Zakończył się Comic-Con w San Diego, a ja zebrałem najciekawsze zapowiedzi – część 1

Minionej nocy zakończył się największy i najpopularniejszy konwent komiksowy na świecie. Po raz kolejny na Comic-Con w San Diego w Stanach Zjednoczonych zjechali się miłośnicy popkultury, wystawcy, a także, co w tej chwili najbardziej nas interesuje, twórcy i aktorzy filmów, seriali oraz gier komputerowych wpasowujących się w tematykę wydarzenia. Uczestnicy imprezy, a co za tym idzie – wszyscy śledzący w internecie, zasypywani byli informacjami oraz zapowiedziami zbliżających się produkcji. Wśród nich największą rolę odgrywały motywy superbohaterskie, ale nie tylko, o czym za chwilę będziecie mogli się przekonać.

San Diego Comic-Con (1)
Źródło: space.com

Rozmaite panele Comic-Conu od lat są idealnym miejscem dla twórców kultury popularnej do przedstawiania swoich aktualnych planów. Dostajemy wszystko od niewielkich wzmianek po zdjęcia z planów aż do pełnych zwiastunów wcześniej wspomnianych filmów, seriali, czy gier. W tym roku, czego nie da się ukryć, najwięcej do powiedzenia miała stajnia DC Comics. Nie zabrakło także czegoś od Marvela, ale i innych wydawnictw lub studiów, które nie poświęcają się wyłącznie herosom.

Można być pewnym, że z tegorocznego Comic-Conu każdy znajdzie dla siebie coś interesującego. Informacji i nowości było tak wiele, że trudno byłoby zawrzeć tu wszystko, dlatego postarałem się wybrać najciekawsze z nich. Jak się potem okazało – wciąż jest ich mnóstwo. To jednak nie jest powód do narzekania, bo dzięki temu jest na co czekać!


Seriale

„Gwiezdne Wojny: Wojny Klonów” – sezon 7

Animowany serial osadzony w chyba najpopularniejszym uniwersum wszech czasów otrzyma nowy, ostatni już sezon, który przez fanów był wyczekiwany od dawna. Wszystko skończyło się w 2014 roku, gdy zadebiutowała szósta seria kilkunastu odcinków o przygodach Anakina, Yody i Obi-Wana, które nie zostały zawarte w aktorskiej sadze. Wielbiciele oryginalnych historii „Gwiezdnych Wojen” szybko polubili animację, co doprowadziło również do dużego niezadowolenia, gdy ogłoszono zakończenie prac na serią. Bolało to tym bardziej, że tytułowe „Wojny Klonów” nie doczekały się finału zamykającego wszelkie poruszone wątki.

Teraz, po czterech latach, ku uciesze fanów uniwersum, ogłoszono premierę finałowego sezonu zaplanowaną na 2019 rok. Wraz z tą informacją zostawiono nas z emocjonującym i widowiskowym zwiastunem, który oglądającym animowany serial na pewno zagwarantował ciarki na rękach. Obejrzycie?

„The Walking Dead” – sezon 9

„Jak długo można to przeciągać?”, słychać już nawet z ust niegdyś zatwardziałych widzów serialu o apokalipsie zombi. Do tego grona zaczynam wpasowywać się i ja, jako że nadal nie skończyłem oglądać wszystkich odcinków minionego, ósmego sezonu. A ten zakończył się już parę miesięcy temu! Kiedyś każdy epizod śledziłem premierowo w dzień publikacji, a teraz nie potrafię ponownie się zebrać. Wszystko dlatego, że serial o Ricku Grimesie i jego ekipie ocalałych stał się dość nudny, przewidywalny i brak w nim rewolucji dla tego typu gatunku, co w pierwszych sezonach definiowało to, czym było „The Walking Dead”.

Teraz, tradycyjnie na Comic-Conie, zaprezentowano 5-minutowy zwiastun dziewiątej serii, która w końcu może być przełomowa. Niestety nie ze względu na fabułę (choć oryginalne komiksy dostarczają świetne wątki!), lecz dzięki dwójce wiodących aktorów, którzy ogłosili swoje odejście z obsady. Informacja jest już stara, więc chyba mogę zaznaczyć, że chodzi o odtwórców postaci Ricka i Maggie (tak, ten pierwszy to główny bohater serialu!). Nie wiem, jak Was, ale mnie nieco zastanawia, jak zostanie to rozegrane w nowym sezonie, a co za tym idzie – chyba najwyższa pora nadrobić ostatnie odcinki. Premiera kolejnych już 7 października.

„Nightflayers”

Jesteście wielbicielami prozy George’a R. R. Martina i zastanawiacie się, co będziecie oglądać po zbliżającym się ostatnim sezonie „Gry o tron”? Dorobek pisarza nie kończy się na „Pieśni lodu i ognia”, a dowodem na to może być zapowiedziany nowy serial, który opierać się będzie na dużo starszej powieści Martina – „Nightflayers” z 1980 roku.

Jednak tym razem za produkcję nie będzie odpowiadać HBO, które jest obecnie w pełni skupione na finale „Games of Thrones” oraz przyszłych spin-offach serii. Serial powstanie dzięki amerykańskiemu kanałowi telewizyjnemu SyFy, które w swoim dorobku ma między innymi głośny ostatnio „The Expanse”. Ów cieszącą się sporym uznaniem serię anulowano, a niezadowoleni widzowie dzięki swojemu zaangażowaniu w ratowanie tytułu, wywalczyli wykupienie praw do kontynuacji przez Amazon Studios.

Wracając do „Nightflayers”, będzie to opowieść o grupie naukowców udających się w kosmos w poszukiwaniu nowej rasy kosmitów. W nich pokłada się nadzieja ludzkości na ratunek od nadchodzącej zagłady. Jak można spodziewać się po autorze oryginału – nie będzie to bajecznie prosta i wolna od ofiar wyprawa. Sama powieść zdążyła w swoim czasie zgarnąć sporo pozytywnych recenzji i nagród. Teraz wszystko zależy od tego, jak uda się przenieść ją na ekrany. W Polsce serial obejrzymy na Netfliksie!

„Iron Fist” – sezon 2

Choć punkt kulminacyjny superbohaterskich seriali Netfliksa już dawno został osiągnięty dzięki mini-serii „The Defenders”, twórcy na tym nie poprzestają i zarzucają nas kolejnymi sezonami swoich tytułów. Jesienią ubiegłego roku był „The Punisher”, na Dzień Kobiet przygotowano drugą serię „Jessiki Jones”, a zaledwie kilka tygodni temu udostępniono nowe odcinki „Luke’a Cage’a”. Netflix nie zwalnia i podczas Comic-Conu obdarował nas pierwszym pełnym zwiastunem kontynuacji „Iron Fista” – serialu, który przez wielu uznawany jest za najsłabszy i najnudniejszy z dotychczasowych.

Nie zmienia to jednak faktu, że twórcy chcą zaprezentować nam jeszcze więcej przygód znającego wschodnie sztuki walki Danny’ego Randa. Kto wie, może po krytyce względem pierwszego sezonu postarano się o to, aby nowe odcinki nie zawiodły i zapewniły tytułowi odpowiednią renomę w panteonie bohaterów Marvela? O tym przekonamy się najwcześniej 7 września, kiedy to „Iron Fist 2” zadebiutuje w całości na Netfliksie.

„Titans”

Teraz coś dla osób z drugiego obozu, jakim jest DC Comics. Jeśli brakuje Wam serialowych nowości, gdy „The Flash” oraz „Arrow” dostają swoje n-te sezony, przyszła pora na pewien powiew świeżości. A przynajmniej jeśli chodzi o dobór głównych bohaterów, których w ekranizacji aktorskiej jeszcze nie widzieliśmy. Młodzi Tytani wystąpili już w niejednej animacji telewizyjnej, które możecie kojarzyć między innymi z kanału Cartoon Network. Teraz otrzymali również własny film kinowy, który swoją premierę będzie miał za kilkanaście dni. Wciąż jednak Robin, Cyborg, Bestia, Raven i Gwiazdka widziani byli wyłącznie w wersji animowanej.

Zmienią to „Titans”, których niespodziewany trailer pojawił się jeszcze w początkowych etapach Comic-Conu. Dzięki temu możemy zobaczyć, jak piątka Młodych Tytanów wygląd w świecie ludzkim. Trzeba jednak zaznaczyć, że aktorski serial nie będzie tak kolorowy i zabawny, jak to bywało do tej pory w kreskówkach. Już sam zwiastun wprowadza bardzo ciemny i mroczny klimat, a jak podkreślają twórcy – herosi nie będą również stronić od wulgaryzmów i zabijania.

Kiedy? Wtedy, gdy wystartuje nowa platforma streamingowa samego DC Comics. Dokładna data póki co jest nieznana, ale włodarze pokładają w „Titans” ogromne nadzieje i liczą na to, że serial przyciągnie tłumy abonentów. Ciekawe, czy ostatecznie produkcja osiągnie taki sam sukces, co tekst „Fuck Batman” z ust Robina w zwiastunie.

„Disenchantment”

Co powiecie na to, aby na moment porzucić otaczający nas współczesny świat i wybrać się do średniowiecznych realiów wraz z twórcom kultowych „Simpsonów”? Jeśli czujecie się zainteresowani, to lada moment będzie to możliwe! Matt Groening, człowiek, który odpowiedzialny jest za najpopularniejszą od lat kreskówkę dla dorosłych z żółtą rodzinką, spróbuje teraz swoich sił w nowym projekcie wyłącznie dla Netfliksa.

„Rozczarowani”, jak przetłumaczono tytuł serialu na nasz język, opowiadać będą o nietuzinkowej księżniczce krainy Dreamland o imieniu Bean. Podczas swoich zaślubin niemal morduje swojego głupkowatego pana młodego i ucieka z królestwa, aby zaznać prawdziwego szczęścia. W przygodach towarzyszyć będą jej Elfo i Luci – niewielkie istotki odzwierciedlające dobre i złe cechy bohaterki. Seria liczyć będzie dziesięć odcinków wypełnionych dorosłym humorem, ogrami, duchami i fantastyką. A to wszystko już 17 sierpnia, również w polskiej wersji platformy.


