Toruński Ecenter Copernicup z punktu widzenia wolontariusza

Jako osoba, która mimo wszystko spędza sporo czasu w internecie i jest z nim obeznana w stopniu większym niż przeciętny, niejednokrotnie zawodziłem się na tym, że duże, ciekawe wydarzenia, które organizowane były przede wszystkim z myślą o fanach gier, użytkownikach internetu lub (nazywając rzeczy po imieniu) geekach, odbywały się nie mniej niż kilka setek kilometrów od mojego miasta. Najbliższą lokalizacją dla osób z północnej części Polski jest niewątpliwie Warszawa, w której dzieje się po prostu wszystko. Ale poza nią wszystkie spotkania z internetowymi twórcami, targi gier komputerowych lub innego rodzaju zjazdy miłośników wirtualnej rozrywki mają miejsce na południu – głównie we Wrocławiu, Katowicach (jak zbliżający się IEM) oraz w Krakowie. Tak więc pod tym względem, życie na pomorzu jest smutne.

Ecenter Copernicup - Logo
Logo wydarzenia.
Źródło: copernicup.pl

Dlatego ogromnie ucieszyłem się, gdy na przekór tej „złotej zasadzie” mówiącej o organizowaniu wydarzeń wyłącznie na południu Polski, pojawiła się inicjatywa tak zwanego Ecenter Copernicup. Radość była tym większa, iż okazało się, że event ma odbyć się w Toruniu – mieście, w którym spędzam aktualnie większość roku, jako że studiuję na tamtejszym uniwersytecie. Mogło być lepiej? Nie dość, że nareszcie zauważono biednych mieszkańców północy kraju, to jeszcze wszystko odbyć się miało w grodzie Kopernika, a więc w miejscu mojego zamieszkania. Nie było już odwrotu, koniecznie trzeba było zjawić się na wydarzeniu i uczestniczyć w nim po raz pierwszy w życiu. Początkowo zainteresowałem się pod kątem zwykłego, przeciętnego gościa, który najzwyczajniej zakupiłby bilet parę dni przed terminem, a następnie bez jakichkolwiek zmartwić przyszedł dobrze się bawić. Ambicja jednak na to nie pozwoliła (mimo tego, że nie często się uwydatnia), gdy moim oczom ukazał się komunikat o możliwości zapisania się na wolontariat, który umożliwiłby pomoc przy wydarzeniu i sprawdzenie go od środka. Okazja wręcz idealna!

Najlepiej jednak zacząć od początku. Czym właściwie jest jest ten cały Ecenter Copernicup, o którym tutaj piszę? Jest, bo mimo tego, że cały event już minął, a ja wziąłem się za zdanie z niego relacji, to idea wciąż jest żywa i będzie kontynuowana, ale o tym w swoim czasie. W pierwszy weekend lutego aula toruńskiego uniwersytetu była centrum emocjonujących wzmagań najlepszych polskich graczy w Counter-Strike: Globa Offensive. Czy popularnego CS’a muszę w ogóle przedstawiać? Stale rosnące zainteresowanie zjawiskiem e-sportu, w tym najpopularniejszą grą FPS (first person shooter – strzelanka pierwszoosobowa) na świecie, skłoniło parę ambitnych osób z Torunia do tego, aby przedsięwziąć pierwsze w województwie (choć myślę, że nawet w całej północnej części Polski) profesjonalne zawody, które skupiłyby na sobie uwagę dziesiątek tysięcy miłośników elektronicznych sportów. Tak też się stało, bo jeszcze przed wzmaganiami zainteresowanie przewyższało oczekiwania, a gdy nareszcie nadeszły długo planowane dwa dni wydarzenia – zawodników, kibiców i osób medialnych nie można było zliczyć.

