Gry epizodyczne – ich plusy i minusy. Część 2

Choć od dnia publikacji pierwszej części tych rozważań minęło zaledwie kilkanaście dni, to najpopularniejsze studio gier epizodycznych – Telltale Games, zdążyło już wydać kolejny odcinek jednej ze swoich aktualnych serii. Tak właśnie w rzeczywistości wygląda rynek tego gatunku. Niemal co chwilę pojawia się coś nowego. Zważywszy na to, że stale przywoływane przeze mnie studio nie jest jedyne w branży. Jeśli weźmie się pod uwagę wszystkich wydawców epizodycznych tytułów, to najprawdopodobniej w przeciągu ostatnich dni pojawiło się co najmniej kilka nowych odsłon gier. Nie tylko „Minecraft: Story Mode – Season 2”, którą miałem na myśli w pierwszym zdaniu.

Plusy i minusy gier epizodycznych 2

Skoro firmy odpowiedzialne za produkcję i publikację gier epizodycznych nie próżnują, to i ja muszę jak najszybciej zamknąć temat, który ciągnę za sobą od dawna. A już na pewno od momentu, gdy po raz pierwszy wspominałem o „Life is Strange” jeszcze w październiku zeszłego roku. Już wtedy zastanawiałem się (póki co w myślach), jakie korzyści i szkody przypisane są tak zwanemu episodic gaming.

W pierwszej części tekstu przedstawiłem pięć bardzo ważnych plusów gier odcinkowych, jednak nie były to wszystkie. Jednak teraz wspomnieć trzeba również o tym, co w całym mechanizmie nie spełnia swojej roli. Bo tutaj wyjątków nie ma – są również minusy, o których istnieniu wie większość graczy i o których muszą widzieć wszyscy, którzy dopiero planują swoją wirtualną zabawę.


Plus – Bieżący feedback

Moim skromnym zdaniem jest to jeden z najważniejszych plusów. O ile nie najistotniejszy spośród wszystkich. W przeciwieństwie do większości pozostałych gatunków gier, wydawcy odcinkowych tytułów mają szansę utrzymywać stały, bliski i przede wszystkim aktualny kontakt ze swoimi graczami.

Wydając produkcję w częściach ma się szansę na ingerencję w jej ostateczny wygląd pomiędzy datami premiery kolejnych epizodów. Jeśli twórcy zauważą (a na pewno to zrobią, bo śledzą opinie odbiorców, choć nie zawsze to widać), że większości nie przypadły do gustu decyzje lub rozwiązania, których podjęto się podczas realizacji danego elementu fabuły, to wciąż mają czas i możliwość wybrnięcia z opresji. A jeśli sprytnie to rozwiążą, to mogą obejść się bez większych strat dla siebie i samej gry.

Plusy i minusy gier epizodycznych - Feedback
Podjęta przez twórców decyzja okazała się niewypałem?
Zawsze mogą to naprawiać w kolejnej części gry!
Grafika: komputerswiat.pl

Często też natknąć się można na pozytywny feedback, który uświadomi kreatorów, że zmierzają w dobrym kierunku, którego warto się trzymać. Nierzadko grając w epizodyczny tytuł spotkacie się z tym, że studia będą ingerować w ostateczny wygląd gry nawet w międzyczasie. Stąd też co pewien czas spotkać się można z lekkimi opóźnieniami premier następnych części, jednak skoro spowodowane jest to wysłuchaniem graczy i poprawieniem błędów lub podkreśleniem atutów, to chyba nie można mieć tego za złe!


Plus – Nie wiesz, co Cię czeka

Jasne, jeśli jakaś gra, niezależnie od jej gatunku, jest zrealizowana naprawdę dobrze, to prawdopodobnie nigdy nie wiesz, co może nastąpić w kolejnych kilku minutach lub godzinach rozgrywki. Zabawa emocjami odbiorcy jest wyjątkowo lubiana przez twórców wszelkiej maści, w tym producentów gier, dlatego często i gęsto obecne są tutaj tak zwane cliffhangery, sytuacje pełne napięcia, a przede wszystkim – nieprzewidziane zwroty akcji.

Szczerze mówiąc, każdy kolejny odcinek jakiegoś tytułu jest jedną wielką zagadką. Nie wiemy, w jakim kierunku potoczy się fabuła, czy jej tempo zwolni lub przyspieszy, ani jak dany wątek ostatecznie się skończy. Z reguły, szczególnie w przypadku studia Telltale Games, wcześniej wiadomo jedynie z ilu epizodów składać się będzie dana produkcja. A co w nich zobaczymy to wielka tajemnica, która odrobinę zdradzana jest wyłącznie w zwiastunach. Jednak te również nie zawsze się pojawiają. Brakuje ich zazwyczaj w przypadku finałowych odcinków, których twórcy najzwyczajniej nie chcą spoilerować.

Plusy i minusy gier epizodycznych - Niewiedza
„Tales from the Borderlands” to świetny przykład pozytywnego zaskoczenia graczy.
Grafika: play.google.com

Mały przykład z autopsji. Zdarzało się, że względem jakiejś gry czułem pewne zmieszanie lub niepewność. Było tak między innymi z „The Wolf Among Us” i „Tales from the Borderlands”. Z tą pierwszą dlatego, że wziąłem się za nią krótko po wyśmienitym „The Walking Dead – The Game”. Co do drugiego nie wiem, bo lubię serię „Borderlands”, ale może wówczas niewystarczająco. Tymczasem okazało się, że rozgrywki dostarczone przez oba tytuły były jednymi z najlepszych. Odpalając pierwsze odcinki nie spodziewałem się, że po ostatnich będę aż tak zafascynowany.