Gry

„Spider-Man”

Coraz bliżej swojej premiery jest długo wyczekiwana przez fanów superbohaterów gra wideo na konsole PlayStation 4. Po raz kolejny będziemy mieli okazję wejść w skórę Petera Parkera, a.k.a. Spider-Mana, i pobujać się na pajęczych sieciach po ulicach Nowego Jorku.

Ta cecha „Spider-Mana” na PS4 jest jednym z najciekawszych walorów gry, na który z pewnością w pierwszej kolejności rzucą oczami nie tylko gracze, ale i krytycy. Studio Insomniac Games, które, rzecz jasna, jest odpowiedzialne za powstający tytuł, od bardzo dawna szczyci się otwartością dostępnego dla gracza świata. Będziemy mogli bez przeszkód i większych limitów poruszać się do Nowym Jorku w celu wyszukiwania występków lub po prostu dobrej zabawy.

Na przestrzeni ostatnich miesięcy widzieliśmy już zwiastuny produkcji, jednak teraz dopełniono zapowiedzi o fabularny trailer, z którego w końcu można lepiej poznać nie wygląd i mechanikę gry, a jej warstwę storytellingową. Oprócz tego, podzielono się kilkoma pomniejszymi informacjami na temat zawartości pre-orderów, edycji kolekcjonerskich oraz innych opcji zakupowych, które uzbrajają nabywcę między innymi w dodatkowe stroje dla Człowieka-Pająka lub specjalną, czerwoną wersję konsoli PS4 z logo herosa. Sama gra ukaże się oficjalnie już 7 września!

„The Walking Dead – The Final Season”

Tak, tutaj raz jeszcze o uniwersum zawładniętym przez zombi, jednak teraz w formie gry komputerowej, a nie serialu. Ta swoje początki miała aż sześć lat temu, kiedy to małe i niepozorne studio Telltale Games udostępniło graczom swój projekt powstały w wyniku kooperacji z serią „The Walking Dead”. Fabularna gra point-and-click podzielona na pięć epizodów i skupiająca się przede wszystkim na emocjach, przywiązaniach do postaci i świetnie rozpisanej fabule, podbiła serca nie tylko miłośników zombi, ale i pozostałych graczy szukających czegoś zupełnie nowego wśród zalewu tytułów AAA.

Formalnością były kolejne części growego „The Walking Dead”, które zaliczały swoje wzloty i upadki, ale nadal cała seria jest odbierana bardzo pozytywnie. Nic dziwnego, że serca wielbicieli na chwilę zamarły, gdy jakiś czas temu studio Telltale ogłosiło zbliżającą się premierę ostatniego sezonu gry.

Dla tych, którzy z komputerową wersją uniwersum są od jej początków, oznacza to ostateczne pożegnanie się z główną bohaterką – kilkunastoletnią Clementine. „The Final Season” będzie już czwartą odsłoną gry (nie licząc mini-serii z Michonne) i jej pierwszy epizod ukaże się 14 sierpnia. Jako, że to już niedługo, na Comic-Conie w San Diego zaprezentowano pierwsze 15 minut rozgrywki oraz nowy, drugi zwiastun.


To było omówienie zapowiedzi seriali oraz gier. Nie można jednak zapomnieć o lawinie trailerów i wzmianek na temat pełnometrażowych filmów! Ale żeby nie rozciągać tego tekstu na tysiące słów, wspomnę o nich w następnym poście. Już na dniach 😉

Reklamy

Wyróżnienia miesiąca: Listopad 2017

Witaj, grudniu! Co to będzie za miesiąc! Już jutro uświadczymy małego przedsmaku zbliżających się wielkimi krokami świąt Bożego Narodzenia w postaci Mikołajek wypełnionych małymi, słodkimi upominkami, następnie przyjdzie oczekiwać nam na premierę upragnionej przez wielu kolejnej części „Gwiezdnych wojen”, a zaledwie nieco ponad tydzień po nich odwiedzimy swoje rodzinne strony, aby radośnie obchodzić najbardziej magiczny czas w roku. I nie zapomnijmy o wieńczącym to wszystko Sylwestrze, czyli wielkim pożegnaniu się z 2017 rokiem!

Listopad 2017

To wszystko jest tuż przed nami, ale zatrzymajmy się choć na chwilę, aby spojrzeć wstecz na ostatnie 30 dni i to, co w tym czasie się działo. Listopad wcale nie ustępuje pozostałym miesiącom tego roku, jeśli chodzi o kinowe premiery, nowe seriale, przebojową muzykę, interesujące gry, niespodziewane zjawiska w internecie, czy też popularne wydarzenia w naszym otoczeniu. Jak już przystało na serię „Wyróżnienia miesiąca”, przytoczę po jednym przykładzie z każdej tej dziedziny, które wspólnie pokażą, jak ciekawym okresem był listopad. Zarazem jest to już przedostatnia odsłona tegorocznego, stałego cyklu!


Film – „Liga sprawiedliwości”

Powoli, aczkolwiek coraz śmielej kreowane kinowe uniwersum superbohaterów DC Comics doczekało się filmu, który tylko wisiał w powietrzu od momentu, gdy studio Warner Bros. zdecydowało się wejść do gry i zacząć konkurować z budowanym od niemal dziesięciu lat filmowym światem największej konkurencji – Disneya i jego światka Marvela. Widzieliśmy już solowe przygody Supermana, Batmana, a nawet Wonder Woman, której to poświęcona ekranizacja odniosła największy dotychczas sukces spośród pozycji tej stajni. Choć całą trójkę zobaczyliśmy już w „Batman v Superman” z zeszłego roku, to wciąż nie był to film, na który czekali najwierniejsi fani DC. Ten miał nadejść dopiero w listopadzie 2017, na kiedy to zapowiedziano „Justice League” skupiające w sobie większą liczbę herosów znanych z wieloletnich łam komiksów.

Wspomniana trójca została rozszerzona o zupełnie nowe postacie – Aquamana, Flasha i Cyborga, co spowodowane było jak dotąd największym złem czyhającym na ludzkość w świecie wykreowanym przez DC. Film miał być pewnego rodzaju odpowiedzią na marvelowskich „Avengers” z 2012 roku, jednak jak pokazują napływające wyniki finansowe po premierze produkcji, a także same oceny od krytyków i widzów, coś poszło nie tak.

Listopad 2017 - Liga sprawiedliwości
Takiego zjednoczenia na wielkim ekranie w stajni DC jeszcze nie było.
Źródło: filmweb.pl

Kolorowo nie było już od pierwszego dnia światowej premiery, która odbyła się w piątek 17 listopada. Choć film emitowany był już w niektórych krajach dzień lub dwa wcześniej w ramach pokazów przedpremierowych, to i tak Warner Bros. musiało pogodzić się z niewypełnieniem minimalnego planu zarobkowego. Biorąc jednak pod uwagę wyłącznie wspomniany piątek, prognozowane 120 milionów dolarów przychodu z biletów zmniejszyło się ostatecznie do zaledwie 96. Zaś spoglądając na cały premierowy weekend i wyłączając ze statystyk Stany Zjednoczone, obraz zgarnął 158 milionów w amerykańskiej walucie, co zdecydowanie odbiega od oczekiwanego progu 200 milionów. Są to wyniki gorsze od chociażby tych, jakie otrzymała „Wonder Woman” kilka miesięcy wcześniej w czerwcu.

Aby podtrzymać jeszcze moje słowa dotyczące raczej przeciętnych opinii widzów, mogę przytoczyć raczej niewygórowaną średnią 6,5 na 10 punktów na polskim Filmwebie, nieco lepsze 7,3 na ogólnoświatowym IMDb, a także ratujące honor 82% od użytkowników Rotten Tomatoes. Co do ostatniego serwisu, zupełnie odwrotnie ma się ocena pochodząca od krytyków, którym obraz nie przypadł do gustu, jako że średnia ich recenzji oscyluje wokół zaledwie 42%. Widocznie DC wciąż musi podreperować swoje filmowe uniwersum.


Serial – „The Punisher”

Odkąd postać byłego weterana bestialsko mordującego rzesze mniej lub bardziej winnych osób pojawiła się w netfliksowym serialu „Daredevil” wiosną zeszłego roku, fani produkcji głośno nawoływali, aby twórcy poważniej potraktowali bohatera i przydzielili mu solowy tytuł. Na reakcję ze strony studia odpowiedzialnego za odcinkowe ekranizacje marvelowskich kreacji nie trzeba było długo czekać. Wkrótce zapowiedziano, że Franka Castle’a będziemy mogli poznać bliżej w jego własnym serialu, który ostatecznie został zaplanowany na późniejszą część 2017 roku.

Wygląda na to, że długie oczekiwanie opłaciło się, ponieważ „The Punisher”, który oficjalnie ukazał się na platformie Netflix w połowie listopada, spotkał się ze sporym uznaniem widzów i obecnie jest chwalony jako jedna z najlepszym (a przy okazji najbrutalniejszych) produkcji wywodzących się z kooperacji takich studio, jak ABC i Marvel Entertainment. Tytuł zyskał trzynaście godzinnych epizodów, co jest typową liczbą dla netfliksowych seriali (chociaż ostatnio zauważa się odchodzenie od tej zasady). To w tym czasie mamy okazję śledzić poczynania Franka, który (jak dowiedzieliśmy się jeszcze w „Daredevilu”) został w nieludzki sposób pozbawiony najbliższej rodziny. Od tej chwili przyświeca mu tylko jeden cel – zemsta za doświadczone zło. I jak szybko się okazuje, nic nie staje mu na przeszkodzie, aby ukończyć swoją misję. Zaś poglądy Castle’a są jasne – ogień należy zwalczać ogniem.

Listopad 2017 - The Punisher
Frank Castle musi stawić czoła krwawym porachunkom.
Źródło: filmweb.pl

„The Punisher” pozostaje najbardziej brutalnym i kryminalistycznym tytułem spośród dotychczasowych propozycji Netliksa. Zgadzają się z tym wszyscy, którzy mieli już okazję prześledzić historię głównego bohatera. Jest to również wyczekiwany powrót na wysoki poziom znany z serialów pokroju „Daredevil” i „Jessica Jones”, po których marvelowskie tytuły odcinkowe nieco osłabły. Apogeum miało miejsce wraz z premierą „Iron Fista”, który uchodzi za najnudniejszą produkcję spośród wszystkich dotychczasowych. Nawet „The Defenders” pozostawili u wielu widzów pewien niesmak. Jednak tym razem „The Punisher” okazał się być na tyle solidną robotą, że w serwisach tematycznych łatwo zgarnia oceny pomiędzy 8 a 9 punktów na dziesięć możliwych. Oby tak dalej!


