Mój filmowy alfabet: D jak Dziewczyna z tatuażem

Animacje „Dom”, „Dżungla”, „Dobry dinozaur”, superprodukcje Marvela „Deadpool” oraz „Doktor Strange”, czy nawet wybitne „Django” lub „Donnie Darko”. To tylko kilka pozycji z naprawdę długiej listy filmów rozpoczynających się na literę „D”. Spis ten, ku mojemu zdziwieniu, rozciągnął się do ponad dwudziestu różnych tytułów. Byłem zaskoczony nie dlatego, że nie wiedziałem, że do tej pory powstało aż tyle produkcji rozpoczynających się czwartą literą alfabetu. Przecież historia kina ma już na koncie co najmniej setki tysięcy filmów, więc te obejrzane przeze mnie to tylko znikomy procent. Zadziwiłem się bardziej tym, że wśród tych wszystkich wypisanych przeze mnie, większość była zdecydowanie ponadprzeciętna. Niezwykle trudno było mi wyeliminować niemal wszystkie tylko po to, aby został ten jeden, którym chcę się z Wami podzielić. Była to swego rodzaju nowość, bo z poprzednimi trzema wpisami z cyklu „Mój filmowy alfabet” nie było aż takiego problemu.

Dziewczyna z tatuażem - PlakatPierwsza część „Avengers” była dla mnie oczywistym wyborem. Potem przyszła kolej na „Bogów” i wśród nielicznych tytułów na drugą literę abecadła byli bezkonkurencyjni. Nie inaczej było z „Co gryzie Gilberta Grape’a”, jako że niemal wszystkie pozostałe produkcje na „C”, które obejrzałem, były zbyt średnie lub zbyt nowe, a co za tym idzie – najpewniej większości znane. Tym razem, po długiej przerwie od tej serii, napotkałem się z rozterkami w wyborze odpowiedniego tytułu. Do czasu, aż spośród ponad dwudziestu możliwości, wyłoniła się „Dziewczyna z tatuażem”. Film mający zaledwie kilka lat, często emitowany w telewizji lub łatwo dostępny w internecie. Bardzo możliwe, że jeśli go nie oglądaliście, to co nieco słyszeliście, bo w roku swojej premiery był bardzo głośny zarówno pod względem promocyjnym, jak i krytycznym zaraz po seansach (podkreślam, że krytyka to nie tylko zła opinia, bo można też krytykować pozytywnie). Dlaczego więc zdecydowałem się na ten obraz, skoro jeszcze przed chwilą utrzymywałem, że wolę w tym cyklu mówić o nieco starszych produkcjach? Cóż… Wyjątkowości „Dziewczynie z tatuażem” odmówić nie można i chyba to miało kluczowe znaczenie.

Przedstawiając kogoś lub coś po raz pierwszy, warto zacząć od ogólniejszych, podstawowych informacji. Dzięki temu szybko i łatwo druga strona zbierze najważniejsze fakty i będzie w stanie jakoś się ustosunkować. Nie okłamujmy się – pierwsze wrażenie zawsze jest kluczowe. Dzisiaj polecam Wam tytuł, którego światowa premiera miała miejsce w grudniu 2011 roku, a w polskich kinach ukazał się po niecałym miesiącu, w połowie stycznia. „Dziewczyna z tatuażem” to liczący sobie bite dwie i pół godziny thriller kryminalny, który moim zdaniem jest jednym z podręcznikowych, idealnych przykładów na to, jak powinien wyglądać tego typu film. Utrzymany w poważnym, sensacyjnym tonie seans jest czymś, czego na długo nie zapomni żaden widz, a czas, jaki jest potrzebny na obejrzenie całości, zupełnie się nie dłuży i wciąga nas w świat przedstawiony od pierwszego ujrzenia głównego bohatera aż do rozwiązania całej tajemnicy, wokół której krąży fabuła oparta o bestsellerową powieść szwedzką.

