Wyróżnienia miesiąca: Sierpień 2017

To ostatni dzwonek dla uczniów, aby zaopatrzyć się w najpotrzebniejszą wyprawkę szkolną i przygotować na powrót szarej codzienności. Za to studenci mogą nacieszyć się jeszcze jednym wolnym miesiącem nim przyjdzie pora na ponowne odwiedzenie uczelni. Kończy się sierpień, a więc okres wakacyjny mamy już za nami. Aby jeszcze zwiększyć poziom smutku i rozpaczy, podkreślę, że dni stają się już coraz krótsze, ciepła będzie mniej, a zza rogu powoli wychyla się jesień.

Sierpień 2017

Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Sezon ogórkowy się kończy i niebawem zostaniemy zasypani wieloma nowymi filmami, serialami, grami i im podobnymi. Na szczęście dwa miesiące wakacji nie były aż tak nudne, jak można było przewidywać w najczarniejszych scenariuszach. Bez trudu da się wyróżnić kilka znaczących elementów, które zapewniły nam dobrą rozrywkę w ciągu ostatnich tygodni. Dzisiaj, jako że żegnamy sierpień, spójrzmy wstecz dzięki kilku wybranym przeze mnie tytułom lub faktom, które miały swoje pięć minut.


Film – „Valerian i miasto tysiąca planet”

Jako może nie największy, ale na pewno duży fan komiksowych ekranizacji, niecierpliwie czekałem na nową produkcję reżysera Luca Bessona. Opowieść rysunkowa, na której motywach powstawał scenariusz do „Valeriana”, to okraszony tym samym tytułem jeden z najbardziej kultowych komiksów francuskich. Nic więc dziwnego, że było do czego odliczać dni. Ostatecznie po seansie miałem mieszane odczucia. Film podobał mi się, dostarczył dużo rozrywki i ciekawych efektów specjalnych, ale zabrakło w nim czegoś, co na długo utkwiłoby w mojej pamięci. Tymczasem mamy tu zaledwie sierżant Laureline graną przez Carę Delevingne oraz przeróżnych kosmitów, którzy przewijali się na ekranie co jakiś czas. To jednak wciąż mało.

Sierpień 2017 - Valerian
Galaktyka w „Valerianie” jest barwna i różnorodna. Zupełnie jak z łam komiksów.
Grafika: filmweb.pl

Jak wyglądały popremierowe realia? Z pewnością nie tragicznie, ale niedosyt u twórców pewnie pozostał. Jednym z tego wyznaczników może być dysproporcja, która pojawiła się między budżetem przeznaczonym na realizację filmu a ostatecznym zarobkiem na czas obecny. Jak można wyczytać w kilku źródłach, twórcy musieli włożyć w „Valeriana” niemałą sumę około 177 milionów dolarów. Ta kwota, jeśli korzystać z tych samych stron informacyjnych, niestety nie zwróciła się dzięki seansom kinowym. W samych Stanach Zjednoczonych zarobiono na obrazie nieco ponad 39 milionów dolarów, a w reszcie świata – 93. Łącznie daje to prawie 133 miliony, które trafiły na konto twórców. Różnica dość wyraźna.

Widzowie na pewno nie zostali zaspokojeni, bo ich oceny na różnych portalach wahają się do 5 do 6,5 na 10 możliwych. Myślę, że liczono na coś więcej, ale fakt ten nie podcina skrzydeł reżyserowi, który jeszcze w lipcu ogłosił, że posiada już scenariusz kontynuacji.


Serial – „The Defenders”

Netfliksowe seriale oparte na komiksach Marvela to jedna z lepszych rzeczy, jakie mogły przytrafić się tej konkretnej branży. Opinie o produkcjach były wprost fenomenalne, gdy światło dzienne ujrzały dwa sezony „Daredevila” oraz jeden „Jessiki Jones”. Potem przyszła kolej na „Luke’a Cage’a”, który swoim poziomem nieco zaniżył świetną passę superbohaterskich seriali, jednak wciąż nie był najgorszy w fachu. To miano przypadło „Ironowi Fistowi”, który jako ostatni otrzymał własny tytuł i zawiódł zdecydowaną większość widzów. A ci oczekiwali wiele, bowiem wówczas pozostało już tylko parę miesięcy do premiery serialu, w którym cała czwórka miała pojawić się razem.

