Recenzja | Dunkierka – Z piekła do domu

DunkierkaReżyser, spod którego skrzydeł wyprodukowane zostały znane na całym świecie hity pokroju „Interstellar”, „Incepcja” i trylogia Mrocznego Rycerza, po raz kolejny udowadnia, że jest odpowiednią osobą na swoim stanowisku. Gdy wiele miesięcy temu krążyły pogłoski o nowym projekcie Christophera Nolana, który ściśle związany był z motywami wojennymi, wielu nie do końca wierzyło w ostateczny sukces. Podobnie było nawet kilka tygodni temu, gdy do premiery najnowszego obrazu reżysera odliczano pojedyncze dni. Mniejsi i więksi znawcy sądzili, że Nolan nie da rady sprostać batalistycznej tematyce, jako że wcześniej nie miał z nią za wiele wspólnego.

Na szczęście są jeszcze zdroworozsądkowi ludzie, którzy nim wydadzą jakiś wyrok lub chociaż niewinną opinię, decydują się poczekać na premierę i wybrać się na seans. Takie podejście okazało się najbardziej słuszne, bo ostatecznie „Dunkierka” mająca polską premierę 21 lipca, okazała się nie tylko co najmniej bardzo dobrym obrazem wojennym, ale i kinowym „bestsellerem”, jeśli tak można określić produkcję ze świetnie sprzedającymi się biletami.

Dunkierka - Żołnierze
Tysiące żołnierzy czekało na pomoc lub śmierć. Tak wyglądały realia w Dunkierce.
Źródło: filmweb.pl

Sam z lekką dozą niecierpliwości oczekiwałem na wejście filmu do naszych kin. Głównie za sprawą zwiastuna, który w swoim czasie zrobił niemałą furorę w internecie. Zwracałem już na to uwagę w ostatnich „Wyróżnieniach miesiąca”, jednak przypomnę, że chodzi tutaj o obecność bożyszcza nastolatek Harry’ego Styles’a. Nie tylko dostał kilka sekund w trailerze, ale i jedną z główniejszych ról w całej produkcji, o czym przekonać się można oglądając „Dunkirk”.

Skoro już o obsadzie mowa, nie zobaczymy na ekranie wielkich hollywoodzkich gwiazd, jak w przypadku większości współczesnych filmów. Poza Tomem Hardy’m, oczywiście, który obecny był nie tylko w niemal wszystkich produkcjach reżyserowanych przez Nolana, ale także zdążył zasłynąć między innymi dzięki najnowszej wersji „Mad Maxa” lub uznanego serialu „Tabu”.

Dunkierka - Hardy
Tom Hardy wcielił się w jednego z brytyjskich pilotów.
Źródło: filmweb.pl

Jednak pierwsze skrzypce grają tutaj młodzi, mniej doświadczeni aktorzy, którzy wcielają się w nieopierzonych brytyjskich żołnierzy. Już w tym miejscu zaznaczę, że jest to ciekawa perspektywa ukazania historycznej ucieczki z wybrzeża Francji. Zamiast skupienia się na starszych, wyższych rangą wojskowych, śledzimy losy tych, dla których trwająca dramatyczne realia są prawdziwym horrorem. Wśród nich są Tommy grany przez Fionna Whiteheada, Gibson przedstawiony przez Aneurina Barnarda i Alex, w którego wciela się wspomniany wcześniej były członek zespołu One Direction.

Ciekawe wśród tych konkretnych postaci jest to, że ich imiona w całym filmie zostały tak naprawdę zepchnięte na dalszy plan. Niektórych w ogóle nie usłyszymy lub zostaną wypowiedziane zaledwie raz bądź dwa. Wygląda to, jakby Nolan i reszta ekipy odpowiedzialnej za produkcję chcieli wywrzeć na nas, widzach, zainteresowanie się bohaterami jako reprezentantami całej żołnierskiej zbiorowości, a nie konkretnymi osobami. Chodziło tu raczej o zachowanie pewnego stopnia anonimowości głównych postaci i wtopienie ich w całą rzeszę swoich rówieśników oraz rodaków.