Ecenter Copernicup - Scena
Tak prezentowała się aula pierwszego dnia turnieju.
Na scenie masa profesjonalnego sprzętu i oczywiście zawodnicy.
Źródło: facebook.com/copernicup

Sam obiekt, w którym odbywał się Copernicup, był wyjątkowo duży i w swojej głównej części mógł pomieścić aż 900 fanów gier komputerowych. Na całe szczęście limit ten okazał się wystarczający, choć spodziewać się można, że przy kolejnych kolejnych edycjach będzie trzeba rozważyć jeszcze większe lokalizacje. Widownia była niemal wypełniona po brzegi, na scenie zakwalifikowani zawodnicy wzmagali się z przeciwnikami na sprzętach wartych dziesiątki, jak nie setki tysięcy złotych, a to wszystko po to, aby mogli sprawdzić swoje umiejętności, dostarczyć dobrej zabawy zebranym gościom oraz mieć szansę na tytuł pierwszych mistrzów Ecenter Copernicup i zgarnięcie cennych nagród pieniężnych oraz rzeczowych. Przez dwa dni na scenie przewinęło się 16 drużyn, a więc grubo ponad 100 różnych osób wliczając w to nie tylko graczy, ale też trenerów, znajomych i samych organizatorów. Na blatach stołów pojawiło się ponad 40 zestawów komputerowych, po podłogach biegły setki kabli, które gwarantowały płynny przebieg wydarzenia, a to wszystko było przez dwie doby obserwowane przez tysiące osób, które zaglądały na aulę. Te liczby robią niemałe wrażenie, a jak przyznawali niejednokrotnie sami organizatorzy – byli zdumieni sukcesem, jaki udało się odnieść.

Jednak to wszystko jest w stanie stwierdzić każdy, kto od 4 do 5 lutego zjawił się na Copernicupie w Toruniu. Atrakcyjność zawodów była widoczna gołym okiem, ale ja miałem tę przyjemność (choć czasem pojawiały się też zwątpienia), że mogłem nie tylko zobaczyć działanie i organizację tego typu turnieju zza kulis, ale również samemu być odpowiedzialnym za jego istnienie. O toruńskim LAN-ie dowiedziałem się na długo przed jego terminem, jeszcze w sierpniu lub wrześniu, gdy pomysł dopiero powstawał, a jego konta społecznościowe zaledwie zaczynały działać. Już wtedy na oficjalnej stronie turnieju znalazłem rubrykę o wolontariacie i po chwili namysłu stwierdziłem, że po co być wyłącznie jednym z wielu gości na widowni, jak mogę też dołożyć swoją cegiełkę do powstania tak ważnego wydarzenia dla polskiego e-sportu. Zgłosiłem się, ale jak się okazało – pięć miesięcy przed datą turnieju to jeszcze za prędko na myślenie o powołaniu wolontariuszy. Mimo tego, gdy nadeszła zima, otrzymałem pozytywną odpowiedź i tym samym stałem się jednym z około dwudziestu zapaleńców, którzy również postanowili bezinteresownie pomóc.

Ecenter Copernicup - Mecze
Każdy rozgrywany mecz dostarczał sporo emocji.
Źródło: facebook.com/copernicup

Po potwierdzeniu zainteresowania uczestnictwem w wolontariacie (co jak co, ale przez te miesiące faktycznie można było zmienić zdanie), przyszedł czas na pierwsze spotkanie organizacyjne, podczas którego przedstawione zostały wszystkie informacje dotyczące turnieju, zasady organizacji oraz obowiązki i przywileje wolontariuszy. Wszystko mi odpowiadało. Byłem nawet w stanie poświęcić pełne trzy dni weekendu, po których miał nadejść pierwszy egzamin sesji zimowej. Cóż, mogłem wybrać nudne siedzenie z notatkami lub prawdopodobnie jedną z niewielu okazji, aby wspomóc takie przedsięwzięcie. Decyzja była prosta i jak się ostatecznie okazało – słuszna, bo nie ucierpiała na tym nawet moja edukacja. Jasno sprecyzowano, co leży w gestii tych kilkunastu osób, które dobrowolnie zgłosiły się do pomocy. Miała kierować nami zasada „najpierw praca, potem przyjemności”. Jak okazało się już pierwszego dnia, kiedy to zaledwie przygotowywaliśmy aulę UMK do imprezy, roboty było co nie miara.

