Wyróżnienia miesiąca: Luty 2017

Luty do najdłuższych miesięcy nie należy i brak dwóch dni w kalendarzu nie jest zbyt dobrym wytłumaczeniem wyłącznie jednego wpisu, który pojawił się na blogu w ciągu ostatnich tygodni. Cóż, na usprawiedliwienie mogę podać zakończoną niedawno sesję, która rozpoczęła się wraz z drugim miesiącem roku, ale i tak nie zajmowała mi całego wolnego czasu. Brak weny. To w nim należy szukać problemu, a fakt, że doskwierał już długo, przekłada się na zmniejszenie częstotliwości pisania nowych tekstów. Teraz chcę to zmienić. Powoli kończy się zima, a przed chwilą wkroczyłem w nowy semestr nauki, więc to idealna pora, aby znowu ruszyć z kopyta i zacząć coś skrobać. W sensie pisać, oczywiście.

Wyróżnienia miesiąca: Luty 2017
Love is in the air!

Nie wiem kiedy, ale cały luty już praktycznie minął. Mamy ostatni, 28 dzień miesiąca i za chwilę rozpoczniemy marzec, który dla wielu niesie ze sobą nadzieje na cieplejsze dni i więcej motywacji do działania. Wśród tych osób jestem ja, ale żeby móc na dobre przywitać ostatnie trzy tygodnie zimy, trzeba rozliczyć się z niedaleką przeszłością. Staram się nie rzucać słów na wiatr i pomimo długiej wegetacji blogowej postanowiłem wziąć się za obiecaną serię „Wyróżnienia”, której nowe odsłony mają pojawiać się każdego ostatniego dnia miesiąca. Całe szczęście, że pomimo braku weny śledziłem to, co leży w tematyce bloga, dzięki czemu mogę teraz bez większych problemów przytoczyć najważniejsze rzeczy, nazwy, tytuły i momenty z ostatnich czterech tygodni. Oczywiście – według mnie. Jak zawsze, działo się sporo, więc bez zbędnego zwlekania, rzućmy okiem na moją skromną listę!

Film
LEGO Batman: Film

Co? Ale jak to?! W lutym do kin trafiło tyle głośnych produkcji, które były wyczekiwane od dawna, a po premierze zbierały co najmniej dobre recenzje, lecz ja wybieram animację, która wzorowana jest na popularnych, plastikowych klockach i przedstawia przygody superbohatera tak kultowego, że znamy go na wylot? Nie ukrywam, może to dziwić, bo w kolejce czekały między innymi takie filmy, jak „Jackie”, „Milczenie” lub oscarowy „Moonlight”, ale to właśnie produkcja spod szyldu DC Comics zgarnęła nieprawdopodobne wyniki seansów. Trwająca ponad półtorej godziny animacja „LEGO Batman: Film” to nic innego, jak przygodowe kino familijne, przy którym dobrze bawią się nie tylko najmłodsi, ale i dorośli. Tak samo było z poprzednią odsłoną filmowych przygód klocków Lego, a skoro tym razem na tapetę wzięto popularnego Mrocznego Rycerza, sukces był do przewidzenia.

Choć do fenomenu „LEGO Przygody” sporo brakuje, to obraz wyreżyserowany przez Chrisa McKaya i tak niemało zarobił. Po pierwszym tygodniu odsłon, film według szacunków Warner Bros. zgarnął 55,6 miliona dolarów, a w okresie walentynkowym wykręcał lepsze wyniki niż wyczekiwana przez fanów premiera „Ciemniejszej strony Greya”. Nie do pomyślenia, a jednak, bo liczby nie kłamią. Co prawda, później nie było już tak kolorowo i ostatecznie zarobione pieniądze nie spełniły oczekiwań twórców, jednak można spodziewać się, że klockowe animacje nie skończą się na Batmanie. Za rok pojawić się ma kolejna odsłona serii o jeszcze nieznanym tytule, dlatego jeśli spodobała Wam się „LEGO Przygoda” z 2014 roku, to koniecznie zobaczcie film o popularnym Człowieku-Nietoperzu, bo kolejne produkcje są już na horyzoncie!

Luty 2017 - LEGO Batman Film
Źródło: imdb.com

Seriale
The Walking Dead: Sezon 7

W ciągu roku mamy dwa okresy, które są prawdziwą zmorą dla miłośników seriali. Jeśli masz swój ulubiony cykl, którego odcinki śledzisz na bieżąco, to z pewnością wiesz o czym mowa. Po pierwsze, w lecie mamy tak zwany „sezon ogórkowy”, kiedy to przygody naszych ulubionych bohaterów przechodzą w stan spoczynku aż do następnego sezonu. Wtedy zmuszeni jesteśmy do oglądania powtórek lub kompletnego nieużywania telewizora. Bliźniacza sytuacja ma miejsce w czasie zimy, kiedy to twórcy seriali praktykują „hiatus”, co z języka angielskiego oznacza przerwę w środku sezonu. Wtedy, zazwyczaj przez około dwa miesiące, oczekujemy na kontynuację historii, która następuje tuż przed wiosną. Można powiedzieć, że jest to coś na wzór świąteczno-zimowych ferii.