Dziewczyna z tatuażem - Mikael Blomkvist
W takiej sytuacji zastajemy głównego bohatera po raz pierwszy.
Źródło: filmweb.pl

Właśnie, to bardzo ważna informacja. Przyzwyczailiśmy się już do tego, że obecnie większość filmów powstaje w oparciu o książki, prawda? I nie ma w tym nic wyjątkowego, a tym bardziej złego. Często oryginalne scenariusze, które pisane są dla jakiejś produkcji od podstaw, są o wiele mniej spójne i po prostu gorsze od tych, które czerpią mniej lub bardziej ze starego, czytanego medium. Reżyserzy i scenarzyści od wielu lat sięgają po książki o różnym stopniu popularności, co często skutkuje wybiciem jakiejś powieści ponad inne w jej gatunku, a niekiedy filmy te powstają dlatego, że książkowy oryginał sam stał się światowym bestsellerem, więc zasługuje na godną (lub nie) ekranizację. Jeśli chodzi o „Dziewczynę z tatuażem” to można podpiąć ją pod ten drugi typ. Dramat kryminalny autorstwa Szweda Stiega Larssona ceniony był jeszcze przed powstawaniem wersji filmowej. Być może obił się Wam o uszy cykl „Millennium”, którego pierwszym tomem są „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”. To właśnie z tej powieści zaczerpnięto historię, którą ukazano nam w filmie z 2011 roku.

W każdym razie, wróćmy do kinowej adaptacji. „Dziewczyna z tatuażem” niewątpliwie była jednym z największych hitów ówcześnie ukazujących się. Nic dziwnego, skoro za całość produkcji wziął się reżyser David Fincher, który odpowiada również za takie obrazy, jak „Siedem”, „Podziemny krąg”, „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona”, czy chociażby „The Social Network” opowiadające historię powstania i działania Facebooka. W dorobku reżyserskim tego pana znalazło się nawet parę odcinków serialu, który uważany jest za najlepszy w historii – „Gra o tron”. Jeśli chodzi o głowę odpowiedzialną za produkcję, wybór nie mógłby być lepszy. Chciałoby się jeszcze zobaczyć na ekranie jakąś znaną hollywoodzką twarz i wszystko by ładnie ze sobą współgrało. Na szczęście, w obsadzie pojawił się Daniel Craig. Wówczas 42-letni aktor, znany przede wszystkim z roli samego Jamesa Bonda w niejednym filmie o Agencie 007, przyciągnął uwagę każdego miłośnika dobrego kina, a dla osób, które zapoznały się wcześniej z książkowym pierwowzorem, był wyborem co najmniej odpowiednim do roli głównego bohatera. Do kompletu dorzucono jeszcze młodą Rooney Marę, liczącą podczas premiery 25 lat Amerykankę, która pojawiła się już między innymi we wspomnianym „The Social Network” lub odświeżonej wersji „Koszmaru z Ulicy Wiązów” z 2010 roku. Z takim składem ruszono na plan.

Dziewczyna z tatuażem - Lisbeth Salander
Wygląd Lisbeth sam prosi się o uwagę, a tymczasem ona woli pozostać w cieniu.
Źródło: filmweb.pl

Czym dokładniej jest „Dziewczyna z tatuażem”? Wiemy na razie tyle, że to kinowy hit sprzed sześciu lat, który wyróżnia się swoją dramaturgią i tajemnicą niemal idealną dla współczesnego gatunku kryminalnego. A o czym opowiada sama fabuła? Ci, którzy mieli już przyjemność przebrnąć przez pierwszy tom cyklu „Millennium” na pewno ujrzą wszystko to, co doskonale znają z książki, ale w spłyconej i skróconej o wiele wersji. Błąd scenariusza? Skądże, przecież nie da się umieścić w jednym filmie całej historii z powieści liczącej sobie ponad 600 stron! Każda ekranizacja zbudowana jest jedynie na głównym trzonie opowieści, a wszyscy świetnie wiemy, że w książkach nierzadko pojawiają się wątki poboczne, niekiedy mało istotne dla końcowego rozwiązania akcji, ale zawsze przyjemne do czytania. Jednak w filmach to by się nie sprawdziło. Kinoman urządza sobie seans głównie dla dobrej rozrywki, która zarazem nie powinna trwać w nieskończoność. Dwie lub trzy godziny to maksimum, którego trzymają się twórcy filmów. Więcej wytrzymają tylko nieliczni degustatorzy kinematografii lub zdesperowani nie mający pomysłu na zagospodarowanie swojego czasu. Dlatego ekranizacje nie są w stanie ukazać całości fabuły książkowej i skupiają się na najważniejszych aspektach. Dzięki temu wszystko jest bardziej dynamiczne, spójne i przyjemnie zarówno dla oka, jaki i mózgu nielubiącego się rozpraszać.