Pobudka jeszcze przed wschodem słońca i zebranie się o 7 rano w piątek, 3 lutego. Banery same się nie powieszą, ławki nie ustawią, krzesła nie skręcą, komputery nie poustawiają, a koszulki nie policzą. Trzeba było zadbać dosłownie o wszystko, co niezbędne, aby wydarzenie mogło się odbyć. A żeby jak najmniej pracy mieć na następny poranek, chcieliśmy większość czynności odhaczyć w dniu poprzedzającym rozpoczęcie turnieju. Tu muszę zaznaczyć bardzo wyraźnie, że ja, jak i prawdopodobnie wszyscy inni wolontariusze i organizatorzy, narobiliśmy się jak nigdy wcześniej w naszych życiach. Na nogach byliśmy od wczesnego poranka do środka nocy. Okazało się, że organizacja LAN-a nie jest czymś łatwym i przyjemnym, a przynajmniej w niektórych aspektach. Potrzebne były spore zapasy siły fizycznej, ale i umysłowej, aby wszystko logistycznie zgrać. Choć prawdopodobnie całą pracę można by wykonać o godzinę lub dwie szybciej, to trzeba mieć na uwadze fakt, że dla sporej większości z nas była to pierwsza tego typu inicjatywa. Sprawdzaliśmy siebie, swoje umiejętności i możliwości. A trud, jaki był w to włożony, jedynie potęgował satysfakcję, która nadeszła wraz z otworzeniem drzwi wejściowych dla gości.

Ecenter Copernicup - Wywiady
W dniu finałów, pomiędzy meczami, przeprowadzane były rozmowy z zawodnikami i gwiazdami turnieju.
Źródło: facebook.com/copernicup

Po kilkunastu godzinach przygotowywań, przyszła pora na oficjalne rozpoczęcie eventu o 9 rano w sobotę. Do budynku zaczęli powoli schodzić się miłośnicy e-sportu, aby zakupić bilety i zasiąść na widowni. Mniej więcej w tym samym czasie zjeżdżali się zawodnicy, którzy byli głównymi gwiazdami Copernicupa. Rozgaszczali się w swoich szatniach, przygotowywali sprzęty (klawiatury, myszki, podkładki i słuchawki), a następnie zasiadali przy czterdziestu komputerach rozstawionych na całej scenie, aby walczyć z przeciwnikami o wyjście z grup. Jako osoba dość słabo znająca się na komputerach (zwykłe podłączanie kabli to dla mnie czarna magia), byłem pod wielkim wrażeniem, gdy jeszcze przed pierwszymi meczami ujrzałem rozstawienie wszystkich sprzętów elektronicznych. Jakim cudem to wszystko działało tak sprawnie? Nie mam zielonego pojęcia, ale wielki szacunek ślę wszystkim informatykom i administratorom, którzy zadbali o tę (jakby nie patrzeć) najważniejszą kwestię turnieju.

Ja, zarówno pierwszy, jak i drugi dzień wydarzenia, spędziłem przede wszystkim poza głównym pomieszczeniem, w którym znajdowała się widownia i scena. Większość czasu byłem obecny przy wejściu do budynku oraz w strefie targowej, gdzie można było nabyć turniejowe gadżety (koszulki, smycze i plakaty), pograć na konsolach lub w przeróżnego rodzaju gry planszowe, a także robić sobie zdjęcia z przyjezdnymi gośćmi specjalnymi tuż przy przygotowanej ściance. A ich również nie zabrakło, bowiem zjechało się wiele postaci, które są doskonale znane przesiadującym w polskim internecie. Streamerzy i youtuberzy pokroju Isamu lub Nitra zjawili się jako wsparcie dla swoich drużyn, a przy okazji podnieśli rangę toruńskiego wydarzenia. Niemałym zainteresowaniem cieszyli się również gracze uczestniczący w turnieju, których pseudonimy również nie są obce (jak Easy lub Saju z Inetkox). Osobiście żadnego zdjęcia z przyjezdnymi nie mam, bo nie należę do osób, które koniecznie chcą uwieczniać na fotografiach spotkane przez siebie gwiazdy, ale muszę przyznać, że wyjątkowym uczuciem była możliwość przebywania za kulisami, gdzie co chwilę przechodził ktoś znany i ceniony, a od czasu do czasu zamieniał nawet słówko (chyba, że akurat trwały ostatnie chwile przed meczem, wtedy lepiej nie sprawdzać cierpliwości niektórych graczy 😉).

