Kolejnych 6 krótkich filmów, które zapadają w pamięć

Często niedoceniane, a w rzeczywistości to małe dzieła sztuki. Tym bardziej, że prawdopodobnie trudniej jest stworzyć dobry film trwający kilka, a nie kilkadziesiąt minut. Oprócz fenomenalnego pomysłu na scenariusz i samą realizację, potrzebne jest logiczne myślenie i planowanie. Co z tego, jeśli reżyser ma wizję, ale nie da rady upchać jej w ograniczonej liczbie scen? Gdy odpowiedzialnym jest się za obraz pełnometrażowy, granic czasowych praktycznie nie ma. Ewentualnie zależą one od finansów. Film może trwać od nieco ponad godziny aż do trzech i więcej.

Tymczasem krótkometrażówki nie mają tak dobrze. O ile dolna granica nie istnieje (nawet iluś sekundowe nagranie może być rozpatrywane jako produkcja krótkiej projekcji), to z górną jest już większy problem. Sztywnego maksimum nie ma, jednak reżyserskie wyobrażenie musi być skondensowane w jak najkrótszym czasie. Z reguły słysząc wyrażenie „film krótkometrażowy” nasuwa nam się na myśl jakieś 10-20 minut. I prawidłowo, jednak nie należy zapominać, że i te nieco dłuższe obrazy mogą załapać się na to miano. Wszystko zależy od subiektywnych opinii, jednak specjaliści są zgodni co do tego, że termin „krótkometrażówka” kończy się na maksymalnie jednej godzinie. Później film cechuje się pełnym czasem projekcji.

Kolejnych 6 krótkich filmów

Jednak to nie czas ani miejsce na teoretyczne podejście do tematu. Dzisiaj chciałbym nawiązać do zeszłorocznego tekstu. Po letniej przerwie przedstawiłem Wam sześć krótkich filmów, które znajdują się (nawet teraz) na liście moich ulubionych. Ale nie był to kompletny spis, bo godnych polecenia produkcji o podobnym czasie trwania jest znacznie więcej. W związku z tym czytacie teraz drugą odsłonę zapadających w pamięć krótkometrażówek. Ponownie wyodrębniłem ich sześć, choć ciekawych znalazłem więcej. Kto wie, może kiedyś jeszcze o nich napiszę 😉


„Signs” (2008)

Rok temu z pełnym entuzjazmem poleciłem Wam disneyowską animację „Paperman”, która podbiła serca tysięcy widzów na całym świecie. Była pozbawiona barw, prosta, ale zarazem przyjemna dla oczu. Zawierała szczyptę magii i oczywiście wątek miłośny, który jest ponadczasowym motywem emocjonalnym. Okazuje się jednak, że pomysł na krótkometrażówkę nie był na tyle oryginalny i wyjątkowy, jak mogłoby się wydawać. Podobną historyjkę ukazano w innym kilkuminutowym obrazie sprzed dziewięciu lat – „Signs”.

Kolejnych 6 krótkich filmów - Signs
W jaki sposób kontaktować się z wybranką serca z sąsiedniego budynku?
Grafika: stmia.wordpress.com

Tutaj jednak nie wystąpili rysunkowi bohaterowie (jak na studio Disneya przystało), lecz aktorzy wcielający się w młodych i zapracowanych ludzi. Ciekawy jest fakt, że reżyserem był Patrick Hughes, który swoją realizatorską karierę ma skromną, ale nie byle jaką. Po „Signs” wyreżyserował zaledwie trzy filmy – niezbyt głośne „Red Hill” w 2010, wyczekiwanych „Niezniszczalnych 3” w 2014 oraz najnowszego „Bodyguarda Zawodowca”, którego miałem przyjemność recenzować parę tygodni temu.

Początek reżyserskiej kariery Hughesa zawarł zaledwie dwójkę aktorów w obsadzie. Kastie Morassi zagrała Stacey, a Nick Russell – Jasona. Dwanaście minut produkcji opowiada o pewnym introwertyku pracującym w biurowcu, który dzień w dzień zajmuje się dokumentacją. Pewnego razu, wyglądając przez okno na sąsiedni budynek, zauważa pracującą tam piękną kobietę. Z czasem ośmiela się komunikować z nią za pomocą kartek papieru, których oboje mają pod dostatkiem. Prawie jak w „Papermanie”, prawda? Jednak na tym opowieść się nie kończy, jako że życie nie zawsze jest takie proste. Ale dalszy ciąg wydarzeń musicie zobaczyć sami.


