„Thor: Ragnarok” – Szukając swego ja we wszechświecie

Po raz pierwszy w życiu odczuwam niepohamowaną ochotę na obejrzenie w kinie jakiegoś filmu po raz drugi. Nigdy mi się to nie zdarzyło, ale teraz jestem przekonany, że nim „Thor: Ragnarok” zostanie zdjęty z wielkich ekranów w naszym kraju, zobaczę go ponownie. Panie i panowie, najnowsza wysokobudżetowa produkcja Marvel Studios przełamuje grube lody serii o Bogu Piorunów!

Thor: Ragnarok - recenzja

Ci, którzy na bieżąco śledzą kinowe uniwersum superbohaterów lub sukcesywnie nadrabiają zaległości w tej tematyce, na pewno zetknęli się już z dwoma solowymi tytułami o Thorze. Oba, choć jeśli chodzi o kino science-fiction pozostają dobre, to jednak nie zachwyciły większości widzów. Oczekiwano od nich więcej, a otrzymaliśmy produkcje bardziej przeciętne niż wciskające w fotel. O ile pierwsza odsłona z 2011 roku była ciekawym i przyjemnym przedstawieniem postaci oraz nakreśleniem jej kreacji, o tyle w „Mrocznym świecie” niestety nie wykorzystano potencjału drzemiącego w komiksowym bohaterze. Mimo tego, że predyspozycje do świetnego filmu były na wyciągnięcie ręki.

Teraz, gdy jestem już po seansie „Ragnaroka”, lubię wmawiać sobie, że dwie poprzednie produkcje o Thorze specjalnie nieco zaniżały poziom kinowego uniwersum Marvela tylko po to, aby trylogia zakończyła się fenomenalnym, widowiskowym i doskonałym w każdym detalu obrazem. Nie, nie piszę tego będąc wciąż oszołomiony po rychłym wyjściu z kina. Zdążyłem już ochłonąć, a wciąż nie potrafię wyjść z podziwu dla tych dwóch godzin, które spędziłem w samym środku sali kinowej.

Pech, z jakim mierzyła się seria o nordyckim bogu, zmusiła włodarzy filmowego studia Marvela do eksperymentowania z reżyserami odpowiedzialnymi za każdą z kontynuacji przygód herosa. Szybko zrezygnowano z Kennetha Branagha, spod którego skrzydeł sześć lat temu ukazała się origin story o Thorze. Postawiono wówczas na Alana Taylora, który o ile z kręceniem odcinków „Gry o tron” nie ma najmniejszego problemu, o tyle nie wykazał się na planie „Mrocznego świata” i zawiódł oczekiwania. Aż cztery lata musiały minąć, nim doczekaliśmy się wisienki na nordyckim torcie. Ciężkie brzemię przejął Nowozelandczyk Taika Waititi będący wciąż aktywnym aktorem i stale rozwijającym się reżyserem. Na miesiące przed premierą „Thora: Ragnaroka” można było mieć pewne obawy co do tego, jak poradzi sobie z zawieszoną wysoko poprzeczką przez zawiedzionych poprzednimi częściami fanów, jak i wszystkie pozostałe marvelowskie ekranizacje. Teraz jednak najszczerzej gratuluję i dziękuję za ten wybór.

Thor: Ragnarok - Thor
Blond Bóg Piorunów powraca w swoje rodzinne strony.
Źródło: filmweb.pl

Już materiały promocyjne na długi czas przed październikową premierą nie ukrywały, że najnowszy film o Thorze będzie posiadał bardzo wyjątkowy klimat, a co najważniejsze – odmienny od „jedynki” i „Mrocznego świata”. Postawiono tutaj na coś, co określa się jako psychodelię i motyw lat osiemdziesiątych. Zgadzali się z tym sami twórcy, którzy również podkreślali, że jest to swoisty ukłon w stronę wieloletnich prac rysownika Jacka Kirby’ego – legendarnego już w swoim kręgu twórcę wielu komiksowych bohaterów, w tym samego Thora.

