Najciekawsze filmowe zapowiedzi z tegorocznego San Diego Comic-Con – część 2

Już niemal tydzień minął do zakończenia kolejnej edycji największego konwentu komiksowego na świecie. Jak zawsze, San Diego w Stanach Zjednoczonych zostało odwiedzone przez miłośników kultury popularnej z najróżniejszych krajów oraz, co chyba najważniejsze, naprawdę duże i liczące się firmy, marki oraz wytwórnie. Wszystko po to, aby skupić uwagę fanów, widzów i krytyków na ich nadchodzących produkcjach. To właśnie coroczny Comic-Con w San Diego jest najlepszą okazją dla wystawców na zaprezentowanie swoich filmów, seriali, gier, czy innych dzieł mniej lub bardziej dotyczących komiksów.

SDCC 2018 (2)
Źródło: collider.com

O tych dwóch ostatnich napisałem już parę dni temu w pierwszej części tekstu podsumowującego tegoroczny konwent. Jednak liczba wszystkich zaprezentowanych produkcji, nawet wyłuskując z nich zaledwie te najciekawsze, pozostała na tyle spora, że nie było szans na zmieszczenie wszystkich w jednym poście. Dlatego teraz zapraszam Was do przeczytania paru słów o zapowiedzianych filmach pełnometrażowych, które w najbliższych miesiącach trafią do kin na całym świecie. Pierwsze skrzypce gra tutaj DC Comics we współpracy z wytwórnią Warner Bros., ale nie brakuje także mniej superbohaterskich tytułów.


Filmy

„Aquaman”

Zacznijmy więc od herosów ze stajni DC. Tę niezwykle oryginalną i nietuzinkową postać mogliśmy już zobaczyć na wielkich ekranach jesienią zeszłego roku, gdy wraz z Batmanem, Wonder Woman, Flashem i Cyborgiem tworzyli drużynę mającą stawić czoła potężnemu złoczyńcy. Choć „Justice League” cieszyło się raczej średnią opinią, są zapaleńcy i zwykli miłośnicy kina fantastycznego, którzy z wypiekami na twarzy obserwują postępy przy kolejnych produkcjach DC.

Członek Ligi Sprawiedliwości – Aquaman, powróci w swoim solowym filmie jeszcze w tym roku. Premiera zaplanowana jest w sam raz na bożonarodzeniowe seanse, bo już 21 grudnia. Od tego filmu zależy wiele, bowiem studio Warner Bros. i jego ekranizacje komiksów dość blado wypadają na tle giganta Marvela prowadzonego przez Disneya. Oczywiście, w planach jest już co najmniej kilka obrazów, które zostaną wypuszczone po „Aquamanie”, jednak nie da się zaprzeczyć temu, iż twórcom filmowego uniwersum DC przydałby się porządny sukces, aby odpowiednio rozbujać machinę. Do tej pory jedynie „Wonder Woman” cieszyła się świetną opinią, co jednak przy sporym dorobku franczyzy nie jest wystarczające.

Nie da się odebrać aktorowi Jasonowi Mamoa świetnego dopasowania do roli władcy mórz, jednak nie jest w stanie samemu udźwignąć oczekiwań. Moim zdaniem, w „Justice League” zrobił dobrze to, co zrobić mógł, ale scenariusz po prostu nie dał mu wielu możliwości i tym samym Aquaman wydawał mi się tam wręcz uciśniony. Może jego solowa produkcja pokaże, kim naprawdę jest?

„Shazam!”

Panie i panowie, przed państwem Kapitan Marvel! Wróć, tak było wiele lat temu. Teraz jest to Shazam!

Zrządzenie losu chciało, aby w pierwszych miesiącach przyszłego roku swoje adaptacje filmowe otrzymali bohaterowie, którzy niegdyś nosili jedną ksywkę. Teraz jednak nie powinno być problemu z ich odróżnieniem, bowiem mająca potężne moce blond włosa Kapitan Marvel pełnoprawnie należy do wydawnictwa Marvel, rzecz jasna, a charakterystyczna, momentami wręcz komiczna postać Shazama to heros spod szyldu DC. I to on na wielkie ekrany trafi już 3 kwietnia, aby zedrzeć nieco ze swojego uniwersum łatkę powagi i mroku.

Film będzie opowiadał historię młodego chłopca, który w wyniku pewnych niecodziennych okoliczności zyskuje pełną gammę różnorakich umiejętności. Wystarczy, aby wykrzyczał zwrot „Shazam!”, by przemienić się w dorosłego, umięśnionego mężczyznę w czerwonym trykocie z piorunem na piersi. W takiej postaci może walczyć ze złem lub po prostu dobrze się bawić wykorzystując swoje moce w mniej lub bardziej błahych sytuacjach.

Pierwszy zwiastun zaprezentowany podczas Comic-Conu daje jasno do zrozumienia, że tytuł ten będzie komedią pełną gębą. Nowina ta jak najbardziej mnie cieszy, ponieważ dotychczasowe produkcje DC utrzymywały raczej poważny ton. Nie zawsze wychodziło to na dobre, dlatego teraz twórcy będą mogli sprawdzić, jak w ich uniwersum wypada humorystyczna forma.

„Godzilla: King of the Monsters”

To tyle, jeśli chodzi o superprodukcje Warner Bros. i DC Comics. Na nasze szczęście, nie zabrakło także informacji i trailerów filmów innych gatunkowo, wśród których znaleźć możemy między innymi kolejny obraz z najsłynniejszym potworem w tytule.

