„Jak wytresować smoka 3” – Dość przewidywalne, ale ściskające za serce zakończenie historii

Szybką opinię na Filmwebie tuż po seansie ostatniej części smoczej trylogii ubrałem następujące słowa: „Top 3 pełnometrażowych animacji: Cała trylogia ‚Jak wytresować smoka’.”. Dla wielu może być to kontrowersyjne stwierdzenie, jako że przez dziesiątki lat powstało mnóstwo filmów animowanych, które do dzisiaj brylują w ścisłej czołówce kinowych pozycji. Szczególnie mam tutaj na myśli disneyowskie perełki pokroju „Króla Lwa”, jak i współczesne fenomeny typu „Kraina lodu” lub „Zwierzogród”. Jednak moje zafascynowanie produkcją DreamWorks nie wzięło się znikąd.

Seria „Jak wytresować smoka” to najlepsze, co mogło spotkać tę wytwórnię. Już pierwsza część osiągnęła globalny sukces i zdołała przebić się do mainstreamu. Istnieją nadal osoby, które nie kojarzą przeuroczego Szczerbatka i jego właściciela Czkawki? Animacja szybko podbiła serca widzów, przez co druga, a obecnie nawet trzecia odsłona przygód, ściągały do sal kinowych tłumy dzieciaków i dorosłych.

Jak wytresować smoka 3 (1)
Gotowi na kolejną przygodę człowieka i smoka?
Źródło: filmweb.pl

Od premiery pierwszego „poradnika do wychowywania fikcyjnych stworzeń” minęło już bowiem całe dziewięć lat, więc niejeden młodociany mógł w tym czasie ukończyć osiemnastkę, jak nie więcej. A niemożliwe jest, by nie być zainteresowanym kolejnymi losami ukochanych bohaterów, których poznało się jeszcze w 2010 roku. Tym bardziej, że zaledwie parę dni temu do kin weszło głośne zwieńczenie całej opowieści.

Oryginalna i przepiękna stylistycznie animacja, czasem głupawe, jednak niemal zawsze trafione poczucie humoru oraz niebanalne zobrazowanie więzi między ludźmi a smokami, połączone z dużą dozą wyobraźni, sprawiły, że do dzisiaj „Jak wytresować smoka” jest moją ulubioną pozycją wśród wszystkich pełnometrażowych animacji. I uważam, że długo nic tego nie zmieni. O ile w ogóle kiedyś do tego dojdzie!

Jak wytresować smoka 3 (2)
Udało się przekonać mieszkańców Berk do życia ze smokami, ale to nie koniec problemów.
Źródło: filmweb.pl

W najnowszej części, owianej podtytułem „The Hidden World”, wszystkich wymienionych aspektów również nie brakuje. Twórcy filmu przez lata doskonale zdali sobie sprawę, za co rzesze kinomaniaków uwielbiają smoczą serię, dlatego też po raz ostatni postanowili dostarczyć nam wszystkie najlepsze elementy składanki z podwójną siłą rażenia.

Zaczynając od ludzkich postaci, każdemu postarano się oddać jak najwięcej ekranowego czasu, który mniej lub bardziej został odpowiednio wykorzystany. Niezbyt zdrowe na umyśle rodzeństwo Szpadka i Mieczyk po raz kolejny bujają w obłokach zaniżając średni poziom inteligencji wszystkich mieszkańców wyspy Berk, przy czym nie stronią od wzajemnego obrzucania się obelgami. Typowe, kochające się na zabój bliźniaki.

Jak wytresować smoka 3 (3)
Na ekran powracają oczywiście wszyscy członkowie Jeźdźców Smoków.
Źródło: filmweb.pl

Dość po macoszemu potraktowano paru innych bohaterów – Sączysmarka, Śledzika, czy poznanych we wcześniejszej części serii Valkę (matkę Czkawki) oraz Ereta (niegdyś wroga, a teraz sprzymierzeńca smoków). Ich wątki raczej zepchnięte są na dalszy plan, a pojawiając się na ekranie stanowią raczej źródło głupkowatych żartów sytuacyjnych, które czasem potrafią rozbawić, a kiedy indziej nie wywołują nawet lekkiego uniesienia kącika ust. Nie zmienia to jednak faktu, że postacie te są na tyle obecne w opowiadanej historii, że nie zapominamy o ich istnieniu i faktycznie kibicujemy im w trakcie każdej kolejnej potyczki z nieprzyjaciółmi.

