Wyróżnienia miesiąca: Listopad 2017

Witaj, grudniu! Co to będzie za miesiąc! Już jutro uświadczymy małego przedsmaku zbliżających się wielkimi krokami świąt Bożego Narodzenia w postaci Mikołajek wypełnionych małymi, słodkimi upominkami, następnie przyjdzie oczekiwać nam na premierę upragnionej przez wielu kolejnej części „Gwiezdnych wojen”, a zaledwie nieco ponad tydzień po nich odwiedzimy swoje rodzinne strony, aby radośnie obchodzić najbardziej magiczny czas w roku. I nie zapomnijmy o wieńczącym to wszystko Sylwestrze, czyli wielkim pożegnaniu się z 2017 rokiem!

Listopad 2017

To wszystko jest tuż przed nami, ale zatrzymajmy się choć na chwilę, aby spojrzeć wstecz na ostatnie 30 dni i to, co w tym czasie się działo. Listopad wcale nie ustępuje pozostałym miesiącom tego roku, jeśli chodzi o kinowe premiery, nowe seriale, przebojową muzykę, interesujące gry, niespodziewane zjawiska w internecie, czy też popularne wydarzenia w naszym otoczeniu. Jak już przystało na serię „Wyróżnienia miesiąca”, przytoczę po jednym przykładzie z każdej tej dziedziny, które wspólnie pokażą, jak ciekawym okresem był listopad. Zarazem jest to już przedostatnia odsłona tegorocznego, stałego cyklu!


Film – „Liga sprawiedliwości”

Powoli, aczkolwiek coraz śmielej kreowane kinowe uniwersum superbohaterów DC Comics doczekało się filmu, który tylko wisiał w powietrzu od momentu, gdy studio Warner Bros. zdecydowało się wejść do gry i zacząć konkurować z budowanym od niemal dziesięciu lat filmowym światem największej konkurencji – Disneya i jego światka Marvela. Widzieliśmy już solowe przygody Supermana, Batmana, a nawet Wonder Woman, której to poświęcona ekranizacja odniosła największy dotychczas sukces spośród pozycji tej stajni. Choć całą trójkę zobaczyliśmy już w „Batman v Superman” z zeszłego roku, to wciąż nie był to film, na który czekali najwierniejsi fani DC. Ten miał nadejść dopiero w listopadzie 2017, na kiedy to zapowiedziano „Justice League” skupiające w sobie większą liczbę herosów znanych z wieloletnich łam komiksów.

Wspomniana trójca została rozszerzona o zupełnie nowe postacie – Aquamana, Flasha i Cyborga, co spowodowane było jak dotąd największym złem czyhającym na ludzkość w świecie wykreowanym przez DC. Film miał być pewnego rodzaju odpowiedzią na marvelowskich „Avengers” z 2012 roku, jednak jak pokazują napływające wyniki finansowe po premierze produkcji, a także same oceny od krytyków i widzów, coś poszło nie tak.

Listopad 2017 - Liga sprawiedliwości
Takiego zjednoczenia na wielkim ekranie w stajni DC jeszcze nie było.
Źródło: filmweb.pl

Kolorowo nie było już od pierwszego dnia światowej premiery, która odbyła się w piątek 17 listopada. Choć film emitowany był już w niektórych krajach dzień lub dwa wcześniej w ramach pokazów przedpremierowych, to i tak Warner Bros. musiało pogodzić się z niewypełnieniem minimalnego planu zarobkowego. Biorąc jednak pod uwagę wyłącznie wspomniany piątek, prognozowane 120 milionów dolarów przychodu z biletów zmniejszyło się ostatecznie do zaledwie 96. Zaś spoglądając na cały premierowy weekend i wyłączając ze statystyk Stany Zjednoczone, obraz zgarnął 158 milionów w amerykańskiej walucie, co zdecydowanie odbiega od oczekiwanego progu 200 milionów. Są to wyniki gorsze od chociażby tych, jakie otrzymała „Wonder Woman” kilka miesięcy wcześniej w czerwcu.

Aby podtrzymać jeszcze moje słowa dotyczące raczej przeciętnych opinii widzów, mogę przytoczyć raczej niewygórowaną średnią 6,5 na 10 punktów na polskim Filmwebie, nieco lepsze 7,3 na ogólnoświatowym IMDb, a także ratujące honor 82% od użytkowników Rotten Tomatoes. Co do ostatniego serwisu, zupełnie odwrotnie ma się ocena pochodząca od krytyków, którym obraz nie przypadł do gustu, jako że średnia ich recenzji oscyluje wokół zaledwie 42%. Widocznie DC wciąż musi podreperować swoje filmowe uniwersum.


Serial – „The Punisher”

Odkąd postać byłego weterana bestialsko mordującego rzesze mniej lub bardziej winnych osób pojawiła się w netfliksowym serialu „Daredevil” wiosną zeszłego roku, fani produkcji głośno nawoływali, aby twórcy poważniej potraktowali bohatera i przydzielili mu solowy tytuł. Na reakcję ze strony studia odpowiedzialnego za odcinkowe ekranizacje marvelowskich kreacji nie trzeba było długo czekać. Wkrótce zapowiedziano, że Franka Castle’a będziemy mogli poznać bliżej w jego własnym serialu, który ostatecznie został zaplanowany na późniejszą część 2017 roku.

Wygląda na to, że długie oczekiwanie opłaciło się, ponieważ „The Punisher”, który oficjalnie ukazał się na platformie Netflix w połowie listopada, spotkał się ze sporym uznaniem widzów i obecnie jest chwalony jako jedna z najlepszym (a przy okazji najbrutalniejszych) produkcji wywodzących się z kooperacji takich studio, jak ABC i Marvel Entertainment. Tytuł zyskał trzynaście godzinnych epizodów, co jest typową liczbą dla netfliksowych seriali (chociaż ostatnio zauważa się odchodzenie od tej zasady). To w tym czasie mamy okazję śledzić poczynania Franka, który (jak dowiedzieliśmy się jeszcze w „Daredevilu”) został w nieludzki sposób pozbawiony najbliższej rodziny. Od tej chwili przyświeca mu tylko jeden cel – zemsta za doświadczone zło. I jak szybko się okazuje, nic nie staje mu na przeszkodzie, aby ukończyć swoją misję. Zaś poglądy Castle’a są jasne – ogień należy zwalczać ogniem.

Listopad 2017 - The Punisher
Frank Castle musi stawić czoła krwawym porachunkom.
Źródło: filmweb.pl

„The Punisher” pozostaje najbardziej brutalnym i kryminalistycznym tytułem spośród dotychczasowych propozycji Netliksa. Zgadzają się z tym wszyscy, którzy mieli już okazję prześledzić historię głównego bohatera. Jest to również wyczekiwany powrót na wysoki poziom znany z serialów pokroju „Daredevil” i „Jessica Jones”, po których marvelowskie tytuły odcinkowe nieco osłabły. Apogeum miało miejsce wraz z premierą „Iron Fista”, który uchodzi za najnudniejszą produkcję spośród wszystkich dotychczasowych. Nawet „The Defenders” pozostawili u wielu widzów pewien niesmak. Jednak tym razem „The Punisher” okazał się być na tyle solidną robotą, że w serwisach tematycznych łatwo zgarnia oceny pomiędzy 8 a 9 punktów na dziesięć możliwych. Oby tak dalej!


Muzyka – Sia, „Everyday Is Christmas”

O świeżym albumie muzycznym australijskiej wokalistki pisałem już nieco w jednym z ostatni tekstów, gdzie zaproponowałem Wam parę kultowych świątecznych płyt, które co roku rozbrzmiewają w radiach, galeriach handlowych i ulicach miast nie tylko w naszym kraju, ale i na świecie. Teraz Sia wraz ze swoimi dziesięcioma bożonarodzeniowymi utworami ma szansę dołączyć do tego grona. Świadczyć o tym mogą zarówno liczne odtworzenia tych piosenek na wielu popularnych platformach, jak między innymi YouTube lub Spotify, jak i przychylne opinie krytyków muzycznych, czy też całkiem dobre wyniki sprzedaży wirtualnych oraz materialnych egzemplarzy albumu.

Kawałki „Santa Is Coming to Town”, „Snowman” oraz kilka innych miały swoją oficjalną premierę w piątek, 17 listopada. To wtedy udostępniony został cały projekt, nad którym piosenkarka we współpracy z producentem Gregiem Kurstinem pracowała od kilku dobrych miesięcy. Powstający album zapowiedziano jeszcze na początku sierpnia, a im bliżej było do daty wypuszczenia krążka, tym więcej wokół „Everyday Is Christmas” się działo. Po drodze mogliśmy między innymi poznać dwie piosenki ze wszystkich dziesięciu, które udostępniono na kilka tygodni przed oficjalną premierą w formie singli. Odtworzenia szturmem zbierały kolejne miliony, co następnie przełożyło się na niemały sukces całego projektu.

Listopad 2017 - Everyday Is Christmas
Świat pokochał świąteczną płytę Sia. A Wy?
Źródło: flaashh.pl

Wraz z debiutem, album zdołał uplasować się na 27 pozycji najważniejszego zestawienia muzycznego w Stanach Zjednoczonych – Billboard 200. Już wtedy udało się osiągnąć liczbę piętnastu tysięcy sprzedanych namacalnych wersji płyty, która oczywiście z biegiem czasu stale wzrastała. Jeśli chodzi o oceny od znawców tematu, „Everyday Is Christmas” zdobyło między innymi cztery gwiazdki na pięć od ABC News, również cztery u „Cryptic Rock”, a także trzy i pół na łamach magazynu „Rolling Stone”. Sia pochwalić się może także wysokimi pozycjami na anglojęzycznych listach przebojów (szczególnie w USA, Kanadzie i Australii), gdzie spokojnie trafiła do pierwszych dziesiątek zestawień. Ciekawe, czy spodziewała się tak dobrego i ciepłego przyjęcia dość specyficznego, raczej niepasującego na cały rok albumu.


Gra – „Star Wars: Battlefront II”

Oj, jak głośno o tej grze zrobiło się w listopadzie, to aż brakuje słów. I chciałoby się, aby wynikało to z jej fenomenu i co najmniej bardzo dobrych opinii zarówno od graczy, jak i krytyków branżowych. Tymczasem niestety nie. Studio Electronic Arts, które rzecz jasna jest jednym z największych gigantów tego rynku, ponownie strzela sobie w stopę i zniechęca do siebie jeszcze większe rzesze graczy. O tym, jak pazerny i niedokładny jest to wydawca, nie muszę tłumaczyć chyba nikomu, kto w świecie gier choć trochę obcuje. Od lat EA mierzy się z krytyką, która czasem narasta, a innym razem uspokaja się. Jednak tym razem studiu podnieść się będzie o wiele trudniej niż kiedykolwiek. O ile w ogóle będzie to możliwe.