Monstrualny jaszczuro-dinozaur (jeśli tak można go określić) pojawił się już w niezliczonej liczbie produkcji na przestrzeni wielu lat. Początki Godzilli sięgają aż 1954 roku, kiedy to za jego kreację odpowiedzialne było japońskie studio Toho Film. Siejący postrach stwór szybko zyskiwał na popularności i nic dziwnego, że po pewnym czasie zainteresowało się nim również kino amerykańskie. Hollywood niejednokrotnie wypuściło film z jego udziałem, z czego ostatnim była „Godzilla” z 2014 roku. Teraz, po pięciu latach (bowiem premiera „King of the Monsters” zaplanowana jest na przyszły rok), ponownie będziemy mogli zobaczyć w kinach potężne monstrum wywołujące chaos i panikę wśród tysięcy mieszkańców metropolii.

Film ma być kontynuacją ostatniego obrazu wyreżyserowanego przez Garetha Edwardsa. Na ile postacie i fabuła będą z nim wspólne, okaże się dopiero w kinach, bowiem poza scenarzystą Maxem Borenstainem nie widać tutaj za wielu wspólnych czynników. Nawet obsada uległa dużym zmianom. W maju przyszłego roku na ekranach zobaczymy między innymi Kyle’a Chandlera („Wilk z Wall Street”), Verę Farmingę („Obecność”), Sally Hawkins („Kształt wody”) oraz gwiazdę serialu „Stranger Things” Millie Bobby Brown. Jakby nie patrzeć, aktorzy to dobry powód, aby filmem się zainteresować.

„Fantastyczne zwierzęta: Zbrodnie Grindelwalda”

Na tę zapowiedź z pewnością najbardziej niecierpliwie czekali członkowie pokaźnego fandomu Harry’ego Pottera. Choć przygody uzdolnionego czarodzieja zakończyły się już wiele lat temu, magiczne uniwersum nie straciło na popularności, co próbuje wykorzystać studio Warner Bros. We współpracy z autorką powieści J.K. Rowling powstają obecnie przygody Newta Scamandera – twórcy wielu podręczników wokoło magicznych w świecie Pottera.

„Fantastyczne zwierzęta” przedstawiają losy wspomnianego bohatera z względnej młodości, gdy od akcji z głównej serii franczyzy dzieli nas kilkadziesiąt lat. Pierwsza część nowego cyklu ze świata magii ukazała się w kinach w listopadzie 2016 roku. Przyjęta została co najmniej dobrze, a to nie pozwoliło twórcom na porzucenie swoich planów i od razu zaczęto realizować kontynuację. Tę zobaczymy już za cztery miesiące pod tytułem „Zbrodnie Grindelwalda”.

Produkcja z premierą zaplanowaną na 16 listopada cieszy się również bardzo pokaźną i interesującą obsadą, która jest chyba głównym atutem dla sceptyków przemawiającym za tym, aby do kina jednak się udać. Oprócz twarzy znanych nam z pierwszej części „Fantastycznych zwierząt”, pojawią się także Jude Law w roli młodego Albusa Dumbledore’a oraz Johnny Depp wcielający się w tytułowego Gellerta Grindelwalda.

„Glass”

Szczerze przyznam, że o tym filmie nie słyszałem nic aż do momentu, gdy jego zwiastun został przedstawiony na Comic-Conie w San Diego. Jednak po zapowiedziach jestem nadzwyczaj nim zainteresowany i ze sporą niecierpliwością czekam na premierę. Ta zaś nastąpi już 18 stycznia przyszłego roku, więc na szczęście nie będzie trzeba długo czekać.

„Glass” będzie historią strażnika Davida Dunna, który zmierzy się z poważnie trudnym zadaniem. Jego celem będzie bowiem wytropienie groźnego człowieka posiadającego wiele osobowości. Wykorzystać będzie mógł do tego swoje własne nadprzyrodzone umiejętności. Ten krótki i dość ogólny opis daje nam jednak do zrozumienia, że temu thrillerowi nie zabraknie akcentów sci-fi i fantastyki. Reżyserem obrazu jest M. Night Shyamalan, który swój kunszt pokazał między innymi w postaci „Szóstego zmysłu”, „Niezniszczalnego” i „Split”.

Te dwa ostatnie z przytoczonych tytułów są tutaj wyjątkowo ważne, jako że „Glass” ma posiadać do nich bezpośrednie odniesienia. Warto przywołać również kilku aktorów z obsady filmu. Znajdą się w niej na przykład James McAvoy (Profesor Xavier z serii „X-Men”), Bruce Willis („Piąty element”, „Szklana pułapka” i wiele, wiele więcej) oraz Samuel L. Jackson („Nienawistna ósemka”, Nick Fury z filmów Marvela i jeszcze wiele, wiele więcej).

„The Lego Movie 2”

Na koniec, w formie rozluźnienia, coś dla wielbicieli animacji wszelkich, a szczególnie tych z najpopularniejszymi na świecie klockami. Niegdyś za dzieciaka bawiliśmy się nimi wszyscy. Tworzyliśmy z nich fantazyjne budowle, a w nieco mniej przyjemnych momentach stawaliśmy na nich naszymi stopami. Teraz, gdy czasy nieco się zmieniają, firma Lego już nie skupia się wyłącznie na produkcji i wydawnictwie swoich zabawkowych klocków dla młodszych (i starszych) konstruktorów, ale poważnie zainwestowała również w gry komputerowe i filmy kinowe. A co najważniejsze – z wielkim sukcesem!

