Lato spędzę w kinie, czyli filmowe propozycje na każdy tydzień wakacji

Co do uczniów nie ma wątpliwości – w tym momencie nie przejmują się już ocenami, bo od co najmniej kilku dni średnie z całego roku zostały wpisane do dzienników. Tych papierowych, jak i elektronicznych, których na nieszczęście jest coraz więcej. Część z tych osób zaczyna cieszyć się wakacji nim nadejdzie następny etap edukacji, a innym pozostanie wyłącznie radość z lata, jako że ostatecznie pojawiło się więcej jedynek niż zezwala na to regulamin szkoły. Cóż, oby w przyszłości poszło lepiej!

Ze studentami jest teraz różnie. Ci, którym wiatry sprzyjają, są już po sesji egzaminacyjnej i ewentualnych obronach prac dyplomowych. Dla nich pozostaje albo zasłużony odpoczynek, albo praca by zarobić nieco grosza. Jednak zdecydowana większość prawdopodobnie siedzi teraz z książkami w jednej ręce i kubkiem kawy w drugiej. Za tych trzymam kciuki i jestem pewien, że wszystko się powiedzie!

Lato w kinie - Wakacje

A warto żeby tak było, bo za pasem lato. Tak właściwie to z kalendarzowego punktu widzenia już jest z nami! Dlatego polecam na kilka chwil oderwać się od teraźniejszości i pomyśleć, jakie ciekawe rzeczy chcielibyście zrobić w ciągu najbliższych dwóch lub trzech miesięcy. Planów może być wiele i każdy z nich będzie dobry, o ile zagwarantuje Wam miło spędzony czas. Dzisiaj, z racji tego, że tematyka bloga jest taka a nie inna, chciałbym przekonać Was, że wakacje spędzone w sali kinowej również mogą mieć swój urok. Tym bardziej, że lada moment na ekrany wejdą tak wyjątkowe produkcje, jak te, o których piszę poniżej! Dlatego polecam chociaż raz na jakiś czas (a najlepiej co najmniej raz w tygodniu) kupić bilet za kilkanaście złotych i czerpać radość z filmowego widowiska. A oferta premierowa jest szersza niż może się wydawać!

Z pomocą pewnego portalu specjalistycznego wybrałem po jednej produkcji na każdy tydzień wakacji. Takie, które bardzo interesują mnie i kto wie – może Was również 😉


23 czerwca:
„Transformers: Ostatni Rycerz”

Autoboty i Decepticony powracają w wielkim hicie kinowym. Tak przynajmniej najnowszy film wieloletniej serii jest zapowiadany przez twórców, którym niewątpliwie zależy na wysokich wynikach sprzedaży biletów. Nic dziwnego, bowiem w najnowszy obraz w reżyserii Michaela Baya włożono sporą sumę pieniędzy, dzięki czemu możemy być pewni widowiskowych efektów komputerowych i wartkiej akcji, która nie pozwoli nam na choćby odrobinę nudy.

Lato w kinie - Transformers
Źródło: imdb.com

Seans liczący sobie dwie i pół godziny ma opowiadać historię Cade’a Yeagera, który z pomocą wiernych kompanów będzie starał się zapobiec trwającej na naszej planecie wojnie pomiędzy rasą ludzką a zmechanizowanymi robotami. Tę postać kojarzą z pewnością ci, którzy mieli okazję oglądać poprzednią, czwartą odsłonę serii, gdzie bohater grany przez Marka Wahlberga również wiódł główną rolę w fabule. Teraz śledzić będziemy jego dalsze losy, które najprawdopodobniej zaważą na finalnym rozrachunku panującej niezgody.

Czy „Ostatni Rycerz”, będący piątą częścią cyklu, będzie również jego ostatnim elementem? To pewnie zależy od tego, jaką popularnością w kinach cieszyć się będzie film. Karty zostaną rzucone już w najbliższy piątek, gdy „Transformers” otworzą letni sezon premierowy.

