Wyróżnienia miesiąca: Listopad 2017

Witaj, grudniu! Co to będzie za miesiąc! Już jutro uświadczymy małego przedsmaku zbliżających się wielkimi krokami świąt Bożego Narodzenia w postaci Mikołajek wypełnionych małymi, słodkimi upominkami, następnie przyjdzie oczekiwać nam na premierę upragnionej przez wielu kolejnej części „Gwiezdnych wojen”, a zaledwie nieco ponad tydzień po nich odwiedzimy swoje rodzinne strony, aby radośnie obchodzić najbardziej magiczny czas w roku. I nie zapomnijmy o wieńczącym to wszystko Sylwestrze, czyli wielkim pożegnaniu się z 2017 rokiem!

Listopad 2017

To wszystko jest tuż przed nami, ale zatrzymajmy się choć na chwilę, aby spojrzeć wstecz na ostatnie 30 dni i to, co w tym czasie się działo. Listopad wcale nie ustępuje pozostałym miesiącom tego roku, jeśli chodzi o kinowe premiery, nowe seriale, przebojową muzykę, interesujące gry, niespodziewane zjawiska w internecie, czy też popularne wydarzenia w naszym otoczeniu. Jak już przystało na serię „Wyróżnienia miesiąca”, przytoczę po jednym przykładzie z każdej tej dziedziny, które wspólnie pokażą, jak ciekawym okresem był listopad. Zarazem jest to już przedostatnia odsłona tegorocznego, stałego cyklu!


Film – „Liga sprawiedliwości”

Powoli, aczkolwiek coraz śmielej kreowane kinowe uniwersum superbohaterów DC Comics doczekało się filmu, który tylko wisiał w powietrzu od momentu, gdy studio Warner Bros. zdecydowało się wejść do gry i zacząć konkurować z budowanym od niemal dziesięciu lat filmowym światem największej konkurencji – Disneya i jego światka Marvela. Widzieliśmy już solowe przygody Supermana, Batmana, a nawet Wonder Woman, której to poświęcona ekranizacja odniosła największy dotychczas sukces spośród pozycji tej stajni. Choć całą trójkę zobaczyliśmy już w „Batman v Superman” z zeszłego roku, to wciąż nie był to film, na który czekali najwierniejsi fani DC. Ten miał nadejść dopiero w listopadzie 2017, na kiedy to zapowiedziano „Justice League” skupiające w sobie większą liczbę herosów znanych z wieloletnich łam komiksów.

Wspomniana trójca została rozszerzona o zupełnie nowe postacie – Aquamana, Flasha i Cyborga, co spowodowane było jak dotąd największym złem czyhającym na ludzkość w świecie wykreowanym przez DC. Film miał być pewnego rodzaju odpowiedzią na marvelowskich „Avengers” z 2012 roku, jednak jak pokazują napływające wyniki finansowe po premierze produkcji, a także same oceny od krytyków i widzów, coś poszło nie tak.

Listopad 2017 - Liga sprawiedliwości
Takiego zjednoczenia na wielkim ekranie w stajni DC jeszcze nie było.
Źródło: filmweb.pl

Kolorowo nie było już od pierwszego dnia światowej premiery, która odbyła się w piątek 17 listopada. Choć film emitowany był już w niektórych krajach dzień lub dwa wcześniej w ramach pokazów przedpremierowych, to i tak Warner Bros. musiało pogodzić się z niewypełnieniem minimalnego planu zarobkowego. Biorąc jednak pod uwagę wyłącznie wspomniany piątek, prognozowane 120 milionów dolarów przychodu z biletów zmniejszyło się ostatecznie do zaledwie 96. Zaś spoglądając na cały premierowy weekend i wyłączając ze statystyk Stany Zjednoczone, obraz zgarnął 158 milionów w amerykańskiej walucie, co zdecydowanie odbiega od oczekiwanego progu 200 milionów. Są to wyniki gorsze od chociażby tych, jakie otrzymała „Wonder Woman” kilka miesięcy wcześniej w czerwcu.

Aby podtrzymać jeszcze moje słowa dotyczące raczej przeciętnych opinii widzów, mogę przytoczyć raczej niewygórowaną średnią 6,5 na 10 punktów na polskim Filmwebie, nieco lepsze 7,3 na ogólnoświatowym IMDb, a także ratujące honor 82% od użytkowników Rotten Tomatoes. Co do ostatniego serwisu, zupełnie odwrotnie ma się ocena pochodząca od krytyków, którym obraz nie przypadł do gustu, jako że średnia ich recenzji oscyluje wokół zaledwie 42%. Widocznie DC wciąż musi podreperować swoje filmowe uniwersum.


Serial – „The Punisher”

Odkąd postać byłego weterana bestialsko mordującego rzesze mniej lub bardziej winnych osób pojawiła się w netfliksowym serialu „Daredevil” wiosną zeszłego roku, fani produkcji głośno nawoływali, aby twórcy poważniej potraktowali bohatera i przydzielili mu solowy tytuł. Na reakcję ze strony studia odpowiedzialnego za odcinkowe ekranizacje marvelowskich kreacji nie trzeba było długo czekać. Wkrótce zapowiedziano, że Franka Castle’a będziemy mogli poznać bliżej w jego własnym serialu, który ostatecznie został zaplanowany na późniejszą część 2017 roku.

