Szybki przegląd gier epizodycznych od studia Telltale

Kojarzycie śmieszka w masce, zieloną kosmitkę, łysego mięśniaka o fioletowym zabarwieniu ciała, szopa z bronią palną i chodzące drzewo potrafiące wymówić jedynie własne imię? Ci bohaterowie podbili serca miłośników komiksów, filmów superbohaterskich, przygodowych i fantastycznych, kiedy to w 2014 roku trafili do kin w superprodukcji „Strażnicy Galaktyki”. Jestem przekonany, że niektórzy z Was mieli okazję obejrzeć tę marvelowską ekranizację i być może słyszeli o drugiej części, która pojawi się już w maju. Ale to nie wszystko! Wymienione przed chwilą postacie zadebiutują także w nowej grze komputerowej, gdzie pełnić będą tytułowe role. A jej premiera już dzisiaj wieczorem! W oczekiwaniu na to, postanowiłem przejrzeć nieco dokładniej dotychczasowe osiągnięcia studia Telltale, które jest odpowiedzialne za grę o Strażnikach, i polecić Wam jego specyficzne produkcje.

Na czym polega ta unikalność? Amerykańska firma jest niezwykle wytrwała w obranym przez siebie stylu wydawniczym. Polega on na produkowaniu gier podzielonych na kilka pomniejszych części, które razem tworzą jednolitą całość, ale niedostępną od razu. W branży tego typu produkcje nazywane są „episodic content”, a więc grami odcinkowymi. Ich działanie można porównać do seriali. Wypuszczony zostaje pierwszy epizod, który urywa się w pewnym momencie fabuły i kontynuowany jest w drugiej części udostępnionej po paru tygodniach. Dalej dzieje się tak samo aż swoją premierę będzie miał ostatni odcinek serii. Gry epizodyczne, jak można się domyślić, mają swoje solidne plusy, ale i rażące minusy, jednak studio Telltale, na którym się skupiamy, nie zmienia swojej polityki wydawniczej od wielu lat, a obecnie bez obaw może nazywać się liderem tego gatunku gier.

Telltale - Gry
Telltale to mistrzowie opowiadania nowych historii ze światów znanych marek.
Źródło: sickerthanyouravg.com

Producenci i wydawcy z siedzibą w Kalifornii działają już od czerwca 2004 roku, ale prawdziwą renomę i popularność przyniosła im dopiero gra „The Walking Dead” oparta na kultowym komiksie autorstwa Roberta Kirkmana. Był to rok 2012, co oznacza, że Telltale przez 8 lat działało jako studio małe i raczej nieznane szerszej publiczności. Nie oznacza to jednak, że przed swoją kasową produkcją nie miało tytułów, które są godne polecenia. Warto też zaznaczyć, że oprócz charakterystycznego przywiązania do epizodycznego wydawnictwa, Telltale większość swoich dzieł opiera na licencjach innych znanych marek, o czym zaraz się przekonacie. Rzadko decyduje się na własny, oryginalny pomysł. Zazwyczaj twórcy sięgają po sprawdzone tytuły, których właściciele chętnie zgadzają się na współpracę i przeniesienie ich świata do nowej formy przekazu. W ten sposób filmy, komiksy, książki i inne odnajdują swoje drugie wcielenia w grach komputerowych. Zobaczcie sami.

„Sam & Max” (2006, 2007, 2010)

Poznajcie dwóch detektywów, którzy nie boją się żadnego śledztwa. Działają ostrożnie, starannie i nie lubią wychylać się z tłumu (a przynajmniej teoretycznie). Świadczyć mogą o tym ich imiona, jako że Sam i Max wcale nie należą do najrzadszych. Cóż, nie byłoby w nich nic nadzwyczajnego gdyby nie fakt, że tytułowe postacie to… zwierzęta. A ściślej mówiąc – pies i królik. Para detektywów obdarowana ludzkimi cechami staje się naszymi protagonistami, a podczas zagrywania się we wszystkie trzy gry z serii mamy okazję świetnie poznać ich z każdej możliwej strony. Całość została oparta na komiksowych opowieściach autorstwa Steve’a Purcella o takim samym tytule. Pierwsza część przygód psa i królika była jedną z pionierskich prób wejścia na rynek przez studio Telltale. Jak się z czasem okazało – nie była to klęska, bowiem zagorzali miłośnicy gatunku „point-and-click” (gier polegające na wskazywaniu myszką obiektów z otoczenia i wchodzenie z nimi w interakcje) do dzisiaj twierdzą, iż „Sam & Max” to tytuł kultowy.