Na kontynuację gry „Star Wars: Battlefront” czekali nie tylko zagorzali miłośnicy gwiezdnej serii, ale także spora część innych graczy, których oczekiwania były słusznie wygórowane. I jak się okazało, sama gra nie jest zła. Wręcz przeciwnie – jest to jeden z najbardziej rozbudowanych i grywalnych tytułów, które kiedykolwiek wyszły spod skrzydeł amerykańskiego EA. Gdzie więc leży problem, który do reszty pogrążył nie tylko tę produkcję, ale całe studio? Przede wszystkim we wspomnianej już przed chwilą pazerności. Okazało się, że wydawanie okrojonych gier i udostępnianie do nich płatnych dodatku po premierze wcale już nie wystarcza. Zyski z tego są za małe, więc wydawca zdecydował się na kolejny krok – mikropłatności. A te, w połączeniu z i tak wygórowaną ceną za samą podstawową część gry, wcale nie mogły wróżyć nic dobrego.

Listopad 2017 - Battlefront 2
Płacić za podstawową wersję gry, a potem za przedmioty w niej? To nie podoba się graczom.
Źródło: forbes.com

Cała nagonka rozpoczęła się jeszcze przed szeroką premierą, gdy dostęp do gry uzyskali posiadacze specjalnej przepustki na platformie Origin należącej do Electronic Arts. Mogli oni zagrać w „Battlefront II” nieco szybciej niż inni, a co za tym idzie – wcześniej podzielić się wrażeniami. Potężne minusy postawiono przy transakcjach w grze, które, rzecz jasna, zbyt mocno faworyzują i ułatwiają rozgrywkę. Zdecydowano się na zaimplementowanie w grze dobrze znanych graczom skrzynek, z których zdobywać można losowe przedmioty. Wiele z nich to elementy, które poważnie wpływają na grę. Istnieją głównie dwa sposoby na ich zdobywanie i otwieranie – cierpliwe, długie i żmudne granie w celu zdobycia odpowiedniej ilości wirtualnej waluty, aby móc przystąpić do tak zwanego „dropienia”, albo zakupienie za rzeczywiste pieniądze możliwości wcześniejszego otwierania skrzyń. I tak oto w prosty, ale i znienawidzony przez graczy sposób, zaistniało zjawisko „pay-to-win”. Płacąc masz łatwiej, a grając jak przystało – jesteś na straconej pozycji.

Całe zjawisko wokół „Battlefronta II” jest oczywiście o wiele obszerniejsze i zawiera dużo kwestii, nad którymi trzeba by się rozwodzić. Niemniej jednak skutki są jasne – potężne straty dla studia EA. Gracze strajkują, bojkotują nie tylko ten tytuł, ale i całe poczynania wydawców, a ci muszą przełknąć bolesną, finansową porażkę, która pod koniec listopad wyniosła aż około trzy miliardy dolarów strat w akcjach firmy. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o całym zamieszaniu, polecam udać się na stronę gry-online.pl, gdzie znajdziecie sporo newsów na temat gry.


Internet – Złotówki na Steamie

Wymienione tutaj wydarzenie równie dobrze można podpiąć pod powyższą kategorię „Gry”. Informacja ta pewnie zainteresuje co najwyżej aktywnych graczy komputerowych, choć prawdopodobnie doskonale już o tym wszystkim wiedzą. Najpopularniejsza platforma na poczciwe pecety, która umożliwia dystrybucję gier wideo – Steam, wzbogaciła się w minionym miesiącu o nowe waluty, którymi można operować podczas zakupów w niej. Wśród nich znalazły się bardzo długo wyczekiwane polskie złotówki!

Dotychczas decydując się na kupno gry za pośrednictwem Steama od firmy Valve, musieliśmy liczyć się z dość zachodnimi progami cenowymi oraz być gotowi na przemianowanie naszej narodowej waluty z kont bankowych na operowane na platformie euro lub dolary. A co za tym idzie – często spotykało się to z mniej lub bardziej korzystnymi kursami walut oraz dodatkowymi prowizjami pobieranymi przez niektóre banki. W efekcie kończyło się to tak, że gry kupowane w ten sposób były dużo droższe niż naprawdę powinny nas kosztować. Pomijając już fakt, że polski rynek jest zupełnie inny od zachodnioeuropejskiego, gdzie średnie zarobki są zdecydowanie wyższe. Bolały też te niewielkie procenty, które banki dodawały do finalnej kwoty jako opłata za przeliczenie waluty i całą usługę. Nic dziwnego, że wielu użytkowników Steama z Polski korzystało ze stron pośrednich umożliwiających handel kluczami aktywacyjnymi do gier w owej platformie.

Listopad 2017 - Steam i złotówki
Valve wprowadza złotówki licząc na większe zyski, a my cieszymy się z niższych cen.
Źródło: antyweb.pl

Teraz jednak Valve wyszło naprzeciw naszym oczekiwaniom i po wielu latach istnienia serwisu, wprowadzono oficjalnie złotówki, które stały się główną walutą każdego zadeklarowanego użytkownika z naszego kraju. Tym samym wszystkie gry dostępne na Steamie zyskały nowe, polskie ceny, co w efekcie obniżyło mniej lub bardziej koszty związane z ich zakupem. Są one teraz bardziej przystępne dla polskiego portfela, choć na widok niektórych wciąż opada szczęka. Na szczęście nadrabiają to pojedyncze gry, których ceny ewidentnie stały się dużo bardziej przychylne dla graczy z Polski. Dodając do tego fakt, że co pewien czas Steam organizuje wielkie wyprzedaże na większość dostępnych tytułów, uzyskujemy całkiem rozsądne oferty, które z pewnością wpłyną na większe zyski dla twórców platformy, ale i samych gier komputerowych. W końcu teraz na pewno zaczniemy wydawać więcej pieniędzy na samym Steamie niż na stronach trzecich.


Wydarzenie – Warsaw Comic-Con Fall Edition 2017

W weekend 24-26 listopada w samej stolicy Polski odbyła się już druga oficjalna edycja naszego lokalnego Comic-Conu, czyli serii najpopularniejszych konwentów na całym świecie. Mają one miejsca w wielu różnych krajach dookoła globu, gdzie z każdym rokiem rosną w siłę i robi się o nich coraz głośniej. Nie inaczej będzie z warszawskim odpowiednikiem, który na jesień cieszył się widocznie większym zainteresowaniem niż podczas swojego debiuty na wiosnę. Po raz kolejny przez trzy dni hala Ptak Warsaw Expo na obrzeżach miasta stołecznego stała się centrum miłośników filmów, seriali, komiksów i gier z całej Polski. Dosłownie, bo na Comic-Con zjeżdżały się osoby z najróżniejszych zakątków kraju, a nawet zza granicy. Wśród tych drugich znalazły się przede wszystkim specjalnie zaproszone gwiazdy, które miały zapewnić jeszcze więcej atrakcji podczas wydarzenia.

Tak oto można było wybrać się na panel dyskusyjny lub do kącika zdjęć i autografów z samą Pamelą Anderson znaną między innymi z serialu „Słoneczny patrol”, Jackiem Gleesonem, Vladimirem Furdikiem, Danielem Portmanem i Gemmą Whelman z genialnej „Gry o tron”, a także licznymi innymi osobistościami znanymi węższemu lub szerszemu gronu wielbicieli współczesnej kultury popularnej. I choć nie zabrakło gwiazd z „Gwiezdnych wojen”, „Harry’ego Pottera” i innych kultowych serii, to nie tylko możliwość zobaczenia i zrobienia sobie zdjęć z aktorami były jedynymi liczącymi się atrakcjami całego przedsięwzięcia.

Listopad 2017 - Warsaw Comic-Con
Przez trzy dni wydarzenia na tej scenie pojawiło się wiele gwiazd filmów i seriali.
Źródło: facebook.com/ComicConWarsaw

Specjalne prelekcje na przeróżne popkulturalne tematy, stoiska z geekowskimi gadżetami, specjalne strefy tematyczne, a przede wszystkim pokazy cosplayów są nieodłączną częścią każdego Comic-Conu na całym świecie, więc nie zabrakło ich również w naszej Warszawie. To wszystko przyciągnęło do stolicy tłumy, które z pewnością co najmniej zadowoliły organizatorów eventu. Już teraz zapowiedziano kolejną edycję, która odbędzie się pod koniec kwietnia przyszłego roku. Z czasem poznamy gwiazdy, które wtedy zdecydują się odwiedzić Polskę, a także pozostałe niespodzianki, które w zanadrzu mają dla nas inicjatorzy wydarzenia. Z całą pewnością można powiedzieć, że równie wielkiego i prestiżowego konwentu u nas nie znajdziecie!

Reklamy

Wyróżnienia miesiąca: Październik 2017

Jesień już w pełni się zadomowiła, rok akademicki na dobre rozpoczął, a kilkanaście dni temu przeszliśmy nawet zmianę czasu z letniego na zimowy. To już chyba ostateczna oznaka tego, że na kilka miesięcy należy pożegnać się z ciepłym słońcem oraz chodzeniem wyłącznie w krótkim rękawku lub bluzie. Minione święto 1 listopada pokazało, że to najwyższy czas odkopać ze swoich szaf grubsze kurtki, szale i rękawiczki.

Wyróżnienia miesiąca - Października 2017

Zakończył się październik, co widać i czuć. Jak co miesiąc, postaram się przytoczyć parę ciekawszych faktów lub wydarzeń z minionego miesiąca, aby godnie się z nim pożegnać i na dobre rozpocząć listopad. Wszystko to, co przeczytacie w „Wyróżnieniach miesiąca”, zahacza oczywiście o tematykę bloga, a więc filmy, seriale, muzykę, gry, internet i eventy. Nie zmieniło się nic, dlatego nie ma powodów, aby dalej to przeciągać, więc zacznijmy październikowe podsumowanie!


Film – „Blade Runner 2049”

To była prawdopodobnie najważniejsza premiera tego miesiąca. Chyba, że komuś bliższe są horrory, więc bardziej niecierpliwie oczekiwał na nową „Piłę”. W każdym razie na kontynuację kultowego „Łowcy androidów” z 1982 roku czekano odliczając dni już od ogłoszenia oficjalnej daty wejścia filmu na wielkie ekrany. Nic dziwnego, bo jak już przed chwilą wspomniałem, pierwszy obraz opowiadający historię Ricka Deckarda stał się jedną z najpopularniejszych ikon lat osiemdziesiątych. To tamtego Harrisona Forda miłośnicy kina znają do dziś. Mając w głowie wizję tego, jak wielkim i przełomowym filmem był stary „Łowca androidów”, z sequelem wiązano co najmniej duże nadzieje.