Mam jednak wrażenie, że twórcy animacji woleli nieco więcej czasu podarować parze głównych ludzkich bohaterów, a więc samemu Czkawce i jego partnerce Astrid. W „Jak wytresować smoka 2”, choć mieli swoje momenty, ich wątek miłosny nie był uwydatniany tak, jak tym razem. Co jest oczywiście zmianą na plus, ponieważ pozwoliło to na wplecenie motywu ślubu, którego, jakby nie patrzeć, fani oczekują przed ostatecznym zamknięciem trylogii. Astrid w filmie pełni niezwykle ważną rolę motywującą dla Czkawki, którego osobowość, jak wszyscy dobrze wiemy, jest pełna wątpliwości. Dzięki dzielnej i odważnej dziewczynie jest jednak w stanie nad wszystkim zapanować i zmierzyć się z odpowiedzialną funkcją nowego wodza Berk.

Jak wytresować smoka 3 (4)
Relacja Czkawki i Astrid zostaje wystawiona na poważną próbę.
Źródło: filmweb.pl

Co by jednak nie mówić na tematy międzyludzkich relacji w „Jak wytresować smoka 3”, nadal na pierwszy plan wysuwa się więź dorosłego już Czkawki ze swoim smokiem Szczerbatkiem. Jest to coś, co zobaczyć chcą wszyscy fani wybierający się na seans do kina. Ponowne ujrzenie potężnej, ale i niezwykle urokliwej Nocnej Furii. A fakt, że już w zapowiedziach zdradzono nam jeden z głównych wątków filmu – zaloty Szczerbatka do napotkanej białej smoczycy, sprawił, że jeszcze nigdy tak niecierpliwie nie oczekiwało się na nową część jakiejkolwiek animowanej serii.

Jak się w praktyce okazuje – warto było tuptać nogami. Szczerbatek, jak już ma w zwyczaju, kompletnie pochłania serca widzów swoją rozbrajająca osobowością. Gdy miejsce ma sytuacja poważna i tylko Nocna Furia jest w stanie nad nią zapanować, to robi to bez problemu, jako że zdążył już zdobyć miano Smoczego Króla. Jednak dla kontrastu w „czasie wolnym” od widowiskowych potyczek z nieprzyjaciółmi, Szczerbatek zamienia się w urokliwe i potulne stworzenie o zwyczajach żywcem zaczerpniętych od kotów lub psów. Aportowanie metalowej, sztucznej nogi Czkawki? Świetna zabawna! Pomrukiwanie niczym rasowy kocur? Też się znajdzie. Nocna Furia, choć pozostaje smokiem mającym potężną moc, to jednak swoją osobowością sprawia, że chyba każdy chciałby mieć takiego pupila na wyłączność. Dodajmy do tego jeszcze przezabawne gagi podczas flirtowania z napotkaną Białą Furią, a otrzymamy naprawdę poruszającą, komediową kreację najwyższych lotów.

Jak wytresować smoka 3 (5)
Na to czekali wszyscy fani. Czy Szczerbatek też znajdzie swoją drugą połówkę?
Źródło: filmweb.pl

Coś, o czym warto wspomnieć i co mi bardzo się spodobało podczas seansu, to widoczne zazębianie się fabuł smoczej trylogii. W szczególności z częścią drugą. Wraz z nowym czarnym charakterem – Grimmelem, powraca wątek łowców, a więc ugrupowania mającego na celu schwytanie wszystkich żyjących smoków. Jak się okazuje wbrew poprzedniej odsłonie, pokonany Drago przewodzący łowcom wcale nie był największym zagrożeniem, z którym mogli spotkać się mieszkańcy Berk. Nawet tropiciele smoków zachowują wielką ostrożność względem najbardziej nieposkromionego pogromcy latających stworzeń – wspomnianego Grimmela.