W gry zagrywają się osoby w każdym wieku, bo po prostu są zrobione profesjonalnie, zajmują długie godziny i dostarczają wiele rozrywki, między innymi dzięki oferowanej opcji gry w dwie osoby na jednym urządzeniu. Z filmami jest wręcz identycznie. Każda kolejna produkcja Warner Animation Group jest tworzona z jeszcze większym rozmachem, humorem i świetną dla oczu formą wizualną. Wszystko zaczęło się od „The Lego Movie” w 2014 roku, a później przyszła pora na klockowego Batmana i Ninjago. Teraz należy przygotować się na kontynuację debiutanckiego obrazu, która ukaże się już 7 lutego w przyszłym roku.

Póki co, za wiele o animacji nie wiadomo, jednak ukazany podczas Comic-Conu zwiastun na pewno zaspokoi ciekawość niejednego wielbiciela tej formy rozrywki. Sam oglądałem pierwszą część „Lego Przygody” (tak nazwano u nas „The Lego Movie”) i byłem oczarowany. Była to prosta rozrywka skierowana raczej do najmłodszych, ale wiele uśmiechu na twarzy i dobrej zabawy zapewniła również mi. A sądząc po ocenach w internecie – do gustu przypadła zdecydowanej większości widzów.


Szybkie informacje

  • Zapowiedziano jedenasty sezon wieloletniego serialu „Doctor Who”. Tytułową Doktor zostanie tym razem Jodie Whittaker, a nowe odcinki mają zadebiutować jeszcze w tym roku.
  • W przyszłym roku ukaże się serial braci Russo odpowiedzialnych między innymi za ostatnich „Avengers: Wojnę bez granic”. „Deadly Class” będzie opowiadać historię nastolatka, który trafia do szkoły dla dzieci z kryminalnych rodzin, gdzie naucza się rodzinnych biznesów.
  • Znacie cykl „Noc oczyszczenia”? W kinach pojawił się niedawno jej prequel, a teraz zapowiedziano serial pod tym samym tytułem. 10-odcinkowy sezon ukaże się już 4 września.
  • Zaprezentowano zwiastun drugiej połowy czwartego sezonu „Fear The Walking Dead”. Serial powróci już 12 sierpnia.
  • Ogłoszono, że w czwartym sezonie „Better Call Soul” pojawi się jeszcze więcej bohaterów znanych nam z „Breaking Bad”.
SDCC 2018 - Better Call Saul
Źródło: electronicbeats.pl
  • Podczas panelu serialu „The Flash” poinformowano, że piąty sezon ukaże się w październiku, a nowych wrogiem tytułowego herosa będzie Cicada.
  • Czwarty sezon serialu „Supergirl” ukaże się już 14 października, a ku umileniu oczekiwania zaprezentowano jego zwiastun z nowym kostiumem superbohaterki.
  • Nie zabrakło też wzmianki o kontynuacji przygód „Wonder Woman”. Film znajduje się w fazie produkcji, jednak pokazano nam niewielki materiał filmowy. Data premiery wciąż jest nieznana.
  • Gracze, czekacie na „Call of Duty: Black-Ops 4”? Być może uraduje Was zwiastun trybu z zombi, który pojawi się wraz z premierą tytułu 12 października.

Zakończył się Comic-Con w San Diego, a ja zebrałem najciekawsze zapowiedzi – część 1

Minionej nocy zakończył się największy i najpopularniejszy konwent komiksowy na świecie. Po raz kolejny na Comic-Con w San Diego w Stanach Zjednoczonych zjechali się miłośnicy popkultury, wystawcy, a także, co w tej chwili najbardziej nas interesuje, twórcy i aktorzy filmów, seriali oraz gier komputerowych wpasowujących się w tematykę wydarzenia. Uczestnicy imprezy, a co za tym idzie – wszyscy śledzący w internecie, zasypywani byli informacjami oraz zapowiedziami zbliżających się produkcji. Wśród nich największą rolę odgrywały motywy superbohaterskie, ale nie tylko, o czym za chwilę będziecie mogli się przekonać.

San Diego Comic-Con (1)
Źródło: space.com

Rozmaite panele Comic-Conu od lat są idealnym miejscem dla twórców kultury popularnej do przedstawiania swoich aktualnych planów. Dostajemy wszystko od niewielkich wzmianek po zdjęcia z planów aż do pełnych zwiastunów wcześniej wspomnianych filmów, seriali, czy gier. W tym roku, czego nie da się ukryć, najwięcej do powiedzenia miała stajnia DC Comics. Nie zabrakło także czegoś od Marvela, ale i innych wydawnictw lub studiów, które nie poświęcają się wyłącznie herosom.

Można być pewnym, że z tegorocznego Comic-Conu każdy znajdzie dla siebie coś interesującego. Informacji i nowości było tak wiele, że trudno byłoby zawrzeć tu wszystko, dlatego postarałem się wybrać najciekawsze z nich. Jak się potem okazało – wciąż jest ich mnóstwo. To jednak nie jest powód do narzekania, bo dzięki temu jest na co czekać!


Seriale

„Gwiezdne Wojny: Wojny Klonów” – sezon 7

Animowany serial osadzony w chyba najpopularniejszym uniwersum wszech czasów otrzyma nowy, ostatni już sezon, który przez fanów był wyczekiwany od dawna. Wszystko skończyło się w 2014 roku, gdy zadebiutowała szósta seria kilkunastu odcinków o przygodach Anakina, Yody i Obi-Wana, które nie zostały zawarte w aktorskiej sadze. Wielbiciele oryginalnych historii „Gwiezdnych Wojen” szybko polubili animację, co doprowadziło również do dużego niezadowolenia, gdy ogłoszono zakończenie prac na serią. Bolało to tym bardziej, że tytułowe „Wojny Klonów” nie doczekały się finału zamykającego wszelkie poruszone wątki.