Filmowa adaptacja opowiada o dziennikarzu śledczym Mikaelu Blomkvistcie, któremu niemałych kłopotów przysparza posiadany przez niego magazyn o tytule „Millenium”. W wyniku pewnych niefortunnych pomyłek, zostaje skazany na trzymiesięczne pozbawienie wolności, jednak plany zmieniają się, kiedy otrzymuje szanse na spotkanie z pewnym staruszkiem w jego rezydencji na wyspie oddalonej od miasta o wiele kilometrów. Okazuje się, że dziennikarz został wezwany w sprawie zaginięcia bratanicy starca. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie okoliczności, w których doszło do jej tajemniczego zniknięcia. Początkowo zdystansowany i niepewny Blomkvist ostatecznie decyduje się na przyjęcie zlecenia i zamieszkanie w jednym z domków znajdujących się na wyspie. Po jakimś czasie, gdy Mikael zmuszony jest skorzystać z pomocy uzdolnionego researchera, który mógłby pomóc w dalszych poszukiwaniach, dochodzi do spotkania głównego bohatera z Lisbeth Salander – młodą, zaledwie dwudziestokilkuletnią dziewczyną o bardzo niespotykanym i wyróżniającym się wyglądzie. Dramatycznie szczupła kobieta z tatuażami i kolczykami niemal na całym ciele jest dla Blomkvista postacią nie do przejrzenia, z czym do tej pory nie miał do czynienia. Okazuje się, że ich zapoznanie się i dalsze przygody nie są wcale dziełem przypadku i będą musieli działać jak wyjątkowo zgrany zespół, aby nie tylko rozwiązać zagadkę zniknięcia młodej Harriet, ale również zapewnić bezpieczeństwo sobie nawzajem.

Dziewczyna z tatuażem - Mikael i Lisbeth
Wyspa wydaje się być spokojna, ale bezpieczeństwo bohaterów niejednokrotnie zostanie zachwiane.
Źródło: filmweb.pl

Film jest niezwykle bogaty w różnego rodzaju postacie, wydarzenia i wątki, dlatego to streszczenie fabuły jest naprawdę poważnym skróceniem do jak najogólniejszego minimum. Dużo czasu zajęłoby dokładnie przytoczenie wszystkich najważniejszych elementów historii ukazanej w „Dziewczynie z tatuażem”, dlatego uważam, że najlepszym wyjściem będzie samodzielne zapoznanie się z zaprezentowaną opowieścią. Tym bardziej, że jest co podziwiać. Całej produkcji przez większość czasu towarzyszy bardzo poważny i doniosły ton, który zmienia się jedynie podczas nabierania tempa akcji, kiedy to napięcie wzrasta do najwyższych granic, albo tuż po jakimś dramatycznym bądź kluczowym zdarzeniu, gdy emocje opadają i narracja na pewien czas zostaje spowolniona. Całość historii jest budowana bardzo ostrożnie i rozsądnie. W zależności od wagi jakiegoś bohatera lub wydarzenia dla ogółu fabuły, poświęcanych jest mu odpowiednia ilość czasu tak, abyśmy mogli w jak najlepszych warunkach śledzić poczynania postaci bądź bieg zdarzeń. Począwszy od zapoznawania się z kreacjami Mikaela i Lisbeth aż do rozwikłania tajemnicy, tempo i napięcie są budowane na najwyższym poziomie, jakie współcześnie jest stosowane w filmach kryminalnych. Do tego należy dołożyć logiczność czynów i następujących zdarzeń, co w efekcie daje nam bardzo spójną i wiarygodną historię, której jednak nie można odmówić elementarnych, podręcznikowych aspektów dobrego thrillera.