Wytłumaczone zostaje, że Drago i jego grupa mieli na celu wyłącznie kolekcjonowanie różnych gatunków smoków. Za to nowo przedstawiony siwowłosy złoczyńca po prostu chce je wszystkie zgładzić. Tak więc Czkawka i reszta Jeźdźców stają przed poważnym zagrożeniem, tym bardziej, że głównym celem Grimmela staje się Szczerbatek – jedyna Nocna Furia, która nie została jeszcze przez niego zamordowana.

Jak wytresować smoka 3 (6)
Nowy czarny charakter faktycznie jest najniebezpieczniejszym z dotychczasowych, jednak czuć pewne znużenie tą samą koncepcją.
Źródło: filmweb.pl

Jakby nie patrzeć, wątek fabularny dość ściśle pokrywa się ze scenariuszem „Jak wytresować smoka 2”, co najprawdopodobniej jest największą wadą zakończenia trylogii. Postanowiono pójść o krok dalej i zamiast zagrożenia w postaci więżenia smoków, mamy tu do czynienia z ich zgładzeniem. Nie ma co ukrywać, jak na zwieńczenie historii jest to bardzo poważne i kulminacyjne niebezpieczeństwo, jednak tak naprawdę sam pomysł nie jest zbyt oryginalny i wychodzący poza schematy. Po raz kolejny Czkawka i Szczerbatek muszą mierzyć się ze złoczyńcom o kompletnie odmiennych poglądach, co wiąże się z zabawą w kotka i myszkę, którą przerabialiśmy już pięć lat temu przy drugiej odsłonie serii.

Nieco ten mało pomysłowy scenariusz ratuje wątek tytułowego „Hidden World”, do którego chcą zmierzać bohaterowie. Już na początku filmu dowiadujemy się, że odkąd mieszkańcy wyspy Berk przygarniają napotkane smoki, wioska zaczyna nie radzić sobie z przeludnieniem. W efekcie kilku retrospekcji, w których mamy okazję zobaczyć i usłyszeń świętej pamięci Stoika – ojca Czkawki, mieszkańcy pod namową głównego bohatera serii postanawiają pozostawić swoje dotychczasowe miejsce zamieszkania i odnaleźć ukrytą krainę, w której smoki i ludzie mogliby egzystować ze sobą bez żadnych zmartwień. Problemy są dwa – nie wiadomo, gdzie owa kraina się znajduje oraz czy w ogóle istnieje.

Jak wytresować smoka 3 (7)
Niewielka wyspa Berk już nie wystarcza dla wszystkich Wikingów i ich smoków.
Źródło: filmweb.pl

Nowej części „Jak wytresować smoka” na pewno nie brakuje tego, co zawsze fanów zachwycało. Stąd też jestem przekonany, że każdy miłośnik opowieści będzie się świetnie bawił na seansie „The Hidden World”. Wizualnie film nadal potrafi cieszyć oczy, w szczególności podczas jednej ze scen mniej więcej w połowie emisji. Nie można zarzucić twórcom braku wyobraźni i fantazji, jako że potrafią wykreować naprawdę bajeczne, kolorowe i zapierające dech w piersiach lokalizacje, które na wielkim ekranie ogląda się z radością kilkuletniego dziecka.

Warte nadmienienia są również dopracowane detale, które rzucają się w oczy przede wszystkim przy zbliżeniach na bohaterów. Łuski Szczerbatka pięknie mienią się w padających promieniach słońca, a u Czkawki zauważyć można nawet lekko powiewający na wietrze niezbyt gęsty zarost. Choć są to szczegóły, bez których film pewnie nie straciłby na ogólnej wartości, to jednak tego typu dopracowanie widoczne na wielkim ekranie jest godne spostrzeżenia i docenienia.