„Cyrk motyli” (2009)

Kto nie widział tej niemal dwudziestominutowej produkcji, niech koniecznie nadrobi ją już za chwilę. Jeśli chodzi o dramaty krótkometrażowe, „Cyrk motyli” jest jedną z podstaw gatunku. Choć ma zaledwie osiem lat, to już zapisał się na łamach kultowych reprezentantów tej dziedziny. Po seansie sami zobaczycie, że w zupełności nie można się temu dziwić. Film jest zrealizowany w sposób, którego nie powstydziłby się żaden obraz kinowy w pełnym metrażu. Zarówno ujęcia, jak i praca kamery oraz montaż stoją tutaj na naprawdę wysokim, wręcz zadziwiającym poziomie. Czas trwania filmu ucieka bardzo szybko, przez co ostatecznie czuje się niedosyt z faktu, że to już koniec. Chciałoby się zobaczyć dłuższą, jeszcze bardziej rozbudowaną historię!

Kolejnych 6 krótkich filmów - Cyrk motyli
Każdy człowiek ma w sobie coś niezwykłego.
Grafika: imdb.com

„Cyrk motyli” został nakręcony przez Joshuę Weigela, który na swoim koncie ma jeszcze mniej tytułów już wcześniej wspominany Patrick Hughes. „Stained” i „Snare” również reprezentują gatunek krótkometrażowy, jednak żaden z nich nie odniósł takiego sukcesu, jak ostatni z trzech filmów Weigela. Obsada aktorów jest niezwykle bogata, co zostało wymuszone przez skupienie historii na zespole cyrkowym. Każdy z artystów znajduje swoich kilka chwil na ekranie, dzięki czemu nie czujemy do nich dystansu i nie nastawiamy się jak do bezimiennych oraz bezwartościowych osób. Jednak najwięcej uwagi skupia na sobie dwóch mężczyzn – właściciel cyrku motyli Pan Mendez oraz wyjątkowy Will.

Właśnie o ów wyjątkowość chodzi w całym filmie. Artyści cyrkowi podróżują po całym kraju i występują dla licznych publiczności. Są znani, szanowani i podziwiani za swoje umiejętności. Pewnego razu natykają się na festyn, w którym zorganizowano pokaz ludzi nieprzeciętnych. Wśród nich znajdują się skrajne przypadki, które odbiegają od społecznych norm. Przesadna otyłość, wytatuowane ciała i niepełnosprawność. Reprezentantem tych ostatnich jest Will pozbawiony wszystkich kończyn. Całe życie jest wyśmiewany i lekceważony przez ludzi zwyczajnych. Znosił to przez lata, jednak po pojawieniu się Pana Mendeza, postanawia zmienić swoje życie i decyduje się na wyruszenie wraz z cyrkiem motyli. To jednak dopiero początek przygody, która go czeka…


„Vincent” (1982)

Co jak co, ale trochę klasyki nam się przyda. Choć współczesne możliwości dają lepsze i szersze pole do popisu dla twórców wszelkiej maści, to nie należy zapominać o starych czasach, które były fundamentami rozwoju różnych dziedzin życia. W tym oczywiście kinematografii, a nawet ściślej pisząc – krótkometrażówek. Choć 1982 rok to w sumie dość zaawansowany etap ów filmów, to z perspektywy czasów obecnych można uznać go niemal za prehistorię. Szczególnie, jeśli obejrzy się produkcje pokroju „Vincenta”, które ani trochę nie grzeszą jakością i wymagają od nas czujnego oka, aby w niektórych scenach połapać się, o co chodzi.

Kolejnych 6 krótkich filmów - Vincent
‚Vincent” zachowuje charakterystyczną stylistykę filmów Burtona.
Grafika: imdb.com

Sugerowany tutaj film nie jest pierwszym lepszym. Nie tylko ze względu na pomysł fabularny, o którym za chwilę, ale i również dzięki jego twórcy. Reżyserem „Vincenta” jest nikt inny, jak Tom Burton, czyli niezwykle zasłużony i wyjątkowy realizator filmowy. W swoim dorobku ma już masę tytułów, zarówno starych (kultowy „Sok z żuka”), jak i nowych („Alicja w Krainie Czarów” lub „Osobliwy dom Pani Peregrine”). Słynie ze swojego niepowtarzalnego stylu reżyserskiego. Większość jego produkcji czerpie garściami z estetyki czarnego humoru, groteski i gotyku. Doskonale wiedzą, co mam na myśli, wszyscy, którzy mieli przyjemność oglądać filmy Burtona. Mają one dziesiątki cech charakterystycznych, które wykorzystane są praktycznie w każdym kolejnym projekcie reżysera. Sceny przy stołach, podteksty gotyckie, długie nogi i blade twarze animowanych bohaterów to tylko część znaków rozpoznawczych jego twórczości.