Dunkierka - Tommy
Takie widoki na plaży zastaje Tommy po przebiciu się przez miasto.
Źródło: filmweb.pl

Oprócz młodych wojaków, sporo czas ekranowego poświęcono również na innych bohaterów, którzy w całości odgrywają równie istotną rolę. W pewnych momentach można odnieść wrażenie, że jeszcze ważniejszą niż wspomniani młodzicy. Akcja z francuskiej plaży i okolicznych wód morskich przenosi się także w dwie inne lokalizacje, co mi osobiście wyjątkowo się spodobało. Nakręca to wydarzenia, które opowiadane są przez filmową fabułę, a najważniejszy jest tutaj fakt, że nic nie dzieje się bez przyczyny i późniejszych konsekwencji odbijających się na losach pozostałych postaci.

Co pewien czas przerzucani jesteśmy na otwarte wody, po których w stronę Dunkierki zmierzają prywatne łodzie, aby wspomóc uciekających przed zagładą brytyjskich żołnierzy. Wśród nich znajduje się łajba z trójką mniej lub bardziej doświadczonych żeglarzy. Wiele sympatii widza skupia na sobie George grany przez Barry’ego Keoghana, który dał pokonać się pokusie przygody i wskoczył w ostatniej chwili na pokład kierujący się ku wojnie. Razem z nim obecni są Pan Dawson (Mark Rylance) oraz Peter (Tom Glynn-Carney). Jeśli uważacie, że dryfowanie po otwartym morzu jest nudnym motywem do ukazania w produkcji wojennej, to z pełną satysfakcją mogę Wam powiedzieć, że bardzo się mylicie.

Dunkierka - Morze i powietrze
Akcja filmu ma miejsce nie tylko na francuskiej plaży, ale i Morzu Północnym oraz w powietrzu.
Źródło: filmweb.pl

Dynamizm akcji odczuwalny jest po części dzięki trzeciej lokalizacji filmowej fabuły, którą są podniebne przestworza dzielące Anglię od Francji. To po nich szybuje kilku pilotów, których poznajemy we wczesnym etapie „Dunkirk”, a następnie co pewien czas powracamy do nich, aby zobaczyć, jak powodzi się ich misja kontrolowania mórz i wybrzeży z poszukującymi ratunku żołnierzami. Za sterami brytyjskich szybowców zasiadają przede wszystkim Collins (Jack Lowden) oraz Farrier (Tom Hardy), których wątki najbardziej będą interesować nas – widzów, a także będą najistotniejsze dla przebiegu wydarzeń ukazanych w filmie. Wszystko to, co dziać się będzie na francuskiej plaży, jak i otwartym morzu oraz na niebie, z biegiem czasu zazębia się i układa w kluczową całość, którą śledzi się z zapartym tchem.

O tym, o co dokładnie chodzi w „Dunkierce” raczej nie muszę się rozpisywać, bo już sam tytuł filmu powinien zapalać lampkę w głowach wszystkich tych, którzy w szkole choć trochę uważali na lekcjach historii. To francuskie miasto zasłynęło z dramatycznych wydarzeń w czasach drugiej wojny światowej, jako że stało się ostatnim punktem nadziei dla wojsk z Wielkiej Brytanii znajdujących się na terytorium sojuszników, które potrzebowały pomocy w walkach z siłami nazistowskimi.

Dunkierka - Komandor
Czekając na cud nawet komandor może stracić nadzieję.
Źródło: filmweb.pl

Właśnie, póki pamiętam! W całym filmie ani razu nie zostaje podkreślone to, kim są napastnicy nacierający na pozbawionych wiary żołnierzy brytyjskich. Za każdym razem określani są jako „wrogowie”, „agresor” lub „nieprzyjaciel”, a nigdy jako „nazista”, czy też po prostu „Niemiec”. Nie wiem, czy to istotna kwestia z perspektywy całego filmu, jednak uważam to za pewną ciekawostkę, o której warto wspomnieć.

Liczebna i jakościowa przewaga wojsk przeciwników sprawiła, że wszyscy pozostali żołnierze armii z wysp zostali zepchnięci na plażę tuż przed Morzem Północnym, które było ostatnią przeszkodą dzielącą ich od bezpiecznego domu. Tam, w Anglii, wojna nie wyglądało tak samo, jak w Europie, gdzie przelewało się morze krwi, a każda noc była nieprzespana ze względu na wszechobecne zagrożenie. Dlatego pozostali wojskowi, którzy oczekiwali na pomoc z własnej ojczyzny, tak bardzo marzyli o szybkim zakończeniu terroru i upragnionym spokoju. Co najlepsze, oglądając film naprawdę czuje się napięcie towarzyszące każdej z setek tysięcy bezradnych osób, którym pozostało już tylko czekać na nadpływające okręty wysłane przez angielskich dowódców albo postrzał ze strony nazistów czyhających w pobliskim mieście.