Teraz, po czterech latach, ku uciesze fanów uniwersum, ogłoszono premierę finałowego sezonu zaplanowaną na 2019 rok. Wraz z tą informacją zostawiono nas z emocjonującym i widowiskowym zwiastunem, który oglądającym animowany serial na pewno zagwarantował ciarki na rękach. Obejrzycie?

„The Walking Dead” – sezon 9

„Jak długo można to przeciągać?”, słychać już nawet z ust niegdyś zatwardziałych widzów serialu o apokalipsie zombi. Do tego grona zaczynam wpasowywać się i ja, jako że nadal nie skończyłem oglądać wszystkich odcinków minionego, ósmego sezonu. A ten zakończył się już parę miesięcy temu! Kiedyś każdy epizod śledziłem premierowo w dzień publikacji, a teraz nie potrafię ponownie się zebrać. Wszystko dlatego, że serial o Ricku Grimesie i jego ekipie ocalałych stał się dość nudny, przewidywalny i brak w nim rewolucji dla tego typu gatunku, co w pierwszych sezonach definiowało to, czym było „The Walking Dead”.

Teraz, tradycyjnie na Comic-Conie, zaprezentowano 5-minutowy zwiastun dziewiątej serii, która w końcu może być przełomowa. Niestety nie ze względu na fabułę (choć oryginalne komiksy dostarczają świetne wątki!), lecz dzięki dwójce wiodących aktorów, którzy ogłosili swoje odejście z obsady. Informacja jest już stara, więc chyba mogę zaznaczyć, że chodzi o odtwórców postaci Ricka i Maggie (tak, ten pierwszy to główny bohater serialu!). Nie wiem, jak Was, ale mnie nieco zastanawia, jak zostanie to rozegrane w nowym sezonie, a co za tym idzie – chyba najwyższa pora nadrobić ostatnie odcinki. Premiera kolejnych już 7 października.

„Nightflayers”

Jesteście wielbicielami prozy George’a R. R. Martina i zastanawiacie się, co będziecie oglądać po zbliżającym się ostatnim sezonie „Gry o tron”? Dorobek pisarza nie kończy się na „Pieśni lodu i ognia”, a dowodem na to może być zapowiedziany nowy serial, który opierać się będzie na dużo starszej powieści Martina – „Nightflayers” z 1980 roku.

Jednak tym razem za produkcję nie będzie odpowiadać HBO, które jest obecnie w pełni skupione na finale „Games of Thrones” oraz przyszłych spin-offach serii. Serial powstanie dzięki amerykańskiemu kanałowi telewizyjnemu SyFy, które w swoim dorobku ma między innymi głośny ostatnio „The Expanse”. Ów cieszącą się sporym uznaniem serię anulowano, a niezadowoleni widzowie dzięki swojemu zaangażowaniu w ratowanie tytułu, wywalczyli wykupienie praw do kontynuacji przez Amazon Studios.

Wracając do „Nightflayers”, będzie to opowieść o grupie naukowców udających się w kosmos w poszukiwaniu nowej rasy kosmitów. W nich pokłada się nadzieja ludzkości na ratunek od nadchodzącej zagłady. Jak można spodziewać się po autorze oryginału – nie będzie to bajecznie prosta i wolna od ofiar wyprawa. Sama powieść zdążyła w swoim czasie zgarnąć sporo pozytywnych recenzji i nagród. Teraz wszystko zależy od tego, jak uda się przenieść ją na ekrany. W Polsce serial obejrzymy na Netfliksie!

„Iron Fist” – sezon 2

Choć punkt kulminacyjny superbohaterskich seriali Netfliksa już dawno został osiągnięty dzięki mini-serii „The Defenders”, twórcy na tym nie poprzestają i zarzucają nas kolejnymi sezonami swoich tytułów. Jesienią ubiegłego roku był „The Punisher”, na Dzień Kobiet przygotowano drugą serię „Jessiki Jones”, a zaledwie kilka tygodni temu udostępniono nowe odcinki „Luke’a Cage’a”. Netflix nie zwalnia i podczas Comic-Conu obdarował nas pierwszym pełnym zwiastunem kontynuacji „Iron Fista” – serialu, który przez wielu uznawany jest za najsłabszy i najnudniejszy z dotychczasowych.

Nie zmienia to jednak faktu, że twórcy chcą zaprezentować nam jeszcze więcej przygód znającego wschodnie sztuki walki Danny’ego Randa. Kto wie, może po krytyce względem pierwszego sezonu postarano się o to, aby nowe odcinki nie zawiodły i zapewniły tytułowi odpowiednią renomę w panteonie bohaterów Marvela? O tym przekonamy się najwcześniej 7 września, kiedy to „Iron Fist 2” zadebiutuje w całości na Netfliksie.

