Bodyguard Zawodowiec – Wrogów trzymaj blisko

Dopiero od nieco ponad tygodnia testuję „Unlimited”, czyli rewolucyjną usługę sieci kin Cinema City, i już teraz widzę, jak bardzo opłaca się z niej korzystać. Nie tylko z tego względu, że na każdym odbieranym bilecie widzę przyjemne dla oczu zero złotych, ale dzięki programowi odkrywam również, jak wiele można tracić chodząc do kina tylko raz na dłuższy czas. Teraz nie jest mi szkoda czasu i pieniędzy na cotygodniowe nowości, dzięki czemu jestem stale na bieżąco. A to pozytywnie wpłynie również na to miejsce – mój blog.

W piątek, w dzień polskiej premiery, wybrałem się na „Bodyguard Zawodowiec”, którym prawdopodobnie w zwyczajnych okolicznościach niezbyt bym się zainteresował. A już na pewno nie tak, aby kupić zwykły bilet za około dwadzieścia złotych. Tymczasem okazuje się, że byłby to błąd, którego na szczęście udało mi się uniknąć!

Bodyguard Zawodowiec

Ostatecznie na najnowszą komedię akcyjną nie wybrałem się z braku innych możliwości, bo jednak jest ich sporo. Wszystko jest zasługą kilkukrotnego obejrzenia zwiastuna, który często wałkowany był na wielkich ekranach przed innymi seansami, na które wybierałem się wcześniej. Już po pierwszym rzucie oka zwróciłem uwagę na ciekawą obsadę. Ryan Reynolds od zeszłego roku utożsamiany z marvelowskim Deadpoolem oraz Samuel L. Jackson, który od lat jest legendą światowego kina. To chyba jedno z najlepszych połączeń dla tego gatunku produkcji. I tak oto po kolejnych wyświetleniach trailera byłem pewien, że tych dwóch panów zrobi świetne show wybijające się ponad przeciętne filmy akcji. Wiedziałem, że muszę to zobaczyć.

Po seansie moja głowa była pełna rozmaitych myśli. W większości bardzo pozytywnych, co nawet dla mnie jest niemałym zaskoczeniem. Zdarzało się, że moje podejście do tego gatunku kina było nieco zdystansowane i momentami stereotypowe. Sądziłem, że większości z nich, poza małymi wyjątkami, jest do siebie bliźniaczo podobnych i raczej nic nie zdoła mnie zaskoczyć. Cóż, „Hitman’s Bodyguard” jednak się udało, bo z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że był to dotychczas najlepszy film, jaki w tym miesiącu widziałem. A obejrzałem nawet „Valeriana”, na którego długo czekałem.

Bodyguard Zawodowiec - Duet
Kto oprze się takiemu duetowi na wielkim ekranie?
Grafika: imdb.com

Pozostając cały czas przy obsadzie produkcji, potwierdziło się to, czego spodziewałem się jeszcze przed seansem. Nie ukrywam, że przede wszystkim to właśnie dla aktorów występujących w filmie zdecydowałem się poświęcić niemal dwie godziny temu tytułowi.

Okazuje się, że był to strzał w dziesiątkę, jako że wspomniani wcześniej Reynolds i L. Jackson tworzą naprawdę barwny, wyróżniający się i wyjątkowo zabawny duet, co prawdopodobnie jest zasługą dobrze napisanego scenariusza, ale także samych dwóch panów. Ich aktorskie umiejętności i spory potencjał komediowy można było zauważyć w co najmniej paru wcześniejszych filmach z ich udziałem. Ten pierwszy to przede wszystkim specjalista w gatunku humorystycznym, który stanowi większość jego filmografii, zaś drugi niejednokrotnie pokazał szeroki wachlarz swoich zdolności. Jacksona i filmy, w których grał, zna chyba każdy.

Bodyguard Zawodowiec - Bryce i Kincaid
Chcąc nie chcą, tych dwóch panów jest teraz zdanych na siebie.
Grafika: imdb.com

Bohaterowie, w których się wcielają, to Michael Bryce i Darius Kincaid. Pierwszy z nich był swego czasu najlepszym (wysoko) płatnym ochroniarzem, dla którego nie było misji niemożliwych. Strzec mógł dosłownie każdego, o ile wiedział, że mu się to opłaca. Współpracował z największymi amerykańskimi (i prawdopodobnie nie tylko) agencjami rządowymi i pozarządowymi, co świadczyło o jego niezawodności i wysokim statusie zawodowym. To wszystko było prawdą do czasu, gdy przydarzyło się mu jedno potknięcie, które obróciło karierę do góry nogami i z ochroniarza najwyższej klasy stał się strażą przyboczną ledwo wiążącą koniec z końcem.

