Spider-Man Homecoming: Nie taki zwykły bohater z sąsiedztwa

Spider-Man: HomecomingDo problemu ukazania kultowego superbohatera z komiksów na ekranach kinowych podchodzono już kilkakrotnie. A co najciekawsze, w samym XXI wieku Spider-Man pojawił się już w pięciu długometrażowych filmach, w których to wcielało się w niego dwóch różnych aktorów. Najpierw, w 2002 roku, japońskie studio Sony dzierżące prawa do zobrazowanego Człowieka-Pająka, przedstawiło nam cieszącą się bardzo dobrą opinią adaptację z niezapomnianym Tobey’em Maguirem wcielającym się w postać Petera Parkera. Dwa lata później ukazała się równie dobra kontynuacja jego losów, aby w 2007 roku zakończyć trylogię z wykorzystaniem bardzo znanej komiksowej kreacji Venoma.

Od dzieciątek lat Spider-Man jest „kurą znoszącą złote jaja”. Zainteresowaniem cieszą się nie tylko rysunkowe opowieści, produkcje kinowe, ale i wszelkie inne produkty okraszone czerwono-niebieskim herosem z niezwykłymi zmysłami. Stąd też, w 2012 roku, postanowiono zobrazować na nowo przygody Parkera zmieniając całą obsadę. Główna rola przypadła 28-letniemu wówczas Andrewowi Garfieldowi, który Spidey’m był dwa razy, również po dwóch latach. Choć w planach była trzecia odsłona „Niesamowitego Spider-Mana”, to ostatecznie realizacja została zaniechana.

Spider-Man: Homecoming - Dotychczas
15 lat temu Maguire, 5 lat temu Garfield, a od teraz Holland. Źródło: imdb.com

Wydaje się Wam, że ta skrócona metryczka filmowych adaptacji superbohatera i tak jest nadzwyczajnie bogata? Może i tak, ale jestem pewien, że dobrze zdajecie sobie sprawę z tego, że Człowiek-Pająk powrócił ponownie i po raz kolejny odmieniony. Wszystko dlatego, że na warsztat wzięło go nic innego, jak studio Marvel, a więc rzec można, że heros wrócił do prawowitych, matczynych rąk. Oczywiście wciąż będąc pod kontrolą Sony, które jedynie poszło nieco na ugodę i nie zrzeka się swoich udziałów. Mimo tego, Peter Parker i jego alter-ego ponownie uderzyli do kin w najświeższej ekranizacji okraszonej tytułem „Spider-Man: Homecoming„. Ku zrzędzeniu tych, którzy nie są miłośnikami częstych spin-offów różnych serii, ale i uciesze fanów komiksowych adaptacji, dla których nie liczą się tego typu drobne szczegóły.

W kinach rządzi od 7 lipca, a w Polsce zawitał oficjalnie w ostatni piątek. Ja na seans udałem się dzień później, w sobotę. Na pokaz dwuwymiarowy z polskimi napisami. Bawiłem się świetnie. Jak zawsze, gdy mowa o produkcji Marvel Studios.

Spider-Man: Homecoming - Akcja
Człowiek-Pająk na nowo wkroczył do akcji!
Źródło: imdb.com

Na Spider-Mana w MCU liczono od dawna. Niezmierzoną radość sprawiło pewne ogłoszenie niemal dwa lata temu, w którym zdradzono, że pojawi się gościnnie w zeszłorocznych „Kapitanie Ameryce: Wojnie bohaterów”. U boku części ekipy Avengerów stanął do walki przeciwko pozostałym o odmiennych poglądach. Wtedy wiedziano już, że to nie był jego jedyny występ w pełnometrażowej serii trwającej od 2008 roku rozpoczętej filmem „Iron Man”. Na tegoroczne lato zapowiedziano solowy obraz Człowieka-Pająka, który na nowo przedstawi komiksową kreację i jak obiecano, tak zrobiono. Zaledwie kilka dni minęło od premiery, na którą czekano bardzo długo. Mimo, że Parker pojawiał się na ekranach niejednokrotnie.