„Titans”

Teraz coś dla osób z drugiego obozu, jakim jest DC Comics. Jeśli brakuje Wam serialowych nowości, gdy „The Flash” oraz „Arrow” dostają swoje n-te sezony, przyszła pora na pewien powiew świeżości. A przynajmniej jeśli chodzi o dobór głównych bohaterów, których w ekranizacji aktorskiej jeszcze nie widzieliśmy. Młodzi Tytani wystąpili już w niejednej animacji telewizyjnej, które możecie kojarzyć między innymi z kanału Cartoon Network. Teraz otrzymali również własny film kinowy, który swoją premierę będzie miał za kilkanaście dni. Wciąż jednak Robin, Cyborg, Bestia, Raven i Gwiazdka widziani byli wyłącznie w wersji animowanej.

Zmienią to „Titans”, których niespodziewany trailer pojawił się jeszcze w początkowych etapach Comic-Conu. Dzięki temu możemy zobaczyć, jak piątka Młodych Tytanów wygląd w świecie ludzkim. Trzeba jednak zaznaczyć, że aktorski serial nie będzie tak kolorowy i zabawny, jak to bywało do tej pory w kreskówkach. Już sam zwiastun wprowadza bardzo ciemny i mroczny klimat, a jak podkreślają twórcy – herosi nie będą również stronić od wulgaryzmów i zabijania.

Kiedy? Wtedy, gdy wystartuje nowa platforma streamingowa samego DC Comics. Dokładna data póki co jest nieznana, ale włodarze pokładają w „Titans” ogromne nadzieje i liczą na to, że serial przyciągnie tłumy abonentów. Ciekawe, czy ostatecznie produkcja osiągnie taki sam sukces, co tekst „Fuck Batman” z ust Robina w zwiastunie.

„Disenchantment”

Co powiecie na to, aby na moment porzucić otaczający nas współczesny świat i wybrać się do średniowiecznych realiów wraz z twórcom kultowych „Simpsonów”? Jeśli czujecie się zainteresowani, to lada moment będzie to możliwe! Matt Groening, człowiek, który odpowiedzialny jest za najpopularniejszą od lat kreskówkę dla dorosłych z żółtą rodzinką, spróbuje teraz swoich sił w nowym projekcie wyłącznie dla Netfliksa.

„Rozczarowani”, jak przetłumaczono tytuł serialu na nasz język, opowiadać będą o nietuzinkowej księżniczce krainy Dreamland o imieniu Bean. Podczas swoich zaślubin niemal morduje swojego głupkowatego pana młodego i ucieka z królestwa, aby zaznać prawdziwego szczęścia. W przygodach towarzyszyć będą jej Elfo i Luci – niewielkie istotki odzwierciedlające dobre i złe cechy bohaterki. Seria liczyć będzie dziesięć odcinków wypełnionych dorosłym humorem, ogrami, duchami i fantastyką. A to wszystko już 17 sierpnia, również w polskiej wersji platformy.


Gry

„Spider-Man”

Coraz bliżej swojej premiery jest długo wyczekiwana przez fanów superbohaterów gra wideo na konsole PlayStation 4. Po raz kolejny będziemy mieli okazję wejść w skórę Petera Parkera, a.k.a. Spider-Mana, i pobujać się na pajęczych sieciach po ulicach Nowego Jorku.

Ta cecha „Spider-Mana” na PS4 jest jednym z najciekawszych walorów gry, na który z pewnością w pierwszej kolejności rzucą oczami nie tylko gracze, ale i krytycy. Studio Insomniac Games, które, rzecz jasna, jest odpowiedzialne za powstający tytuł, od bardzo dawna szczyci się otwartością dostępnego dla gracza świata. Będziemy mogli bez przeszkód i większych limitów poruszać się do Nowym Jorku w celu wyszukiwania występków lub po prostu dobrej zabawy.

Na przestrzeni ostatnich miesięcy widzieliśmy już zwiastuny produkcji, jednak teraz dopełniono zapowiedzi o fabularny trailer, z którego w końcu można lepiej poznać nie wygląd i mechanikę gry, a jej warstwę storytellingową. Oprócz tego, podzielono się kilkoma pomniejszymi informacjami na temat zawartości pre-orderów, edycji kolekcjonerskich oraz innych opcji zakupowych, które uzbrajają nabywcę między innymi w dodatkowe stroje dla Człowieka-Pająka lub specjalną, czerwoną wersję konsoli PS4 z logo herosa. Sama gra ukaże się oficjalnie już 7 września!

„The Walking Dead – The Final Season”

Tak, tutaj raz jeszcze o uniwersum zawładniętym przez zombi, jednak teraz w formie gry komputerowej, a nie serialu. Ta swoje początki miała aż sześć lat temu, kiedy to małe i niepozorne studio Telltale Games udostępniło graczom swój projekt powstały w wyniku kooperacji z serią „The Walking Dead”. Fabularna gra point-and-click podzielona na pięć epizodów i skupiająca się przede wszystkim na emocjach, przywiązaniach do postaci i świetnie rozpisanej fabule, podbiła serca nie tylko miłośników zombi, ale i pozostałych graczy szukających czegoś zupełnie nowego wśród zalewu tytułów AAA.

Formalnością były kolejne części growego „The Walking Dead”, które zaliczały swoje wzloty i upadki, ale nadal cała seria jest odbierana bardzo pozytywnie. Nic dziwnego, że serca wielbicieli na chwilę zamarły, gdy jakiś czas temu studio Telltale ogłosiło zbliżającą się premierę ostatniego sezonu gry.

Dla tych, którzy z komputerową wersją uniwersum są od jej początków, oznacza to ostateczne pożegnanie się z główną bohaterką – kilkunastoletnią Clementine. „The Final Season” będzie już czwartą odsłoną gry (nie licząc mini-serii z Michonne) i jej pierwszy epizod ukaże się 14 sierpnia. Jako, że to już niedługo, na Comic-Conie w San Diego zaprezentowano pierwsze 15 minut rozgrywki oraz nowy, drugi zwiastun.


