Sia i paru innych wykonawców, którzy wprowadzają atmosferę świąt

Ja przepraszam bardzo, ale czy to nie za wcześnie na przedświąteczną gorączkę? Ależ skąd! Dobrnęliśmy już do drugiej połowy listopada, a do świąt Bożego Narodzenia pozostał nam zaledwie miesiąc. Można oczywiście się sprzeczać, czy to już na tyle odpowiedni moment, aby oglądać gwiazdkowe filmy, słuchać nastrojowej muzyki i powoli dekorować mniej lub bardziej publiczne miejsca, jednak współcześnie owe święta nie są zaledwie trzema dniami pod koniec grudnia, a wręcz kilkoma tygodniami nakręcania wyjątkowej atmosfery. Czy tego chcemy, czy też nie.

Świąteczne albumy

Impulsem, aby już teraz podjąć tematykę około świąteczną, było wydanie specjalnego albumu muzycznego przez popularną australijską piosenkarkę Sia. Zaledwie kilka dni temu premierę miał jej nowy krążek, który zdecydowanie nie jest jak wszystkie inne mu podobne. Tym razem wokalistka postanowiła dołączyć do ekskluzywnego grona artystów, którzy zapisali się w historii bożonarodzeniowych kompozycji muzycznych. Wiele z nich zostało okraszonych mianem kultowych i co roku rozbrzmiewają w radiach, na ulicach lub naszych domowych głośnikach. Inne popularne są mniej, ale wciąż tworzą zaskakująco bogatą ofertę świątecznych melodii.

Skąd określenie „zaskakująco”? Osobiście nie miałem świadomości, że powstało już tak wiele albumów o motywie bożonarodzeniowym i to całkiem nie byle jakich artystów. Niektóre z nich sięgają czasów sprzed kilku dekad, zaś pozostałe są współczesnymi próbami wbicia się w ów gatunek muzyczny. Przekonałem się o tym, gdy po prostu wygooglowałem frazę „Christmas albums”, aby przygotować ten właśnie tekst. Chciałem zaczerpnąć większej ilości informacji na temat typowo świątecznych płyt, aby wyodrębnić parę tych, które stanowią dla mnie najważniejsze pozycje spośród wszystkich. Zaskoczyło mnie to, jak wiele wyników ujrzałem. I choć wybranie najbardziej kultowych nie stanowiło problemu, bo od lat towarzyszą mi każdego grudnia, to niespodziewanie stałem się bardziej świadomy skali zjawiska powstawania gwiazdkowych albumów. Kolejny dowód na istotność researchu!

Świąteczne albumy - Piosenki

Tak więc poniższych parę tytułów to zaledwie kropla w morzu świątecznych propozycji od wokalistów z całego świata. Obecnych, jak i tych, którzy odeszli, ale przyczynili się do wyjątkowego dorobku muzycznego. Nie ukrywam, że prawdopodobnie nie znajdziecie tutaj żadnej zaskakującej lub odmieniającej życie pozycji, bowiem bądźmy szczerzy – świątecznych piosenek słuchamy co roku, więc trudno byłoby czegoś nie znać. Mimo to, może warto dowiedzieć się nieco więcej o paru kultowych wydaniach?


„Merry Christmas” – Mariah Carey

Posłuchaj!

Tak jak przed chwilą napisałem – bez większych zaskoczeń. Teledysk, w którym młoda wówczas (bo zaledwie 24-letnia) amerykańska piosenkarka szaleje w białym puchu wraz ze świętym Mikołajem, jest prawdopodobnie znany Wam wszystkim. Piosenka, która wówczas przygrywa – tym bardziej. Przebój „All I Want for Christmas Is You” to zaledwie jedna z wielu pozycji specjalnego albumu od Mariah Carey, który wydany został wraz z początkiem listopada w 1994 roku. Płyta tworzy swoiste zestawienie kultowych kolęd bożonarodzeniowych odśpiewanych przez wokalistkę, a także jej własne autorskie utwory, z których ów album jest najbardziej znany.

