„The End of the F***ing World” – Niecodzienna historia osobliwych samotników

Nie ma to jak uczucie wypełniające duszę miłośnika filmów i seriali, gdy niemal całkowitym przypadkiem trafi się na produkcję niespodziewanie okazującą się być jedną z najlepszych, jakie widziało się w ostatnim czasie. Jest to pewne skromne samozadowolenie z faktu, że udało się na własną rękę znaleźć malutką perełkę wśród licznych o wiele popularniejszych tytułów, które zachwalane są na lewo i prawo przez znajomych, anonimowych komentatorów w sieci i wysublimowanych krytyków posiadających mniej lub bardziej liczący się autorytet.

Ostatnio miałem tę przyjemność znowu tego doświadczyć. A wszystko za sprawą pewnego krótkiego serialu pod wdzięcznym tytułem „The End of the F***ing World”.

Nie, to nie żadna przymusowa cenzura ze strony używanego przeze mnie WordPressa, lecz faktyczna nazwa produkcji, która sama sobie pozwoliła na pewne zatajenie niezbyt kulturalnego wyrazu. Co to oznacza? Że widząc lub słysząc sam tytuł, od razu jesteśmy choć trochę zaintrygowani, jeśli nie zupełnie pochłonięci przez ciekawość, której jedynym sposobem na zaspokojenie jest odpalenie pierwszego odcinka w trybie natychmiastowym.

Jakże wyjątkowe uczucie, o którym przed chwilą wspominałem, napiętnował u mnie dodatkowo fakt, że o serialu dowiedziałem się zaledwie na parę dni przed premierą. Wcześniej był mi zupełnie nieznany i prawdopodobnie byłoby tak dłużej, gdyby nie pierwsza istotna rzecz, której dokonałem w Nowym Roku – wykupienie konta na Netfliksie. Szybki przegląd oferty i zapoznanie się z najbliższymi premierami nakierowały mnie między innymi na „The End of the F***ing World”, którego zwiastun kupił mnie od razu. Wystarczyło poczekać parę dni do premiery w piątek, 5 stycznia, aby oddać się seansowi.

The End of the F***ing World - Bohaterowie
Jeden z pierwszy kadrów dzielonych wspólnie przez dwójkę głównych bohaterów.
Źródło: filmweb.pl

Włączając pierwszy odcinek doznałem pewnego zaskoczenia. „Jak to tylko 20 minut?!” – pomyślałem, gdy ujrzałem czas trwania wstępnego epizodu. Zaś z drugiej strony odczułem pewną satysfakcję wywołaną moim niezbyt przychylnym nastawieniem wobec zbyt ciągnących się i przydługich produkcji. Męczę się, gdy emisja filmu przekracza grubo ponad dwie godziny, a sześćdziesiąt minut odcinka serialu jest dla mnie absolutnym maksimum. I choć takiego „Sherlocka” uważam za świetnego, to jednak w moim przypadku nie nadaje się na wchłonięcie całego sezonu przy jednym posiedzeniu. Zazwyczaj w jego przypadku dawkowałem sobie doznania na jakiś (dużo) dłuższy czas.

W porządku, kogo obchodzą moje przemyślenia na temat odnajdywania serialowych perełek i problematyki długich odcinków? Skupmy się na samym „Końcu pie***lonego świata” (jak pozwolę sobie autorsko przetłumaczyć tytuł produkcji). Ten, choć obecnie podlega serwisowi Netflix i jest nazywany jego serialem oryginalnym, to swoją pierwszą premierę miał jeszcze w październiku zeszłego roku. Obejrzeć ośmioodcinkowy cykl mieli wówczas przyjemność Brytyjczycy, dla których wyemitowany został w stacjach telewizyjnych Channel 4 oraz All 4. Jednak dopiero Netflix otworzył furtkę wszystkim pozostałym ciekawskim na całym świecie, którzy w jednym momencie otrzymali dostęp do całego sezonu i mogli łyknąć go w niecałe trzy wieczorne godziny.

The End of the F***ing World - Koniec świata
Wiesz, że Twój świat się wali, gdy nawet uciec od niego nie potrafisz.
Źródło: filmweb.pl

Z formalnych kwestii pozostaje jeszcze wyróżnić osoby, które stały za powstaniem tytułu. Pieczę nad produkcją pełniła dwójka raczej średnio doświadczonych, a tym bardziej mało znanych reżyserów. Pierwszych pięć odcinków wyreżyserował 34-letni Jonathan Entwistle, a ostatnie trzy (i epizod piąty we współpracy) wzięła na swoje barki Lucy Tcherniak, o której większej ilości informacji szukać można ze świecą. Także, jeśli wśród Was znajdują się osoby, które przykładają wagę do reżyserskich nazwisk – tutaj raczej nie będą opowiadać się one za poleceniem dzieła. Ale hej, takie kierowanie się jest jak najbardziej nieodpowiednie i niejednokrotnie zdarzyło się, że nowicjusze przebijali sukcesy weteranów!