Sierpień 2017 - The Defenders
Z tą czwórką nie warto zadzierać!
Grafika: filmweb.pl

Długie oczekiwanie opłaciło się w drugiej połowie tego miesiąca. „The Defenders” nareszcie trafili na platformę Netflix i jak zwykle wszystkie odcinki zostały opublikowane jednocześnie. Pozwoliło to fanom na kilkugodzinne odcięcie się od świata i wsiąknięcie do Nowego Jorku. Czwórka ulicznych herosów zjednoczyła się, aby wspólnie chronić swoje dzielnice przed największym dotychczas zagrożeniem. Oczywiście na ich skalę, bo samo miasto, często nazywane Wielkim Jabłkiem, spotkało się już z wieloma niebezpieczeństwami w pełnometrażowych filmach Marvela (jak chociażby pierwsi „Avengers”).

Można odetchnąć z ulgą, bo na całe szczęście „The Defenders” trzymają poziom o co najmniej kilka stopni wyższy niż solowe przygody Luke’a i Iron Fista. Co jednak nie oznacza, że produkcja w pełni pokryła się z oczekiwaniami widzów. Byli tacy, co liczyli na dużo więcej dobrego wynikającego ze wspólnego czasu ekranowego tak ciekawych postaci. Nie ma jednak co płakać – nikt nie mówił, że Murdock, Jones, Cage i Rand nigdy więcej nie powrócą.


Muzyka – Katy Perry, „Swish Swish”

Od dobrych kilku dni teledysk do najnowszego singla amerykańskiej wokalistki jest jednym z czołowych virali na YouTube. Na stronach specjalistycznych pisze się o nim bez przerwy. Jednak ważniejszy jest fakt, że wideo wywiera także spore zainteresowanie na samych użytkownikach sieci, którzy chętnie komentują jego zawartość obierając sobie za cel pozytywną lub negatywną krytykę.

Sierpień 2017 - Katy Perry
Jak oceniacie nową Katy Perry?
Grafika: youredm.com

Choć sam utwór „Swish Swish” prawdopodobnie nie raz już słyszeliście, bo opublikowany został w maju tego roku, to dopiero 24. sierpnia zaprezentowano nam jego oficjalny teledysk. W sam raz, bo o piosence Katy Perry powoli zapominali nie tylko słuchacze, ale i same radiostacje lub listy przebojów. W końcu minęły dobre trzy miesiące od premierowego odsłuchu. Jednak wideoklip z pewnością tchnął w kawałek drugie życie, bo w zaledwie kilka dób nabił ponad 50 milionów wyświetleń i nie schodzi z języków (ani klawiszy, jeśli mowa o tekście pisanym) setek tysięcy.

Główna w tym zasługa pewnej wyjątkowości. Pomysł na produkcję zakładał przedstawienie meczu koszykarskiego, w którym udział bierze drużyna słabeuszy z Katy na czele oraz murowani, silniejsi faworyci. Wszystko oprawiono mniej lub bardziej udaną scenerią i efektami komputerowymi. Te drugie przede wszystkim wyglądają amatorsko i komicznie (celowo?). Nic dziwnego skoro twórcy zdecydowali się nawet odnieść do kilku popularnych internetowych memów.

Jak wynika z komentarzy i ocen do klipu – opinie o nim są drastycznie różne. A co Wy uważacie?


Gra – „Life is Strange: Before the Storm”

Jedna z najważniejszych dla mnie premier w branży gier komputerowych. W pierwszej odsłonie wyjątkowo popularnego „Life is Strange” z 2015 roku jestem zakochany po dziś dzień. Trudno byłoby mi przytoczyć inne dzieło (nieważne, czy grę, czy film, serial lub książkę), której historia tak bardzo by mnie zainteresowała, wciągnęła i pozostawiła rozbitym na całe miesiące. Nawet dzisiaj, gdy wspominam zagrywanie się w ten tytuł, czuję, jak bardzo był dla mnie ważny i szczególny. Ile bym oddał, abym jeszcze raz mógł odpalić pierwszy epizod nie wiedząc, co mnie dalej czeka…

Właśnie dlatego tym bardziej ucieszyłem się na wieść o kolejnej odsłonie cyklu. I choć „Before the Storm” nie jest bezpośrednią kontynuacją głównego wątku fabularnego, to wciąż osadzone jest w tym samym świecie. Ba, naszą protagonistką jest sama Chloe, czyli jedna z dwóch najważniejszych postaci serii. Wcześniej była naszą niegrywalną towarzyszką, a teraz przychodzi pora lepiej poznać jej przeszłość dzięki cofnięciu się o kilka (naście?) miesięcy względem wydarzeń z „jedynki”.

