Wyróżnienia miesiąca: Listopad 2017

Witaj, grudniu! Co to będzie za miesiąc! Już jutro uświadczymy małego przedsmaku zbliżających się wielkimi krokami świąt Bożego Narodzenia w postaci Mikołajek wypełnionych małymi, słodkimi upominkami, następnie przyjdzie oczekiwać nam na premierę upragnionej przez wielu kolejnej części „Gwiezdnych wojen”, a zaledwie nieco ponad tydzień po nich odwiedzimy swoje rodzinne strony, aby radośnie obchodzić najbardziej magiczny czas w roku. I nie zapomnijmy o wieńczącym to wszystko Sylwestrze, czyli wielkim pożegnaniu się z 2017 rokiem!

Listopad 2017

To wszystko jest tuż przed nami, ale zatrzymajmy się choć na chwilę, aby spojrzeć wstecz na ostatnie 30 dni i to, co w tym czasie się działo. Listopad wcale nie ustępuje pozostałym miesiącom tego roku, jeśli chodzi o kinowe premiery, nowe seriale, przebojową muzykę, interesujące gry, niespodziewane zjawiska w internecie, czy też popularne wydarzenia w naszym otoczeniu. Jak już przystało na serię „Wyróżnienia miesiąca”, przytoczę po jednym przykładzie z każdej tej dziedziny, które wspólnie pokażą, jak ciekawym okresem był listopad. Zarazem jest to już przedostatnia odsłona tegorocznego, stałego cyklu!


Film – „Liga sprawiedliwości”

Powoli, aczkolwiek coraz śmielej kreowane kinowe uniwersum superbohaterów DC Comics doczekało się filmu, który tylko wisiał w powietrzu od momentu, gdy studio Warner Bros. zdecydowało się wejść do gry i zacząć konkurować z budowanym od niemal dziesięciu lat filmowym światem największej konkurencji – Disneya i jego światka Marvela. Widzieliśmy już solowe przygody Supermana, Batmana, a nawet Wonder Woman, której to poświęcona ekranizacja odniosła największy dotychczas sukces spośród pozycji tej stajni. Choć całą trójkę zobaczyliśmy już w „Batman v Superman” z zeszłego roku, to wciąż nie był to film, na który czekali najwierniejsi fani DC. Ten miał nadejść dopiero w listopadzie 2017, na kiedy to zapowiedziano „Justice League” skupiające w sobie większą liczbę herosów znanych z wieloletnich łam komiksów.

Wspomniana trójca została rozszerzona o zupełnie nowe postacie – Aquamana, Flasha i Cyborga, co spowodowane było jak dotąd największym złem czyhającym na ludzkość w świecie wykreowanym przez DC. Film miał być pewnego rodzaju odpowiedzią na marvelowskich „Avengers” z 2012 roku, jednak jak pokazują napływające wyniki finansowe po premierze produkcji, a także same oceny od krytyków i widzów, coś poszło nie tak.

Listopad 2017 - Liga sprawiedliwości
Takiego zjednoczenia na wielkim ekranie w stajni DC jeszcze nie było.
Źródło: filmweb.pl

Kolorowo nie było już od pierwszego dnia światowej premiery, która odbyła się w piątek 17 listopada. Choć film emitowany był już w niektórych krajach dzień lub dwa wcześniej w ramach pokazów przedpremierowych, to i tak Warner Bros. musiało pogodzić się z niewypełnieniem minimalnego planu zarobkowego. Biorąc jednak pod uwagę wyłącznie wspomniany piątek, prognozowane 120 milionów dolarów przychodu z biletów zmniejszyło się ostatecznie do zaledwie 96. Zaś spoglądając na cały premierowy weekend i wyłączając ze statystyk Stany Zjednoczone, obraz zgarnął 158 milionów w amerykańskiej walucie, co zdecydowanie odbiega od oczekiwanego progu 200 milionów. Są to wyniki gorsze od chociażby tych, jakie otrzymała „Wonder Woman” kilka miesięcy wcześniej w czerwcu.

