Wyróżnienia miesiąca: Maj 2017

Rzadko skrywające się za chmurami słońce i temperatura sięgająca nawet trzydziestu kresek powyżej zera sprawia, że coraz bardziej czujemy nadchodzące lato. Nic dziwnego, skoro mamy już koniec maja. Lada moment rozpoczną się ostatnie egzaminy na uniwersytetach, a uczniowie szkół poznają swoje końcowe oceny i będą odliczać pojedyncze dni do ceremonii zakończenia roku. Jednak nim myślami powędrujemy nad morze, jeziora czy w góry (w zależności od miejsca urlopowania), trzeba skupić się na rzeczach nam najbliższych. Oprócz wymienionych przed chwilą zaliczeń, na mojej głowie jest oczywiście blog. Sztywnych reguł dotyczących publikowania tekstów nie mam, poza jednym wyjątkiem. Serią „Wyróżnienia„, której każda część musi ukazać się ostatniego dnia miesiąca. Nazwa mówi wszystko. W takim razie, jako że kalendarze wskazują dzisiaj 31 maja, pora wybrać kilka najciekawszych faktów i wydarzeń z ostatnich tygodni, które odpowiadają tematyce bloga. Jak za każdym razem 😉

 Film – „Obcy: Przymierze”

Oczekiwania wobec kolejnej części kultowej serii o pozaziemskich istotach nie były wygórowane. Najbardziej uszczypliwi twierdzili nawet, że nowy „Obcy” nie ma szans powtórzyć sukcesu pierwszych produkcji jeszcze z ubiegłego stulecia. Nic dziwnego, skoro uznaje się je za gatunkowe ideały, a współczesna kinematografia nie jest najlepsza w podążaniu za nimi. Nie ukrywajmy – najważniejszym celem obranym przez Hollywood jest potężny dochód. Problem w tym, że „Obcy: Przymierze” nawet w tej kwestii nie radzi sobie za dobrze. Wykorzystując znaną markę, chciano zachęcić widzów do odwiedzania kin i tym samym zarobić spore pieniądze. Tym bardziej, że jest to kontynuacja serii po 14 latach od ostatniej części „Obcy kontra Predator 2”. Swoją drogą, równie nieudanej. Znaczy się – nie tragicznej, ale zawsze mogło być lepiej. Prawdopodobnie tak samo myślą twórcy najnowszej kinowej produkcji, jako że pierwszy weekend po premierze w 34 krajach (t.j. 12 maja) przyniósł dochody w wysokości dokładnie 34 milionów dolarów. Co ciekawe, w rozliczeniu tych trzech dni obraz przegrał generalną rywalizację ze „Strażnikami Galaktyki vol. 2”, którzy w kinach byli wyświetlani już tydzień dłużej. Mimo tego, „Obcy” uplasował się na pierwszych lokatach w takich krajach, jak Korea Południowa, Wielka Brytania i Francja. Czy można w takim razie mówić o sukcesie? I tak, i nie. Oczekiwania twórców wobec sprzedaży biletów były zdecydowanie większe. Tak samo, jak oczekiwania widzów względem produkcji. Powodów średnich zarobków doszukuje się przede wszystkim wśród nieprzychylnych recenzji tuż po amerykańskiej premierze. Ciekawe, czy ostateczny dochód zachęci odpowiednie wytwórnie do nakręcenia kolejnej odsłony.

Maj 2017 - Obcy: Przymierze
Widzieliście już wyczekiwaną kontynuację „Obcego”?
Źródło: filmweb.pl

Serial – Promocja 5. sezonu „House of Cards”