Właśnie to kryterium wziąłem pod uwagę i tym samym zdecydowałem się wspomnieć o moim ulubionym serialu, który jest przeze mnie śledzony od paru dobrych lat. „Żywe Trupy” w końcu powróciły! Tuż przed Walentynkami wyemitowany został dziewiąty odcinek siódmego sezonu, a ja wziąłem się za niego najprędzej jak tylko się dało. Choć „The Walking Dead” cały czas zauważalnie się zmienia i (trzeba to przyznać) coraz rzadziej traktuje o zombiakach, to nadal pozostaje moim numerem jeden. Po każdym epizodzie czytam opinie innych widzów, a niekiedy nawet sam dzielę się przemyśleniami. Szukam zapowiedzi następnych odsłon, a gdy tylko sezon dobiega końca, zaczynam przeżywać tę długą, męczącą przerwę aż do jesieni. Jednak do tego jeszcze sporo czasu, więc póki co cieszę się na myśl o nowych, cotygodniowych epizodach. Właśnie – wczoraj ukazał się kolejny!

Luty 2017 - The Walking Dead
Źródło: imdb.com

Muzyka
Happysad – „Ciało obce”

Nie wiem, czy to ja jestem na bakier z muzyką, czy faktycznie przez ostatnie tygodnie niewiele działo się w tej branży, ale nie miałem żadnych błyskotliwych pomysłów na wytypowanie czegokolwiek w muzycznej kategorii. Ostatecznie, po dłuższym namyśle, przyszedł mi do głowy zespół Happysad, którego najnowsza płyta trafiła do internetu i na sklepowe półki dokładnie 10 lutego. Od razu mówię, że nie jestem ich wielkim fanem, a znam jedynie kilka lub kilkanaście utworów, których teksty nie zapadły mi w pamięci. Nie oznacza to jednak, że są mi dalecy. Wręcz przeciwnie, bo co pewien czas zdarzy się odsłuchanie ich piosenek (raz z własnej, a raz z cudzej inicjatywy). Ostatnio było tak w przypadku „Ciała obcego” – najnowszego dzieła grupy.

Płyta o mocno szarawej szacie graficznej składa się z jedenastu utworów i jak utrzymuje spora część wieloletnich słuchaczy – różni się mniej lub bardziej od produkcji Happysadu sprzed lat. Trudno orzec, czy to zmiana dobra, czy zła. Wszystko leży w gustach, dlatego można spotkać się z przeróżnymi opiniami. Moje odczucia? Wolę, kiedy w muzyce nie oszczędza się na słowach, a w niektórych przypadkach „Ciała obcego” jest tak mało przekazu, że aż szkoda. Przynajmniej dla mnie. Albo nie czuję aż tak dobrze muzyki tworzonej przez ten rockowy zespół, albo faktycznie czegoś tu brakuje. Jednak z pewnością imponujące są wyniki, które płyta wykręca. Jeszcze w przedsprzedaży zamówiono ją dziesiątki tysięcy razy, a na świetne statystyki zapracowała bardzo dobra promocja krążka, szczególnie ze strony członków zespołu. Dodatkowe koszulki i własnoręczne autografy? Czemu nie, wystarczyło zamówić! A dla oszczędnych jest Spotify, gdzie całość udostępniono za darmo.

Luty 2017 - Happysad
Źródło: krynicazrodlemkultury.pl

Gra
Youtubers Life

Teraz szczerze. Marzyłeś kiedyś o karierze profesjonalnego Youtubera? Jeśli tak, to mam propozycję dla Ciebie. Jeśli nie, to możesz za chwilę zmienić zdanie, a jeżeli przyczyną takiej odpowiedzi jest nieznajomość terminu „Youtuber”, to spieszę z szybkim wyjaśnieniem. Tak określa się osoby, które aktywnie tworzą filmy publikowana na popularnym serwisie YouTube. Proste, prawda? Niektórzy zagrywają się w gry komputerowe i oferują swój komentarz w czasie rozgrywki, inni opowiadają do kamery jak mija ich dzień, a pozostali szukają czegoś wyjątkowego i jedynego w swoim rodzaju, co zapewni im popularność. Jednak nie każdy jest stworzony, aby być „gwiazdą internetu”.

