Mój filmowy alfabet: E jak Efekt motyla

Do tej pory przedstawiłem Wam zaledwie cztery filmowe propozycje spośród tych, które miałem okazję obejrzeć i polubić. Jako że wchodzą one w skład cyklu „Mój filmowy alfabet”, to wciąż przed nami jeszcze wiele kolejnych. Pozwolę sobie nawet zadać nieco trudu i policzyć, ile kolejnych postów serii powinno pojawić się w przyszłości. Dokładnie 18, o ile liczymy ten, który właśnie czytacie, pominiemy polskie litery oraz „Y”, jako że wolałbym stronić od zekranizowanej na różne sposoby wielkiej stopy. Dzisiaj przyszła kolej na „E” i choć tym razem lista filmów pasujących do tego tekstu była wyjątkowo długa, to co do wyboru nie miałem wątpliwości i wziąłem na warsztat „Efekt motyla” – tytuł liczący sobie już kilkanaście dobrych lat. Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż pozostaje godny uwagi.

Efekt motyla - plakatWeźmy przykład z motywu przewodniego produkcji i cofnijmy się w czasie do 2004 roku, kiedy to swoją premierę miał niecierpliwie wyczekiwany „Butterfly Effect” w reżyserii J. Mackye’a Grubera oraz Erica Bressa, odpowiedzialnych również za „Oszukać przeznaczenie 2”. I choć do tych mocno średnich horrorów można mieć pewne pretensje i żale, to roboty wykonanej przy interesującym nas filmie nie powstydziliby się nawet najlepsi reżyserzy. Począwszy od obsady przez wciągającą fabułę aż do świetnie zrealizowanych zdjęć. Nic dziwnego, że film liczący sobie 13 lat wciąż pozostaje jednym z najlepszych thrillerów o tematyce science-fiction na świecie, a już na pewno uplasował się na pozycji lidera jeśli chodzi o historie związane z popularnym zjawiskiem efektu motyla, o którym mówi sam tytuł.

Nikomu nie trzeba chyba przedstawiać głównej gwiazdy filmu. Ashton Kutcher nie bez powodu był (i jest) jednym z najbardziej rozpoznawalnych aktorów, jako że w swoim złotym okresie występował w wielu popularnych produkcjach. Kojarzony jest przede wszystkim z serialu „Różowe lata 70.”, czy też nowszych tytułów kinowych, jak „Pan i Pani Kiler”, „Sex Story” lub „jOBS”. Obok niego zobaczyć możemy Amerykankę Amy Smart, która swoje pięć minut miała przede wszystkim w dwóch filmach akcji pod tytułem „Adrenalina”. Gama aktorów występujących w „Efekcie motyla” jest niewątpliwie bogata, co wymuszone zostało również przez samą fabułę, o której więcej za chwilę, ale nie byłbym sobą, gdybym choć nie wspomniał o ważnej roli Eldena Hensona, który oprócz wcielenia się w Polluxa w „Igrzyskach śmierci”, był prawą ręką nowojorskiego superbohatera Daredevila z serialu pod tą samą nazwą. Wszyscy Ci aktorzy, liczący obecnie po około 40 lat, w „Efekcie motyla” przedstawiają swoje młodzieńcze, świeże umiejętności aktorskie, które z pewnością warto zobaczyć.

Efekt motyla - Bohaterowie
Losy tych dwóch przyjaciół (i nie tylko) zostały wystawione na próbę.
Źródło: filmweb.pl

Jednakże ciekawa obsada nie wystarczy, aby nakłonić kogokolwiek do seansu. Chyba, że wśród Was znajduje się osoba, która jest wielkim fanem kogoś z wymienionych. Wtedy jednak podejrzewałbym, że wielbiciel ten dawno odhaczył ten film. Największym plusem produkcji jest chyba fabuła. I choć niektórym może wydać się nieciekawa, bo teoretycznie przedstawiano ją już na wiele sposobów, to należy wziąć poprawkę na to, że „Efekt motyla” pochodzi z 2004 roku i tym samym pozostaje starszy od wielu filmów, serialu lub gier, które później wykorzystywały podobny motyw tematyczny.