Aby podtrzymać jeszcze moje słowa dotyczące raczej przeciętnych opinii widzów, mogę przytoczyć raczej niewygórowaną średnią 6,5 na 10 punktów na polskim Filmwebie, nieco lepsze 7,3 na ogólnoświatowym IMDb, a także ratujące honor 82% od użytkowników Rotten Tomatoes. Co do ostatniego serwisu, zupełnie odwrotnie ma się ocena pochodząca od krytyków, którym obraz nie przypadł do gustu, jako że średnia ich recenzji oscyluje wokół zaledwie 42%. Widocznie DC wciąż musi podreperować swoje filmowe uniwersum.


Serial – „The Punisher”

Odkąd postać byłego weterana bestialsko mordującego rzesze mniej lub bardziej winnych osób pojawiła się w netfliksowym serialu „Daredevil” wiosną zeszłego roku, fani produkcji głośno nawoływali, aby twórcy poważniej potraktowali bohatera i przydzielili mu solowy tytuł. Na reakcję ze strony studia odpowiedzialnego za odcinkowe ekranizacje marvelowskich kreacji nie trzeba było długo czekać. Wkrótce zapowiedziano, że Franka Castle’a będziemy mogli poznać bliżej w jego własnym serialu, który ostatecznie został zaplanowany na późniejszą część 2017 roku.

Wygląda na to, że długie oczekiwanie opłaciło się, ponieważ „The Punisher”, który oficjalnie ukazał się na platformie Netflix w połowie listopada, spotkał się ze sporym uznaniem widzów i obecnie jest chwalony jako jedna z najlepszym (a przy okazji najbrutalniejszych) produkcji wywodzących się z kooperacji takich studio, jak ABC i Marvel Entertainment. Tytuł zyskał trzynaście godzinnych epizodów, co jest typową liczbą dla netfliksowych seriali (chociaż ostatnio zauważa się odchodzenie od tej zasady). To w tym czasie mamy okazję śledzić poczynania Franka, który (jak dowiedzieliśmy się jeszcze w „Daredevilu”) został w nieludzki sposób pozbawiony najbliższej rodziny. Od tej chwili przyświeca mu tylko jeden cel – zemsta za doświadczone zło. I jak szybko się okazuje, nic nie staje mu na przeszkodzie, aby ukończyć swoją misję. Zaś poglądy Castle’a są jasne – ogień należy zwalczać ogniem.

Listopad 2017 - The Punisher
Frank Castle musi stawić czoła krwawym porachunkom.
Źródło: filmweb.pl

„The Punisher” pozostaje najbardziej brutalnym i kryminalistycznym tytułem spośród dotychczasowych propozycji Netliksa. Zgadzają się z tym wszyscy, którzy mieli już okazję prześledzić historię głównego bohatera. Jest to również wyczekiwany powrót na wysoki poziom znany z serialów pokroju „Daredevil” i „Jessica Jones”, po których marvelowskie tytuły odcinkowe nieco osłabły. Apogeum miało miejsce wraz z premierą „Iron Fista”, który uchodzi za najnudniejszą produkcję spośród wszystkich dotychczasowych. Nawet „The Defenders” pozostawili u wielu widzów pewien niesmak. Jednak tym razem „The Punisher” okazał się być na tyle solidną robotą, że w serwisach tematycznych łatwo zgarnia oceny pomiędzy 8 a 9 punktów na dziesięć możliwych. Oby tak dalej!


Muzyka – Sia, „Everyday Is Christmas”

O świeżym albumie muzycznym australijskiej wokalistki pisałem już nieco w jednym z ostatni tekstów, gdzie zaproponowałem Wam parę kultowych świątecznych płyt, które co roku rozbrzmiewają w radiach, galeriach handlowych i ulicach miast nie tylko w naszym kraju, ale i na świecie. Teraz Sia wraz ze swoimi dziesięcioma bożonarodzeniowymi utworami ma szansę dołączyć do tego grona. Świadczyć o tym mogą zarówno liczne odtworzenia tych piosenek na wielu popularnych platformach, jak między innymi YouTube lub Spotify, jak i przychylne opinie krytyków muzycznych, czy też całkiem dobre wyniki sprzedaży wirtualnych oraz materialnych egzemplarzy albumu.

