„Listy do M. 3” – O nietypowo romantycznych świętach raz jeszcze

Kury znoszącej złote jaja podobno się nie pozbywa. Prawdopodobnie właśnie z takim założeniem wychodzą twórcy jednej z najbardziej kasowych polskich serii filmowych ostatnich lat. „Listy do M.” z 2011 roku zostały bardzo ciepło przyjęte i szybko stały się naszym szlagierowym odpowiednikiem na kultowe brytyjskie „Love Actually”, które uchodzi za coroczny must-watch zaraz obok przygód Kevina pozostawionego samego w domu. Nie da się zanegować tego, że polska świąteczna produkcja garściami czerpała inspiracje od wspomnianego filmu zza granicy. Jednak tylko nieliczni widzowie lub krytycy mieli z tym problem, bo każdy, kto zdecydował się na seans z czystą kartą, szybko stwierdził, że był to tytuł wyjątkowo udany jak na polski rynek komedii romantycznych.

Listy do M. 3

Kwestią czasu była kontynuacja, której zrealizowanie zajęło cztery lata. W drugiej części „Listów do M.” powróciły te same postacie, które polubiliśmy za pierwszym razem, a ich świąteczno-miłośne wątki zostały jeszcze bardziej zgłębione. I choć opinie były nieco mniej przychylne, to wciąż Polakom podobało się to, co na wielkim ekranie zobaczyli. Dobrze jest mieć świadomość, że i my mamy naszą własną bożonarodzeniową produkcję, która wcale nie zahacza o stereotypowy kicz lub tandetę.

Liczebność widzów w kinach była na tyle zadowalająca, że w tym roku na ekrany weszły „Listy do M. 3”, a już po pierwszym weekendzie jestem w stanie stwierdzić, że finansowy sukces zostanie powtórzony. Całkiem łebscy goście wpadli na pomysł, aby premierę filmu wyznaczyć na dzień przed świętem 11-ego listopada wypadającym w sobotę i następującą po nim wolną niedzielą.

 

Sale kinowe były wypchane po brzegi, mimo że film jeszcze na długo przed premierą musiał borykać się z problemem obsadowym. Choć część znanych nam postaci powraca i ich losy dalej są opowiadane, to zdecydowanie brakuje nam paru osób, które tworzyły nierozerwalny skład pierwszych dwóch części. Przede wszystkim porzucono wątek Macieja Stuhra i Romy Gąsiorowskiej, a co za tym idzie – zabrakło ich filmowego syna Kostka granego przez Kubę Jankiewicza. Nie zobaczymy również Małgorzaty Kożuchowskiej, Macieja Zakościelnego, Katarzyny Zielińskiej, Pawła Małaszyńskiego czy nastoletniej Julii Wróblewskiej. Jak widać – skład mocno się okroił, a wymienieni tutaj to wciąż nie wszyscy brakujący.

Oczywiście postarano się o to, aby na ich miejsce wskoczyli inni aktorzy, którzy wcielili się w zupełnie nowe postacie, co zapewnić miało świeżość i uniknięcie monotonni związanej z tymi samym twarzami po raz trzeci. Czy to zagrało – trudno stwierdzić. Przede wszystkim czuć brak Mikołaja, Doris i Kostka, którzy odgrywali funkcję niemal głównych bohaterów poprzednich odsłon. Przez to nie do końca mamy świadomość, że to wciąż ta sama seria filmów, pomimo paru znanych postaci, które faktycznie jeszcze znalazły swoje miejsce w produkcji. Należą do nich przede wszystkim Mel odgrywany przez Tomasza Karolaka, jego syn Kazik (Mateusz Winek), a także stare dobre małżeństwo Kariny (Agnieszka Dygant) i Szczepana (Piotr Adamczyk).

