Wyróżnienia miesiąca: Styczeń 2017

Początek nowego roku objawił się u mnie poszukiwaniem świeżych pomysłów na bloga. Nie żadnych rewolucyjnych, bo podoba mi się jego obecna forma, ale chciałem w jakiś sposób wykorzystać rozpoczynający się nowy, dwunastomiesięczny okres. Najlepiej w postaci postów, oczywiście! Wyjątkowo upodobałem sobie tworzenie pewnego rodzaju list w obrębie jednego, głównego motywu przewodniego. Stąd też jakiś czas temu opublikowałem dwa teksty związane z moimi odczuciami co do minionego, jak i rozpoczętego roku, a nieco później wyliczenie najzabawniejszych „świąt” lub najwartościowszych kanałów na YouTube. Brnę w to dalej, bo forma ta bardzo mi odpowiada, a także świetnie pasuje do pomysłu na nową serię, której pierwszą część właśnie czytacie!

Wyróżnienia miesiąca - Styczeń 2017
Styczeń = zima w pełni!

„Wyróżnienia” będą wpisami pojawiającymi się każdego ostatniego dnia miesiąca, jak na przykład dzisiaj, kiedy to żegnamy styczeń. Moim celem jest napisanie dwunastu postów tego typu. Nie jest to wizja wyjątkowo nierealna, ale zawsze uważałem, że warto stawiać przed sobą wyzwania, którym prędzej czy później da się sprostać. Będę tutaj najzwyczajniej wymieniał najważniejsze tytuły, nazwy lub rzeczy, o których w ostatnich trzydziestu dniach było bardzo głośno lub w jakiś sposób są istotne dla mnie samego. A wyliczanka będzie obowiązywać każdą tematykę, która jest podejmowana na blogu, a więc filmy, seriale, muzykę, gry, internet, aplikacje, technologie i wydarzenia. Może wydawać się sporo, ale będę starał się poświęcać wszystkiemu zaledwie po jednym, krótkim akapicie. Tak, żebyście szybko mogli zerknąć na to, co w minionym miesiącu było warte uwagi. A tymczasem z teorii przejdźmy do praktyki. Rzućmy okiem na styczeń 2017!

Film
La La Land

Od kiedy tylko o tej produkcji zaczęto mówić dosłownie wszędzie, postanowiłem, że na pewno udam się do kina i zobaczę ją na własne oczy. Cóż, jeszcze się nie udało, ale wciąż nic straconego. Dlaczego więc chcę wypowiadać się o filmie, którego jeszcze nie widziałem? A dlatego, że jego popularności nie można nie docenić, a wraz z nią, gdy w końcu doczekaliśmy się kinowej premiery, opinie widzów, jak i samych krytyków są wyjątkowo korzystne. Czyżbyśmy otrzymali produkt, który nie mija się z oczekiwaniami wyrobionymi przez bogatą i głośną promocję? Na to wygląda, bo oceny na różnych serwisach filmowych mieszczą się w średnim przedziale od 7,8 do 8,6 na 10 punktów, a ogromne wrażenie robi też nota na popularnym metacritic.com, gdzie musicalowa opowieść z Emmą Stone i Ryanem Goslingiem w rolach głównych osiągnęła aż 93 oczka na 100 możliwych. Jednak jeśli opinie anonimowych użytkowników internetu nie są w stanie zachęcić Was do dwugodzinnego seansu o marzeniach i miłości w Los Angeles, to najlepszym argumentem ku temu jest aż 14 nominacji do tegorocznych Oscarów, które zostały zaprezentowane zaledwie kilka dni temu. „La La Land” wyrównało rekordowy wynik należący do „Titanica” i „Wszystko o Ewie” z 1950 roku. Ile z tych statuetek powędruje na konto produkcji? Jak się okazuje, obraz wyreżyserowany przez Damiena Chazelle’a (odpowiedzialnego również za hit „Whiplash”) jest stawiany jako faworyt niemal w każdej z kategorii. Wielka gala dopiero 26 lutego, ale trzeba przyznać, że już teraz film osiągnął niewiarygodny sukces. A wyświetlany jest w kinach dopiero od kilku tygodni!