Kawałki „Santa Is Coming to Town”, „Snowman” oraz kilka innych miały swoją oficjalną premierę w piątek, 17 listopada. To wtedy udostępniony został cały projekt, nad którym piosenkarka we współpracy z producentem Gregiem Kurstinem pracowała od kilku dobrych miesięcy. Powstający album zapowiedziano jeszcze na początku sierpnia, a im bliżej było do daty wypuszczenia krążka, tym więcej wokół „Everyday Is Christmas” się działo. Po drodze mogliśmy między innymi poznać dwie piosenki ze wszystkich dziesięciu, które udostępniono na kilka tygodni przed oficjalną premierą w formie singli. Odtworzenia szturmem zbierały kolejne miliony, co następnie przełożyło się na niemały sukces całego projektu.

Listopad 2017 - Everyday Is Christmas
Świat pokochał świąteczną płytę Sia. A Wy?
Źródło: flaashh.pl

Wraz z debiutem, album zdołał uplasować się na 27 pozycji najważniejszego zestawienia muzycznego w Stanach Zjednoczonych – Billboard 200. Już wtedy udało się osiągnąć liczbę piętnastu tysięcy sprzedanych namacalnych wersji płyty, która oczywiście z biegiem czasu stale wzrastała. Jeśli chodzi o oceny od znawców tematu, „Everyday Is Christmas” zdobyło między innymi cztery gwiazdki na pięć od ABC News, również cztery u „Cryptic Rock”, a także trzy i pół na łamach magazynu „Rolling Stone”. Sia pochwalić się może także wysokimi pozycjami na anglojęzycznych listach przebojów (szczególnie w USA, Kanadzie i Australii), gdzie spokojnie trafiła do pierwszych dziesiątek zestawień. Ciekawe, czy spodziewała się tak dobrego i ciepłego przyjęcia dość specyficznego, raczej niepasującego na cały rok albumu.


Gra – „Star Wars: Battlefront II”

Oj, jak głośno o tej grze zrobiło się w listopadzie, to aż brakuje słów. I chciałoby się, aby wynikało to z jej fenomenu i co najmniej bardzo dobrych opinii zarówno od graczy, jak i krytyków branżowych. Tymczasem niestety nie. Studio Electronic Arts, które rzecz jasna jest jednym z największych gigantów tego rynku, ponownie strzela sobie w stopę i zniechęca do siebie jeszcze większe rzesze graczy. O tym, jak pazerny i niedokładny jest to wydawca, nie muszę tłumaczyć chyba nikomu, kto w świecie gier choć trochę obcuje. Od lat EA mierzy się z krytyką, która czasem narasta, a innym razem uspokaja się. Jednak tym razem studiu podnieść się będzie o wiele trudniej niż kiedykolwiek. O ile w ogóle będzie to możliwe.

Na kontynuację gry „Star Wars: Battlefront” czekali nie tylko zagorzali miłośnicy gwiezdnej serii, ale także spora część innych graczy, których oczekiwania były słusznie wygórowane. I jak się okazało, sama gra nie jest zła. Wręcz przeciwnie – jest to jeden z najbardziej rozbudowanych i grywalnych tytułów, które kiedykolwiek wyszły spod skrzydeł amerykańskiego EA. Gdzie więc leży problem, który do reszty pogrążył nie tylko tę produkcję, ale całe studio? Przede wszystkim we wspomnianej już przed chwilą pazerności. Okazało się, że wydawanie okrojonych gier i udostępnianie do nich płatnych dodatku po premierze wcale już nie wystarcza. Zyski z tego są za małe, więc wydawca zdecydował się na kolejny krok – mikropłatności. A te, w połączeniu z i tak wygórowaną ceną za samą podstawową część gry, wcale nie mogły wróżyć nic dobrego.

