Wyróżnienia miesiąca: Marzec 2017

Kolejne cztery tygodnie przemknęły nam koło nosa i powoli czujemy już wielkanocną atmosferę, która w tym roku przypada dopiero na kwiecień. Ale skoro wszyscy myślimy już o powrotach do rodzinnych domów na wspólne świętowanie tak ważnego święta, to musi oznaczać, że zostawiamy za nami kolejny, trzeci już miesiąc – marzec. A ten nie pozostał dłużny styczniowi i lutemu, jako że sam wypełniony był ciekawymi propozycjami filmowymi, serialowymi i muzycznymi, a miłośnicy gier komputerowych, internetowego światka, aplikacji oraz technologii także nie mogli narzekać na nudę. O wydarzeniach już nie wspominając! Ponownie warto przyjrzeć się najciekawszym kwestiom ostatnich tygodni, jeszcze nim na dobre zatracimy się w primaaprilisowych żartach, mazurkach lub czekoladowych zającach. Tak prezentuje się moja skromna lista najistotniejszych marcowych nowinek i faktów.

Film – „Piękna i Bestia”

Musiało to kiedyś nastąpić. Kultowe, niezapomniane animacje Walta Disneya mają już sporo lat na karku i choć do tej pory uważa się je za dzieła legendarne (bo chyba można tak je nazwać), to czas nie zna litości. Wraz z nim zmieniają się trendy, a jednym z nich jest obecnie moda na odtwarzanie cenionych, kilkudziesięcioletnich produkcji jako nowe, odświeżone wersje przystosowane dla widza XXI wieku. Niestety, obecni małoletni lub nastolatkowie niezbyt zadowalają się filmami animowanymi z poprzedniego stulecia, które są przez nich uważane za stare. Po prostu. Najpopularniejsze studio filmowe świata dobrze to spostrzegło i aktualna polityka Disneya zmierza ku remake’om kultowych baśni w postaci filmów aktorskich. A w marcu otrzymaliśmy premierę długo wyczekiwanego nowego spojrzenia na wszystkim doskonale znaną „Piękną i Bestię”. Czarująca animacja miała swoją premierę już 26 lat temu, a teraz odważnie zdecydowano się na opowiedzenie historii Belli i jej nietypowego adoratora wykorzystując sławną i cenioną Emmę Watson oraz błyskawicznie rozwijającą się technologię CGI, która pozwoliła na wyjątkowo realistyczne ukazanie potwora z zamczyska.

Marzec 2017 - Piękna i Bestia
Widzieliście już współczesną odsłonę kultowej „Pięknej i Bestii”?
Zdjęcie: imdb.com

Oczekiwania przed premierą były różne, ale ostateczny rozrachunek z pewnością zadowala włodarzy Disneya, jako że tegoroczna „Piękna i Bestia” cieszy się oszałamiająco wysoki zainteresowaniem, a co za tym idzie – generuje dochody wręcz rekordowe. Film trafił do kin niemal na całym świecie 17 marca, a więc zaledwie dwa tygodnie temu. W tym czasie udało mu się zarobić aż 690,3 miliona dolarów z czego nieco ponad połowa (373,3 miliona) to wpływy z seansów poza Stanami Zjednoczonymi, co również jest warte odnotowania. Kwota ta sprawia, że dobra passa Disneya nadal trwa, jako że „Piękna i Bestia” to czwarta produkcja z rzędu, która bez problemu przekroczyła próg 600 milionów dolarów. Jeśli spojrzymy wyłącznie na weekend otwierający seanse nowego filmu, to zarobiona kwota plasuje go aż na siódmej pozycji wśród najlepiej zarabiających produkcji w ciągu pierwszych trzech dni od premiery. Nie ma co ukrywać, „Piękna i Bestia” rozbija bank a oceny mówią same za siebie – warto dołożyć swoją cegiełkę i się wybrać.