Telltale - Sam & Max
Pies i królik jako detektywi? Czemu by nie!
Źródło: swiatgry.pl

Pierwsza odsłona detektywistycznej opowieści pojawiła się jesienią 2006 roku. Jako, że całość liczyła sobie 6 odcinków, ostatni z nich pojawił się dopiero po około połowie roku – w kwietniu 2007. Pierwotnie gra nosiła nazwę „Sam & Max: Chapter One”, jednak dwa lata po wydaniu ostatniego epizodu studio zdecydowało się przemianować ją na „Sam & Max Save the World”. Główna fabuła opowiadała o spisku hipnotycznym, którego coraz więcej kart odkrywa się wraz z kolejnymi odcinkami serii. Ostatecznie gra została przyjęta bardzo ciepło nie tylko przez graczy, ale i krytyków. Doceniono jej humor, grafikę i rozgrywkę. Nic więc dziwnego, że amerykańskie studio zdecydowało się pójść za ciosem i parę miesięcy później wydać drugi sezon „Sam & Max” (pod tytułem „Beyond Time and Space”), a po kolejnych trzech latach zakończyć cykl w formie trylogii (ostatnią część nazwano „The Devil’s Playhouse”). Obecnie przygody zwierzęcych detektywów uważane są za kultowy przykład gier point-and-click.

„Back to the Future: The Game” (2010)

Spróbowano z przeniesieniem komiksu na komputery, a następnie wzięto się za film. I to nie byle jaki! W czasie, gdy kolejna gra od Telltale miała swoją premierę, jej główne źródło inspiracji liczyło sobie aż 25 lat. Jednak w popkulturze działa zasada, że nic nie jest za stare, aby pokazać się na nowo. Tak stało się między innymi z filmem „Powrót do przyszłości”, który również doczekał się swojej epizodycznej gry wideo. Za dużo na temat samej fabuły pisać chyba nie muszę, bo raczej większość z Was miała okazję obejrzeć lub chociaż usłyszeć o tym kultowym filmie. Przy tworzeniu „Back to the Future: The Game” pomagał między innymi sam współtwórca kinowej trylogii – Bob Gale, dzięki czemu tytuł zachował odpowiednią atmosferę i tempo wydarzeń. Co więcej, graficzne modele głównych bohaterów opierały się na wyglądzie aktorów występujących w filmowych oryginałach, a jeden z nich – Christopher Lloyd (wcielający się w doktora Emmetta Browna) zgodził się nawet podkładać głos swojemu nowemu, komputerowemu wcieleniu. Wszystko to sprawiło, że gra z 2010 roku stała na wysokim, solidnym poziomie, co bardzo spodobało się wieloletnim wielbicielom „Powrotu do przyszłości”. Całość liczyła sobie pięć odcinków, z których ostatni pojawił się po sześciu miesiącach od premiery tytułu. Szkoda jednak, że „Back to the Future” nie podzieliło losów „Sam & Max” i zakończyło się na wyłącznie jednej odsłonie.

Telltale - Back to the Future
Warto czasem wrócić do kultowych historii w nieco odmiennej formie.
Źródło: gry-online.pl

„Jurassic Park: The Game” (2011)