30 czerwca:
„Gru, Dru i Minionki”

Niech tylko nie odstraszy Was ten dziwaczny tytuł filmu, który z jednej strony wyraźnie przedstawia nam głównych bohaterów produkcji (a zawarcie członu „Minionki” ma na celu ściągnięcie uwagi miłośników tych małych, żółtych stworków), ale z drugiej może bawić i przyprawiać o drobną konsternację. Szczególnie, jeśli zna się oryginalną nazwę brzmiącą po przetłumaczeniu zupełnie inaczej (przyp. „Despicable Me 3”).

Lato w kinie - Gru, Dru i Minionki
Źródło: imdb.com

Polscy tłumacze popełnili gafę już przy pierwszej odsłonie nazwanej błyskotliwie „Jak ukraść księżyc”, więc teraz dźwigają swój ciężki krzyż, którego prawdopodobnie nie spodziewali się tych kilka lat temu. W każdym razie, sukces pierwszej części serii, a także mniej lub bardziej udane kontynuacje sprawiły, że studio Illumination (odpowiedzialne również za „Sing” ze stycznia tego roku) nie porzuca kury znoszącej złote jaja i brnie dalej wykorzystując modę na żółte ludziki w niebieskich ogrodniczkach. Po dwóch głównych filmach i jednym pobocznym o perypetiach Minionków, przyszła kolej na ostatni element trylogii, w którym to na przeciw eks-złoczyńcy Gru stanie snujący plany zagłady świata Balthazar Bratt. Były gwiazdor pośród dzieci będzie na tyle wymagającym oponentem, że do gry wkroczy również Dru – niewspominany dotąd brat głównego bohatera. Czego to twórcy animacji nie wymyślą…

W każdym razie zapowiada się na to, że „Gru, Dru i Minionki” mogą po raz kolejny zawojować kina i przodować na listach przychodów przez co najmniej dwa lub trzy tygodnie po premierze. A ta już w następnym tygodniu!

7 lipca:
„Baby Driver”

Jeśli nie przepadacie na wysokobudżetowymi widowiskami wypełnionymi komputerową rzeczywistością lub głupkowatymi animacjami dla dzieci (i nie tylko…), to w pierwszy piątek lipca do kin trafi coś dla Was. Komedia pełna żywej akcji w reżyserii Edgara Wrighta pod tytułem „Baby Driver” ma dostarczyć dobrej rozrywki na dorosłym poziomie każdemu miłośnikowi motywów mafijnych, policyjnych i gangsterskich. Coś w tych klimatach, na pewno rozumiecie. Nic dziwnego, że w produkcji pokładane są spore nadzieje, skoro po samym zwiastunie widać, że wydarzenia nie będą miałkie i nużące. A dla tych, którzy sceptycznie podchodzą do trailerów (co jest dość rozsądne), przygotowałem jeszcze jeden argument na rzecz filmu – obsadę aktorską. Ansel Elgort z serii „Niezgodna”, Kevin Spacey znany jako nieoceniony Frank w „House of Cards”, Jon Bernthal kojarzony przeze mnie z rolą Punishera w „Daredevilu” lub Shane’a z „The Walking Dead” oraz Jamie Foxx będący niegdyś tytułowym bohaterem hitu „Django”. Jeśli to za mało porządnych nazwisk, to zapraszam do zapoznania się z kompletnym spisem aktorów dostępnym na internecie.

Lato w kinie - Baby Drive
Źródło: imdb.com

Ale o czym ten film? Mniej więcej o często powielanym w Hollywood schemacie. Młody człowiek, który pomimo swojego wieku ma już za sobą spore doświadczenia z kryminalnym półświatkiem, chce rozpocząć nowe i lepsze życie przy okazji porzucając swoją przeszłość. Jednak w tym momencie płynie z filmu morał, który wszyscy dobrze znamy – nie da się kompletnie porzucić swoich minionych dokonań. Stąd też Baby, bo tak nazywany jest główny bohater, zostaje zmuszony do pracy dla jednego z ważniejszych bossów mafijnych w okolicy. Skutkuje to tym, że zostaje wplątany w akcję, która jest misją nie do wykonania, co następnie przysparza ogromnych problemów.