Nie trzeba wiele wysiłku aby zauważyć, o czym traktuje produkcja z Ashtonem Kutcherem w roli głównej. Prawdopodobnie słyszeliście już nie raz o butterfly effect, a więc dość skomplikowanym, ale logicznym zjawisku, z którym zetknięto się jeszcze w latach 60. Historia odkrycia efektu motyla jest niezwykle długa, a zarazem wciągająca i interesująca, dlatego wszystkim zainteresowanym polecam lekturę (choćby w internecie). Jednak pokrótce jestem zmuszony wyjaśnić, na czym on polega. Sam film robi to bardzo dokładnie i starannie, nie wykluczając przedstawianego nam fantastycznego przykładu (fantastycznego w sensie nierealnego, wymyślonego, a nie fenomenalnego, choć na pewno ponadprzeciętnego). Warto jednak od samego początku seansu mieć na uwadze, że efekt motyla dotyczy powiązań występujących między najmniejszymi elementami rzeczywistości. Jako podręcznikowy przykład podaje się trzepotanie skrzydłami przez owada w Ohio, które po pewnym czasie może wywołać burzę piaskową w Teksasie. Jak przełożyć to z amerykańskiego na nasze? Każdy czyn przynosi ze sobą określone skutki. W większości przypadków nie jesteśmy w stanie stwierdzić, co spowoduje dana czynność. Mówi się, że wszystko, co istnieje, jest ze sobą powiązane, a więc zmiana lub naruszenie jednego, nawet najmniejszego bytu bądź obiektu, może stanowić podstawę do modyfikacji przyszłości. Pozytywnych lub nie.

Efekt motyla - Zmiany
Jak się później okazuje, zmienianie biegu wydarzeń nie przynosi niczego dobrego.
Źródło: filmweb.pl

Na początku filmu poznajemy Evana Treborna, który wzmaga się z zanikami pamięci jeszcze z czasów dzieciństwa. Nie są to utraty dłuższych wspomnień, a jedynie kilkunastominutowych chwil w przeciągu paru ostatnich lat. Najprawdopodobniej przyczyną tej wyjątkowej dolegliwości jest choroba umysłowa ojca głównego bohatera, którą młody chłopak prawdopodobnie odziedziczył. W ramach terapii, Evan ma starannie prowadzić dziennik z zapiskami przemyśleń z każdego pojedynczego dnia, aby ćwiczyć swoją pamięć. Po latach, będąc na studiach, odnajduje zapomniane zeszyty i oddaje się lekturze. Szybko zauważa, że potrafi przenosić się w wspomnieniach do chwil, kiedy to dręczyły go utraty przytomności. Na nowo mógł znaleźć się w młodzieńczych latach i śledzić różne nietypowe wydarzenia. Po czasie okazuje się, że możliwość ta nie jest na tyle dobra, na jaką z początku wyglądała i niesie ze sobą poważną odpowiedzialność oraz konsekwencje. W rezultacie, Evan staje się więźniem czasoprzestrzeni i samego tytułowego efektu motyla, bowiem każdy jego nowy czyn wprowadzony w przeszłości, skutkuje zmianami w chwili teraźniejszej i, jak można przypuszczać, rzadko zmiany te wychodzą na dobre.

To tylko bardzo ogólny zarys opowieści przedstawionej w „Efekcie motyla”, bo trudno jest opisać ją bez przypadkowego zdradzania ważnych elementów fabuły. Możecie być jednak pewni, że wydarzenia i tempo akcji nie zawodzą, bowiem film od samego początku rozwija się w bardzo szybko tempie. Zalewa nas coraz to nowszymi informacjami oraz wątkami, jednak (na całe szczęście) nie da się w tym pogubić, bo twórcy zadbali o to, aby całość została przedstawiona w logiczny, a zarazem nieschematyczny sposób. Oznacza to, że seans nie będzie nikogo męczył, ale z pewnością nie jest to film banalny i odmóżdżający. Warto przez cały czas jego trwania pozostać uważnym i z czujnością śledzić wydarzenia, co zagwarantuje pełne zainteresowanie się tematyką i losami bohaterów. A te potrafią wywołać niejedne emocje, bo film często i gęsto zmienia się z pozornie sielankowej opowieści w trzymający w napięciu thriller, który zapamięta się na długo.

Efekt motyla - Dziennik
Wystarczy, że Evan skupi się na wspomnieniach opisanych w dzienniku i będzie mógł przenieść się w czasie.
Źródło: filmweb.pl

