Na tę animację czekaliśmy 14 lat, czyli „Iniemamocni 2”

Doskonale pamiętam moje pierwsze zetknięcie z superbohaterską rodzinką w czerwonych trykotach. Był grudzień 2006 roku, choć sam film miał swoją premierę dwa lata wcześniej. To właśnie wtedy, po raz pierwszy w naszym kraju, zaczęto nadawać Disney Channel – kanał bezpośrednio skierowany do dzieci i młodzieży. Ramówkę wypchaną kreskówkami i serialami aktorskimi zainaugurowała emisja „Iniemamocnych” zaplanowana na godzinę 17 tego dnia.

Tak, wciąż piszę to z pamięci, bo dobrze utkwiło mi to w głowie. Wraz z rodzeństwem pełni ekscytacji siedzieliśmy na podłodze z dwa metry od telewizora, a animacja pochłonęła nas całkowicie. W przyszłości kultowe dzieło Pixara we współpracy ze wspomnianym Disneyem widziałem jeszcze co najmniej kilka razy, ale kto byłby w stanie to dokładnie zliczyć. Ważny jest fakt, że „Iniemamocnych” można już bez skrupułów uznać za wiekowy tytuł. W końcu 14 lat to nie byle liczba w okresie, gdy animacje tworzy się niemal hurtowo.

Iniemamocni (1)
Tak rodzina herosów prezentowała się aż 14 lat temu!
Źródło: filmweb.pl

Czytaj dalej Na tę animację czekaliśmy 14 lat, czyli „Iniemamocni 2”

„Czarna Pantera” – Walka o tron afrykańskiej utopii

Ten film to zupełny powiew świeżości dla kina superbohaterskiego ostatnich lat. Tak, wiem. Podobnym stwierdzeniem rzuciłem, o ile dobrze pamiętam, w przypadku „Thora: Ragnarok” w październiku zeszłego roku. Jednak tym razem seans jest zupełnie inny. W przywołanej trzeciej odsłonie solowych przygód boga piorunów swojego rodzaju wyjątkowością było ukierunkowanie się przede wszystkim w stronę humoru i nieco mniej poważne podejście do poważnego motywu, jakim był tytułowy zmierzch bogów. Było to oryginalne i z pewnością wykraczające poza to, czego pierwotnie można było oczekiwać.

Czarna Pantera - Recenzja

Po paru miesiącach przyszła pora na premierę kolejnego odcinka marvelowskiej serii wysokobudżetowych ekranizacji komiksów. Na tę zaś czekano z jeszcze większym zainteresowaniem niż na trzeciego „Thora” lub nawet „Spider-Mana: Homecoming”, który był swoistym powrotem człowieka-pająka do swojego prawowitego miejsca. Świadczą o tym choćby bilety wyprzedające się jak szalone na co najmniej kilka tygodni przed światową premierą widowiska. Na rezerwacje rzucili się dosłownie wszyscy. Przede wszystkim zamiłowani wielbiciele Marvela, ale także potężna reprezentacja Afroamerykanów.

Czytaj dalej „Czarna Pantera” – Walka o tron afrykańskiej utopii

„Coco” – O rodzinie, muzyce i przemijaniu grając na emocjach

Znowu to zrobili. Nie jest niczym zaskakującym, że każda kolejna pozycja wywodząca się spod skrzydeł amerykańskiego studia Pixar jest niecierpliwie wyczekiwana przez fanów form animowanych oraz znawców bądź miłośników kina wszelako rozumianego. Zadziałała na to wieloletnia reputacja wytwórni, która słynie ze staranności i dopieszczania każdego ze swoich dzieł. I choć sceptycy mogli przypuszczać, że fenomenalne początki z „Toy Story”, „Dawno temu w trawie” lub „Potworami i spółką” były tylko debiutancką skrupulatnością nowicjuszy wśród światowych wytwórni, to teraz po latach chyba nikt nie ma wątpliwości, że na Pixara zawsze można liczyć, bo jeśli nawet poprzeczki nie podniesie, to z pewnością ją wyrówna.

Coco - Recenzja

Nie da się również pominąć faktu, że Pixar od lat wchodzi w skład giganta, jakim jest Disney. Oczywiste jest więc, że nie są już na tyle niezależni, co wcześniej. Mimo to wciąż czuć w ich projektach tego wyjątkowego ducha, który obecny był nawet kilkanaście lat temu, gdy studio nabierało tempa. Ostatnio zauważalne są powroty do stałych tytułów w postaci kontynuacji. Rok temu dostaliśmy „Gdzie jest Dory?”, w czerwcu „Auta 3”, a na horyzoncie jest nawet druga część „Iniemamocnych”. Jednak całe szczęście, że Pixar wciąż próbuje czegoś nowego, aby nie przyszyć sobie nowej łatki tak zwanych odgrzewaczy kotletów. Ich „W głowie się nie mieści” było przyjęte co najmniej świetnie, a teraz przyszła kolej na kolejny powiew świeżości, czyli bardzo długo wyczekiwane i bogato promowane „Coco„.