Dunkierka - Młodzi żołnierze
Sporo uwagi w filmie poświęca się młodym żołnierzom u wybrzeży Francji.
Źródło: filmweb.pl

Zarówno na samym początku, jak i w późniejszych etapach filmu, czujemy niepewność towarzyszącą wszystkim bohaterom. Szczególnie dopingujemy tych, którzy przeżywają katusze u wybrzeży Dunkierki, ale także pozostałym na morzu lub w powietrzu, dla których każda sekunda to walka o życie swoje i rodaków. Kiedy coś idzie niezgodnie z planem i widzimy ogrom tragedii, która dotyka w większości anonimowych dla nas żołnierzy, wypełnia nas poddenerwowanie i żal względem kolejnych komplikacji w ucieczce, która przecież mogłaby pójść o wiele prościej.

W filmie nie brakuje momentów pełnych napięcia i emocji. Gwarantowana jest huśtawka nastrojów, która jest przeze mnie tak bardzo uwielbiana zarówno w filmach, jak i w serialach lub grach komputerowych. W jednym momencie cieszymy się na widok żołnierzy, którzy nareszcie zasiadają na pokładzie ogromnego statku i zajadają kromki chleba wysmarowane dżemem, ale po chwili ponownie staje serce, gdy wszystko trafia szlag i setki osób, które teoretycznie powinny wracać już do domu, zmuszone są do ratunkowego wyskakiwania do morskiej wody i wracania na plażę, by czekać na kolejny ratunek. A to wszystko owiane jest licznymi stratami w ludziach.

Dunkierka - Łódź
Przeprawa przez morze na prywatnej łódce też nie przebiega bez niespodzianek.
Źródło: filmweb.pl

Gdy na niebie rozgrywa się potyczka między szybowcami brytyjskimi a nazistowskimi, zostajemy wgnieceni w fotel pod naciskiem napięcia kipiącego z każdej sekundy rozgrywającej się sceny. Efekty dźwiękowe słyszane podczas manewrowania latającymi pojazdami, strzelania do przeciwników oraz wszystkich innych sytuacji mających miejsce w powietrzu, ale też innych miejscach akcji zawartych w filmie, wpływają tylko i wyłącznie na lepsze doznania czerpane z seansu. Postarano się, aby wszystko brzmiało jak najbardziej realistycznie, oddawało hałas rzeczywistego obrazu wojny i co jest z tym równoznaczne – rzadko kiedy możemy nacieszyć się ciszą płynącą z głośników.

A jeśli już do niej dochodzi, to można mieć pewność, że jest to czysta zagrywka psychologiczna, według której akcja oraz napięcie zmaleją i unormują się, po czym ponownie zostaniemy wrzuceni w wir wojennej brutalności. Szczególnie w pamięci zapadły mi momenty, gdy nagle całe otoczenie wyciszało się, a żołnierze nasłuchiwali narastających dźwięków samolotów szybujących w ich stronę, a następnie pikujących i oddających serie strzałów ku zgromadzonym na plaży lub molo.

Dunkierka - Miasto
Każda chwila spędzona w Dunkierce była walką o przetrwania.
Źródło: filmweb.pl

Moje pierwsze myśli po wyjściu z kina? „Trzyma w napięciu”. Trudno się z tym nie zgodzić, co również kilkakrotnie podkreślałem powyżej. Wszyscy ci, którzy wątpliwi w kolejny sukces Nolana, mogą sobie teraz pluć w brodę, bo reżyser dał kolejne powody, aby uważać go za jednego z najlepszych współczesnych realizatorów. Przynajmniej według mnie, bo jednak każdy film, za który się bierze, wywołuje większość przychylnych opinii i staje się naprawdę popularny na całym świecie. Z „Dunkierką” jest podobnie, a finansowe rezultaty tylko to podkreślają.

Dlatego jeżeli nie mieliście jeszcze okazji zobaczyć wojennego debiutu Nolana, to koniecznie udajcie się do kin. Seanse pewnie jeszcze trwają, a jeśli nie – za horyzontem prawdopodobnie jest już wersja płytowa.

Moja ocena: 8/10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s