Jeśli mam być szczery to przyznam, że „Efekt motyla” nie wprowadza niczego rewolucyjnego, jeśli chodzi o swój motyw przewodni. Jasne, przed chwilą go chwaliłem i polecałem, co nadal robię, ale bardziej wymagające i obeznane osoby nie znajdą tutaj niczego świeżego. Amerykańscy reżyserowie postanowili nakręcić obraz dla każdego, włączając w to osoby, które jeszcze nie miały szansy poznać opisywanego zjawiska. Będzie to dla nich idealna pierwsza styczność z podróżowaniem w czasie mającym swoje skutki w teraźniejszości. Jednak druga część widzów, która interesuje się tematyką lub chociaż miała okazję zobaczyć podobne produkcje, na pewno poczuje klimat takich tytułów, jak kultowe „Powrót do przyszłości”, „Donnie Darko”, czy nawet „Podziemny krąg”, którego egzystencjalna filozofia w pewnej mierze pojawia się i w tym filmie. Jednak „Efekt motyla” broni się czym tylko może i to wyjątkowo skutecznie, bo do dzisiaj pozostaje jednym z najpopularniejszych filmów gatunku. Moda na cofanie się w czasie i zmienianie biegu wydarzeń wzrosła jeszcze bardziej, gdy produkcja doczekała się swojej premiery. Po ten motyw sięga się nawet obecnie, jak między innymi w grze „Life is Strange„, która zdobyła fantastyczny sukces (tym razem w sensie fenomenalny).

Osobiście zobaczyłem ten film dość późno, bo dopiero po zakończeniu gry wspomnianej w poprzednim zdaniu. Dopiero wtedy poznałem bliżej efekt motyla, o którym już wcześniej zdarzyło mi się usłyszeć, ale nigdy nie zgłębiałem się w temacie. Komputerowa produkcja mnie oczarowała, a wykorzystany motyw wyjątkowo zaciekawił, co skutkowało dłuższym researchem w internecie. Ostatecznie natknąłem się na kilka różnych filmów, wśród których znalazł się „Butterfly Effect”. Obejrzałem go od razu i świetnie zapamiętałem do dzisiaj. O ile jest to jakieś osiągnięcie, skoro seans odbyłem zaledwie półtorej roku temu. Winna temu nie jest obsada, bo Kutcher nigdy nie był mi bliski, a tym bardziej pozostali aktorzy, choć zasług odbierać im nie można. Przemówił do mnie sposób realizacji filmu. Budowanie napięcia i biegu wydarzeń. Niejednokrotnie zmieniamy miejsce akcji i czasu, co wzbogaca historię i wymaga od nas większego zaangażowania. Niekiedy samemu należy połączyć niektóre wątki lub fakty, aby jeszcze bardziej zrozumieć przekaz. Film robi wrażenie na dwa sposoby. Jeśli macie ochotę, możecie z lekką uwagą śledzić wydarzenia i przy napisach końcowych stwierdzić, że to „fajne” lub „słabe”. Jest też druga opcja – zainteresowanie się i zauważenie w produkcji większej liczby smaczków i nieprzypadkowych elementów niż na pierwszy rzut oka widać. Sprawia to, że jeden seans może być wystarczający, ale kolejne mogą zapewnić jeszcze więcej nowych doświadczeń.

Efekt motyla - Młodość
W trakcie filmu poznajemy różne wydarzenia z życia Evana. Także te z młodości.
Źródło: filmweb.pl

Komu mogę polecić „Efekt motyla”? Chyba każdemu, kto lubi dobre filmy. Ten niewątpliwie taki jest, a jeśli nie wierzycie na słowo jakiemuś (nie)anonimowemu blogerowi, to zawsze możecie sprawdzić to samodzielnie. Nie obiecuję, że zrefunduję Wam dwie godziny, które poświęcicie na film, gdy ostatecznie nie podbije Waszych serc, bo jednak gusta są różne, ale uważam, że warto odhaczyć tę pozycję, bo należy do jednych z najbardziej kultowych produkcji filmowych ostatnich kilkunastu lat. Jeśli z wypiekami na twarzy oglądaliście przygody Marty’ego McFly’a z „Powrotu do przyszłości” lub Max i Chloe w „Life is Strange”, to w tym przypadku również nie będziecie zawiedzeni. Ostrzegam wszystkich tylko przed jednym! Gdy film spodoba Wam się na tyle, że będziecie chcieli więcej, to poszukajcie innych produkcji niebędących bezpośrednio powiązanych z „Efektem motyla”. A to dlatego, że jego druga i trzecia część, które na nieszczęście powstały, są lekkimi nieporozumieniami, które usilnie chciały dorównać „jedynce”. Od siebie polecam wyłącznie wersję z 2004 roku 🙂

Ocena - 8/10

Inne filmy na literę „E” warte obejrzenia:

  • „Eddie zwany orłem” (2016) – biograficzny, sportowy
  • „Ekspres polarny” (2004) – animowany, familijny
  • „Epoka lodowcowa” (2002) – animowany, przygodowy
  • „Everest” (2015) – przygodowy, thriller
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s