Sierpień 2017 - Before the Storm
Pora na kolejną emocjonalną przygodę…
Grafika: gry-online.pl

Trzyodcinkowy prequel swoją premierę ma właśnie dzisiaj, więc nawet nie jestem w stanie stwierdzić, czy warto było czekać. Choć jestem niemal przekonany, że odpowiedź jest oczywista. Mojego nastawiania nie zmieni nawet fakt, że tym razem producentem gry nie jest studio DONTNOD Entertainment, które jest odpowiedzialne za świetną pierwszą odsłonę. Wierzę jednak, że ich zastępcy z Deck Nine dali z siebie wszystko, a samo DONTNOD cały czas ciężko pracuje nad główną kontynuacją „Life is Strange”.

Koniec tego rozpisywania się. Pora grać!


Internet – Potencjalny scenariusz nowej części „Half-Life”

To chyba jeden z najdłużej istniejących internetowych virali. Od czasu wydania ostatniej części serii, a więc 2007 roku, gracze z całego świata spekulują ze sobą, żartują, ale i jednocześnie żywią ogromne nadzieje na powstanie kolejnej odsłony „Half-Life’a”. Nieważne pod jaką postacią. Czy byłby to trzeci epizod „dwójki”, czy może pełnoprawna „trójką” – nieistotne. Ogłoszenie takiego projektu, a potem jego premiera byłyby prawdopodobnie dwoma największymi wydarzeniami w historii gier komputerowych. Jednak jest pewien poważny problem – studio Valve (odpowiedzialne za tytuł) nie potrafi liczyć do trzech.

Żarty żartami, ale tak to wygląda w przypadku ogromnego odsetku ich produkcji. Jako przeszkodę w realizacji „trójki” należy też wyróżnić odchodzenie przez studio od praktyk twórczych i skupienie się na ich największej platformie gamingowiej – Steam. To ona jest teraz ich złożem dochodów.

Sierpień 2017 - Half-Life 3
Kto by pomyślał, że po dziesięciu latach gracze nadal będą wierzyć w kontynuację!
Grafika: denofgeek.com

Ostatnio temat „Half-Life’a 3” powrócił za sprawą byłego scenarzysty serii Marca Laidlawa, który od początku zeszłego roku nie znajduje się już w szeregach Valve. Na swojej stronie zamieścił artykuł, w którym przedstawił potencjalne zakończenie fabuły. Miało ono zostać zrealizowane w kolejnej odsłonie gry, co jednak nigdy się nie stało. Sam wpis scenarzysty nie jest bezpośrednim przedstawieniem historii, bowiem autor postanowił pozmieniać nazwy miejsc i imiona bohaterów. Nie sprawiło to jednak problemów zagorzałym fanom, którzy bez problemu zdołali przypisać wymienianym elementom ich „half-life’owe” odpowiedniki.

Publikacja Laidlawa wywołała ogromne zamieszanie i spekulacje w sieci. Na nowo zrobiło się głośno o wciąż nieistniejącym tytule. Zaczęto zastanawiać się, czy to czasem nie ostatni gwóźdź do trumny dla dalszych przygód Gordona – głównego protagonisty serii. Tym samym oberwało się innym grom studia Valve, których średnie oceny wystawiane przez graczy zaczęły drastycznie spadać. Powodem jest obwinianie tytułów takich jak „CS:GO” lub „Dota 2” za zrezygnowanie z procesu tworzenia „Half-Life’a 3”. Ciekawe, jak sprawa potoczy się dalej i czy w ogóle kiedykolwiek legendarna gra powstanie.


Aplikacja – „Flippy Knife”

Kolejny miesiąc i ponownie zmiana lidera na liście najczęściej pobieranych aplikacji mobilnych. Tym razem przyszła pora na wyjątkowo łatwą w obsłudze, jak i o prostym wyglądzie gierkę pod tytułem „Flippy Knife”. Jak sama nazwa mówi, rozchodzi się tutaj przede wszystkim o jak najbardziej umiejętne rzucanie nożem, za które otrzymuje się punkty. A im więcej ich się uzbiera, tym lepsze rezultaty i nagrody otrzymujemy. Wręcz banalne, prawda?