Serial – „Iron Fist”

Fani superbohaterów czekali na niego wystarczająco długo, ale jak się okazuje – nie było warto. Tak przynajmniej twierdzi większość krytyków filmowych i serialowych, bowiem jeszcze przed oficjalną premierą „Iron Fista” na Netfliksie, recenzje nie były ku niemu przychylne. Można nawet powiedzieć, że wręcz odradzały poświęcania czasu choćby na jeden odcinek. Osobiście nie wiem, co o tym myśleć, jako że nie miałem jeszcze czasu na oglądanie. Zbyt dużo obowiązków na głowie sprawiło, że dostępny od 17 marca serial muszę odłożyć na później, choć jestem pewien, że w końcu przyjdzie na niego pora. Mimo, że ta nie przyszła na „Luke’a Cage’a”, którego widziałem jedynie pierwszy epizod. Niemal wszyscy krytycy, ale także wierni widzowie netfliksowych produkcji, twierdzą, że poziom ich seriali spada i zawodzi. Wypuszczony w 2015 roku „Daredevil” okazał się być fenomenem na skalę światową i pokazał zupełnie nowy sposób ukazywania komiksowych herosów na ekranach. Nie zawiodło nic – obsada, fabuła i scenografia. Wszystko grało i śpiewało, czym również pochwalić się może „Jessica Jones” z tego samego roku. Drugi sezon o niewidomym prawniku, ukazany wiosną 2016, również spełnił oczekiwania, ale czegoś w nim zabrakło. To wtedy zaczął się kryzys, bowiem kolejny „Luke Cage” określany jest jako produkcja dla bardzo ścisłej, specyficznej grupy odbiorców. Czyżby „Iron Fist” miał tak samo?

Marzec 2017 - Iron Fist
Netflix zaprezentował nam ostatniego z czwórki „The Defenders”!
Zdjęcie: imdb.com

Swoje trzy grosze wtrącę dopiero, gdy będę mógł wyrazić opinię na podstawie własnych wrażeń, jednak jeśli chodzi o marzec, to z pewnością trudno byłoby znaleźć premierowy serial, który cieszyłby się aż takim rozgłosem w sieci. Premiera historii o mistrzu wschodnich sztuk walki wywołała dużo dyskusji zarówno po, jak i jeszcze parę dni przed. Po świetnych „Daredevil’u” i „Jessice Jones” oczekiwania były z pewnością wysokie, jako że sama tematyka „Iron Fista” może zaintrygować nawet stroniących od Marvela, ale negatywa opinia publiczna okazała się sporą przeszkodą dla producentów. Oby tylko zdołali się podnieść, zmotywować jeszcze mocniej i zaprezentować nam świetne widowisko w „The Defenders”, gdzie cała czwórka połączy siły.

Muzyka – Clean Bandit „Symphony”

Co mogę więcej dodać w tym temacie skoro wystarczająco wypowiedziałem się w poprzednim tekście dotyczącym muzyki elektronicznej? Okej, dużo osób może zapytać, dlaczego nie podałem tutaj najnowszego albumu Eda Sheerana pod tytułem „Divide”, który swoją drogą jest świetny, o czym mówi nam jego internetowa i radiowa popularność. O tym panu napisałem już nieco w serii „Wyróżnienia miesiąca” w styczniu, kiedy to wypuszczono dwa promocyjne kawałki – „Shape of You” oraz „Castle on the Hill”. Posłuchanie wielu innych jego utworów jak najbardziej polecam, ale moje serce w marcu należy do zespołu Clean Bandit, który połączył siły z nową gwiazdą muzyki popowej – Zarą Larsson, i zaprezentował zupełnie numer „Symphony”. Co zaskakujące, utwór został wydany dokładnie 17 marca. A ta data przewinęła się w tym poście już dwa razy! Co ludzie mają do tego Dnia Świętego Partyka?

Marzec 2017 - Symphony
Clean Bandit we współpracy z Zarą Larsson? To musiało się udać!
Zdjęcie: idolator.com

Nowa piosenka kolaborująca brytyjskie trio ze szwedzką piosenkarką jest trzecim singlem nadchodzącej płyty Clean Bandit oraz szóstym albumu Zary, który został wydany tego samego dnia. „Symphony” jest oczywiście dostępne do otworzenia na wiele sposobów, nie tylko za pośrednictwem zakupionych płyt. Możecie udać się na Spotify, gdzie utwór osiąga teraz niebagatelne wyniki odsłuchów, a także na YouTube. Tam szczególnie polecam zajrzeć, aby zobaczyć także teledysk, który wywołuje spore zamieszanie wśród komentujących użytkowników. Trzeba przyznać, że opowiedziana w nim historia może być uznawana za kontrowersyjną, choć podobne sceny występują aktualnie coraz częściej w popkulturze.