Październik 2017 - Blade Runner 2049
„Blade Runner 2049” zdecydowanie jest arcydziełem światła i kadrów. Ale banku nie rozbił.
Źródło: filmweb.pl

Jak się okazuje po przeczytaniu licznych recenzji publikowanych w sieci – „Blade Runner 2049” dał radę. Większość krytyków, jak i zwykłych widzów, chwali sobie wyjątkowy klimat wręcz przeniesiony z wersji sprzed 35 lat. Dodatkowo wielkim atutem jest scenografia, praca światła w kadrach, jak i sama fabuła, która nie tylko jest interesująca sama w sobie (dotyka spraw ludzkiej egzystencji i psychologii, a to nie byle co) lecz dodatkowo jest bardzo dobrym „przedłużeniem” wydarzeń znanych sprzed lat. Nie czujemy się, jakbyśmy oglądali zupełnie inną, oderwaną historię. Pojawiają się pewne kwestie łączące obie fabuły, co pozostaje wyjątkową gratką dla wielbicieli oryginalnej ekranizacji.

Jednak pomimo tylu głosów aprobaty, „Blade Runner 2049” nie okazał się finansowym sukcesem. Włodarze Warner Bros. liczyli na zdecydowanie większe zyski niż te, które ostatecznie do nich wpłynęły. Przykładem może być sam weekend otwarcia (4-6 października), kiedy to dochody ze sprzedaży biletów na całym świecie okazały się być mniejsze o około 15 milionów dolarów względem przedpremierowych oczekiwań. I choć po piątku (dniu premiery), wyglądało na to, że wszystko pójdzie po myśli, to później okazało się, że pierwsze świetne wyniki zawdzięczano fanom wersji z 1982 roku, którzy czym prędzej udali się na nowego „Łowcę androidów”, zaś nowa, młodsza widownia nie okazywała zbyt wielkiego zainteresowania, co stało się głównym powodem finansowego rozczarowania.


Serial – „Mindhunter”

Odczuwacie właśnie klasycznego kaca serialowego wywołanego przez obejrzenie wszystkich nowych odcinków „Stranger Things”? W takim razie niczego się nie bójcie, bo platforma Netflix przybywa na pomoc z wieloma propozycjami, które mogą zająć Wasze myśli do czasu, gdy o kolejnej kontynuacji serialu z dzieciakami zrobi się głośniej. Wśród tych wielu możliwości, które oferuje najpopularniejszy serwis streamingu filmów i seriali, znaleźć można zupełnie nowy, jeszcze ciepły tytuł, który szturmem podbił serca widzów. Mowa tutaj o „Mindhunterze”, którego pięć minut trwa już niemal od miesiąca, a słuch o tej produkcji nawet nie niknie.

Październik 2017 - Mindhunter
Czy Netflix musi wypuszczać same dobre seriale?
Źródło: imdb.com

Przyczyn sukcesu owego serialu można wyliczyć co najmniej kilka. Już przed premierą spodziewano się całkiem dobrych wyników obejrzeń, jako że producentem wykonawczym i reżyserem czterech ze wszystkich dziesięciu odcinków jest David Fincher. Nazwisko to jest obecnie dobrze znane wśród osób wykazujących większe zainteresowanie współczesnym kinem. To właśnie ten człowiek odpowiedzialny jest za kilka kultowych dzień, takich jak „Siedem”, „Podziemny krąg”, „The Social Network” i „Dziewczyna z tatuażem”. W swoim dorobku ma również parę odcinków „Gry o tron”, co sprawia, że jego filmografia robi piorunujące wrażenie.

Wracając jednak do samego „Mindhuntera” – oprócz wizjonerstwa Finchera, sporą rolę odgrywa tutaj również sama fabuła opowiadająca o losach dwóch agentów FBI – Holda Forda i Billy’ego Tencha, którzy specjalizują się w poszukiwaniu i ściganiu seryjnych morderców. W ciągu dziesięciu odcinków serialu muszą stawić czoła nie lada wyzwaniom, aby zrozumieć intencje i psychikę owych kryminalistów. Jak nie ukrywają widzowie oraz krytycy – serial posiada bardzo mroczny, sensacyjny klimat, a same wątki prowadzone są w ciekawym, nieszablonowym stylu. Dla niezdecydowanych warto przytoczyć jeszcze wyjątkowo pozytywne oceny w serwisach tematycznych, gdzie przyznawane są noty rozpoczynające się od 8 punktów na 10 możliwych.


Muzyka – Polskie playlisty na Spotify

Niezwykle popularna platforma oferująca miliony piosenek wykonawców z całego świata nie spoczywa na laurach i cały czas się rozrasta. Co z tego, że aktualnie trudno o większego konkurenta na rynku dla Spotify? Miejsce lidera zajmuje bezapelacyjnie, jednak jak wiadomo – prędzej czy później może się to zmienić. Stąd też trzeba mieć na uwadze, że o użytkowników należy starać się nieprzerwanie. W październiku zrobiono większy krok w stronę nas, Polaków, o których zawalczyć chcą właściciele serwisu Spotify.

Październik 2017 - Spotify
Co może być lepszego na jesienny wieczór niż playlista z polskimi hitami?
Źródło: facebook.com/spotifypl

Od bardzo dawna zauważyć można, że platforma oferuje między innymi playlisty dostosowywane specjalnie pod lokalny rynek. W tym przypadku – konkretny kraj. Trochę przyszło nam czekać nim skupiono się na Polsce, jednakże cierpliwość (jak zwykle) została nagrodzona i od dobrych kilku tygodni mamy okazję wsłuchiwać się w specjalnie układane i aktualizowane listy piosenek o różnych tematykach, które dostępne są do odsłuchu wyłącznie w naszym kraju. Tak oto nie musimy już monotonnie tworzyć swoich własnych playlist wyszukując odpowiednich kawałków albo zdawać się na innych użytkowników, którzy udostępniają swoje muzyczne spisy. Teraz najlepsze utwory znajdują za nas również specjalnie opłacani pracownicy Spotify, którzy tworzą kilkadziesiąt wielotematycznych list.

Do naszej dyspozycji oddano około 40 składanek, wśród których każdy znajdzie coś dla siebie. Większość z nich zawiera polskie utwory – te nowe, jak i kultowe. Nie brakuje tutaj playlist dla miłośników lokalnego rapu, klasycznego lub współczesnego rocka, czy też alternatywy. Dla chcących być na czasie powstaje również składanka z najnowszymi singlami, których premiery odbyły się na dniach. Te, jak i wiele więcej oficjalnych propozycji od Spotify znajdziecie bezpośrednio na platformie. Jest czego posłuchać!


Gra – „South Park: Fractured But Whole”

Druga odsłona komputerowych przygód bardzo specyficznych dzieciaków z miasteczka South Park to zdecydowanie jedna z moich najważniejszych premier tego roku. Co zarazem nie oznacza, że z zapartym tchem i gotówką w dłoni czekałem na godzinę zero, gdy tytuł oficjalnie został udostępniony kilka tygodni temu. Owszem, mam zamiar zagrać w dostojnie brzmiące „Fractured But Whole”, jednak póki co skutecznie powstrzymują mnie przede wszystkim dwie kwestie. Mój sprzęt komputerowy nie jest już najmłodszy, a cena za grę wręcz szokuje. Nie wiem jak to się stało, że żyjemy już w czasach, gdy gry na PC-ty kosztują wręcz tyle samo, co wersje konsolowe. Doskonale pamiętam, jak kilka lat wstecz można było spokojnie za stówkę z groszami nabyć premierowy tytuł. Teraz czasem nie starcza to nawet na DLC…

Październik 2017 - South Park: Fractured But Whole
Wcześniej jako elfy i rycerze, teraz superbohaterowie. Pora na nową część gry „South Park”!
Źródło: gry-online.pl

Absurdalna i komiczna pierwsza część serii gier „South Park” była na tyle niesamowita, że zakochałem się w niej po uszy i zagrywałem się nawet po parę godzin w ciągu jednego posiedzenia. Co w moim przypadku jest nie lada wyczynem. Liczę na to, że z mającym premierę 17 października „Fractured But Whole” będzie podobnie. Tym bardziej, że recenzje i opinie są pozytywne. Zauważa się często, że kontynuacja gry usprawniła niejeden mankament ze „Stick of Truth”, a nawet ulepszono pewne mechaniki i działania. Tak oto nie trudno zauważyć żywsze i bardziej rozwinięte sceny pojedynków, czy też nowe funkcje, jak między innymi wyjątkowa wersja aplikacji Instagram, którą przekształcono na southparkowe realia.

Jednak z tego wszystkiego najbardziej interesuje mnie kwestia fabularna, która w „Kijku Prawdy” nie zawiodła pod żadnym względem. Było ciekawie od początku do końca, a pomiędzy nie brakowało nonsensownego humoru, zwrotów akcji i wielu innych. Zostałem wciągnięty w stu procentach, co również chciałbym poczuć we „Fractured But Whole”. Ale co do tego będę musiał przekonać się na własnej skórze, gdy w końcu zdecyduję się na ponowne wskoczenie do świata Cartmana i spółki.


Internet – Ankiety na Instagramie

Nie wiesz, którą sukienkę założyć na dzisiejszy wieczór, w jaką grę komputerową zacząć grać lub choćby co zjeść na obiad? Trudno jest Ci się jednoznacznie określić i cenisz sobie sugestie innych osób? Problem w tym, że nie zawsze masz kumpla przy boku, aby mógł szybko doradzić w różnych sytuacjach. Dlaczego więc w poszukiwaniu opinii od osób trzecich nie wykorzystać internetu? A dokładniej aplikacji na swoim smartfonie! Tym bardziej, jeśli jest nią Instagram, a więc program, który używany jest przez większość posiadaczy nowoczesnych telefonów komórkowych. A przynajmniej wśród pokoleń, które nie są na bakier z nowinkami technologicznymi.

Październik 2017 - Ankiety na Instagramie
Pozwól innym zabrać głos na Instagramie!
Źródło: blog.instagram.com

Na początku zeszłego miesiąca twórcy popularnej aplikacji do dzielenia się zdjęciami i nagraniami wideo udostępnili najnowszą funkcję, która szturmem zaczęła być testowania, a następnie regularnie używana przez wielu posiadaczy smartfonów. Chodzi o ankiety, które od kilku tygodni są nową opcją dostępną w tak zwanym Instagram Stories, a więc kalce innej aplikacji – Snapchata. Teraz, gdy chcemy dodać fotkę lub filmik do swoich zdarzeń (dostępnych wyłącznie przez 24 godziny), możemy zamieszczać na nich pytania oraz odpowiedzi, z których wybierać mogą odbiorcy naszych relacji. Dzięki temu problemy przytoczone w pierwszym zdaniu nie są już tak wymagające.

Założenie jest proste i, jak widać po używalności, bardzo odpowiadające oczekiwaniom użytkowników. Osoba zamieszczająca ową ankietę widzi, jak zagłosowały dane osoby, co wiąże się z możliwością śledzenia na żywo wyborów odpowiedzi w formie procentowej. Zaś dla głosujących jest to o tyle ciekawe, że nierzadko faktycznie pomagają w decyzjach. Dla niektórych może być to trochę dziwne, jednak prawda jest taka, że większość osób odbiera to jako kolejną niewinną zabawę spośród wielu innych dostępnych w aplikacji.


