„Final Space” – Niepozorna animacja zbierająca tłumy fanów

O nowej animacji okraszonej mianem „Netflix Originals” dowiedziałem się dopiero po jej premierze. Mimo regularnych maili z ofertą serwisu, polubionego fanpage’a na Facebooku i zasubskrybowanego kanału na YouTube, nie natrafiłem na żadne wzmianki o „Final Space” do czasu, gdy od paru dni był już dostępny do obejrzenia. Szybkie ogarnięcie najważniejszych informacji o serialu, a więc liczby odcinków, długości ich trwania oraz (przede wszystkim) opisu fabuły, po czym byłem gotów odpalić pierwszy epizod.

Final Space (1)
Źródło: facebook.com/FinalSpaceTBSnetwork

Skończyło się na tym, że całość łyknąłem dosłownie w jeden wieczór. Dla największych koneserów nie jest to pewnie nic szczególnego, ale ja z reguły nie potrafię siedzieć kilka godzin i oglądać odcinek za odcinkiem. Nawet jeśli jakiś tytuł z miejsca mnie oczarował. W tym przypadku było inaczej, bo każde 20 minut mijało błyskawicznie i nim się obejrzałem byłem już w połowie sezonu. Na zegarze wciąż widniała w miarę młoda godzina, więc nie pozostało nic innego, jak dokończyć resztę.

Ani trochę nie żałuję, bo animacja stworzona przez Olana Rogersa i Davida Sacksa miała w sobie coś, co nie pozwalało wyłączyć Netfliksa przed poznaniem zakończenia kosmicznej historii. Dla tego pierwszego pana „Final Space” jest debiutem pod każdą postacią. Nigdy wcześniej nie pracował nad żadnym serialem lub filmem, ani telewizyjnymi, ani kinowymi. Za to Sacks od lat związany jest z kultowymi „Simpsonami”, więc mógł wnieść do projektu nieco swojego doświadczenia.

Final Space (2)
Poznajcie Gary’ego – samotnego więźnia kosmicznego statku.
Źródło: imdb.com

W ten sposób powstała opowieść o blondynie imieniem Gary, który na lata został zamknięty na statku kosmicznym będącym pewną formą więzienia. Astronautę poznajemy tuż pod koniec jego wyroku, gdy psychika bohatera drastycznie odbiega od normy. Przykładem tego może być upersonifikowanie przez niego różnych mebli bądź przedmiotów znajdujących się na pokładzie, którym nadał również imiona.

Doskwierająca Gary’emu samotność mimo wszystko nie przekładała się na najgorsze z możliwych uszczerbków na umyśle, bowiem towarzystwa dotrzymują mu HUE – sztuczna inteligencja odpowiedzialna za działanie statku i kontrolowanie wyroku głównego bohatera, która swoją obecność podkreśla wyłącznie głosem (jako, że ciała nie posiada), KVN – znienawidzony przez Gary’ego robot o bardzo nieprzyjemnych i natrętnych cechach charakteru, a także androidy, które wykonują polecenia HUE.

Final Space (3)
Jeśli polubicie tego żółtego, lewitującego natręta, to macie nierówno pod sufitem.
Źródło: imdb.com

Los jednak chce, aby końcówka wyroku astronauty nie przebiegła tak, jak poprzednie lata. W pewnych okolicznościach poznajemy przesłodkiego, zielonego i okrągłego kosmitę, który szybko skrada serce Gary’ego, a zarazem nasze – widzów. Niepotrafiąca mówić forma życia zostaje przez niego nazwana Ciastusiem, co jeszcze bardziej ma podkreślić jej niewinność i urok.

Wydawałoby się, że wszystko brzmi świetnie. Gary po kilkudziesięciu miesiącach samotności nareszcie poznaje prawdziwego przyjaciela, z którym do razu łapie wspólną więź, a jego wyrok ma zakończyć się lada moment. Haczyk w tym, że niewiele później po pojawieniu się zielonego kosmity, na statek więźnia przybywa także Avocato – uzdolniony w posługiwaniu się bronią palną kot-najemnik. Jak można łatwo się domyślić, jego głównym celem jest schwytanie Ciastusia i sprowadzenie go do zleceniodawcy.

