„Jurassic World: Upadłe królestwo” – Poskramiając matkę naturę

Dokładnie trzy lata temu miejsce miał wielki powrót najpopularniejszej serii filmowej o dinozaurach w historii kina. Jakiegokolwiek zdania nie miałoby się na ten temat, „Jurassic World” okazał się kasowym przebojem, zajmując obecnie piątą pozycję na liście światowego Box Office’a. Tak imponujący wynik musiał oznaczać jedno – przygotowania do kolejnej odsłony franczyzy. I choć pewnie takie plany mieli w głowach twórcy jeszcze przed rozbiciem banku, finansowy sukces dał ostateczne zielone światło nowej produkcji.

Nie trzeba chyba zbytnio przypominać, że najnowsze filmy z dinozaurami w rolach głównych to kontynuacja kultowej już trylogii wyreżyserowanej przez Stevena Spielberga w latach dziewięćdziesiątych. Jej fenomen wziął się przede wszystkim z widowiskowego podejścia jak na ówczesne czasy, zważywszy też na to, że technologia komputerowa nie stała wtedy na tak wysokim poziomie jak obecnie. „Jurassic Park” zrobił wówczas ogromne wrażenie na widzach z całego świata i do dziś chętnie się do niego powraca. Ale ponad dwie dekady od premiery pierwszej części serii to w kinematografii kawał czasu, jeśli pod uwagę weźmiemy rozwój techniki (a w szczególności lubianego lub nie CGI).

Czytaj dalej „Jurassic World: Upadłe królestwo” – Poskramiając matkę naturę

„Wyspa psów” – Naturalistyczny obraz więzi człowieka z psem

Amerykański reżyser Wes Anderson postanowił nie walczyć z czasem i poświęcił go na zrealizowanie kolejnego filmu tyle, ile tylko było potrzebne. Ostatnia jego produkcja sprzed czterech lat – „Grand Budapest Hotel”, została ozłocona licznymi cennymi nagrodami branży filmowej, jak przede wszystkim czterema Oscarami, w tym za najlepszą muzykę oryginalną oraz kostiumy. Nie dziwi więc fakt, że o Andersonie zrobiło się głośno mimo jego dość kontrastowej działalności.

Wyspa psów (1)
Źródło: filmweb.pl

Skąd takie określenie? Z jednej strony w reżyserii siedzi już względnie długo, bo od 1994 roku, kiedy to zadebiutował z krótkometrażówką „Bottle Rocket”, a po niej przyszła pora na półtoragodzinny obraz obarczony tym samym tytułem. Wynika z tego, że filmami zajmuje się już od dobrych 24 lat, jednak jego dorobek liczy sobie „zaledwie” dwanaście pozycji.

Czytaj dalej „Wyspa psów” – Naturalistyczny obraz więzi człowieka z psem

„Soma 0,5 mg”, czyli co zrodziło się z połączenia Taco i Quebo

Każdy, kto choć trochę mnie zna, wie, jak bardzo zafascynowany jestem twórczością Filipa Szcześniaka. Jego muzyką zainteresowałem się jeszcze, gdy najnowszym projektem rapera była „Umowa o dzieło”. Potem przyszedł czas na wysłuchanie Taco na żywo na Hali Stulecia we Wrocławiu i jakoś już tak się potoczyło. W efekcie na mojej półce znaleźć można wszystkie wydane przez niego płyty, łącznie z anglojęzycznym „Young Hems”, które ukazało się w fizycznej formie dopiero wraz z debiutem epki „Wosk” w lipcu 2016 roku.

Taconafide - Taco Hemingway
Źródło: youtube.com

Działalność Kuby Grabowskiego również nie jest mi obca. Chyba jak każdemu, kto choć od czasu do czasu posłucha polskiego hip-hopu. Quebonafide jest aktualnie prawdopodobniej najbardziej charakterystycznym raperem na naszej rodzimej scenie, na co zasłużył sobie nie tyle wizerunkiem (choć z pewnością również), co faktycznie wyjątkowym dorobkiem płytowym. „Ezoteryka” będąca pierwszym solowym albumem oraz sporych rozmiarów projekt „Egzotyka”, którego piosenki i teledyski do nich przedstawiają najróżniejsze miejsca i kultury świata, zapisały Quebo na stałe w bujnej historii polskiego rapu.

Czytaj dalej „Soma 0,5 mg”, czyli co zrodziło się z połączenia Taco i Quebo

„Player One” – recenzja: Wirtualny skok w popkulturę

Wszystkim tym, którzy zastanawiają się nad odwiedzeniem kina ze względu na nowy film Stevena Spielberga, mówię od razu – idźcie. Naprawdę warto! Nie myślcie o tym więcej i najlepiej już teraz rezerwujcie bilety. Nawet jeśli „Player One” nie zachwyci Was tak samo, jak mnie, to na pewno będzie to doświadczenie warte wydania swoich pieniędzy i zobaczenia go na wielkim ekranie. Tak bardzo widowiskowe produkcje nie są wyświetlane zbyt często.

Player One - 1
Źródło: thepopbreak.com

Wiem, można odnieść inne wrażenie, gdy żyje się w czasach popularności komiksowych ekranizacji, fascynacji science-fiction i motywami futurystycznymi, ale jednak nie każdy film tego typu prezentuje aż tak wysoki poziom. A „Player One” jest ewenementem co najmniej ze względu na oprawę wizualną i dźwiękową. Strona techniczna wiesza poprzeczkę niezwykle wysoko, o czym warto przekonać się na własnej skórze.

Czytaj dalej „Player One” – recenzja: Wirtualny skok w popkulturę

Co urzekło mnie w pierwszym sezonie „Serii niefortunnych zdarzeń”?

Dzisiejszego poranka platforma streamingowa Netflix uraczyła nas nowym, drugim sezonem jednego ze swoich najpopularniejszych seriali. „Seria niefortunnych zdarzeń”, czyli opowieść garściami czerpiąca z literackiego pierwowzoru spod pióra Daniela Handlera (podpisującego się jako Lemony Snicket) zadebiutowała nieco ponad rok temu. Zainteresowali się nią nie tylko wielbiciele powieści liczącej trzynaście tomów, czy też ci, którzy powoli zapominali już o ekranizacji z 2004 roku, w której wystąpili tacy aktorzy, jak Jim Carrey i Meryl Streep.

Seria niefortunnych zdarzeń - sezon 1 - 1
Źródło: netflix.com

„A Series of Unfortunate Events” trafiło także do osób, które wcześniej nie były jakkolwiek zaznajomione z historią, w tym do mnie. Za dzieciaka książki Handlera nie trafiły do moich rąk, a wcześniej wspomniany film jakoś umknął mojej uwadze. Ba, nawet sam netfliksowy serial obejrzałem bardzo późno, bo dopiero po kilkunastu miesiącach – zaledwie parę tygodni temu. Wstyd i hańba, a teraz wiem o tym i ja, bo ostatecznie zachwyciłem się losami sierot Baudelaire.

Czytaj dalej Co urzekło mnie w pierwszym sezonie „Serii niefortunnych zdarzeń”?