Jak wytresować smoka 3 (8)
Seria „Jak wytresować smoka” od zawsze potrafiła wizualnie nacieszyć oko.
Źródło: filmweb.pl

Na koniec należy napisać coś jasno i klarownie. Finał filmu jest tym, czego wszyscy oczekiwaliśmy i na co faktycznie zasłużyliśmy, jako wielomilionowi fani serii. Poza falami śmiechu przy paru komediowych scenach, niektórzy mogą obejść się bez żadnych zauważalnych odczuć emocjonalnych. Wszystko jednak zmienia się kompletnie przez zwieńczenie historii w ostatnich kilkunastu minutach, które naprawdę robi robotę.

Oczywiście nie chcę Wam opisywać tego, co wówczas się dzieje. To po prostu trzeba zobaczyć samemu, aby nie zepsuć sobie fantastycznych doświadczeń, na które wiernie czekaliśmy od premiery pierwszej części „Jak wytresować smoka”. W każdym razie przygotujcie się na łzy napływające do oczu z naprawdę skrajnych powodów. Najpierw doznać musimy wzruszenia spowodowanego najczystszym smutkiem, aby ostatecznie jeszcze bardziej docenić emocjonalny motyw więzi przyjaźni skrupulatnie budowany na przestrzeni wszystkich trzech filmów.

Jak wytresować smoka 3 (9)
Jak zakończy się fantastyczna przygoda tej dwójki?
Źródło: filmweb.pl

Moje oczy autentycznie stały się bardziej wilgotne, gdy w pełni przyswoiłem sobie myśl, że oglądam właśnie ostatnie sceny zamykające całą opowieść. Czy było to spowodowane moją wyjątkową sympatią skierowaną do tego dzieła wytwórni DreamWorks? Po części prawdopodobnie tak, bo w końcu twórcy na przez lata budowali związek widza z bohaterami serii. Jednak i oni stanęli na wysokości zadania pod względem scenariuszowym i technicznym w kontekście finałowych scen. Musieli mieć świadomość tego, że tych ostatnich kilkanaście minut jest wyczekiwane od lat przez miliony widzów, a potem na wiele kolejnych zostanie przez nich zapamiętane i przywoływane na myśl o tej animacji.

Reasumując, jeśli szukacie opinii na temat ostatniej części smoczej historii, która zachowa jak najwyższy poziom obiektywizmu, to raczej nie jest to ten tekst. Ale nic na to nie poradzę. Od bardzo dawna powtarzam, że filmy o losach Czkawki i Szczerbatka są moimi ulubionymi animacjami i zdania nie zmieniam. Choć świadom jestem, że nie jest to produkcja doskonała, szczególnie pod względem dość przewidywalnego scenariusza, to jednak nawet takie potknięcia jestem w stanie wybaczyć. I mam nadzieję, że Wy, podczas seansu w kinie, również będziecie się świetnie bawić.

Moja ocena: 9/10

Reklamy

Na tę animację czekaliśmy 14 lat, czyli „Iniemamocni 2”

Doskonale pamiętam moje pierwsze zetknięcie z superbohaterską rodzinką w czerwonych trykotach. Był grudzień 2006 roku, choć sam film miał swoją premierę dwa lata wcześniej. To właśnie wtedy, po raz pierwszy w naszym kraju, zaczęto nadawać Disney Channel – kanał bezpośrednio skierowany do dzieci i młodzieży. Ramówkę wypchaną kreskówkami i serialami aktorskimi zainaugurowała emisja „Iniemamocnych” zaplanowana na godzinę 17 tego dnia.

Tak, wciąż piszę to z pamięci, bo dobrze utkwiło mi to w głowie. Wraz z rodzeństwem pełni ekscytacji siedzieliśmy na podłodze z dwa metry od telewizora, a animacja pochłonęła nas całkowicie. W przyszłości kultowe dzieło Pixara we współpracy ze wspomnianym Disneyem widziałem jeszcze co najmniej kilka razy, ale kto byłby w stanie to dokładnie zliczyć. Ważny jest fakt, że „Iniemamocnych” można już bez skrupułów uznać za wiekowy tytuł. W końcu 14 lat to nie byle liczba w okresie, gdy animacje tworzy się niemal hurtowo.