Oglądając „Ragnarok” nie da się temu zaprzeczyć. Miłośnicy rysunkowych przygód sprzed dekad na pewno od razu zauważą liczne nawiązania do ówczesnej stylistyki i klimatu powstałych zeszytów, a jeśli ktoś nie miał z nimi bliższej styczności – i tak spostrzeże i najprawdopodobniej doceni wyjątkowość wizjonerstwa Waititiego. To, że udało mu się przenieść kolorowe, różnokształtne i nietypowe cechy świata przedstawionego z papieru na ekran, zasługuje na niemały szacunek nie tylko widzów, ale i osób na co dzień siedzących w jego branży.

Thor: Ragnarok - Statek
Nie ma co liczyć na spokojne odpoczywanie po ratowaniu Ziemi. Asgard też jest zagrożony.
Źródło: filmweb.pl

I tak też chyba jest. Nie tylko ja jestem oczarowany widowiskiem, jako że pozytywne recenzje na jego temat (czy to w sieci, czy w starszych mediach tematycznych) sypią się jak z rękawa i trzeba niemałych starań, aby znaleźć bardziej sensowe i uargumentowane opinie działające na niekorzyść produkcji. Wielu twierdziło, że wyciągnięcie serii o Thorze z głębokiego padołu, w którym znalazła się po „Mrocznym świecie”, będzie zadaniem niewykonalnym. Tymczasem widzowie nie skąpią słów uznania, a krytycy filmowi oraz znawcy dziedziny głośno stwierdzają, że z perspektywy rozrywkowych blockbusterów dokonano czegoś, czego w kinie jeszcze nie widziano.

Zajmijmy się jednak szczegółami, od których zdarza mi się odchodzić w przypływie pozytywnych przemyśleń. Co właściwie oznacza podtytuł najnowszej produkcji Marvela? Nie będzie niczym odkrywczym stwierdzenie, że cykl filmów o Thorze, jak i sama jego postać, czerpią garściami z motywów nordyckich, gdzie od wieków przywołuje się liczne boskie persony, wśród których możemy znaleźć między innymi władcę piorunów, jego największą nemezis Lokiego, czy też Odyna będącego najwyższym spośród wszystkich bogów. Ów mityczne postacie, jak i wiele ich losów, stały się niegdyś podwalinami dla wprowadzenia nowych, komiksowych superherosów. Tak w głowach rysowników narodził się „The Mighty Thor”, a w XXI wieku nareszcie mógł zostać również godnie zekranizowany i stać się jedną z największych ikon popkultury nowego tysiąclecia.

Thor: Ragnarok - Thor i Loki
Również w „Ragnaroku” wrócimy na moment na Ziemię.
Źródło: filmweb.pl

W każdym razie ragnarok. Według nordyckich wierzeń, jest to zmierzch bogów, podczas którego do walki naprzeciwko siebie stają nadludzcy reprezentanci dobra i zła. W długiej, brutalnej wojnie na śmierć i życie unicestwiony zostaje cały boski świat, którego spopielenie ma zwiastować uwolnienie się od dotychczasowych grzechów i mankamentów obecnego świata, po czym następuje odbudowa zupełnie nowego i lepszego całkowicie od zera. Oczywiście to tylko uogólniony zarys motywu ragnaroku, jednak już samo to wprowadza niemałe zainteresowanie, prawda? I właśnie tę tematykę postanowiono przenieść na wielkie ekrany w trzeciej części przygód Thora, który tym razem staje naprzeciwko prawdopodobnie największym niebezpieczeństwom, jakie dotychczas czekały go, jak i wielu mu towarzyszących.

A trzeba pamiętać, że ma na koncie wiele bojów odbytych nie tylko w swoim rodzinnym, mitycznym Asgardzie, ale i Midgardzie (tak naszą Ziemię nazywają bogowie). Najwidoczniej wielotysięczne armie Lokiego oraz Ultrona to nic w porównaniu do tego, z czym mierzy się Thor w najnowszym filmie.