Świąteczne albumy - Mariah Carey
Źródło: youtube.com/watch?v=qI26fs3Lfgc

Wspomniane „All I Want for Christmas Is You”, „Santa Claus Is Comin’ to Town” i kilka innych dzieł Carey przeplata się z takimi piosenkami, jak dobrze wszystkim znana „Silent Night” czy „Joy to the World”. Projekt, który powstawał przez około rok pomiędzy pracami nad dwoma innymi sukcesywnymi albumami artystki – „Music Box” oraz „Daydream”, prawdopodobnie odniósł o wiele lepszy rezultat niż można byłoby wówczas przypuszczać. Im bliżej było do świąt w 1994 roku, tym sprzedaż płyty coraz bardziej wzrastała, aż w końcu tuż przed Wigilią osiągnęła pułap połowy miliona sprzedanych egzemplarzy oraz trzeciej pozycji na liście U.S. Billboard 200.

Fakt, iż „Merry Christmas” jest typowo świątecznym albumem, co jest rzeczą wręcz oczywistą, sprawił, że największą popularnością cieszył się tylko w ostatnich dwóch miesiącach roku. Co z drugiej strony jest plusem, jako że dotyczy to każdego roku od czasu wydania krążka. Słuchacze bardzo chętnie powracają do niego nawet współcześnie, dzięki czemu szacuje się, że do tej chwili na całym świecie sprzedano aż 16 milionów egzemplarzy, a w samych Stanach Zjednoczonych album został utytułowany pięciokrotną platyną. Nie sądzę, aby nawet teraz kogokolwiek to dziwiło. Szlagierowy utwór „All I Want for Christmas Is You” każdego roku jest pierwszą piosenką, którą ludzie na całym świecie włączają, aby rozpocząć świąteczne odliczanie.


„Elvis’ Christmas Album” – Elvis Presley

Posłuchaj!

A może by tak sięgnąć po jeszcze starsze szlagiery i wsłuchać się w tym roku w głos niepowtarzalnego króla rock’n’rolla? Trudno byłoby mi uwierzyć, że znajdą się osoby, które nie słyszały jeszcze „Santa Claus Is Back in Town” lub „White Christmas” w wykonaniu Elvisa. Chcąc nie chcąc, jego wersje tych i wielu innych bożonarodzeniowych kawałków cieszą się nieprzerwaną popularnością już od kilkudziesięciu lat i jestem pewien, że podczas tegorocznej przedświątecznej gorączki nieraz zostaną puszczone w polskich i światowych rozgłośniach radiowych.

Świąteczne albumy - Elvis Presley
Źródło: elvis-news.com

Powód? Są niezwykle klimatyczne i ponadczasowe. O tym, jak większość kolęd i bożonarodzeniowych utworów wciąż jest aktualnych, nie muszę chyba nikogo przekonywać. Świadczy o tym między innymi fakt, że spory ich odsetek doskonale pamięta wczesne lata zeszłego stulecia. O ile nie dalej! Mimo to nadal słuchamy ich po dziś dzień, a artyści chętnie próbują swoich sił w wykonywaniu ich na nowo. „Elvis’ Christmas Album” był pierwszą z dwóch świątecznych propozycji Presleya. Ta wydana została w październiku 1957 roku, a kolejna czternaście lat później. Niemniej jednak to debiutancka płyta o tematyce bożonarodzeniowej trwalej zapisała się w sercach słuchaczy.