Iniemamocni (1)
Tak rodzina herosów prezentowała się aż 14 lat temu!
Źródło: filmweb.pl

W międzyczasie dzieciaki, takie jak wówczas ja, zdążyły stać się w pełni dorosłe, a sama wytwórnia Pixar nakręciła trzynaście kolejnych filmów. Nie przeszkadzało to jednak w tym, aby do tematyki powrócić, a ten kuriozalny odstęp między pierwszą a drugą częścią stał się jeszcze lepszym gwarantem zyskania uwagi publiczności na premierze sequela. W końcu co oddziałuje na nas lepiej niż sama nostalgia? A każdy, kto „Iniemamocnych” obejrzał choć raz lub dwa, na pewno przyzna, że główni bohaterowie zadomowili się gdzieś tam w pamięci.

Po kilkuletniej posusze informacyjnej, a następnie pierwszym wzmiankom i zapowiedziom, w końcu nadeszli! Obdarzona nadzwyczajnymi mocami rodzinka wróciła na wielkie ekrany, aby nie tylko dostarczyć nam świetną, animowaną rozrywkę, ale i uderzyć prosto w uczucia, których wywołanie przez tak wyczekiwany powrót było tylko formalnością. „Iniemamocni 2” to jubileuszowa, dwudziesta produkcja Pixara, do amerykańskich kin trafiła w połowie czerwca i z miejsca stała się hitem lata. W miniony piątek doczekaliśmy się jej również w naszych lokalnych multipleksach. Tak więc najwyższa pora przekonać się, co u Pana Iniemamocnego, Elastyny i ich podopiecznych słychać.

Iniemamocni (2)
A tak wyglądają teraz. Trochę… wyładnieli 😉
Źródło: filmweb.pl

Warto mieć w pamięci, jaką sceną zakończyła się pierwsza część przygód animowanych superbohaterów. Zostaliśmy zarzuceni cliffhangerem w postaci nowego zagrożenia dla metropolii, któremu czoła miała stawić tytułowi Iniemamocni. Po wzlotach i upadkach w potyczce z głównym czarnym charakterem filmu – Syndromem, zgrana familia ruszyła na Człowieka Szpadla. Jakkolwiek fantazyjny nie byłby to przeciwnik, pamiętajcie o nim zasiadając w kinowej sali na kontynuacji, bo właśnie w tym miejscu rozpoczyna się akcja filmu!

Już w pierwszej minucie uciszeni zostają ci, którzy mniej lub bardziej ironicznie krytykowali drugą część „Iniemamocnych”. Pytania typu „Minęło 14 lat, a dzieciaki nic nie urosły?” znaleźć można było nie tylko na polskich, ale i zagranicznych (nawet oficjalnych!) stronach i forach poruszających tematykę nowej animacji Pixara. Rozsądniejsze osoby pozostawały spokojne, gdyż nie trudno było domyślić się, że bohaterowie nie zmienili ze względu na osadzenie fabuły sequela zaraz po wydarzeniach z „jedynki”. Początek seansu tylko to potwierdza – na dobry start możemy ujrzeć uzdolnionych krewnych walczących w centrum miasta z villainem zaprezentowanym nam jeszcze 14 lat temu.

Iniemamocni (3)
Co oni zrobiliby bez siebie nawzajem?
Źródło: filmweb.pl

Mimo wszystko heroiczna batalia jest tylko kilkuminutowym wprowadzeniem do głównej osi fabularnej „Iniemamocnych 2”, bowiem w wyniku potyczek z Człowiekiem Szpadlem w metropolii doszło do poważnych strat. Zburzone budynki, wyniszczona infrastruktura miejska i poważne zagrożenie dla mieszkańców sprawiły, że władze szybko obarczyły winą tytułowych herosów. Jest to problem dość znany z wielu dzieł poruszających tematykę superbohaterską. Pierwszy lepszy przykład to „Civil War” od Marvela. Nie zmienia to faktu, że tym samym jest to problem bardzo życiowym i rozsądnym, co tylko podbudowuje realizm wykreowanego świata. Co tyczy się nawet filmu animowanego!