Minus – Nie wiesz, co Cię czeka

Tak jest, ten punkt w szczególności można rozumieć w dwojaki sposób. Logiczne, bo niepewność względem czegokolwiek owianego tajemnicą może przynosić zarówno pozytywne, jak i negatywne rezultaty. To samo dotyczy gier epizodycznych, które ani trochę nie są wyjątkiem od tej zasady.

Tak, jak dany tytuł może zrobić na nas bardzo dobre wrażenie, tak samo może zawieść i to czasami niezwykle boleśnie. Kupując odcinkową produkcję w dniu jej premiery, czyli wtedy, gdy opublikowany zostaje pierwsza część z kilku zaplanowanych, tak naprawdę godzimy się na nabycie kota w worku. Możemy wówczas jedynie pójść za ciosem, uwierzyć w dane studio i zaryzykować, że cała gra spełni nasze minimalne oczekiwania. Ale co do tego nie ma pewności. Pierwsze epizod może być cudowny, ale poziom każdego kolejnej ma szansę stopniowo spadać, co ostatecznie skończy się niemałym zawodem.

Plusy i minusy gier epizodycznych - Niewiedza negatywna
Najnowsza odsłona „Hitmana” okazała się pewnym niewypałem…
Grafika: antyradio.pl

Zdarzyć się może, że pierwsze wrażenia po premierowym zwiastunie będą co najmniej ponadprzeciętne, a już po zakupie gry i kilkudziesięciu minutach rozgrywki poczujemy, że wydane pieniądze były wyrzucone w błoto. Tym bardziej, że większość tytułów odcinkowych nie jest wcale taka tania…

Stąd też narodziła się pewna rada od wieloletnich graczy. Albo godzimy się na pewne ryzyko, albo czekamy aż opublikowane zostaną wszystkie epizody. Wtedy przynajmniej można przeczytać recenzje i zapoznać się z ostateczną oceną produkcji.


Minus – I’m still waiting…

Nie ma co udawać, że to nie problem. Niekiedy oczekiwanie na dalsze przygody naszych ulubionych bohaterów to prawdziwa katorga. W momentach, gdy ma się sporo wolnego czasu, ale brakuje możliwości kontynuacji fabuły, docenia się te gry, które od razu udostępniają cały swój potencjał. Wtedy każdy może dostosować swoje tempo grania pod siebie samego i ukończyć jakiś tytuł w parę dni, ale i parę miesięcy.

Tutaj jednak czekanie jest czymś fundamentalnym. Aby Was uspokoić to zaznaczę, że nie w każdym przypadku należy uzbrajać się w nadludzką cierpliwość. Nieraz zdarzyło się, że nowe części kupionych przeze mnie gier epizodycznych zostały wypuszczane sprawnie co około miesiąc lub półtorej. Ale świetnie pamiętam, że owe wyczekiwanie pomiędzy pierwszym a drugim odcinkiem „Tales from the Borderlands” wynosiło ponad kwartał. Dokładnie od 25 listopada 2014 roku do… 17 marca 2015.

Plusy i minusy gier epizodycznych - Oczekiwanie
Jednym z większych minusów „Broken Age” było
oczekiwanie na drugi etap gry. Trwało ponad rok!
Grafika: technopolis.polityka.pl

Jakie konsekwencje niesie to ze sobą? Trudniej jest wówczas powrócić do danego tytułu z takim samym zainteresowaniem, jak przed dłuższą przerwą. Można zapomnieć o wątkach fabularnych z poprzedniej odsłony, zdystansować się do głównych bohaterów (co jest szczególnie niewskazane) lub po prostu znaleźć sobie zamienniki, które zepchną naszą epizodyczną przygodę na dalszy plan. Wszystko to szczególnie godzi w podstawowe wartości przypisane temu gatunkowi gier. Stąd też wracamy do porady doświadczonych osób – albo ryzykujemy, albo czekamy z zakupem na premierę ostatniego odcinka.


Minus – Epizod X kontra epizod Y

Tej częstej praktyki względem gier epizodycznych najbardziej nie rozumiem, jednak świetnie zdaję sobie sprawę z tego, że istnieje. Nie tylko portale poświęcone branży gier lub bardziej profesjonalni znawcy tematu, ale również zwykli i przeciętni gracze mają tendencję do oceniania poszczególnych części danego tytułu epizodycznego pod pryzmatem poprzednich odsłon dotychczasowo wydanych.

Załóżmy, że odcinek czwarty jakiejś serii był nieco spokojniejszy i skupiał się na statycznych rozmowach bohaterów głównie po to, aby budować podwaliny większych wydarzeń w następnej, finałowej części gry. Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, jak ważny jest story telling i takie osoby stwierdzą po prostu, że każdy poprzedni epizod był o niebo lepszy. Wystąpiło w nich kilka wybuchów i szybszych akcji, dlatego też przegadana czwarta odsłona to nuda i strata czasu. Cóż… Dla mnie jest to oczywiste nieporozumienie, ale zestawianie ze sobą pojedynczych elementów odcinkowych serii mija się z celem gatunku.