Została ona wówczas podzielona na dwie części. Pierwsza z nich zawierała sześć utworów świeckich, w które mógł się wsłuchiwać każdy niezależnie od wyznania lub stosunku względem chrześcijańskiego Bożego Narodzenia. Zaś na odwrocie przygotowano zestaw kolęd skierowanych głównie do wiernych katolików. Tak oto oprócz wspomnianych dwóch piosenek, usłyszeć można również elvisowe wykonania „Silent Night” lub „O Little Town of Bethlehem”. Jako, że album wydany został równe 60 lat temu, nie omieszkano się wydawać coraz to nowszych jego wersji na przestrzeni lat. Szczególnie w okresach Bożego Narodzenia.


„Kylie Christmas” – Kylie Minogue

Posłuchaj!

Skaczemy mocno w czasie, bo teraz przenosimy się do bardziej współczesności, w której to tworzy między innymi Kylie Minogue. Australijska piosenkarka również uległa modzie na tworzenie specjalnych, świątecznych albumów ku uciesze tłumów miłujących ten wyjątkowy czas w roku. Jej projekt jest zdecydowanie młodszy od tego, którym uraczył nas w latach pięćdziesiątych Elvis Presley, jako że krążek „Kylie Christmas” został wydany zaledwie dwa lata temu – w pierwszej połowie listopada 2015 roku. Jak można się domyślać (i być może wiedzieć dzięki usłyszeniu choć kilku pozycji z tracklisty), wokalistka zdecydowała się głównie na covery znanych i lubianych świątecznych utworów, choć również nie zabrakło jej autorskiego wkładu w całość przedsięwzięcia.

Świąteczne albumy - Kylie Minogue
Źródło: officialcharts.com

Album otwiera nowa wersja „It’s the Most Wonderful Time of the Year”, po którym następuje odtworzenie jeszcze bardziej kultowego „Santa Claus is Coming to Town” z wykorzystaniem oryginalnych nagrań Franka Sinatry. Nieco więcej swojej artystycznej wizji Minogue przelała w „White Christmas” oraz „Christmas Isn’t Christmas ‚Til You Get Here”, gdzie jest współodpowiedzialna za teksty ów piosenek. Łącznie pozycji na dwuletniej płycie piosenkarki jest aż trzynaście, co po zsumowaniu daje aż czterdzieści minut niezwykłej świątecznej atmosfery w sam raz na każdy dzień grudnia.

Warto zaznaczyć, że na płycie gościnnie usłyszymy również między innymi Jamesa Cordena znanego z prowadzenia wyjątkowo popularnego amerykańskiego programu „The Late Late Show”. Razem z Kylie odśpiewali „Only You”. Takie i inne niespodzianki zawarte w albumie nie przełożyły się niestety na przychylne oceny ze strony krytyków, którzy w czasie premiery powystawiali w swoich recenzjach średnio trzy gwiazdki na pięć możliwych. Na listach przebojów również trudno doszukiwać się dużych sukcesów (poza rodzinną Australią), ale nie da się ukryć faktu, że „Kylie Christmas” jest nieodłączną częścią świątecznych propozycji muzycznych.


„Christmas” – Michael Buble

Posłuchaj!

Największa legenda wśród wszelkich legend bożonarodzeniowych albumów. To nazwisko zna każdy, kto choć raz zainteresował się świątecznymi utworami na przynajmniej jeden grudniowy wieczór. A że mało jest osób, które tak rzadko słuchają tego gatunku muzyki w ostatnich tygodniach roku (niezależnie czy tego się chce, czy nie, bo grane są na każdym kroku), to jestem w stanie stwierdzić, że każdemu z nas zapali się choć niewielka żarówka w głowie, gdy wspomni się o Michaelu Buble’u. Zdecydowanie zasługa w tym jego znakomitego albumu, który stworzył zaledwie sześć lat temu i szturmem wbił się do najbardziej ścisłej elity odtwarzanych maniakalnie świątecznych utworów.