Jakie zaszły zmiany, gdy bohater wrócił pod skrzydła Marvela? Najważniejsze są oczywiście całkowite modyfikacje w obsadzie widowiska. Tym razem głównego bohatera odgrywa niejaki Tom Holland. Ten 21-letni aktor nie cieszy się bogatą filmografią, ale jeśli chodzi o wygląd, wiek i sposób, w jaki wcielił się w nastoletniego Petera Parkera, jest on jak najbardziej odpowiednim wyborem dokonanym przez wytwórnię. Wrzucając go do jednego wora z Maguire’em oraz Garfieldem, to właśnie Holland wygrywa w konfrontacji o najlepsze rzeczywiste odzwierciedlenie postaci. Serca widzów podbił już rok temu, gdy wyrwał Kapitanowi Ameryce jego tarczę i zachowując dobre poczucie humoru walczył przeciwko… tym, którzy nie byli po stronie Iron Mana. W sumie tyle, bo to właśnie dzięki Starkowi mógł zaistnieć w samym środku akcji.

Spider-Man: Homecoming - Iron Man
Stark odnalazł w Parkerze niemały potencjał.
Źródło: imdb.com

Co do pozostałej obsady, to prawdopodobniej najjaśniej świeci nazwisko odtwórcy Tony’ego – Roberta Downey’a Jr. I nietrudno zauważyć, że na plakatach nie jest wymieniany jako jeden z czołowych aktorów występujących w „Homecoming”. Powód? Wcale nie ma go tam aż tak dużo. Choć przeczucia widzów przed premierą były zupełnie odmienne, jako że Iron Mana wykorzystywano w większości materiałów promocyjnych, to ostatecznie nie kradnie show, które nadal w pełni pozostawione jest Parkerowi. I po części głównemu złoczyńcy, ale o nim dalej. Sam Stark pojawia się tylko na parę chwil, w momentach, gdy naprawdę jest konieczny. Zaś znacznie częściej o nim jedynie słychać. Nierzadko zaś powołuje się na niego sam gotowy do akcji Spider-Man, a także Happy Hogan – prywatny ochroniarz multimiliardera.

O nim też warto wspomnieć, bo zdecydowanie pełni w filmie ważną rolę, której nie da się pominąć. Szczerze mówiąc, to postać grana przez Jona Favreaua (reżysera „Iron Mana” i „Iron Mana 2”) była nagminnie wykorzystywana przez pracodawcę. Jego jednym z wielu zadań, z którego nie był zbytnio zadowolony, było piastowanie roli łącznika pomiędzy Parkerem a Starkiem. I tak oto właśnie do Happy’ego zgłaszał się wyjątkowo energiczny i chcący się wykazać nastolatek, tym samym przyprawiając ochroniarza o nerwy za każdym razem, gdy ten otrzymywał połączenia telefoniczne od Petera. Jeśli zaś chodzi o samo zaistnienie Happy’ego w „Homecoming”, to jestem jak najbardziej zadowolony z tego faktu. Przewijał się on nieraz w poprzednich produkcjach Marvela, ale był jedynie spychany na bok do roli co najmniej drugoplanowej. Tutaj widzimy go częściej, dłużej i zatem poznajemy lepiej. Miła odmiana dla tych, którym przejadły się już te same twarze wałkowane na ekranie.

Spider-Man: Homecoming - Happy
Cóż, w towarzystwie szefa Starka, ochroniarz Happy zawsze pozostaje w cieniu.
Źródło: imdb.com

Dłużej należy opisać również udział Michaela Keatona, którego można znać między innym z ostatniego „McImperium”, o którym mówiono tu i ówdzie. Teraz uznany aktor wcielił się w super złoczyńcę, którego czytelnicy komiksów znają doskonale, a dla kinomaniaków może kojarzyć się przede wszystkim (nie do końca odpowiednio) z rolą Keatona w filmie „Birdman”, gdzie również występował ze skrzydłami. Tak jest, Spider-Manowi przyszło pojedynkować się z łotrem, który posiada najwyższej technologii skrzydła, a do tego dysponuje zaawansowaną bronią mogącą spowodować niemałe szkody. O tym w trakcie filmu przekonujemy się niejednokrotnie. Vulture, bo tak nazywa się przestępcze alter-ego Adriana Toomesa, jest nie tylko jednym z najbardziej charakterystycznych zbrodniarzy w dotychczasowych filmach Marvel Studios, ale także najlepiej rozpisanym zaraz po niezastąpionym Lokim. Pokazane zostają nam jasne, logiczne powody, dla których obrał drogę złych występków, a także przez cały film jest skrupulatnie obnażany ze swojej sfery „zawodowej”, jak i prywatnej, dzięki czemu wiemy o nim więcej i potrafimy zrozumieć jego czyny. Oczywiście nie mówię, że można mu w pełni wybaczyć, ale raczej to, co robi zarówno w pierwszych minutach seansu, jak i pod koniec, jest w pełni wytłumaczalne z jego perspektywy.