A te niezwykle łatwo jest zauważyć w „Vincencie”, czyli sześciominutowej animacji o nieco psychologicznym podłożu. Głównym bohaterem jest zaledwie siedmioletni tytułowy chłopak, który ma dość nietypowe marzenie. Chce być jak jego imiennik Vincent Price – niegdyś znany amerykański aktor występujący w filmach grozy. Chłopiec nie tylko chce osiągnąć swój cel, ale już cały czas o nim myśli i dąży do niego. Stąd podziwiamy na ekranie różne przeraźliwe plany i pomysły siedmiolatka, które w płynny sposób są zestawiane z jego rzeczywistym, codziennym życiem pozbawionym wyobraźni. Całość dopełnia przyjemny głos narratora, który rymując opowiada o tym, co siedzi w głowie małego Vincenta.


„Gadające głowy” (1980)

Kolejnym klasykiem wśród filmów krótkometrażowych jest polski obraz zrealizowany przez Krzysztofa Kieślowskiego – niezwykle znanego i uznanego dokumentalisty, który odszedł w 1993 roku. Pozostawił jednak po sobie bogatą filmografię, która do dzisiaj jest podziwiana i przedstawiana jako kultowe oraz ponadczasowe dzieła, z których należały czerpać inspiracje. „Gadające głowy” obejrzałem dopiero na studiach, gdy podczas jednych z zajęć na dziennikarstwie prowadząca warsztaty chciała zapoznać nas z twórczością Kieślowskiego. Dokument z 1980 roku przedstawiła jako pierwszy i opisała jako prawdopodobnie najprostszy jeśli chodzi o pomysł i realizację.

Kolejnych 6 krótkich filmów - Gadające głowy
Dokument ukazuje moralność Polaków z przełomu lat 70. i 80. ubiegłego wieku.
Grafika: youtube.com/watch?v=Mwa_JGQB9Xg

Produkcja licząca sobie czternaście minut przedstawia nam Polaków w różnym wieku. Każdy z nich na co dzień zajmuje się czymś innym, pochwalić się może odmiennym stopniem zamożności lub indywidualności. Jednak wszystkich zestawiono w jednej, identycznej sytuacji. Na twarze bohaterów skierowano kamery, przez co wydaje się, jakby przez cały film mówiły do nas same głowy bez reszty ciała, której najzwyczajniej nie widać w kadrach. Kieślowski zadawał wówczas swoim rozmówcom cztery niezwykle proste pytania – „W którym roku się urodziłeś?”, „Kim ty jesteś?”, „Co jest dla ciebie najważniejsze?” i „Czego byś chciał?”. Na pozór odpowiedzi również powinny nie sprawiać problemu, a w rzeczywistości udało się zaobserwować różne ciekawe stanowiska i poglądy.

Pytania te Kieślowski zadał w 1979 roku setkom Polaków, a do filmu wybrał zaledwie kilkadziesiąt. Nagranych rozmówców uporządkował zgodnie z wiekiem – od najmłodszego (niemowlaka) do najstarszego (stuletniej staruszki). Efekt końcowy „Gadających głów” może zaciekawić niejedną sceptycznie nastawioną osobę. Mogłoby wydawać się, że pomysł na film był słaby i nieciekawy, jednak zdecydowanie najbardziej istotnym elementem nie jest tutaj to, co widzimy, lecz to, co słyszymy. Przekrój mentalności i podejścia Polaków w tych zaledwie czternastu minutach pozostawia z wieloma myślami w głowie.


„Ambicja” (2014)

Czym byłoby rozprawianie o filmach krótkometrażowych bez wspomnienia o twórczości Tomasza Bagińskiego? O jego produkcjach napisałem już rok temu, kiedy to minęło parę miesięcy od premiery „Smoka” i „Twardowsky’ego”, czyli dwóch tytułów powstałych we współpracy z serwisem Allegro. Kilka zdań napisałem również o „Katedrze” z 2002 roku, która stała się już jedną z najważniejszych wizytówek polskiego reżysera. Można jednak powiedzieć, że Bagiński łapie wiatr w żagle i ani na moment nie porzuca swojego wizjonerstwa. Jest to odpowiednie określenie, jeśli pod uwagę weźmiemy niektóre jego filmy, które swoją nieszablonowością i sposobem realizacji wyróżniają się na tle większości krótkometrażówek, a może nawet i tych o długim czasie projekcji.