Świąteczne albumy - Michael Buble
Źródło: eliteticket.co.uk

Chcecie dowodów zamiast pustych słów z mojej strony? Za fenomenalnymi wynikami przemawiają liczne osiągnięcia całego albumu, który doczekał się pozycji lidera na popularnej liście Billboard 200 jako najlepiej sprzedająca się płyta w bożonarodzeniowym okresie, a także zdobycie tytułu Juno Award za najlepszy album roku. Zaznaczyć należy fakt, że był to pierwszy przypadek, gdy statuetkę tę zgarnął projekt wyłącznie oscylujący wokół tematyki świątecznej!

Wrażenie może robić też tracklista, która posiada aż szesnaście pozycji w większości będących zapożyczeniami oryginalnych i kultowych numerów. „Jingle Bells”, „All I Want for Christmas Is You” (tak, to od Mariah Carey!), czy też „Have Yourself a Merry Little Christmas” to tylko trzy spośród tych wszystkich, które postanowił nagrać Buble we własnym, indywidualnym wykonaniu. A spodobało się ono słuchaczom na tyle, że już po roku od premiery zdecydowano się na dorzucenie czterech dodatkowych piosenek w specjalnej reedycji. Na projekt przychylnie spojrzeli również krytycy rzadko wystawiając w swoich recenzjach gorsze oceny niż cztery punkty na pięć możliwych.  A fanom ze Stanów Zjednoczonych wystarczył zaledwie rok, aby wykupić „Christmas” w nakładzie sięgającym prawie dwóch i pół miliona egzemplarzy.


„Everyday Is Christmas” – Sia

Posłuchaj!

To skromne świąteczne zestawienie albumów muzycznych wypada zakończyć najświeższą z możliwych propozycji, którą już teraz bez problemu możecie wysłuchać na swoich komputerach (wykorzystując na przykład Spotify lub YouTube). Najwidoczniej nie ma roku, w którym nie powstałby choć jeden bardzo mocno nagłaśniany projekt o charakterze bożonarodzeniowym. Tym razem całą naszą uwagę skupiła na sobie Australijka Sia, która od dobrych kilku lat bryluje w świecie muzyki popularnej. Tym razem, ku zaskoczeniu milionów, zdecydowała się sprawdzić swoje siły w bardzo wąskim i charakterystycznym gatunku. Od kilku dni, a dokładnie minionego piątku (17 listopada) możemy wysłuchiwać, jak sobie poradziła z tym wyzwaniem.

Świąteczne albumy - Sia
Źródło: billboard.com

„Everyday Is Christmas” to album, który składa się z dziesięciu autorskich utworów napisanych i skomponowanych we współpracy z amerykańskim producentem Gregiem Kurstinem. Zdecydowanie najpopularniejszymi piosenkami w chwili obecnej są dwa single, które w celach promocyjnych zostały zaprezentowane światu na kilka dni przed oficjalną premierą płyty. Najpierw ukazało się „Santa’s Coming for Us” na dzień przed Halloween. Nieco później, bo 9 listopada, wypuszczono kawałek „Snowman”, który jeszcze bardziej podsycił oczekiwanie fanów wokalistki oraz miłośników atmosfery świąt. Po ośmiu dniach od wydania drugiego singla, cały projekt został zamieszczony w internecie, a do sklepów branżowych na całym świecie trafiły namacalne wersje „Everyday Is Christmas”.

Jak oficjalnie ujawnili odpowiedzialni za album, nagrywanie wokalu odbywało się przez dwa tygodnie maja, co prawdopodobnie musi być nie lada wyzwaniem, aby odpowiednio oddać ducha świąt. Niemniej jednak zarówno Sia, jak i Kurstin przyznali, że nad płytą pracowało im się znakomicie, czego efekty można dostrzec (a raczej usłyszeć) podczas odtwarzania całej tracklisty. Zaś co na to krytycy? Różnie, jednak większość podziela entuzjazm tłumów i wypowiada się co najmniej pozytywnie. Jedynie brytyjski dziennik „The Guardian” surowo wystawił dwie gwiazdki na pięć, ale podobno oni już słyną z nieprzychylnych ocen.