Nie do końca, bo żeby dobrze radzić sobie w grze, potrzeba dużo praktyki i cierpliwości. Aplikację pobrałem jakiś czas temu i spędziłem z nią kilkadziesiąt minut próbując swoich sił w różnych dostępnych trybach gry. W żadnym nie byłem utalentowany, dlatego po kilku podejściach poddałem się. To jednak nie dla mnie, a i czasu mi szkoda na trenowanie. Jednak wygląda na to, że tytuł od studia Beresnev Games radzi sobie całkiem dobrze i cieszy się dużym uznaniem graczy. Stąd właśnie długie utrzymywanie się na pierwszym miejscu top listy Google Play, a także niewiarygodna średnia nota wynosząca 4,7 na maksymalne 5 punktów.

Sierpień 2017 - Flippy Knife
Podrzucanie nożem stało się mobilnym numerem jeden.
Grafika: play.google.com

Wygląda na to, że „Flippy Knife” to świetny pomysł na zabicie czasu w nudnych chwilach. Gra powinna świetnie spisać się w oczekiwaniu na przybycie znajomych lub już za kilka dni podczas smętnych lekcji w szkole. A szeroki wachlarz noży do zdobycia i tabele wyników jeszcze bardziej urozmaicają rozgrywkę.

Ja nie sprostałem głównemu hasłu aplikacji – „Never give up!”. Może Wam się uda być silniejszymi?


Wydarzenie – Gamescom 2017

Targów tematycznych na ogólnoświatową skalę nigdy za wiele. Dopiero co w lipcu odbywał się Comic-Con w San Diego, a wcześniej E3 w Los Angeles. Teraz wielkie wydarzenie dla branży gier komputerowych zostało zorganizowane w Europie, a dokładnie w Kolonii w Niemczech. Dziewiąta już odsłona Gamescom to nic innego, jak jedne z najpopularniejszych na świecie wystaw tej konkretnej branży rozrywkowej. Jak zwykle bywa podczas ów wydarzeń – do hali Koelnmesse zjechało się wiele firm chcących zaprezentować swoje obecne, jak i nadchodzące projekty, a także sami zapaleńcy mogący zrobić wszystko, aby położyć ręce na nowych grach lub konsolach jako jedni z pierwszych.

Sierpień 2017 - Gamescom 2017
To tylko kropla w morzu miłośników gier, którzy odwiedzili Kolonię.
Grafika: gamingsociety.pl

W zeszłym roku Gamescom cieszył się nadzwyczajnie sporym zainteresowaniem, które widoczne było dzięki 345 tysiącom odwiedzających z aż 97 krajów świata. Do tej liczby należy dodać jeszcze 877 wystawców, którzy mieli przed kim prezentować swoje branżowe nowinki. Wśród nich przede wszystkim znalazły się nowe tytuły komputerowe, które pojawią się na rynku w najbliższych miesiącach. Dla przykładu studio Microsoft zapowiedziało oficjalnie grę „Age of Empires 4”, EA nowy dodatek do „The Sims 4” pod tytułem „Psy i koty”, zaś Ubisoft zaskoczyło swoim „Anno 1800”. Oprócz nowych projektów, ogłoszono wiele dodatków lub nowych informacji na temat wcześniej ujawnionych produkcji.

Jeśli jesteście zainteresowani dokładniejszą listą nowinek zaprezentowanych przez wystawców tegorocznego Gamescomu, to zapraszam do artykułu na stronie eurogamer.pl. Znajduje się na niej co najmniej kilka pozycji, które zaciekawiły nawet mnie, więc szczególnie polecam zaznajomienie się z najbliższymi planami w świecie gier.

