„Czarna Pantera” – Walka o tron afrykańskiej utopii

Ten film to zupełny powiew świeżości dla kina superbohaterskiego ostatnich lat. Tak, wiem. Podobnym stwierdzeniem rzuciłem, o ile dobrze pamiętam, w przypadku „Thora: Ragnarok” w październiku zeszłego roku. Jednak tym razem seans jest zupełnie inny. W przywołanej trzeciej odsłonie solowych przygód boga piorunów swojego rodzaju wyjątkowością było ukierunkowanie się przede wszystkim w stronę humoru i nieco mniej poważne podejście do poważnego motywu, jakim był tytułowy zmierzch bogów. Było to oryginalne i z pewnością wykraczające poza to, czego pierwotnie można było oczekiwać.

Czarna Pantera - Recenzja

Po paru miesiącach przyszła pora na premierę kolejnego odcinka marvelowskiej serii wysokobudżetowych ekranizacji komiksów. Na tę zaś czekano z jeszcze większym zainteresowaniem niż na trzeciego „Thora” lub nawet „Spider-Mana: Homecoming”, który był swoistym powrotem człowieka-pająka do swojego prawowitego miejsca. Świadczą o tym choćby bilety wyprzedające się jak szalone na co najmniej kilka tygodni przed światową premierą widowiska. Na rezerwacje rzucili się dosłownie wszyscy. Przede wszystkim zamiłowani wielbiciele Marvela, ale także potężna reprezentacja Afroamerykanów.

Czytaj dalej „Czarna Pantera” – Walka o tron afrykańskiej utopii

„Thor: Ragnarok” – Szukając swego ja we wszechświecie

Po raz pierwszy w życiu odczuwam niepohamowaną ochotę na obejrzenie w kinie jakiegoś filmu po raz drugi. Nigdy mi się to nie zdarzyło, ale teraz jestem przekonany, że nim „Thor: Ragnarok” zostanie zdjęty z wielkich ekranów w naszym kraju, zobaczę go ponownie. Panie i panowie, najnowsza wysokobudżetowa produkcja Marvel Studios przełamuje grube lody serii o Bogu Piorunów!

Thor: Ragnarok - recenzja

Ci, którzy na bieżąco śledzą kinowe uniwersum superbohaterów lub sukcesywnie nadrabiają zaległości w tej tematyce, na pewno zetknęli się już z dwoma solowymi tytułami o Thorze. Oba, choć jeśli chodzi o kino science-fiction pozostają dobre, to jednak nie zachwyciły większości widzów. Oczekiwano od nich więcej, a otrzymaliśmy produkcje bardziej przeciętne niż wciskające w fotel. O ile pierwsza odsłona z 2011 roku była ciekawym i przyjemnym przedstawieniem postaci oraz nakreśleniem jej kreacji, o tyle w „Mrocznym świecie” niestety nie wykorzystano potencjału drzemiącego w komiksowym bohaterze. Mimo tego, że predyspozycje do świetnego filmu były na wyciągnięcie ręki.

Czytaj dalej „Thor: Ragnarok” – Szukając swego ja we wszechświecie

Seriale, których tej jesieni nie pominę. A Ty?

Jedna z najlepszych recept na deszczową pogodę za oknem? Oprócz zagrywania się w gry komputerowe, planszowe, wyjścia do kina lub czytania książek? Oczywiście włączenie telewizora, komputera, laptopa bądź urządzenia przenośnego i zatracenie się w kolejnym serialu. Jednak najważniejsze jest to, aby dokonać rozsądnego wyboru. Nie ma chyba lepszego uczucia niż to, które towarzyszy nam podczas uświadamiania sobie, jak dobrą decyzję podjęliśmy. A szczególnie, gdy czujemy to już po pierwszym odcinku sezonu.

Na szczęście żyjemy w czasach, w których ulewa, gradobicie i burze mogłyby występować przez 365 dni w roku, a my i tak mielibyśmy co oglądać. Seriali powstaje mnóstwo. Nawet samych amerykańskich, uchodzących za te o najwyższym poziomie jakości, pojawia się coraz więcej z każdym miesiącem, tygodniem lub nawet dniem. Duża w tym zasługa platformy Netflix, ale i wielu innych stacji telewizyjnych lub internetowych.

Seriale na jesień

W obliczu rychło nadciągającej jesieni, warto zrobić mały research i wypisać sobie wszystkie serialowe tytułu, na które chcielibyśmy znaleźć czas w ciągu najbliższych miesięcy. Propozycji jest sporo, więc żeby we wszystkim się połapać, stworzenie ów spisu jest najrozsądniejszym wyjściem. Stąd też poniżej zaprezentuję Wam mój, który jakiś czas temu sporządziłem. Wypisałem sobie najbardziej interesujące mnie seriale, które tej jesieni powracają lub będą miały swoją premierę. Może to nieco zainspiruje także Was do stworzenia własnej listy albo przynajmniej jakieś konkretny tytuły przyciąganą Waszą uwagę i sami zdecydujecie się je obejrzeć 🙂

Czytaj dalej Seriale, których tej jesieni nie pominę. A Ty?

