„Bohemian Rhapsody” – Filmowy pomnik dla muzycznej legendy

Muszę rozczarować wszystkich tych, którzy tak zaparcie byli przekonani o nietrafionym angażu Ramiego Maleka w roli wokalisty zespołu Queen. Gwiazda serialu „Mr. Robot” okazuje się być strzałem w dziesiątkę. Jasne, można spekulować o tym, czy inny aktorzy lepiej odnaleźliby się jako Freddie Mercury, jednak spójrzmy trzeźwym okiem na to, co mamy.

Przeciwnicy podawali przeróżne argumenty. Prym wśród nich wiódł zgryz Maleka, który przez wielu określany był jako zbyt uwydatnionym. Jak poradzono sobie z tym filmie? Najlepiej, jak można było, bowiem wcale tego nie ukrywano. Ba, nawet kilka razy główny bohater zmuszony jest wysłuchiwać od innych postaci nieprzyjemnych uwag na ten temat. Jednak za każdym razem wspaniałomyślnie odwracano ów charakterystyczną żuchwę w atut.

Bohemian Rhapsody - 1
Wysuwająca się górna warga i niemal zawsze widoczne przednie zęby. Tutaj Malek z kadru z „Mr. Robot”.
Źródło: filmweb.pl

W momencie, gdy filmowy Mercury decyduje się na nową fryzurę i żegna się z długą, falowaną grzywą, Remi Malek wygląda niemal kropla w kroplę jak wokalista Queenu. Charakterystyczny bujny wąs? Jest. Ostro zarysowana szczęka? Jak najbardziej. Bardziej kobiece niż męskie ruchy ciała? Również. Jeśli chodzi o ogólną aparycję i wcielenie się w rolę legendarnego muzyka, nie można niczego się przyczepić. Naprawdę.

Czytaj dalej „Bohemian Rhapsody” – Filmowy pomnik dla muzycznej legendy

„Twój Vincent” – Namaluj mi prawdę

O wyjątkowym projekcie polsko-brytyjskiego duetu dowiedziałem się stosunkowo niedawno. Niesie to ze sobą pewien plus, jak i minus. Tym drugim jest fakt, że umknęła mi cała droga, jaką przebył „Twój Vincent” od niewinnego pomysłu w głowach miłośników XIX-wiecznego artysty aż do finalnego etapu, jakim jest premiera i pierwsze projekcje gotowego produktu. Mógłbym wówczas nie tylko niecierpliwie czekać przez długie lata (tak, lata, a nie zaledwie miesiące!), ale również aktywnie wspierać całe przedsięwzięcie, co można było robić na naprawdę wiele sposobów (między innymi za pośrednictwem crowdfundingowego Kickstartera). A każdy z nich autentycznie dostarczał sił i ambicji twórcom filmu, u których i tak nie brakowało zapału godnego podziwu.

Twój Vincent

Zaś z drugiej strony późne dowiedzenie się o projekcie sprawiło, że nie musiałem długo czekać, aby w końcu go zobaczyć. Gdy pierwszy raz przeczytałem o „Twoim Vincencie” i obejrzałem jego zwiastun w internecie (dopiero później w sali kinowej), byłem pewien, że będę musiał zobaczyć go jak najszybciej się da. I cóż – tak też się stało, bo udało mi się dorwać bilet na seans przedpremierowy, który odbył się w ostatni wtorek. W normalnym wypadku musiałbym odłożyć seans co najmniej na piątek, 6 października, bo to wówczas produkcja oficjalnie pojawi się na ekranach polskich kin.

Czytaj dalej „Twój Vincent” – Namaluj mi prawdę

Mój filmowy alfabet: B jak Bogowie

Muszę przyznać, że często zdarza mi się popłynąć podczas pisania o interesujących mnie rzeczach, co ostatecznie skutkuje tym, że całość wydukanego przeze mnie tekstu jest na tyle długa iż prawdopodobnie na sam jej widok wystraszyłby się niezwykle wysoki odsetek współczesnych użytkowników internetu. Głównie w tym zasługa narastającego znaczenia obrazu nad słowem pisanym. Przykładem mojej niepohamowanej weny jest ostatni post na blogu, ten o grze Tales from the Borderlands. Jeśli obserwujecie profil Tekstualnie na Facebooku to być może widzieliście statystykę dla wspomnianego wpisu. Był on najdłuższym ze wszystkich dotychczasowych.

Czytaj dalej Mój filmowy alfabet: B jak Bogowie