Wydarzenie – Tofifest 2017

Torunianie z pewnością słyszeli i prawdopodobnie jeszcze do tej pory słyszą co nieco o wydarzeniu, jakim jest ów Międzynarodowy Festiwal Filmowy. Trwający już nieprzerwanie od 2002 roku Tofifest to jeden z największych eventów odbywających się w grodzie Kopernika, który przyciąga za sobą rzeszę miłośników kina niezależnego. To właśnie tego dotyczy ten festiwal – filmów zupełnie niepodpinających się pod miano komercyjnych, a więc trafiających do węższego, lecz wciąż niezwykle bogatego grona odbiorców. Widać to na przykładzie liczebności uczestników, którzy co roku w październiku zjawiają się w Toruniu, aby obejrzeć liczne seanse odbywające się w kilku miejscach miasta jednocześnie, a także spotkać i wysłuchać wielu utalentowanych aktorów, reżyserów i ludzi kina, którzy stanowią część licznych atrakcji festiwalu.

Październik 2017 - Tofifest 2017
To była już piętnasta edycja tego festiwalu!
Źródło: facebook.com/tofifest

Skala wydarzenia z roku na rok powiększa się, co oczywiście jest zasługą coraz bardziej utartej renomy Tofifestu nabywanej w ciągu ostatnich piętnastu lat, ale swój wkład w sukces mają także wspomniane osobistości, które zjawiają się między innymi na otwartych spotkaniach organizowanych przez wszystkie dni festiwalu. Tak oto w tym roku można być zobaczyć na żywo Marka Koterskiego (filmy „Dzień świra” i „Baby są jakieś inne”), Jana Englerta („Katyń” i „Bogowie”), Macieja Stuhra („Listy do M.”, „Planeta singli” lub serial „Belfer”), Małgorzatę Kożuchowską (seriale „Prawo Agaty”, „Druga szansa” i „Rodzinka.pl”) oraz wielu innych gości, których cała lista została podana na oficjalnej stronie eventu.

Co roku podczas ponad tygodnia Tofifestu prezentowanych jest kilkadziesiąt filmów niezależnych podzielonych na bloki tematyczne. Dzięki temu w prostszy sposób można odnaleźć interesujące daną osobę propozycje kinowe, mając przy okazji pewność, że nie pominie się żadnego istotnego seansu. Nie da się ukryć, że toruński festiwal jest jednym z ważniejszych wydarzeń w ciągu roku dla każdego miłośnika sztuki filmowej.

Wysyp (nie)horrorów, czyli na co do kina w Halloween?

Kinowy repertuar ostatnich trzech miesięcy roku od lat wygląda bardzo specyficznie. Nie potrzeba nadludzkich umiejętności detektywistycznych pokroju tych, jakie posiadał Sherlock Holmes, aby zauważyć, że w tym czasie wyróżnić można dwa ciekawe etapy. Najpierw to, co obecnie nam bliższe, czyli październik. Z racji Halloween, które odbywa się ostatniego dnia tego miesiąca, kina świadczą bogatszą ofertę thrillerów i horrorów, co pozostaje oczywiście logiczne. Taka jest już specyfika tego coraz popularniejszego święta. Jednak gdy szał na dynie, duchy i wiedźmy minie, a tym samym rozpocznie się listopad, na wielkie ekrany zaczynają trafiać premiery około-świąteczne. Choć wówczas do Bożego Narodzenia pozostaje jakieś półtorej miesiąca, to produkcje animowane, rodzinne lub romantyczne z zabarwieniem grudniowej magii wstrzeliwują się do kin jak najszybciej tylko mogą.

Halloween w kinie

Porzućmy jednak rozważania na temat świąt, choć nie ukrywam, że bardzo bym chciał, aby były bliżej. Na to przyjdzie czas, a teraz, póki za oknem o godzinie 16 jeszcze jest widno, a na ziemi leżą pomarańczowe liście zamiast białego puchu, skupmy się na halloweenowym repertuarze kinowym. Po raz kolejny jest on zasobny w mniej, jak i bardziej interesujące tytuły, z których niektórych grzech byłoby nie zobaczyć.

Sugerując się spisami premier polskich multipleksów, przygotowałem parę propozycji (dla Was i po części też dla siebie) na spędzenie ostatniego wieczoru października. A warto zrobić to wyjątkowo, bo w sumie następny dzień i tak jest wolny od szkoły, uczelni i pracy.


„Linia życia”

W kinach od: 29 września
Gatunek: Horror, Sci-fi
Reżyseria: Niels Arden Oplev

Kto interesuje się dreszczowcami bardziej niż przeciętny odwiedzający kino mógł już widzieć tę produkcję, a na pewno o niej słyszeć. Premiera odbyła się parę tygodni temu, jednak „Linia życia” duńskiego reżysera z pewnością będzie grana na wielkich ekranach co najmniej do Halloween, jako że odpowiednio do tego się nadaje. W końcu wystarczy, że zaliczana jest do grona horrorów, a po dotychczasowych ocenach sądząc – zawsze mogło być gorzej. Nie muszę chyba uświadamiać, jak surowi są widzowie względem tego typu filmów.

Obraz jest remakiem horroru pod tym samym tytułem z 1990 roku, co najwidoczniej okazało się być już na tyle odległym czasem, że przyszła pora na opowiedzenie historii kilku studentów na nowo. Dostosowując film na współczesne realia (nie tylko bezpośrednio w fabule, ale i realizacyjnie), po raz kolejny ukazano kinomanom, jak grupa młodych osób kształcących się w medycynie postanawia przeprowadzić ryzykowne eksperymenty oscylujące wokół śmierci klinicznej. Jak można się domyślać, zauważając realne powodzenie zabiegów, stale idą o krok naprzód, co w pewnym momencie wywołuje niekontrolowane doświadczenia, jakich nikt nigdy nie chciałby przeżyć. A wszystko to dzięki zatrzymywaniu akcji serca, co pozwala na tymczasowe wtargnięcia do świata umarłych.

Halloween w kinie - Linia życia
Przeprowadźmy eksperyment ze śmiercią kliniczną. Nic złego stać się nie może!
Źródło: filmweb.pl

Mimo tego, że „Linia życia” od dawna jest już wyświetlana w kinach, wciąż nie udało mi się na nią wybrać. A opis naprawdę mnie zainteresował. Zagadnienie śmierci klinicznej uważam za wyjątkowo interesujące nie tylko z perspektywy filmowej, ale i każdej innej możliwej. Stąd też podejrzewam, że w końcu złamię się i nabędę bilet na tę niemal dwugodzinną produkcję. Widzę spory potencjał, jednak czytając opinie i oceny w sieci – prawdopodobnie nieco niewykorzystany. Ale lepiej wyrobić własne zdanie.


„Krucyfiks”

W kinach od: 13 października
Gatunek: Horror
Reżyseria: Xavier Gens

„Annabelle” i „Obecność” są aktualnie uznawane za najlepsze horrory ostatnich kilku lat. Trudno się z tym nie zgodzić, choć nie sądzę, aby było to wielkie wyróżnienie. Poziom współczesnych filmów grozy zdecydowanie spadł w porównaniu do tytułów uznawanych już za klasykę. Trzeba jednak pogodzić się z tym, co mamy, tak więc w okresie tegorocznego Halloween rozważyć można także seans najnowszego tytułu pochodzącego od twórców przywołanych przed chwilą dwóch filmów. Ci postanowili sięgnąć tym razem po motyw dość popularny i jakby nie patrzeć – oklepany. Nie da się inaczej nazwać tematyk opętań i chrześcijaństwa, które w dreszczowcach są już czymś na porządku dziennym.

„Krucyfiks” nie odstaje od tego utartego szlaku i jako któryś z kolei horror opowiada swoją wersję tego, jak wyglądają diabelskie obłędy u niczego niewinnych osób, a w przeciągu całego seansu co najmniej raz sięga się po pomoc duchownego, który za pomocą krzyża i wody święconej chce wystraszyć demona. A tak, wróć… Czyli jednak nie jest to nowa wersja tego motywu, tylko dalej wałkowanie tego samego.

Halloween w kinie - Krucyfiks
Twórcy „Obecności” proponują nam motyw opętania po raz enty w historii kina.
Źródło: filmweb.pl

Głównym bohaterem obrazu jest ksiądz, który zostaje pozbawiony wolności i trafia za kratki. Przyczyną tak radykalnego posunięcia jest obwinianie go o śmierć jednej z zakonnic, która stała się ofiarą opętania. Ten, choć miał jej pomóc wyzbyć się złych mocy, potencjalnie sprawił, że kobieta zginęła. Więc co takiego oglądamy na ekranie przez półtorej godziny? Oczywiście to, jak w rzeczywistości wyglądał cały przebieg wydarzeń i jak zakończą się losy duchownego. A to okraszone zostaje ciemnościami, nagłymi i doniosłymi krzykami lub słabymi jumpscare’ami. Niewiele tu innowacji dla gatunku.

Zaś zwiastun filmu nominuję do tytułu najgorszego trailera tego roku. Zaraz obok „Mamusiek mających wychodne”.


„Potworna rodzinka”

W kinach od: 20 października
Gatunek: Animacja, komedia
Reżyseria: Holger Tappe

W porządku, bądźmy szczerzy – nie samymi horrorami człowiek żyje. Choć z pewnością mają one szerokie grono miłośników, to przecież Halloween nie jest okazją do obejrzenia jedynie naprawdę poważnych i przerażających produkcji o opętaniach, morderstwach i wszystkim co obrzydliwe. Może nawet lepiej poświęcić nieco czasu na coś bardziej… kolorowego, przyjaznego, zabawnego i rodzinnego?

Jeśli Waszym zdaniem również ma to sens, to jedną z najnowszych ofert kin jest komediowa animacja „Potworna rodzinka”, w której (jak sam tytuł mówi) zastaniemy wiele znanych nam halloweenowych stworów jako głównych bohaterów. Cóż, przynajmniej przez większość czasu seansu tak będzie, ale jednak nie od samego początku. A to dlatego, że akcja zaczyna się od poznania zwykłej amerykańskiej familii, która jednak nie jest aż tak szczęśliwa, jak mogłoby być. Rodzice są pracoholikami, nastolatka przeżywa buntowniczy okres, a najmłodszy podopieczny ma typowe szkolne problemy. Każdy z nich boryka się z trudnościami, a nawet niełatwo znaleźć jest czas, aby wspólnie wzmocnić rodzinne więzi, które coraz bardziej słabną. Wszystko jednak zmienia się, gdy przychodzi Halloween, a Fay – wspomniana buntowniczka, postanawia zabrać wszystkich na bal kostiumowy pomimo braku zapału u pozostałych domowników. To wtedy miejsce ma przełomowy i wyjątkowo magiczny moment, jako że za sprawą tajemniczego zaklęcia, każdy członek rodzinki przebrany za jakiegoś potwora autentycznie się nim staje.