Muzyka – Sia, „Everyday Is Christmas”

O świeżym albumie muzycznym australijskiej wokalistki pisałem już nieco w jednym z ostatni tekstów, gdzie zaproponowałem Wam parę kultowych świątecznych płyt, które co roku rozbrzmiewają w radiach, galeriach handlowych i ulicach miast nie tylko w naszym kraju, ale i na świecie. Teraz Sia wraz ze swoimi dziesięcioma bożonarodzeniowymi utworami ma szansę dołączyć do tego grona. Świadczyć o tym mogą zarówno liczne odtworzenia tych piosenek na wielu popularnych platformach, jak między innymi YouTube lub Spotify, jak i przychylne opinie krytyków muzycznych, czy też całkiem dobre wyniki sprzedaży wirtualnych oraz materialnych egzemplarzy albumu.

Kawałki „Santa Is Coming to Town”, „Snowman” oraz kilka innych miały swoją oficjalną premierę w piątek, 17 listopada. To wtedy udostępniony został cały projekt, nad którym piosenkarka we współpracy z producentem Gregiem Kurstinem pracowała od kilku dobrych miesięcy. Powstający album zapowiedziano jeszcze na początku sierpnia, a im bliżej było do daty wypuszczenia krążka, tym więcej wokół „Everyday Is Christmas” się działo. Po drodze mogliśmy między innymi poznać dwie piosenki ze wszystkich dziesięciu, które udostępniono na kilka tygodni przed oficjalną premierą w formie singli. Odtworzenia szturmem zbierały kolejne miliony, co następnie przełożyło się na niemały sukces całego projektu.

Listopad 2017 - Everyday Is Christmas
Świat pokochał świąteczną płytę Sia. A Wy?
Źródło: flaashh.pl

Wraz z debiutem, album zdołał uplasować się na 27 pozycji najważniejszego zestawienia muzycznego w Stanach Zjednoczonych – Billboard 200. Już wtedy udało się osiągnąć liczbę piętnastu tysięcy sprzedanych namacalnych wersji płyty, która oczywiście z biegiem czasu stale wzrastała. Jeśli chodzi o oceny od znawców tematu, „Everyday Is Christmas” zdobyło między innymi cztery gwiazdki na pięć od ABC News, również cztery u „Cryptic Rock”, a także trzy i pół na łamach magazynu „Rolling Stone”. Sia pochwalić się może także wysokimi pozycjami na anglojęzycznych listach przebojów (szczególnie w USA, Kanadzie i Australii), gdzie spokojnie trafiła do pierwszych dziesiątek zestawień. Ciekawe, czy spodziewała się tak dobrego i ciepłego przyjęcia dość specyficznego, raczej niepasującego na cały rok albumu.


Gra – „Star Wars: Battlefront II”

Oj, jak głośno o tej grze zrobiło się w listopadzie, to aż brakuje słów. I chciałoby się, aby wynikało to z jej fenomenu i co najmniej bardzo dobrych opinii zarówno od graczy, jak i krytyków branżowych. Tymczasem niestety nie. Studio Electronic Arts, które rzecz jasna jest jednym z największych gigantów tego rynku, ponownie strzela sobie w stopę i zniechęca do siebie jeszcze większe rzesze graczy. O tym, jak pazerny i niedokładny jest to wydawca, nie muszę tłumaczyć chyba nikomu, kto w świecie gier choć trochę obcuje. Od lat EA mierzy się z krytyką, która czasem narasta, a innym razem uspokaja się. Jednak tym razem studiu podnieść się będzie o wiele trudniej niż kiedykolwiek. O ile w ogóle będzie to możliwe.

Na kontynuację gry „Star Wars: Battlefront” czekali nie tylko zagorzali miłośnicy gwiezdnej serii, ale także spora część innych graczy, których oczekiwania były słusznie wygórowane. I jak się okazało, sama gra nie jest zła. Wręcz przeciwnie – jest to jeden z najbardziej rozbudowanych i grywalnych tytułów, które kiedykolwiek wyszły spod skrzydeł amerykańskiego EA. Gdzie więc leży problem, który do reszty pogrążył nie tylko tę produkcję, ale całe studio? Przede wszystkim we wspomnianej już przed chwilą pazerności. Okazało się, że wydawanie okrojonych gier i udostępnianie do nich płatnych dodatku po premierze wcale już nie wystarcza. Zyski z tego są za małe, więc wydawca zdecydował się na kolejny krok – mikropłatności. A te, w połączeniu z i tak wygórowaną ceną za samą podstawową część gry, wcale nie mogły wróżyć nic dobrego.

Listopad 2017 - Battlefront 2
Płacić za podstawową wersję gry, a potem za przedmioty w niej? To nie podoba się graczom.
Źródło: forbes.com

Cała nagonka rozpoczęła się jeszcze przed szeroką premierą, gdy dostęp do gry uzyskali posiadacze specjalnej przepustki na platformie Origin należącej do Electronic Arts. Mogli oni zagrać w „Battlefront II” nieco szybciej niż inni, a co za tym idzie – wcześniej podzielić się wrażeniami. Potężne minusy postawiono przy transakcjach w grze, które, rzecz jasna, zbyt mocno faworyzują i ułatwiają rozgrywkę. Zdecydowano się na zaimplementowanie w grze dobrze znanych graczom skrzynek, z których zdobywać można losowe przedmioty. Wiele z nich to elementy, które poważnie wpływają na grę. Istnieją głównie dwa sposoby na ich zdobywanie i otwieranie – cierpliwe, długie i żmudne granie w celu zdobycia odpowiedniej ilości wirtualnej waluty, aby móc przystąpić do tak zwanego „dropienia”, albo zakupienie za rzeczywiste pieniądze możliwości wcześniejszego otwierania skrzyń. I tak oto w prosty, ale i znienawidzony przez graczy sposób, zaistniało zjawisko „pay-to-win”. Płacąc masz łatwiej, a grając jak przystało – jesteś na straconej pozycji.

Całe zjawisko wokół „Battlefronta II” jest oczywiście o wiele obszerniejsze i zawiera dużo kwestii, nad którymi trzeba by się rozwodzić. Niemniej jednak skutki są jasne – potężne straty dla studia EA. Gracze strajkują, bojkotują nie tylko ten tytuł, ale i całe poczynania wydawców, a ci muszą przełknąć bolesną, finansową porażkę, która pod koniec listopad wyniosła aż około trzy miliardy dolarów strat w akcjach firmy. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o całym zamieszaniu, polecam udać się na stronę gry-online.pl, gdzie znajdziecie sporo newsów na temat gry.


Internet – Złotówki na Steamie

Wymienione tutaj wydarzenie równie dobrze można podpiąć pod powyższą kategorię „Gry”. Informacja ta pewnie zainteresuje co najwyżej aktywnych graczy komputerowych, choć prawdopodobnie doskonale już o tym wszystkim wiedzą. Najpopularniejsza platforma na poczciwe pecety, która umożliwia dystrybucję gier wideo – Steam, wzbogaciła się w minionym miesiącu o nowe waluty, którymi można operować podczas zakupów w niej. Wśród nich znalazły się bardzo długo wyczekiwane polskie złotówki!

Dotychczas decydując się na kupno gry za pośrednictwem Steama od firmy Valve, musieliśmy liczyć się z dość zachodnimi progami cenowymi oraz być gotowi na przemianowanie naszej narodowej waluty z kont bankowych na operowane na platformie euro lub dolary. A co za tym idzie – często spotykało się to z mniej lub bardziej korzystnymi kursami walut oraz dodatkowymi prowizjami pobieranymi przez niektóre banki. W efekcie kończyło się to tak, że gry kupowane w ten sposób były dużo droższe niż naprawdę powinny nas kosztować. Pomijając już fakt, że polski rynek jest zupełnie inny od zachodnioeuropejskiego, gdzie średnie zarobki są zdecydowanie wyższe. Bolały też te niewielkie procenty, które banki dodawały do finalnej kwoty jako opłata za przeliczenie waluty i całą usługę. Nic dziwnego, że wielu użytkowników Steama z Polski korzystało ze stron pośrednich umożliwiających handel kluczami aktywacyjnymi do gier w owej platformie.

Listopad 2017 - Steam i złotówki
Valve wprowadza złotówki licząc na większe zyski, a my cieszymy się z niższych cen.
Źródło: antyweb.pl

Teraz jednak Valve wyszło naprzeciw naszym oczekiwaniom i po wielu latach istnienia serwisu, wprowadzono oficjalnie złotówki, które stały się główną walutą każdego zadeklarowanego użytkownika z naszego kraju. Tym samym wszystkie gry dostępne na Steamie zyskały nowe, polskie ceny, co w efekcie obniżyło mniej lub bardziej koszty związane z ich zakupem. Są one teraz bardziej przystępne dla polskiego portfela, choć na widok niektórych wciąż opada szczęka. Na szczęście nadrabiają to pojedyncze gry, których ceny ewidentnie stały się dużo bardziej przychylne dla graczy z Polski. Dodając do tego fakt, że co pewien czas Steam organizuje wielkie wyprzedaże na większość dostępnych tytułów, uzyskujemy całkiem rozsądne oferty, które z pewnością wpłyną na większe zyski dla twórców platformy, ale i samych gier komputerowych. W końcu teraz na pewno zaczniemy wydawać więcej pieniędzy na samym Steamie niż na stronach trzecich.