Spider-Man: Homecoming - Toomes
Motywacje złoczyńcy Adriana Toomesa były dość klarowne.
Źródło: imdb.com

Wśród bohaterów „Spider-Man: Homecoming” nie zabrakło także Cioci May, która w historii o Peterze Parkerze zawsze pełniła ważną rolę. Przede wszystkim dlatego, że jest dla niego jednym z niewielu źródeł szczerego wsparcia. Tutaj odgrywa ją Marisa Tomei, która już rok temu w „Wojnie bohaterów” zrobiła spore wrażenie. Dlaczego? Bo w zupełności nie przypomina wiekowej May z komiksów. W najnowszej ekranizacji wygląda wręcz nadzwyczajnie młodo i atrakcyjnie (choć sama aktorka ma już 52 lata!), co również nie umknęło twórcom, bowiem wykorzystują ten fakt niejednokrotnie w samym filmie. Usłyszymy o tym, że zainteresował się nią nawet sam Tony Stark, a to już coś!

Spider-Man: Homecoming - May
Nowa Ciocia May to lepsza Ciocia May!
Źródło: imdb.com

Jeśli chodzi o szkolnych rówieśników Petera, wśród tych znajduje się Ned – jego jedyny prawdziwy przyjaciel, który tak samo jak Parker (a może nawet i bardziej) jest typowym geekiem i nerdem. On także nie może poszczycić się choćby kilkoma bliskimi znajomymi, a jedną z jego ulubionych rozrywek jest budowanie Gwiazdy Śmierci z klocków Lego.

Skoro to opowieść o nastolatku, to nie może także zabraknąć wątku miłosnego. Ten nie zostaje uwydatniony na pierwszy plan i nie sprawia, że czujemy się jak na komedii romantycznej zamiast przygodowym filmie akcji. Nasz mało popularny w szkole bohater podkochuje się w Liz – wysokiej brunetce, która tak jak on jest członkinią skromnej grupy klasowej inteligencji. W sensie tych, którzy mają tę niebywałą okazję, aby jeździć na międzyszkolne konkursy naukowe. Również i jednemu z nich poświęcono nieco czasu w produkcji.

Spider-Man: Homecoming - Rówieśnicy
Oto szkolna „paczka”. Od lewej Betty, Flash, Liz, Ned, Michelle oraz sam Peter.
Źródło: imdb.com

Jest też Michelle, przedstawiona przez byłą gwiazdę Disneya – Zendaya. Ta raczej pełni tutaj tajemniczą, ale zabawną i rozluźniającą rolę outsiderki, która od czasu do czasu powie lub zrobi coś ironicznie genialnego.

Ach tak, nie zapomnijmy także o Flashu, czyli szkolnym awanturniku, który z jakichś mniej lub bardziej konkretnych powodów postanowił uwziąć się na Petera. Choć, według niego, jego imię brzmi nieco inaczej… W każdym razie warto docenić nieco inne podejście twórców filmu do kwestii szykanowania niż robią to komiksy. Tutaj Parker nie znajduje się na celowniku osiłka chcącego dokopać słabszemu lecz osoby dość podobnej do niego (o zbliżonej posturze i członka klubu naukowego), który znęca się psychicznie, a nie fizycznie. Jest to problem zdecydowanie bardziej aktualny niż zastraszanie pięścią. Typowy hejter.

Nie mogę pominąć także jej. Gdy pojawiła się na ekranie, uśmiechnąłem się do siebie jak małe dziecko. Pepper Potts również znalazła swoich kilka sekund! Cieszy to niezmiernie, jako że nie było jej widać od czasu „Iron Mana 3”.