Listopad 2017 - Battlefront 2
Płacić za podstawową wersję gry, a potem za przedmioty w niej? To nie podoba się graczom.
Źródło: forbes.com

Cała nagonka rozpoczęła się jeszcze przed szeroką premierą, gdy dostęp do gry uzyskali posiadacze specjalnej przepustki na platformie Origin należącej do Electronic Arts. Mogli oni zagrać w „Battlefront II” nieco szybciej niż inni, a co za tym idzie – wcześniej podzielić się wrażeniami. Potężne minusy postawiono przy transakcjach w grze, które, rzecz jasna, zbyt mocno faworyzują i ułatwiają rozgrywkę. Zdecydowano się na zaimplementowanie w grze dobrze znanych graczom skrzynek, z których zdobywać można losowe przedmioty. Wiele z nich to elementy, które poważnie wpływają na grę. Istnieją głównie dwa sposoby na ich zdobywanie i otwieranie – cierpliwe, długie i żmudne granie w celu zdobycia odpowiedniej ilości wirtualnej waluty, aby móc przystąpić do tak zwanego „dropienia”, albo zakupienie za rzeczywiste pieniądze możliwości wcześniejszego otwierania skrzyń. I tak oto w prosty, ale i znienawidzony przez graczy sposób, zaistniało zjawisko „pay-to-win”. Płacąc masz łatwiej, a grając jak przystało – jesteś na straconej pozycji.

Całe zjawisko wokół „Battlefronta II” jest oczywiście o wiele obszerniejsze i zawiera dużo kwestii, nad którymi trzeba by się rozwodzić. Niemniej jednak skutki są jasne – potężne straty dla studia EA. Gracze strajkują, bojkotują nie tylko ten tytuł, ale i całe poczynania wydawców, a ci muszą przełknąć bolesną, finansową porażkę, która pod koniec listopad wyniosła aż około trzy miliardy dolarów strat w akcjach firmy. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o całym zamieszaniu, polecam udać się na stronę gry-online.pl, gdzie znajdziecie sporo newsów na temat gry.


Internet – Złotówki na Steamie

Wymienione tutaj wydarzenie równie dobrze można podpiąć pod powyższą kategorię „Gry”. Informacja ta pewnie zainteresuje co najwyżej aktywnych graczy komputerowych, choć prawdopodobnie doskonale już o tym wszystkim wiedzą. Najpopularniejsza platforma na poczciwe pecety, która umożliwia dystrybucję gier wideo – Steam, wzbogaciła się w minionym miesiącu o nowe waluty, którymi można operować podczas zakupów w niej. Wśród nich znalazły się bardzo długo wyczekiwane polskie złotówki!

Dotychczas decydując się na kupno gry za pośrednictwem Steama od firmy Valve, musieliśmy liczyć się z dość zachodnimi progami cenowymi oraz być gotowi na przemianowanie naszej narodowej waluty z kont bankowych na operowane na platformie euro lub dolary. A co za tym idzie – często spotykało się to z mniej lub bardziej korzystnymi kursami walut oraz dodatkowymi prowizjami pobieranymi przez niektóre banki. W efekcie kończyło się to tak, że gry kupowane w ten sposób były dużo droższe niż naprawdę powinny nas kosztować. Pomijając już fakt, że polski rynek jest zupełnie inny od zachodnioeuropejskiego, gdzie średnie zarobki są zdecydowanie wyższe. Bolały też te niewielkie procenty, które banki dodawały do finalnej kwoty jako opłata za przeliczenie waluty i całą usługę. Nic dziwnego, że wielu użytkowników Steama z Polski korzystało ze stron pośrednich umożliwiających handel kluczami aktywacyjnymi do gier w owej platformie.