Final Space (4)
Rozbraja od pierwszej sceny, w której występuje – kosmita Ciastuś!
Źródło: imdb.com

Tak, jak chyba w każdej historii być musi, w „Final Space” znajdziemy czarny charakter z krwi i kości. Lorda Przywódcę poznajemy jeszcze w pierwszym odcinku i szybko okazuje się, że jego niski wzrost i raczej nieprzerażający wygląd są tylko pozorami. Władający potężną armią oraz posiadający nadprzyrodzone moce Lord jest w stanie zabijać za nieposłuszeństwo, kompletnie pustoszyć planety we wszech świecie i co najistotniejsze – za wszelką cenę osiągnąć swoje zamierzone cele. A z pewnych powodów najważniejszym z nich jest Ciastuś znajdujący się w rękach Gary’ego.

Skrót fabuły może brzmieć dość mało oryginalnie, jako że często byliśmy świadkami produkcji przedstawiających dobrą i złą stronę, które pojedynkują się w jednej intencji choć o różnych zamiarach. Daję Wam jednak słowo, że nie jest to nudna i przewidywalna historia, w której Gary, HUE i KVN za wszelką cenę jako jedna drużyna będą bronić nowo poznanego przyjaciela, a Avocato wraz z Lordem Przywódcą będą chcieli go odbić na wszelkie możliwe sposoby. „Final Space” jest wypchane ciekawymi rozwiązaniami fabularnymi, zwrotami akcji i sytuacjami wywołującymi w widzach skrajne emocje.

Final Space (5)
Wrogiem numer jeden naszych bohaterów jest zabójczy Lord Przywódca.
Źródło: imdb.com

Nie mam zamiaru zdradzać wiele więcej, bo jednak dziesięć odcinków po dwadzieścia minut to niewiele czasu na spokojne przedstawianie i rozwijanie historii, która wręcz pędzi od pierwszych minut, dlatego wychodzenie opisem poza choćby pierwszy epizod na pewno zakończyłoby się poważnymi spoilerami. Jednak jeśli zdecydujecie się poświęcić swoje 3-4 godziny na cały sezon netfliksowej animacji, to przygotujcie się na to, że nie wszystko jest białe i czarne. Nieraz zostaniecie zaskoczeni przez bohaterów lub bieg wydarzeń, co tak naprawdę wznosi serial na wyższy, nieprzeciętny poziom.

Mnóstwo tutaj akcji tak dopieszczonych wizualnie, że aż pierwsze wrażenie o prostocie tej animacji może kompletnie na to nie wskazywać. Jednak twórcy położyli spory nacisk na to, aby wykreować piękny dla oczu świat (a raczej wszech świat), na który bardzo miło się patrzy. Rozległe kadry na kosmiczną nicość to coś, czego nie spodziewalibyście się po dość cicho reklamowanym serialu, który ot tak trafił na Netfliksa i bez zainteresowania się nim, można by go łatwo pominąć.

Final Space (6)
Oto Gary i Avocato. Nic więcej nie napiszę.
Źródło: imdb.com

„Final Space” nie stoi wyłącznie przyjemną i ładną oprawą graficzną, ale przede wszystkim świetnie rozpisanymi i charakterystycznymi postaciami oraz wyjątkowym poczuciem humoru. Jeśli chodzi o bohaterów, to szybko załapiecie względem nich pewien stosunek. Gary ma być dzielnym, ale dość fajtłapowatym poszukiwaczem przygód, którego naiwność i dobre serce odnajdą w widzach zrozumienie, Ciastuś po prostu kradnie nasze serca swoich wyglądem, Avocato wywołuje podziw dzięki nabytym umiejętnościom, a Lord Przywódca to czarny charakter wykreowany niemal idealnie. Niejednokrotnie pokazuje, jak silny i bezlitosny potrafi być, przez co każde jego pojawianie się na ekranie sprawia, że jesteśmy pewni kłopotów, z którymi za chwilę spotkają się główni bohaterowie.

Koniecznie muszę zaznaczyć, że „Final Space”, pomimo bycia animacją, nie jest przeznaczona dla najmłodszych. Na Netfliksie otrzymała ograniczenie od 13 lat, co jest w pełni zrozumiałe ze względu na niektóre dialogi, żarty, czy też sceny. Wszystko to wykreowano tak, aby najlepiej trafiało do młodzieży lub dorosłych widzów. Ostatnimi czasy da się zauważyć narastający trend na animacje dla starszego odbiory. Niegdyś tak naprawdę istniało tylko „Miasteczko South Park” i „Simpsonowie”, a teraz wybór mamy prawie nieograniczony. I choć „Final Space” daleko do wręcz kuriozalnego stylu i humoru znanego z przywołanych tytułów, to wciąż świetnie sprawdzi się jako zabawna i angażująca rozrywka dla każdego starszego widza.