Styczeń 2017 - La La Land
Źródło: imdb.com

Serial
Seria Niefortunnych Zdarzeń

Przeglądając Facebooka codziennie natrafiam na sponsorowane posty od Netflixa, które reklamują nową ofertę serialową. Jej głównym punktem jest „Seria Niefortunnych Zdarzeń”, która niemal z miejsca sprawiła, że postanowiłem dodać tę pozycję do mojej listy must-watch. Zaczynająca się właśnie sesja sprawia, że nie mogę (a raczej nie powinienem) poświęcać kilku godzin na oglądanie seriali, jednak ten tytuł na pewno będę miał na uwadze gdy tylko wrócę z ostatniego egzaminu. A na pewno warto to zrobić, bo produkcja po kilkunastu dniach od premiery zgarnia naprawdę świetne recenzje i jest zdecydowanie polecana przez większość widzów. Ocena 8,2 na IMDB lub 7,6 na Filmwebie nie zapewnią tytułowi wysokiego miejsca w ogólnym rankingu, ale na pewno skłaniają do zainteresowania się nim. Tym bardziej, że jedną z głównych postaci gra Neil Patrick Harris, który najbardziej kojarzony jest ze swojej rewelacyjnej roli w „Jak poznałem waszą matkę”. Na ekranie zobaczymy również nieco mniej znanych aktorów (w tym parę dzieciaków), którzy wcielają się w naprawdę zwariowane i rzucające się w oczy kreacje. Nic dziwnego, skoro „Seria Niefortunnych Zdarzeń” to adaptacja serii książek dla młodzieży autorstwa Daniela Handlera. Familijny i przygodowy charakter powieści został jak najstaranniej przeniesiony do netflixowej produkcji, która jest ciekawą pozycją na długie, zimowe wieczory. A na pewno do czasu, nim internetowa platforma filmowa obdaruje nas kolejnym sezonem „Stranger Things” lub przygodami herosów Marvela.

Styczeń 2017 - Seria Niefrotunnych Zdarzeń
Źródło: imdb.com

Muzyka
Ed Sheeran

Piosenkarz jest tu i ówdzie uznawany za jedynego rudego mężczyznę, którego da się lubić. Poprawność wymaga, żebym zaznaczył, że stronię od tego stwierdzenia i wcale nie ja je wymyśliłem, ale nie da się zaprzeczyć popularności i talentowi brytyjskiej gwiazdy Eda Sheerana. Jego nowe produkcje cieszą się coraz to większym zainteresowaniem. Nikomu nie trzeba przedstawiać hitów pokroju „Thinking Out Loud” lub „Give Me Love”, które łącznie przekroczyły niemal dwa miliony wyświetleń na YouTube. Muzyk nie spoczywa na laurach i cały czas tworzy nowe materiały, z których dwa zostały opublikowane w pierwszej połowie stycznia i z miejsca stały się przebojami granymi dosłownie wszędzie. Radio w samochodzie? Proszę bardzo, leci „Shape Of You”. Włączasz najczęściej grane kawałki na Spotify? Pewne jak w banku jest to, że usłyszysz „Castle On The Hill”. Takie tytuły noszą dwie ostatnie piosenki Eda, od których nie da się uciec. Chyba, że nie znosicie muzyki, ale bądźmy szczerzy – nie dość, że nie ma takich osób, to nawet stroniąc od niej nie jest możliwe, aby w pełni się odizolować. A teksty obu utworów Sheerana są obecnie tak popularne, że można traktować je niemal jak odgłosy natury. Cóż, przynajmniej w akademiku, w którym się znajduję. Całe szczęście, że zarówno muzyka, jak i słowa „Shape Of You” oraz „Castle On The Hill” nie ustępują poprzednim hitom wykonawcy i wpadają w ucho.