Kolejnych 6 krótkich filmów - Ambicja
Tomasz Bagiński lubi zabierać widzów w kosmos.
Grafika: max3d.pl

Nie da się ukryć, że jednym z ulubionych gatunków reżysera jest science-fiction, czego dowodem są wspomniane projekty we współpracy z Allegro, ale i parę innych tytułów, wśród których znaleźć można „Ambicję”. Film liczący sobie zaledwie siedem minut jest dość młody, jako że premierę miał zjedynie trzy lata temu. Zdjęcia do niego powstawały między innymi na Islandii i w Irlandii, a na planie zaangażowała się w niego tylko dwójka aktorów. Młoda Włoszka Aisling Franciosi wcieliła się w rolę Uczennicy, której mentorem został Aiden Gillen. Nazwisko to być może jest znane miłośnikom „Gry o tron”, którzy podziwiać mogli aktora jako jedną z kluczowych postaci całej serii – Petyra „Littlefingera” Baelisha. Mężczyzna już wtedy był rozpoznawany dzięki tej roli, co jeszcze bardziej podkreśla wyjątkowość obsady, jaką udało się zebrać Bagińskiemu.

A o czym jest sama „Ambicja”? Krótka opowieść przedstawia scenę rozgrywającą się w galaktyce, w której znajduje się dwójka bohaterów. Podopieczna Mistrza stara się o jak najlepsze przyswojenie wiedzy na temat nanotechnologii, aby następnie bezproblemowo móc nią władać i tym samym dowieść swojego potencjału oraz posiadanych umiejętności. Przez cały czas jest bacznie obserwowana przez szkoleniowca. Dużo więcej napisać nie mogę, bo w tym przypadku wyjątkowo łatwo byłoby o zdradzenie istotnych szczegółów. Nic dziwnego, skoro obraz ma zaledwie parę minut. Jednak zdecydowanie warto poświęcić ten czas na obejrzenie, bo już same efekty komputerowe i wygenerowany świat robią piorunujące wrażenie.


„Kinematograf” (2009)

Ostatnia z propozycji w tym zestawieniu również wyszła spod skrzydeł polskiego reżysera specjalizującego się w krótkometrażowych produkcjach. Tym razem jest ona nieco starsza od „Ambicji”, bowiem nie sprzed trzech lecz ośmiu lat. Z tego co zdążyłem wysłuchać lub wyczytać, podejścia do „Kinematografu” są skrajnie różne. Pomimo tego, że większość widzów wciąż docenia i wysoko stawia sobie twórcze zapędy Tomasza Bagińskiego, to nie brakuje również małej, ale wciąż zauważalnej krytyki. Prawdopodobnie wynika to z tego, że ów produkcja pod względem oryginalności i pomysłu na scenariusz może lekko zawodzić. O ile postacie i główny zarys fabuły nie są typowo sztampowe i oklepane, o tyle następujące po sobie wydarzenia i ich finalnej rozwiązanie mogą pozostawić niesmak dla tych, którzy oczekują czegoś więcej niż chwilowa emocjonalna huśtawka.

Kolejnych 6 krótkich filmów - Kinematograf
Pracoholizm to poważna choroba. Przekonuje się o tym ten oto wynalazca.
Grafika: filmweb.pl

„Kinematograf” liczący sobie zaledwie dwanaście minut to animowany dramat, którego głównymi bohaterami są Francis oraz Elizabeth. Ten pierwszy jest wynalazcą i geniuszem, którego można spokojnie mianować pracoholikiem. Cały swój czas w ciągu dnia i nocy poświęca na dopieszczanie rewolucyjnego prototypu – kinematografu. Wyczuwa w nim ogromnych rozmiarów potencjał, jako że podobnego jeszcze nikt do tej pory nie opatentował. Problem jednak w tym, że zatracając się w pracy zapomina o przyziemnych, ważnych dla zwykłego człowieka sprawach i problemach. Na nieco uwagi zasługuje jego żona – wspomniane Elizabeth, która ukrywa przed ukochanym pewien nieprzyjemny fakt.

Resztę musicie zobaczyć sami, aby efekt końcowy był jak najbardziej odpowiedni do tego zamierzonego przez Bagińskiego. Nie można zaprzeczyć temu, że „Kinematograf” jest krótkometrażówką nakierowaną na uczucia widza. W ciągu kilkunastu minut można doświadczyć ich co najmniej kilka, jednak traci na tym oryginalność i nieprzewidywalność fabuły. Takie zdanie podziela wielu, ale Wam zalecam wyrobienie własnego.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close