Halloween w kinie - Potworna rodzinka
Gdy rodzina ma mało czasu dla siebie, z odsieczą przychodzi czarna magia!
Źródło: filmweb.pl

Ojciec staje się monstrum Frankensteina, matka wampirzycą, nastolatka mumią, a najmłodszy wilkołakiem. Jak można się domyślić, niecodzienne zjawisko przyniesie ze sobą wiele komicznych sytuacji, których oglądanie na wielkim ekranie z pewnością będzie skutkować miło spędzonym czasem. Jak to zwykle z animacjami tego typu bywa – nie ma co liczyć na kino najwyższych lotów, ale dobra rozrywka jest gwarantowana!


„Między nami wampirami”

W kinach od: 27 października
Gatunek: Animacja, fantasy, komedia
Reżyseria: Richard Claus, Karsten Kiilerich

Jeden film dla całej rodziny z okazji Halloween to zdecydowanie za mało. Stąd też na wielkie ekrany trafia kolejna pełnometrażowa animacja, która jednak w starciu ze wspomnianą przed chwilą „Potworną rodzinką” prawdopodobnie nie ma większych szans na odniesienie wyraźniejszego sukcesu. To jednak tylko moje odczucia nabyte podczas przyglądania się zwiastunom i materiałom promocyjnym obu tytułów. Kto wie, może rzeczywistość będzie zupełnie inna?

W „Między nami wampirami” zostajemy wrzuceni do świata, w którym stwory wysysające ludzką krew są na porządku dziennym. Oczywiście nie dosłownie, jako że na słońce wyjść nie mogą, ale wiadomo o co chodzi. I tak oto podczas jednej z wycieczek młody Tony zupełnym przypadkiem natrafia na jednego z reprezentantów rasy wampirów. Los chciał, że obaj chłopcy są w podobnym wieku i szybko nawiązują ze sobą dobry kontakt. Dzięki temu rodzi się między nimi coraz silniejsza więź koleżeńska, co jednak nie wróży nic dobrego dla żadnej ze stron. Czy to ludzkiej, czy wampirzej.

Halloween w kinie - Między nami wampirami
Co złego może wyniknąć z przyjaźni człowieka z wampirem?
Źródło: filmweb.pl

Przyglądając się dotychczasowym poczynaniom dwójki reżyserów, nie trudno zauważyć, że do tej pory odpowiedzialni byli raczej za mało znane produkcje niepotrafiące dostatecznie się wybić. Cóż, z ich najnowszą animacją może być podobnie. Mimo tego, że Claus ewidentnie specjalizuje się w tematyce wampirów i innych potworów, a Kiilerich ma już na koncie trzy filmy rysunkowe. Jeśli decyzja miałaby należeć do mnie, to w animowanej batalii wybrałbym stronę „Potwornej rodzinki”, która wygląda na pewniejszą produkcję o dużo lepszej jakości.


„Piła: Dziedzictwo”

W kinach od: 27 października
Gatunek: Horror
Reżyseria: Michael Spierig, Peter Spierig

Aż siedem części tej filmowej serii powstało do tej pory, z czego ja osobiście widziałem bodajże trzy pierwsze. I to na tyle, że świetnie pamiętam wyłącznie „jedynkę”, a kolejne jak przez mgłę. Im większa była liczba przy tytule, tym mniej interesowałem się seansem tego (mimo wszystko) kultowego cyklu horrorów. Jak widać, „Piła” zdążyła już tak mocno zakorzenić się w światowej popkulturze, że nie prędko zostanie porzucona przez hollywoodzki świat. Stąd też kolejne podejście do niezwykle brutalnej i swego czasu przełomowej serii, a jak sam podtytuł sugeruje – prawdopodobnie wrócimy do korzeni.

Jak będzie w rzeczywistości, to się okaże, jednak twórcy tuż przed premierą wiele zapewniają, co tylko podsyca niecierpliwość u zainteresowanych nową odsłoną dreszczowca, a u tych bardziej sceptycznych potęguje zdystansowanie. Nie zmienia to faktu, że „Piła: Dziedzictwo” prawdopodobnie zostanie numerem jeden tegorocznego Halloween, jako że seria przez lata wyrobiła sobie dostatecznie odpowiednią renomę.

Sam film ma rozpocząć się z przytupem, jako że od razu zostaniemy skonfrontowani ze zjawiskiem licznych morderstwa na terenie amerykańskiego miasta. W różnych miejscach odnajdywane zostają ciała ofiar poddanych nieludzkim i przerażającym sytuacjom zakończonym tragediami. Zajmujące się tą sprawą siły porządkowe szybko odkrywają, że nie są to przypadkowe i niepowiązane ze sobą zgony, po czym przystępują do poszukiwania psychopatycznego sprawcy. Wszystkie zbierane dowody i poszlaki wskazują tylko na jednego winowajcę – nieżyjącego już Johna Kramera znanego lepiej jako Jigsaw.

Halloween w kinie - Piła: Dziedzictwo
Gra na śmierć i życie ponownie się rozpoczyna.
Źródło: filmweb.pl

Czego można być pewnym wybierając się na „Piłę: Dziedzictwo”? Prawdopodobnie średnio rozwiniętej fabuły, która będzie zaledwie tłem dla licznych okoliczności, w których znajdą się potencjalne ofiary mordercy. Ponownie najważniejsza będzie gra psychologiczna, brutalność i napięcie spowodowane ograniczonym czasem bohaterów na uratowanie siebie bądź innych. W skrócie pisząc – wszystko to, z czego słynie seria. Pytanie jednak brzmi, czy jest to odgrzewany kotlet, czy może choć lekki powiew świeżości?


„A Ghost Story”

W kinach od: 27 października
Gatunek: Dramat, fantasy, romans
Reżyseria: David Lowery

Półtorej godzinna produkcja od realizatora disneyowskiego „Mojego przyjaciela smoka” to jedna z dwóch pozycji na tej liście, na którą czekam z zapartym tchem. Żaden z powyższych filmów nie zainteresował mnie tak bardzo, jak opisywane właśnie „A Ghost Story” oraz ostatni tytuł nieco niżej. Skąd taka ciekawość związana akurat z tym obrazem? Prawdopodobnie z kilku przyczyn. Przede wszystkim sam zarys fabularny i kategorie filmowe, do jakich przydzielona została produkcja, napawają mnie niemałą nadzieją na naprawdę przyjemny i niebłahy seans. W zalewie poważnych horrorów wypełnionych napięciem, sympatycznie będzie zasiąść w kinowym fotelu i obejrzeć dramat fantasy o zabarwieniu miłosnym. Tym bardziej, że grają tutaj nikt inny, jak Casey Affleck, którego uwielbiam między innymi za tegoroczne „Manchester by the Sea”, a także Rooney Mara, która zasłynęła przede wszystkim z głównej roli w kultowej „Dziewczynie z tatuażem”. Jest interesujący gatunek filmowy, jest niezawodna obsada, co jeszcze?

Tak jak wspomniałem – fabuła. Ta, na pierwszy rzut oka (a raczej po pierwszym przeczytaniu jej zarysu) może nie powalać. Szczególnie, gdy posiłkujemy się jednym zdaniem zamieszczonym na portalach typu Filmweb lub IMDb. Jednak z drugiej strony ma to swój urok pod kątem tajemnicy i niewiadomej co do bardziej szczegółowego przebiegu filmu. A opowiada on o pewnym małżeństwie, w którym dochodzi do największej możliwej tragedii. Umiera mężczyzna przedstawiany jako C, co doprowadza jego żonę M do rozpaczy i żałoby. Po pewnym czasie, pod postacią ducha, zmarły mąż powraca do swojego rodzinnego domu i próbuje nawiązać kontakt z pogrążoną w smutku ukochaną.

Halloween w kinie - A Ghost Story
Dramat romantyczny z duchem w roli głównej. Co powiecie na to?
Źródło: imdb.com

Wynika z tego niewiele, co tylko jeszcze bardziej sprawia, że mam ochotę jak najprędzej udać się do kina na ten seans. Dotychczasowy dorobek dwóch głównych aktorów pokazuje, że pod względem obsadowym nie można mieć żadnych obaw. Teraz pozostaje tylko sprawdzenie tego, jak zrealizowany został film pod względem fabularnym i audiowizualnym. A czuję, że może to być naprawdę ponadprzeciętne kino dla każdego.


„Śmierć nadejdzie dziś”

W kinach od: 27 października
Gatunek: Horror
Reżyseria: Christopher Landon

Ostatnia halloweenowa propozycja kinowa to produkcja, która zaciekawiła mnie najbardziej spośród wszystkich tutaj wymienionych. A dowiedziałem się o niej ze zwiastuna przed jednym z seansów w kinie. I tak na dobrą sprawę, ów trailer jest jedynym materiałem promocyjnym (wyłączając plakat), który widziałem. Do tej chwili, oczywiście, bo potrzebowałem paru dodatkowych informacji, aby móc Wam przedstawić ten horror. Jednak już na kilka dni przed premierą czekałem na niego z niemałą niecierpliwością, bo choć może okazać się typowym średniakiem, to jednak fabularnie bardzo zachęca do odwiedzenia sali kinowej.

Główną bohaterką filmu jest Tree Gelbman, którą poznajemy przy porannym budzeniu się w dniu swoich urodzin. Teoretycznie powinien być to jeden z najprzyjemniejszych dni w całym roku, jednak miejsce ma pewne wręcz niemożliwe zdarzenie sprawiające, że kobieta swój jubileusz obchodzi… w nieskończoność. Za każdym razem wygląda to tak samo. Budzi się w tym samym miejscu, dokładnie tego samego dnia, a po kilku godzinach zostaje zamordowana przez tajemniczego psychopatę w humorystycznej masce. Nieważne, co robiłaby pomiędzy pobudką a śmiercią – ten dzień zawsze kończy się tak samo. Oznacza to, że Tree trafia do błędnego koła, z którego teoretycznie nie ma ucieczki. Cały czas doświadczać musi swojej własnej śmierci. W kółko, dzień w dzień. Jak jednak dowiadujemy się choćby w samym zwiastunie – istnieje drobna nadzieja na wyjście z pętli. Tree musi odnaleźć mordercę nim ten odnajdzie ją.

Halloween w kinie - Śmierć nadejdzie dziś
Czego życzyć osobie, która nie może uciec od własnej śmierci?
Źródło: filmweb.pl

Co sądzicie? Warto zobaczyć? Nie jestem specjalistą w kwestii horrorów, ale prawdopodobnie podobny motyw fabularny w kinie pojawił się już wcześniej niejednokrotnie. Niemniej jednak nie miałem okazji go zobaczyć w takiej formie, jaką proponuje „Śmierć nadejdzie dziś”, dlatego koniecznie  się skuszę. W roli reżysera znalazł się Christopher Landon, który odpowiedzialny jest za cztery części „Paranormal Activity” (od 2 do 5), więc pewnego doświadczenia w tym gatunku już nabrał. Oby co najmniej przyzwoitego!