To było omówienie zapowiedzi seriali oraz gier. Nie można jednak zapomnieć o lawinie trailerów i wzmianek na temat pełnometrażowych filmów! Ale żeby nie rozciągać tego tekstu na tysiące słów, wspomnę o nich w następnym poście. Już na dniach 😉

„Player One” – recenzja: Wirtualny skok w popkulturę

Wszystkim tym, którzy zastanawiają się nad odwiedzeniem kina ze względu na nowy film Stevena Spielberga, mówię od razu – idźcie. Naprawdę warto! Nie myślcie o tym więcej i najlepiej już teraz rezerwujcie bilety. Nawet jeśli „Player One” nie zachwyci Was tak samo, jak mnie, to na pewno będzie to doświadczenie warte wydania swoich pieniędzy i zobaczenia go na wielkim ekranie. Tak bardzo widowiskowe produkcje nie są wyświetlane zbyt często.

Player One - 1
Źródło: thepopbreak.com

Wiem, można odnieść inne wrażenie, gdy żyje się w czasach popularności komiksowych ekranizacji, fascynacji science-fiction i motywami futurystycznymi, ale jednak nie każdy film tego typu prezentuje aż tak wysoki poziom. A „Player One” jest ewenementem co najmniej ze względu na oprawę wizualną i dźwiękową. Strona techniczna wiesza poprzeczkę niezwykle wysoko, o czym warto przekonać się na własnej skórze.

Zacznijmy od postaw, czyli tego, skąd narodził się pomysł na obraz pochłaniający przy realizacji tak ogromne pieniądze. Ogromne, bo kosztował twórców aż 175 milionów dolarów. Jak okazuje się podczas seansu – fundusz ten nie poszedł na marne, bo od razu widać, dlaczego projekt wymagał aż tak zawrotnej sumy.

Player One - 2
Tak będzie wyglądał nasz świat, gdy my uciekać będziemy do wirtualnej rzeczywistości?
Źródło: filmweb.pl

Wszystko zaczęło się od bestsellerowej powieści autorstwa Ernesta Cline’a z 2011 roku. Ten literacki debiut amerykańskiego pisarza w mgnieniu oka stał się jedną z najlepiej sprzedających się książek o tematyce science-fiction i chyba tylko kwestią czasu było wykupienie praw do ekranizacji przez jakiegoś kinematograficznego molocha. Okazało się nim Warner Bros. Entertainment, które we współpracy z znakomitymi osobowościami świata filmowego, stworzyło naprawdę solidną i widowiskową produkcję.

Pieczę nad projektem objął wspomniany już Steven Spielberg, którego filmy znane są chyba wszystkim. Kultowy dorobek w postaci między innymi „Szeregowca Ryana”, „Listy Schindlera” i „Jurassic Park” musiał zaowocować wielkimi nadziejami wśród kinomanów. Opracowaniem scenariusza zajął się sam autor powieści, którego dzielnie wspierał Zak Penn – scenarzysta głównie komiksowych produkcji, jak „X-Men: Ostatni bastion” lub „The Incredible Hulk”. Także skoro wśród twórców znaleźli się wybitny reżyser i pisarz odpowiedzialny za bestseller sprzed kilku lat, to jak mogło pójść coś nie tak?

Player One - 3
Wirtualny świat OASIS to miejsce ucieczki od szarej codzienności.
Źródło: filmweb.pl

Ostatecznie okazuje się, że wszystko jest w jak najlepszym porządku. Pod warunkiem, że na „Player One” udajemy się z odpowiednim nastawieniem. Chcąc rozerwać się przy efektownym filmie na wielkim ekranie, który będzie jak miód na nasze oczy i uszy. Spielberg tym filmem pokazuje, że nie zamyka się w sztywnych ramach i gotowy jest podjąć się różnej tematyki oraz tonu w swoich produkcjach. Jego obrazy stają się kultowe, niekiedy wyznaczają nowe ścieżki kultury popularnej, a jeszcze kiedy indziej korzystają z największych dogodności współczesnej technologii i robią wrażenie „wow”. Jego najnowszy film z pewnością idealnie wpasowuje się do trzeciej kategorii, a co do dwóch pierwszych – dopiero czas pokaże.

Zaczynam od audiowizualnych aspektów, bo te z pewnością najbardziej przebijają się przez wszystkie inne składowe filmu. CGI wykorzystane w „Player One” jest prawdopodobnie tym, na co obecnie maksymalnie stać twórców filmowych. Wyciśnięto z niego wszystkie możliwe soki, dzięki czemu ekran ocieka wygenerowanymi komputerowo elementami, które, jakby nie patrzeć, niemal w całości tworzą świat przedstawiony. Są tak skrupulatnie dopieszczone i jest ich tak dużo, że nic dziwnego, że produkcji pochłonęła aż taki budżet.

Player One - 4
Już pierwsze sceny „Player One” pokazują, na co poszła lwia część funduszu.
Źródło: filmweb.pl

Jednym może się to nie spodobać, a drugich zachwycać. Ja jestem wśród tych oczarowanych widzów, którzy większość seansu spędzili wbici w fotel ze szczęką na podłodze. Jeszcze nigdy nie widziałem tak zaawansowanego i wyśmienicie wykorzystującego swoje możliwości CGI. A trzeba zaznaczyć, że takie jego użycie było koniecznie. Bez niego ten film po prostu nie mógłby istnieć.