Plusy i minusy gier epizodycznych - Porównywanie
Porównywanie ze sobą różnych tytułów to pół biedy.
Ale często zestawia się ze sobą epizody jednej produkcji.
Grafika: minecraftstorymode.wikia.com

Tutaj jest jak w większości seriali Netfliksa. Historia jest budowana i przedstawiania w większej mierze zgodnie z wcześniej obranym kierunkiem, dlatego jeśli akurat pod koniec następuje zwolnienie akcji, to prawdopodobnie w jakimś konkretnym celu. Ale i odwrotnie – warto mieć na uwadze, że jeden świetny odcinek nie determinuje równie sukcesywnych pozostałych. Tutaj, tak jak już wspominałem, wszystko jest niewiadomą.


Minus – Potykanie się pod presją

Ostatni punkt dotyczący plusów i minusów gier epizodycznych dotyczy konkretnie zjawiska prawdopodobnie najmniej chcianego wśród zaufanych graczy. Wydawanie produkcji fragmentarycznie i w pewnym odstępie czasowym jest praktyką ryzykowną, o czym nie raz przekonały się różne studia. Głównym czynnikiem, który działa tutaj na niekorzyść, jest presja czasu.

Nasila się ona nie tylko ze względu na ambicje twórców, które (mam nadzieję) zawsze pchają proces realizacji gier do przodu. W dużej mierze nacisk kładziony jest przez samych graczy, którzy zdecydowali się już na zakup w przedsprzedaży lub po premierze jakichś odcinków, ale wciąż przed zamknięciem całej serii. Wydając pieniądze, odbiorcy liczą na dobry i porządny produkt, który będą otrzymywać regularnie do momentu jego ukończenia (a więc zazwyczaj piątego epizodu produkcji). Tymczasem dla niektórych firm jest to za duże zobowiązanie.

Plusy i minusy gier epizodycznych - Terminowość
To dotyczy chyba wszystkich odcinkowych serii. Nigdy nie wiemy,
ile przyjdzie nam czekać na kontynuację przygód. O ile takowe nadejdą.
Grafika: gry-online.pl

Ich nadzieje związane z tytułem czasem legną w gruzach już w trakcie tworzenia. Dzięki bieżącemu feedbackowi można odnotować słabe zainteresowanie grą ze strony graczy, niskie zyski lub nieprzewidziane wcześniej oczekiwania, które wprost przytłaczają kreatorów. A gdy ci wezmą na swoje barki zbyt wiele, to okazać się może, że brakuje czasu na odpowiednią realizację.

Co wtedy? Otrzymujemy tytuł niedopracowany, krótki, wykonany w pośpiechu lub nawet niedokończony. Tak jest, zdarza się, że w międzyczasie jakiś projekt upada i nie zostaje sfinalizowany. Graczom pozostaje wówczas niesmak, bo nie doczekali się oczekiwanej, pełnej produkcji, a odpowiedzialnemu studiu słaba reputacja na przyszłość.

Nie ma co się oszukiwać – gry epizodyczne to brutalny rynek. Sukces odnoszą najlepsi.


Plusy i minusy gier epizodycznych - Koniec
Każda dobra gra epizodyczna ma jeden wspólny mianownik. Boli, gdy się ją ukończy… ;)

Tym nie do końca pozytywnym aspektem kończę swoje rozważania nad tematem, który nurtował mnie od dawna. Chciałem zrealizować go za wszelką cenę i nareszcie się udało. O episodic gaming pojawiło się na blogu już sporo treści i sądzę, że wiele jeszcze się ukaże. Przyczyna jest jedna i wystarczająca – po prostu uwielbiam ten typ gier 😊

Pograj i posłuchaj #4 | Grand Theft Auto: Vice City

Czas - 10


Świetna ścieżka dźwiękowa każdego rodzaju produkcji ma to do siebie, że zapamiętuje się ją na bardzo długi czas. Często mam tak, że po obejrzeniu filmu, serialu lub przejściu gry komputerowej szukam w sieci listy piosenek, które zostały w nich użyte i odsłuchuje je po raz kolejny, na spokojnie, w domowym zaciszu. Wtedy zaczyna się prawdziwy test dobrego soundtracku. Jeśli po miesiącach lub latach słysząc dany kawałek szybko i bezproblemowo kojarzysz go z jakąś sytuacją lub elementem produkcji, w której się znalazł, to oznacza, że utwór spełnił swoją rolę. Zapadł w pamięć na wystarczająco długo, więc po prostu jest częścią wyśmienicie wyselekcjonowanej oprawy audio. Proste i logiczne!

Pograj i posłuchaj - Vice City #1
Źródło: rockstargames.com/grandtheftautovicecity

Zawężając środowisko rozrywkowe wyłącznie do gier wideo, jednym z przykładów takiego zjawiska jest nieco leciwy tytuł, w którego niegdyś zagrywano się przez dziesiątki, jak nie setki godzin – „Grand Theft Auto: Vice City”. I choć zgodnie z oznaczeniami na pudełku powinien być on dostępny wyłącznie dla dorosłych graczy, to swój czas spędzało w nim też wiele młodszych osób. I co z tego wynikło? Nieuleczalne szkody na psychice obecnych dwudziestokilkulatków? Skądże znowu. Teraz przynajmniej mamy wspomnienia, które utkwiły w pamięci już chyba na zawsze.