Spider-Man: Homecoming - Vulture
Nie wiem jak Wam, ale mi Vulture w całej okazałości wyjątkowo się podoba!
Źródło: imdb.com

O samych bohaterach i aktorach wcielających się w nich można pisać długo, jednak istotne są też inne kwestie. Między innymi to, co zostaje nam zaprezentowane w „Homecoming”. Czy to powtórka z rozrywki i znowu śledzimy pierwsze kroki Parkera w roli herosa? I tak, i nie. Choć tak zwane „origin story” widzieliśmy już na przykład w pierwszej części trylogii Sama Raimiego, to tutaj skupiono się bardziej na okresie, gdy Spider-Man już pewien czas poszalał w swojej dzielnicy i teraz pragnie czegoś więcej. Nie widzimy, jak nabywa super-moce. Ugryzienie pająka nastąpiło dawno temu, a teraz jest już pogodzony ze swoją nową, drugą tożsamością i chce z niej korzystać jak najlepiej.

Jednak nadal ukrywa ją w tajemnicy przed innymi. Nie ma nikogo, kto znałby jego prawdziwą personę oprócz… Tony’ego Starka i jego ludzi. Fakt, że mógł stanąć u boku Iron Mana w pojedynku na lotnisku sprawił, że poczuł się naprawdę potrzebny, przez co po całym zajściu niecierpliwie czekał na kolejne zlecenia od założyciela Avengers. Każdego dnia skakał, latał i wspinał się po budynkach Queens w Nowym Jorku, aby pomagać potrzebującym, jednak czuł, że to o wiele za mało i stać go na więcej. Każde połączenie z Happy’m (będącym wspomnianym łącznikiem) kończyło się odrzuceniem łączności lub nauką pokroju „cierpliwości”. Kapitan Ameryka byłby dumny (*puszczenie oczka w stronę tych, którzy widzieli już film*).

Spider-Man: Homecoming - Sieć
Netflix and chill?
Źródło: filmweb.pl

Na drodze przed przywdzianiem pajęczego kostiumu stoi jednak jeszcze inna przeszkoda – szkoła. O tej szarej codzienności Petera nie zapomniano, stąd też nierzadko akcja przeniesie się do murów ogólniaka, gdzie zazwyczaj bohater jest nieobecny myślami. Jednak motyw pogodzenia zwykłego życia z tym w czerwono-niebieskim stroju jest bardzo istotną kwestią filmu, która przewija się przez cały seans. Parker znajduje się w różnych sytuacjach, w których chciałby (lub nawet powinien) pozostać typowym uczniem, jednak wzywa go także bohaterskie powołanie.

Radzi sobie z tym jako tako, jednak problem pojawia się wtedy, gdy natrafia na działalność Vulture’a. Zbir przywdziewający mechaniczne skrzydła z czasem coraz bardziej przestaje tolerować naprzykrzającego się Człowieka-Pająka, w wyniku czego ma zamiar pozbyć się problemu raz na zawsze. I choć analogicznie uważa, że odpędzi się od niego tak łatwo, jak od niegroźnego insekta, to jednak szybko okazuje się, że potrzeba dużo więcej wysiłku. Jednak szczegóły poznacie w kinie…

Spider-Man: Homecoming - Vulture 2
Vulture to jeden z lepiej rozpisanych i przedstawionych zbirów w MCU.
Źródło: filmweb.pl

Fabuła jest oczywiście o wiele bardziej rozwinięta i zgłębiona aniżeli to, co przedstawiłem przed chwilą, jednak poznać ją należy samodzielnie. Nierzadko bywa tak, że ciekawe i ważne wydarzenia dzieją się w filmach już od samych ich początków, a nie dopiero w drugiej połowie. Tak samo jest z „Homecoming”, które dobre kino akcji serwuje od pierwszych minut, tym samym zapewniając odpowiednią rozrywkę. A jeśli wybieracie się do kina na jakąkolwiek produkcję od Marvela, to przede wszystkim właśnie w tym celu – po dobrą zabawę.

Jeśli chodzi o ogólne wrażenia płynące z filmu i o filmie, to podejrzewam, że sami twórcy obrali sobie za cel dość klimatyczny, spokojny i raczej kameralny obraz, który bawi widza i poradzi sobie ze skupieniem jego uwagi. Takie spostrzeżenie naszło mnie zaraz po tym, jak opuściłem kino. „Spider-Man: Homecoming” nie zapewnia efektów specjalnych choćby w połowie porównywalnych do spektakularnych ze „Strażników Galaktyki vol. 2„. Bądźmy szczerzy – tam CGI to 99% całej produkcji. Zaś w nowych przygodach Petera Parkera nie ma tego aż tak dużo. Oczywiście, jeśli wciąż bierzemy pod uwagę jedynie kino superbohaterskie, w którym komputerowo generowany obraz jest współcześnie nieunikniony.

