Trzynaście powodów: Pomiędzy burą rzeczywistością a wypalonymi wspomnieniami

Ocena 8,0 w polskim serwisie Filmweb, aż 8,8 na międzynarodowym IMDb oraz robiące wrażenie 85% pozytywnych recenzji na Rotten Tomatoes. Jeśli mielibyśmy brać pod uwagę wyłącznie najpopularniejsze portale specjalistyczne, to bez wątpienia „Trzynaście powodów” byłoby jednym z największym fenomenów ostatnich miesięcy, a może i nawet paru lat. Nieczęsto bowiem zdarza się, aby krytycy oraz widzowie byli ze sobą aż tak zgodni i śmiało wystawiali bardzo dobre opinie produkcji, o której do czasu premiery nie było za bardzo słychać. Podobna sytuacja zaistniała poprzednim latem, kiedy to prym wiodły „Stranger Things”. Wówczas nikt nie pokładał wielkich nadziei w dość tajemniczym i nijako promowanym serialu Netfliksa. Jak ostatecznie się okazało – był to błąd, bo już po paru dniach dramat z elementami sci-fi był najgłośniejszym tytułem w internecie. Można powiedzieć, że w omawianym dzisiaj przypadku sytuacja jest wręcz bliźniaczo podobna. Przed premierą oczekiwania nie były wygórowane, zaś tuż po niej pochwały sypały się za pośrednictwem niemal każdego medium. „Stranger Things” wyjaśniliśmy sobie kilka miesięcy temu. Ale co takiego jest w „13 Reasons Why”, że słuch po nich nie ginie od tygodni?

Trzynaście powodów - Plakat
Źródło: imdb.com

Jakieś kilkanaście dni temu przeglądam przed snem wpisy na Twitterze. Lubię to robić, bo tweety są krótkie i przyjemne, a niekiedy natknę się na coś ciekawego. Tak też się stało, gdy przeczytałem o „Trzynastu powodach, dla których pokocham Trzynaście powodów„. Pół biedy, gdyby była to jedyna taka wiadomość, ale podobnych wyświetliło mi się co najmniej kilka. Dzień później podobna sytuacja na Facebooku. Skoro wszędzie o tym piszą i mówią, to może warto przyjrzeć się bliżej? Sprawdzam specjalistyczne portale i dowiaduję się, że chodzi o zupełnie nową perełkę od największej firmy dystrybuującej filmy i seriale w internecie. Tak, po raz kolejny Netflix zmajstrował coś potencjalnie genialnego. Kto by się spodziewał, prawda? Dodatkowo wyczytałem, że „Trzynaście powodów” liczy sobie zaledwie 13 odcinków (adekwatnie do tytułu), które ukazały się ostatniego dnia marca. A więc produkt świeży, niedługi (co wiąże się z szybkim obejrzeniem i wyrobieniem opinii), a skoro tak wychwalany, to chyba idealny dla mnie. Tym bardziej, że to dramat w najczystszej postaci!

Nie wiem jak Was, ale mnie zainteresował już sam skrótowy opis fabuły, który można znaleźć między innymi na Filmwebie i IMDb. Nastoletnia dziewczyna popełnia samobójstwo, tuż przed którym na starych kasetach magnetofonowych nagrywa powody swojej drastycznej decyzji. Te, po jej odejściu, trafiają po kolei do rąk osób, których imiona zostały przywołane w nagraniach. Po jakimś czasie dostaje je także jeden z dwójki głównych bohaterów – chłopak Clay. Jeden z dwójki, bo drugą najważniejszą postacią jest oczywiście sama samobójczyni – Hannah. Czego chcieć więcej niż dramatyczna sytuacja, tajemnicze nagrania i intryga, która stopniowo wychodzi na jaw, przez co atmosfera zagęszcza się jeszcze bardziej? Miód dla moich serialowych gustów, które od czasu „Stranger Things” nie były aż tak zaspokojone.