Ja szczerze polecam. Może nie znajdziemy tam znanych i lubianych rytmów, jak w wielu coverach wcześniej przytoczonych artystów, ale Sia zdecydowanie chciała dać coś od siebie i udało jej się. A klimat świąt czuć na tyle, że szybko podłapuje się odpowiedni nastrój 😉

Reklamy

„Listy do M. 3” – O nietypowo romantycznych świętach raz jeszcze

Kury znoszącej złote jaja podobno się nie pozbywa. Prawdopodobnie właśnie z takim założeniem wychodzą twórcy jednej z najbardziej kasowych polskich serii filmowych ostatnich lat. „Listy do M.” z 2011 roku zostały bardzo ciepło przyjęte i szybko stały się naszym szlagierowym odpowiednikiem na kultowe brytyjskie „Love Actually”, które uchodzi za coroczny must-watch zaraz obok przygód Kevina pozostawionego samego w domu. Nie da się zanegować tego, że polska świąteczna produkcja garściami czerpała inspiracje od wspomnianego filmu zza granicy. Jednak tylko nieliczni widzowie lub krytycy mieli z tym problem, bo każdy, kto zdecydował się na seans z czystą kartą, szybko stwierdził, że był to tytuł wyjątkowo udany jak na polski rynek komedii romantycznych.

Listy do M. 3

Kwestią czasu była kontynuacja, której zrealizowanie zajęło cztery lata. W drugiej części „Listów do M.” powróciły te same postacie, które polubiliśmy za pierwszym razem, a ich świąteczno-miłośne wątki zostały jeszcze bardziej zgłębione. I choć opinie były nieco mniej przychylne, to wciąż Polakom podobało się to, co na wielkim ekranie zobaczyli. Dobrze jest mieć świadomość, że i my mamy naszą własną bożonarodzeniową produkcję, która wcale nie zahacza o stereotypowy kicz lub tandetę.

Liczebność widzów w kinach była na tyle zadowalająca, że w tym roku na ekrany weszły „Listy do M. 3”, a już po pierwszym weekendzie jestem w stanie stwierdzić, że finansowy sukces zostanie powtórzony. Całkiem łebscy goście wpadli na pomysł, aby premierę filmu wyznaczyć na dzień przed świętem 11-ego listopada wypadającym w sobotę i następującą po nim wolną niedzielą.

 

Sale kinowe były wypchane po brzegi, mimo że film jeszcze na długo przed premierą musiał borykać się z problemem obsadowym. Choć część znanych nam postaci powraca i ich losy dalej są opowiadane, to zdecydowanie brakuje nam paru osób, które tworzyły nierozerwalny skład pierwszych dwóch części. Przede wszystkim porzucono wątek Macieja Stuhra i Romy Gąsiorowskiej, a co za tym idzie – zabrakło ich filmowego syna Kostka granego przez Kubę Jankiewicza. Nie zobaczymy również Małgorzaty Kożuchowskiej, Macieja Zakościelnego, Katarzyny Zielińskiej, Pawła Małaszyńskiego czy nastoletniej Julii Wróblewskiej. Jak widać – skład mocno się okroił, a wymienieni tutaj to wciąż nie wszyscy brakujący.

Oczywiście postarano się o to, aby na ich miejsce wskoczyli inni aktorzy, którzy wcielili się w zupełnie nowe postacie, co zapewnić miało świeżość i uniknięcie monotonni związanej z tymi samym twarzami po raz trzeci. Czy to zagrało – trudno stwierdzić. Przede wszystkim czuć brak Mikołaja, Doris i Kostka, którzy odgrywali funkcję niemal głównych bohaterów poprzednich odsłon. Przez to nie do końca mamy świadomość, że to wciąż ta sama seria filmów, pomimo paru znanych postaci, które faktycznie jeszcze znalazły swoje miejsce w produkcji. Należą do nich przede wszystkim Mel odgrywany przez Tomasza Karolaka, jego syn Kazik (Mateusz Winek), a także stare dobre małżeństwo Kariny (Agnieszka Dygant) i Szczepana (Piotr Adamczyk).