Wydarzenie – Warsaw Comic-Con Fall Edition 2017

W weekend 24-26 listopada w samej stolicy Polski odbyła się już druga oficjalna edycja naszego lokalnego Comic-Conu, czyli serii najpopularniejszych konwentów na całym świecie. Mają one miejsca w wielu różnych krajach dookoła globu, gdzie z każdym rokiem rosną w siłę i robi się o nich coraz głośniej. Nie inaczej będzie z warszawskim odpowiednikiem, który na jesień cieszył się widocznie większym zainteresowaniem niż podczas swojego debiuty na wiosnę. Po raz kolejny przez trzy dni hala Ptak Warsaw Expo na obrzeżach miasta stołecznego stała się centrum miłośników filmów, seriali, komiksów i gier z całej Polski. Dosłownie, bo na Comic-Con zjeżdżały się osoby z najróżniejszych zakątków kraju, a nawet zza granicy. Wśród tych drugich znalazły się przede wszystkim specjalnie zaproszone gwiazdy, które miały zapewnić jeszcze więcej atrakcji podczas wydarzenia.

Tak oto można było wybrać się na panel dyskusyjny lub do kącika zdjęć i autografów z samą Pamelą Anderson znaną między innymi z serialu „Słoneczny patrol”, Jackiem Gleesonem, Vladimirem Furdikiem, Danielem Portmanem i Gemmą Whelman z genialnej „Gry o tron”, a także licznymi innymi osobistościami znanymi węższemu lub szerszemu gronu wielbicieli współczesnej kultury popularnej. I choć nie zabrakło gwiazd z „Gwiezdnych wojen”, „Harry’ego Pottera” i innych kultowych serii, to nie tylko możliwość zobaczenia i zrobienia sobie zdjęć z aktorami były jedynymi liczącymi się atrakcjami całego przedsięwzięcia.

Listopad 2017 - Warsaw Comic-Con
Przez trzy dni wydarzenia na tej scenie pojawiło się wiele gwiazd filmów i seriali.
Źródło: facebook.com/ComicConWarsaw

Specjalne prelekcje na przeróżne popkulturalne tematy, stoiska z geekowskimi gadżetami, specjalne strefy tematyczne, a przede wszystkim pokazy cosplayów są nieodłączną częścią każdego Comic-Conu na całym świecie, więc nie zabrakło ich również w naszej Warszawie. To wszystko przyciągnęło do stolicy tłumy, które z pewnością co najmniej zadowoliły organizatorów eventu. Już teraz zapowiedziano kolejną edycję, która odbędzie się pod koniec kwietnia przyszłego roku. Z czasem poznamy gwiazdy, które wtedy zdecydują się odwiedzić Polskę, a także pozostałe niespodzianki, które w zanadrzu mają dla nas inicjatorzy wydarzenia. Z całą pewnością można powiedzieć, że równie wielkiego i prestiżowego konwentu u nas nie znajdziecie!

Wyróżnienia miesiąca: Październik 2017

Jesień już w pełni się zadomowiła, rok akademicki na dobre rozpoczął, a kilkanaście dni temu przeszliśmy nawet zmianę czasu z letniego na zimowy. To już chyba ostateczna oznaka tego, że na kilka miesięcy należy pożegnać się z ciepłym słońcem oraz chodzeniem wyłącznie w krótkim rękawku lub bluzie. Minione święto 1 listopada pokazało, że to najwyższy czas odkopać ze swoich szaf grubsze kurtki, szale i rękawiczki.

Wyróżnienia miesiąca - Października 2017

Zakończył się październik, co widać i czuć. Jak co miesiąc, postaram się przytoczyć parę ciekawszych faktów lub wydarzeń z minionego miesiąca, aby godnie się z nim pożegnać i na dobre rozpocząć listopad. Wszystko to, co przeczytacie w „Wyróżnieniach miesiąca”, zahacza oczywiście o tematykę bloga, a więc filmy, seriale, muzykę, gry, internet i eventy. Nie zmieniło się nic, dlatego nie ma powodów, aby dalej to przeciągać, więc zacznijmy październikowe podsumowanie!


Film – „Blade Runner 2049”

To była prawdopodobnie najważniejsza premiera tego miesiąca. Chyba, że komuś bliższe są horrory, więc bardziej niecierpliwie oczekiwał na nową „Piłę”. W każdym razie na kontynuację kultowego „Łowcy androidów” z 1982 roku czekano odliczając dni już od ogłoszenia oficjalnej daty wejścia filmu na wielkie ekrany. Nic dziwnego, bo jak już przed chwilą wspomniałem, pierwszy obraz opowiadający historię Ricka Deckarda stał się jedną z najpopularniejszych ikon lat osiemdziesiątych. To tamtego Harrisona Forda miłośnicy kina znają do dziś. Mając w głowie wizję tego, jak wielkim i przełomowym filmem był stary „Łowca androidów”, z sequelem wiązano co najmniej duże nadzieje.

Październik 2017 - Blade Runner 2049
„Blade Runner 2049” zdecydowanie jest arcydziełem światła i kadrów. Ale banku nie rozbił.
Źródło: filmweb.pl

Jak się okazuje po przeczytaniu licznych recenzji publikowanych w sieci – „Blade Runner 2049” dał radę. Większość krytyków, jak i zwykłych widzów, chwali sobie wyjątkowy klimat wręcz przeniesiony z wersji sprzed 35 lat. Dodatkowo wielkim atutem jest scenografia, praca światła w kadrach, jak i sama fabuła, która nie tylko jest interesująca sama w sobie (dotyka spraw ludzkiej egzystencji i psychologii, a to nie byle co) lecz dodatkowo jest bardzo dobrym „przedłużeniem” wydarzeń znanych sprzed lat. Nie czujemy się, jakbyśmy oglądali zupełnie inną, oderwaną historię. Pojawiają się pewne kwestie łączące obie fabuły, co pozostaje wyjątkową gratką dla wielbicieli oryginalnej ekranizacji.

Jednak pomimo tylu głosów aprobaty, „Blade Runner 2049” nie okazał się finansowym sukcesem. Włodarze Warner Bros. liczyli na zdecydowanie większe zyski niż te, które ostatecznie do nich wpłynęły. Przykładem może być sam weekend otwarcia (4-6 października), kiedy to dochody ze sprzedaży biletów na całym świecie okazały się być mniejsze o około 15 milionów dolarów względem przedpremierowych oczekiwań. I choć po piątku (dniu premiery), wyglądało na to, że wszystko pójdzie po myśli, to później okazało się, że pierwsze świetne wyniki zawdzięczano fanom wersji z 1982 roku, którzy czym prędzej udali się na nowego „Łowcę androidów”, zaś nowa, młodsza widownia nie okazywała zbyt wielkiego zainteresowania, co stało się głównym powodem finansowego rozczarowania.


Serial – „Mindhunter”

Odczuwacie właśnie klasycznego kaca serialowego wywołanego przez obejrzenie wszystkich nowych odcinków „Stranger Things”? W takim razie niczego się nie bójcie, bo platforma Netflix przybywa na pomoc z wieloma propozycjami, które mogą zająć Wasze myśli do czasu, gdy o kolejnej kontynuacji serialu z dzieciakami zrobi się głośniej. Wśród tych wielu możliwości, które oferuje najpopularniejszy serwis streamingu filmów i seriali, znaleźć można zupełnie nowy, jeszcze ciepły tytuł, który szturmem podbił serca widzów. Mowa tutaj o „Mindhunterze”, którego pięć minut trwa już niemal od miesiąca, a słuch o tej produkcji nawet nie niknie.

Październik 2017 - Mindhunter
Czy Netflix musi wypuszczać same dobre seriale?
Źródło: imdb.com

Przyczyn sukcesu owego serialu można wyliczyć co najmniej kilka. Już przed premierą spodziewano się całkiem dobrych wyników obejrzeń, jako że producentem wykonawczym i reżyserem czterech ze wszystkich dziesięciu odcinków jest David Fincher. Nazwisko to jest obecnie dobrze znane wśród osób wykazujących większe zainteresowanie współczesnym kinem. To właśnie ten człowiek odpowiedzialny jest za kilka kultowych dzień, takich jak „Siedem”, „Podziemny krąg”, „The Social Network” i „Dziewczyna z tatuażem”. W swoim dorobku ma również parę odcinków „Gry o tron”, co sprawia, że jego filmografia robi piorunujące wrażenie.

Wracając jednak do samego „Mindhuntera” – oprócz wizjonerstwa Finchera, sporą rolę odgrywa tutaj również sama fabuła opowiadająca o losach dwóch agentów FBI – Holda Forda i Billy’ego Tencha, którzy specjalizują się w poszukiwaniu i ściganiu seryjnych morderców. W ciągu dziesięciu odcinków serialu muszą stawić czoła nie lada wyzwaniom, aby zrozumieć intencje i psychikę owych kryminalistów. Jak nie ukrywają widzowie oraz krytycy – serial posiada bardzo mroczny, sensacyjny klimat, a same wątki prowadzone są w ciekawym, nieszablonowym stylu. Dla niezdecydowanych warto przytoczyć jeszcze wyjątkowo pozytywne oceny w serwisach tematycznych, gdzie przyznawane są noty rozpoczynające się od 8 punktów na 10 możliwych.


Muzyka – Polskie playlisty na Spotify

Niezwykle popularna platforma oferująca miliony piosenek wykonawców z całego świata nie spoczywa na laurach i cały czas się rozrasta. Co z tego, że aktualnie trudno o większego konkurenta na rynku dla Spotify? Miejsce lidera zajmuje bezapelacyjnie, jednak jak wiadomo – prędzej czy później może się to zmienić. Stąd też trzeba mieć na uwadze, że o użytkowników należy starać się nieprzerwanie. W październiku zrobiono większy krok w stronę nas, Polaków, o których zawalczyć chcą właściciele serwisu Spotify.

Październik 2017 - Spotify
Co może być lepszego na jesienny wieczór niż playlista z polskimi hitami?
Źródło: facebook.com/spotifypl

Od bardzo dawna zauważyć można, że platforma oferuje między innymi playlisty dostosowywane specjalnie pod lokalny rynek. W tym przypadku – konkretny kraj. Trochę przyszło nam czekać nim skupiono się na Polsce, jednakże cierpliwość (jak zwykle) została nagrodzona i od dobrych kilku tygodni mamy okazję wsłuchiwać się w specjalnie układane i aktualizowane listy piosenek o różnych tematykach, które dostępne są do odsłuchu wyłącznie w naszym kraju. Tak oto nie musimy już monotonnie tworzyć swoich własnych playlist wyszukując odpowiednich kawałków albo zdawać się na innych użytkowników, którzy udostępniają swoje muzyczne spisy. Teraz najlepsze utwory znajdują za nas również specjalnie opłacani pracownicy Spotify, którzy tworzą kilkadziesiąt wielotematycznych list.