Każdy odcinek „Trzynastu powodów” poświęcony jest jednemu z nagrań. Clay, którego śmierć koleżanki prawdopodobnie poruszyła najmocniej spośród wszystkich uczniów i mieszkańców miasta (oprócz rodziców Hannah, rzecz jasna), po kilku dniach od tragicznego zdarzenia otrzymuje pudełko z siedmioma kasetami nagranymi dwustronnie. Wcześniej zwierzenia dziewczyny były odsłuchiwane przez szereg innych osób, które mniej lub bardziej przyczyniły się do jej decyzji o odebraniu sobie życia. Część szkolnych znajomych Hannah wzięła jej słowa głęboko do serca, inni zaś wyrzekali się ich, a nawet oskarżali samobójczynię o kłamstwa. Jedno jest pewne – żadne z nagrań nie było im na rękę. Niektórzy posunęli się nawet do rzeczy, których wykonanie powinno być surowo karane, a pozostali swoimi nieco mniej skandalicznymi czynami zapoczątkowali całe pasmo nieszczęść, które spotkało główną bohaterkę.

Trzynaście powodów - Główni bohaterowie
Clay Jensen i Hannah Baker – dwójka głównych bohaterów,
których losy śledzimy przez cały serial.
Źródło: imdb.com

Oglądając „Trzynaście powodów” warto mieć coś na uwadze. Po seansie niejednokrotnie natknąłem się na opinie widzów, którzy wytykają bezsensowność i błahość co najmniej kilku powodów samobójstwa. Na szczęście prędko znajdowały się rozsądne osoby, które broniły serialu przede wszystkim dwoma wytłumaczeniami. Po pierwsze, nagrane przez Hannah powody nie są zestawione ze sobą jako równowartościowe. Początkowe są zaledwie zalążkami jej stanu depresyjnego i zwątpienia w siebie. Owszem, nikt nie chciałby znaleźć się w którejkolwiek z przedstawionych sytuacji, ale też nie wszystkie są odpowiedzialne za decyzję bohaterki o samobójstwie. I nie mają takie być, bowiem każdy następny odcinek i każda następna kaseta wiodą nas przez kilkanaście mniej lub bardziej pechowych zdarzeń w życiu dziewczyny, które piętnują się i w efekcie skutkują tragedią. Jeśli po pierwszych paru odcinkach pomyślicie „ale to głupi powód do zabicia się”, to miejcie na uwadze, że przed Wami jeszcze kolejne epizody, w których już tak „kolorowo” nie jest. Drugie wytłumaczenie jest prostsze, ale równie sensowne. Głównymi bohaterami są nastolatkowie w szkolnej rzeczywistości. Jeszcze niedorośli i niedoświadczeni życiowo. A w czasach licealnych, gdy jest się młodym i głupim, ukuć w serce może niemal wszystko, nawet to, co z perspektywy całego życia wydaje się niczym. Nie zapominajmy, jacy sami byliśmy mając kilkanaście lat.

Wspomnieć trzeba też o sposobie narracji historii Hannah i reszty bohaterów. Gdy włączymy pierwszy odcinek, od razu znajdziemy się w szarej i burej rzeczywistości, w której większość osób doszła już do siebie po śmierci dziewczyny. Jest to jedna z dwóch głównych perspektyw czasowych, w której dziać się będzie większość akcji. To w niej Clay odbiera tajemnicze kasety i wysłuchuje ich. Tutaj dowiaduje się, dlaczego Hannah odebrała sobie życie, kto był temu winny, a nawet co więcej kryje się pod osłoną zwykłego samobójstwa, jak określa je szkoła i policja. Obserwujemy relacje między postaciami, które coraz mocniej czują na sobie presję nagrań i śledztwa wszczętego przez rodziców zmarłej dziewczyny. Druga rzeczywistość, która jest typowym powracaniem do wydarzeń z przeszłości, kiedy Hannah Baker wciąż żyła, zgrabnie i płynnie przeplata się z teraźniejszością. Najczęściej w chwilach, gdy Clay słucha najważniejszych momentów z nagrań i samemu wybiera się w miejsca, o których pośmiertnie opowiada główna bohaterka. W czasie cofamy się wyjątkowo często, przez co szybko i łatwo nawiązujemy kontakt oraz bliski stosunek z postacią Hannah. Nadejść może nawet moment, w którym utracimy świadomość, iż jest to jedynie retrospekcja, a obserwowanej przez nas dziewczyny tak naprawdę już nie ma.