Po trzykroć biję się w pierś za każdym razem, gdy dogłębnie uświadamiam sobie, jak wielkim błędem jest nieśledzenie na bieżąco jednego z najlepszych seriali w historii. Tak przynajmniej twierdzą widzowie, znawcy i serwisy tematyczne. „House of Cards” wiedzie obecnie prym tuż obok „Gry o tron” i nie wygląda na to, aby dwie pozycje liderów rynku mogły zwolnić miejsce dla innych tytułów. A na pewno nie w najbliższym czasie. W lipcu „Game of Thrones” od HBO znowu będzie na językach wszystkich, jako że wystartuje siódmy już sezon. Jednak dużo szybciej, bo właśnie wczoraj, ukazały się wszystkie odcinki piątej serii „Domku z kart” (nie krytykujcie, to oficjalna polska nazwa serialu i jakby nie patrzeć – jest poprawna, choć brzmi dziwnie). Oczywiście, jak na Netfliksa przystało, każdy epizod jest już dostępny, a zainteresowanie nimi prawdopodobnie zadowala ekipę realizacyjną. Czego to sprawka? Starannie budowanej na przestrzeni lat renomy serialu? Oczywiście, jak najbardziej. Jego politycznej aktualności, która przeradza się w zaciekawienie widzów na całym świecie? Nie inaczej, ale tym razem należy docenić także osoby odpowiedzialne za reklamę tytułu. Mało kiedy zdarza mi się zauważyć tak świetną promocję jakiejkolwiek produkcji, a co dopiero serialu. Jednak wychodzi na to, że Netflix zna się na rzeczy (kto by się spodziewał) i postawił wszystkie karty na najlepszy PR, jaki tylko był możliwy. W efekcie dostaliśmy sporo niebanalnych zapowiedzi nowego sezonu, które podziwiać można było zarówno w telewizji, internecie, jak i nawet na ulicach. Nie skąpili na widowiskowych banerach przedstawiających Franka i Claire Underwoodów, zaś grafiki, nagrania promocyjne i wejścia na żywo dostępne na Facebooku, Twitterze, Instagramie i innych mediach społecznościowych robią niemałe wrażenie. Do teraz pamiętam livestreamy na oficjalnym fanpage’u „House of Cards”, które przedstawiały odliczanie minut do przemówienia głównej bohaterki serialu (po czym pojawiała się na wizji niczym głosząc orędzie w telewizji) lub malowanie sprejem po wielkim plakacie promocyjnym w jednym z amerykańskich miast. Wszystko znajdziecie na Facebooku, gdzie gorąco zachęcam zajrzeć, bo opisywanie słowami zajęłoby zbyt dużo czasu.

Maj 2017 - House of Cards
Prezydencka para powraca w 5. sezonie. Tak prezentuje się jedna z grafik promocyjnych.
Źródło: facebook.com/houseofcards/

Muzyka – Bruno Mars w Polsce

„Uptown Funk”, „24K Magic” i „That’s What I Like” to kilka z największych ostatnich hitów amerykańskiego piosenkarza. Te i wiele innych piosenek zabrzmiały w ostatnią sobotę miesiąca w Krakowie, gdzie na Tauron Arenie zorganizowany został długo wyczekiwany koncert Bruna Marsa. Wydarzenie miało miejsce w ramach promocyjnej trasy koncertowej wokalisty. Jeśli mam być szczery, to przyznam się, że w zupełności zapomniałem o jego występie w Polsce. Widziałem rozpiskę miast podczas pierwszego ogłoszenia całej trasy „The 24K Magic World Tour” i owszem, wpadł mi w oko Kraków, jednak było to już wiele tygodni temu. Jak nie miesięcy! O koncercie przypomniałem sobie dopiero w dniu, w którym miał się odbyć. Za sprawą serwisów społecznościowych, rzecz jasna. Otóż znalazło się kilku szczęśliwców wśród moich znajomych, którzy w porę zakupili bilet i w minioną sobotę wyruszyli do Krakowa, aby spędzić jeden z najbardziej niezapomnianych wieczorów. Stwierdzam, że musiał taki być, bo zdjęcia, nagrania i innego rodzaju publikacje wstawiane przez nich i różne muzyczne witryny sprawiały takie wrażenie. Ogromnych rozmiarów scena, na której występujący Mars i jego zespół wyglądali niemal jak mrówki, rzesza fanów rozlana po całym obiekcie oraz efekty specjalne, konfetti i inne dekoracje. To tylko część z tego, co udało mi się zobaczyć na ów materiałach, a należy dorzucić jeszcze godne podziwu poświęcenie piosenkarza, który na każdym koncercie daje z siebie wszystko, a jego przebojowe utwory sprawiły, że Tauron Arena prawdopodobnie nie raz zatrzęsła się pod naporem skaczących tłumów. Pragnę jeszcze pogratulować publiczności, bo z tego co wiem, spisali się na szóstkę z plusem. Duże wrażenie zrobiła akcja z kartkami z napisem „Miss you already”, które zostały uniesione w górę przez setki, jak nie tysiące obecnych na hali. Ze zdjęć wynika, że sam Bruno Mars był w niemałym szoku. Myślę, że wróci tu szybciej niż może się wydawać…

Maj 2017 - Bruno Mars w Polsce
„Miss you already” – tak żegnano się z artystą.
Źródło: facebook.com/brunomars/

Gra – „Injustice 2”

