Mój filmowy alfabet: E jak Efekt motyla

Do tej pory przedstawiłem Wam zaledwie cztery filmowe propozycje spośród tych, które miałem okazję obejrzeć i polubić. Jako że wchodzą one w skład cyklu „Mój filmowy alfabet”, to wciąż przed nami jeszcze wiele kolejnych. Pozwolę sobie nawet zadać nieco trudu i policzyć, ile kolejnych postów serii powinno pojawić się w przyszłości. Dokładnie 18, o ile liczymy ten, który właśnie czytacie, pominiemy polskie litery oraz „Y”, jako że wolałbym stronić od zekranizowanej na różne sposoby wielkiej stopy. Dzisiaj przyszła kolej na „E” i choć tym razem lista filmów pasujących do tego tekstu była wyjątkowo długa, to co do wyboru nie miałem wątpliwości i wziąłem na warsztat „Efekt motyla” – tytuł liczący sobie już kilkanaście dobrych lat. Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż pozostaje godny uwagi.

Czytaj dalej Mój filmowy alfabet: E jak Efekt motyla

Reklamy

Mój filmowy alfabet: D jak Dziewczyna z tatuażem

Animacje „Dom”, „Dżungla”, „Dobry dinozaur”, superprodukcje Marvela „Deadpool” oraz „Doktor Strange”, czy nawet wybitne „Django” lub „Donnie Darko”. To tylko kilka pozycji z naprawdę długiej listy filmów rozpoczynających się na literę „D”. Spis ten, ku mojemu zdziwieniu, rozciągnął się do ponad dwudziestu różnych tytułów. Byłem zaskoczony nie dlatego, że nie wiedziałem, że do tej pory powstało aż tyle produkcji rozpoczynających się czwartą literą alfabetu. Przecież historia kina ma już na koncie co najmniej setki tysięcy filmów, więc te obejrzane przeze mnie to tylko znikomy procent. Zadziwiłem się bardziej tym, że wśród tych wszystkich wypisanych przeze mnie, większość była zdecydowanie ponadprzeciętna. Niezwykle trudno było mi wyeliminować niemal wszystkie tylko po to, aby został ten jeden, którym chcę się z Wami podzielić. Była to swego rodzaju nowość, bo z poprzednimi trzema wpisami z cyklu „Mój filmowy alfabet” nie było aż takiego problemu.

Czytaj dalej Mój filmowy alfabet: D jak Dziewczyna z tatuażem

Mój filmowy alfabet: C jak Co gryzie Gilberta Grape’a

Nadeszła najwyższa pora, aby ponownie uciec do świata filmów i wybrać z niego coś wyjątkowego. Tak jak w ostatnich postach z serii mieliśmy do czynienia z produkcjami jedynie kilkuletnimi, tak teraz zdecydowałem się na coś naprawdę kultowego. Nie sądzę, aby dało się lepiej określić film z 1993 roku z tak gwiazdorską obsadą, którą mamy okazję podziwiać na ekranie przez niemal pełne dwie godziny opowieści. Jednak najpierw – w jaki sposób wybieram filmy odpowiadające aktualnej literze w alfabecie? Tym razem przyszła pora na C, więc jeszcze długo przed zabraniem się za post musiałem włączyć popularnego Filmweba, na którym regularnie i starannie oceniam wszystko to, co przyjdzie mi obejrzeć, a tam przewertowałem listę wysoko ocenionych przeze mnie pozycji. Zadanie nietrudne, a nawet bardzo przyjemne, bo pozwala mi przypomnieć sobie tytuły, które wyjątkowo mi się spodobały, ale także i te, których obejrzenie było pewnym… nieporozumieniem?

Czytaj dalej Mój filmowy alfabet: C jak Co gryzie Gilberta Grape’a

Mój filmowy alfabet: B jak Bogowie

Muszę przyznać, że często zdarza mi się popłynąć podczas pisania o interesujących mnie rzeczach, co ostatecznie skutkuje tym, że całość wydukanego przeze mnie tekstu jest na tyle długa iż prawdopodobnie na sam jej widok wystraszyłby się niezwykle wysoki odsetek współczesnych użytkowników internetu. Głównie w tym zasługa narastającego znaczenia obrazu nad słowem pisanym. Przykładem mojej niepohamowanej weny jest ostatni post na blogu, ten o grze Tales from the Borderlands. Jeśli obserwujecie profil Tekstualnie na Facebooku to być może widzieliście statystykę dla wspomnianego wpisu. Był on najdłuższym ze wszystkich dotychczasowych.

Czytaj dalej Mój filmowy alfabet: B jak Bogowie

Mój filmowy alfabet: A jak Avengers

Stale myślę o tym, w jaki sposób mógłbym odpowiednio wypełnić potencjalny niedosyt czytelników mojego bloga względem danej tematyki postów. A jest ich kilka, co sprawia, że jeszcze trudniej jest poświęcić nieco uwagi każdej z nich. Jednak sam wybrałem taki, a nie inny zakres tematyczny, który odpowiada nie tylko moim zainteresowaniom, ale również motywacjom. Nie chcę iść na łatwiznę, a skoro lubię od czasu do czasu trochę popisać – to niech będzie to coś ambitniejszego niż parę zdań mojej opinii w jakiejś jednej dziedzinie. Więc jest po mojemu – piszę własne zdanie w kilku tematach naraz.

Czytaj dalej Mój filmowy alfabet: A jak Avengers