Wyróżnienia miesiąca: Wrzesień 2017

Czas mija nieubłaganie, prawda? Wydaje mi się, jakbym pisaniem tekstu podsumowującego popkulturalny sierpień zajmował się zaledwie wczoraj. Tymczasem minęły kolejne cztery tygodnie i najwyższa pora brać się za kolejny post z cyklu „Wyróżnienia miesiąca”. Kończy się wrzesień, a więc ten czas w roku, gdy młodzież szkolna na nowo przyzwyczaja się do trybu edukacyjnego, studenci cieszą się ostatnimi wolnymi chwilami, a osoby pracujące – pracują jak przez cały rok. Niemniej jednak na całe szczęście wokół nas dzieje się tak wiele, że żaden dzień nie musi taki sam jak pozostałe.

Wrzesień 2017

Przez ostatnie trzydzieści dni w świecie rozrywki wydarzyło się dużo dobrego, jak i dużo złego. W każdym razie nudno nie jest. Tak oto przyszła pora na moje małe spojrzenie wstecz na to, co zaciekawiło mnie w kończącym się dzisiaj wrześniu. Oczywiście w granicach tematycznych bloga. A wybrać nie było łatwo!


Film – „Tulipanowa gorączka”

Moja filmowa selekcja zazwyczaj odbywa się na podstawie wyników dochodowych premier mających miejsce w ostatnich tygodniach. Stąd też często powoływałem się na zyski finansowe z pierwszych weekendów wejścia danego filmu do kin. Czasem były znakomite, czasem okazywały się klapą.

Zaś „Tulipanową gorączkę” wybieram z zupełnie innego powodu. Jedną z przyczyn jest fakt, że polska premiera obrazu wyreżyserowanego przez Justina Chadwicka okazuje się mieć lekki poślizg względem wielu innych krajów świata. Stąd też pewnie bardziej rozłożone zyski z biletów dla tego konkretnego tytułu. Jednak głównym tchnieniem był fakt, że o „Tulip Fever” oddzielnej recenzji nie udało mi się napisać, a chyba na to zasługuje. Choć zdania są mocno podzielone!

Wrzesień 2017 - Tulipanowa gorączka (1)
Dwie z kilku kluczowych ról przypadły Alicii Vikander (jako Sophia) i Christophowi Waltzowi (Cornelis).
Źródło: filmweb.pl

Wielu twierdzi, że film to tak naprawdę pięknie wyglądające ujęcia i scenografia, ale dość kulejące wątki fabularne i gra aktorska. Moim zdaniem – zależy, jak na to spojrzeć. Oczywiście mogłoby być lepiej, ale podczas seansu nie zanudziłem się. To jednak najbardziej zawdzięczam drugiej połowie produkcji, która (według mnie) ratuje całość przed jeszcze gorszym odbiorem widzów i krytyków. Pierwsze kilkadziesiąt minut faktycznie nie porywa, a nawet zniesmacza. Skoro liczne sceny miłosne (erotyczne?) wprawiają w dyskomfort nawet mnie, to raczej musi coś w tym być. Niepotrzebnie było ich tak dużo. Dobrze jednak, że scenariusz nie uwzględnił ów pikanterii w całym półtoragodzinnym seansie, bo raczej niejedna osoba wyszłaby z sali kinowej.

Wrzesień 2017 - Tulipanowa gorączka (2)
Małżeństwo opłaca młodego malarza Jana (granego przez Dane’a DeHanna), który ma uwiecznić ich na portrecie.
Źródło: filmweb.pl

Intryga i przyspieszenie akcji, które następują w drugiej połowie filmu, są jak zbawienie. Dopiero wówczas zaczyna robić się ciekawie, a człowiek zapomina o grzeszkach, którym przyglądał się jeszcze przed chwilą. Zdecydowanie bardziej preferuję w filmach dobrą fabułę niż nachalne sceny łóżkowe. Ale może nie u wszystkich dyskomfort został zrekompensowany w późniejszej części produkcji.


Serial – „Star Trek: Discovery”

Oryginalny „Star Trek”, „Następne pokolenie”, „Stacja kosmiczna”, „Voyager” i „Enterprise” to elementy ów franczyzy składające się na zaledwie jej serialowy dorobek. Do tego wszystkiego należałoby jeszcze doliczyć kilka filmów pełnometrażowych, serię animowaną, liczne gry komputerowe i wiele więcej. Galaktyczne uniwersum powstało w latach sześćdziesiątych dzięki Gene’owi Roddenbary’emu, co oznacza, że po ponad połowie wieku „Star Trek” wciąż jest na szczytach popularności wśród miłośników kultury powszechnej. Ostatni film aktorski miał swoją premierę zaledwie rok temu, a teraz w internecie dostępny jest zupełnie nowy, kolejny serial osadzony w omawianym (wszech)świecie.

Wrzesień 2017 - Star Trek: Discovery
Uniwersum „Star Treka” wciąż ma się dobrze.
Źródło: filmweb.pl

Seria licząca sobie piętnaście godzinnych epizodów zawdzięczana jest amerykańskiej stacji CBA, a powszechną dostępność oferuje platforma Netflix, na której można oglądać ją od 24 września. Jednak w tym przypadku nie jest tak, jak z Netfliksem zazwyczaj bywa. Wszystkie odcinki nie są dostępne od razu, a na każdy następny należy czekać cały tydzień. Na tę chwilę pojawiły się dwa premierowe, które rozpoczęły nową galaktyczną przygodę.

Akcja przedstawiona w produkcji ma miejsce dziesięć lat po wydarzeniach z pierwszego oryginalnego serialu „Star Trek” z 1966 roku. Możemy być świadkami zimnej wojny powstałej na skutek prób zjednania ze sobą 24 rodów rasy Klingon. Konflikt narodzi się pomiędzy ich imperium a Zjednoczoną Federacją Planet. Wśród wmieszanych w zatargi są główni bohaterowie serialu – załoga USS Discovery.

Pierwsze oceny nowego, odcinkowego „Star Treka” wystawiane na podstawie dwóch epizodów oscylują wokół dobrych i bardzo dobrych, co oznaczać może, że warto bliżej przyjrzeć się produkcji!


Muzyka – „Gemini”, Macklemore

Dzięki najnowszej płycie amerykańskiego rapera przypomniałem sobie, jak bardzo lubiłem i ceniłem jego dawne kawałki. Zdaje się, że pierwszy raz usłyszałem go będąc w liceum, co miało miejsce jakieś pięć lat temu. Patrząc z perspektywy całej muzycznej kariery Benjamina Haggerty’ego nie były to jego początki grania w podziemiach hiphopowego półświatka. Zaczął mniej więcej wraz z nowym millenium, więc rok 2012, gdy dowiedziałem się o nim, był już zaawansowanym okresem w jego dorobku.

Wrzesień 2017 - Macklemore
Macklemore zasłużył sobie na swoją renomę wieloletnim doświadczeniem na scenie.
Źródło: allaboutmusic.pl

To wówczas wypływał na bardzo szerokie wody rynku muzycznego. Zawdzięczał to głównie albumowi „The Heist”, na którym znajduje się sporo jego najbardziej rozpoznawalnych kawałków. A ja, oprócz nich, wprost uwielbiałem absurdalne „And We Danced” jeszcze z mixtape’a z 2009 roku. Jednak z czasem zupełnie o nim zapomniałem.

Los chciał, że promocja jego najnowszego projektu na szczęście skutecznie dotarła także do mnie. Popularny singiel „Glorious” wydany w połowie czerwca w kooperacji z piosenkarką Skylar Grey był pierwszym z paru etapów przygotowań do premiery nowego krążka zatytułowanego „Gemini”. Później przyszła jeszcze pora na równie chętnie wysłuchiwany utwór „Marmalade” z innym raperem Lilem Yachty’m oraz najnowsze „Good Old Days” wykonane wraz z Keshą. Ten ostatni kawałek ukazał się w sieci zaledwie na trzy dni przed wydaniem najświeższego albumu.

Wrzesień 2017 - Gemini
Tak prezentuje się grafika okładkowa nowego albumu rapera.
Źródło: pitchfork.com

„Gemini” trafiło na półki sklepowe i do muzycznych portali internetowych dnia 22 września. Na szczęście całość jest także dostępna do odsłuchu na Spotify, gdzie już nabijane są niemałe wyniki odtworzeń. Szkoda tylko, że w projekcie tym nie uczestniczył dotychczasowy DJ i producent muzyczny Macklemore’a – Ryan Lewis. Jeszcze w czerwcu panowie ogłosili nieokreślonej długości przerwę we współpracy. Ciekawe, czy z czasem znów stworzą coś razem.


Gra – Jesienna aktualizacja „Rocket League”

Nie będę ukrywał. Od dłuższego czasu gra, która polega na sterowaniu małym samochodzikiem z dopalaczem po boisku piłkarskim jest moją ulubioną komputerową rozrywką. Jeżdżę nim po różnych arenach i gonię piłkę odbijającą się od czterech ścian oraz sufitu z nadzieją, że w końcu poleci prosto do bramki przeciwnika. Zasady identyczne jak w najpopularniejszej na świecie dyscyplinie sportowej. Tyle, że zamiast piłkarzy mamy wspomniane autka.

Brzmi jak dziecinna zabawa, ale „Rocket League”, które dostępne jest na rynku już od ponad dwóch lat, cieszy się zatrważającą popularnością. Codziennie grają w niego setki tysięcy graczy, tworzone są oficjalne i nieoficjalne turnieje e-sportowe, a sami twórcy non stop pracują nad udoskonalaniem ich produktu. I nie da się zaprzeczyć, że robią to wyśmienicie, bo z każdą kolejną aktualizacją gra faktycznie staje się stabilniejsza, ciekawsza i daje więcej frajdy.

Wrzesień 2017 - Rocket League
Gaz do dechy i do bramki!
Źródło: rocketleague.com

Przykładem może być update sprzed paru dni, na który ja sam oczekiwałem od kilku tygodni, gdy został zapowiedziany. Jesienna aktualizacja była jedną z największych poprawek w grze w ostatnich miesiącach i wprowadziła wiele nowych funkcji oraz ulepszeń. Przede wszystkim udostępniono graczom zupełnie za darmo nową arenę meczową stylizowaną na wiejską farmę podczas październikowego zachodu słońca (jest bardzo klimatyczna!), a także premierę miała nowa skrzynka z przedmiotami dla naszych samochodów (tak, da się je personalizować i to między innymi czapkami lub antenkami!).

Poprawiono funkcjonalność starych boisk, wprowadzono osobiste banery gracza wyróżniające nas wśród innych zawodników meczu, dodano łącznie ponad 90 różnych itemów do zdobycia, a także zakończono piąty sezon rankingowy i wszczęto kolejny – szósty. Dzięki temu tysiące graczy ponownie odpaliło „Rocket League”, aby na nowo sprawdzić swoje siły i uplasować się jak najwyżej w klasyfikacjach globalnych.

Nie, nie żartuję. Ta gra naprawdę jest jedną z niewielu moich ulubionych.