Trzynaście powodów - Bohaterowie
Do śmierci Hannah nie doszłoby, gdyby nie jej rówieśnicy.
Oni wszyscy odgrywają w historii bardzo ważną rolę.
Źródło: imdb.com

Teraz pojawia się pytanie – skąd mamy wiedzieć, w jakiej rzeczywistości aktualnie się znajdujemy? Rzeczą oczywistą jest, że gdy na ekranie widzimy Hannah, to musi być to wizualizacja przeszłości opisywanej przez nią na kasetach magnetofonowych. Jednak nie zawsze kurczowo trzymamy się jej postaci i niekiedy musimy śledzić wydarzenia, które działy się bez jej udziału. W takim momencie do gry wkracza światło, które w genialny sposób zostało wykorzystane przez twórców serialu. Jeśli na ekranie jawią się barwy ciepłe, zahaczające wręcz o pomarańcz, to wiemy, że znajdujemy się w przeszłości, gdy Hannah jeszcze żyła. Teraźniejszość, a więc sytuacje mające miejsce pomiędzy odsłuchiwaniem nagrań przez Claya, naznaczona jest barwami szarymi, niebieskawymi, a nawet burymi. Stąd też tytuł tego tekstu. Kolory te świetne oddają przytłaczającą, smutną atmosferę w świecie wciąż nie do końca otrząśniętym po samobójstwie jednej z uczennic. Zaś ciepła paleta okraszająca retrospekcje może wywoływać w nas pewnego rodzaju niepokój lub poczucie starości, nieaktualności i wypalenia. Zupełnie, jak barwy na starych fotografiach sprzed kilkudziesięciu lat. Gra światłem widoczna jest głównie na twarzach bohaterów i w pewnych punktach otoczenia za nimi. Dzięki niej nie ma problemu z odróżnieniem wydarzeń bieżących od przeszłych. Jest także trzecia metoda – obserwowanie czoła Claya. Gdy widać na nim bliznę, to jesteśmy pewni, że znajdujemy się w teraźniejszości.

Filtry światła nakładane na ekran są jednym z kilku elementów, które najbardziej spodobały mi się w serialu. Innym, chyba nawet ważniejszym, są kreacje bohaterów. Do tej pory wspominałem wyłącznie o dwójce głównych, na których przede wszystkim opiera się fabuła, jednak ważną rolę odgrywa także cała zgraja innych postaci, w większej mierze rówieśników Claya i Hannah. Ich charakterystyka i zachowania są rozpisane bardzo starannie i różnorodnie, co oczywiście jest dodatkowym atutem. Łatwo przychodzi nam zapamiętanie ich imion i najważniejszych cech. Co ciekawe, trudno jest w pełni określić, która osoba jest tą negatywną, a która pozytywną. Jasne, wszyscy są współwinni samobójstwu, co samo w sobie jest złe, ale nie każdy zrobił to celowo i świadomie. Niektóre sytuacje wychodziły przypadkowo i z braku złych intencji. A jeśli spojrzymy na aktualne zachowania bohaterów (nie z czasów, gdy Hannah jeszcze żyła), to ich dziwne lub czasem gwałtowne decyzje można wytłumaczyć zamartwianiem się o własne dobro, które było poważnie narażone przez śledztwo i tajemnicze działania Claya odsłuchującego nagrania przez podejrzanie długi czasu. Wynika z tego, że danego bohatera możemy w pewnej chwili nienawidzić za wręcz karygodną postawę, lecz z biegiem zdarzeń możemy poznać także jego bardziej pozytywne aspekty, które naruszają nasze pierwsze wrażenie. I odwrotnie, rzecz jasna. Osoba wydająca się na początku niewinna i względnie przyjazna, stać się może najbardziej nielubianą ze wszystkich. Świadczy to o tym, że twórcy mają nosa do życiowego i sensownego podejścia do tematu. Żadna kreacja nie jest płaska, bez wad lub zalet.

Trzynaście powodów - Hannah
Lwia część serialu dzieje się w przeszłości, gdy Hannah jeszcze żyje.
Wtedy obraz przybiera ciepłe kolory.
Źródło: imdb.com