„Baby Driver” to ma być kinem opowiadającym dobrze znaną nam tematykę, ale na swój nowy, odświeżony sposób. Możliwe jednak, że to tylko przedpremierowe złudzenie i widzowie zostaną mile zaskoczeni. O tym jednak dowiemy się dopiero 7 lipca.

14 lipca:
„Spider-Man: Homecoming”

Absolutny numer jeden tegorocznego lata. A przynajmniej dla mnie, fana marvelowskiego kina. Jeszcze trzy lata temu miłośnicy komiksów oraz filmowego uniwersum superbohaterów mogli jedynie pomarzyć o tym, że Człowiek-Pająk zawita na wielkim ekranie jako część projektu ogromnych rozmiarów, na czele którego stoli producent Kevin Feige. Tak, mowa o budowanej od 2008 roku serii produkcji, która na nowo przedstawia i łączy ze sobą najpopularniejszych herosów z komiksowych łamów. Byli Iron-Man, Hulk, Thor i dziesiątki innych, którzy do tej pory przewinęli się przez kinowe tytuły, ale na niego czekano z upragnieniem. Wszystko dlatego, że Spider-Man od lat leży w gestii Sony, które niegdyś wykupiło do niego pełne prawa w branży filmowej. Stał się jednak cud, którego efektem było udostępnienie Petera Parkera studiom Disney i Marvel.

Lato w kinie - Spider-Man: Homecoming
Źródło: imdb.com

Nowe wcielenie Człowieka-Pająka zobaczyliśmy w maju ubiegłego roku, kiedy to zrobił wielkie wejście podczas potyczki między Kapitanem Ameryką a Iron Manem w „Wojnie bohaterów”. Pojawiło się mnóstwo głosów o tym, jakoby Tom Holland (odtwórca roli Petera Parkera) skradł całe widowisko będąc na ekranie przez zaledwie kilka minut. Młody aktor, błyskotliwe wypowiedzi z dozą humoru i przede wszystkim przedstawienie postaci bliskie komiksowemu pierwowzorowi. To się ludziom spodobało i już teraz, za kilka tygodni, zobaczyć będziemy mogli nowy, solowy film ze Spider-Manem, który rozszerzy jego istotę w kinowym uniwersum Marvela. Bo tu niewątpliwie różni się od kreacji ukazanej w minionych latach przez Sony. Teraz, prawowici twórcy tego superbohatera, chcą przedstawić go w zupełności po swojemu i jak się okazje – fani im ufają.

Peter Parker, stojący na straży bezpieczeństwa innych i swego, wskoczy do kin już w połowie lipca. A wraz z nim na ekranie pojawią się Robert Downey Junior jako Iron Man oraz Michael Keaton w roli złoczyńcy Vulture. To będzie wyśmienite widowisko!

21 lipca:
„Dunkierka”

Współczesny świat jest niesprawiedliwy. Kilka miesięcy temu, gdy oficjalnie został opublikowany zwiastun poważnego filmu o drugiej wojnie światowej, za którego kręcenie wziął się uznany reżyser Christopher Nolan, co powinno świadczyć o wysokim poziomie obrazu i jego doniosłości, reakcje były wręcz zadziwiająco niespodziewane. Owszem, wciąż pozostała dość spora część komentujących, którzy w mniej lub bardziej konstruktywny sposób opisywali swoje opinie i oczekiwania wobec „Dunkierki”, ale zdecydowaną większość wypowiedzi tworzyły (jak mniemam) nastolatki, które zostały zauroczone dosłownie dwu sekundowym ujęciem na Harry’ego Stylesa – bożyszcza młodzieży z zespołu „One Direction”. Chociaż teraz już działa solowo. Niewątpliwie dzięki tym młodocianym głosom w internecie zrobiło się głośno o filmie. Nie jestem pewien, czy był to celowy zabieg promocyjny, którego sukcesywności twórcy byli pewni podczas angażowania piosenkarza, czy może był to zupełny przypadek. W każdym razie na „Dunkierkę” czeka się z niecierpliwością.