Styczeń 2017 - Ed Sheeran
Źródło: popsugar.com

Gra
Resident Evil VII: Biohazard

Czy w branży gier też obowiązuje takie pojęcie, jak „sezon ogórkowy”? Bo jeśli odpowiedź brzmi „tak, jak najbardziej” to chyba jesteśmy w trakcie jednego z nich. Albo po prostu żaden premierowy tytuł nie rzucił mi się w oczy, bo nie takie gatunki gier komputerowych leżą w moim guście. Jednak jeśli muszę wybrać coś, co w ostatnich czterech tygodniach zasługuje na nieco uwagi, to wybieram siódmą odsłona serii „Resident Evil”, która opatrzona została podtytułem „Biohazard”. Choć nie zagrywałem się w żadną część tego horroru z zombiakami w rolach głównych (mimo że uwielbiam tematykę apokalipsy), to doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że przesyt tą marką już dawno osiągnął punkt krytyczny. A mimo to, studio Capcom, które jest odpowiedzialne za serię, produkuje i wypuszcza następną kontynuację wirtualnej opowieści. Dodatkowo, znając życie, tytuł ostatecznie świetnie się sprzeda i wciąż znajdzie wielu wielbicieli. Dowodem na to mogą być wyniki sprzedaży w Wielkiej Brytanii, gdzie „Resident Evil VII” było najczęściej kupowaną produkcją w minionym tygodniu. A jak prezentują się opinie graczy? Wręcz wybornie, bowiem na najpopularniejszym serwisie tematycznym w Polsce – Gry-OnLine.pl, użytkownicy wystawili obecnie 368 ocen, które składają się na średnią w wysokości 9,3 na 10 punktów. Rewelacja dla każdego miłośnika dobrej akcji i survivalu.

Styczeń 2017 - Resident Evil VII
Źródło: miastogier.pl

Internet
Gabe the Dog

20 stycznia smutna wiadomość obiegła internet, kiedy to na oficjalnym fanpage’u jednego z najpopularniejszych psiaków zamieszczony został długi post z informacją o opuszczania świata przez Gabe’a. Choć wielu by chciało, aby całość okazała się niesmacznym żartem, to jednak wiadomość ta była jak najbardziej prawdziwa i pochodziła od samego właściciela zwierzaka. Małego pieska o śnieżnym zabarwieniu futra na pewno kojarzycie, jako że jeszcze niedawno wyjątkowo popularne były filmiki ukazujące jego słodkie… szczekanie. YouTube został zalany oficjalnymi (i nie) materiałami przedstawiającymi Gabe’a „śpiewającego” różnego rodzaju przeboje muzyczne lub klasyczne ścieżki dźwiękowe. Wśród tych pierwszych nie zabrakło między innymi kultowego „Wake Me Up Before You Go-Go” zespołu Wham, a wśród najpopularniejszych klipów znaleźć można przeróbki czołówek „Pogromców duchów”, „Gwiezdnych Wojen” lub nawet „The Walking Dead”. Sława internetowa odeszła dzień przed publikacją oświadczenia, czyli wieczorem 19 stycznia. Zdiagnozowaną przyczyną były problemy z sercem, które doskwierały mu już od dłuższego czasu. Właściciel Gabe’a podzielił się na Facebooku dłuższą wypowiedzią na temat całego fenomenu wokół psiaka, który trwał od wielu miesięcy i tym samym zapowiedział koniec tworzenia kolejnych przeróbek z jego udziałem. Rok 2016 zakończył się tragicznie, a nowy wcale nie chce być gorszy.

Styczeń 2017 - Gabe the Dog
Źródło: facebook.com/gabethedog

Aplikacja
Star Wars: Force Arena

Najlepszą grą mobilną wszech czasów jest według mnie „Subway Surfers”, które już od lat nie znika z pierwszej dziesiątki najpopularniejszych aplikacji zarówno na Google Play, jak i App Store. Jednak przez cały ten czas pojawiało się wiele innych, mniej lub bardziej sukcesywnych tytułów, a wśród nich jest jeszcze świeża gra oparta na popularnych „Gwiezdnych Wojnach”, która zabierze miłośników odległej galaktyki na areny kosmicznych walk. Apka oficjalnie ukazała się 11 stycznia i do tej pory zebrała już co najmniej kilka milionów ściągnięć. Jej oceny również nie są słabe, bowiem posiadacze produktów firmy Apple licznie wystawiają cztery gwiazdki na pięć, a użytkownicy Androida są nieco bardziej wyrozumiali i łączna średnia ich rekomendacji wynosi 4,3 na 5 punktów. Sama gra to nic innego jak pojedynki na miecze świetlne (i nie tylko) pomiędzy graczami z całego świata. Tak więc należy być uzbrojonym w stały dostęp do internetu, a także liczyć się z zabawą w rozwijanie postaci i jej wyposażenia. Jednak miłośnicy serii nie powinni być zawiedzeni, jako że zawartość aplikacji mieści w sobie treści znane ze wszystkich części „Star Wars”, łącznie z najnowszą produkcją „Rouge One”. Gracze mają do dyspozycji aż 65 różnych postaci znanych z sagi, więc zabawy z pewnością nie zabraknie na kilkanaście dobrych godzin. Pobieracie?