Bodyguard Zawodowiec - Bryce
Niegdyś najlepszy na świecie, teraz nisko zdegradowany. Oto ochroniarz Bryce.
Grafika: filmweb.pl

Za to postać L. Jacksona to ktoś, kto (jakby się wydawało) nie ma żadnych zahamowań przed zrobieniem lub powiedzeniem czegokolwiek. Nie ma się co dziwić, skoro Kincaid to jeden z najniebezpieczniejszych ludzi na świecie mający na koncie setki wymordowanych. Jedni bardziej zasłużenie, drudzy mniej. Będącemu w niewoli przestępcy złożona zostaje oferta, dzięki której może pomóc swojej wybrance serca. Swoją drogą – równie niemoralnej i szalonej. Co do samego Dariusa, pomimo swojej nieobliczalności sprawia wrażenie całkiem fajnego i wyluzowanego gościa o nieprzeciętnym poczuciu humoru. Idealnie wpasowuje się w upodobania większości widzów swoim stylem bycia.

Bodyguard Zawodowiec - Kincaid
Gościa nie da się nie lubić. Chyba, że jest się jego kolejną ofiarą…
Grafika: filmweb.pl

Główny wątek fabularny filmu? Części światu zagraża maniakalny tyran będący prezydentem Białorusi (jak film sam pokazuje, nie każdy musi wiedzieć co to za kraj, bo w cudzysłowie dodana zostaje notka, że to dawna republika ZSRR). On i rzesza jego zwolenników posługujących się językiem rosyjskim mają jednak kłopoty, bo przeciw słowiańskiej głowie państwa toczy się proces o najwyższym międzynarodowym szczeblu. Wydawać by się mogło, że odsunięcie go od władzy i odpowiednie ukaranie za niehumanitarne rządy to tylko kwestia czasu, jednak okazuje się, że dowody są niewystarczające. Wtedy ostateczna nadzieja spoczywa w człowieku, którego nigdy nie chciano by wypuszczać zza krat – w samym Kincaidzie.

W tym momencie los łączy głównych bohaterów, których zadaniem jest przebycie setek kilometrów do Hagi w Holandii, gdzie aktualnie trwa długi proces. Ochroniarz Bryce musi zrobić wszystko, aby wypełnić misję przetransportowania mordercy i jednocześnie najważniejszego świadka mogącego zeznawać przeciwko białoruskiemu totalitaryzmowi. Warto zaznaczyć, że pomimo przyświecania tego właśnie celu, każdy z nich ma swoje własne i osobiste powody, dla których chcą pomyślnie wykonać misję. Jednak o tym przekonacie się podczas seansu.

Bodyguard Zawodowiec - Uwaga
Bezpieczne przetransportowanie Kincaida to wcale nie taka prosta sprawa…
Grafika: imdb.com

Jednym z najważniejszych elementów filmu są relacje, jakie zachodzą między Bryce’m oraz Kincaidem. Łatwo zauważyć, że w swoim zachowaniu są niczym yin i yang. Cech wspólnych mają niezwykle mało, o ile w ogóle jakieś istnieją. Były najlepszy ochroniarz ma zasadę, że nim zacznie działać, musi wszystko dokładnie rozplanować. Jeśli coś pójdzie nie po jego myśli – zawsze zamiera na kilka chwil, aby w głowie wszystko jak najrozsądniej przekalkulować. Tymczasem wiezień nie traci ani sekundy i po prostu robi to, co uważa za najbardziej odpowiednie. Instynktownie i szybko. A co w tym najciekawsze – takie podejście zazwyczaj mu się opłaca. W wyniku tego bohaterowie tworzą dwie bardzo odmienne kreacje, wręcz kontrastujące ze sobą, ale ostatecznie całkiem dobrze się dopełniają, dzięki czemu my zyskujemy intensywne i ciekawe kino, a oni sami kolejne nadzieje na sukces misji.

We wspomnianego wcześniej białoruskiego tyrana, wobec którego trwa międzynarodowy proces, wciela się zasłużony aktor Gary Oldman. Niezapomniany Syriusz Black z „Harry’ego Pottera” lub Dracula zrobił na planie kawał dobrej roboty, jako że wykreowany przez niego Dukhovich (w polskiej wersji Duchowicz) to naprawdę charakterystyczny antagonista, mający w sobie coś, co zarówno intryguje, jak i skutecznie zniechęca do tej postaci. Jest niepohamowany i maniakalny, dzięki czemu wprowadza sporo zamieszania w całym filmie. Jednak nie obeszło się bez jakichś minusów, wśród których na pewno jest kontynuowanie amerykańskiego stereotypu „jak zły, to z Europy wschodniej”. Rosjanie od dawien są uznawani za typowy dla kina wizerunek niegodziwców, co i tym razem się nie zmienia. Mimo, że postawiono na Białoruś, to i tak wyeksponowano ją jako pochodną rosyjskiej federacji.