Podstawowe informacje

Serii tej nie trzeba chyba przedstawiać nawet tym, którzy z grami komputerowymi niewiele mają wspólnego. Kultowe już „GTA” niewątpliwie znajduje się w czołówce najpopularniejszych wieloletnich cykli, których odsłony do dziś wypuszczane są na komputery osobiste i konsole. Chętnie poznałbym choć jedną osobę, która nigdy w życiu, ani razu, nie położyła swój palców na klawiaturze lub padzie, gdy na ekranie odpalała się któraś z licznych wersji „Grand Theft Auto”.

Dzisiaj jednak chcę przytoczyć odsłonę z 2003 roku, czyli czasu, gdy ja sam miałem zaledwie osiem lat. Dokładnie, podczas mojego pierwszego kontaktu z tą grą w zupełności nieprzeznaczoną dla dzieciaków, byłem uczniem drugiej klasy szkoły podstawowej. I nie byłem wyjątkiem, bo w omawiane „Vice City” zagrywało się także wielu moich rówieśników. O starszych osobach już nie wspominając.

Pograj i posłuchaj - Vice City #2
Witaj w Vice City!
Źródło: rockstargames.com/grandtheftautovicecity

Spośród wszystkich wydanych ówcześnie edycji „Grand Theft Auto” od amerykańskiego studia Rockstar Games (chyba mojego drugiego ulubionego zaraz po Telltale Games), to z florydzkim klimatem lat osiemdziesiątych było szóstą. I zaledwie drugą, która oferowała nam widok z trzeciej osoby zza pleców głównego protagonisty oraz świat wygenerowany w trójwymiarze. Przedtem wszystko śledzić można było z lotu ptaka, a bohaterowie, samochody i budynki były niczym innym, jak niewielkimi obiektami zbudowanymi ze sporych rozmiarów pikseli.

„Vice City”, tak jak wszystkie przeszłe i przyszłe odsłony serii, to tak zwany sandbox, a w dosłownym tłumaczeniu piaskownica. Chodzi o to, że gra oferuje nam dostęp do całego wirtualnego świata, a więc w tym przypadku miasta rozdzielonego na parę wysp otoczonych oceanem, a my sami możemy decydować, co chcemy robić. Mamy możliwość podążania za fabułą dostępną w coraz to nowszych misjach do wykonania, ale jeśli nabierzemy ochoty na zwiedzanie okolic, zabawę z otoczeniem lub próbowanie sił w pobocznych zadaniach – droga wolna. W „GTA” można robić co się żywnie podoba i taka jest idea serii.

Pograj i posłuchaj - Vice City #3
Jak w każdym „GTA”, pojazdów do wyboru jest mnóstwo. Tylko od Ciebie zależy, który skradniesz.
Źródło: rockstargames.com/grandtheftautovicecity

Rozgrywka

Przejdźmy jednak szczegółowo do tego, co oferuje nam „Vice City”. Każda odsłona cyklu przedstawia nowych głównych bohaterów, nad którymi zyskujemy kontrolę. W tym przypadku przyszła kolej na Toma Vercettiego. Zasłynął on nie tylko ze swojej standardowej niebieskiej koszuli w palmy (idealnie dopasowane do klimatu gry), ale także z umiejętności mówienia. Czemu? Po pozbawionym głosu protagoniście z poprzedniej części „GTA”, odzywający się Tom był miłym akcentem.

Motywy przewodnie produkcji nie odbiegają od wszystkich pozostałych. Zostajemy wrzuceni do przestępczego światka, w którym nasza postać musi jakoś się odnaleźć, a następnie wspiąć na jak najwyższy szczebel panującej tu hierarchii. Jak już wspomniałem – wszystko rozgrywa się w bardzo nastrojowych latach osiemdziesiątych, co jest jednym z największych atutów gry zapewniających jej ogromny sukces. A to dlatego, że klimat został odwzorowany na piątkę z plusem i bije od pierwszych minut rozgrywki do samych napisów końcowych.

Pograj i posłuchaj - Vice City #4
W grze nie brakuje przyjemnych widoków. Choćby na rozciągającej się na kilometry plaży.
Źródło: rockstargames.com/grandtheftautovicecity

Kontrolowany przez nas bohater ma na głowie porachunki z różnymi gangami i grupami żyjącymi w Vice City, które stopniowo poznajemy w ciągu misji fabularnych. Są one niemal znakiem rozpoznawczym serii. Na wszechobecnej mapie miasta w rogu ekranu ulokowane są inicjały zleceniodawców, do których należy się wybrać, aby pchnąć główny wątek dalej. Jednak jeśli nie mamy w obecnej chwili ochoty na konkretne rozkazy i wykonywanie ich z jak najlepszym efektem – zawsze pozostaje moc innych funkcji gry do odkrycia.