Gra – „Mass Effect: Andromeda”

Wydawca wielu mniej lub bardziej cenionych gier komputerowych – Electronic Arts, zaoferował w tym miesiącu długo wyczekiwaną kontynuację kultowej już serii science-fiction polegającej, w prostym tłumaczeniu, na sterowaniu członkiem międzygalaktycznej ekspedycji, którego główną umiejętnością jest… strzelanie. Oczywiście to tylko łopatologiczne zobrazowanie popularnego „Mass Effecta”, którego już czwarta odsłona miała swoją premierę 21 marca. Znawcą i wielbicielem serii nie jestem. Próbowałem jedynie kilka lat temu przysiąść do pierwszej części, co nie trwało za długo. I nie chodzi o to, że problem leży w grze, bo skoro tytuł zbiera masę wieloletnich wielbicieli, to musi oznaczać, że wykonany jest świetnie, ale prawdopodobnie nie jest to typ gry dla mnie. A ja mam bardzo specyficznej preferencje. Jak jednak poradziła sobie „Andromeda” tuż po wejściu na rynek?

Marzec 2017 - Andromeda
„Mass Effect” po raz czwarty zabiera nas w niebezpieczną podróż po kosmosie.
Zdjęcie: gry-online.pl

Zarzutów pojawiło się co najmniej kilka, a przede wszystkim w kwestii mało starannie i realistycznie wykonanych animacji postaci. Cóż, w tym przemyśle tak już jest, że w dniu premiery pojawia się wiele niedociągnięć i błędów, które dopiero po pewnym czasie zostają naprawiane przez twórców. Nie wszystkie, ale jeśli studiu zależy na dobrym produkcie, to oczywiście posłucha głosu graczy. Nie będzie zaskoczeniem fakt, że „Mass Effect: Andromeda” uplasowało się na pozycji lidera sprzedaży w pierwszym tygodniu od premiery. Udało się przeskoczyć między innymi „Tom Clancy’s Ghost Recon Wildlands”, które przez dobre 14 dni nie opuszczało pierwszego miejsca listy. Mimo tego, wydawca Electronic Arts nie ma zbyt wielkiego powodu do świętowania, bowiem „Andromeda” nie była w stanie pobić rekordów poprzednich odsłon serii (drugiej i trzeciej), których dochody były zdecydowanie większe.

Internet – „#polskichlopak”

Mówi się, że to największe oszustwo w polskim internecie od czasu… wizualizacji programu Ellen DeGeneres przez Łukasza Jakóbiaka – prowadzącego na co dzień talk-show „20m2” na YouTube. Czyli ostatecznie wychodzi na to, że tego typu sensacje sypią się jak z rękawa. Jednak o nieporozumieniu z początku marca nie mam ochoty pisać, choć temat pasuje świetnie. Mówiono i komentowano go już na wiele sposobów, dlatego jeśli nie wiecie o chodzi – wujek Google na pewno szybko pomoże! Tymczasem skierujmy uwagę na jedną z najpopularniejszych sieci odzieżowych w Polsce – Reserved, która postanowiła zagrać na emocjach setki tysięcy internautów. W skrócie wyglądało to tak: Pewna anglojęzyczna dziewczyna nagrała filmik, w którym opowiada o polskim chłopaku poznanym jakiś czas temu na jednym z koncertów. Teraz ma nadzieję, że zdoła go odnaleźć wykorzystując dobre serca użytkowników YouTube (i nie tylko). Wideo w błyskawicznym tempie zdobyło popularność i było udostępniane przez tysiące osób na serwisach społecznościowych. Wszyscy uwierzyli, że odnalezienie chłopaka jest możliwe i internet może przyczynić się do prawdziwej miłości. Jednak kilka dni później czar prysł, gdy na koncie głównej bohaterki pojawił się kolejny film, który wyjaśniał iż cała sytuacja to jedynie akcja promocyjna sieci Reserved.