Moje podsumowanie San Diego Comic-Con 2017. Na to czekam!

Dla prawdziwego kinomana, miłośnika seriali i gier komputerowych, a jednym słowem pisząc – po prostu geeka, nie ma chyba lepszego uczucia niż to podczas dwóch konkretnych sytuacji. Najważniejsza z nich to oczywiście premiera długo wyczekiwanego tytułu. Nieważne jakiego typu. Ważne, że w końcu można go doświadczyć! Pójść do kina, odpalić odtwarzacz na Netfliksie lub zainstalować na komputerze. A druga okoliczność? Zapowiedzi do tych produkcji. Zwiastuny, plotki, zdjęcia, plakaty i innego rodzaju materiały promocyjne, które tylko stopniowo podsycają ciekawość. Taki delikwent zaczyna wówczas odliczać dni do wielkiego dnia premiery oraz doszukiwać się wśród ogłoszeń pewnych niuansów, które przydadzą się podczas spekulacji z innymi fanami. A twórcy i producenci cieszą się, że zainteresowanie rośnie, co później przekłada się na sukces (w tym finansowy).

Jest kilka momentów w roku, kiedy to największe koncerny, firmy i wydawcy szczególnie upodobali sobie promowanie swoich projektów zbliżających się ku upublicznieniu. Dzisiaj nie mam zamiaru wspominać o przedświątecznych gorączkach, kiedy to ludzie na całym świecie sugerują się reklamami, aby wybrać te odpowiednie prezenty dla bliskich. Pragnę przywołać Comic-Con w San Diego w Stanach Zjednoczonych.

Czytaj dalej Moje podsumowanie San Diego Comic-Con 2017. Na to czekam!

Spider-Man Homecoming: Nie taki zwykły bohater z sąsiedztwa

Spider-Man: HomecomingDo problemu ukazania kultowego superbohatera z komiksów na ekranach kinowych podchodzono już kilkakrotnie. A co najciekawsze, w samym XXI wieku Spider-Man pojawił się już w pięciu długometrażowych filmach, w których to wcielało się w niego dwóch różnych aktorów. Najpierw, w 2002 roku, japońskie studio Sony dzierżące prawa do zobrazowanego Człowieka-Pająka, przedstawiło nam cieszącą się bardzo dobrą opinią adaptację z niezapomnianym Tobey’em Maguirem wcielającym się w postać Petera Parkera. Dwa lata później ukazała się równie dobra kontynuacja jego losów, aby w 2007 roku zakończyć trylogię z wykorzystaniem bardzo znanej komiksowej kreacji Venoma.

Od dzieciątek lat Spider-Man jest „kurą znoszącą złote jaja”. Zainteresowaniem cieszą się nie tylko rysunkowe opowieści, produkcje kinowe, ale i wszelkie inne produkty okraszone czerwono-niebieskim herosem z niezwykłymi zmysłami. Stąd też, w 2012 roku, postanowiono zobrazować na nowo przygody Parkera zmieniając całą obsadę. Główna rola przypadła 28-letniemu wówczas Andrewowi Garfieldowi, który Spidey’m był dwa razy, również po dwóch latach. Choć w planach była trzecia odsłona „Niesamowitego Spider-Mana”, to ostatecznie realizacja została zaniechana.

Spider-Man: Homecoming - Dotychczas
15 lat temu Maguire, 5 lat temu Garfield, a od teraz Holland. Źródło: imdb.com

Wydaje się Wam, że ta skrócona metryczka filmowych adaptacji superbohatera i tak jest nadzwyczajnie bogata? Może i tak, ale jestem pewien, że dobrze zdajecie sobie sprawę z tego, że Człowiek-Pająk powrócił ponownie i po raz kolejny odmieniony. Wszystko dlatego, że na warsztat wzięło go nic innego, jak studio Marvel, a więc rzec można, że heros wrócił do prawowitych, matczynych rąk. Oczywiście wciąż będąc pod kontrolą Sony, które jedynie poszło nieco na ugodę i nie zrzeka się swoich udziałów. Mimo tego, Peter Parker i jego alter-ego ponownie uderzyli do kin w najświeższej ekranizacji okraszonej tytułem „Spider-Man: Homecoming„. Ku zrzędzeniu tych, którzy nie są miłośnikami częstych spin-offów różnych serii, ale i uciesze fanów komiksowych adaptacji, dla których nie liczą się tego typu drobne szczegóły.

W kinach rządzi od 7 lipca, a w Polsce zawitał oficjalnie w ostatni piątek. Ja na seans udałem się dzień później, w sobotę. Na pokaz dwuwymiarowy z polskimi napisami. Bawiłem się świetnie. Jak zawsze, gdy mowa o produkcji Marvel Studios.

Czytaj dalej Spider-Man Homecoming: Nie taki zwykły bohater z sąsiedztwa