Marzyliście kiedyś o tym, aby znaleźć się w samym środku akcji głośnego filmu przygodowego Stevena Spielberga? Poza tym, że mogłoby to być bardzo niebezpieczne doświadczenie, wizja zobaczenia na żywo tych wszystkich ogromnych stworów z pewnością kusi lub kusiła niejednego widza „Parku Jurajskiego”. Mimo to trzeba zejść na ziemię i pogodzić się z tym, że to zaledwie fikcja. Są jednak inne sposoby na wejście do świata dinozaurów, jak między innymi zagranie w „Jurassic Park: The Game” od studia Telltale. Produkcja ukazała się w listopadzie 2011 roku i, w przeciwieństwie do innych, cztery zaplanowane epizody serii były dostępne od razu. Bez czekania! Jednym z powodów były znaczne opóźnienia premiery, która początkowo zaplanowana została na kwiecień. Po połowie roku dodatkowego oczekiwania, gracze nareszcie mogli poznać historię osadzoną w trakcie i nieco po wydarzeniach z pierwszej części filmu (tej z 1993 roku). Choć produkcja jest prawdziwą gratką dla miłośników dinozaurów, to ogólnie nie spotkała się z aż tak wielkim uznaniem, jak poprzedniczki. Mimo to, „Jurassic Park: The Game” wciąż jest świetną grą, którą warto przetestować. Chodzi po prostu o to, że zebrała nieco słabsze oceny, które jednak wciąż oscylują pomiędzy „niezłymi” a „dobrymi”.

Telltale - Jurassic Park
Włączcie „Jurassic Park: The Game” i odwiedźcie park dinozaurów! Tylko zachowajcie ostrożność…
Źródło: store.playstation.com

„The Walking Dead” (2012, 2013, 2016)

I oto przyszedł czas na przełom. W 2012 roku dochodzi do premiery gry osadzonej w świecie „Żywych trupów” – jednej z najpopularniejszych obecnie serii komiksów amerykańskich. Przyczyn sukcesu było z pewnością co najmniej kilka, ale złożyła się na niego również narastająca moda na zombie. Komiks Roberta Kirkmana stawał się coraz powszechniejszy na przestrzeni lat, w telewizji zaczynał królować serial oparty na wydarzeniach z pierwowzoru, a studio Telltale wyczuło duży potencjał również na rynku gier, co ostatecznie wykorzystało nawiązując współpracę. Dzięki temu mieliśmy okazję poznać czarnoskórego Lee, w którego wcieliliśmy się w postapokaliptycznym świecie opanowanym przez nieumarłych. Druga ważna postać gry – dziewczynka Clementine, stała się już kreacją niemal ikoniczną i znaną większości graczy na całym świecie. Pierwsza część przygód dwójki bohaterów polegała przede wszystkim na zapoznaniu się z groźnymi warunkami nowego otoczenia, relacjach z postaciami przewijającymi się przez godziny rozgrywki, a dla wielu najistotniejsze pozostawało wspomniane kilkuletnie dziecko w czapce z daszkiem, które było niczym oczko w głowie graczy. Wciągająca fabuła, sposób narracji, wyraźnie zarysowani bohaterowi i trudne wybory podejmowane w czasie gry kończące się konkretnymi skutkami były kluczami do sukcesu „The Walking Dead: The Game”.

Telltale - The Walking Dead
Chyba nie znam żadnej innej gry, która tak mocno związałaby mnie z głównymi bohaterami…
Źródło: gram.pl

Po kilku miesiącach, w trakcie których ukazywały się nowe odcinki serii, gra zyskała setki tysięcy, a może nawet miliony miłośników na całym świecie. Społeczeństwo fanów było (i jest) ogromne! Telltale nie poprzestało na jednym tytule i postanowiło zaspokoić głód graczy poprzez dwie główne kontynuacje gry oraz dodatkowe mini-serie. Najpierw wypuszczony został bonus „400 Days” będący wstępem do dalszych przygód. Drugi sezon produkcji ukazał się nieco ponad rok po zakończeniu poprzedniego. Choć oczekiwania nie zostały spełnione w stu procentach, gra nadal utrzymywała wysoki poziom. Następnie Telltale skupiło się na innych produkcjach, niebędących związanymi z „Żywymi trupami”. Był to powód, dla którego kolejna odsłona cyklu pojawiła się dopiero w 2016 roku. Wówczas była to mini-seria licząca zaledwie trzy epizody o bohaterce znanej z komiksu i serialu – Michonne. Gracze grali, ale i tak wołali o kontynuację losów Clementine. Na szczęście nie trzeba było długo czekać, bowiem trzeci sezon „The Walking Dead: The Game” nadszedł w grudniu ubiegłego roku i trwa do dziś, jako że wciąż nie opublikowano dwóch ostatnich odcinków gry. Jak widać, po pięciu latach historia ciągnie się dalej!