Do naszej dyspozycji oddano około 40 składanek, wśród których każdy znajdzie coś dla siebie. Większość z nich zawiera polskie utwory – te nowe, jak i kultowe. Nie brakuje tutaj playlist dla miłośników lokalnego rapu, klasycznego lub współczesnego rocka, czy też alternatywy. Dla chcących być na czasie powstaje również składanka z najnowszymi singlami, których premiery odbyły się na dniach. Te, jak i wiele więcej oficjalnych propozycji od Spotify znajdziecie bezpośrednio na platformie. Jest czego posłuchać!


Gra – „South Park: Fractured But Whole”

Druga odsłona komputerowych przygód bardzo specyficznych dzieciaków z miasteczka South Park to zdecydowanie jedna z moich najważniejszych premier tego roku. Co zarazem nie oznacza, że z zapartym tchem i gotówką w dłoni czekałem na godzinę zero, gdy tytuł oficjalnie został udostępniony kilka tygodni temu. Owszem, mam zamiar zagrać w dostojnie brzmiące „Fractured But Whole”, jednak póki co skutecznie powstrzymują mnie przede wszystkim dwie kwestie. Mój sprzęt komputerowy nie jest już najmłodszy, a cena za grę wręcz szokuje. Nie wiem jak to się stało, że żyjemy już w czasach, gdy gry na PC-ty kosztują wręcz tyle samo, co wersje konsolowe. Doskonale pamiętam, jak kilka lat wstecz można było spokojnie za stówkę z groszami nabyć premierowy tytuł. Teraz czasem nie starcza to nawet na DLC…

Październik 2017 - South Park: Fractured But Whole
Wcześniej jako elfy i rycerze, teraz superbohaterowie. Pora na nową część gry „South Park”!
Źródło: gry-online.pl

Absurdalna i komiczna pierwsza część serii gier „South Park” była na tyle niesamowita, że zakochałem się w niej po uszy i zagrywałem się nawet po parę godzin w ciągu jednego posiedzenia. Co w moim przypadku jest nie lada wyczynem. Liczę na to, że z mającym premierę 17 października „Fractured But Whole” będzie podobnie. Tym bardziej, że recenzje i opinie są pozytywne. Zauważa się często, że kontynuacja gry usprawniła niejeden mankament ze „Stick of Truth”, a nawet ulepszono pewne mechaniki i działania. Tak oto nie trudno zauważyć żywsze i bardziej rozwinięte sceny pojedynków, czy też nowe funkcje, jak między innymi wyjątkowa wersja aplikacji Instagram, którą przekształcono na southparkowe realia.

Jednak z tego wszystkiego najbardziej interesuje mnie kwestia fabularna, która w „Kijku Prawdy” nie zawiodła pod żadnym względem. Było ciekawie od początku do końca, a pomiędzy nie brakowało nonsensownego humoru, zwrotów akcji i wielu innych. Zostałem wciągnięty w stu procentach, co również chciałbym poczuć we „Fractured But Whole”. Ale co do tego będę musiał przekonać się na własnej skórze, gdy w końcu zdecyduję się na ponowne wskoczenie do świata Cartmana i spółki.


Internet – Ankiety na Instagramie

Nie wiesz, którą sukienkę założyć na dzisiejszy wieczór, w jaką grę komputerową zacząć grać lub choćby co zjeść na obiad? Trudno jest Ci się jednoznacznie określić i cenisz sobie sugestie innych osób? Problem w tym, że nie zawsze masz kumpla przy boku, aby mógł szybko doradzić w różnych sytuacjach. Dlaczego więc w poszukiwaniu opinii od osób trzecich nie wykorzystać internetu? A dokładniej aplikacji na swoim smartfonie! Tym bardziej, jeśli jest nią Instagram, a więc program, który używany jest przez większość posiadaczy nowoczesnych telefonów komórkowych. A przynajmniej wśród pokoleń, które nie są na bakier z nowinkami technologicznymi.

Październik 2017 - Ankiety na Instagramie
Pozwól innym zabrać głos na Instagramie!
Źródło: blog.instagram.com

Na początku zeszłego miesiąca twórcy popularnej aplikacji do dzielenia się zdjęciami i nagraniami wideo udostępnili najnowszą funkcję, która szturmem zaczęła być testowania, a następnie regularnie używana przez wielu posiadaczy smartfonów. Chodzi o ankiety, które od kilku tygodni są nową opcją dostępną w tak zwanym Instagram Stories, a więc kalce innej aplikacji – Snapchata. Teraz, gdy chcemy dodać fotkę lub filmik do swoich zdarzeń (dostępnych wyłącznie przez 24 godziny), możemy zamieszczać na nich pytania oraz odpowiedzi, z których wybierać mogą odbiorcy naszych relacji. Dzięki temu problemy przytoczone w pierwszym zdaniu nie są już tak wymagające.

Założenie jest proste i, jak widać po używalności, bardzo odpowiadające oczekiwaniom użytkowników. Osoba zamieszczająca ową ankietę widzi, jak zagłosowały dane osoby, co wiąże się z możliwością śledzenia na żywo wyborów odpowiedzi w formie procentowej. Zaś dla głosujących jest to o tyle ciekawe, że nierzadko faktycznie pomagają w decyzjach. Dla niektórych może być to trochę dziwne, jednak prawda jest taka, że większość osób odbiera to jako kolejną niewinną zabawę spośród wielu innych dostępnych w aplikacji.


Wydarzenie – Tofifest 2017

Torunianie z pewnością słyszeli i prawdopodobnie jeszcze do tej pory słyszą co nieco o wydarzeniu, jakim jest ów Międzynarodowy Festiwal Filmowy. Trwający już nieprzerwanie od 2002 roku Tofifest to jeden z największych eventów odbywających się w grodzie Kopernika, który przyciąga za sobą rzeszę miłośników kina niezależnego. To właśnie tego dotyczy ten festiwal – filmów zupełnie niepodpinających się pod miano komercyjnych, a więc trafiających do węższego, lecz wciąż niezwykle bogatego grona odbiorców. Widać to na przykładzie liczebności uczestników, którzy co roku w październiku zjawiają się w Toruniu, aby obejrzeć liczne seanse odbywające się w kilku miejscach miasta jednocześnie, a także spotkać i wysłuchać wielu utalentowanych aktorów, reżyserów i ludzi kina, którzy stanowią część licznych atrakcji festiwalu.

Październik 2017 - Tofifest 2017
To była już piętnasta edycja tego festiwalu!
Źródło: facebook.com/tofifest

Skala wydarzenia z roku na rok powiększa się, co oczywiście jest zasługą coraz bardziej utartej renomy Tofifestu nabywanej w ciągu ostatnich piętnastu lat, ale swój wkład w sukces mają także wspomniane osobistości, które zjawiają się między innymi na otwartych spotkaniach organizowanych przez wszystkie dni festiwalu. Tak oto w tym roku można być zobaczyć na żywo Marka Koterskiego (filmy „Dzień świra” i „Baby są jakieś inne”), Jana Englerta („Katyń” i „Bogowie”), Macieja Stuhra („Listy do M.”, „Planeta singli” lub serial „Belfer”), Małgorzatę Kożuchowską (seriale „Prawo Agaty”, „Druga szansa” i „Rodzinka.pl”) oraz wielu innych gości, których cała lista została podana na oficjalnej stronie eventu.

Co roku podczas ponad tygodnia Tofifestu prezentowanych jest kilkadziesiąt filmów niezależnych podzielonych na bloki tematyczne. Dzięki temu w prostszy sposób można odnaleźć interesujące daną osobę propozycje kinowe, mając przy okazji pewność, że nie pominie się żadnego istotnego seansu. Nie da się ukryć, że toruński festiwal jest jednym z ważniejszych wydarzeń w ciągu roku dla każdego miłośnika sztuki filmowej.

Wyróżnienia miesiąca: Wrzesień 2017

Czas mija nieubłaganie, prawda? Wydaje mi się, jakbym pisaniem tekstu podsumowującego popkulturalny sierpień zajmował się zaledwie wczoraj. Tymczasem minęły kolejne cztery tygodnie i najwyższa pora brać się za kolejny post z cyklu „Wyróżnienia miesiąca”. Kończy się wrzesień, a więc ten czas w roku, gdy młodzież szkolna na nowo przyzwyczaja się do trybu edukacyjnego, studenci cieszą się ostatnimi wolnymi chwilami, a osoby pracujące – pracują jak przez cały rok. Niemniej jednak na całe szczęście wokół nas dzieje się tak wiele, że żaden dzień nie musi taki sam jak pozostałe.

Wrzesień 2017

Przez ostatnie trzydzieści dni w świecie rozrywki wydarzyło się dużo dobrego, jak i dużo złego. W każdym razie nudno nie jest. Tak oto przyszła pora na moje małe spojrzenie wstecz na to, co zaciekawiło mnie w kończącym się dzisiaj wrześniu. Oczywiście w granicach tematycznych bloga. A wybrać nie było łatwo!


Film – „Tulipanowa gorączka”

Moja filmowa selekcja zazwyczaj odbywa się na podstawie wyników dochodowych premier mających miejsce w ostatnich tygodniach. Stąd też często powoływałem się na zyski finansowe z pierwszych weekendów wejścia danego filmu do kin. Czasem były znakomite, czasem okazywały się klapą.

Zaś „Tulipanową gorączkę” wybieram z zupełnie innego powodu. Jedną z przyczyn jest fakt, że polska premiera obrazu wyreżyserowanego przez Justina Chadwicka okazuje się mieć lekki poślizg względem wielu innych krajów świata. Stąd też pewnie bardziej rozłożone zyski z biletów dla tego konkretnego tytułu. Jednak głównym tchnieniem był fakt, że o „Tulip Fever” oddzielnej recenzji nie udało mi się napisać, a chyba na to zasługuje. Choć zdania są mocno podzielone!