Internet – Film „Niezwyciężeni” od IPN

Prawie półtora miliona wyświetleń w pół miesiąca to nie taki zły wynik, prawda? Tym bardziej, że nie jest to dyskusyjnej jakości wideo od ulubionego youtubera nastolatek. We wrześniu w sieci furorę zrobiła kilkuminutowa animacja opowiadająca historię naszego kraju. Choć tej uczymy się przez wiele lat w szkole, a nawet potem słyszymy o niej wiele, to jednak faktem jest, że często nie uświadamiamy sobie, jaka wyboista była przeszłość Polski, w której obecnie żyjemy.

Prawdopodobnie jednym z celów Instytutu Pamięci Narodowej było właśnie wywarcie w obywatelach prawdziwej, patriotycznej zadumy. Nie kojarzcie jednak tego ze współczesnymi, często dość patologicznymi objawami wspomnianego „patriotyzmu”. Tutaj naprawdę postarano się o to, aby projekt, który wydany został z dnia na dzień, stał na jak najwyższym poziomie.

Wrzesień 2017 - Niezwyciężeni
Trzecia Rzesza, ZSRR, a po środku my.
Źródło: https://www.youtube.com/watch?v=M7MSG4Q-4as

Patrząc na twórców filmu nic dziwnego, że się udało. Realizatorami produkcji są dwa polskie studia – Fish Ladder, które jest częścią bardzo znanego Platige Image (najbardziej rozpoznawalnym twórcą w ich szeregach jest reżyser Tomasz Bagiński), a także Juice. Wykorzystując publiczne pieniądze, stworzyli bardzo ładną i wysoką jakościowo animację, która w zaledwie czterech minutach streszcza setki lat istnienia państwa polskiego.

Wymienione zostają najważniejsze daty lub wydarzenia, które kreowały dzisiejszą Polskę. Główne skrzypce gra jednak druga wojna światowa. Całość zrealizowano z naciskiem na emocjonalność i podniosłość przedstawianych scen. Tę dodaje również narracja, której wysłuchiwanie buduje w nas wspomniane poczucie dumy. Jak wynika z komentarzy i artykułów na temat „Niezwyciężonych” – podobne wrażenia odczuwa większość widzów filmu. Nie skrywają słów aprobaty względem idei projektu oraz podziwu wobec jakości.

Dostępne są dwie wersje animacji. Polską narrację zapewnił Mirosław Zbrojewicz, a anglojęzyczną – sam aktor Sean Bean (znany między innymi z roli Neda Starka w „Grze o tron”).


Wydarzenie – Copernicon 2017 w Toruniu

Prawdziwy zapaleniec  znaleźć mógłby w każdym tygodniu roku konwent lub zjazd o tematyce kultury popularnej bądź fantastyki i wybierać się na nie w różne rejony Polski. W końcu taki delikwent trafiłby do grodu Kopernika, gdzie każdego września odbywa się jedno z tego typu świąt. Co jednak ciekawe – nie jest ono niszowym i mało popularnym wydarzeniem, bowiem z każdą kolejną edycją można liczyć na jeszcze więcej uczestników z różnych stron kraju, a nawet pokaźniejszą liczbę gości specjalnych o naprawdę solidnej renomie.

Wrzesień 2017 - Copernicon 2017 (1)
Tak wygląda jeden z bannerów tegorocznego Copernicona.
Źródło: copernicon.pl

Toruński Copernicon odbył się już po raz ósmy i miejsce miał dosłownie w samym sercu miasta. Kilka budynków na starówce, jak i wokół niej przyłączyło się do konwentu fantastyki, dzięki czemu można było wziąć udział w wielu interesujących wydarzeniach, wśród których wymienić można na przykład liczne prelekcje bądź spotkania z twórcami. Tych można by wymieniać bardzo długo (pełne informacje znajdują się na stronie eventu), ale najwięcej mojej uwagi przyciągnęli przede wszystkim Marek Hucz i Janek Jurkowski z Grupy Filmowej Darwin (pisałem o niej nie raz) oraz Jakub „Dem” Dębski (o nim również).

Ostatecznie wyszło jednak tak, że naocznie widziałem tylko tego ostatniego pana, jako że zasiadł przy swoim stoisku na terenie Fantastycznych Targów Popkultury będących jedną z największych atrakcji konwentu. To tam Dębski sprzedawał swoje twory, wśród których znalazł się najnowszy komiks „Jeże”. Był on moim celem numer jeden, który ostatecznie udało się osiągnąć i to z samym podpisem autora!

Wrzesień 2017 - Copernicon 2017 (2)
Cosplayerów na ulicach Torunia było jeszcze więcej!
Źródło: facebook.com/copernicon.torun/

Przyjemnie było zobaczyć, jak po ulicach starego miasta krążyły kolorowe osoby poprzebierane za różne mniej lub bardziej znane postacie dzieł fantastycznych. Komiksowi herosi oraz bohaterowie z anime i gier komputerowych byli niemal wszędzie, a to zdecydowanie buduje niezapomnianą i wyjątkową atmosferę każdego konwentu. Bez względu na to, czy kameralnego, czy popularnego na cały kraj.

Seriale, których tej jesieni nie pominę. A Ty?

Jedna z najlepszych recept na deszczową pogodę za oknem? Oprócz zagrywania się w gry komputerowe, planszowe, wyjścia do kina lub czytania książek? Oczywiście włączenie telewizora, komputera, laptopa bądź urządzenia przenośnego i zatracenie się w kolejnym serialu. Jednak najważniejsze jest to, aby dokonać rozsądnego wyboru. Nie ma chyba lepszego uczucia niż to, które towarzyszy nam podczas uświadamiania sobie, jak dobrą decyzję podjęliśmy. A szczególnie, gdy czujemy to już po pierwszym odcinku sezonu.

Na szczęście żyjemy w czasach, w których ulewa, gradobicie i burze mogłyby występować przez 365 dni w roku, a my i tak mielibyśmy co oglądać. Seriali powstaje mnóstwo. Nawet samych amerykańskich, uchodzących za te o najwyższym poziomie jakości, pojawia się coraz więcej z każdym miesiącem, tygodniem lub nawet dniem. Duża w tym zasługa platformy Netflix, ale i wielu innych stacji telewizyjnych lub internetowych.

Seriale na jesień

W obliczu rychło nadciągającej jesieni, warto zrobić mały research i wypisać sobie wszystkie serialowe tytułu, na które chcielibyśmy znaleźć czas w ciągu najbliższych miesięcy. Propozycji jest sporo, więc żeby we wszystkim się połapać, stworzenie ów spisu jest najrozsądniejszym wyjściem. Stąd też poniżej zaprezentuję Wam mój, który jakiś czas temu sporządziłem. Wypisałem sobie najbardziej interesujące mnie seriale, które tej jesieni powracają lub będą miały swoją premierę. Może to nieco zainspiruje także Was do stworzenia własnej listy albo przynajmniej jakieś konkretny tytuły przyciąganą Waszą uwagę i sami zdecydujecie się je obejrzeć 🙂


„Narcos” – 3. sezon (Netflix)

Już dostępny

Jeden z moich grzeszków wśród seriali. Produkcja opowiadająca o największym kartelu narkotykowym w historii jest prawdopodobnie jedną z najbardziej uznanych spośród wszystkich kiedykolwiek zrealizowanych. Tuż obok „Gry o tron” od HBO, „Narcos” uchodzi za must-see każdego widza nie tylko seriali kryminalnych i akcji, ale w ogóle wszelakiej maści. A ja, choć trudno mi się do tego przyznawać, nie widziałem więcej niż pierwszych dziesięć minut premierowego epizodu.

Seriale na jesień - Narcos
Kto nie wypiłby z Pablo Escobarem?
Grafika: filmweb.pl

Czy żałuję? Oczywiście. A nawet mam zamiar zadośćuczynić swojej winie i czym prędzej nadrobić braki. Również z tego względu, że dosłownie na początku września opublikowany został cały trzeci sezon produkcji, o którym głośno było jeszcze długo przed jego premierą. Z wielu przyczyn, wśród których spokojnie wymienić można bogatą kampanię promocyjną Netfliksa, ale i samo wcześniej zdobyte zainteresowanie widzów. Trudno uciec od spoilerów na temat tego, co wydarzyło się w serialu przed trzecią serią, a także o czym ona sama będzie opowiadać. Niemniej jednak istotna zmiana, do której dochodzi w najnowszym sezonie, jeszcze bardziej podsyca moje zainteresowanie. Chyba w końcu pora znaleźć trochę wolnego czasu dla Pabla Escobara i jego działalności.


„South Park” – 21. sezon (Comedy Central)

Już emitowany

O tym, jak kultowa jest to animacja, nikogo chyba przekonywać nie muszę. Początkowo dwóch twórców i pomysłodawców na serię – Trey Parker i Matt Stone, nie było do końca pewnych, czy wyjątkowo specyficzny charakter kreskówki ma szansę na powodzenie. Ordynarny humor, wyśmiewanie się ze wszystkich i wszystkiego, a do tego kreska, która za dzieło sztuki uważana być nie może. Na ich szczęście – z pomysłem trafili w dziesiątkę i tak oto kilka dni temu rozpoczęła się emisja już dwudziestego pierwszego sezonu. Mało który serial, w tym animowany, doczekał się tak pokaźnej liczby.

Seriale na jesień - South Park
Pokażcie mi bardziej kultowy kadr z animacji.
Grafika: filmweb.pl

Niecodzienne losy czwórki dzieciaków z miasteczka South Park oglądałem wyrywkowo. Wszystkich odcinków na pewno nie obejrzałem, a co gorsza – widziałem dosłownie różne, więc trudno mi nawet określić, co powinienem nadrobić. Raz w telewizji natykałem się na jeden odcinek, a kolejnym razem na zupełnie inny. Dlatego chcąc wiedzieć wszystko na temat animowanego uniwersum absurdu, musiałbym zacząć od samego początku. A to zajęłoby sporo czasu. Ale kto wie, może kiedyś się skuszę? Im szybciej tym lepiej, bo nie wiadomo, jak wiele sezonów jeszcze nas czeka!


„The Gifted: Naznaczeni” (FOX)

2 października

Pierwszy z kilku seriali opowiadających przygody bohaterów z łam komiksów Marvela. Tak jest, dobrze czytacie. Oto kolejna propozycja ze świata herosów. Do tej chwili powstało ich wiele, a jeszcze sporo przed nami. Śledząc branżę filmową i serialową pod kątem komiksowych ekranizacji dość łatwo jest zauważyć, że wszystko dopiero się rozkręca i za kilka lat możemy być zasypani produkcjami o tej tematyce jeszcze bardziej niż obecnie. Ale czy to powód do narzekania? Skąd! Jeśli ktoś przepada za superbohaterami, to otrzyma wachlarz możliwych wyborów. A jeśli kogoś to nie interesuje – wystarczy nie oglądać. Życie od razu staje się prostsze!