„The Wolf Among Us” (2013)

Kilka lat temu studio Telltale uchodziło głównie za producenta gier skierowanych do starszej młodzieży i dorosłych. Nic dziwnego, skoro „The Walking Dead” bez żadnych skrupułów opowiada o zombiakach obdzierających ludzi ze skóry i mięsa co kończy się ich tragicznymi śmierciami. Na dodatek, w 2013 roku, premierę miała kolejna pięcioczęściowa seria point-and-click pod nazwą „The Wolf Among Us”. Tym razem amerykańska firma powróciła do motywu detektywistycznego znanego nam z „Sam & Max”, jednak w o wiele mroczniejszym, brutalniejszym i niemal surrealistycznym stylu. Co tworzyło niezły kontrast z bohaterami gry, którymi były… ludzkie wcielenia postaci z najpopularniejszych baśni. Tak jest, tych dla dzieci. Stąd głównym bohaterem był Wielki Zły Wilk z „Czerwonego Kapturka”, a w ciągu całej historii natrafić można było również na Królewnę Śnieżkę, trzy świnki lub Piękną i Bestię. Pomyślelibyście, że w społeczeństwie tak fikcyjnych, bajkowych bohaterów, może dochodzić do morderczych zbrodni, mórz krwi i przekleństw niczym z gangsterskich filmów akcji? Pomysłodawcą całego tego zamieszania był Bill Willingham odpowiedzialny na komiksową serię pod tytułem „Baśnie” (ang. „Fables”). Studio Telltale po raz kolejny postanowiło oprzeć swoją grę o historyjkę rysunkową, lecz tym razem nieco mniej popularną. Nie stanowiło to jednak żadnej przeszkody w odniesieniu kolejnego sukcesu, bowiem gracze, wciąż będąc w szoku po „The Walking Dead”, z chęcią sięgnęli po kolejną, nową produkcję amerykańskiego wydawcy i jak się okazało – nie mieli powodów, by żałować. Teraz zaś domagają się drugiego sezonu gry. Nie wiadomo tylko, czy się doczekają…

Telltale - The Wolf Among Us
Poznajcie baśniowe postacie, które muszą udawać ludzi w trosce o własne bezpieczeństwo. Ale i z tym trochę nie wychodzi.
Źródło: gram.pl

„Tales from the Borderlands” (2014)

Oj, jakie to było dobre. Tak dobre, że aż do dziś jestem pod ogromnym wrażeniem! Nie ukrywam – jestem wielkim wielbicielem „Żywych trupów”. Komiksów nie mam wielu, ale z serialem i grami jestem na bieżąco jak z niczym innym. Śledzę je już od paru ładnych lat i nie zamierzam przestać. Jednak po zagraniu w „Tales from the Borderlands” z 2014 roku musiałem przyznać jej wyższość. Byłoby zbrodnią, gdybym tego nie zrobił. Kolejny tytuł od Telltale był czymś nowym. Pod takim względem, że nie był inspirowany komiksem lub filmem, lecz… inną grą komputerową. Dotychczasowa stylistyka i szata graficzna amerykańskiego wydawcy aż prosiła się o nawiązanie współpracy z ludźmi odpowiedzialnymi za kultową markę „Borderlands”. Jeśli siedzicie nieco w branży gier – z pewnością ją znacie. Jeśli nie – polecam poznać. Na szczęście wszystkich graczy świata, Telltale, Gearbox Software oraz 2K Games postanowiły połączyć siły i stworzyć coś razem. Tak oto powstała najbardziej intensywna, humorystyczna i muzyczna przygoda, jakiej nigdy wcześniej w gatunku point-and-click nie było! Głównymi bohaterami pięciu odcinków gry była dwójka dość różniących się osób – pracownik kosmicznej firmy o imieniu Rhys i złodziejka Fiona. Pierwszy raz gracze mieli okazję starować poczynaniami dwóch bohaterów, nad którymi kontrola płynnie zmieniała się zgodnie z trwającymi wydarzeniami. Całość dosłownie ociekała nieprzeciętnym humorem, z którego świetnie znane są gry „Borderlands”, oraz wieloma nawiązaniami i sytuacjami zazębiającymi się z fabułami ów pierwowzorów. Nic tylko mieć nadzieję, że przyjdzie jeszcze czas na kontynuację…