Listy do M. 3 - Mel i Kazik
Wątek Mela i Kazika jest chyba najciekawszym spośród wszystkich w nowej odsłonie serii.
Źródło: filmweb.pl

Pośród wielkich nieobecnych i wielkich powracających mamy także nowych, których kreacje dopiero zostają nam przedstawione. Tak oto rolę radiowca przejmuje Magdalena Różczka będąca Karoliną, a uczucia wobec niej wiąże Gibon grany przez Borysa Szyca. Pojawia się wątek młodych zakochanych od pierwszego wejrzenia, którzy przedstawiani są przez Katarzynę Zawadzką (Zuza) oraz Filipa Pławika (Rafał). I prawdopodobnie jednym z najważniejszych jest Andrzej Grabowski, który pojawia się w wątku Mela i młodego Kazika. Wymienić można by jeszcze co najmniej kilka innych osób, które faktycznie mają spory udział w fabule. Łatwo zauważalne jest jedno – produkcja kipi od licznej obsady, co z jednej strony wprowadza wiele ciekawych wydarzeń rozłożonych na każdą z postaci, ale także momentami przytłacza. Widz przynajmniej raz będzie musiał mocniej pomyśleć nad powiązaniem faktów lub rozgryzaniem korelacji między bohaterami, bo najzwyczajniej jest ich aż tylu, że trudno spamiętać wszystkie drzewa genealogiczne.

Listy do M. 3 - Czarek
Jedną z moich ulubionych nowych postaci jest ta zagrana przez Andrzeja Grabowskiego.
Źródło: filmweb.pl

Założenia i przebieg „Listów do M. 3” zdecydowanie nie różnią się od poprzednich odsłon cyklu. Ponownie zostajemy wrzuceni prosto w wigilię Bożego Narodzenia, gdzie do tego magicznego czasu w roku przygotowują się wszyscy starzy i nowi bohaterowie. Każdy jednak boryka się z własnymi problemami, w których przeważającą częścią są miłosne rozterki lub próby naprawienia więzi rodzinnych. Tak jak w poprzednich latach, tak i tutaj przedstawionych zostaje nam parę różnych wątków, które na zmianę śledzimy. Raz podziwiamy, jak wiecznie przebrany za świętego Mikołaja Mel udaje się na poszukiwanie własnego ojca z dala od Warszawy, po czym przychodzi moment przyglądania się kryzysowi wieku średniego u państwa Lisieckich. W to wszystko wplątane zostają jeszcze zauroczenia młodych ludzi, z których on ma złote i szlachetne serce, a ona od lat jest już w związku. Nie można zapomnieć także o Wojciechu, który odczuwając samotność po stracie żony (i dziwnym zniknięciu adoptowanej córki, czego do tej pory nie rozumiem), zatrudnia panią Agatę jako pomoc domową, co również następnie przeradza się w nieoczekiwany ciąg zdarzeń.

Listy do M. 3 - Wojciech
Wojciech dostanie porządną lekcję życia od… małej dziewczynki.
Źródło: filmweb.pl

Nie jestem pewien, czy przytoczyłem zarysy wszystkich wątków tej części „Listów do M.”, jako że dzieje się w nich naprawdę sporo, a liczba postaci wcale nie ułatwia sprawy, ale najważniejsze jest to, aby podkreślić formę fabularną owej produkcji. Przez pierwszą część filmu śledzimy kolejne poczynania bohaterów, które ostatecznie prowadzą do punktu kulminacyjnego każdej z opowiadanych historii. Jak nie trudno się domyślić – kiedy przedstawiany jest motyw miłośny, to najprawdopodobniej dojdzie do przykrych doświadczeń sercowych, a gdy mowa o rodzinnych relacjach, to te po prostu jeszcze bardziej się pogarszają. Wszystko po to, aby wywołać w nas poczucie smutku, żalu i rozpaczy względem tragicznych bohaterów. Jednak świadomy widz wie, że za chwilę i tak przyjdzie czas na zwroty akcji, które polepszą sytuacje większości postaci. Nie serwuję tu żadnych spoilerów – to po prostu odwieczna forma komedii romantycznych, która wałkowana jest nieprzerwanie na różne sposoby i jak się okazuje – wciąż może być dobrze realizowana i cieszyć się zainteresowaniem.