Fabularnie „Player One” znacząco się nie wyróżnia. Co prawda przedstawia nam przyszłościowy świat, który wygląda zupełnie inaczej niż nasz obecny, ale wyłuskując z tego wszystkiego główne wątki, łatwo spostrzec, że to dość prosta i oklepana historia. Dostajemy zwykłego, przeciętnego i mało znaczącego w całym społeczeństwie protagonistę, który wraz z wąską grupą znajomych (poznanych wirtualnie) chce, jak wszyscy, wciąż udział w wielkim konkursie zapewniającym zwycięzcy dozgonną sławę i fortunę. Zaczyna jako zwykły szarak, jednak wraz z każdym kolejnym powodzeniem staje się coraz bardziej rozpoznawalny nie tylko przez współgraczy nierzeczywistego świata gier, ale i liczące się osobowości oraz korporacje chcące zagarnięcia jak największych wpływów na rynku technologicznym. A najwięcej pozostawia ich po sobie zmarły twórca OASIS – rewolucyjnego oprogramowania, które pozwala na wsiąknięcie do wirtualnej rzeczywistości, gdzie żaden człowiek nie ma limitów. I tak się składa, że to właśnie on jest organizatorem owego konkursu, a główną nagrodą jest przejęcie jego dorobku.

Player One - 5
Zakładasz gogle i już stajesz się swoim „lepszym” alter ego.
Źródło: filmweb.pl

Tak więc fabuła opiera się na klarownym wyselekcjonowaniu tych dobrych i tych złych, którzy chcą nawzajem powstrzymać się przed zagarnięciem wartościowego celu. Jedni najpierw dla dobra własnego (głównie finansowego) a później ogółu społeczeństwa, a drudzy wyłącznie dla czystych zysków i zdobycia monopolu na rynku.

Ten prosty motyw fabularny jest jednak wzbogacony o ogromnych rozmiarów wydmuszkę w postaci komputerowo wygenerowanego świata wirtualnego (choć temu realnemu z lat 40. obecnego wieku też nie brakuje CGI) oraz fantastycznych efektów specjalnych, które go dopełniają. W tym wypadku zanika gdzieś mieszane odczucie co do mało pomysłowej historii i po prostu zostajemy wciągnięciu do wytworzonego uniwersum niczym jego bohaterowie, gdy zakładają gogle OASIS. Film, krótko mówiąc, porywa, ciekawi i intryguje przede wszystkim tym, że nie wiadomo co za moment zobaczymy na ekranie, a spodziewać można się wszystkiego.

Player One - 6
Mająca potężne pieniądze korporacja IOI chce za wszelką cenę zwyciężyć.
Źródło: filmweb.pl

Łączny czas trwania „Player One” zdecydowanie przekracza dwie godziny emocjonującego i widowiskowego seansu, jednak nie będzie to żadną przeszkodą do wysiedzenia do samego końca, z czym można mieć w niektórych przypadkach problemy. Tutaj wsiąkamy do świata bohaterów z taką łatwością, że nim się obejrzymy, nadejdzie już kulminacyjna akcja, a zaraz po niej napisy końcowe. Gwarantuję, że wyjdziecie wówczas z kina z niedosytem, ale i spełnieniem jednocześnie.

Właśnie, jak mają się sprawy z postaciami? Jest to o tyle ciekawa kwestia, że każdego bardziej liczącego się bohatera możemy wyodrębnić na dwa sposoby – jako rzeczywistego oraz jego wykreowany awatar w wirtualnym świecie OASIS. Większości akcji filmu odbywa się właśnie w tej drugiej rzeczywistości, co świadczy o silnym nacisku kładzionym w tym uniwersum na wygenerowaną fikcję. Większość społeczeństwa posiada swoje drugie, „lepsze” ja w wirtualu, niedostrzegającym tym samym problemów, z którymi boryka się prawdziwy świat.

Player One - 7
W OASIS możesz być kim tylko chcesz!
Źródło: filmweb.pl

Często jednak przeskakujemy między jedną rzeczywistością a drugą, dzięki czemu odpowiednio poznajemy oba wcielenia każdego z bohaterów. Protagonistą historii jest Wade Watts, który godzinami przesiaduje w OASIS uciekając do codziennych trudów. W wirtualnym świecie cechuje się zawziętością i pewnością siebie, co sprawia, że faktycznie wierzy w zwycięstwo w konkursie zmarłego założyciela aplikacji. Z czasem poznajemy i innych graczy, którzy towarzyszą awatorowi Wade’a – Perzivalowi, w dążeniu do celu. Wśród nich wyróżniają się przede wszystkim do pewnego czasu tajemnicza Art3mis oraz najlepszy wirtualny przyjaciel protagonisty ukrywający się pod nickiem Aech. Po drugiej stronie barykady stoi zaś właściciel drugiej, zaraz po OASIS, największej firmy na rynku technologicznym – Nolan Sorrento. Zwycięstwo w konkursie jest dla niego niebagatelną okazją na zagarniecie cennych wpływów dla własnej korporacji.

