„Hotel Transylwania 3” – O dziwo, wciąż trzyma równy poziom

„Film przedstawiający losy rodziny wampirów, mumii, wilkołaków i Bóg wie, kogo tam jeszcze, z premierą w czerwcu? Ale jak to tak?!”. W ten lub bardzo zbliżony sposób pomyśleli najpewniej polscy dystrybutorzy trzeciej części popularnej animacji „Hotel Transylwania”, gdy ta otrzymała swoją światową datę wejścia do kin. Z jednej strony to nic dziwnego. W końcu poprzednie odsłony trylogii ukazywały się na jesień, gdy powoli nadciągało lubiane w Stanach i nie tylko święto Halloween. Produkcja studia Sony Pictures Animation idealnie wpasowuje się w nastrój tego dnia. Dopiero przy zwieńczeniu trylogii zadziało się coś, co najwyraźniej na naszym rynku filmowym miejsca mieć nie może.

Hotel Transylwania - 1
Nasze potwory powróciły!
Źródło: filmweb.pl

„Hotel Transylvania 3: Summer Vacation”, jak sama oryginalna nazwa wskazuje, swoją tematyką i miejscem osadzenia akcji bardziej współgra z klimatem wakacyjnym aniżeli święta duchów. Pomimo tego, że głównymi bohaterami niezmiennie są znane „gatunki” potworów, to tym razem animacja nie skupia się na ostatnim dniu października, lecz letnim urlopie, który (jak się okazuje), był monstrom niezwykle potrzebny.

Czytaj dalej „Hotel Transylwania 3” – O dziwo, wciąż trzyma równy poziom

„Final Space” – Niepozorna animacja zbierająca tłumy fanów

O nowej animacji okraszonej mianem „Netflix Originals” dowiedziałem się dopiero po jej premierze. Mimo regularnych maili z ofertą serwisu, polubionego fanpage’a na Facebooku i zasubskrybowanego kanału na YouTube, nie natrafiłem na żadne wzmianki o „Final Space” do czasu, gdy od paru dni był już dostępny do obejrzenia. Szybkie ogarnięcie najważniejszych informacji o serialu, a więc liczby odcinków, długości ich trwania oraz (przede wszystkim) opisu fabuły, po czym byłem gotów odpalić pierwszy epizod.

Final Space (1)
Źródło: facebook.com/FinalSpaceTBSnetwork

Skończyło się na tym, że całość łyknąłem dosłownie w jeden wieczór. Dla największych koneserów nie jest to pewnie nic szczególnego, ale ja z reguły nie potrafię siedzieć kilka godzin i oglądać odcinek za odcinkiem. Nawet jeśli jakiś tytuł z miejsca mnie oczarował. W tym przypadku było inaczej, bo każde 20 minut mijało błyskawicznie i nim się obejrzałem byłem już w połowie sezonu. Na zegarze wciąż widniała w miarę młoda godzina, więc nie pozostało nic innego, jak dokończyć resztę.

Czytaj dalej „Final Space” – Niepozorna animacja zbierająca tłumy fanów

Na tę animację czekaliśmy 14 lat, czyli „Iniemamocni 2”

Doskonale pamiętam moje pierwsze zetknięcie z superbohaterską rodzinką w czerwonych trykotach. Był grudzień 2006 roku, choć sam film miał swoją premierę dwa lata wcześniej. To właśnie wtedy, po raz pierwszy w naszym kraju, zaczęto nadawać Disney Channel – kanał bezpośrednio skierowany do dzieci i młodzieży. Ramówkę wypchaną kreskówkami i serialami aktorskimi zainaugurowała emisja „Iniemamocnych” zaplanowana na godzinę 17 tego dnia.

Tak, wciąż piszę to z pamięci, bo dobrze utkwiło mi to w głowie. Wraz z rodzeństwem pełni ekscytacji siedzieliśmy na podłodze z dwa metry od telewizora, a animacja pochłonęła nas całkowicie. W przyszłości kultowe dzieło Pixara we współpracy ze wspomnianym Disneyem widziałem jeszcze co najmniej kilka razy, ale kto byłby w stanie to dokładnie zliczyć. Ważny jest fakt, że „Iniemamocnych” można już bez skrupułów uznać za wiekowy tytuł. W końcu 14 lat to nie byle liczba w okresie, gdy animacje tworzy się niemal hurtowo.

Iniemamocni (1)
Tak rodzina herosów prezentowała się aż 14 lat temu!
Źródło: filmweb.pl

Czytaj dalej Na tę animację czekaliśmy 14 lat, czyli „Iniemamocni 2”

„Wyspa psów” – Naturalistyczny obraz więzi człowieka z psem

Amerykański reżyser Wes Anderson postanowił nie walczyć z czasem i poświęcił go na zrealizowanie kolejnego filmu tyle, ile tylko było potrzebne. Ostatnia jego produkcja sprzed czterech lat – „Grand Budapest Hotel”, została ozłocona licznymi cennymi nagrodami branży filmowej, jak przede wszystkim czterema Oscarami, w tym za najlepszą muzykę oryginalną oraz kostiumy. Nie dziwi więc fakt, że o Andersonie zrobiło się głośno mimo jego dość kontrastowej działalności.

Wyspa psów (1)
Źródło: filmweb.pl

Skąd takie określenie? Z jednej strony w reżyserii siedzi już względnie długo, bo od 1994 roku, kiedy to zadebiutował z krótkometrażówką „Bottle Rocket”, a po niej przyszła pora na półtoragodzinny obraz obarczony tym samym tytułem. Wynika z tego, że filmami zajmuje się już od dobrych 24 lat, jednak jego dorobek liczy sobie „zaledwie” dwanaście pozycji.

Czytaj dalej „Wyspa psów” – Naturalistyczny obraz więzi człowieka z psem

„Disaster Artist” – Fabularnie o powstawaniu najgorszego filmu wszech czasów

Miano fenomenu „The Room” jest niezaprzeczalne. Pomimo tego, że gdy w 2003 roku film miał swoją oficjalną premierę, okazał się totalną klapą finansową i kinematograficzną, to dzisiaj spokojnie wpisuje się w ścisłą listę najbardziej kultowych produkcji wszech czasów. A już na pewno tych powstałych w nowym milenium.

Disaster Artist

W ciągu pierwszych dwunastu miesięcy film zarobił zaledwie nieco ponad 1800 dolarów, co przy całkowitym koszcie jego realizacji (wynoszącym niebagatelne sześć milionów w amerykańskiej walucie), było niewyobrażalną katastrofą. Jednak los chciał, by sława „The Room” nie nadeszła od raz. Potrzebny był na to czas. Teraz, gdy od premiery melodramatu mija okrągłe piętnaście lat, produkcja legendarnego już Tommy’ego Wiseau znana jest co najmniej milionom kinomanów na całym świecie. Lecz przyczyna daleko mija się z pierwotnymi założeniami reżysera. To nie jego kunszt realizatorski, poruszająca fabuła i wysokich lotów aktorstwo są odpowiedzialne za sukces. „The Room” okrzyknięte zostało najlepszym spośród najgorszych filmów świata, a to wystarczyło, aby przyciągnąć uwagę tłumów.

Czytaj dalej „Disaster Artist” – Fabularnie o powstawaniu najgorszego filmu wszech czasów