Bodyguard Zawodowiec - Duchowicz
Największym zagrożeniem dla bohaterów jest Duchowicz i jego białoruscy zwolennicy.
Grafika: filmweb.pl

Pozostając nadal przy filmowej obsadzie, nie można pominąć także udziału na planie dwóch uzdolnionych i pięknych kobiet. Jedną z nich znają chyba wszyscy, bo to nikt inny jak Salma Hayek, czyli już pięćdziesięcioletnia meksykańska gwiazda, u której patrząc na posturę trudno jest uwierzyć w wiek. W „Bodyguard Zawodowiec” wcieliła się w wybrankę serca Kincaida, której kilka scen z więziennej celi to gwarancja humorystycznych doznań. I te jej wtrącenia w języku hiszpańskim, z których jest tak znana!

Zaś po stronie Bryce’a jest jego niedzisiejsza miłość – Amelia Roussel, która została zaprezentowana przez mniej znaną Elodie Yung. Francuzkę kojarzę głównie z roli Electry w drugim sezonie serialu „Daredevil”, gdzie pokazała się ze świetnej strony, a w omawianej akcyjnej komedii również nie zawodzi.

Bodyguard Zawodowiec - Sonia i Amelia
Do tych pań należą serca dwóch głównych bohaterów. Sonia Kincaid i Amelia Roussel.
Grafika: filmweb.pl

O samym filmie i tym, co w nim zobaczymy, można powiedzieć, że po prostu dzieje się tu dużo. Jak już przystało na kino tego gatunku, mamy co najmniej kilka wymian ognia między tymi złymi a dobrymi, występują również pościgi samochodowe (i nie tylko), których napięcie wciska w fotel, a przede wszystkim nie zrezygnowano z pokaźnej ilości krwi. Ginie sporo osób, mniej lub bardziej znaczących dla fabuły, a to wszystko owiane jest czerwoną posoką, wybuchami lub innymi dobrze nam znanymi efektami specjalnymi.

Jest jednak pewne „ale”! Twórcy nie poszli w stronę widowiska od początku do końca napakowanego akcją. Tak jak wspomniałem, spektakularnych scen nie brakuje, ale nie zrezygnowano z momentów spokojniejszych i stabilniejszych. Znaleziono czas na urywki przegadane lub rozwijające bardziej ludzkie i psychologiczne aspekty głównych bohaterów. Tutaj pogadają o miłości (o której więcej zaraz), tutaj o swoich zawodowych wzlotach i upadkach, a nawet niejednokrotnie pojawią się niespodziewane i kluczowe wymiany zdań, które napędzą dalszą akcję. Wszystko to zostało wyważone w sposób przemyślany, dzięki czemu film nie jest ani bezmózgą rozrywką dla masy, ani głębokim i trudnym do przełknięcia dramatem.

Bodyguard Zawodowiec - Ucieczka
Pościgi będą tutaj codziennością. Zdarzy się nawet, że i łodzią trzeba będzie uciekać.
Grafika: filmweb.pl

A skoro wspomniałem już o największym uczuciu wśród istot żywych – na tapetę wzięto nie tylko zawodowe wzmagania twardych facetów, którzy nie boją się posługiwać bronią. Zapamiętano, że każdy człowiek jest… człowiekiem i też ma swoje prywatne oraz emocjonalne potrzeby czy rozterki. Tak oto pewna część filmu poświęcona została wątkom miłosnym zarówno u Bryce’a, jak i Kincaida. Ten pierwszy boryka się z rozłąką ze swoją dawną ukochaną, a drugi wciąż darzy swoją namiętnym uczuciem (z odwzajemnieniem), jednak ich mordercza natura nie pozwala na zjednanie się. Trudno o to, gdy jedno i drugie jest na celowniku największych agencji bezpieczeństwa.