Prawy brzeg jednej z wysp to istna niekończąca się plaża, na której można podziwiać wylegujące się skąpo ubrane wirtualne panie, biegać w blasku zachodzącego słońca lub… urządzać polowania z bronią palną na tutejszych turystów. W innych częściach mapy nie brakuje miejskich krajobrazów, nietypowych mieszkańców do spotkania, a przede wszystkim samochodów do skradnięcia i rozbijania się nimi tu i ówdzie.

Pograj i posłuchaj - Vice City #5
( ͡° ͜ʖ ͡°)
Źródło: rockstargames.com/grandtheftautovicecity

A skoro wspomniałem już o broniach i kradzieżach – dostępna gama jednych, jak i drugich nie jest może tak imponująca jak w przyszłych odsłonach serii, ale wciąż daje mnóstwo możliwości do zabawy. Należy zapamiętać, że „GTA: Vice City” to przede wszystkim shooter, a więc bez strzelania nie ma tutaj rozgrywki. Nawet jeśli zdecydujemy się być prawymi obywatelami po godzinach „pracy” (między innymi zatrzymując się na każdym czerwonym świetle), to w czasie wykonywania powierzonych zadań i tak będziemy zmuszeni do rozstrzelania kilku…set losowych przeciwników. Funny!

Pograj i posłuchaj - Vice City #6
Florydzka masakra piłą mechaniczną.
Źródło: rockstargames.com/grandtheftautovicecity

Do tej pory pamiętam misję, w której napadłem otyłego mężczyznę na basenie znajdującym się na dachu jednego z budynków. Nic nadzwyczajnego gdyby nie to, że trzeba było zabić go piłą łańcuchową poprzedzając ten czyn chwilą pogoni.

Lotniska, pola golfowe, stadiony lub centra handlowe to tylko kilka lokalizacji z całego wirtualnego świata, w które możemy się udać i spędzić miło czas. Ponadto warto uważnie poruszać się po całym mieście, gdzie dosłownie co krok ukryte są różne ciekawe przedmioty lub ciekawostki. W niektórych zaułkach spotkać się można z orężem gotowym do użycia w każdej chwili, a w innych czekać będą ukryte paczki, których kompletne zebranie (a jest ich ze sto) wymagane jest do ukończenia gry na 100%. Nie lada wyzwanie.

Czemu „Vice City” zawdzięcza takie uznanie oraz zachwyt nad idealnym klimatem oceanicznych wysp lat osiemdziesiątych? Grafika na dzisiejsze czasy pozostawia wiele do życzenia, jednak tytuł nadal ujmuje ze względu na świetnie zaprojektowany świat przedstawiony i elementy w nim usytuowane. Liczne palmy nawet w centrum miasta, różowe niebo o zachodzie słońca nad piaszczystymi plażami, dobrze rozpisany wątek fabularny wykorzystujący możliwości nadane przez miejsce osadzenia akcji i… soundtrack.

Pograj i posłuchaj - Vice City #7
Takie cudne zestawy wciąż można kupić na Amazonie. Pięknie poszerzą muzyczną biblioteczkę.
Źródło: erlat.blogspot.com

Ścieżka dźwiękowa

Ponad 14 lat minęło, odkąd „Grand Theft Auto: Vice City” ujrzało światło dzienne i miłośnicy gatunku zaczęli rozkoszować się kultową produkcją studia Rockstar Games. Pośród tego wszystkiego największym fenomenem, według mnie, jest fakt, że piosenki, które towarzyszyły przez niemal całą rozgrywkę, są pamiętane do dzisiaj. Można powiedzieć, że zapisały się na łamach historii gier komputerowych jako jedna z najlepszych i najdłużej zapamiętanych opraw dźwiękowych. Stały się po prostu kultowe.

Czego to zasługa? Radia. W „GTA” głównym odtwarzaczem jakiejkolwiek muzyki są radioodbiorniki ulokowane w samochodach, do których wsiadamy naszym bohaterem niezliczoną liczbę razy. Zmieniamy je jak rękawiczki, jednak samych stacji radiowych w grze jest dostępnych kilka, a w każdej z nich znajduje się co najmniej kilkanaście utworów. A te, odtwarzane na okrągło, zdołały zadomowić się w naszej pamięci długotrwałej.

Osoby, które wówczas były odpowiedzialne za dobór piosenek do gry, zrobiły kawał dobrej roboty. Twórcy z pewnością świetnie zdają sobie sprawę, jak ważnym elementem ich serii jest ścieżka dźwiękowa, o czym świadczą chyba wszystkie części „GTA”, bo w każdej (nawet najnowszej) znajduje się co najmniej kilka kawałków, które po czasie automatycznie kojarzą nam się z danym tytułem.