Reklamy

Pograj i posłuchaj #4 | Grand Theft Auto: Vice City

Czas - 10


Świetna ścieżka dźwiękowa każdego rodzaju produkcji ma to do siebie, że zapamiętuje się ją na bardzo długi czas. Często mam tak, że po obejrzeniu filmu, serialu lub przejściu gry komputerowej szukam w sieci listy piosenek, które zostały w nich użyte i odsłuchuje je po raz kolejny, na spokojnie, w domowym zaciszu. Wtedy zaczyna się prawdziwy test dobrego soundtracku. Jeśli po miesiącach lub latach słysząc dany kawałek szybko i bezproblemowo kojarzysz go z jakąś sytuacją lub elementem produkcji, w której się znalazł, to oznacza, że utwór spełnił swoją rolę. Zapadł w pamięć na wystarczająco długo, więc po prostu jest częścią wyśmienicie wyselekcjonowanej oprawy audio. Proste i logiczne!

Pograj i posłuchaj - Vice City #1
Źródło: rockstargames.com/grandtheftautovicecity

Zawężając środowisko rozrywkowe wyłącznie do gier wideo, jednym z przykładów takiego zjawiska jest nieco leciwy tytuł, w którego niegdyś zagrywano się przez dziesiątki, jak nie setki godzin – „Grand Theft Auto: Vice City”. I choć zgodnie z oznaczeniami na pudełku powinien być on dostępny wyłącznie dla dorosłych graczy, to swój czas spędzało w nim też wiele młodszych osób. I co z tego wynikło? Nieuleczalne szkody na psychice obecnych dwudziestokilkulatków? Skądże znowu. Teraz przynajmniej mamy wspomnienia, które utkwiły w pamięci już chyba na zawsze.


Podstawowe informacje

Serii tej nie trzeba chyba przedstawiać nawet tym, którzy z grami komputerowymi niewiele mają wspólnego. Kultowe już „GTA” niewątpliwie znajduje się w czołówce najpopularniejszych wieloletnich cykli, których odsłony do dziś wypuszczane są na komputery osobiste i konsole. Chętnie poznałbym choć jedną osobę, która nigdy w życiu, ani razu, nie położyła swój palców na klawiaturze lub padzie, gdy na ekranie odpalała się któraś z licznych wersji „Grand Theft Auto”.

Dzisiaj jednak chcę przytoczyć odsłonę z 2003 roku, czyli czasu, gdy ja sam miałem zaledwie osiem lat. Dokładnie, podczas mojego pierwszego kontaktu z tą grą w zupełności nieprzeznaczoną dla dzieciaków, byłem uczniem drugiej klasy szkoły podstawowej. I nie byłem wyjątkiem, bo w omawiane „Vice City” zagrywało się także wielu moich rówieśników. O starszych osobach już nie wspominając.

Pograj i posłuchaj - Vice City #2
Witaj w Vice City!
Źródło: rockstargames.com/grandtheftautovicecity

Spośród wszystkich wydanych ówcześnie edycji „Grand Theft Auto” od amerykańskiego studia Rockstar Games (chyba mojego drugiego ulubionego zaraz po Telltale Games), to z florydzkim klimatem lat osiemdziesiątych było szóstą. I zaledwie drugą, która oferowała nam widok z trzeciej osoby zza pleców głównego protagonisty oraz świat wygenerowany w trójwymiarze. Przedtem wszystko śledzić można było z lotu ptaka, a bohaterowie, samochody i budynki były niczym innym, jak niewielkimi obiektami zbudowanymi ze sporych rozmiarów pikseli.

„Vice City”, tak jak wszystkie przeszłe i przyszłe odsłony serii, to tak zwany sandbox, a w dosłownym tłumaczeniu piaskownica. Chodzi o to, że gra oferuje nam dostęp do całego wirtualnego świata, a więc w tym przypadku miasta rozdzielonego na parę wysp otoczonych oceanem, a my sami możemy decydować, co chcemy robić. Mamy możliwość podążania za fabułą dostępną w coraz to nowszych misjach do wykonania, ale jeśli nabierzemy ochoty na zwiedzanie okolic, zabawę z otoczeniem lub próbowanie sił w pobocznych zadaniach – droga wolna. W „GTA” można robić co się żywnie podoba i taka jest idea serii.