Polscy internauci oszaleli ze złości. W większości. Wciąż znalazła się garstka osób, która gratulowała pomysłodawcom kampanii ciekawego i innowacyjnego sposobu na rozgłos w sieci. Intencje oczywiście nie były złe, bo Reserved chciało w ten sposób pokazać, że polscy mężczyźni wyglądają dobrze i robią wrażenie poza granicami naszego kraju. Świetnie, ale większość odbiorców zarzuca teraz sieci odzieżowej posunięcie do niemoralnej gry na ludzkich emocjach przy wykorzystaniu najpotężniejszego uczucia – miłości. Jedno jest pewne – kampania promocyjna zagwarantowała Reserved rozgłos, o jakim można było tylko pomarzyć. W końcu mówiono i pisano o tym wszędzie. Jednak osoby odpowiedzialne za akcję „#polskichlopak” liczyły z pewnością na bardziej pozytywną opinię odbiorców.

Aplikacja – „Club Penguin Island”

Dzień 30 marca 2017. Godzina 9:00. To dokładnie wtedy wyłączone zostały wszystkie serwery prawdopodobnie największej i najdłużej istniejącej gry przeglądarkowej. „Club Penguin”, czyli disneyowski wirtualny świat pingwinów stworzony z myślą o dzieciach i młodzieży, przestał oficjalnie działać po ponad 11 latach nieprzerwanej aktywności. Ogłoszenie zamknięcia gry pod koniec stycznia tego roku wzbudziło wielki sprzeciw. I to nie tylko czynnie grających osób, ale także tych, którzy od dłuższego czasu nie zaglądali na „Club Penguin”, ale wspominają je jego część swojego dzieciństwa. Stało się jednak tak, że twórcy nie cofnęli decyzji i ostatecznie nie możemy grać już w oficjalną wersję pingwiniej, wirtualnej wyspy. Przyczyną jej zamknięcia nie było jednak zbankrutowanie, które jest częstym przypadkiem jeśli chodzi o ten rynek. Deweloperzy postanowili pójść z duchem czasu i od kilku dobrych lat tworzyli swojego rodzaju remake wieloletniej sieciówki dla najmłodszych o nazwie „Club Penguin Island”. Wciąż jest to ten sam produkt, jednak w nowocześniejszym, odnowionym wydaniu dostępnym wyłącznie na urządzeniach mobilnych.

Marzec 2017 - Club Penguin Island
„Club Penguin Island” jest obiecującą aplikacją, ale czy zastąpi wieloletni oryginał?
Zdjęcie: clubpenguinisland.com

Warto zaznaczyć, że „Club Penguin Island” nie jest złą aplikację. Wręcz przeciwnie – działa i wygląda świetnie. Osobiście nie widziałem jeszcze tak starannie wykonanej gry na smartfony i tablety, która w dodatku oferuje wiele ciekawych treści. Zazwyczaj „apki” oscylują wokół niezbyt złożonych łamigłówek, puzzli, łączenia wzorów lub unikania przeszkód. „Candy Crush” i „Subway Surfers” są tu głównymi przykładami. Za to w przypadku nowej gry mobilnej od Disneya otrzymujemy ciekawy, ładny i zabawny świat wirtualny, w którym możemy poznawać nowych ludzi, rozmawiać z nimi dzięki wbudowanemu czatowi, kolekcjonować przedmioty i odkrywać tajemnice pingwiniej wyspy. Oprócz tego twórcy obiecują stałe aktualizacje z nowymi misjami, ubraniami, przedmiotami i wydarzeniami do odkrywania. „Club Penguin Island” jest stworzone, aby odnieść sukces na rynku mobilnym. Problem jednak tkwi w tym, że gracze wciąż są wściekli i niezadowoleni z zamknięcia oryginału, z którym wiążą wiele wspomnieć. Hej, wśród nich jestem też ja…