Wrzesień 2017 - Tulipanowa gorączka (1)
Dwie z kilku kluczowych ról przypadły Alicii Vikander (jako Sophia) i Christophowi Waltzowi (Cornelis).
Źródło: filmweb.pl

Wielu twierdzi, że film to tak naprawdę pięknie wyglądające ujęcia i scenografia, ale dość kulejące wątki fabularne i gra aktorska. Moim zdaniem – zależy, jak na to spojrzeć. Oczywiście mogłoby być lepiej, ale podczas seansu nie zanudziłem się. To jednak najbardziej zawdzięczam drugiej połowie produkcji, która (według mnie) ratuje całość przed jeszcze gorszym odbiorem widzów i krytyków. Pierwsze kilkadziesiąt minut faktycznie nie porywa, a nawet zniesmacza. Skoro liczne sceny miłosne (erotyczne?) wprawiają w dyskomfort nawet mnie, to raczej musi coś w tym być. Niepotrzebnie było ich tak dużo. Dobrze jednak, że scenariusz nie uwzględnił ów pikanterii w całym półtoragodzinnym seansie, bo raczej niejedna osoba wyszłaby z sali kinowej.

Wrzesień 2017 - Tulipanowa gorączka (2)
Małżeństwo opłaca młodego malarza Jana (granego przez Dane’a DeHanna), który ma uwiecznić ich na portrecie.
Źródło: filmweb.pl

Intryga i przyspieszenie akcji, które następują w drugiej połowie filmu, są jak zbawienie. Dopiero wówczas zaczyna robić się ciekawie, a człowiek zapomina o grzeszkach, którym przyglądał się jeszcze przed chwilą. Zdecydowanie bardziej preferuję w filmach dobrą fabułę niż nachalne sceny łóżkowe. Ale może nie u wszystkich dyskomfort został zrekompensowany w późniejszej części produkcji.


Serial – „Star Trek: Discovery”

Oryginalny „Star Trek”, „Następne pokolenie”, „Stacja kosmiczna”, „Voyager” i „Enterprise” to elementy ów franczyzy składające się na zaledwie jej serialowy dorobek. Do tego wszystkiego należałoby jeszcze doliczyć kilka filmów pełnometrażowych, serię animowaną, liczne gry komputerowe i wiele więcej. Galaktyczne uniwersum powstało w latach sześćdziesiątych dzięki Gene’owi Roddenbary’emu, co oznacza, że po ponad połowie wieku „Star Trek” wciąż jest na szczytach popularności wśród miłośników kultury powszechnej. Ostatni film aktorski miał swoją premierę zaledwie rok temu, a teraz w internecie dostępny jest zupełnie nowy, kolejny serial osadzony w omawianym (wszech)świecie.

Wrzesień 2017 - Star Trek: Discovery
Uniwersum „Star Treka” wciąż ma się dobrze.
Źródło: filmweb.pl

Seria licząca sobie piętnaście godzinnych epizodów zawdzięczana jest amerykańskiej stacji CBA, a powszechną dostępność oferuje platforma Netflix, na której można oglądać ją od 24 września. Jednak w tym przypadku nie jest tak, jak z Netfliksem zazwyczaj bywa. Wszystkie odcinki nie są dostępne od razu, a na każdy następny należy czekać cały tydzień. Na tę chwilę pojawiły się dwa premierowe, które rozpoczęły nową galaktyczną przygodę.

Akcja przedstawiona w produkcji ma miejsce dziesięć lat po wydarzeniach z pierwszego oryginalnego serialu „Star Trek” z 1966 roku. Możemy być świadkami zimnej wojny powstałej na skutek prób zjednania ze sobą 24 rodów rasy Klingon. Konflikt narodzi się pomiędzy ich imperium a Zjednoczoną Federacją Planet. Wśród wmieszanych w zatargi są główni bohaterowie serialu – załoga USS Discovery.

Pierwsze oceny nowego, odcinkowego „Star Treka” wystawiane na podstawie dwóch epizodów oscylują wokół dobrych i bardzo dobrych, co oznaczać może, że warto bliżej przyjrzeć się produkcji!


Muzyka – „Gemini”, Macklemore

Dzięki najnowszej płycie amerykańskiego rapera przypomniałem sobie, jak bardzo lubiłem i ceniłem jego dawne kawałki. Zdaje się, że pierwszy raz usłyszałem go będąc w liceum, co miało miejsce jakieś pięć lat temu. Patrząc z perspektywy całej muzycznej kariery Benjamina Haggerty’ego nie były to jego początki grania w podziemiach hiphopowego półświatka. Zaczął mniej więcej wraz z nowym millenium, więc rok 2012, gdy dowiedziałem się o nim, był już zaawansowanym okresem w jego dorobku.

Wrzesień 2017 - Macklemore
Macklemore zasłużył sobie na swoją renomę wieloletnim doświadczeniem na scenie.
Źródło: allaboutmusic.pl

To wówczas wypływał na bardzo szerokie wody rynku muzycznego. Zawdzięczał to głównie albumowi „The Heist”, na którym znajduje się sporo jego najbardziej rozpoznawalnych kawałków. A ja, oprócz nich, wprost uwielbiałem absurdalne „And We Danced” jeszcze z mixtape’a z 2009 roku. Jednak z czasem zupełnie o nim zapomniałem.

Los chciał, że promocja jego najnowszego projektu na szczęście skutecznie dotarła także do mnie. Popularny singiel „Glorious” wydany w połowie czerwca w kooperacji z piosenkarką Skylar Grey był pierwszym z paru etapów przygotowań do premiery nowego krążka zatytułowanego „Gemini”. Później przyszła jeszcze pora na równie chętnie wysłuchiwany utwór „Marmalade” z innym raperem Lilem Yachty’m oraz najnowsze „Good Old Days” wykonane wraz z Keshą. Ten ostatni kawałek ukazał się w sieci zaledwie na trzy dni przed wydaniem najświeższego albumu.

Wrzesień 2017 - Gemini
Tak prezentuje się grafika okładkowa nowego albumu rapera.
Źródło: pitchfork.com

„Gemini” trafiło na półki sklepowe i do muzycznych portali internetowych dnia 22 września. Na szczęście całość jest także dostępna do odsłuchu na Spotify, gdzie już nabijane są niemałe wyniki odtworzeń. Szkoda tylko, że w projekcie tym nie uczestniczył dotychczasowy DJ i producent muzyczny Macklemore’a – Ryan Lewis. Jeszcze w czerwcu panowie ogłosili nieokreślonej długości przerwę we współpracy. Ciekawe, czy z czasem znów stworzą coś razem.


Gra – Jesienna aktualizacja „Rocket League”

Nie będę ukrywał. Od dłuższego czasu gra, która polega na sterowaniu małym samochodzikiem z dopalaczem po boisku piłkarskim jest moją ulubioną komputerową rozrywką. Jeżdżę nim po różnych arenach i gonię piłkę odbijającą się od czterech ścian oraz sufitu z nadzieją, że w końcu poleci prosto do bramki przeciwnika. Zasady identyczne jak w najpopularniejszej na świecie dyscyplinie sportowej. Tyle, że zamiast piłkarzy mamy wspomniane autka.

Brzmi jak dziecinna zabawa, ale „Rocket League”, które dostępne jest na rynku już od ponad dwóch lat, cieszy się zatrważającą popularnością. Codziennie grają w niego setki tysięcy graczy, tworzone są oficjalne i nieoficjalne turnieje e-sportowe, a sami twórcy non stop pracują nad udoskonalaniem ich produktu. I nie da się zaprzeczyć, że robią to wyśmienicie, bo z każdą kolejną aktualizacją gra faktycznie staje się stabilniejsza, ciekawsza i daje więcej frajdy.

Wrzesień 2017 - Rocket League
Gaz do dechy i do bramki!
Źródło: rocketleague.com

Przykładem może być update sprzed paru dni, na który ja sam oczekiwałem od kilku tygodni, gdy został zapowiedziany. Jesienna aktualizacja była jedną z największych poprawek w grze w ostatnich miesiącach i wprowadziła wiele nowych funkcji oraz ulepszeń. Przede wszystkim udostępniono graczom zupełnie za darmo nową arenę meczową stylizowaną na wiejską farmę podczas październikowego zachodu słońca (jest bardzo klimatyczna!), a także premierę miała nowa skrzynka z przedmiotami dla naszych samochodów (tak, da się je personalizować i to między innymi czapkami lub antenkami!).

Poprawiono funkcjonalność starych boisk, wprowadzono osobiste banery gracza wyróżniające nas wśród innych zawodników meczu, dodano łącznie ponad 90 różnych itemów do zdobycia, a także zakończono piąty sezon rankingowy i wszczęto kolejny – szósty. Dzięki temu tysiące graczy ponownie odpaliło „Rocket League”, aby na nowo sprawdzić swoje siły i uplasować się jak najwyżej w klasyfikacjach globalnych.

Nie, nie żartuję. Ta gra naprawdę jest jedną z niewielu moich ulubionych.


Internet – Film „Niezwyciężeni” od IPN

Prawie półtora miliona wyświetleń w pół miesiąca to nie taki zły wynik, prawda? Tym bardziej, że nie jest to dyskusyjnej jakości wideo od ulubionego youtubera nastolatek. We wrześniu w sieci furorę zrobiła kilkuminutowa animacja opowiadająca historię naszego kraju. Choć tej uczymy się przez wiele lat w szkole, a nawet potem słyszymy o niej wiele, to jednak faktem jest, że często nie uświadamiamy sobie, jaka wyboista była przeszłość Polski, w której obecnie żyjemy.

Prawdopodobnie jednym z celów Instytutu Pamięci Narodowej było właśnie wywarcie w obywatelach prawdziwej, patriotycznej zadumy. Nie kojarzcie jednak tego ze współczesnymi, często dość patologicznymi objawami wspomnianego „patriotyzmu”. Tutaj naprawdę postarano się o to, aby projekt, który wydany został z dnia na dzień, stał na jak najwyższym poziomie.