Przykłady w „Vice City”? Proszę, jest ich mnóstwo. Stacji radiowych dostępnych do odsłuchu jest tam dziewięć, z czego dwie bazują na rozmowach i wywiadach, więc próżno szukać w nich muzyki. Jednak pozostałych siedem wystarczy, aby nakarmić nas, graczy, porządną dawką klimatycznych utworów. Mi najbardziej w pamięci utkwiła radiostacja „Emotion 98.3”, gdzie latynoski prowadzący częstuje licznymi kawałkami z gatunku soft rock i pop-rock. Wysłuchamy tam takich kultowych hitów, jak „Africa” od Toto, „I Just Died in Your Arms” w wykonaniu Cutting Crew lub „Crockett’s Theme” Jana Hammera. Każdy, kto miał choć minimalną styczność z tą grą, po usłyszeniu paru pierwszych sekund tych nagrań natychmiast sobie je przypomni i uświadomi, jak świetnie zna je po latach 😊

A to zaledwie jedna z siedmiu muzycznych stacji. Na „V-Rock” wysłuchamy cięższe utwory, pośród których znajdziemy tak popularne, jak „Bark at the Moon” samego Ozzy’ego Osbourne’a lub „2 Minutes to Midnight” grane przez Iron Maiden. Idąc dalej warto wymienić jeszcze „Flash FM”, gdzie swoje miejsce znaleźli między innymi Micheal Jackson wraz z „Billie Jean” oraz Bryan Adams wykonujący „Run to You”. Obie te piosenki, jak i kilkanaście pozostałych, utrzymane są głównie w nurcie popowym i nowej fali.

Jest jeszcze muzyka latynoska, funkowo-soulowa, hip-hopowa oraz post-punkowa. Dla każdego coś dobrego. Między innymi z tego względu uważam, że ścieżka dźwiękowa do „Vice City” aż tak pozytywnie została przyjęta – każdy z graczy mógł ustawić w wirtualnym samochodzie stację radiową, która najbardziej do niego przemawia i przez wiele godzin rozgrywki podśpiewywać razem z nią. Nic dziwnego, że potem te utwory na długo osiedliły się w głowach i pamięta się o nich po dziś dzień.

Może to głupio zabrzmi, ale wdzięczny jestem za to, że za dzieciaka mogłem zagrywać się w „GTA”. Dla niektórych może to niemoralne, nieodpowiedzialne i naganne, ale cóż… dzisiaj mam same pozytywne wspomnienia i całkiem normalną psychikę 😉

Gry epizodyczne – ich plusy i minusy. Część 1

Wiele współczesnych gier komputerowych ma to do siebie, że potrafią zająć człowieka na kilkadziesiąt dobrych godzin. W wyniku tego ukończenie jakiegoś tytułu może zajmować nie tylko tygodnie, ale i miesiące. Z drugiej strony da się zrobić to o wiele szybciej, jednak wymagane są posiedzenia dłuższe niż „mam wolną chwilkę, pogram w coś na szybko”.

Lecz wiele nie oznacza wszystkie. Są także produkcje, których wątek fabularny zajmuje co najwyżej parę godzin. Słyszałem nawet o takich, co nie dobijają do 60 minut.

Gry epizodyczne - Czas
To co? Jeszcze dziesięć minut do wyjścia, więc w coś zagramy?

Wyjątkiem od pochłaniaczy czasu są gry epizodyczne, czyli bohaterowie tego tekstu. Wyobraźcie sobie serial telewizyjny wypuszczany jako gra wideo. Nie wymaga to ogromnych pokładów fantazji, prawda? Dokładnie na taki pomysł wpadli działacze branży elektronicznej rozrywki. Chodzi oczywiście o to, że tworzone gry dzielone są na kilka części, a te publikuje się w pewnym odstępie czasowym. Tak jak na następny epizod serialu czekać musimy zazwyczaj tydzień, tak w tym przypadku również chcąc kontynuować przygodę trzeba uzbrajać się w cierpliwość. Nierzadko dużo większą…

Taki fragmentaryczny podział jednego tytułu komputerowego to oczywiście najważniejszy aspekt decydujący o tym, że daną grę można nazwać epizodyczną. Istnieje też kilka innych elementów, które są charakterystyczne dla tego gatunku. Wymienić można chociażby silny nacisk na opowiadaną fabułę, dokładnie zarysowanych bohaterów lub tak zwane „quick-time event’y” będące częścią rozgrywki. Jednak o tym niżej, w zasadniczej części tekstu.

Gry epizodyczne - Plusy i minusy
Źródło: vgprofessional.com

Postawmy sobie pytania. Jakie są zalety, a jakie wady tego typu publikowania gier? Co posiadają w sobie produkcje wydawane częściowo, czego nie mają te publikowane w pełnej krasie? Ale z drugiej strony – czego tym pierwszym brakuje, co z kolei przekłada się na straty? Usiadłem, pomyślałem i spisałem wszystko to, co przyszło mi do głowy. I cóż, nie ukrywam… Jako fan tego typu wydawnictwa komputerowego, znalazłem więcej zalet.

Zestawienie zostało stworzone głównie na podstawie „Life is Strange” oraz gier studia Telltale Games.


Plus – Bogactwo fabularne

Nie jestem zwolennikiem jak najbardziej realistycznej grafiki. Rozumiem stanowisko tych, którzy uważają wizualny aspekt za jeden z najważniejszych, ale są według mnie też inne, z którymi zdecydowanie bardziej należałoby się liczyć. Jak fabuła. Błyskotliwy pomysł na opowieść, którą chce się przekazać za pośrednictwem gry komputerowej. A następnie dokładne rozpisanie wciągającego i niebanalnego scenariusza, który w trakcie zagrywania się będzie coraz silniej wchłaniał nas w wyimaginowany świat.

Nie byłbym w stanie zapamiętać na długo gry, która po prostu ładnie wyglądała. Jednak jeśli oferuje ona interesującą i pomysłową narrację, to nawet po napisach końcowych dane przeżycia i przemyślenia nie opuszczają głowy przez wiele godzin, dni, czy jeszcze dłużej.