Listopad 2017 - Steam i złotówki
Valve wprowadza złotówki licząc na większe zyski, a my cieszymy się z niższych cen.
Źródło: antyweb.pl

Teraz jednak Valve wyszło naprzeciw naszym oczekiwaniom i po wielu latach istnienia serwisu, wprowadzono oficjalnie złotówki, które stały się główną walutą każdego zadeklarowanego użytkownika z naszego kraju. Tym samym wszystkie gry dostępne na Steamie zyskały nowe, polskie ceny, co w efekcie obniżyło mniej lub bardziej koszty związane z ich zakupem. Są one teraz bardziej przystępne dla polskiego portfela, choć na widok niektórych wciąż opada szczęka. Na szczęście nadrabiają to pojedyncze gry, których ceny ewidentnie stały się dużo bardziej przychylne dla graczy z Polski. Dodając do tego fakt, że co pewien czas Steam organizuje wielkie wyprzedaże na większość dostępnych tytułów, uzyskujemy całkiem rozsądne oferty, które z pewnością wpłyną na większe zyski dla twórców platformy, ale i samych gier komputerowych. W końcu teraz na pewno zaczniemy wydawać więcej pieniędzy na samym Steamie niż na stronach trzecich.


Wydarzenie – Warsaw Comic-Con Fall Edition 2017

W weekend 24-26 listopada w samej stolicy Polski odbyła się już druga oficjalna edycja naszego lokalnego Comic-Conu, czyli serii najpopularniejszych konwentów na całym świecie. Mają one miejsca w wielu różnych krajach dookoła globu, gdzie z każdym rokiem rosną w siłę i robi się o nich coraz głośniej. Nie inaczej będzie z warszawskim odpowiednikiem, który na jesień cieszył się widocznie większym zainteresowaniem niż podczas swojego debiuty na wiosnę. Po raz kolejny przez trzy dni hala Ptak Warsaw Expo na obrzeżach miasta stołecznego stała się centrum miłośników filmów, seriali, komiksów i gier z całej Polski. Dosłownie, bo na Comic-Con zjeżdżały się osoby z najróżniejszych zakątków kraju, a nawet zza granicy. Wśród tych drugich znalazły się przede wszystkim specjalnie zaproszone gwiazdy, które miały zapewnić jeszcze więcej atrakcji podczas wydarzenia.

Tak oto można było wybrać się na panel dyskusyjny lub do kącika zdjęć i autografów z samą Pamelą Anderson znaną między innymi z serialu „Słoneczny patrol”, Jackiem Gleesonem, Vladimirem Furdikiem, Danielem Portmanem i Gemmą Whelman z genialnej „Gry o tron”, a także licznymi innymi osobistościami znanymi węższemu lub szerszemu gronu wielbicieli współczesnej kultury popularnej. I choć nie zabrakło gwiazd z „Gwiezdnych wojen”, „Harry’ego Pottera” i innych kultowych serii, to nie tylko możliwość zobaczenia i zrobienia sobie zdjęć z aktorami były jedynymi liczącymi się atrakcjami całego przedsięwzięcia.

Listopad 2017 - Warsaw Comic-Con
Przez trzy dni wydarzenia na tej scenie pojawiło się wiele gwiazd filmów i seriali.
Źródło: facebook.com/ComicConWarsaw

Specjalne prelekcje na przeróżne popkulturalne tematy, stoiska z geekowskimi gadżetami, specjalne strefy tematyczne, a przede wszystkim pokazy cosplayów są nieodłączną częścią każdego Comic-Conu na całym świecie, więc nie zabrakło ich również w naszej Warszawie. To wszystko przyciągnęło do stolicy tłumy, które z pewnością co najmniej zadowoliły organizatorów eventu. Już teraz zapowiedziano kolejną edycję, która odbędzie się pod koniec kwietnia przyszłego roku. Z czasem poznamy gwiazdy, które wtedy zdecydują się odwiedzić Polskę, a także pozostałe niespodzianki, które w zanadrzu mają dla nas inicjatorzy wydarzenia. Z całą pewnością można powiedzieć, że równie wielkiego i prestiżowego konwentu u nas nie znajdziecie!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s