W każdym razie nie będzie błędem zsumowanie filmu do trzech najważniejszych aspektów. Akcji, miłości i humoru. Każdy z nich znajduje swoje pięć minut, które są bardzo ważne dla całości produkcji. W tym przypadku zdecydowanie się na bardziej humorystyczne elementy było udanym krokiem twórców. Dobrali aktorów tak dobrze, że nie mogło się to nie udać. Jak już wspomniałem, Reynolds i L. Jackson są świetni w tym, co robią i zawsze dają z siebie sto procent. Do tego dołożono całkiem niegłupi scenariusz zawierający niegłupie gagi, dialogi, zabawne sceny i motywy, co ostatecznie przełożyło się na naprawdę zjadliwy i strawny film akcji o zabarwieniu komediowym. I co ważne – humor nie jest tu na siłę wypychany na pierwszy plan. Choć są momenty wręcz kuriozalne, to nadal mamy świadomość, że jesteśmy w środku poważnej jatki.

Bodyguard Zawodowiec - Miłość
Nawet w najbrutalniejszych realiach znajdzie się miejsce na prawdziwą miłość…
Grafika: filmweb.pl

Wspominając wcześniej o Reynoldsie jako odtwórcy jednej z głównych ról, trudno było mi nie napomknąć o filmie „Deadpool”, w którym grał tytułową postać. I to nie tylko z tego względu, że jest z niej obecnie bardzo znany. Mam wrażenie, że mały odsetek charakterystycznych elementów dla ekranizacji komiksowego herosa przemycił również tutaj, do „Hitman’s Bodyguard”. Czułem to w szczególności za sprawą kilku humorystycznych scen, które równie dobrze pasowałyby do poprzedniego filmu Reynoldsa, ale także dzięki muzyce, której nie zepchnięto na najdalszy i najmniej znaczący plan. Uwielbiam, gdy produkcje kinowe kładą większy nacisk na ścieżkę dźwiękową i jestem w pełni zadowolony, że i tutaj znalazło się kilka kultowych utworów, jak i parę mniej znanych, które po prostu świetnie wpasowały się w daną filmową sytuację. Chyba na długo zapamiętam moment, gdy w tle rozbrzmiał leciwy hit „I Want to Know What Love is”. Doskonale zdacie sobie sprawę dlaczego, gdy tylko usłyszycie tę melodię.

Bodyguard Zawodowiec - Motor
Ach tak, jazdy na motorze też nie zabraknie!
Grafika: filmweb.pl

Jak krótko i zwięźle mogę podsumować „Bodyguard Zawodowiec” jednoznacznie polecając go Wam? Jest to zdecydowanie jeden z najlepszych, o ile nie najlepszy, film akcji ostatnich lat, który spokojnie wyróżnia się spośród typowych praktyk realizatorskich dla gatunku. Uświadamiam Wam to ja, czyli osoba, która co jak co, ale do kina akcyjnego podchodzi z dystansem. Na plus działa tutaj także nieco większa szczypta komedii, dlatego trudno znaleźć mi powody, przez które możecie mieć wątpliwości co do zakupu biletu.

Najbardziej w produkcji zaboleć może to, na co zwróciłem już uwagę, a więc szablonowość antagonisty filmu. Myślę, że wyobraźnia ludzka nie jest na tyle ograniczona (nawet wśród Amerykanów) i spokojnie czarnym charakterem można zrobić kogoś spoza wschodniej Europy. I oczywiście jeszcze jeden klasyk – celność przeciwników na poziomie przedszkolaków. Przygotujcie się, że dziury po kulach zobaczycie dosłownie wszędzie, tylko nie tam, gdzie faktycznie być powinny. Ale do tego już przywykliśmy 😉

Bodyguard Zawodowiec - Zakonnice
Przykład sceny humorystycznej z udziałem zakonnic.
Grafika: filmweb.pl

P.S. Jeszcze małe ciekawostki dla tych, którzy może sami nie zwrócili na to uwagi. Oficjalny plakat filmu jest bezpośrednim nawiązaniem do produkcji z 1992 roku pod tytułem „The Bodyguard” z Kevinem Costnerem i Whitney Houston w głównych rolach. Tak samo odniesienie widoczne jest w tytule, w którym posłużono się słowem „bodyguard”. Zaś polska wersja nazwy (czyli „Bodyguard Zawodowiec”) to nic innego jak hołd w stronę kultowego „Leona zawodowca”. Ach, te filmowe smaczki 😃

Moja ocena: 8/10

Reklamy

3 myśli na temat “Bodyguard Zawodowiec – Wrogów trzymaj blisko

  1. co to jest ‚komedia akcyjna’?
    valerian to shit najgorszego sortu, więc nie ma co sie odnosić do tego
    składnia zdań w twoim wykonaniu to jakaś masakra, interpunkcja też nie na najwyższym poziomie…
    przeczytałem połowę i odpuściłem, strasznie męczy twoja pisownia

    ps; ale film naprawdę świetny, 8/10 ;)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s