Telltale - Tales from the Borderlands
Uwaga, przy tej grze możecie śmiać się do rozpuku i płakać godzinami. Emocjonalna kolejka górska gwarantowana.
Źródło: polygon.com

„Game of Thrones” (2014)

Tak jest, dobrze czytacie! Bijący rekordy serial „Gra o tron” również padł ofiarą coraz popularniejszego studia Telltale, które w 2014 roku sukcesywnie nawiązało współpracę z odpowiedzialnymi za telewizyjne show i dzięki temu mogliśmy przenieść się do Westeros również na ekranach komputerów. Obecnie uważa się, że serial opowiadający o średniowiecznych czasach, w których nie ma litości, gdy w grę wchodzi królewski tytuł, jest najlepszą produkcją w całej historii tego gatunku rozrywki. Sprawiło to, że po ogłoszeniu nowej gry epizodycznej osadzonej w ów realiach, gracze mieli naprawdę wysokie oczekiwania. Książki R. R. Martina i serial HBO przyzwyczaiły nas do wciągającej fabuły i wciskających w fotel zwrotów akcji, a jeśli chodzi o gry interaktywne to Telltale nie ma sobie równych. Czy mogłoby istnieć lepsze połączenie? Oprócz współpracy z Gearbox i 2K nad „Borderlands”, oczywiście. Potencjał był ogromny, co widzieli nawet twórcy tytułu, bowiem z regularnych pięciu epizodów zrobiono sześć. Produkcja przewidywała również udział rozpoznawalnych już aktorów, którzy wcielali się w najważniejsze role w serialu. Ich wygląd i głosy zostały przeniesione do wirtualnego świata, chociaż sama fabuła gry była czymś nowym i nieprzedstawionym jeszcze ani w książce, ani w serialu. „Game of Thrones: The Game” opowiada o losach skromnego rodu Forresterów, których wojna o tron również nie pominęła. Oprócz nowych głównych bohaterów, spotkać możemy także Daenerys, Cersei, Tyriona, Jona Snowa, Ramsey’a Boltona i innych. To wszystko (i więcej) złożyło się na niemały sukces gry, który prawdopodobnie skutkować będzie drugim sezonem już w niedalekiej przyszłości. Odważycie się wejść w sam środek batalii o miejsce na tronie?

Telltale - Game of Thrones
Jeśli nie poczujecie autentycznych obaw i strachu podczas rozmów z Cersei lub Ramsey’em, to jesteście wyprani z emocji! Jak idealny kandydat na tron.
Źródło: gearnuke.com

„Minecraft: Story Mode” (2015)

Co tu dużo mówić – „Minecraft” to światowy fenomen. Można mieć o nim różne zdanie. Istnieją jego zapaleni miłośnicy, ale i najwięksi przeciwnicy. Jednak sandboxowi o ubogiej grafice na pewno nie można odmówić przeogromnej popularności, którą zyskał w błyskawicznym i niemal nierealnym tempie. Jeszcze na długo przed premierą oficjalnej wersji, gra liczyła sobie miliony graczy i setki tysięcy wiernych fanów. Po latach szwedzka firma Mojang postanowiła rozwinąć franczyzę i utworzyć fabularną, osobną wersję gry we współpracy z amerykańskim Telltale. Tak oto powstał głośny, ale i kontrowersyjny projekt „Minecraft: Story Mode”, który skierowany został przede wszystkim do młodszych odbiorców (jako że w „Minecrafta” zagrywają się głównie dzieciaki i nastolatkowie). Produkcja została osadzona w identycznym świecie, co oryginał i posiadała elementy znane każdemu graczowi oryginału. Nawiązań i połączeń ze zwykłym „Minecraftem” było od groma. Głównym bohaterem historii był Jesse, którego już na samym początku można dostosować pod siebie. Udostępniono dwa warianty płci i kilka wyglądu, co ostatecznie miało niewielki wpływ na fabułę, ale wiecie – liczy się możliwość jakiegokolwiek wybór. Pięcioodcinkowa seria potrwała prawie pół roku, a jej świetnie wyniki sprzedaży spowodowały, a że Telltale i Mojang postanowiły nie zabijać kury znoszącej złote jaja i wypuściły bonusowe epizody w specjalnym, odpłatnym dodatku. W wyniku tego, „Minecraft: Story Mode” posiadał najwięcej części spośród wszystkich tytułów wydawcy. Pomysł na kolejne odcinki fabularne, za które należało dodatkowo zapłacić, nie spodobał się większości graczy, co skutkowało rażącym spadkiem pozytywnej opinii publicznej. Tak jak pierwszych pięć epizodów nazywano ciekawą pozycją z gatunku point-and-click, tak trzyczęściowa kontynuacja popsuła cały efekt.