Pięcioosobowa rodzina i ich bliski przyjaciel Mrożon muszą odsunąć się w cień i kompletnie porzucić bohaterski tryb życia. Nie jest to łatwe, gdy nagle trzeba zderzyć się z codziennymi, szarymi trudnościami, które nie były odczuwalne podczas ratowania świata zapewniającego chwałę i godną przyszłość. Nic dziwnego, że Bob i Helen, w trosce o dobro swoich wciąż młodych dzieci, próbują znaleźć najlepsze wyjście ze swojej kiepskiej sytuacji. A dzięki zupełnie nowym postaciom zaprezentowanym w filmie, pojawia się dla nich iskierka nadziei.

Iniemamocni (4)
Bez obaw fani Mrożona! Zobaczycie go tutaj nieraz!
Źródło: filmweb.pl

Z fabuły nie chcę zdradzać wiele więcej, ale możecie być pewni, że zachowuje ona pewien stopień oryginalności pomimo tego, że zarys głównego wątku może wydawać się już niejednokrotnie przerabiany. Wszystko jednak jest uszyte nićmi świetnie znanymi nam sprzed 14 lat, gdy poznawaliśmy naszych superbohaterów.

Miło jest wrócić do tych wręcz karykaturalnych postaci, które tak bardzo polubiliśmy. Olbrzymi i supersilny Pan Iniemamocny nadal jest zmęczonym życiem, ale i chcącym wykazać się ojcem, rozciągliwa Elastyna nadopiekuńczą i twardo stąpającą po ziemi matką, a dzieciaki wciąż potrafią dokopać swoimi zwykłymi, codziennymi utrapieniami. Sęk w tym, że wzbogacają je o swoje nadnaturalne zdolności. Potrafiąca znikać Wiola przeżywa pierwsze załamanie miłosne względem swojego kolegi ze szkoły Tony’ego, superszybki Maks nadal ma problemy z matematyką, a niemowlak Jack-Jack… jest po prostu niemowlakiem, co już doprowadza do obłędu.

Iniemamocni (5)
Chyba prościej byłoby pobić kilkunastu bandytów niż uśpić jedno super-dziecko.
Źródło: filmweb.pl

Żadna z głównych postaci nie straciła swojego charakteru, do czego prawdopodobnie twórcy bardzo usilnie dążyli. A nie mogło być to proste po tak wielu latach zajmowania się licznymi innymi animacjami spod szyldu Pixara i Disneya. Niemniej jednak stanięto na wysokości zadania i podczas „Iniemamocnych 2” czujemy do postaci te same wartości, jak przy pierwszym ich poznawaniu. Tyle, że protagonistów znamy już bardzo dobrze i tylko czekamy, co jeszcze może się im przytrafić. A szczególnie najmłodszemu członkowi rodziny, którego rozwoju postaci chyba wszyscy byli najbardziej ciekawi.

Nie brakuje także powracających bohaterów drugoplanowych. Potrafiącego władać lodem Mrożona jest chyba jeszcze więcej niż w poprzedniej odsłonie. Za to specyficzna i szykowana Edna Mode, odpowiedzialna za trykoty uzdolnionej familii, pomimo dwóch niedługich scen ze swoim udziałem, otrzymuje niezwykle ważne zadanie. Trudno byłoby jednak znaleźć jej więcej czasu ekranowego, gdy potrzebuje go też garstka nowych kreacji napędzających fabułę.

Iniemamocni (6)
Ciocia Edna zawsze pomoże.
Źródło: filmweb.pl

Tak oto do kanonu głównych postaci dołącza rodzeństwo Deavorów – super zamożny Winston oraz informatycznie uzdolniona Evelyn. Ten pierwszy jest właścicielem jednej z najlepiej prosperujących firm w świecie „Iniemamocnych” i oferuje wiodącym bohaterom szanse na powrót do ratowania świata. Z tym, że teraz będą robić to lepiej, sprawniej i w pełni zgodnie z panującym prawem. Siostra miliardera jest za to jego prawą ręką, bez której byłby nikim. To ona odpowiada za technologiczne funkcjonowanie firmy, a znajdującej się w kłopotach rodzinie Parr proponuje pełne wsparcie techniczne i gadżetowe. Nic tylko korzystać, prawda?