Seriale na jesień - The Gifted
Rodzinne problemy nabywają zupełnie nowego znaczenia.
Grafika: imdb.com

„The Gifted” ma być zaledwie pięcioodcinkową propozycją wydaną we współpracy Marvela ze stacją telewizyjną FOX. Opis serialu nie brzmi zbyt oryginalnie, ale być może to tylko pierwsze wrażenie. Głównymi bohaterami są członkowie rodziny, wśród której młodociani mogą pochwalić się niezwykłymi i ponadprzeciętnymi zdolnościami. Aby uniknąć kłopotów z rządem, uciekają z domowego zacisza i wstępują do podziemnego społeczeństwa zrzeszającego innych mutantów. Jak jednak nie trudno się domyślić – ucieczka i dalsze życie nie będą takie proste.

Serial nie kupił mojej uwagi ponownym skupieniem się na motywie zmutowanych ludzi, o których było już sporo w poprzednich produkcjach, lecz przede wszystkim wspomnianymi pięcioma epizodami. Wydaje się, jakby było ich wyjątkowo mało, co przysporzyć może kłopotów z dostatecznym opowiedzeniem marvelowskiej historii, ale liczę na miłe zaskoczenie. Poświęcenie pięciu godzin na całą serię nie będzie dużym wyrzeczeniem, więc na pewno dam szansę.


„Inhumans” (ABC)

6 października (1 września premiera w IMAX)

Pierwsze wrażenia widzów z kolejnego nowego serialu Marvela nie są najlepsze, ale być może wszystko rozkręci się w kolejnych odcinkach. Niektórzy szczęśliwcy mieli okazję widzieć już dwa pierwsze epizody w wielkim formacie w kinach IMAX, w tym w Polsce. Jednak ich opinie niezbyt różnią się od tych, które krążyły jeszcze podczas publikowania zwiastunów lub innych grafik promocyjnych „Inhumans”. Myślę jednak, że warto wyrobić własną opinię, a szansa ku temu nadarzy się już niebawem, gdy dwa premierowe odcinki zostaną udostępnione wszystkim widzom na całym świecie w tradycyjny sposób. A potem każdy kolejny tydzień po tygodniu.

Seriale na jesień - Inhumans
Niby nadludzka rasa, a wciąż ludzkie zagrożenia.
Grafika: imdb.com

Sama produkcja opowiadać ma o losach reprezentantów tytułowych nadludzi. Na ich czele stoi enigmatyczny król Black Bolt, który obdarowany jest wyjątkowo nieprzeciętnym darem. Swoim głosem potrafi niszczyć niemal wszystko, co tylko stanie się jego celem. Jednak wśród głównych bohaterów znajduje się też kilka innych kultowych postaci, jak posiadająca ożywione włosy Medusa oraz buntowniczy Maximus. Wszyscy będą wmieszani w zaistniały bunt wśród gatunku nadludzi. Postacie będą musiały zmierzyć się z nowymi wyzwaniami zagrażającymi nie tylko im, ale i całemu światu.

Fabularnie wydaje się ciekawie, ale pod względem wizualnym nie przekonuje. Wciąż jednak żywię nadzieję, że od zwiastunów do finalnej wersji poprawiono to i owo.


„The Walking Dead” – 8 sezon (AMC)

22 października

Gdy pytają mnie, jaki serial śledzę nieprzerwanie od lat, to bez zastanowienia się podaję ekranizację serii komiksów Roberta Kirkmana. Gdy „The Walking Dead” debiutowało w amerykańskiej telewizji, z miejsca zyskało spore grono fanów i z odcinka na odcinek robiło się o nim głośno. Później serial rozprzestrzeniał się tak szybko, jak zaraza zombie, która jest w nim przedstawiona. W tej chwili „Żywe trupy” uchodzą za jeden ze szlagierowych seriali pod względem stałej liczby wielbicieli oraz obejrzeń każdego kolejnego odcinka. Choć od paru ostatnich sezonów opinie na jego temat są mieszane (coraz więcej osób stwierdza, że poziom produkcji spada), to wciąż odnotowuje się wysoki wskaźnik zainteresowania kolejnymi przygodami Ricka i jego grupy ocalałych.

Seriale na jesień - The Walking Dead
Przygody Ricka, Michonne i reszty śledzę na bieżąco. Nieprzerwanie.
Grafika: imdb.com

Nie wiem, co musiałoby się stać, abym przestał na bieżąco oglądać „The Walking Dead”. Choć nie ukrywam, że niektóre epizody serialu naprawdę zawiewają nudą i mogłyby zostać pominięte lub ciekawiej rozpisane, to jednak wciąż z zapartym tchem podziwiam poczynania głównych bohaterów. Przede wszystkim z tego faktu, że na przestrzeni siedmiu lat zdążyłem się z nimi zżyć i po prostu przyzwyczaić do ich bycia. Zapowiedzi i moje domysły na temat ósmego sezonu serialu sprawiają, że na drugą połowę października czekam jak małe dziecko. I nawet jeśli nieco się zawiodę (choć liczę na poprawę ze strony scenarzystów), to tylko ostateczne zdjęcie serialu z anteny zakończyłoby moje aktywne śledzenie produkcji.

P.S. Pierwszy odcinek ósmego sezonu będzie zarówno setnym epizodem całej adaptacji komiksu!


„Stranger Things” – 2 sezon (Netflix)

27 października

W sam raz na Halloween powraca serial, który w zeszłe wakacje podbił serca setek tysięcy. Swoim klimatem bije na głowę wiele produkcji uważanych dotychczas za naprawdę dobre w swojej dziedzinie, a doliczając do tego nieprzeciętną fabułę i wyjątkową obsadę, którą głównie tworzą kilkunastoletnie dzieciaki, można mówić o prawdziwym fenomenie wśród współczesnych seriali. Aż dziwne, że początkowo twórcy nie wiązali ze swoim projektem wielkich nadziei, a już na pewno nie spodziewali się tak pozytywnych opinii jak te tuż po premierze na Netfliksie. Okazuje się, że „Stranger Things” to kolejny dowód na niemal stuprocentową niezawodność największej międzynarodowej wypożyczalni wideo.

Seriale na jesień - Stranger Things
Równoległy świat nie da o sobie zapomnieć tym czterem młodocianym.
Grafika: imdb.com

Zaledwie osiem odcinków liczyła sobie pierwsza seria przygód osadzonych w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Atmosfera ów czasów była odczuwalna nie tylko ze względu na odniesienia w dialogach między bohaterami, ale przede wszystkim za sprawą całego otoczenia. Postarano się, aby tamtejsza rzeczywistość aż biła nas przez ekrany swoją autentycznością, dzięki czemu można było poczuć się jak na wycieczce do przeszłość. Jednak należało wciąż pamiętać, że był to porządny kawałek science-fiction z elementami horroru, co w niektórych scenach aż nad wyraz dawało o sobie znać. Ale właśnie dzięki temu pokochaliśmy „Stranger Things”!

Teraz serial powraca, a czeka się na niego z wielką niecierpliwość. Liczę na to, że nasze oczekiwania zostaną zaspokojone, o co na pewno nie będzie łatwo, ale patrząc na wybitny pierwszy sezon – należy póki co być spokojnym. Tym bardziej, że zwiastun, grafiki promocyjne i inne zapowiedzi robią zadowalające wrażenie!


„Runaways” (Hulu)

21 listopada

Choć do premiery pierwszego odcinka tego serialu Marvela pozostały zaledwie dwa miesiące, to tak naprawdę niewiele wiadomo o całym projekcie. Oczywiście jakieś plakaty, informacje lub opisy zostały ujawnione przez twórców, ale to wciąż mało w porównaniu do innych przedsięwzięć z superbohaterami tego studia. Być może na większą promocję serialu przyjdzie jeszcze czas, a na tę chwilę wiadomo, że produkcja może być pewnego rodzaju powiewem świeżości w swoim gatunku. Głównie ze względu na fabułę, która mnie zdecydowanie zainteresowała.

Seriale na jesień - Runaways
By odciąć się od złowrogich rodziców, nastolatkowie opuszczą swoje domy.
Grafika: latimes.com

Role wiodące przypadły gronu nastolatków, najprawdopodobniej dość dobrze ze sobą zżytych. Trudno stwierdzić, czy wszyscy to wieloletni przyjaciele, ale sądząc po nakierowaniu serialu na młodszych, raczej niepełnoletnich widzów – paczka najbliższych kumpli jest więcej niż prawdopodobna. Jednak najciekawsze w tym wszystkim jest pochodzenie każdego z bohaterów. Okazuje się bowiem, że ich rodzice są skrywającymi się super-złoczyńcami, co nie do końca odpowiada podopiecznym. Niezgadzający się z drogą występku nastolatkowie postanawiają opuścić swoje rodzinne domy i spróbować swoich własnych sił w świecie zdominowanym przez heroicznych bohaterów oraz zepsutych zbrodniarzy.

„Runaways” to największa niewiadoma na mojej jesiennej liście seriali. I prawdopodobnie nie tylko mojej, bo tak jak do rozgłaszanych „Inhumans” lub „The Gifted” można mieć pewne bardziej oszlifowane wymagania, tak w tym przypadku wszystko stoi pod znakiem zapytania. Ale może takie niespodzianki są właśnie najlepsze?


„The Punisher” (Netflix)

listopad/grudzień 2017

Współpraca Marvela z Netfliksem nie kończy się na „Defenders”, którzy swoją premierę mieli w sierpniu. Choć był to pewien punkt kulminacyjny dotychczasowych seriali superbohaterskich tej kooperacji, to sukces ów produkcji, który można zaobserwować od kilku ostatnich lat, dodaje skrzydeł twórcom. Coraz śmielej decydują się na kontynuowanie przygód Daredevila, Jessiki Jones, Luke’a Cage’a i Iron Fista w kolejnych sezonach ich solowych seriali (tak, zapowiedziano oficjalnie nowe odcinki o każdym z tych bohaterów), ale wygląda na to, że nie tylko na nich poprzestają. Bowiem tuż za rogiem jest projekt, który jeszcze jakiś czas temu nie był brany pod uwagę przez włodarzy Netfliksa, ale głośne nawoływanie widzów sprawiło, że musieli ulec naciskom. Oczywiście takim o pozytywnym charakterze.

Seriale na jesień - The Punisher
Frank Castle nie spocznie nim nie dopełni swojej wendety.
Grafika: imdb.com

Tak oto jeszcze w tym roku wydany zostanie „The Punisher”, czyli nowa ekranizacja losów kultowego już antybohatera. Anty, bowiem znacząco różni się od herosów, których znamy z większości filmów lub komiksów. Nie posiada żadnych nadprzyrodzonych zdolności, ale ma jeden konkretny cel – zemstę na tych, którzy pozbawili go najbliższych osób. I cóż, brnie w to jak tylko może i nie straszne jest mu nawet wybijanie dziesiątek bądź setek przeciwników. Liczbą ofiar prawdopodobnie mógłby ustanawiać rekordy świata.

Postać Franka Castle’a pojawiła się już w drugim sezonie „Daredevila”, gdzie zdobyła wielkie uznanie widzów. To oni domagali się solowej produkcji o Punisherze i jak się okazuje – chcieć to móc. Czekam z wielką niecierpliwością, bo takiego morza krwi, przemocy i widowiskowości prawdopodobnie już dawno nie było.