Technologie – IMAX VR

Nie ma jednak powodu, aby przedwcześnie się ekscytować. Technologia ta jest dopiero powoli testowana i wdrażana, dlatego nim stanie się powszechnie dostępna (a już w ogóle w Polsce), to minie jeszcze sporo czasu. Na razie swoją szansę mają wyłącznie mieszkańcy Los Angeles, gdzie niedawno otworzono pierwszą salę wykorzystującą popularne w ostatnim czasie gogle wirtualnej rzeczywistości. Na pomysł wpadła znana sieć IMAX, która przygotowała 14 specjalnych stanowisk wyposażonych we wspomniane przed chwilą okulary VR, które zakładane są przez klientów z biletami niczym na zwykły seans kinowy. Tutaj jednak pojawia się kolejny powód do ostudzenia emocji. Nie ma aktualnie możliwości oglądania w tego typu goglach filmów premierowych. Jeśli chcielibyście udać się do IMAX VR, musielibyście wybrać jedną z zaledwie kilku produkcji, które przygotowano specjalnie na testowe pokazy w wirtualnej rzeczywistości. W ofercie znajdują się na przykład kilkunastominutowe „John Wick Chronicles” oraz „Star Wars: Trials on Tatooine”. Cena za bilet? Wacha się od 7 do 15 dolarów, a więc 28-60 złotych. Jak widać, nie mamy tu do czynienia z tanią rozrywką, a już na pewno nie jest zbytnio opłacalna w kwestii długości filmów. Ale kto wie – może kiedyś każda produkcja kinowa będzie tak wyświetlana, a dzisiejsi szczęśliwcy, którzy odwiedzą IMAX VR w Los Angeles, będą mogli nazywać się pionierami?

Marzec 2017 - IMAX VR
W przyszłości będziemy zakładać gogle VR zamiast okularów 3D?
Zdjęcie: imaxvr.imax.com

Wydarzenie – AST Klamra 2017

Zaraz, ale co to? Już spieszę z wyjaśnieniem, jako że wielu z Was prawdopodobnie w ogóle nie słyszało o czymś takim, jak Klamra, która organizowana jest w Toruniu co roku. Otóż mowa o prawdopodobnie największym w Polsce festiwalu teatralnym, który oferuje zapoznanie się z alternatywnym nurtem tej ciekawej dziedziny sztuki. Cała nazwa ośmiodniowego wydarzenia brzmi „Alternatywne Spotkania Teatralne Klamra”, a w tym roku odbyło się ono już po raz 25 – jubileuszowy! Jak to się stało, że brałem w nim udział? Od minionego października jestem czynnym wolontariuszem w studenckim klubie Od Nowa, który działa na terenie Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Umożliwiło mi to uczestniczenie w wielu koncertach i wydarzeniach, ale to było prawdopodobnie najciekawszym z nich, jako że miałem okazję poznać coś zupełnie mi obcego.

Marzec 2017 - Klamra
Największe polskie teatry alternatywne wystąpiły w toruńskiej Od Nowie!
Zdjęcie: facebook.com/ASTklamra

Nigdy wcześniej nie zasiadałem na widowni offowego spektaklu. W sumie to w teatrze byłem jedynie raz – w toruńskim „Baju Pomorskim”. Tam jednak miałem okazję zobaczyć przedstawienie skierowane do dzieci, jako że sam jeszcze nim byłem. Jak okazało się w dniach od 18 do 25 marca – alternatywny teatr jest zupełnie innym gatunkiem sztuki. Czego się spodziewałem, oczywiście. Jednak przyznaję, że po wszystkich obejrzanych spektaklach jestem pod wielkim wrażeniem i… zmieszaniem. Nie wiedziałem czego mogę się spodziewać, a po ośmiu dniach festiwalu nadal nie jestem w stanie odpowiedzieć Wam na pytanie „czym jest teatr niekomercyjny?”, jako że może być chyba wszystkim. I niczym. O ja, chyba naprawdę nie jestem w stanie pojąć moim małym umysłem tego, co działo się na scenie. Jednak pewny jestem tego, że warto było skorzystać z możliwości i ujrzeć występy najlepszych polskich teatrów offowych. Nie każdy ma na to szansę, dlatego tym bardziej uważam Klamrę za najlepsze wydarzenie tego miesiąca. Z pewnością dla mnie, a jako że to moja lista na moim blogu – czemu o niej nie wspomnieć? 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close