Lato w kinie - Dunkierka
Źródło: imdb.com

A o samej fabule nie muszę się chyba rozpisywać. Myślę, że każdy z nas w pewnym stopniu kojarzy wydarzenia z francuskiego miasta o nazwie identycznej do tytułu filmu. To w nim odbyła się bitwa przez wielu uważana za najbardziej zaciekłą spośród wszystkich odbytych podczas drugiej wojny światowej. Trzeba przyznać, że Nolan obrał sobie trudny orzech do zgryzienia, jako że od zawsze filmy wojenne rodzą różne opinie. Przede wszystkim dyskusje wywołuje jednostronna narracja historii, do której zazwyczaj uciekają się reżyserzy i scenarzyści. Zawsze musi być dobro i zło. A w przypadku pierwszej połowy lat czterdziestych role te są jasno obsadzane. Bohaterami są alianci, a wrogami naziści.

Ciekaw jestem, jak przypadek ten zostanie uchwycony w „Dunkierce”. Choć nie oczekuję rewolucyjnego podejścia do motywu wojennego, jako że nie zabraknie fabularnych, nieco naciąganych wątków, to i tak ostatecznie jest na co czekać.

28 lipca:
„Wojna o planetę małp”

Wierzcie mi lub nie, ale jeszcze nigdy nie obejrzałem żadnej części „Planety małp” w całości. Żadnej, choć powstało ich kilka. Jako dzieciak, widząc przez kilka minut kadr dzielony przez ludzi i zwierzęta, nabierałem do dalszej części filmu pewnego dystansu i niechęci. Jakoś mnie to najzwyczajniej nie urzekało. Najprawdopodobniej dlatego, że wciąż byłem za młody. A później, w efekcie poprzednich doświadczeń, już nie ciągnęło mnie do nadrabiania zaległości. To może się jednak zmienić, jako że za nieco ponad miesiąc do kin wchodzi „Wojna o planetę małp”, która ma być solidnym widowiskiem dla zmysłów miłośnika kina. A przynajmniej oczu i uszu, bo z resztą może być trudniej…

Lato w kinie - Wojna o planetę małp
Źródło: imdb.com

Obraz wyreżyserowany przez Matta Reevesa będzie trzecią odsłoną serii zapoczątkowanej w 2011 roku filmem „Geneza planety małp”. Ta, trzy lata później, doczekała się kontynuacji pod tytułem „Ewolucja planety małp”. Jak można wyczytać z opisów najnowszej, nadchodzącej produkcji, teraz najwidoczniej przyszedł czas, aby o ów planetę zawalczyć na śmierć i życie. Jednak wróć – co to byłby za opis filmu, gdybym nie wspomniał o prawdziwych korzeniach cyklu? Bo ten wcale nie liczy sobie zaledwie sześciu lat, lecz aż 49! A wszystko zaczęło się od skromnie brzmiącej „Planety małp”, która w 1968 roku była jedną z lepszych na ówczesne czasy pozycji o tematyce fantastycznej.

Kto by się spodziewał, że prawie pół wieku temu stworzona zostanie podwalina wielu przyszłych ujęć relacji między współczesnym człowiekiem a teoretycznie naszymi naturalnymi przodkami. Pod koniec lipca zobaczyć będziemy mogli, jak oba gatunki walczą między sobą o przeżycie.

4 sierpnia:
„Valerian i miasto tysiąca planet”

Współczesna kinematografia garściami czerpie inspiracje z innych dzieł artystycznych. Podstawą są oczywiście książki, które stanowią fundamenty dla scenariuszy sporego odsetka kręconych dzisiaj filmów. Jednak nie można zapomnieć także o komiksach, które ostatnimi czasy wiodą zdecydowany prym wśród adaptacji. I nie mam tutaj na myśli jedynie przenoszenia bohaterów wydawnictw Marvela lub DC, bowiem wiele innych produkcji również sięga po nieco mniej znane tytuły drukowane. „V jak Vendetta”, „Faceci w czerni” lub „300” to tylko szybkie przykłady komiksowych ekranizacji, które są znane wszystkim. Nic więc dziwnego, że Hollywood nie zaprzestaje i nadal poszukuje pomysłów u rysunkowych pierwowzorów. Na początku sierpnia do kin trafi film, który będzie aktorskim przełożeniem francuskiej serii komiksowej „Valerian i Laureline” spod ołówków Pierre’a Christina i Jeana-Claude’a Mezieresa.