Niesie to ze sobą także pewne minusy. Zmieniające się postawy i zachowania bohaterów drugoplanowych to coś, co ogląda się z przyjemnością, ale w przypadku głównych postaci należy być z tym bardziej ostrożnym. Musicie przyznać, że nierzadko już na samym początku filmu lub serialu nabieramy o nich konkretnego zdania. Kreacja wiodąca nas przez fabułę musi być lubiana. Widz powinien się z nią utożsamić, zaprzyjaźnić lub przynajmniej darzyć sympatią. Inaczej w nosie będzie miał, jaki los dalej ją spotka. Gdy już jakaś pozytywna opinia na temat głównego bohatera zostanie wyrobiona, raczej nie lubimy, gdy w trakcie oglądania jesteśmy zmuszeni do jej zmieniania. A mniej więcej tak to wygląda w przypadku dwójki z „Trzynastu powodów”. Hannah współczujemy, rzecz jasna, ale trudno jest wyzbyć się przeczucia, że jest osobą dość egoistyczną i nieinteresującą się innymi. Nie zawsze, ale jednak. Za wszystko złe, co ją spotkało, winiła otoczenie, ale nie samą siebie, a w niektórych przypadkach zdecydowanie powinna. I choć można jej przebaczyć w obliczu drastyczniejszych doznań, które ją spotkały, to jednak pewien niesmak pozostaje, gdy widzimy jej brak zaradności i nadmierne zamykanie się w sobie. Dziewczyno, jeśli naprawdę tak cierpisz i chcesz to zmienić, to nie odrzucaj najbliższych, którzy chcą ci pomóc, i powiedz im o swoich problemach. Denerwujące może być też zachowanie Claya, który momentami był bezosobowy, dziecinny lub nadwrażliwy. Prawdopodobnie przytłoczyła go cała sytuacja z samobójstwem koleżanki i kasetami, ale wyłączenie się w takich chwilach jest najmniej sensownym działaniem. Z drugiej strony – skoro bohaterowie wywołują w nas takie huśtawki nastrojów, to może wszystko dobrze ze sobą współgra?

Innym elementem serialu, który nieco mnie rozczarował, pomimo pokładania w nim sporych nadziei, jest samo jego zakończenie. Nie chcę oczywiście zdradzać zbyt wiele, jako że najwięcej wrażeń doświadczycie z samodzielnego poznawania toku wydarzeń „Trzynastu powodów”, ale tak bardzo wciągająca fabuła poznawana przez dwanaście epizodów sprawiła, że w trzynastym liczyłem na o wiele więcej niż faktycznie zobaczyłem. Główny zarzut kieruję do urwania wielu wątków. Najzwyczajniej nie zostały one w odpowiedni sposób wytłumaczone i zakończone, co mocno mnie zawiodło. Serial zostawia nas z wieloma pytaniami, na które odpowiedzi nie poznajemy. A przynajmniej na razie, bo kto wie – może jest to swego rodzaju łącznik z drugim sezonem, który ma prawdopodobnie powstać? Niemniej jednak liczyłem na coś ciekawszego i bardziej dosadnego. Poznajemy ostatni powód samobójstwa, a nawet widzimy w pełnej okazałości pozbawianie się życia przez Hannah. Mocne, to trzeba przyznać, jednak przez cały czas wysłuchiwania kaset namnożyło się wokół wiele interesujących wątków, które nie do końca znalazły swoje rozwiązanie. Twórcy postanowili pozostać tajemniczy aż do ostatniej sekundy finałowego odcinka?

Trzynaście powodów - Clay
Rzeczywistość bez Hannah nabiera zimnych barw.
To wtedy oglądamy Claya słuchającego kasety.
Źródło: imdb.com

Niemniej „Trzynaście powodów” w pełni zdobyło moje uznanie pod wieloma względami. Świetne były nie tylko główna historia, bohaterowie lub wspomniana gra światłem, która jest przyjemnością dla oczu, lecz warty podkreślenia są także specyficzny, bardzo rzeczywisty klimat, który panuje w serialu od pierwszego do ostatniego odcinka. Dostajemy możliwość przeniesienia się do nastoletnich czasów, kiedy to połowę dnia spędzało się w szkole, a następnie wracało do domu odrabiać lekcje lub wychodziło ze znajomymi na miasto. Produkcja świetnie oddaje myślenie i działania młodych ludzi, którzy nie do końca poznali jeszcze dorosłe realia i wciąż tkwią w przekonaniu, że największymi życiowymi wyzwaniami są szkolne obowiązki lub relacje koleżeńskie zmieniające się jak w kalejdoskopie. Oglądając „Trzynaście powodów” naprawdę można poczuć się jak uczniowie zwykłego, amerykańskiego liceum. Dodajmy do tego odpowiednią ścieżkę dźwiękową i wizualną, a otrzymamy produkt wprost idealny na utożsamiającej się z bohaterami młodzieży lub dorosłych, którzy chętnie zajrzą do świata nastoletniego.