Thor: Ragnarok - Ragnarok
Gdy Hela pojawia się w Asgardzie, nikt nie jest bezpieczny.
Źródło: imdb.com

W ten oto sposób poznajemy Helę – grany przez Cate Blanchett najpotężniejszy czarny charakter, który do tej pory pojawił się w kinowym uniwersum Marvela. Według tego, co z niepokojem mówią o niej wszyscy dookoła naszego głównego bohatera, faktycznie ma być ona największą zmorą, jaka tylko może przytrafić się całemu Asgardowi. Uchodzi za niepowstrzymaną i zawsze zdobywającą to, czego pragnie. A teraz ma na celu zawładnięcie samym światem bogów, którego dotychczasowym władcą był ojciec Thora i Lokiego – Odyn. Pojawia się jednak drobny fakt, który umożliwia Heli przejście do działania, a Asgardowi zwiastuje poważne problemy. Największy z bogów, w którego wciela się sam Anthony Hopkins, zaginął już jakiś czas temu i nikt nie ma pojęcia, gdzie mógł się udać.

Tak oto Thor, który wraca jako zwycięzca z kolejnej bitwy przeciwko wrogim kreaturom, od razu zmierzyć się musi z nowym niebezpieczeństwem. Choć chciałbym nakreślić fabułę jeszcze bardziej, bo to, o czym teraz wspomniałem to zaledwie kilkanaście pierwszych minut seansu, to koniecznie muszę zważać na słowa, aby nie zdradzić Wam istotnych szczegółów fabularnych. A że ważne wydarzenia odbywają się na ekranie niemal co rusz, na tym muszę poprzestać.

Thor: Ragnarok - Loki
Film o Thorze bez Lokiego nie mógłby istnieć.
Źródło: filmweb.pl

Z czystym sumieniem gwarantuję Wam, że jest co oglądać. Mamy gościnny występ innego superbohatera poznanego już jakiś czas temu, który pomaga w odnalezieniu Odyna, stajemy się gośćmi niezwykle odległej i charakterystycznej planety Sakaar, na której rządzi wyjątkowo charyzmatyczny Arcymistrz, a potem dzieją się takie rzeczy, że aż trudno wystarczająco godnie nakreślić je słowami.

Bohaterowie filmu – to oni robią tutaj kawał dobrej roboty. Thora granego przez Chrisa Hemswortha nie muszę na pewno przedstawiać. Nie zmienił się nic (poza fryzurą w pewnym momencie seansu), bo nadal jest zapatrzony w siebie, pyszałkowaty, a do tego dysponuje potężnymi mocami i jeszcze większym potencjałem na miano najsilniejszego z Avengerów. A ten tytuł będzie pretekstem do niejednej zabawnej scenki między nim a Hulkiem. Ogromnego, zielonego potwora, a także jego ludzką wersję znaną jako Bruce Banner, gra ponownie Mark Ruffalo, który na szczęście nie zostaje zepchnięty do drugoplanowej roli mającej na celu wyłącznie zachęcić widzów do liczniejszego przybycia do kin. Hulk dostaje swoich nie pięć, a kilkanaście minut i faktycznie jest kluczowy dla całej historii. Choć pojawia się w mało spodziewanym momencie (no, chyba że oglądało się zwiastuny). Dodatkowo swój czas na ekranie bardzo dobrze wykorzystuje, bo mamy okazję poznać monstrum jeszcze bliżej, między innymi dzięki temu, że coraz śmielej używa mowy zarówno werbalnej, jak i niewerbalnej. Może Hulk nie jest już tylko maszyną do rozwałki?

Thor: Ragnarok - Thor i Banner
Swój udział w przygodzie ma również Bruce Banner i jego monstrualny Hulk.
Źródło: filmweb.pl

W kolejnym filmie o Thorze nie mogłoby zabraknąć samego Lokiego, który stał się najbardziej lubianym spośród wszystkich czarnych charakterów przedstawionych dotąd w MCU. Przebiegły, sprytny i w dodatku utalentowany w boju brat Boga Piorunów dalej jest taki, jakim go zapamiętaliśmy. Potrafi sprzymierzyć się z pozytywnymi bohaterami, gdy zagrożenie również dotyka i jego, ale nigdy nie zapomina o jak najlepszym spożytkowaniu ów sojuszy na swoją korzyść. To za to cwaniactwo polubiono go już w pierwszym „Thorze”, a fakt, że Loki odgrywany jest przez genialnego Toma Hiddlestona, jeszcze pozytywniej wpływa na całą kreację.