Styczeń 2017 - Star Wars: Force Arena
Źródło: androidcentral.com

Technologia
Nintendo Switch

Choć technologia produkowana przez popularną japońską firmę Nintendo nie cieszy się w naszym kraju zbytnim zainteresowaniem (o czym świadczy między innymi brak informacji o ich najnowszej konsoli na polskiej Wikipedii) a rynek całkowicie został zdominowany przez Xboxa od Microsoftu i PlayStation należące do Sony, to o nowej maszynce koncernu warto wspomnieć. Została oficjalnie zaprezentowana już kilkanaście dni temu i zrobiła niemałą furorę przede wszystkim w krajach azjatyckich i w Ameryce Północnej. Choć pierwsze informacje o nowej konsoli Switch pojawiły się już w październiku ubiegłego roku, to dopiero w styczniu mieliśmy okazję przyjrzeć się jej w całej okazałości, kiedy została zaprezentowana na specjalnym pokazie od Nintendo. Światowa transmisja zebrała setki tysięcy widzów, którzy z niecierpliwością czekali na nowe informacje na temat „zabawki”. Ogłoszono między innymi tytuły pierwszych gier na konsolę, a także zapowiedziano jej oficjalną premierę na marzec tego roku. Wszyscy miłośnicy japońskiego koncernu mogą odliczać już dni, bowiem pozostał nieco ponad miesiąc. Ja od siebie mogę napisać tyle, że choć nie jestem zainteresowany jej kupnem, to na pewno warto docenić pomysł na wygląd i funkcjonalność urządzenia. Odczepiane kontrolery, niewielka konsola mogąca być używana zarówno przenośnie, jak i stacjonarnie dzięki możliwości połączenia z monitorem oraz bardzo przyjemny wygląd. Gdyby nie to, że w Polsce Nintendo nie ma większej racji bytu, to zdecydowanie wielu graczy mogłoby rozważyć zainwestowanie.

Styczeń 2017 - Nintendo Switch
Źrodło: spidersweb.pl

Wydarzenie
ELEAGUE Major 2017

Znowu trochę o grach, a konkretniej o jednej i to e-sportowej. W minioną niedzielę zakończyły się największe i najdłuższe oficjalne rozgrywki najlepszych zespołów w Counter-Strike: Global Offensive. Odbywające się co pół roku turnieje z pulą nagród równą milionowi dolarów cieszą się coraz większą popularnością, o czym świadczyć mogą licznie zgromadzeni fani e-sportu podczas finałowych rozgrywek w poprzedni weekend. Choć mecze najlepszych zawodników CS’a działy się od ponad tygodnia, to każdego dnia przyciągały kibiców z całego świata. Ja również oglądałem i mocno kibicowałem przede wszystkim polskiemu zespołowi Virtus.Pro, który wykonał fenomenalną robotę i dotarł aż do finału, czym przekroczył oczekiwania nawet najwierniejszych fanów. W ostatnim, niedzielnym pojedynku ulegli duńskim rywalom, którzy po niezwykle zaciętych wymianach zwyciężyli 2:1 i zgarnęli puchar mistrzów. Choć prawdopodobnie fenomen tego zjawiska zrozumieją tylko prawdziwi gracze, to jednak warto, aby każda niezainteresowana osoba zdawała sobie sprawę z tego, jak wielkie stają się zawody sportów elektronicznych. Setki tysięcy, a nawet miliony wielbicieli coraz szerszej oferty gier turniejowych to coś, co niebawem może stać się równie popularne, jak niejedna dyscyplina olimpijska. Jestem w stanie to zaobserwować na przykładach takich wydarzeń, jak ostatnie rozgrywki rangi major (głównej) w Counter-Strike’a. Do tego należy dorzucić Dotę 2, League of Legends i inne tytuły, których statystyki zainteresowania są powalające. Oby e-sport jeszcze przez długi czas przynosił tak wiele (albo i jeszcze więcej) emocji.

Styczeń 2017 - ELEAGUE Major
Źródło: hltv.org
Reklamy

1 myśl w temacie “Wyróżnienia miesiąca: Styczeń 2017

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close