Listy do M. 3 - Mel i Kazik
Wątek Mela i Kazika jest chyba najciekawszym spośród wszystkich w nowej odsłonie serii.
Źródło: filmweb.pl

Pośród wielkich nieobecnych i wielkich powracających mamy także nowych, których kreacje dopiero zostają nam przedstawione. Tak oto rolę radiowca przejmuje Magdalena Różczka będąca Karoliną, a uczucia wobec niej wiąże Gibon grany przez Borysa Szyca. Pojawia się wątek młodych zakochanych od pierwszego wejrzenia, którzy przedstawiani są przez Katarzynę Zawadzką (Zuza) oraz Filipa Pławika (Rafał). I prawdopodobnie jednym z najważniejszych jest Andrzej Grabowski, który pojawia się w wątku Mela i młodego Kazika. Wymienić można by jeszcze co najmniej kilka innych osób, które faktycznie mają spory udział w fabule. Łatwo zauważalne jest jedno – produkcja kipi od licznej obsady, co z jednej strony wprowadza wiele ciekawych wydarzeń rozłożonych na każdą z postaci, ale także momentami przytłacza. Widz przynajmniej raz będzie musiał mocniej pomyśleć nad powiązaniem faktów lub rozgryzaniem korelacji między bohaterami, bo najzwyczajniej jest ich aż tylu, że trudno spamiętać wszystkie drzewa genealogiczne.

Listy do M. 3 - Czarek
Jedną z moich ulubionych nowych postaci jest ta zagrana przez Andrzeja Grabowskiego.
Źródło: filmweb.pl

Założenia i przebieg „Listów do M. 3” zdecydowanie nie różnią się od poprzednich odsłon cyklu. Ponownie zostajemy wrzuceni prosto w wigilię Bożego Narodzenia, gdzie do tego magicznego czasu w roku przygotowują się wszyscy starzy i nowi bohaterowie. Każdy jednak boryka się z własnymi problemami, w których przeważającą częścią są miłosne rozterki lub próby naprawienia więzi rodzinnych. Tak jak w poprzednich latach, tak i tutaj przedstawionych zostaje nam parę różnych wątków, które na zmianę śledzimy. Raz podziwiamy, jak wiecznie przebrany za świętego Mikołaja Mel udaje się na poszukiwanie własnego ojca z dala od Warszawy, po czym przychodzi moment przyglądania się kryzysowi wieku średniego u państwa Lisieckich. W to wszystko wplątane zostają jeszcze zauroczenia młodych ludzi, z których on ma złote i szlachetne serce, a ona od lat jest już w związku. Nie można zapomnieć także o Wojciechu, który odczuwając samotność po stracie żony (i dziwnym zniknięciu adoptowanej córki, czego do tej pory nie rozumiem), zatrudnia panią Agatę jako pomoc domową, co również następnie przeradza się w nieoczekiwany ciąg zdarzeń.

Listy do M. 3 - Wojciech
Wojciech dostanie porządną lekcję życia od… małej dziewczynki.
Źródło: filmweb.pl

Nie jestem pewien, czy przytoczyłem zarysy wszystkich wątków tej części „Listów do M.”, jako że dzieje się w nich naprawdę sporo, a liczba postaci wcale nie ułatwia sprawy, ale najważniejsze jest to, aby podkreślić formę fabularną owej produkcji. Przez pierwszą część filmu śledzimy kolejne poczynania bohaterów, które ostatecznie prowadzą do punktu kulminacyjnego każdej z opowiadanych historii. Jak nie trudno się domyślić – kiedy przedstawiany jest motyw miłośny, to najprawdopodobniej dojdzie do przykrych doświadczeń sercowych, a gdy mowa o rodzinnych relacjach, to te po prostu jeszcze bardziej się pogarszają. Wszystko po to, aby wywołać w nas poczucie smutku, żalu i rozpaczy względem tragicznych bohaterów. Jednak świadomy widz wie, że za chwilę i tak przyjdzie czas na zwroty akcji, które polepszą sytuacje większości postaci. Nie serwuję tu żadnych spoilerów – to po prostu odwieczna forma komedii romantycznych, która wałkowana jest nieprzerwanie na różne sposoby i jak się okazuje – wciąż może być dobrze realizowana i cieszyć się zainteresowaniem.