„Dziewczynę z tatuażem” oglądałem niejednokrotnie. Po raz pierwszy przed przeczytaniem książkowego oryginału i właśnie po tym seansie nabrałem ochoty na to, aby kiedyś bardziej zagłębić się w historię opisaną przez szwedzkiego pisarza. Stało się to dwa lub trzy lata później, gdy w końcu udało mi się dorwać jedno z bibliotecznych wydań, a ponad 600 stron powieści łyknąłem w wyjątkowo krótkim czasie. Książka i film mają w sobie kilka bardzo podobnych cech, jak przystało na dobrze nakręconą ekranizację, jednak jedną z najważniejszych niewątpliwie jest immersja. Poziom wchodzenia do świata przedstawionego jest tak wysoki, że nie zdziwiłbym się, gdyby wśród Was znalazły się osoby, które dałyby radę przeczytać książkę od deski do deski w dobę lub dwie. Mi zajęło to nieco więcej, ale przerabiałem ją w czasie semestru na studiach, więc przerwy od lektury były czymś koniecznym. W przypadku filmu jest identycznie. Kiedy już poznamy pierwszy, początkowy zarys fabuły, nie będziemy myśleć o niczym innym jak rozwiązanie całej tajemnicy. Gdzie podziewa się zaginiona Harriet? Kto jest za to odpowiedzialny? Komu główni bohaterowie mogą ufać, a kto spiskuje przeciwko nim? Jak to w ogóle się zakończy? Szczęśliwe? Źle? Po atmosferze, jaka bije w nas przez cały seans, nie jesteśmy pewni do samego zakończenia, jaki może być rezultat wszystkich fabularnych wątków. Równie dobrze film może zakończyć się baśniowym happy endem albo tragedią, której wolałoby się nie ujrzeć.

Dziewczyna z tatuażem - Wyspa
Wszędzie tylko śnieg, mróz, tajemnica i niebezpieczeństwo.
Źródło: filmweb.pl

Zakończę w tym miejscu, bo nie chcę się powtarzać w związku z tym, co dobrego znaleźć można w „Dziewczynie z tatuażem”. Tutaj wszystko ze sobą współgra i podane jest wyjątkowo apetycznie, dlatego nie ma innego wyjścia niż zapoznanie się z losami Mikaela i Lisbeth jak najprędzej. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji włączyć filmu – musicie koniecznie znaleźć jeden wolny wieczór i oddać się ponad dwugodzinnej dawce porządnego thrillera kryminalnego. A jeżeli seans ten macie już dawno za sobą, może warto sięgnąć po książkową wersję? Otrzymacie wówczas tyle samego dobrego, co w filmie, a na dodatek poznacie wiele więcej szczegółów i wątków, które jeszcze bardziej urozmaicą Wam historię. Istnieje też opcja, że film oglądaliście, a książkę już przeczytaliście. Wówczas witam w klubie i gratuluję dobrego gustu* :)

*Nie żebym uważał, że mój gust zawsze jest świetny i uniwersalny, ale w przypadku kryminałów niewiele jest dużo lepszych od tego ;)

Ocena - 9/10

Inne filmy na literę „D” warte obejrzenia:

  • „Deadpool” (2016) – akcja, komedia
  • „Django” (2012) – western
  • „Doktor Strange” (2016) – fantastyczny, przygodowy
  • „Dom” (2015) – animacja, fantastyczny
  • „Donnie Darko” (2001) – dramat
  • „Do utraty sił” (2015) – dramat, sportowy
  • „Dystrykt 9” (2009) – dramat, sci-fi
  • „Dziennik Bridget Jones” (2001) – komedia romantyczna
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close