Z odsieczą przychodzi gra wideo „Youtubers Life”. Jak łatwo wydedukować, jest to symulator twórcy sieciowych filmów. Możesz stworzyć swoją własną postać (lub wzorować się na już istniejącej), a następnie krok po kroku rozwijać swoją karierę w internecie. Sposobów na to jest multum, dlatego tylko od Ciebie zależy, jaką drogą wybierzesz. Trzeba przyznać, że sama gra nie wygląda obiecująco, ale warto mieć na uwadze, że tworzona jest przez studio początkujące i niezależne, dlatego nie można mieć wysokich wymagań. Pomimo tego, recenzje i oceny przeciętnych graczy są w większości pozytywne, a dostępność tytułu na platformie Steam świadczy o tym, że może warto rzucić okiem. Przeraża tylko jedno – cena. Niecałe 25 euro to kwota, która jest wyjątkowo wygórowana jak na raczkującą, niezależną produkcję, która raczej rewolucji nam nie zapewni. Ale mówi się, że „kto bogatemu zabroni”, dlatego jeśli bardzo chcecie grę wypróbować, a na koncie zalega Wam niepotrzebna stówa, to śmiało! Tylko potem dajcie znać, czy warto 😉

Luty 2017 - Youtubers Life
Źródło: store.steampowered.com

Internet
Trash Dove… Gruchacz!

Jeśli do tej pory nie spotkaliście się z tym dziwnym, fioletowym ptakiem to oznacza, że przez ostatnich kilkanaście dni dostawca internetu nie zapewnił Wam stałego łącza z siecią albo żyjecie w podziemiach, gdzie zasięg jest pojęciem nieznanym. Gruchacz był chyba największym i najpopularniejszym memem w internecie tego miesiąca. Jego początki sięgają jeszcze poprzedniego roku, kiedy to zestaw naklejek z fioletowym, wielkookim gołębiem trafił na Messengera. Nie był to wówczas żaden fenomen, jako że podobnych gifów i obrazków na Facebooku mamy od groma, co sprawiło, że zabawny ptak wtopił się w tłum i pozostał niemal niezauważony.

Popularność nadeszła dopiero na początku lutego, kiedy to pewien tajski fanpage opublikował wideo przedstawiające połączenie gołębia machającego głową z tańczącym kotem. Nagranie szybko stało się viralem i w parę dni zostało odtworzone ponad 3,5 miliona razy. A jak wszyscy dobrze wiemy – Facebook ma potężną moc i choć na początku naklejka z gruchaczem była rozpoznawana wyłącznie w Tajlandii, to zaledwie kilkadziesiąt godzin później zabawa została podchwycona przez anglojęzycznych użytkowników i w ten sposób cały portal społecznościowy został zalany animowanym ptakiem, który w nieludzko szybkim tempie macha swoją głową. Trash Dove pojawiał się w niemal wszystkich komentarzach, niezależnie od treści postów lub dyskusji. Był to kolejny fenomen na skalę światową wśród internetowych memów. Teraz moda na wstawianie gruchacza gdzie popadnie już powoli przemija, ale jeśli w lutym zerkaliście na Facebooka częściej niż raz w tygodniu, to z pewnością fioletowa postać niejednokrotnie przewinęła się przed Waszymi oczami.

Luty 2017 - Gruchacz
Źródło: wikipedia.com

Aplikacja
Milionerzy Quiz

Świąteczno-zimowa przerwa w telewizji dotyczy nie tylko seriali, ale także programów rozrywkowych. Od pewnego czasu widać, że stacje ruszają ze swoimi nowymi, wiosennymi ramówkami, wśród których (co zaskakujące) pojawia się sporo starych, nieemitowanych przez ostatnie lata tytułów. Przykładem są niegdyś wyjątkowo popularni „Milionerzy”, czyli teleturniej, w którym uczestnicy muszą odpowiadać na kilkanaście pytań zadawanych przez Huberta Urbańskiego, aby stać się bogatszymi o okrągły milion złotych. Jednak nie ma co przytaczać zasad i innych oczywistości na temat programu, bo myślę, że znają go wszyscy. Po siedmiu latach, „Milionerzy” ponownie trafili na antenę, co przełożyło się na odnowienie zainteresowania się tą formą rozrywki wśród odbiorców. Teraz, oprócz nie najgorszych wyników oglądalności w telewizji, widzowie przypomnieli sobie o aplikacji, która na App Store lub Google Play znajduje się od dawna, ale do połowy lutego nie cieszyła się tak sporą popularnością, jak kiedyś.