Telltale - Minecraft: Story Mode
Sterowanie poczynaniami kanciastych ludzików w kwadratowym świecie to wcale nie taka zła rozrywka!
Źródło: dualshockers.com

„Batman: The Telltale Series” (2016)

I tak oto dotarliśmy do najaktualniejszej pozycji na liście wydawniczej amerykańskiego studia. Ogłoszenie gry opowiadającej historię kultowego Człowieka-Nietoperza wywołało wielkie poruszenie w branży gier. Zaciekawieni zostali nie tylko wieloletni miłośnicy produkcji Telltale, ale także gracze, którzy do tej pory nie przykuwali zbyt dużej uwagi do ich dzieł. Wszystko za sprawą Batmana, którego każdy nowy serial, film lub inna forma spotykają się z pewnym zainteresowaniem. Była to też pierwsza tak poważna współpraca studia Telltale z renomowaną, światową marką. Jasne, wcześniej pracowali nad dużymi projektami (nie można ujmować między innymi „Grze o tron” od HBO), ale zauważcie, że teraz mowa jest o komiksowym wydawnictwie DC i ich jednej z dwóch najważniejszych postaci (zaraz obok Supermana)! Pięcioodcinkowa seria ukazała się w sierpniu zeszłego roku i potrwała do grudnia. W tym czasie mogliśmy śledzić nowe przygody Batmana, nieprzedstawione jeszcze w żadnym filmie lub innym medium. Z jednej strony był to zabieg właściwy, bowiem twórcy nie musieli podporządkowywać się zasadom nałożonym z góry i dostali wolną rękę w kwestii fabuły. A nie muszę chyba zaznaczać, że pełni ona najważniejszą rolę we wszystkich produkcjach Telltale. Nowe losy Bruce’a Wayne’a spotkały się z miłym i ciepłym przyjęciem, jednak osobiście nie zauważyłem, aby podbiły serca jakiegokolwiek grona odbiorców. Ani fanów Batmana, ani wielbicieli gier point-and-click. „Batman: The Telltale Series” to po prostu tytuł ciekawy i warty poświęcenia paru godzin, ale czy odmieni Wasze podejście do gier wideo? Niekoniecznie, choć czasu żałować nie będzie.

Telltale - Batman
Komiksów, filmów i innych o Batmanie nigdy za wiele. Co powiecie na mroczną grę odcinkową?
Źródło: gram.pl

Nawiązanie w zeszłym roku współpracy pomiędzy Telltale a DC sprawiło, że rozsiały się dwie różne plotki. Pierwsza z nich mówiła o bardzo ścisłej kooperacji, która utrzyma się na długi czas. Liczono, że obie firmy wspólnie utworzą jeszcze wiele innych adaptacji komiksów spod szyldu Detective Comics. Druga zaś była zupełnie odwrotna. Zakładała, że skoro DC mogło połączyć siły z Telltale, to czemu nie miałby tego zrobić Marvel? Nie potrzeba było dużo czasu, aby pierwsza pogłoska została obalona. I choć kolejne projekty tej pary są możliwe, to tym razem przyszedł czas na zaspokojenie głodu miłośników Marvel Comics. Zapowiedziano tytuł, który może okazać się najlepszym spośród wszystkich dotychczas wytworzonych przez Telltale. Lepszy nawet od „Tales from the Borderlands”. Panie i panowie, dzisiaj wieczorem rozpoczyna się pięcioczęściowa przygoda z „Guardians of the Galaxy: The Telltale Series”! Jak wpłynie na dalsze losy jej twórców?

Telltale - Guardians of the Galaxy
Star Lord, Gamora, Drax, Rcoket i Groot. Jeśli przypadkiem odwiedzicie galaktykę, to lepiej trzymajcie się od nich z daleka!
Źródło: gry-online.pl
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close