Jednak najważniejszą rolę dla samego widza pełni dwójka głównych bohaterów, których poczynania śledzimy przez cały dwuipółgodzinny serial. Już na samym starcie zostajemy zaznajomieni z pewnym Jamesem, w którego wciela się Alex Lewther – dwudziestotrzyletni brytyjski aktor, którego twarz zobaczyć mogliśmy między innymi w serialu „Czarne lustro” (również należącym do Netfliksa) oraz filmie pełnometrażowym „Gra tajemnic”, gdzie stał się Alanem Turingiem z jego młodzieńczych lat.

Teraz przyszło mu sportretować postać kilkunastoletniego psychopaty z poważnymi problemami w nawiązywaniu społecznych kontaktów. James jest cichy, stanowczo zamknięty w sobie, a w jego głowie siedzą myśli, które do normalnych nie należą. Lubi na własnej skórze przekonywać się o zagrażającym niebezpieczeństwie, okaleczać się dość szalonymi sposobami (czego przykład poznajemy już w pierwszych minutach produkcji), a jego największym marzeniem jest… zabicie kogoś. Ot tak, aby przekonać się, jakie to uczucie.

The End of the F***ing World - James
Oto James. Samotnik-psychopata. Marzy o dokonaniu morderstwa.
Źródło: filmweb.pl

Osamotniony i nielubiany przez nikogo James staje się niespodziewanie obiektem zainteresowania jego rówieśniczki – rudowłosej Alyssy. W tę siedemnastolatkę wciela się o „jedynie” osiem lat starsza aktorka Jessica Barden mogąca pochwalić się przede wszystkim obsadą w filmie „Lobster” z 2015 roku, gdzie znalazła się na planie między innymi z Colinem Farrellem. Jej postać również nie należy do społecznie ocenianych jako normalne. Można by spekulować, czy zwyczajność jest w cenie, jednak należy pamiętać, że w „The End of the F***ing World” mówimy o pewnych wyraźnie skrajnych przypadkach.

Alyssa również należy do osób skrytych, trzymających się na uboczu i niekoniecznie wychylających nos poza swoją strefę komfortu. Czasem jednak, gdy sytuacja tego wymaga, stara się nie okazywać swoich słabości przybierając maskę pyskatej, zadziornej, a nawet wulgarnej dziewuchy, aby podkreślić swoją niezależność i siłę. Jak z biegiem wydarzeń się okazuje, nie do końca jest to jej naturalne zachowanie.

The End of the F***ing World - Alyssa
A to Alyssa. Bezczelną bezpośredniością maskuje słabości i ma dość dotychczasowego życia.
Źródło: filmweb.pl

Dwie wyjątkowe kreacje głównych bohaterów są tym, co na pewno najbardziej może zachwycić w całym serialu. Choć można by pomyśleć, że rozpisane są dość nierealnie i trzymając się kurczowo pewnych konkretnych, z góry założonych cech, to jednak szybko przekonujemy się, że nie ma w tym krzty prawdy. Zewnętrzny wizerunek Alyssy i Jamesa, który przedstawiają otoczeniu, nie jest tym, co naprawdę w nich tkwi. I choć nie można odjąć tej dwójce aspołecznych i szalonych cech, którymi wykazują się nawet w swoich skromnym, dwuosobowym towarzystwie, to jednak wewnętrznie borykają się z poważnymi rozterkami o indywidualnym zarysie, ale także tymi typowymi dla osób w ich wieku.

Z czasem poznajemy ich coraz lepiej, bo sytuacje, które ich spotykają, wymuszają na nich pewne zmiany w zachowaniu i postrzeganiu otaczającego świata. Muszą w końcu przestać żyć w swoich wyimaginowanych bańkach bezpieczeństwa odgradzających ich od świata zewnętrznego i zastanowić się nad tym, co robić, jak się zachować, a nawet kim właściwie są dla siebie samych, jak i siebie nawzajem.

The End of the F***ing World - Alyssa 2
Zdecydowanie ma dość dotychczasowego życia…
Źródło: filmweb.pl

„The End of the F***ing World” to produkcja niejednoznaczna gatunkowo. Doszukiwać się tutaj można motywów historii miłosnych, które w pewien sposób objawiają się między Alyssą i Jamesem, jednak w wyraźnie niekonwencjonalny sposób. Ich mieszane uczucia co do siebie (ona chce w końcu poczuć się istotna dla kogoś, on szuka materiału na morderstwo) owocują wieloma zabawnymi scenkami, którymi cały serial jest przesiąknięty w sporej ilości, jednak wciąż pozostającej na przemyślanym i wyważonym poziomie, tak, aby produkcja nie została zdominowana przez aspekty komediowe. Dlaczego tego unikano? Aby zostawić jeszcze wystarczająco miejsca na motywy dramatyczne i kryminalne. Tak jest, to nie tylko niewinna opowieść o wyalienowanych nastolatkach z rodzącymi się uczuciami wobec siebie. Tutaj znajdziemy również poważną, wręcz dorosłą problematykę zahaczającą o naturalizm i makabrę.