Gra na smartfony „Milionerzy Quiz” zyskała drugie życie i obecnie zajmuje czołowe pozycje na top listach sklepów z aplikacjami. Oceny także są pozytywne, jako że twórcy postanowili odświeżyć wygląd gry i wzbogacić ją o nowe pytania, aby jeszcze bardziej wykorzystać zainteresowanie. Co to oznacza dla nas? Że w łatwy, szybki i przyjemny sposób możemy sprawdzić, jak my byśmy wypadli w programie. Oczywiście należy mieć na uwadze fakt, że aplikacja ta nie jest oficjalnym produktem twórców „Milionerów”, a jedynie fanowskim dziełem. Nie zmienia to jednak satysfakcji, która płynie z odpowiedzenia na ostatnie pytanie za milion złotych 🙂

Luty 2017 - Milionerzy Quiz
Źródło: play.google.pl

Technologia
Nokia 3310

Pamiętacie te czasy, gdy większość dnia spędzało się na dworze ze znajomymi grając w piłkę nożną, mama wołała przez okno na obiad, a telefony były niemal niezniszczalne i ich baterie wytrzymywały przez wiele dni bez ładowania? Postęp technologiczny sprawił, że to ostatnie odeszło na zawsze. Teraz najnowsze smartfony, choć uzbrajane w coraz to lepsze specyfikacje, nie potrafią wytrzymać dłużej niż kilka lub kilkanaście godzin nawet w zwykłym stanie czuwania. Zmienić chce to firma, która jest już legendą – Nokia. Jakiś czas temu włodarze fińskiego przedsiębiorstwa przypomnieli sobie o modelu telefonu komórkowego, który dobrych kilka lat temu był ich szlagierem na rynku, a obecnie wśród internetowych memów uchodzi za materiał pokrewny najtwardszym kamieniom szlachetnym.

Mowa oczywiście o Nokii 3310, czyli urządzeniu, które niegdyś miała co druga osoba, a jego wygląd kojarzony jest do teraz. Postanowiono, że telefon powróci na rynek w nowszej, odświeżonej wersji, ale wciąż zawierającej swoje najbardziej rozpoznawalne cechy charakterystyczne. Efekt można było poznać parę dni temu na specjalnych targach tematycznych w Barcelonie. Ten jednak nie wypadł najlepiej. Powrót modelu 3310 wywołał wiele dyskusji, niemałe zamieszanie i przede wszystkim skupił na sobie uwagę znawców i przeciętnych użytkowników telefonów. Jednak recenzje są niemal jednomyślne – oczekiwania były zbyt wysokie i rzeczywistość zawodzi. Podobno nie jest to już to samo, co kilka lat temu. Nokia 3310 trafi wkrótce na rynek w cenie 49 euro, ale uważa się, że i ta kwota jest zbyt wysoka w porównaniu z efektem końcowym.

Luty 2017 - Nokia 3310
Źródło: phonearena.com

Wydarzenie
Oscary 2017

Rozdanie Nagród Akademii Filmowej jest uznawane za jedno z najważniejszych wydarzeń w ciągu roku, które oscyluje wokół branży filmowej. To właśnie pod koniec lutego wręczane są powszechnie znane Oscary i choć można mieć o nich różne zdanie, to trzeba przyznać, że dzień przed i po gali cały internet szaleje. Tym razem jednak nie aż tak bardzo, jak ostatnio, gdy nareszcie swoją statuetkę odebrał Leonardo DiCaprio, uznawany za największego przegranego w historii.

Oscary 2017 na pewno zostaną zapamiętane na długo ze względu na 14 nominacji dla musicalu „La La Land”, który ostatecznie został uhonorowany w sześciu kategoriach, co również jest wyjątkowo wysokim wynikiem. Nie obyło się też bez zaskoczeń, jak przede wszystkim przy przyznawaniu najważniejszej nagrody wieczoru – za najlepszy film roku. Pomyłka, jakiej wcześniej nikt sobie nie wyobrażał, dotyczyła wyczytania wspomnianego już „La La Land”, któremu po pewnym czasie niemal sprzed nosa odebrano Oscara na rzecz równie głośnego „Moonlight”. Całość wyglądała wyjątkowo chaotycznie i można powiedzieć, że przez dobrych kilka minut śledziliśmy wydarzenia na scenie z niewiedzą, kto ostatecznie został obdarowany statuetką. Dla mnie Nagrody Akademii Filmowej są pewnym liczącym się wyznacznikiem w świecie kinematografii, ale równocześnie nie przykładam do nich tak wielkiej wagi. Nie bulwersuję się, gdy decyzja jest skandaliczna lub inna niż moja. Ale jeżeli film, który wspierałem, zostanie wyróżniony, uważam to za miły gest. Ot, jedne z wielu nagród, które rozdawane są na przełomie starego i nowego roku.

Luty 2017 - Oscary
Źródło: oscar.go.com
Reklamy

1 myśl w temacie “Wyróżnienia miesiąca: Luty 2017

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close