Listy do M. 3 - Karina i Szczepan
Starość nie radość. Czy małżeństwo Lisieckich da się jeszcze naprawić?
Źródło: filmweb.pl

„Listy do M. 3” są filmem skierowanym do tych, którym przypadły do gustu poprzednie części. Wątpię, aby osoby zdystansowane do jedynki i dwójki nagle doznały niesamowitej satysfakcji płynącej z oglądania najnowszej odsłony. Obraz świąt i życia poszczególnych bohaterów są ukazane dokładnie tak samo, jak poprzednio. Z grubsza wszystko jest przerysowane na tyle, aby odpowiadało amerykańskim standardom Bożego Narodzenia. To znaczy, że wokół jest pełno choinek, światełek i innych dekoracji. Dosłownie w każdym ujęciu znajdziemy coś o świątecznym motywie. I skąd, nie jest to żadne zażalenie, bo w końcu ma to być typowa komedia na ten czas w roku. Jednak chodzi o samo przerysowanie naszej rzeczywistości. Również pod względem wydarzeń, które przytrafiają się bohaterom filmu. Nie dałbym ręki uciąć, że podobne koleje losu mogą zdarzyć się komukolwiek. Cudowne odnalezienie ojca po wielu latach jego nieobecności? Momentalne porzucenie długotrwałego związku na rzecz faceta poznanego jeszcze tego samego dnia? Albo miłość względem człowieka, którego nigdy się nie widziało i zaledwie raz usłyszało przez radio?

Listy do M. 3 - Karolina
Rolę spikera radiowego przejmuje tym razem poszukująca miłości Karolina.
Źródło: filmweb.pl

To wszystko ma prawo wydarzyć się w świecie „Listów do M.”, ale nie do końca w otaczającej nas rzeczywistości. Nie wpływa to jednak na sam odbiór filmu i jego ocenę. Przynajmniej w moim przypadku. Z komediami romantycznymi, a już w ogóle o zabarwieniu świąteczny, już tak jest, że mają odwoływać się do wyjątkowej grudniowej magii, która pozwala na wszystko. Mamy zostać niemal spoliczkowani emocjonalną falą zauroczenia, następnie smutku, a jeszcze później kompletnego wzruszenia. Udając się do kina na filmy tego typu nie możemy oczekiwać rewolucji gatunkowych, a wyciskacza najbardziej podstawowych ludzkich uczuć. Twórcy tego typu produkcji chcą po prostu, aby wychodząc z sal kinowych w naszych głowach pojawiły się przemyślenia pokroju „Jak to dobrze, że ja też znalazłem/am swoją miłość życia”, gdy wychodzimy z drugą połówką, lub „Te święta będą wyjątkowe i też kogoś poznam” podczas bycia singlem. Właśnie dlatego tak kurczowo praktykowane są happy endy.

Listy do M. 3 - Zuza i Rafał
Czy wymiana spojrzeń w warszawskim metrze może być początkiem prawdziwej miłości?
Źródło: filmweb.pl

Czy polecam wybranie się do kina na jeden z licznych seansów „Listów do M. 3”? Jak najbardziej. Jestem nawet w stanie stwierdzić, że każdy powinien to zrobić. Tym bardziej teraz, gdy przedświąteczna atmosfera wyodrębnia się wokół nas coraz bardziej. Film ten jeszcze mocniej nastroi nas na grudniowe świętowanie, a przy okazji odpręży i dostarczy przyjemnej, niezbyt ambitnej, ale zadowalającej rozrywki. Osoby, które polubiły poprzednie części na pewno wyjdą z kina usatysfakcjonowane. Co do innych nie mam już takiej pewnością, ale kultowy status „Listów do M.” sprawia, że to jedna z najważniejszych pozycji w polskich kinach tej końcówki roku. I niech Was nie odstrasza Karolak lub Adamczyk. Choć są to twarze obecne gdzie tylko się da, to wypadają co najmniej przyzwoicie.

Trzecie część jest inna od poprzednich, to na pewno. Ale niespodziewanego sukcesu części pierwszej nic już nie powtórzy, a wręcz depresyjnego klimatu kontynuacji lepiej nie powielać. Przyszła pora na nowe podejście do świątecznego klasyku polskiego kina, które ostatecznie wypada po prostu dobrze.

Moja ocena: 7/10

Reklamy

2 thoughts on “„Listy do M. 3” – O nietypowo romantycznych świętach raz jeszcze

  1. Dobra recenzja, sprawnie napisana, będę śledziła Pana recenzje, jeśli takie będą. Pozdrawiam……a czy pójdę na film….jeszcze nie wiem.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s