Gry epizodyczne - Fabuła
Od pierwszego odcinka „The Walking Dead – The Game” mała Clementine była oczkiem w głowie wszystkich graczy.
Źródło: gram.pl

Fabułę zdecydowanie stawiam na pierwszym miejscu. Zawsze tak było, jest i będzie. Lubię czerpać z gier coś więcej niż ładne obrazki. Być może ze względu na zamiłowanie do filmów i seriali, w których bez dobrej historii nie ma w ogóle startu. Gry epizodyczne w większości przypadków skupiają się na ciekawie opowiedzianej, niepłytkiej narracji, aby ta w odpowiedni sposób docierała do gracza, łapała ich w swoje sidła i zostawiała ze sobą nawet po ukończeniu ostatniej części.


Plus – Immersja, immersja i jeszcze raz immersja

Ta zaleta odcinkowych produkcji jest tak jakby dopełnieniem poprzedniej. Głównie z tego względu, że możliwość głębokiego wsiąknięcia w świat przedstawiony jest zaletą kreatywnej i obfitej fabuły. Gdyby nie w odpowiedni sposób nakreśleni bohaterowie, sytuacje, w których się znajdują oraz całe otoczenie, do którego zostajemy wrzuceni, nie można by mówić o takim zainteresowaniu, przeżywaniu wydarzeń, a niekiedy nawet zżyciu się z postaciami śledzonymi na ekranie. Zupełnie, jakby było się częścią tej całej historii!

Może wydawać się to nieprawdopodobne i wyolbrzymiane, ale już niejednokrotnie miałem okazję tak właśnie się poczuć. Przede wszystkim za sprawą najpopularniejszego wydawcy gier epizodycznych – studia Telltale Games. Stworzone przez nie „The Walking Dead – The Game” lub „The Wolf Among Us” nie tylko zaserwowały mi niebanalne i ciekawe opowieści, które śledziłem z zapartym tchem (a najgorsze było oczekiwanie na premierę następnego odcinka), ale również stały się częścią moich najlepszych wspomnień związanych z gamingiem.

Gry epizodyczne - Immersja
Z czasem zaczyna nam zależeć na jakichś postaciach. Tak było w przypadku Kate z „Life is Strange”.
Źródło: gaming.aisjournal.com

Nie brakowało chwil radości, gdy Lee i Clementine z powodzeniem kroczyli ku zaginionym rodzicom dziewczynki. Momentów stresujących i napiętych, szczególnie podczas wcielania się w reprezentanta niewiele znaczącego rodu, gdy po drugiej stronie na tronie zasiadała Cersei Lannister. Były również sytuacje mrożące krew w żyłach (jak podczas pojedynku Bigby’ego z Krwawą Mary) i wywołujące łzy (oj, w „Tales of the Borderlands” ich nie brakowało).

Tak, gry da się odbierać poważnie i emocjonalnie.


Plus – Mam tę moc!

Każda gra wymaga od nas interakcji. Sterować nią jakoś musimy, czy to klawiaturą, myszką lub padem. Gdyby nie nasze działania skutkujące pewnymi efektami na ekranie, nie można by mówić o grze, lecz o filmie lub serialu. Rzecz jasna. W przypadku produkcji epizodycznych idziemy jednak krok dalej, bo nie tylko otrzymujemy pewną kontrolę nad ruchami naszego bohatera, ale także wpływamy na opowiadaną fabułę. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że niekiedy naprawdę opowieść może przebiegać inaczej w zależności od naszych decyzji i poczynań.

Gry epizodyczne - Moc
W takich chwilach próbuje się zachować zimną krew. Ale to przecież Lannisterowie!
Źródło: rpg.sztab.com

Stałym elementem gier odcinkowych są interaktywne dialogi, podczas których to my wybieramy odpowiedzi naszego protagonisty, a co najważniejsze – również jego nastawienie i aktualne emocje. Chcesz być dla kogoś miłym? Wybierz odpowiednią opcję dialogową. A może w tej samej sytuacji wolisz pozostać stanowczy i zdystansowany? Droga wolna. Tutaj to my tworzymy głównych bohaterów, co często przekłada się na relacje z innymi postaciami, następujące sytuacje, a nawet zakończenia fabuły. Jednymi ze szlagierowych przykładów są drugi i trzeci sezon gry „The Walking Dead”, gdzie ostatecznych rozwiązań akcji jest co najmniej kilka. A te zależne są od naszych wcześniejszych dokonań.

Oprócz wyboru odpowiedzi w rozmowach, nierzadko możemy sami decydować o tym, co chcemy zrobić bądź gdzie udać się najpierw, wybierać przedmioty, które nas bardziej interesują lub wiele innych. Wszystko zależy od konkretnej produkcji, wydawcy lub twórcy.


Plus – Angażują się tu znane marki

Okazuje się, że odcinkowa dystrybucja gier interesuje nie tylko samych graczy, co napędza rynek tego konkretnego gatunku, ale zaciekawienie widać także wśród popularnych na całym świecie firm, koncernów i tytułów. Ponownie najlepszym przykładem ku temu są niemal wszystkie gry wydane przez amerykańskie Telltale Games. Już od dobrych kilku lat starają się współpracować z różnymi znanymi osobami lub korporacjami, aby ich produkcje docierały do jak największego grona odbiorców, stały na wysokim poziomie i przykuwały uwagę na długi czas.