Pograj i posłuchaj - Vice City #3
Jak w każdym „GTA”, pojazdów do wyboru jest mnóstwo. Tylko od Ciebie zależy, który skradniesz.
Źródło: rockstargames.com/grandtheftautovicecity

Rozgrywka

Przejdźmy jednak szczegółowo do tego, co oferuje nam „Vice City”. Każda odsłona cyklu przedstawia nowych głównych bohaterów, nad którymi zyskujemy kontrolę. W tym przypadku przyszła kolej na Toma Vercettiego. Zasłynął on nie tylko ze swojej standardowej niebieskiej koszuli w palmy (idealnie dopasowane do klimatu gry), ale także z umiejętności mówienia. Czemu? Po pozbawionym głosu protagoniście z poprzedniej części „GTA”, odzywający się Tom był miłym akcentem.

Motywy przewodnie produkcji nie odbiegają od wszystkich pozostałych. Zostajemy wrzuceni do przestępczego światka, w którym nasza postać musi jakoś się odnaleźć, a następnie wspiąć na jak najwyższy szczebel panującej tu hierarchii. Jak już wspomniałem – wszystko rozgrywa się w bardzo nastrojowych latach osiemdziesiątych, co jest jednym z największych atutów gry zapewniających jej ogromny sukces. A to dlatego, że klimat został odwzorowany na piątkę z plusem i bije od pierwszych minut rozgrywki do samych napisów końcowych.

Pograj i posłuchaj - Vice City #4
W grze nie brakuje przyjemnych widoków. Choćby na rozciągającej się na kilometry plaży.
Źródło: rockstargames.com/grandtheftautovicecity

Kontrolowany przez nas bohater ma na głowie porachunki z różnymi gangami i grupami żyjącymi w Vice City, które stopniowo poznajemy w ciągu misji fabularnych. Są one niemal znakiem rozpoznawczym serii. Na wszechobecnej mapie miasta w rogu ekranu ulokowane są inicjały zleceniodawców, do których należy się wybrać, aby pchnąć główny wątek dalej. Jednak jeśli nie mamy w obecnej chwili ochoty na konkretne rozkazy i wykonywanie ich z jak najlepszym efektem – zawsze pozostaje moc innych funkcji gry do odkrycia.

Prawy brzeg jednej z wysp to istna niekończąca się plaża, na której można podziwiać wylegujące się skąpo ubrane wirtualne panie, biegać w blasku zachodzącego słońca lub… urządzać polowania z bronią palną na tutejszych turystów. W innych częściach mapy nie brakuje miejskich krajobrazów, nietypowych mieszkańców do spotkania, a przede wszystkim samochodów do skradnięcia i rozbijania się nimi tu i ówdzie.

Pograj i posłuchaj - Vice City #5
( ͡° ͜ʖ ͡°)
Źródło: rockstargames.com/grandtheftautovicecity

A skoro wspomniałem już o broniach i kradzieżach – dostępna gama jednych, jak i drugich nie jest może tak imponująca jak w przyszłych odsłonach serii, ale wciąż daje mnóstwo możliwości do zabawy. Należy zapamiętać, że „GTA: Vice City” to przede wszystkim shooter, a więc bez strzelania nie ma tutaj rozgrywki. Nawet jeśli zdecydujemy się być prawymi obywatelami po godzinach „pracy” (między innymi zatrzymując się na każdym czerwonym świetle), to w czasie wykonywania powierzonych zadań i tak będziemy zmuszeni do rozstrzelania kilku…set losowych przeciwników. Funny!

Pograj i posłuchaj - Vice City #6
Florydzka masakra piłą mechaniczną.
Źródło: rockstargames.com/grandtheftautovicecity

Do tej pory pamiętam misję, w której napadłem otyłego mężczyznę na basenie znajdującym się na dachu jednego z budynków. Nic nadzwyczajnego gdyby nie to, że trzeba było zabić go piłą łańcuchową poprzedzając ten czyn chwilą pogoni.

Lotniska, pola golfowe, stadiony lub centra handlowe to tylko kilka lokalizacji z całego wirtualnego świata, w które możemy się udać i spędzić miło czas. Ponadto warto uważnie poruszać się po całym mieście, gdzie dosłownie co krok ukryte są różne ciekawe przedmioty lub ciekawostki. W niektórych zaułkach spotkać się można z orężem gotowym do użycia w każdej chwili, a w innych czekać będą ukryte paczki, których kompletne zebranie (a jest ich ze sto) wymagane jest do ukończenia gry na 100%. Nie lada wyzwanie.