Listy do M. 3 - Karina i Szczepan
Starość nie radość. Czy małżeństwo Lisieckich da się jeszcze naprawić?
Źródło: filmweb.pl

„Listy do M. 3” są filmem skierowanym do tych, którym przypadły do gustu poprzednie części. Wątpię, aby osoby zdystansowane do jedynki i dwójki nagle doznały niesamowitej satysfakcji płynącej z oglądania najnowszej odsłony. Obraz świąt i życia poszczególnych bohaterów są ukazane dokładnie tak samo, jak poprzednio. Z grubsza wszystko jest przerysowane na tyle, aby odpowiadało amerykańskim standardom Bożego Narodzenia. To znaczy, że wokół jest pełno choinek, światełek i innych dekoracji. Dosłownie w każdym ujęciu znajdziemy coś o świątecznym motywie. I skąd, nie jest to żadne zażalenie, bo w końcu ma to być typowa komedia na ten czas w roku. Jednak chodzi o samo przerysowanie naszej rzeczywistości. Również pod względem wydarzeń, które przytrafiają się bohaterom filmu. Nie dałbym ręki uciąć, że podobne koleje losu mogą zdarzyć się komukolwiek. Cudowne odnalezienie ojca po wielu latach jego nieobecności? Momentalne porzucenie długotrwałego związku na rzecz faceta poznanego jeszcze tego samego dnia? Albo miłość względem człowieka, którego nigdy się nie widziało i zaledwie raz usłyszało przez radio?

Listy do M. 3 - Karolina
Rolę spikera radiowego przejmuje tym razem poszukująca miłości Karolina.
Źródło: filmweb.pl

To wszystko ma prawo wydarzyć się w świecie „Listów do M.”, ale nie do końca w otaczającej nas rzeczywistości. Nie wpływa to jednak na sam odbiór filmu i jego ocenę. Przynajmniej w moim przypadku. Z komediami romantycznymi, a już w ogóle o zabarwieniu świąteczny, już tak jest, że mają odwoływać się do wyjątkowej grudniowej magii, która pozwala na wszystko. Mamy zostać niemal spoliczkowani emocjonalną falą zauroczenia, następnie smutku, a jeszcze później kompletnego wzruszenia. Udając się do kina na filmy tego typu nie możemy oczekiwać rewolucji gatunkowych, a wyciskacza najbardziej podstawowych ludzkich uczuć. Twórcy tego typu produkcji chcą po prostu, aby wychodząc z sal kinowych w naszych głowach pojawiły się przemyślenia pokroju „Jak to dobrze, że ja też znalazłem/am swoją miłość życia”, gdy wychodzimy z drugą połówką, lub „Te święta będą wyjątkowe i też kogoś poznam” podczas bycia singlem. Właśnie dlatego tak kurczowo praktykowane są happy endy.

