Mój filmowy alfabet: E jak Efekt motyla

Do tej pory przedstawiłem Wam zaledwie cztery filmowe propozycje spośród tych, które miałem okazję obejrzeć i polubić. Jako że wchodzą one w skład cyklu „Mój filmowy alfabet”, to wciąż przed nami jeszcze wiele kolejnych. Pozwolę sobie nawet zadać nieco trudu i policzyć, ile kolejnych postów serii powinno pojawić się w przyszłości. Dokładnie 18, o ile liczymy ten, który właśnie czytacie, pominiemy polskie litery oraz „Y”, jako że wolałbym stronić od zekranizowanej na różne sposoby wielkiej stopy. Dzisiaj przyszła kolej na „E” i choć tym razem lista filmów pasujących do tego tekstu była wyjątkowo długa, to co do wyboru nie miałem wątpliwości i wziąłem na warsztat „Efekt motyla” – tytuł liczący sobie już kilkanaście dobrych lat. Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż pozostaje godny uwagi.

Czytaj dalej Mój filmowy alfabet: E jak Efekt motyla