Czemu „Vice City” zawdzięcza takie uznanie oraz zachwyt nad idealnym klimatem oceanicznych wysp lat osiemdziesiątych? Grafika na dzisiejsze czasy pozostawia wiele do życzenia, jednak tytuł nadal ujmuje ze względu na świetnie zaprojektowany świat przedstawiony i elementy w nim usytuowane. Liczne palmy nawet w centrum miasta, różowe niebo o zachodzie słońca nad piaszczystymi plażami, dobrze rozpisany wątek fabularny wykorzystujący możliwości nadane przez miejsce osadzenia akcji i… soundtrack.

Pograj i posłuchaj - Vice City #7
Takie cudne zestawy wciąż można kupić na Amazonie. Pięknie poszerzą muzyczną biblioteczkę.
Źródło: erlat.blogspot.com

Ścieżka dźwiękowa

Ponad 14 lat minęło, odkąd „Grand Theft Auto: Vice City” ujrzało światło dzienne i miłośnicy gatunku zaczęli rozkoszować się kultową produkcją studia Rockstar Games. Pośród tego wszystkiego największym fenomenem, według mnie, jest fakt, że piosenki, które towarzyszyły przez niemal całą rozgrywkę, są pamiętane do dzisiaj. Można powiedzieć, że zapisały się na łamach historii gier komputerowych jako jedna z najlepszych i najdłużej zapamiętanych opraw dźwiękowych. Stały się po prostu kultowe.

Czego to zasługa? Radia. W „GTA” głównym odtwarzaczem jakiejkolwiek muzyki są radioodbiorniki ulokowane w samochodach, do których wsiadamy naszym bohaterem niezliczoną liczbę razy. Zmieniamy je jak rękawiczki, jednak samych stacji radiowych w grze jest dostępnych kilka, a w każdej z nich znajduje się co najmniej kilkanaście utworów. A te, odtwarzane na okrągło, zdołały zadomowić się w naszej pamięci długotrwałej.

Osoby, które wówczas były odpowiedzialne za dobór piosenek do gry, zrobiły kawał dobrej roboty. Twórcy z pewnością świetnie zdają sobie sprawę, jak ważnym elementem ich serii jest ścieżka dźwiękowa, o czym świadczą chyba wszystkie części „GTA”, bo w każdej (nawet najnowszej) znajduje się co najmniej kilka kawałków, które po czasie automatycznie kojarzą nam się z danym tytułem.

Przykłady w „Vice City”? Proszę, jest ich mnóstwo. Stacji radiowych dostępnych do odsłuchu jest tam dziewięć, z czego dwie bazują na rozmowach i wywiadach, więc próżno szukać w nich muzyki. Jednak pozostałych siedem wystarczy, aby nakarmić nas, graczy, porządną dawką klimatycznych utworów. Mi najbardziej w pamięci utkwiła radiostacja „Emotion 98.3”, gdzie latynoski prowadzący częstuje licznymi kawałkami z gatunku soft rock i pop-rock. Wysłuchamy tam takich kultowych hitów, jak „Africa” od Toto, „I Just Died in Your Arms” w wykonaniu Cutting Crew lub „Crockett’s Theme” Jana Hammera. Każdy, kto miał choć minimalną styczność z tą grą, po usłyszeniu paru pierwszych sekund tych nagrań natychmiast sobie je przypomni i uświadomi, jak świetnie zna je po latach 😊

A to zaledwie jedna z siedmiu muzycznych stacji. Na „V-Rock” wysłuchamy cięższe utwory, pośród których znajdziemy tak popularne, jak „Bark at the Moon” samego Ozzy’ego Osbourne’a lub „2 Minutes to Midnight” grane przez Iron Maiden. Idąc dalej warto wymienić jeszcze „Flash FM”, gdzie swoje miejsce znaleźli między innymi Micheal Jackson wraz z „Billie Jean” oraz Bryan Adams wykonujący „Run to You”. Obie te piosenki, jak i kilkanaście pozostałych, utrzymane są głównie w nurcie popowym i nowej fali.

Jest jeszcze muzyka latynoska, funkowo-soulowa, hip-hopowa oraz post-punkowa. Dla każdego coś dobrego. Między innymi z tego względu uważam, że ścieżka dźwiękowa do „Vice City” aż tak pozytywnie została przyjęta – każdy z graczy mógł ustawić w wirtualnym samochodzie stację radiową, która najbardziej do niego przemawia i przez wiele godzin rozgrywki podśpiewywać razem z nią. Nic dziwnego, że potem te utwory na długo osiedliły się w głowach i pamięta się o nich po dziś dzień.