Czytaj dalej „Coco” – O rodzinie, muzyce i przemijaniu grając na emocjach

Spider-Man Homecoming: Nie taki zwykły bohater z sąsiedztwa

Spider-Man: HomecomingDo problemu ukazania kultowego superbohatera z komiksów na ekranach kinowych podchodzono już kilkakrotnie. A co najciekawsze, w samym XXI wieku Spider-Man pojawił się już w pięciu długometrażowych filmach, w których to wcielało się w niego dwóch różnych aktorów. Najpierw, w 2002 roku, japońskie studio Sony dzierżące prawa do zobrazowanego Człowieka-Pająka, przedstawiło nam cieszącą się bardzo dobrą opinią adaptację z niezapomnianym Tobey’em Maguirem wcielającym się w postać Petera Parkera. Dwa lata później ukazała się równie dobra kontynuacja jego losów, aby w 2007 roku zakończyć trylogię z wykorzystaniem bardzo znanej komiksowej kreacji Venoma.

Od dzieciątek lat Spider-Man jest „kurą znoszącą złote jaja”. Zainteresowaniem cieszą się nie tylko rysunkowe opowieści, produkcje kinowe, ale i wszelkie inne produkty okraszone czerwono-niebieskim herosem z niezwykłymi zmysłami. Stąd też, w 2012 roku, postanowiono zobrazować na nowo przygody Parkera zmieniając całą obsadę. Główna rola przypadła 28-letniemu wówczas Andrewowi Garfieldowi, który Spidey’m był dwa razy, również po dwóch latach. Choć w planach była trzecia odsłona „Niesamowitego Spider-Mana”, to ostatecznie realizacja została zaniechana.

Spider-Man: Homecoming - Dotychczas
15 lat temu Maguire, 5 lat temu Garfield, a od teraz Holland. Źródło: imdb.com

Wydaje się Wam, że ta skrócona metryczka filmowych adaptacji superbohatera i tak jest nadzwyczajnie bogata? Może i tak, ale jestem pewien, że dobrze zdajecie sobie sprawę z tego, że Człowiek-Pająk powrócił ponownie i po raz kolejny odmieniony. Wszystko dlatego, że na warsztat wzięło go nic innego, jak studio Marvel, a więc rzec można, że heros wrócił do prawowitych, matczynych rąk. Oczywiście wciąż będąc pod kontrolą Sony, które jedynie poszło nieco na ugodę i nie zrzeka się swoich udziałów. Mimo tego, Peter Parker i jego alter-ego ponownie uderzyli do kin w najświeższej ekranizacji okraszonej tytułem „Spider-Man: Homecoming„. Ku zrzędzeniu tych, którzy nie są miłośnikami częstych spin-offów różnych serii, ale i uciesze fanów komiksowych adaptacji, dla których nie liczą się tego typu drobne szczegóły.

W kinach rządzi od 7 lipca, a w Polsce zawitał oficjalnie w ostatni piątek. Ja na seans udałem się dzień później, w sobotę. Na pokaz dwuwymiarowy z polskimi napisami. Bawiłem się świetnie. Jak zawsze, gdy mowa o produkcji Marvel Studios.

Czytaj dalej Spider-Man Homecoming: Nie taki zwykły bohater z sąsiedztwa

10 kultowych piosenek Disneya, od których poczujesz się jak w bajce

Dziwię się za każdym razem, gdy słyszę od rówieśników, że są już za starzy na oglądanie animacji. Kreskówek, filmów pełnometrażowych, wszystkich. Wychodzę z założenia, że tego typu produkcje nie mają swoich ograniczeń wiekowych. A już na pewno nie na tyle sztywnych, żeby mając dwadzieścia kilka lat twierdzić, że to dziecinada nieprzystająca dorosłemu człowiekowi. Nierzadko zdarza się, że z filmu animowanego można wynieść dużo więcej pożytku niż z wielu innych poważnych tytułów skierowanych do wyrafinowanego widza. Zarówno pod względem rozrywkowym, jak i edukacyjnym. A wiadomo, że dobrej zabawy potrzebuje osoba w każdym wieku. Nauki? Tym bardziej, przez całe życie. Z drugiej strony okazuje się, że nie tylko ja lubię poświęcić wieczór lub wyjście do kina na nową animację. Tym bardziej, jeśli są to zawsze dobre produkcje Disneya, Pixara, DreamWorks czy innych im podobnych.

Czytaj dalej 10 kultowych piosenek Disneya, od których poczujesz się jak w bajce