Dużą zasługę w mojej ocenie ma prawdopodobnie podobieństwo serialu do gry komputerowej „Life is Strange”, o której też zdarzyło mi się napisać. W obu przypadkach zostajemy wrzuceni do licealnej rzeczywistości, a tematem numer jeden na językach uczniów i nauczycieli są bardzo przykre, wręcz tragiczne zdarzenia. W grze mamy do czynienia z zaginięciem lubianej przez wszystkich dziewczyny. Jakiś czas później główna bohaterka Max odkrywa tajemnicze umiejętności manipulowania czasem. Zaś „Trzynaście powodów” rozpoczyna się w momencie, gdy Hannah Baker już nie żyje, a druga z wiodących postaci – Clay, staje się nabywcą zagadkowych kaset magnetofonowych, które okażą się kluczowe dla rozwoju historii. Zarówno gra, jak i serial obsadzają w głównych rolach nastolatków, ich rodziców i nauczycieli, a całe produkcje otoczone są genialną muzyką i artystycznymi motywami graficznymi (wystarczy spojrzeć na czołówkę „Trzynastu powodów”, która do złudzenia przypomina „Life is Strange”). Ja tego typu tematykę i realizację wprost uwielbiam, a co za tym idzie – rzadko kiedy się zawodzę. Cieszę się, że oprócz tajemniczej gry pełnej intrygi, ale i silnych więzi międzyludzkich, postanowiono zrealizować też serial opowiadający inną historię, lecz zawierający bardzo podobne schematy.

Trzynaście powodów - Clay i Hannah
Relacje Claya z Hannah były na tyle skomplikowane, że jej oblicza poznajemy przez wszystkie odcinki.
Źródło: imdb.com

Kończąc rozważania nad najnowszym serialem Netfliksa chciałbym zwrócić uwagę na istotne kwestie, z którymi musi mierzyć się produkcja po zyskaniu sporej popularności. Chodzi przede wszystkim o zarzuty, które są ku niej kierowane. Znalazły się już spore grona rodziców i innych dorosłych, którym nie podobają się sceny drastyczne i pełne przemocy, a tych (nie da się ukryć) występuje tu dość sporo. Uważają, że oglądanie tego typu rzeczy jest szkodliwe dla nastolatków, którzy mogą opacznie zrozumieć przesłanie płynące z serialu. Choć przestrzega on przed tragicznymi decyzjami, a nawet zwykłymi negatywnymi relacjami z rówieśnikami, to mówi się o obraniu złego sposobu na przedstawienie problemu. Przeciwnicy twierdzą, że obraz zamiast odstraszać, podsuwa pomysły na odebranie sobie życia, a nawet do tego zachęca, co oczywiście jest stwierdzeniem zbyt daleko idącym. Wizualne przedstawienie problemów głównej bohaterki, jej depresji, a nawet samej czynności popełnienia samobójstwa ma mieć wydźwięk ostrzegawczy i pouczający. Tak między innymi odebrałem to ja i osoby, o których zdanie pytałem lub je czytałem. Zgadzam się jednak z jednym – osoby przeżywające trudny okres, załamanie psychiczne lub tym bardziej depresję, nie powinny decydować się na oglądanie „Trzynastu powodów”. Stwierdzenie to ma sporo sensu, jednak z drugiej strony wszyscy świetnie wiemy, jak zakazywanie działa. Jeśli czegoś zrobić nie można, to zrobienie tego daje jeszcze więcej satysfakcji…

Podsumowując, „13 Reasons Why” zostało zrealizowane na naprawdę wysokim, solidnym poziomie. Jeśli uważacie się za wielbicieli seriali, to koniecznie musicie nadrobić seans. A jeżeli posiadacie opłacone konto w serwisie Netflix i jeszcze nie widzieliście wszystkich odcinków, to pytam się – jak to jest możliwe?! Pod kilkoma mniej lub bardziej drobnymi względami pozostał u mnie niedosyt, jednak patrząc całościowo nie mogę powiedzieć (ani napisać) złego słowa. Teraz pozostaje tylko czekać na drugi sezon, który został już w pewien sposób zapowiedziany. Jeszcze nie oficjalnie, ale po tak dużym sukcesie jest to raczej kwestia czasu. Poza tym, tak jak napisałem, wciąż pozostało parę wątków do przedstawienia. Pytanie tylko, czy kontynuacja obejmie inne tragiczne wydarzenie, czy może na jaw wyjdą nowe fakty dotyczące Hannah?

Ocena - 8/10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close