Może to głupio zabrzmi, ale wdzięczny jestem za to, że za dzieciaka mogłem zagrywać się w „GTA”. Dla niektórych może to niemoralne, nieodpowiedzialne i naganne, ale cóż… dzisiaj mam same pozytywne wspomnienia i całkiem normalną psychikę 😉

Wyróżnienia miesiąca: Lipiec 2017

Zgadzam się, pogoda za oknem nie rozpieszcza, a już na pewno nie spełnia oczekiwań tych, którzy w lipcu postanowili wybrać się na upragniony urlop. Choć ostatnio nie brakowało gorętszych dni, to jednak więcej było tych wczesnowiosennych niż typowo letnich. W tym roku chmury i deszcze wyjątkowo upodobały sobie polskie terytoria, jednak na złagodzenie nerwów mogę napisać, że słyszałem o poprawie pogody w sierpniu. Będzie bardziej wakacyjna. Ale na ile w tym prawdy i czy moje źródła informacji są godne zaufania – nie mam zielonego pojęcia.

Sposób, aby się o tym przekonać, jest tylko jeden. Musimy poczekać i sami zobaczyć, co przyniesie nowy miesiąc. Dzisiaj oficjalnie żegnamy się z lipcem, co oznacza, że połowa szkolnych wakacji już minęła, ale na rozpaczanie przyjdzie jeszcze czas. Warto jednak zaznaczyć, że ostatnie cztery tygodnie obfitowały w istotne premiery, wydarzenia i fakty, o których nie zaszkodzi sobie przypomnieć. Tak dla podsumowania pierwszej części lata.

Czytaj dalej Wyróżnienia miesiąca: Lipiec 2017

Wyróżnienia miesiąca: Czerwiec 2017

Lekko spóźnione, ale wciąż te same. Chociaż ku końcowi dobiega już pierwszy tydzień lipca (swoją drogą dość mało letni, kiedy wyjrzy się przez okno), to mimo tego publikowania obiecanych comiesięcznych tekstów z wyróżnieniami nie można zaniechać. Jest to pierwszy raz, gdy post z tej serii nie ukazuje się w ostatni dzień danego miesiąca, ale wytłumaczeń tego zajścia jest wiele. Sesja, obrona dyplomowa, przeprowadzka i praca wcale nie ułatwiają prowadzenia bloga. Jednak oto nadszedł dzień wolny, a więc i nieco czasu się znalazło, aby zaległości nadrobić. I tak oto przedstawiam Wam wybrane przeze mnie najważniejsze lub najciekawsze tytuły, fakty i wydarzenia z czerwca, o których warto wspomnieć żegnając szósty miesiąc roku. Tak, za kolejnych tyle data przeskoczy już na 2018! Gdzie ten czas umyka?

Czytaj dalej Wyróżnienia miesiąca: Czerwiec 2017

Wyróżnienia miesiąca: Maj 2017

Rzadko skrywające się za chmurami słońce i temperatura sięgająca nawet trzydziestu kresek powyżej zera sprawia, że coraz bardziej czujemy nadchodzące lato. Nic dziwnego, skoro mamy już koniec maja. Lada moment rozpoczną się ostatnie egzaminy na uniwersytetach, a uczniowie szkół poznają swoje końcowe oceny i będą odliczać pojedyncze dni do ceremonii zakończenia roku. Jednak nim myślami powędrujemy nad morze, jeziora czy w góry (w zależności od miejsca urlopowania), trzeba skupić się na rzeczach nam najbliższych. Oprócz wymienionych przed chwilą zaliczeń, na mojej głowie jest oczywiście blog. Sztywnych reguł dotyczących publikowania tekstów nie mam, poza jednym wyjątkiem. Serią „Wyróżnienia„, której każda część musi ukazać się ostatniego dnia miesiąca. Nazwa mówi wszystko. W takim razie, jako że kalendarze wskazują dzisiaj 31 maja, pora wybrać kilka najciekawszych faktów i wydarzeń z ostatnich tygodni, które odpowiadają tematyce bloga. Jak za każdym razem 😉

Czytaj dalej Wyróżnienia miesiąca: Maj 2017