Kto nie lubi od czasu do czasu porządnie przyłożyć komuś pięścią w twarz? O ile takie praktyki w życiu realnym mogą skutkować poważniejszymi konsekwencjami, o tyle w wirtualnej rzeczywistości nikt tego nie zabroni. Ba, nawet zostaniemy obdarowani wieloma możliwościami, spośród których wybrać możemy tę najbardziej nam odpowiadającą. Japońscy wojownicy ninja? Czemu nie. Superbohaterowie znani z komiksów? Żaden problem. I to właśnie o tych drugich traktuje „Injustice 2”, czyli kontynuacja dość popularnej bijatyki dla dwóch i więcej graczy. Konkretniej mówiąc – do naszej dyspozycji jest gama herosów i złoczyńców z łam zeszytów DC. To znaczy Batman, Superman, Joker i Harley Quinn to tylko wierzchołek góry lodowej, którą zastać możemy w produkcji. Za tytuł odpowiedzialne jest studio tworzące kultową już serię „Mortal Kombat”, o której z pewnością słyszeliście nie raz. Typ i konstrukcja gry są takie same. Wybieramy postać, którą chcemy sterować, a następnie pojawia się ekran, po którego obu stronach ustawieni zostają bohaterowie. Teraz, w zależności od wybranego trybu, stawiamy czoła komputerowi, znajomemu siedzącemu obok lub przy drugim komputerze. „Injustice: Gods Among Us” okazało się w miarę sukcesywnym tytułem dzięki swojej grywalności i dostarczeniu świetnej rozrywki. Druga odsłona cyklu ma szanse na osiągnięcie podobnych rezultatów. Jednak zastanawiać może, czy jeszcze lepsze wyniki sprzedaży nie pojawią się, gdy „Injustice 2” trafi również na komputery osobiste. Na chwilę obecną nową bijatyką mogą cieszyć się zaledwie użytkownicy konsol PS4 i Xbox One oraz urządzeń mobilnych z systemami Android i iOS. A oceny? Są przynajmniej bardzo dobre.

Maj 2017 - Injustice 2
Zastanawiacie się, jak przyłożyć potrafi Harley Quinn? Już nie musicie!
Źródło: gry-online.pl

Internet – Fidget spinner

Widzieliście już malutkie urządzenie składające się z trzech kolorowych skrzydełek, które odpowiednio wprawione w ruch kręcą się przez kilka sekund? Przyznam się, że o fidget spinnerach, bo tak nazywają się te skromnych rozmiarów zabawki, dowiedziałem się zaledwie kilka dni temu. Wiem, można by uznać, że przez ostatnie tygodnie żyłem zaledwie na paru stronach internetowych, gdzie moda na spinnery nie dotarła, ale prawda jest taka, że w jakiś cudowny sposób sukcesywnie nie docierała do mnie informacja o ich istnieniu. O co z nimi w ogóle chodzi? Początkowo zostały wymyślone i opatentowane przez Amerykankę Catherine Hettinger jako wynalazek mający pomóc uczniom w skupieniu się i odstresowaniu. Założenie było proste – obrotowy ruch zabawki miał sprawić, że człowiek zacznie się uspokajać i koncentrować na rzeczach aktualnie najważniejszych. Niestety, żadna z firm nie rozumiała sensu wynalazku i każdy kolejny potencjalny fundator odsyłał panią Hettinger z kwitkiem. Niewiele brakowało, a podpisałaby umowę z samym Hasbro – jedną z najpopularniejszych firm produkujących i wydających zabawki dla dzieci. Zabrakło jednak szczęścia i po paru latach ważność patentu na nazwisko Amerykanki przepadła. Czym to skutkowało? Oczywiście prędkim podchwyceniem pomysłu przez rynek i stworzeniem fidget spinnerów dostępnych obecnie niemal wszędzie. Co prawda w bardzo zmienionej formie, ale działającej na identycznych zasadach i z podobnymi założeniami. Zabawki te to fenomen internetowy tego miesiąca, jako że dzięki niemu zostały spopularyzowane i są na językach (lub klawiaturach) setek tysięcy, a nawet milionów. Powstało wiele filmów na YouTube pokazujących, do czego wykorzystywać można spinnery i jak korzystać z nich w wyjątkowy sposób. Teraz aplikacją numer jeden dostępną na Google Play jest… symulator fidget spinnera. W sam raz dla tych, którzy jeszcze go nie posiadają. Kiedy ta moda minie? Wydaje mi się, że o zabawkach jest już nieco ciszej niż jeszcze kilkanaście dni temu. Ale nie ukrywam, że mnie szał ominął, więc… może tylko tak mi się wydaje?

Maj 2017 - Fidget spinner
Wystarczy chwycić w dwa palce i trzecim zakręcić. Podobno łagodzi stres.

