdzie nikt cię nie usłyszy, ale wciąż robisz to, co kochasz. „Sing” opowiada historię, której puenta jest prosta, a może nawet banalna i powszechnie znana. Ważne jest to, aby dążyć do wyznaczonego przez siebie celu. Nie zamykać się w sobie i chwytać okazję, aby brnąć do przodu. Sięgać gwiazd. Każde wydarzenie w filmie składa na się na finalny morał, który płynie z opowieści strumieniami. Założeniem jest to, aby po seansie wyjść podbudowanym i wierzącym w swoje możliwości. Nieważne, że wszystko to, co widzieliśmy, jest wyłącznie animacją z gadającymi zwierzętami. Może warto przerzucić niektóre zachowania bohaterów na praktyczne, rzeczywiste podejście do życia?

Świnka, jeż, słonica, goryl i mysz otrzymują w pewnym momencie niewyobrażalną szansę na to, aby zabłysnąć w świecie muzyki. Znany w całym mieście miś koala Buster Moon, świadom strat finansowych, jakie generuje jego teatr, chce powrócić do świetności i ponownie zachęcić kulturalnie nastawionych mieszkańców do tego, aby odwiedzali budynek postawiony niegdyś przez niego i ciężko pracującego na ten sukces ojca. Postanawia więc zorganizować pierwszy w mieście konkurs śpiewania, który będzie miał wyłonić najbardziej utalentowane zwierzęta z okolicy i razem z nimi przywrócić dobre imię teatru. Zachętą do uczestnictwa ma być nagroda pieniężna, która w wyniku pewnego wypadku zostaje znacząco podwyższona, o czym nie zdaje sobie sprawy sam główny bohater. Jaki jest tego skutek? Na przesłuchania schodzą się tłumy, a prezentacja możliwości trwa niemal cały dzień. Jednak spośród dziesiątek, jak nie setek chętny, wyłonionych może być tylko kilka najlepszych głosów.

Sing - Wybór
Koala nie miał łatwego zadania. Z setek zwierzaków musiał wybrać tylko kilkoro.
Źródło: filmweb.com

Etap przesłuchań, który ma miejsce jeszcze w pierwszych trzydziestu minutach seansu, jest jednym z najlepszych momentów w całym filmie. To tutaj zobaczymy całą gammę gatunków zarówno zwierząt, jak i muzyki. A ta jest niewątpliwie jednym z najważniejszych walorów „Sing”, bo ścieżka dźwiękowa jest niezwykle długa i bogata w popularne, znane nam wszystkim utwory. Usłyszymy stare przeboje w nowych, odświeżonych aranżacjach, które na pewno spodobają się nieco starszej widowni (na przykład kawałki The Beatles), ale dużo radości i śmiechu przyniosą także piosenki współczesne, których oryginalni wykonawcy to między innymi Beyonce, Nicki Minaj, Carly Rae Jepsen i Sam Smith, a na potrzeby filmu zostały odśpiewane przez aktorów podkładających głosy (Scarlett Johansson, Setha MacFarlane’a i innych). Nie da się nie zaśmiać, gdy na scenie pojawiają się króliczki z choreografią do kontrowersyjnego „Anaconda” lub dostać ciarek na skórze podczas wykonu „Stay with Me” przez jednego z głównych bohaterów. A muzyka w „Sing” nie odpuszcza nas na dłużej niż krótką chwilę, bo dosłownie od otwierającego seans przedstawienia postaci aż do finałowych występów usłyszymy kilkadziesiąt starych i nowych przebojów.

A skoro o głównych bohaterach mowa, warto podzielić się przemyśleniami co do tego, jak wypadają ich głosy w polskim dubbingu, który w kinach pokazywany jest co najmniej kilkakrotnie częściej niż wersja z napisami. Uważam jednak, że nie jest to nic złego i nie powinniście na siłę szukać seansu z oryginalnymi podkładami głosowymi. Owszem, te byłyby pewnie bliższe ideału (a usłyszenie Scarlett Johansson zawsze jest miłe dla uszu), jednak nasz dubbing wypada bardzo dobrze, a już na pewno w zupełności znośnie. Nie wybrałem się na „Sing” w 3D i z napisami, bo uważałem, że nie jest to aż tak konieczne, aby odpowiednio się rozerwać. Po wszystkim nie żałowałem i nadal nie żałuję tej decyzji, bo z pewnością wersja trójwymiarowa nie ma w całości aż tak sporego znaczenia (co jak co, ale w tej produkcji nacisk położony jest głównie na dźwięk), a polscy aktorzy głosowy spisali się świetnie. Nic dziwnego, skoro wśród nich znaleźli się tacy wyjadacze, jak Marcin Dorociński, Małgorzata Socha, Jarosław Boberek, ale i debiutująca w dubbingu Ewa Farna. A ta wypada na plus, włączając w to utwór napisany i wykonany specjalnie na potrzeby filmu.