Spider-Man: Homecoming - Prom
Ta scena w zwiastunie robi spore wrażenie. Na ekranie w kinie jeszcze większe.
Źródło: filmweb.pl

Wybuchy są? Tak, bo wymienić można chociaż sekwencję scen kulminacyjnych z ostateczną rywalizacją pomiędzy Spider-Manem a Vulture’m. Widowiskowych sytuacji również nie brakuje, jak między innymi wspinaczka na Pomnik Waszyngtona lub próba sił podczas rozlatującego się promu. Te sceny ukazano po części w zwiastunach, a w samym filmie robią jeszcze większe wrażenie, jako że poznajemy je w całości.

Również nie brakuje porządnych doznań dźwiękowych, które zapewnia bogata playlista piosenek przygrywających nam w wielu różnych momentach filmu, ale także samych efektów dźwiękowych, bez których ten obraz nie byłby aż tak dosadnie odbierany. Oczywiście w odpowiednich, konkretnych sytuacjach. Gdy trwają pojedynki, jest naprawdę głośno, a muzyka narasta wraz z akcją, jednak gdy śledzimy spokojniejsze momenty, to i utwory w tle dodają odpowiednio wpasowanego nastroju. Jednak tak to już w kinie tego typu bywa – raz jest hałas, raz spokój. Wszystko po to, aby wywołać u widza konkretne emocje.

Spider-Man: Homecoming - Wrogowie
W filmie nie brakuje też innych komiksowych zbirów, jak Shocker.
Źródło: filmweb.pl

Zauważyłem jednak, że po seansie, gdy szukałem w myślach jakichś charakterystycznych scen, które naprawdę zapadły mi w pamięci, to trudno było mi odnieść się do czegokolwiek. Jasne, że opuszczając salę kinową wcale nie wyzbyłem się tego wszystkiego, co oglądałem przez ostatnie dwie godziny, bo jednak ciekawych scen i pamiętnych dialogów było sporo, a wymienić mógłbym je jednym tchem, jednak wśród tego wszystkiego nie było choćby jednej sekwencji, która na zawsze przypisałaby się w moich myślach do tego właśnie filmu.

Czy to jedyny większy błąd tego filmu? Wydaje mi się, że tak. W „Strażnikach Galaktyki vol. 2” było przynajmniej parę scen, które do teraz chodzą mi po głowie zaraz po tym, gdy wspomnę tytuł. Ale czy będzie tak samo z „Homecoming”? Oby tak, jednak kameralność i względny spokój w kręceniu ekranizacji przyczyniły się do tego, że raczej jest on wyjątkowo poukładany i nie afiszuje się widowiskowością, jak większość filmów Marvel Studios.

Spider-Man: Homecoming - Spider-Man
Spider-Man – Twój przyjazny bohater z sąsiedztwa. I nie tylko!
Źródło: filmweb.pl

Jak w krótki sposób można podsumować „Spider-Man: Homecoming”? Jest to zdecydowanie jeden z najlepszych filmów o Człowieku-Pająku. To nie ulega wątpliwości. Główny bohater, jak i klimat obrazu są najbardziej adekwatne do tego, co przed laty czytano w komiksach. Jeśli ktoś uznaje się za fana wydawnictwa Marvel, to z pewnością doceni ten fakt. Wszystko pozostałe jest dość adekwatne do tego, co zazwyczaj czerpie się z produkcji tego studia – dobrą zabawę i czyste kino akcji. Dzieje się dużo, jest głośno, momentami wybuchowo, a przede wszystkim po ekranie biegają kultowe postacie, które dobrze znany albo z drukowanych pierwowzorów, albo z poprzednich filmów MCU.

Oglądając „Homecoming” poczuć się można jak w domu. Myślę, że to najcelniejsze sformułowanie dotyczące atmosfery, którą zapewnia adaptacja. Oczywiście wyłączając sekwencje, gdy robi się brutalnie i destruktywnie. Liczę na to, że w Waszych domach tak nie jest…

MOJA OCENA – 8/10

Teraz jeszcze „Thor: Ragnarok”, „Black Panther” i historyczne widowisko „Avengers: Infinity War”!

Reklamy

3 myśli na temat “Spider-Man Homecoming: Nie taki zwykły bohater z sąsiedztwa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s