Final Space (7)
Ach tak, w „Final Space” mamy też ważny wątek miłosny z Gary’m i Quinn w głównych rolach.
Źródło: imdb.com

Animacja, która jest angażująca? Ależ oczywiście! Takie sformułowanie nie powinno nikogo dziwić po chociażby takim przykładzie, jak rewelacyjny „BoJack Horseman”, który również jest kreskówką, a gra na emocjach lepiej niż niejeden współczesny serial dramatyczny z górnej półki. Po części potrafi to także „Final Space”, które w całym pierwszym sezonie ma w sobie parę momentów ściskających za serce, poruszających łzy w oczach lub w zupełnie inną stronę – wywołujących zachwyt i trzymanie kciuków za bohaterów. Na myśli mam szczególnie jeden konkretny odcinek z około połowy sezonu, ale to musicie sprawdzić na własne oczy…

Final Space (8)
Serial niejednokrotnie raczy nas takimi widokami. A najlepiej prezentują się w scenach bitewnych lub ucieczek.
Źródło: imdb.com

W „Final Space” można spojrzeć także głębiej, jako że wydaje się być niepozorną odpowiedzią na wiele współczesnych filmów science-fiction. Znajdziemy tutaj mniej lub bardziej oczywiste odniesienia do takich tytułów, jak przede wszystkim „Gwiezdne Wojny” lub „Strażnicy Galaktyki”. Co do tego drugiego to już wyłącznie moje, pewnie zbyt wybujałe skojarzenia, jednak fani „Star Wars” na pewno odnajdą co najmniej parę nawiązań do kultowego uniwersum. W postaci Lorda Przywódcy można doszukiwać się odniesień do Snoke’a, zaś jego liczna armia to wręcz jeden do jednego szturmowcy (nie tylko pod względem uzbrojenia, ale i umiejętności – trafiają wszędzie, tylko nie w swój cel). Od siebie dodam, że postać okrągłego robota KVN-a wygląda mi na mieszankę dwóch świetnie znanych bohaterów gier – Wheatley’a z „Portalu” (głównie za sprawą kulistej, lewitującej formy) oraz Claptrapa z „Borderlands” (równie wygadanego, przygłupiego i niczego nieświadomego).

Final Space (10)
To spojrzenie zadziała na Quinn – miłość głównego bohatera?
Źródło; imdb.com

Teraz, gdy cały sezon animacji pochłonąłem wręcz w jeden wieczór, z ogromną niecierpliwością czekam na kontynuację, która przez twórców została już dawno zapowiedziana. Dawno, bowiem sam serial liczy sobie już parę miesięcy. Oryginalnie powstawał dla amerykańskiej stacji TBS i zadebiutował 26 lutego bieżącego roku. Dopiero po wyemitowaniu wszystkich epizodów i odczekaniu pewnego czasu, pojawił się na łamach Netfliksa i teraz możliwość obejrzenia go mają abonenci na całym świecie. Dzięki temu „Final Space” ma szansę, o ile już tego nie zrobił, zyskać potężniejsze grono wielbicieli, co z kolei przełoży się na jeszcze lepsza oglądalność drugiej serii. Tę zapowiedziano 10 maja, jednak trzeba liczyć się z tym, że nowe przygody Gary’ego ujrzą światło dziennie najwcześniej w pierwszej połowie 2019 roku.

Final Space (9)
Gotowi na przygodę z Gary’m?
Źródło: imdb.com

Cóż… Jeśli coś jest dobre, to warto na to czekać. A jeśli Wy nie mieliście jeszcze okazji obejrzeć „Final Space”, bo nie byliście pewni, czy warto, lub po prostu nie słyszeliście wcześniej o tym serialu, to teraz jest na to idealny moment. Nie stracicie nic poza zaledwie 3-4 godzinami seansu, a zyskać możecie naprawdę fajną, galaktyczną rozrywkę z świetnymi postaciami, które być może pokochacie. Dotychczasowi widzowie właśnie to zrobili i dzięki temu animacja zbiera co najmniej bardzo dobre oceny i plasuje się wysoko w rankingach netfliksowych nowości.

To co? Dziś wieczorem?

Moja ocena: 8/10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close