Czym byłby jednak film superbohaterski Marvela bez wprowadzenia nowych postaci, prawda? O Heli już wspominałem, która jest tu zdecydowanie najmroczniejszą kreacją. Cate Blanchett stanęła na wysokości zadania i fantastycznie oddała tę komiksową postać swoją fenomenalną grą aktorską, własnym wyglądem i głosem potrafiącym momentami wywołać niemałe ciarki. I choć przeszłość Heli może wydawać się niezbyt odpowiednio przedstawiona, a jej złowrogie motywy dość płytkie, to jednak najważniejsze, że wszystko ma ręce i nogi, a gdy nareszcie pojawia się na ekranie (a nie tylko o niej słyszymy), to budzi podziw i szybko zgłębia się jej osobę.

Thor: Ragnarok - Hela
Sieje strach i zamęt. Hela po latach wraca do Asgardu.
Źródło: filmweb.pl

Duży plus warto postawić także obok Arcymistrza oraz Walkirii. Ten pierwszy jest wyjątkowo kolorowym, zabawnym i nieco szalonym władcą planety Sakaar, na której w pewnym momencie ląduje nasz główny bohater. To, w jaki sposób funkcjonuje owe miejsce, jest świetnym przykład na to, jak egoistyczną i zapatrzoną w siebie postacią jest filmowa kreacja Jeffa Goldbluma. Cały teren pokryty jest odpadami, po których żerują dziwaczni śmieciarze, a jedyną izolacją jest ogromny budynek dla mieszkańców z wyżej klasy, którym dowodzi sam Arcymistrz. Co równie ważne, czas pokaże, że raczej nikt na tej planecie nie posiada piątej klepki, co na pewno sami zauważycie. Sakaar to bardzo dziwne miejsce…

I to na nim urzęduje również Walkiria grana przez Tessę Thompson. Samotniczka, która poluje na ciekawe istoty i handluje nimi z Arcymistrzem, natrafia w końcu na Thora, którego życie ratuje, a następnie od razu sprzedaje. Tak dotychczas wyglądał każdy jej dzień – pojmowanie, wydawanie za pieniądze, a następnie kupowanie niezliczonej ilości alkoholu, który doprowadzał ją do niemal niekończącego się stanu upojenia. Jak na marvelowskie kino jest to postać wyjątkowo nowa, wyróżniająca się, a co za tym idzie – zapadająca w pamięci. Jednak czuję, że jest to typ, który przez jednych zostanie szybko polubiony, a przez drugich nie zdobędzie sympatii.

Thor: Ragnarok - Arcymistrz i Walkiria
Na pierwszym planie siedzi Arcymistrz – władca planety Sakaar, a za nim po lewej stoi sama Walkiria.
Źródło: filmweb.pl

Do całej obsady dorzućmy jeszcze Idrisa Elbę, który po raz kolejny przywdziewa strój Heimdalla – wartownika Asgardu. Coś jednak okazuje się być nie tak i porzuca on swoje dotychczasowe powołanie, aby skupić się na innych sprawach. Jak się okazuje – wyjątkowo ważnych. Szkoda jednak, że ciemnoskóry wojownik nie dostał nieco więcej czasu ekranowego, aby bardziej zaistnieć w boskim świecie. Już więcej scen otrzymała kolejna nowa postać w serii – Skurge. W nad wyraz pewnego siebie, ale i niezdecydowanego żołnierza wcielił się Karl Urban i pełni tu rolę zagubionego cwaniaka, który najpierw z dobrej drogi schodzi na tę złą, gdzie teoretycznie obiecuje mu się lepszą przyszłość, aby później móc nauczyć się paru życiowych lekcji.

Szeroki wachlarz komiksowych postaci przeniesionych na kinowe ekrany jest tym, co najlepsze w „Ragnaroku”. Chemia między niektórymi bohaterami, ich dialogi oraz sytuacje, w których nieraz się znajdują, sprawiają, że film nie zawiewa nudą ani przez minutę, a stale zgłębianie ich psychiki lub zachowania gwarantuje dodatkowe rozszerzenie doświadczeń w zestawieniu z całymi niemal dziesięcioma latami MCU.