Aplikacja – Messenger Lite

Co uważanie o aplikacji Facebook Lite? Wiem, jest dostępna na rynku mobilnym już od lat, jednak do tej pory z niej nie korzystam. Zdaję sobie sprawę z tego dlaczego istnieje. Nie każdy może pozwolić sobie na ciągłe korzystanie z w pełni rozbudowanej oficjalnej aplikacji od Facebooka. Zabiera sporo pamięci wewnętrznej i na starszych systemach może nieźle spowalniać działanie całego smartfona. Stąd wersja Lite i jej niewielka waga oraz szybkość. Najpewniej również z tego samego powodu wydano w tym miesiącu Messenger Lite, czyli lżejszą wersję popularnego komunikatora mobilnego, także od firmy Marka Zuckerberga. Ja jednak nie jestem zwolennikiem tego typu aplikacji, jako że (może głupio się przyznawać) są brzydkie i bardzo okrojone. Z czegoś zrezygnować trzeba, aby mniej megabajtów było pochłanianych, dlatego zdecydowano się na cięcia względem wyglądu i funkcjonalności. A należy zaznaczyć, że pełna wersja Messengera rozwija się tak szybko, że czasem trudno nadążyć. Już nie tylko pod względem stale ulepszanego interfejsu, ale i dodatkowych opcji, jak całodobowe nagrania z dnia (niczym na Snapchacie i Instagramie) lub możliwości tworzenia ankiet i wydarzeń dla kilkuosobowej konferencji. Nie każdy potrzebuje tych udogodnień i narzeka na zbędnie pochłanianą pamięć. W pełni zrozumiałe. Stąd też od pewnego czasu prym wiedzie Messenger Lite, którego powstanie było już tylko kwestią czasu. Pobrano go prawie 50 milionów razy, oceniono na 4,4 z 5 gwiazdek, a minęło dopiero parę tygodni. Co oferuje lżejsza wersja aplikacji? Skromny, nierozbudowany wygląd, szybkie ładowanie, pewne działanie nawet na Androidzie 2.3 i oczywiście brak nagrań z dnia, zmian kolorów, nazw, emotikonów przypisanych do konkretnego rozmówcy oraz wielu innych, które w ostatnich miesiącach pojawiały się w zwykłym Messengerze. Ja przesiadać się nie będę, ale jeśli Wasz telefon nie nadąża za wprowadzanymi przez Facebooka nowinkami – zmieńcie koniecznie, bo działa i warto. Jeśli zależy Wam wyłącznie na możliwości kontaktowania się, oczywiście.

Maj 2017 - Messenger Lite
Tak prezentuje się interfejs lżejszej wersji Messengera.
Źródło: play.google.com

Wydarzenie – Juwenalia

Oj, w tym miesiącu chyba żadne większe miasto nie było zbyt spokojne. Wszystko dlatego, że okres ten co roku należy do studentów. A przynajmniej przez kilka dni, w których to uczelnie wyższe w całej Polsce organizują juwenalia. Symboliczne klucze do miast są przekazywane żakom, a ci świętują do białego rana przez parę najbliższych dób. W zależności od uniwersytetu lub politechniki – święta studenckie organizuje się w różnych terminach. Niektóre zaczynały się już na początku któregoś z tygodni, a inne kumulowały wszystkie atrakcje na weekendy. Na studentów czekały wówczas przede wszystkim huczne koncerty (oczywiście darmowe) oraz konkursy organizowane przez samorządy, podczas których wykazać się można jako najlepszy spośród tysięcy studiujących na uczelni. Atmosferę czuć było na terenach całych miast, jako że zdominowały je żaki poprzebierane w mniej lub bardziej dziwaczne kostiumy, aby uzbierać nieco grosza na atrybuty niezbędne do zabawy. A były nimi alkohol, przekąski, jedzenie na grilla i jeszcze raz alkohol. Juwenalia często uchodzą za wydarzenia, podczas których w jednym miejscu zbierają się największe tłumy spośród wszystkich imprez odbywających się w ciągu roku. Ja świętowałem już po raz trzeci na juwenaliach toruńskich odbywających się od 18 do 20 maja. Tym razem motywem przewodnim był cyrk, dzięki czemu wokół akademików kręciło się najwięcej klaunów, mimów i osób w piżamach na wzór zwierząt. Jak zawsze, klimat udzielił się wszystkim uczestnikom, dzięki czemu kolejne studenckie święto przeszło do historii. Nie tylko z faktu swojego zakończenia, ale i całokształtu.

Maj 2017 - Juwenalia
A Mikołaj Kopernik na toruńskie juwenalia wyglądał tak.
Źródło: nowosci.com.pl
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s