Lato w kinie - Valerian i miasto tysiąca planet
Źródło: imdb.com

Tak jak komiks, film będzie akcyjną przygodą ze wieloma elementami science-fiction. Opowie on historię dwójki przyjaciół będących kosmicznymi agentami. Tytułowy Valerian w wykonaniu Dane’a DeHaana, który pojawił się między innymi w drugim „Niesamowitym Spider-Manie”, oraz Laureline (zagrana przez Carę Delevingne znaną z „Legionu samobójców” oraz „Papierowych miast”) przemierzać będą galaktykę, aby ostatecznie trafić do Miasta Tysiąca Planet, gdzie wykonać muszą tajne śledztwo. Trudno poszukiwać większych szczegółów dotyczących fabuły, które mogłyby zaciekawić osoby niezaznajomione z komiksem. Jednak z drugiej strony można odbierać to jako pozytywny aspekt produkcji, jako że udając się na nią do kina będzie można liczyć na większe zaskoczenie i zadowolenie z czerpania filmowych doznań.

Jeśli „Valerian i miasto tysiąca planet” zostało zrealizowane z odpowiednią starannością, to wkrótce możemy otrzymać jeden z lepszych obrazów młodzieżowych oscylujących wokół kosmicznej fantastyki. Gotowi?

11 sierpnia:
„Annabelle: Narodziny zła”

A jeżeli komuś nie w głowie wyprawa na obce planety, to zawsze można poczekać siedem dni dłużej i wybrać się na premierę kontynuacji horroru, który w 2014 roku zrobił niemałą furorę. Choć pierwsza część odbierana była na różne sposoby, w tym skrajnie pozytywnie i negatywnie, to twórcy postanowili nie zaprzepaszczać okazji do nakręcenia serii o zabójczej lalce w roli głównej. Tej, z całą pewnością, daleko do kultowego Chucky’ego, ale jak na ówczesne kino grozy, „Annabelle” poradziła sobie całkiem świetnie i nie powinna nikogo dziwić niemal już ukończona produkcja z dalszymi jej losami. A jak sam tytuł mówi – teraz może być jeszcze bardziej przerażająco niż ostatnio.

Lato w kinie - Annabelle: Narodziny zła
Źródło: imdb.com

Krótki opis fabuły nie zdradza za wiele, ale i tak buduje pewnego rodzaju ciekawość i napięcie względem tego, co w sierpniu będziemy mogli zobaczyć na ekranach. Historia przedstawi nam pewnego lalkarza, który wraz ze swoją żoną decyduje się na przygarnięcie do swojego domu kilka nietypowych osób – małe dziewczynki będące pod opieką zakonnicy. Tajemnicza postać na pozór zwykłego człowieka, z którego to rąk powstaje zabójcza zabawka? Jest. Kilkoro dzieciaków, którym będzie można kibicować podczas prób przetrwania? Są. I do tego dodać należy motyw religijny, który reprezentowany jest przez siostrę zakonną. Tak oto otrzymujemy trzyczęściowy zestaw, który w horrorze sprawdza się jak mało który. Oklepane, ale sprawdzone, więc czemu by to zmieniać?

Czy pomysł na fabułę okaże się trafny zobaczymy za kilka tygodni, gdy „Annabelle: Narodziny zła” finalnie trafi do największych kin w naszym kraju. Długo nie widziałem żadnego horroru, a już tym bardziej dobrego, dlatego mam nadzieję, że tym razem twórcy produkcji złamią stereotyp słabego gatunku z XXI wieku i pokażą nam solidną dawkę grozy.

18 sierpnia:
„Obdarowani”

Rodzinne historie pełne miłości jednego człowieka do drugiego są tym, co uniwersalne w każdych czasach. Ani sto lat temu, ani obecnie, a nawet przez następne dekady nie zabraknie osób, które chętnie będą sięgać po filmy opierające się na relacjach międzyludzkich. A że rodzina to grupa społeczna najbliższa każdemu z nas, to tym bardziej przemawiają do nas wszelkie wzloty i upadki ekranowych postaci. „Obdarowani”, choć zdecydowanie nie są produkcją komercyjną i z wysokim nakładem pieniężnym, którego jedyną misją jest solidny zwrot finansów, to i tak są wyczekiwani przez tych, którzy do kina idą po cenną lekcję i przyjemną dla oczu rozrywkę, a nie tylko podziwianie fajerwerków i wyłącznie myślenia.