Wrzesień 2017 - Niezwyciężeni
Trzecia Rzesza, ZSRR, a po środku my.
Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=M7MSG4Q-4as

Patrząc na twórców filmu nic dziwnego, że się udało. Realizatorami produkcji są dwa polskie studia – Fish Ladder, które jest częścią bardzo znanego Platige Image (najbardziej rozpoznawalnym twórcą w ich szeregach jest reżyser Tomasz Bagiński), a także Juice. Wykorzystując publiczne pieniądze, stworzyli bardzo ładną i wysoką jakościowo animację, która w zaledwie czterech minutach streszcza setki lat istnienia państwa polskiego.

Wymienione zostają najważniejsze daty lub wydarzenia, które kreowały dzisiejszą Polskę. Główne skrzypce gra jednak druga wojna światowa. Całość zrealizowano z naciskiem na emocjonalność i podniosłość przedstawianych scen. Tę dodaje również narracja, której wysłuchiwanie buduje w nas wspomniane poczucie dumy. Jak wynika z komentarzy i artykułów na temat „Niezwyciężonych” – podobne wrażenia odczuwa większość widzów filmu. Nie skrywają słów aprobaty względem idei projektu oraz podziwu wobec jakości.

Dostępne są dwie wersje animacji. Polską narrację zapewnił Mirosław Zbrojewicz, a anglojęzyczną – sam aktor Sean Bean (znany między innymi z roli Neda Starka w „Grze o tron”).


Wydarzenie – Copernicon 2017 w Toruniu

Prawdziwy zapaleniec  znaleźć mógłby w każdym tygodniu roku konwent lub zjazd o tematyce kultury popularnej bądź fantastyki i wybierać się na nie w różne rejony Polski. W końcu taki delikwent trafiłby do grodu Kopernika, gdzie każdego września odbywa się jedno z tego typu świąt. Co jednak ciekawe – nie jest ono niszowym i mało popularnym wydarzeniem, bowiem z każdą kolejną edycją można liczyć na jeszcze więcej uczestników z różnych stron kraju, a nawet pokaźniejszą liczbę gości specjalnych o naprawdę solidnej renomie.

Wrzesień 2017 - Copernicon 2017 (1)
Tak wygląda jeden z bannerów tegorocznego Copernicona.
Źródło: copernicon.pl

Toruński Copernicon odbył się już po raz ósmy i miejsce miał dosłownie w samym sercu miasta. Kilka budynków na starówce, jak i wokół niej przyłączyło się do konwentu fantastyki, dzięki czemu można było wziąć udział w wielu interesujących wydarzeniach, wśród których wymienić można na przykład liczne prelekcje bądź spotkania z twórcami. Tych można by wymieniać bardzo długo (pełne informacje znajdują się na stronie eventu), ale najwięcej mojej uwagi przyciągnęli przede wszystkim Marek Hucz i Janek Jurkowski z Grupy Filmowej Darwin (pisałem o niej nie raz) oraz Jakub „Dem” Dębski (o nim również).

Ostatecznie wyszło jednak tak, że naocznie widziałem tylko tego ostatniego pana, jako że zasiadł przy swoim stoisku na terenie Fantastycznych Targów Popkultury będących jedną z największych atrakcji konwentu. To tam Dębski sprzedawał swoje twory, wśród których znalazł się najnowszy komiks „Jeże”. Był on moim celem numer jeden, który ostatecznie udało się osiągnąć i to z samym podpisem autora!

Wrzesień 2017 - Copernicon 2017 (2)
Cosplayerów na ulicach Torunia było jeszcze więcej!
Źródło: facebook.com/copernicon.torun/

Przyjemnie było zobaczyć, jak po ulicach starego miasta krążyły kolorowe osoby poprzebierane za różne mniej lub bardziej znane postacie dzieł fantastycznych. Komiksowi herosi oraz bohaterowie z anime i gier komputerowych byli niemal wszędzie, a to zdecydowanie buduje niezapomnianą i wyjątkową atmosferę każdego konwentu. Bez względu na to, czy kameralnego, czy popularnego na cały kraj.

Wyróżnienia miesiąca: Sierpień 2017

To ostatni dzwonek dla uczniów, aby zaopatrzyć się w najpotrzebniejszą wyprawkę szkolną i przygotować na powrót szarej codzienności. Za to studenci mogą nacieszyć się jeszcze jednym wolnym miesiącem nim przyjdzie pora na ponowne odwiedzenie uczelni. Kończy się sierpień, a więc okres wakacyjny mamy już za nami. Aby jeszcze zwiększyć poziom smutku i rozpaczy, podkreślę, że dni stają się już coraz krótsze, ciepła będzie mniej, a zza rogu powoli wychyla się jesień.

Sierpień 2017

Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Sezon ogórkowy się kończy i niebawem zostaniemy zasypani wieloma nowymi filmami, serialami, grami i im podobnymi. Na szczęście dwa miesiące wakacji nie były aż tak nudne, jak można było przewidywać w najczarniejszych scenariuszach. Bez trudu da się wyróżnić kilka znaczących elementów, które zapewniły nam dobrą rozrywkę w ciągu ostatnich tygodni. Dzisiaj, jako że żegnamy sierpień, spójrzmy wstecz dzięki kilku wybranym przeze mnie tytułom lub faktom, które miały swoje pięć minut.


Film – „Valerian i miasto tysiąca planet”

Jako może nie największy, ale na pewno duży fan komiksowych ekranizacji, niecierpliwie czekałem na nową produkcję reżysera Luca Bessona. Opowieść rysunkowa, na której motywach powstawał scenariusz do „Valeriana”, to okraszony tym samym tytułem jeden z najbardziej kultowych komiksów francuskich. Nic więc dziwnego, że było do czego odliczać dni. Ostatecznie po seansie miałem mieszane odczucia. Film podobał mi się, dostarczył dużo rozrywki i ciekawych efektów specjalnych, ale zabrakło w nim czegoś, co na długo utkwiłoby w mojej pamięci. Tymczasem mamy tu zaledwie sierżant Laureline graną przez Carę Delevingne oraz przeróżnych kosmitów, którzy przewijali się na ekranie co jakiś czas. To jednak wciąż mało.

Sierpień 2017 - Valerian
Galaktyka w „Valerianie” jest barwna i różnorodna. Zupełnie jak z łam komiksów.
Grafika: filmweb.pl

Jak wyglądały popremierowe realia? Z pewnością nie tragicznie, ale niedosyt u twórców pewnie pozostał. Jednym z tego wyznaczników może być dysproporcja, która pojawiła się między budżetem przeznaczonym na realizację filmu a ostatecznym zarobkiem na czas obecny. Jak można wyczytać w kilku źródłach, twórcy musieli włożyć w „Valeriana” niemałą sumę około 177 milionów dolarów. Ta kwota, jeśli korzystać z tych samych stron informacyjnych, niestety nie zwróciła się dzięki seansom kinowym. W samych Stanach Zjednoczonych zarobiono na obrazie nieco ponad 39 milionów dolarów, a w reszcie świata – 93. Łącznie daje to prawie 133 miliony, które trafiły na konto twórców. Różnica dość wyraźna.

Widzowie na pewno nie zostali zaspokojeni, bo ich oceny na różnych portalach wahają się do 5 do 6,5 na 10 możliwych. Myślę, że liczono na coś więcej, ale fakt ten nie podcina skrzydeł reżyserowi, który jeszcze w lipcu ogłosił, że posiada już scenariusz kontynuacji.


Serial – „The Defenders”

Netfliksowe seriale oparte na komiksach Marvela to jedna z lepszych rzeczy, jakie mogły przytrafić się tej konkretnej branży. Opinie o produkcjach były wprost fenomenalne, gdy światło dzienne ujrzały dwa sezony „Daredevila” oraz jeden „Jessiki Jones”. Potem przyszła kolej na „Luke’a Cage’a”, który swoim poziomem nieco zaniżył świetną passę superbohaterskich seriali, jednak wciąż nie był najgorszy w fachu. To miano przypadło „Ironowi Fistowi”, który jako ostatni otrzymał własny tytuł i zawiódł zdecydowaną większość widzów. A ci oczekiwali wiele, bowiem wówczas pozostało już tylko parę miesięcy do premiery serialu, w którym cała czwórka miała pojawić się razem.

Sierpień 2017 - The Defenders
Z tą czwórką nie warto zadzierać!
Grafika: filmweb.pl

Długie oczekiwanie opłaciło się w drugiej połowie tego miesiąca. „The Defenders” nareszcie trafili na platformę Netflix i jak zwykle wszystkie odcinki zostały opublikowane jednocześnie. Pozwoliło to fanom na kilkugodzinne odcięcie się od świata i wsiąknięcie do Nowego Jorku. Czwórka ulicznych herosów zjednoczyła się, aby wspólnie chronić swoje dzielnice przed największym dotychczas zagrożeniem. Oczywiście na ich skalę, bo samo miasto, często nazywane Wielkim Jabłkiem, spotkało się już z wieloma niebezpieczeństwami w pełnometrażowych filmach Marvela (jak chociażby pierwsi „Avengers”).

Można odetchnąć z ulgą, bo na całe szczęście „The Defenders” trzymają poziom o co najmniej kilka stopni wyższy niż solowe przygody Luke’a i Iron Fista. Co jednak nie oznacza, że produkcja w pełni pokryła się z oczekiwaniami widzów. Byli tacy, co liczyli na dużo więcej dobrego wynikającego ze wspólnego czasu ekranowego tak ciekawych postaci. Nie ma jednak co płakać – nikt nie mówił, że Murdock, Jones, Cage i Rand nigdy więcej nie powrócą.


Muzyka – Katy Perry, „Swish Swish”

Od dobrych kilku dni teledysk do najnowszego singla amerykańskiej wokalistki jest jednym z czołowych virali na YouTube. Na stronach specjalistycznych pisze się o nim bez przerwy. Jednak ważniejszy jest fakt, że wideo wywiera także spore zainteresowanie na samych użytkownikach sieci, którzy chętnie komentują jego zawartość obierając sobie za cel pozytywną lub negatywną krytykę.