Thor: Ragnarok - Heimdall
Heimdall miał spory udział w poprzednich częściach „Thora”, więc i teraz ma ważne zadanie.
Źródło: filmweb.pl

O charakterystycznym klimacie produkcji zdążyłem już wspomnieć, a jest to zdecydowanie istotny czynnik trzeciego „Thora”. Gdyby próbowano utrzymać go w poważnym, mrocznym tonie, jak usiłowano z „Mrocznym światem” (stąd też po części tytuł tamtej odsłony), to wiele rzeczy mogłoby ostatecznie nie wypalić. Tymczasem dostajemy barwne widowisko z niemałą dawką świetnego humoru. Sprzeczki między bohaterami niejednokrotnie wywołują uśmiech na twarzy, czy nawet głośniejszy śmiech. Również w sytuacjach na pozór poważnych i wyniosłych znajdzie się odpowiedni moment na rozluźnienie atmosfery. Marvel robi tak już od lat i od lat jest to sprawdzone. Dodatni humor jest już częścią charakterystyczną tych produkcji, a fakt, że jest on zawierany w bardzo mądry i przemyślany sposób, w zupełności nie odstrasza.

Thor: Ragnarok - Walkiria, Thor i Banner
Relacje z Walkirią nie zawsze układają się po myśli…
Źródło: filmweb.pl

Konkretnym atutem filmu jest także muzyka, którą nasze uszy są karmione przez dwie godziny seansu. Ścieżka dźwiękowa stworzona specjalnie na potrzeby filmu stoi na naprawdę wysokim poziomie i łączy ze sobą nie tylko klimat psychodeliczny oraz retro z lat osiemdziesiątych, ale także odpowiednio wpasowuje się w ukazywane nam scenerie oraz wydarzenia. Trudno jest mi teraz wyobrazić sobie inne dźwięki ogrywane na rozległych śmietniskach Sakaaru albo piosenkę graną podczas jednej z najbardziej efektownych scen walki w całym filmie. Mam na myśli kawałek, który zasłyszeć mogliśmy już w zwiastunie. „Immigrant Song” od Led Zeppelin jest niemal jak ideał dla koncepcji tej produkcji.

Jeśli macie ochotę przesłuchać cały oryginalny soundtrack stworzony do „Thora: Ragnaroka”, to wystarczy odpalić tę playlistę na Spotify. Warto zapoznać się z całością, która jest świetna zarówno w budowaniu klimatu przed wyjściem do kina, jak i w utrzymaniu go zaraz po powrocie z seansu.

Niełatwo jest mi wypowiadać się na temat efektów specjalnych, które zobaczyć można w nowym „Thorze”, jako że przy każdej produkcji Marvela jest już tak samo – zawsze na najwyższym poziomie technologicznym. Widać gołym okiem, że twórcy kinowego uniwersum herosów pompują w coraz to nowsze filmy ogromne pokłady finansowe, z których niezmierzona część poświęcana jest na CGI. I nic dziwnego, bo bez komputerowo wygenerowanego świata oraz efektów nie można by wydać co najmniej dobrej produkcji opartej na komiksach. Całe szczęście, że współczesne możliwości są tak szerokie, dzięki czemu możemy nacieszyć oczy projektami pokroju „Ragnaroka”. Efektowne sceny walki, eksplozje, światła, loty po galaktyce i tym podobne to już standard dzisiejszego kina.

Thor: Ragnarok - Revengers
W zespole siła!
Źródło: cinemablend.com

Co tu więcej pisać? I tak wyszło tego sporo, a chciałem jak najbardziej zawęzić swoje przemyślenia i informacje na temat produkcji. Jak widać, jej doskonałość (przynajmniej dla mnie) zupełnie mi na to nie pozwoliła. W tej chwili mogę jedynie stwierdzić, że po prostu musicie wybrać się do kina i zobaczyć to na własne oczy. Nawet, jeśli za kinem superbohaterskim nie przepadacie, bo „Thor: Ragnarok” jest czymś rewolucyjnym, co, mam nadzieję, zostanie na długo zapamiętane. Podobnego widowiska uszytego z najlepszych możliwych nici nie widzieliście i być może długo nie zobaczycie. Na tę chwilę jedyne na to szanse ma „Infinity War” w maju przyszłego roku. Ale to też będzie już zupełnie inny rodzaj kina inspirowanego komiksami…

Moja ocena: 10/10

Reklamy

Jedna odpowiedź na “„Thor: Ragnarok” – Szukając swego ja we wszechświecie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s