Lato w kinie - Obdarowani
Źródło: imdb.com

Obraz w reżyserii Marca Webba nie jest zaliczany do największych przebojów tego roku, jak przede wszystkim hollywoodzkie blockbustery, ale swoim klimatem bijącym choćby z udostępnianych zdjęć i zwiastunów bije na głowę niejeden film będący potencjalnym rekordzistą box office’u. Nawet sama obsada nie pozostawia niesmaku, jako że w głównego bohatera opowieści wciela się Chris Evans, obecnie najbardziej znany z roli Kapitana Ameryki w filmach Marvela. U boku granego przez niego Franka stanie też kilkuletnia dziewczynka o imieniu Mary, która przedstawiona zostanie przez Mckennę Grace mającą w swoim dorobku już całkiem pokaźną listę ról. Siostrzenica głównego bohatera jest osobą niezwykle utalentowaną, o której z czasem robi się coraz głośniej. W ten sposób o jej istnieniu przypomina sobie babcia dziewczynki, która prawnie dzierży tytuł jej opiekunki. Jednak silne relacje wiążące Franka z Mary nie pozwolą na to, aby z dnia na dzień się rozdzielić.

Jeśli lubicie dramaty i nie straszne jest dla Was uronienie łezki lub dwóch, to już wiecie na co koniecznie musicie wybrać się w sierpniu.

25 sierpnia:
„Barry Seal: Król przemytu”

Na zakończenie wakacyjnego sezonu pozostanie dramat o charakterze politycznym, w którym tytułową rolę odegra nikt inny, jak znany wszem i wobec Tom Cruise. Aktor będący w obsadzie takich produkcji, jak „Mission: Impossible”, „Wojna światów” lub „Ostatni samuraj” będzie musiał sprawdzić się jako żywa legenda Ameryki. Tytułowy Barry nie jest postacią fikcyjną, bowiem film opowiadać ma historię opartą na faktach. W jakim stopniu wydarzenia pozostaną zgodne z rzeczywistością, dowiemy się dopiero po pierwszych seansach w kinach, jednak nie ma wątpliwości, że „Król przemytu” może być obrazem cieszącym się ponadprzeciętnym sukcesem przede wszystkim za oceanem.

Lato w kinie - Barry Seal: Król przemytu
Źródło: imdb.com

Wiodącą postacią będzie utalentowany człowiek, który mając zaledwie 15 lat został pilotem z prawdziwego zdarzenia, a w miarę nabierania doświadczenia był uznawany za najzdolniejszego lotnika w historii Stanów Zjednoczonych. Mało? W takim razie warto dorzucić do tego solidny udział w wojnie wietnamskiej oraz działanie dla CIA, w ramach którego wsiąknął do jednej z największych karteli narkotykowych w miejscowości Medellin w Kolumbii. Jego nadzwyczajne zasługi były doceniane nie tylko przez siły rządowe, dla których pracował, ale i samego powszechnie znanego Pablo Escobara, który widział w nim poważne zagrożenie dla nielegalnej branży, w której się poruszał. Stąd też jego niegdyś szokujący list gończy, wedle którego głowa Barry’ego Seala została wyceniona na pół miliona dolarów, zaś żywy lotnik zwieziony prosto do kolumbijskiego barona narkotykowego był równoznaczny z okrągłym milionem.

O tym wszystkim, jak i najprawdopodobniej wielu innych wydarzeniach z życia amerykańskiego pilota, zostanie opowiedziane w nadchodzącym filmie „Król przemytu”, który w polskich kinach będzie wyświetlany od 25 sierpnia.

P.S. Pamiętajcie, aby w wakacje znaleźć też czas na wiele innych przyjemnych czynności 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close