Aby lepiej przedstawić tę kwestię, trzeba przynajmniej lekko zarysować to, co w serialu się dzieje. Dwójka bohaterów szybko nawiązuje ze sobą kontakt lepszy niż z kimkolwiek innym w swoim życiu. Co prawda z różnych powodów, ale ostatecznie stają się dla siebie istotni. W pewnym momencie porywczo decydują się na rzucenie całego swojego dotychczasowego życia i ucieczkę z rodzinnego miasteczka, aby poczuć zew wolności i stać się w końcu dorosłymi oraz niezależnymi osobami. Wiecie, siedemnaście lat to ten wiek, gdy zbijamy się z rzeczywistością i uświadamiamy sobie, że nie jesteśmy już dziećmi, ale do dojrzałych również wciąż nam daleko.

The End of the F***ing World - Alyssa i James
Poznając Jamesa, Alyssa nareszcie znajduje sposób na zmienienie swojej codzienności.
Źródło: filmweb.pl

Po mniejszych lub większych zawahaniach, Alyssa i James w widowiskowy sposób zdobywają samochód, dzięki któremu ruszają w przygodę swojego życia. To, co dzieje się dalej, nie jest dobrym materiałem na opisywanie w tym miejscu, bo najzwyczajniej w świecie stracilibyście solidny powód ku temu, aby czym prędzej włączyć serial. Muszę jednak napomknąć, że wszystkie osiem dwudziestominutowych odcinków jest wypchanych pomysłowymi, ciekawymi i dostarczającymi solidnej dawki emocji sytuacjami, w których każdy z nas chciałby kiedyś się znaleźć i ich zasmakować, ale i takich, których unikać należy jak ognia. Zobaczcie to na własne oczy, bo kradzieże i włamania będące jedynymi wyjściami z opresji, których dokonuje dwójka bohaterów, to jedynie pikuś w porównaniu do tego, co przyjdzie Wam zobaczyć w połowie sezonu.

Jeśli miałbym wymienić trzy elementy, za które głównie urzekł mnie „The End of the F***ing World”, to zdecydowanie są to wspomniane kreacje głównych postaci, ale także muzyka będąca największym wyznacznikiem klimatu produkcji, a także zaskakująco doskonałe kadry i praca kamery, które sprawiają, że czujemy się, jakbyśmy oglądali kino wysokiego (i nietaniego) poziomu. Tymczasem okazuje się, że więcej w tym umiejętności reżyserów, producentów i operatorów, aniżeli środków finansowych. Co do atmosfery panującej w serialu – przedstawione lokalizacje, czyli raczej niewielkie miasteczka, przydrożne bary, czy też pustkowia z kempingowcami nadają odczucia znajdowania się w odciętych od wielkomiejskiego świata peryferiach Stanów Zjednoczonych, mimo tego, że za produkcją stoi grono Brytyjczyków. Jednak zabieg ten działa jak najbardziej korzystnie na odbiór całego serialu, jako że dodaje mu pewnej autentyczności, wyjątkowości i swojego rodzaju odpowiednio wpasowanego realizmu względem opowiadanej historii.

The End of the F***ing World - Ujęcia
Przy tym kadrze zbierałem szczękę z podłogi.
Źródło: filmweb.pl

Czego chcieć tu więcej poza dłuższymi odcinkami lub większą ich liczbą? Otrzymujemy wręcz genialnych bohaterów, którzy na długo utkwią w Waszych głowach, co zawdzięcza się ich nietypowości, wyraźnym odchyłom behawioralnym i urokowi, jakim mimo wszystko dysponują. Sama fabuła nie jest, jak mogłoby się niektórym wydawać, kolejną płytką i głupkowatą opowieścią o nastoletnich problemach. Choć te oczywiście występują, bo jakżeby mogła istnieć jakakolwiek fabuła bez trudności u wiodących bohaterów, to ukazane są w niespotykany dotąd sposób i ciągną się za postaciami aż do samego końca, co wywołuje coraz to więcej kłopotów, z którymi muszą się mierzyć w wyjątkowych warunkach i sytuacjach.

Dodajmy do tego miłe dla oczu i bardzo profesjonalne kadry, starannie dobrane otoczenie do zdjęć, co najmniej świetne i błyskotliwe dialogi, zwroty akcji i starannie wkomponowaną ścieżkę dźwiękową, a otrzymamy dokonały serialowy początek Nowego Roku!

The End of the F***ing World - Ucieczka
Plaża, towarzystwo wyjątkowej osoby i całkowita wolność. Czego chcieć więcej?
Źródło: filmweb.pl

Jeśli jesteście zainteresowani „The End of the F***ing World” i chcecie poświęcić nieco ponad dwie i pół godziny ze swojego dnia na łyknięcie całego sezonu, to gorąco polecam odwiedzenie Netfliksa już teraz. Nie ma mowy, żebyście byli zawiedzeni, a jeśli na tyle wsiąkniecie w świat przedstawiony w produkcji, to zawsze możecie sięgnąć potem do korzeni, a więc oryginału w postaci komiksu o tym samym tytule z 2013 roku autorstwa Charlesa Forsamana. Alyssa i James są obecni i tam!

Moja ocena: 8/10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s