Sierpień 2017 - Katy Perry
Jak oceniacie nową Katy Perry?
Grafika: youredm.com

Choć sam utwór „Swish Swish” prawdopodobnie nie raz już słyszeliście, bo opublikowany został w maju tego roku, to dopiero 24. sierpnia zaprezentowano nam jego oficjalny teledysk. W sam raz, bo o piosence Katy Perry powoli zapominali nie tylko słuchacze, ale i same radiostacje lub listy przebojów. W końcu minęły dobre trzy miesiące od premierowego odsłuchu. Jednak wideoklip z pewnością tchnął w kawałek drugie życie, bo w zaledwie kilka dób nabił ponad 50 milionów wyświetleń i nie schodzi z języków (ani klawiszy, jeśli mowa o tekście pisanym) setek tysięcy.

Główna w tym zasługa pewnej wyjątkowości. Pomysł na produkcję zakładał przedstawienie meczu koszykarskiego, w którym udział bierze drużyna słabeuszy z Katy na czele oraz murowani, silniejsi faworyci. Wszystko oprawiono mniej lub bardziej udaną scenerią i efektami komputerowymi. Te drugie przede wszystkim wyglądają amatorsko i komicznie (celowo?). Nic dziwnego skoro twórcy zdecydowali się nawet odnieść do kilku popularnych internetowych memów.

Jak wynika z komentarzy i ocen do klipu – opinie o nim są drastycznie różne. A co Wy uważacie?


Gra – „Life is Strange: Before the Storm”

Jedna z najważniejszych dla mnie premier w branży gier komputerowych. W pierwszej odsłonie wyjątkowo popularnego „Life is Strange” z 2015 roku jestem zakochany po dziś dzień. Trudno byłoby mi przytoczyć inne dzieło (nieważne, czy grę, czy film, serial lub książkę), której historia tak bardzo by mnie zainteresowała, wciągnęła i pozostawiła rozbitym na całe miesiące. Nawet dzisiaj, gdy wspominam zagrywanie się w ten tytuł, czuję, jak bardzo był dla mnie ważny i szczególny. Ile bym oddał, abym jeszcze raz mógł odpalić pierwszy epizod nie wiedząc, co mnie dalej czeka…

Właśnie dlatego tym bardziej ucieszyłem się na wieść o kolejnej odsłonie cyklu. I choć „Before the Storm” nie jest bezpośrednią kontynuacją głównego wątku fabularnego, to wciąż osadzone jest w tym samym świecie. Ba, naszą protagonistką jest sama Chloe, czyli jedna z dwóch najważniejszych postaci serii. Wcześniej była naszą niegrywalną towarzyszką, a teraz przychodzi pora lepiej poznać jej przeszłość dzięki cofnięciu się o kilka (naście?) miesięcy względem wydarzeń z „jedynki”.

Sierpień 2017 - Before the Storm
Pora na kolejną emocjonalną przygodę…
Grafika: gry-online.pl

Trzyodcinkowy prequel swoją premierę ma właśnie dzisiaj, więc nawet nie jestem w stanie stwierdzić, czy warto było czekać. Choć jestem niemal przekonany, że odpowiedź jest oczywista. Mojego nastawiania nie zmieni nawet fakt, że tym razem producentem gry nie jest studio DONTNOD Entertainment, które jest odpowiedzialne za świetną pierwszą odsłonę. Wierzę jednak, że ich zastępcy z Deck Nine dali z siebie wszystko, a samo DONTNOD cały czas ciężko pracuje nad główną kontynuacją „Life is Strange”.

Koniec tego rozpisywania się. Pora grać!


Internet – Potencjalny scenariusz nowej części „Half-Life”

To chyba jeden z najdłużej istniejących internetowych virali. Od czasu wydania ostatniej części serii, a więc 2007 roku, gracze z całego świata spekulują ze sobą, żartują, ale i jednocześnie żywią ogromne nadzieje na powstanie kolejnej odsłony „Half-Life’a”. Nieważne pod jaką postacią. Czy byłby to trzeci epizod „dwójki”, czy może pełnoprawna „trójką” – nieistotne. Ogłoszenie takiego projektu, a potem jego premiera byłyby prawdopodobnie dwoma największymi wydarzeniami w historii gier komputerowych. Jednak jest pewien poważny problem – studio Valve (odpowiedzialne za tytuł) nie potrafi liczyć do trzech.

Żarty żartami, ale tak to wygląda w przypadku ogromnego odsetku ich produkcji. Jako przeszkodę w realizacji „trójki” należy też wyróżnić odchodzenie przez studio od praktyk twórczych i skupienie się na ich największej platformie gamingowiej – Steam. To ona jest teraz ich złożem dochodów.

Sierpień 2017 - Half-Life 3
Kto by pomyślał, że po dziesięciu latach gracze nadal będą wierzyć w kontynuację!
Grafika: denofgeek.com

Ostatnio temat „Half-Life’a 3” powrócił za sprawą byłego scenarzysty serii Marca Laidlawa, który od początku zeszłego roku nie znajduje się już w szeregach Valve. Na swojej stronie zamieścił artykuł, w którym przedstawił potencjalne zakończenie fabuły. Miało ono zostać zrealizowane w kolejnej odsłonie gry, co jednak nigdy się nie stało. Sam wpis scenarzysty nie jest bezpośrednim przedstawieniem historii, bowiem autor postanowił pozmieniać nazwy miejsc i imiona bohaterów. Nie sprawiło to jednak problemów zagorzałym fanom, którzy bez problemu zdołali przypisać wymienianym elementom ich „half-life’owe” odpowiedniki.

Publikacja Laidlawa wywołała ogromne zamieszanie i spekulacje w sieci. Na nowo zrobiło się głośno o wciąż nieistniejącym tytule. Zaczęto zastanawiać się, czy to czasem nie ostatni gwóźdź do trumny dla dalszych przygód Gordona – głównego protagonisty serii. Tym samym oberwało się innym grom studia Valve, których średnie oceny wystawiane przez graczy zaczęły drastycznie spadać. Powodem jest obwinianie tytułów takich jak „CS:GO” lub „Dota 2” za zrezygnowanie z procesu tworzenia „Half-Life’a 3”. Ciekawe, jak sprawa potoczy się dalej i czy w ogóle kiedykolwiek legendarna gra powstanie.


Aplikacja – „Flippy Knife”

Kolejny miesiąc i ponownie zmiana lidera na liście najczęściej pobieranych aplikacji mobilnych. Tym razem przyszła pora na wyjątkowo łatwą w obsłudze, jak i o prostym wyglądzie gierkę pod tytułem „Flippy Knife”. Jak sama nazwa mówi, rozchodzi się tutaj przede wszystkim o jak najbardziej umiejętne rzucanie nożem, za które otrzymuje się punkty. A im więcej ich się uzbiera, tym lepsze rezultaty i nagrody otrzymujemy. Wręcz banalne, prawda?

Nie do końca, bo żeby dobrze radzić sobie w grze, potrzeba dużo praktyki i cierpliwości. Aplikację pobrałem jakiś czas temu i spędziłem z nią kilkadziesiąt minut próbując swoich sił w różnych dostępnych trybach gry. W żadnym nie byłem utalentowany, dlatego po kilku podejściach poddałem się. To jednak nie dla mnie, a i czasu mi szkoda na trenowanie. Jednak wygląda na to, że tytuł od studia Beresnev Games radzi sobie całkiem dobrze i cieszy się dużym uznaniem graczy. Stąd właśnie długie utrzymywanie się na pierwszym miejscu top listy Google Play, a także niewiarygodna średnia nota wynosząca 4,7 na maksymalne 5 punktów.

Sierpień 2017 - Flippy Knife
Podrzucanie nożem stało się mobilnym numerem jeden.
Grafika: play.google.com

Wygląda na to, że „Flippy Knife” to świetny pomysł na zabicie czasu w nudnych chwilach. Gra powinna świetnie spisać się w oczekiwaniu na przybycie znajomych lub już za kilka dni podczas smętnych lekcji w szkole. A szeroki wachlarz noży do zdobycia i tabele wyników jeszcze bardziej urozmaicają rozgrywkę.

Ja nie sprostałem głównemu hasłu aplikacji – „Never give up!”. Może Wam się uda być silniejszymi?


Wydarzenie – Gamescom 2017

Targów tematycznych na ogólnoświatową skalę nigdy za wiele. Dopiero co w lipcu odbywał się Comic-Con w San Diego, a wcześniej E3 w Los Angeles. Teraz wielkie wydarzenie dla branży gier komputerowych zostało zorganizowane w Europie, a dokładnie w Kolonii w Niemczech. Dziewiąta już odsłona Gamescom to nic innego, jak jedne z najpopularniejszych na świecie wystaw tej konkretnej branży rozrywkowej. Jak zwykle bywa podczas ów wydarzeń – do hali Koelnmesse zjechało się wiele firm chcących zaprezentować swoje obecne, jak i nadchodzące projekty, a także sami zapaleńcy mogący zrobić wszystko, aby położyć ręce na nowych grach lub konsolach jako jedni z pierwszych.

Sierpień 2017 - Gamescom 2017
To tylko kropla w morzu miłośników gier, którzy odwiedzili Kolonię.
Grafika: gamingsociety.pl

W zeszłym roku Gamescom cieszył się nadzwyczajnie sporym zainteresowaniem, które widoczne było dzięki 345 tysiącom odwiedzających z aż 97 krajów świata. Do tej liczby należy dodać jeszcze 877 wystawców, którzy mieli przed kim prezentować swoje branżowe nowinki. Wśród nich przede wszystkim znalazły się nowe tytuły komputerowe, które pojawią się na rynku w najbliższych miesiącach. Dla przykładu studio Microsoft zapowiedziało oficjalnie grę „Age of Empires 4”, EA nowy dodatek do „The Sims 4” pod tytułem „Psy i koty”, zaś Ubisoft zaskoczyło swoim „Anno 1800”. Oprócz nowych projektów, ogłoszono wiele dodatków lub nowych informacji na temat wcześniej ujawnionych produkcji.

Jeśli jesteście zainteresowani dokładniejszą listą nowinek zaprezentowanych przez wystawców tegorocznego Gamescomu, to zapraszam do artykułu na stronie eurogamer.pl. Znajduje się na niej co najmniej kilka pozycji, które zaciekawiły nawet mnie, więc szczególnie polecam zaznajomienie się z najbliższymi planami w świecie gier.