Player One - 8
Wirtualna randka? Czemu nie. Na taką udają się Perzival i Art3mis – awatary głównych bohaterów filmu.
Źródło: filmweb.pl

Co do tych, jak i pozostałych kreacji, trzeba przyznać, że rozpisane są dość pobieżnie i powierzchownie. Niektóre cechy postaci są zbyt szablonowe lub nierealnie uwydatniane bądź idealizowane. To samo dotyczy ich wyglądów, pochodzenia lub codziennych kwestii, które w rzeczywistości nie mogłoby być tak proste i czarno-białe, jak przedstawia to film. Szukając dogłębnie rozpisanych profili bohaterów „Player One”, należałoby przede wszystkim sięgnąć po książkowy pierwowzór, bo najwidoczniej nie starczyło na to czasu w ekranizacji, a zarazem prawdopodobnie miałoby to zbyt małe znaczenie dla całego obrazu i odbioru przez widzów. Czasem należy z czegoś zrezygnować, aby zapewnić odpowiednią ilość miejsca dla priorytetów.

Nie ma jednak najmniejszych problemów z zaakceptowaniem postaci takimi, jakie są. Tych, których mamy polubić, szybko polubimy, a tym drugim jeszcze prędzej zaczniemy źle wróżyć. Również może to świadczyć o spłyceniu psychologicznej i ludzkiej strony filmu, jednak w produkcji, gdzie najważniejsza jest rozrywka i doznania płynące z ekranu, nie warto doszukiwać się głębi rodem z takich kultowych obrazów, jak „Milczenie” lub „Czarny łabędź”, które stoją mentalnością i charakterami bohaterów.

Player One - 9
Wade, na swoje szczęście, nie będzie musiał działać w pojedynkę.
Źródło: filmweb.pl

Na koniec to, o czym w przypadku „Player One” mówiło się, mówi i jeszcze długo będzie mówić, a więc bogactwo nawiązań do mniej lub bardziej współczesnej kultury popularnej. Już w samej fabule filmu ogromne znacznie ma termin „easter egg” oznaczający ukryte lub jawne odwołanie do konkretnych tworów masowych. A tego typu mrugnięć okiem do widza jest w filmie na pęczki. Niektóre wyeksponowane są aż nadto, jak na przykład ukazujące się na ekranie znane postacie z kreskówek lub gier komputerowych, albo gdy zostajemy wrzuceni do scenografii niemal żywcem wyjętej z kultowego „Lśnienia” z 1980 roku. Za to jeszcze więcej smaczków pozostaje na drugim a nawet trzecim planie, przez co często niemożliwe jest, aby wychwycić je wszystkie. „Player One” to skarbiec nawiązań do kultury, w której obecnie żyjemy, na tak ogromną skalę, jakiej jeszcze nigdy nie doświadczyliście.

Player One - 10
Już w tym jednym ujęciu znajdzie się niezliczone nawiązania do popkultury.
Źródło: filmweb.pl

Oprócz wizualnych hołdów dla popularnych elementów współczesnej rozrywki, zapewniono nam także świetną oprawę muzyczną. Oczywiście usłyszymy dźwięki specjalnie skomponowane lub przerobione na rzecz filmu, jednak nieraz do naszych uszu dotrą kultowe utwory sprzed lat. I choć „Player One” osadzony jest w 2045 roku, to jak słychać – dobra muzyka nigdy się nie starzeje i obroni się w każdych realiach. Nawet w takich, gdzie prym wiedzie nowoczesna technologia i postępowość. Przykładami mogą być „Beds Are Burning” od Midnight Oil lub „Wake Me Up Before You Go-Go” zespołu Wham!.

Cały ten popkulturalny ukłon jest tym, czego naprawdę było potrzeba wszystkim miłośnikom rozrywki. Kinomanom, fanom muzyki, graczom, czy też molom książkowym. „Player One” oferuje nam dużo dobroci, które uszczęśliwią nasze oczy, uszy i duszę. A całą tę geekowską oprawę łączy z najbardziej zaawansowanymi możliwościami realizacyjnymi we współczesnej kinematografii oraz fabułą, o której zdania można mieć różne, ale na pewno trzeba przyznać, że wciąga i angażuje emocjonalnie.

Player One - 11
Kto stanie się spadkobiercą OASIS?
Źródło: filmweb.pl

Najnowszy projekt Stevena Spielberga po prostu mnie urzekł. Ze względu na postacie lub historię raczej nie zostanie okrzyknięty kultowym, ale zdecydowanie zapisze się jako rewolucyjny film w kategoriach wizualnych i dźwiękowych. To właśnie przepych bijący z ekranu i głośników jest tym, co definiuje „Player One”.

Moja ocena: 9/10

DwuTakt: Festiwal Kultury Popularnej 2017 – relacja z wydarzenia

Grafika w nagłówku tekstu: CateLara (DeviantArt)

Cofnijmy się na chwilę do lutego, kiedy to jako wolontariusz miałem okazję pomóc przy zorganizowaniu turnieju e-sportowego. Była to wówczas pierwsza tego typu impreza, na której miałem okazję się pojawić. Wcześniej zawody w grach elektronicznych śledziłem wyłącznie przez internet, marząc o tym, aby kiedy na jakiś się wybrać. Trzy miesiące temu udało się i to z nadwyżką, bo zobaczyłem również, jak organizacja takiego wydarzenia wygląda od środka. Co prawda nie był to turniej o takim rozmachu, jak te największe transmitowane w sieci, jednak od czegoś trzeba zacząć. I tak samo było teraz, w ten weekend. Kolejny typ eventu mogę wykreślić ze swojej listy „do zobaczenia”. Jednak tym razem nie był on związany z e-sportem, a popkulturą. Czyli tym, co lubię jeszcze bardziej!

Czytaj dalej DwuTakt: Festiwal Kultury Popularnej 2017 – relacja z wydarzenia