Ecenter Copernicup - Zdjęcia
Szybkie zdjęcie z ulubionym streamerem? Czemu nie!
Źródło: facebook.com/copernicup

Możliwość bycia tam i zawieszenia na szyi plakietki wolontariusza była dla mnie wyjątkowa, bo choć w mojej pracy nie leżały wielkie zasługi, to przyjemnie jest mieć świadomość, że było się jednym z niewielu, którzy byli odpowiedzialni za stworzenie tego wydarzenia. Pierwszego dnia, jeszcze przed turniejem, byłem na nogach przez 15 pełnych godzin. Jednak było to nic w porównaniu do soboty i niedzieli, kiedy to działało się przez okrągłe 42 godziny z zaledwie czterema na odpoczynek. Całe szczęście, że pod ręką były energetyki, a od czasu do czasu znalazł się moment na spoczynek. Oczywiście nie byłem jedynym, który aż tyle energii i siły musiał poświęcić w ciągu tego weekendu. Chyba wszyscy wolontariusze, organizatorzy i administratorzy byli wówczas na bakier ze snem i dopiero po niedzielnym finale oraz spakowaniu większości rzeczy można było odetchnąć z ulgą. Wtedy też do człowieka docierała świadomość o wielkości tego, co udało się zrobić. Podczas pracy nie było czasu na to, aby spokojnie pomyśleć o tym, co właściwie się dzieje. Dopiero po wszystkim nadeszła szansa na przekonanie się o wyjątkowości i spektakularności całego przedsięwzięcia.

Teraz mija już tydzień od finałowego etapu turnieju i myślę, że spokojnie przetrawiłem już wszystkie myśli, jakie narodziły się w mojej głowie. Przede wszystkim jestem pod wrażeniem niezłomności i zapału organizatorów, których mały, niewinny pomysł sprzed kilku miesięcy stał się prawdziwym wydarzeniem o wielkim zasięgu. Jak widać, można osiągnąć wszystko, o ile będzie się pracowitym i gotowym do poświęceń. Jestem zadowolony również z tego, że zdecydowałem się na dołączenie do wolontariatu. Już nie tylko dlatego, że dało mi to możliwość zobaczenia organizacji turnieju e-sportowego od środka, ale również dzięki osobom, które udało się poznać. Wszyscy razem, jako wolontariusze, musieliśmy zmierzyć się z ciężkimi zadaniami, ale fakt, że siedzieliśmy w tym razem i wspólnie mieliśmy na celu stworzenie jak najfajniejszego eventu w regionie, podnosił nas na duchu i dodawał energii. A w międzyczasie nie zabrakło również czasu na lepsze poznanie się i wiele śmiechu, który prawdopodobnie potęgowany był także reakcjami naszych organizmów na braki snu.

Ecenter Copernicup - Nagrody
Zawodnicy grali o bardzo cenne nagrody.
Źródło: facebook.com/copernicup

To wszystko, bez wyjątku, świadczy o tym, jak wielkim i ciekawym doświadczeniem był udział w Ecenter Copernicup. Pierwszy taki turniej na północy Polski, którego przygotowaniem na kilkadziesiąt godzin przed startem zajęło się jedynie nieco ponad 30 osób. Każdy jednak pracował ponad swoje miary i w efekcie uzyskaliśmy coś, czego nie powstydziłaby się cała armia zawodowych ekip. A ja byłem wśród tego skromnego, momentami dziwnego, ale zgranego zespołu. I przyznam się, że pomimo zmęczenia odczuwanego długo po całym wydarzeniu, z chęcią zjawię się wśród wolontariuszy przy następnej edycji Copernicupa. A ta została oficjalnie zapowiedziana przez organizatorów, więc nie pozostaje nic innego, jak nadal być usatysfakcjonowanym minioną odsłoną i czekać na kolejną. Za pół roku? Rok? Nie wiadomo, ale mnie nie zabraknie!

Reklamy

Jedna odpowiedź na “Toruński Ecenter Copernicup z punktu widzenia wolontariusza

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s