Listy do M. 3 - Zuza i Rafał
Czy wymiana spojrzeń w warszawskim metrze może być początkiem prawdziwej miłości?
Źródło: filmweb.pl

Czy polecam wybranie się do kina na jeden z licznych seansów „Listów do M. 3”? Jak najbardziej. Jestem nawet w stanie stwierdzić, że każdy powinien to zrobić. Tym bardziej teraz, gdy przedświąteczna atmosfera wyodrębnia się wokół nas coraz bardziej. Film ten jeszcze mocniej nastroi nas na grudniowe świętowanie, a przy okazji odpręży i dostarczy przyjemnej, niezbyt ambitnej, ale zadowalającej rozrywki. Osoby, które polubiły poprzednie części na pewno wyjdą z kina usatysfakcjonowane. Co do innych nie mam już takiej pewnością, ale kultowy status „Listów do M.” sprawia, że to jedna z najważniejszych pozycji w polskich kinach tej końcówki roku. I niech Was nie odstrasza Karolak lub Adamczyk. Choć są to twarze obecne gdzie tylko się da, to wypadają co najmniej przyzwoicie.

Trzecie część jest inna od poprzednich, to na pewno. Ale niespodziewanego sukcesu części pierwszej nic już nie powtórzy, a wręcz depresyjnego klimatu kontynuacji lepiej nie powielać. Przyszła pora na nowe podejście do świątecznego klasyku polskiego kina, które ostatecznie wypada po prostu dobrze.

Moja ocena: 7/10

Nietypowe kalendarium: 12 i więcej najciekawszych „świąt”

Ludzka pomysłowość nierzadko zaskakuje. Świetnie widać to na przykładzie stale pojawiających się nowych „świąt”, które sprawiają, że w ciągu roku nie ma ani jednego dnia, kiedy to nie byłoby powodu do świętowania. Słowo to wstawiłem w cudzysłów dlatego, że trudno nazwać te obchody prawdziwymi świętami, które najbardziej kojarzymy z Bożym Narodzeniem lub Wielkanocą. Wtedy powody do celebrowania są wszystkim doskonale znane od najmłodszych lat, ale patrząc na nazwy niektórych okoliczności, które niemal hurtowo są wpisywane do internetowych kalendarzy, można poważnie zastanawiać się, kto wpadł na tak dziwny i absurdalny pomysł, a tym bardziej – jaka była ich geneza?

Czytaj dalej Nietypowe kalendarium: 12 i więcej najciekawszych „świąt”

6 hollywoodzkich animacji w świątecznych wydaniach

Spędzanie czasu wspólnie z rodziną przed telewizorem podczas oglądania filmów jest jedną z największych tradycji obchodzenia świąt Bożego Narodzenia. A przynajmniej w Polsce. I nie chodzi wyłącznie o śledzenie po raz kolejny przygód Kevina, który w każdą Wigilię zostaje sam w domu. Jest też cała plejada innych produkcji, które za każdym razem znajdują miejsce w ramówkach stacji telewizyjnych ze względu na to, że cieszą się ogromną popularnością i przyciągają setki tysięcy, jak nie miliony widzów w godzinach emisji. „Holiday”, „W krzywym zwierciadle: Witaj święty Mikołaju” lub chociażby „Święta last minute” to pozycje, na które bankowo natkniecie się podczas bożonarodzeniowego przeskakiwania po kanałach z pilotem w jednej ręce i talerzykiem sałatki jarzynowej w drugiej. I nie ma w tym nic złego, bo chodzi o to, aby wypocząć i miło spędzić radosny czas!

Czytaj dalej 6 hollywoodzkich animacji w świątecznych wydaniach

Świąteczne reklamy, które można oglądać bez końca – część 2

Do tegorocznej Wigilii Bożego Narodzenia zostało już jedynie pięć dni! Jest to chyba najwyższa pora na to, aby nareszcie poczuć wokół siebie tę najprawdziwszą magię świąt. Bo jeśli nie teraz, to kiedy? Lada moment może być już za późno, więc postanowiłem w ostatni adwentowy tydzień przedstawić Wam drugą część postu na temat świątecznych spotów, które są zupełnym przeciwieństwem reklam, na które jesteśmy skazani podczas oglądania telewizji.

Czytaj dalej Świąteczne reklamy, które można oglądać bez końca – część 2