W ten sposób los uśmiecha się w stronę Boba i Helen. Rodzeństwo Deavorów chce ponownie wspiąć herosów na wyżyny chwały i poszanowania, a pierwszym krokiem mają być śmiałe wyczyny Elastyny. Jak się okazuje, to ona działa najsprawniej ze wszystkich znanych nam uzdolnionych postaci, a więc jest furtką do ponownego zyskania uznania wśród społeczeństwa, władz i mediów. Tymczasem na Pana Iniemamocnego czekać będzie inne, wielkie wyzwanie – opieka nad dziećmi i domem. W tym przypadku trudno stwierdzić, co może być trudniejsze…

Iniemamocni (7)
Evelyn i Winston Deavor wyciągają herosom pomocną dłoń.
Źródło: filmweb.pl

Szybko okazuje się, że drobne uliczne występki kieszonkowców to nie to, z czym przyjdzie zmierzyć się Elastynie. W metropolii zaczyna grasować nowy arcywróg podający się jako Ekrantyran. Jego motywacje i zdolności potrafią zjeżyć włosy na głowie, bowiem bez większych problemów potrafi włamać się do systemów elektronicznych i dowolnie nimi sterować. Najczęściej jego celem padają monitory, przez które nadaje hipnotyzujące sygnały omamiające umysły tych, którzy akurat na nie spoglądali.

Jak bohaterowie poradzą sobie z nowym zagrożeniem koniecznie musicie zobaczyć sami w kinie, bo na pewno warto to zrobić. Dwugodzinny seans kompletnie nie nuży, co jest zasługą świetnie dobranych proporcji scen akcji z tymi bardziej przegadanymi, które mają znaczącą wagę dla formowania fabuły lub po prostu dostarczenia humoru. Te pierwsze to szczególnie dialogi uzdolnionej rodziny z Deavorami, podczas których poznajemy nowych bohaterów i realia, w których wszyscy będą się znajdować. To już nie jest działanie na własną rękę, jak w przypadku „jedynki”. Teraz ekipa się rozszerza, a uwagę należy zwracać na wiele więcej czynników.

Iniemamocni (8)
Chcąc wrócić na panteon bohaterów, trzeba rozważyć wiele kwestii.
Źródło: filmweb.pl

Zaś tempo filmu zwalnia równie często podczas sekwencji w rodzinnym domu Iniemamocnych. Podczas gdy Elastyna ratuje świat, Bob musi naprawiać kiepską sytuację sercową Wioli (albo przynajmniej sam uważa, że należy to zrobić), a z Maksem spędza godziny przy rozwiązywaniu matematycznych równań. To jednak nic w porównaniu do niemowlaka Jack-Jacka. Każdy rodzic jest w stanie potwierdzić, że zwykłe brzdące są już nad wyraz kłopotliwe. Co innego, jeśli jest to dziecko superbohaterów i również ma w sobie ukryte moce. W tym przypadku nie są to jedna lub dwie konkretne umiejętności, jak to miejsce ma u pozostałych członków rodziny. Jack-Jack potrafi… dużo więcej. Przekonaliśmy się o tym po części w zwiastunie, jednak bądźcie gotowi na to, że film przyniesie Wam wiele więcej komicznych i szalonych sytuacji z niemowlakiem niepotrafiącym kontrolować swoich zdolności.

Jakbym miał ocenić na oko, sama postać Jack-Jacka wywoływała u widzów więcej śmiechu niż wszystkie pozostałe kreacje razem wzięte. Ale nie ma się czemu dziwić – młodociany był pełną gammą możliwości humorystycznych dla twórców „Iniemamocnych 2”.