Gry epizodyczne - Marki
Jeden z nowszych tytułów Telltale Games powstaje na podstawie „Strażników Galaktyki” Marvela.
Źródło: windowscentral.com

Przede wszystkim inwestuje się w połączenia z popularnymi filmami, serialami, a nawet innymi grami komputerowymi. Dostaliśmy już gamingową wersję „Back to the Future”, gdzie możemy ponownie i w nowy sposób poznać przygody Marty’ego z wielkiego hitu lat osiemdziesiątych. Później przyszła kolej między innymi na „Jurassic Park”, wspomniane przed chwilą kultowe „Żywe Trupy”, a nawet „Grę o tron” lub spin-off uznanego „Borderlands”. Wymieniać można by dużo więcej, a to tylko świadczy o tym, jak wiele znaczą obecnie gry epizodyczne. Nic dziwnego, bo faktycznie narastającą popularność da się zauważyć gołym okiem. Tym bardziej, że nowych produkcji z roku na rok wychodzi coraz więcej!

Dzięki tym współpracom otrzymujemy ciekawe rozszerzenia do dobrze znanych nam fantastycznych światów. Myślę, że wszyscy lubimy widzieć inne podejścia do kultowych postaci, wątków tematycznych lub motywów. Tym bardziej, że to wszystko często nawiązuje do oryginalnych wersji, które zapisały się na łamach historii. Dla geeka nie może być lepiej!


Plus – Prostsze do stworzenia

Co do prawidłowości przydziału tego aspektu do zalet można by mieć pewne wątpliwości. Myśląc nieco sceptycznie, ale i w pewnej mierze logicznie, łatwo stwierdzić, że coś, co nie wymaga długiego procesu kreowania i jest łatwiejsze do wykonania, zazwyczaj kończy się fiaskiem i zostaje zrównane z ziemią. Trudno się nie zgodzić, jednak są od tego wyjątki. A te mają szanse zaistnieć tylko dlatego, że do tematu podeszło się wystarczająco odpowiedzialnie i skrupulatnie.

Porównując gry odcinkowe z innymi gatunkami elektronicznej rozrywki, ich tworzenie nie jest aż tak skomplikowane. Może nie jestem odpowiednią osobą, która mogłaby o tym przekonywać, jednak nie da się ukryć, że produkcje epizodyczne liczące sobie zazwyczaj maksymalnie kilka lub kilkanaście godzin wyglądają prościej, mają mniej rozbudowane sterowanie i liczbę dostępnych funkcji.

Gry epizodyczne - Prostota
Szybsze i łatwiejsze wykonanie nie oznacza złego produktu. Nie w tym przypadku!
Źródło: playingdaily.com

Jestem przekonany, że zaprojektowanie i wydanie gry pokroju „The Wolf Among Us” lub „Life is Strange” to nie taka łatwizna, bo przemyślenie, zaprojektowanie i wykonanie całości przedsięwzięcia wymaga sporego nakładu czasu i pracy. Jednak obierając zupełnie obiektywny punkt widzenia, nie są to twórcze procesy choć w połowie porównywalne do tak wielkich gier typu AAA, jak „Grand Theft Auto” lub „Wiedźmin 3”.

Więc gdzie tu plus? Im łatwiej coś wykonać, tym więcej czasu znajdzie się na kolejne projekty. Niektóre studia innych gatunków pracują nad swoimi grami przez lata, zaś twórcy odcinkowych tytułów mogą dobrze wykonać swoją pracę w o wiele krótszym czasie, a następnie przejść do planowania kolejnej. W wyniku tego bywa tak, że przykładowe Telltale Games jest w stanie wydać w roku nawet trzy lub cztery produkcje! A jak wiadomo – dobrego nigdy za wiele.


Na tę chwilę na tym poprzestanę. W zanadrzu wciąż mam dwa plusy, ale przede wszystkim także kilka minusów, którymi koniecznie trzeba się podzielić, aby uzyskać jak najlepszy obraz omawianych tutaj gier. Jednak o tym wszystkim w części drugiej już za parę dni, żeby wszystkiego nie ściskać w jeden, o wiele za długi tekst 😉

Gry epizodyczne - CDN
Źródło: goombastomp.com

Na jakie gry czekam po tegorocznych targach E3?

Nie interesuję się grami wideo tak bardzo jak kiedyś. Był czas, że codziennie śledziłem kilka stron specjalistycznych, aby tylko dowiadywać się o nowinkach z branży, a wieczorami poświęcałem nieco czasu na oglądanie nagrań, w których różne osoby wraz ze swoim komentarzem pokonywały fabułę coraz to nowszych produkcji. Teraz nie jestem już za bardzo w temacie, jako że obecnie więcej uwagi poświęcam innym zainteresowaniom. Ale kilka dni temu miejsce miało wydarzenie, które co roku skupia na sobie moją uwagę. Moją i milionów innych, przede wszystkim aktywnych graczy i wielbicieli elektorniki.

Czytaj dalej Na jakie gry czekam po tegorocznych targach E3?