Sing - Bohaterowie
Oto cała zgraja głównych bohaterów oraz właściciele ich oryginalnych głosów.
Źródło: imdb.com

Co najbardziej urzekło mnie w „Sing”? Nie mogłaby być to oryginalność historii, bo nie trudno jest przewidzieć już od początku seansu, jak wszystko się zakończy. Mamy do czynienia z animacją skierowaną głównie do dzieci i młodzieży, dlatego obserwujemy przez dłuższy czas rozwój wydarzeń, podbudowanie nadziei bohaterów, drastyczne wydarzenie, które wszystko rujnuje i zaprzepaszcza szanse na sukces, a następnie – podniesienie się na nogi i odbudowę tego, co przed chwilą się utraciło. Nic nowego, nic rewolucyjnego, ale w przypadku filmów animowanych ta koncepcja zawsze przechodzi, a nam, widzom, przyjemnie się to ogląda. Oprócz muzyki, która porywa przez większość seansu, bardzo pozytywnie odbiera się też wizualny aspekt produkcji, bo trzeba najzwyczajniej przyznać, że całość wygląda ładnie. Skoro nasze zmysły słuchu i wzroku zostają zaspokojone, to twórcy dokładają do tego postacie, z których każda jest inna na swój sposób, a przez to my łatwo się do nich ustosunkowujemy i przeważnie odbieramy pozytywnie. Taki jest na pewno koala Buster Moon, który wydał mi się niezwykle optymistyczną i zabawną kreacją. Za to denerwować może z lekka słonica Meena, która czasem swoją nieśmiałością przyprawia o nerwy. Nie zmienia to jednak faktu, że wszyscy bohaterowie odpowiednio się dopełniają, co udowadnia także zakończenie filmu.

Jeśli zaliczymy „Sing” do produkcji z 2016 roku, to niewątpliwie jest to jedna z czołowych animacji tamtych dwunastu miesięcy. Nie wygrywa ze „Zwierzogrodem”, który okazał się ówczesnym objawieniem i zaskoczeniem, ale spokojnie może walczyć o miejsce na ścisłym podium. Jeżeli jednak uwzględnimy datę premiery w Polsce, to z pewnością otrzymaliśmy bardzo dobry, solidny tytuł otwierający nowy rok. Jak wypadnie na tle nadchodzących produkcji, w tym kolejnej odsłony przygód z Minionkami? To okaże się w swoim czasie, ale „Sing” niewątpliwie nie będzie dawać za wygraną. Twórcy sięgnęli po wszystko, co tylko mogli, aby wyprodukować sukcesywny film. Jest pełno muzyki, ładna dla oka strona wizualna, będący na czasie motyw castingów i koncertów oraz porządnie zarysowani bohaterowie. Czego można oczekiwać więcej od animacji?

Ocena - 8/10

Reklamy

6 myśli w temacie “Sing: Przebojowe widowisko śpiewających zwierzaków

  1. Zgadzam się zdecydowanie, świetnie napisana recenzja. Będę śledzić uważnie bloga, powodzenia!

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziękuję bardzo za miłe słowa i zapraszam do odwiedzania 🙂

      Polubienie

  2. zarąbista recenzja :)

    Polubione przez 1 osoba

    1. Miło móc to przeczytać! 🙂

      Polubienie

  3. Recenzja na +, co do filmu… zawiodłem się końcówką. Twórcy mogli bez problemu zrobić lepszy finał (nie wiem, dobrać lepiej utwór, wykonawcę?). Piosenka finałowa, która powinna zapaść w pamięć, stanowiła dla mnie niemrawe zakończenie. Wielkie brawa dla Tori Kelly za Hallelujah oraz Farny za jej utwór. Wg. mnie 2 najlepsze utwory filmu.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Zdecydowanie zgadzam się co do ostatniej piosenki finału, ale na szczęście w filmie nie zabrakło naprawdę świetnych przebojów i wykonów :)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close