Iniemamocni (9)
Pierwsza do akcji rusza ulubienica mieszkańców – Elastyna!
Źródło: filmweb.pl

Fantastyczne jest również to, że choć pierwsza odsłona zadebiutowała już kilkanaście lat temu, to stylistyka tej animacji przełożona jeden do jednego na drugą część zupełnie nie budzi niesmaku. Jasne, widać, że „dwójka” jest dużo bardziej dopieszczona i szczegółowa, w końcu należało wykorzystać współczesne możliwości, jednak w zestawieniu z animacją z 2004 roku wciąż wygląda do niej podobnie. Wychowani na oryginalnych „Iniemamocnych” dostaną to, co widzieli za dzieciaka, a nowi widzowie bez problemów polubią formę stylistyczną cyklu.

Nie potrafię opisać uczucia, które towarzyszyło mi w każdym momencie wykorzystującym motyw muzyczny filmu. Na pewno świetnie go znacie, a nostalgia, którą sobą przywoływał, jeszcze bardziej formowała moją pozytywną ocenę dla tej animacji. Sceny akcji dopełnione są porywającymi utworami, które dodają wszystkiemu doniosłości. Melodie niczym wyjęte z kultowych filmów szpiegowskich to coś, co doskonale budowało klimat „jedynki”, ale robi to również teraz. Nie wyobrażam sobie motocyklowego pościgu Elastyny lub bijatyki Pana Iniemamocnego bez dynamicznej i podkreślającej dramaturgię muzyki. Aż nie chciało się mrugać, aby nie przegapić żadnego ruchu uwydatnionego nagłymi skokami dźwiękowymi.

Iniemamocni (10)
Dodajcie do tego ujęcia brawurową muzykę rodem z filmów szpiegowskich i macie klimat „Iniemamocnych”.
Źródło: filmweb.pl

Czy „Iniemamocni 2” to animacja-kontynuacja wręcz idealna? Niekoniecznie. Jest świetna, a nawet rewelacyjna. Tego na pewno nie można jej odebrać. Jednak nawet ja odczułem pewne bolączki podczas jej oglądania. Nie są one jakieś wielkie, bowiem dzieciaki nawet nie zwrócą na nie uwagi, a dorośli fani bez problemów przełkną ślinę i je przeboleją, ale zrealizowanie filmu perfekcyjnego to w większości przypadków marzenie nie do spełnienia. Choć niewiele brakowało!

Jak każda produkcja akcji, tutaj również doświadczymy co najmniej kilku większych lub mniejszych plot twistów. O ile te drobne nie były zbyt przewidywalne, o tyle jeden kluczowy zwrot pozostawił u mnie pewien niesmak. Przywoływać go oczywiście nie będę, bo z pewnością zrujnowałby Wam zabawę podczas seansu, ale myślę, że po obejrzeniu filmu będziecie wiedzieć, o co chodzi.

Iniemamocni (11)
Ach tak, zapomniałbym. Pojawia się też paru nowych, drugoplanowych superbohaterów!
Źródło: filmweb.pl

Niemniej jednak współczesne kino przyzwyczaiło nas już do nieco obniżonego poziomu oryginalności scenariuszowych. Nie zawsze chodzenie utartymi ścieżkami jest złe, szczególnie gdy ubiera się je w nowe, własne szaty, jednak premiera wyczekiwana przez tyle lat mogłaby pokusić się o coś więcej niż taki lekko rozczarowujący zwrot akcji.

W każdym razie nie niszczy on seansu na tyle, aby nie dostrzec wspaniałości pozostałych elementów składowych „Iniemamocnych 2”. Animacja jest wręcz bardzo dobra i takie kontynuacje chciałbym oglądać częściej. Potwierdza się opinia, że Pixar to jednak wie, co robi. Każdy następny film tego studia utrzymuje wysoki poziom i zabawia miliony dzieci oraz dorosłych. Myślę, że w tym przypadku szczególnie tych drugich, którzy wraz z pierwowzorem z 2004 roku dorastali.

Iniemamocni (12)
Źródło: giphy.com

Teraz mam tylko cichą nadzieję, że kiedyś historia ta stanie się trylogią. Może za kolejne 14 lat, może szybciej, ale byłoby miło i na pewno bym obejrzał!

Moja ocena: 8/10