Wygląda na to, że długie oczekiwanie opłaciło się, ponieważ „The Punisher”, który oficjalnie ukazał się na platformie Netflix w połowie listopada, spotkał się ze sporym uznaniem widzów i obecnie jest chwalony jako jedna z najlepszym (a przy okazji najbrutalniejszych) produkcji wywodzących się z kooperacji takich studio, jak ABC i Marvel Entertainment. Tytuł zyskał trzynaście godzinnych epizodów, co jest typową liczbą dla netfliksowych seriali (chociaż ostatnio zauważa się odchodzenie od tej zasady). To w tym czasie mamy okazję śledzić poczynania Franka, który (jak dowiedzieliśmy się jeszcze w „Daredevilu”) został w nieludzki sposób pozbawiony najbliższej rodziny. Od tej chwili przyświeca mu tylko jeden cel – zemsta za doświadczone zło. I jak szybko się okazuje, nic nie staje mu na przeszkodzie, aby ukończyć swoją misję. Zaś poglądy Castle’a są jasne – ogień należy zwalczać ogniem.

Listopad 2017 - The Punisher
Frank Castle musi stawić czoła krwawym porachunkom.
Źródło: filmweb.pl

„The Punisher” pozostaje najbardziej brutalnym i kryminalistycznym tytułem spośród dotychczasowych propozycji Netliksa. Zgadzają się z tym wszyscy, którzy mieli już okazję prześledzić historię głównego bohatera. Jest to również wyczekiwany powrót na wysoki poziom znany z serialów pokroju „Daredevil” i „Jessica Jones”, po których marvelowskie tytuły odcinkowe nieco osłabły. Apogeum miało miejsce wraz z premierą „Iron Fista”, który uchodzi za najnudniejszą produkcję spośród wszystkich dotychczasowych. Nawet „The Defenders” pozostawili u wielu widzów pewien niesmak. Jednak tym razem „The Punisher” okazał się być na tyle solidną robotą, że w serwisach tematycznych łatwo zgarnia oceny pomiędzy 8 a 9 punktów na dziesięć możliwych. Oby tak dalej!


Muzyka – Sia, „Everyday Is Christmas”

O świeżym albumie muzycznym australijskiej wokalistki pisałem już nieco w jednym z ostatni tekstów, gdzie zaproponowałem Wam parę kultowych świątecznych płyt, które co roku rozbrzmiewają w radiach, galeriach handlowych i ulicach miast nie tylko w naszym kraju, ale i na świecie. Teraz Sia wraz ze swoimi dziesięcioma bożonarodzeniowymi utworami ma szansę dołączyć do tego grona. Świadczyć o tym mogą zarówno liczne odtworzenia tych piosenek na wielu popularnych platformach, jak między innymi YouTube lub Spotify, jak i przychylne opinie krytyków muzycznych, czy też całkiem dobre wyniki sprzedaży wirtualnych oraz materialnych egzemplarzy albumu.

Kawałki „Santa Is Coming to Town”, „Snowman” oraz kilka innych miały swoją oficjalną premierę w piątek, 17 listopada. To wtedy udostępniony został cały projekt, nad którym piosenkarka we współpracy z producentem Gregiem Kurstinem pracowała od kilku dobrych miesięcy. Powstający album zapowiedziano jeszcze na początku sierpnia, a im bliżej było do daty wypuszczenia krążka, tym więcej wokół „Everyday Is Christmas” się działo. Po drodze mogliśmy między innymi poznać dwie piosenki ze wszystkich dziesięciu, które udostępniono na kilka tygodni przed oficjalną premierą w formie singli. Odtworzenia szturmem zbierały kolejne miliony, co następnie przełożyło się na niemały sukces całego projektu.

Listopad 2017 - Everyday Is Christmas
Świat pokochał świąteczną płytę Sia. A Wy?
Źródło: flaashh.pl

Wraz z debiutem, album zdołał uplasować się na 27 pozycji najważniejszego zestawienia muzycznego w Stanach Zjednoczonych – Billboard 200. Już wtedy udało się osiągnąć liczbę piętnastu tysięcy sprzedanych namacalnych wersji płyty, która oczywiście z biegiem czasu stale wzrastała. Jeśli chodzi o oceny od znawców tematu, „Everyday Is Christmas” zdobyło między innymi cztery gwiazdki na pięć od ABC News, również cztery u „Cryptic Rock”, a także trzy i pół na łamach magazynu „Rolling Stone”. Sia pochwalić się może także wysokimi pozycjami na anglojęzycznych listach przebojów (szczególnie w USA, Kanadzie i Australii), gdzie spokojnie trafiła do pierwszych dziesiątek zestawień. Ciekawe, czy spodziewała się tak dobrego i ciepłego przyjęcia dość specyficznego, raczej niepasującego na cały rok albumu.


Gra – „Star Wars: Battlefront II”

Oj, jak głośno o tej grze zrobiło się w listopadzie, to aż brakuje słów. I chciałoby się, aby wynikało to z jej fenomenu i co najmniej bardzo dobrych opinii zarówno od graczy, jak i krytyków branżowych. Tymczasem niestety nie. Studio Electronic Arts, które rzecz jasna jest jednym z największych gigantów tego rynku, ponownie strzela sobie w stopę i zniechęca do siebie jeszcze większe rzesze graczy. O tym, jak pazerny i niedokładny jest to wydawca, nie muszę tłumaczyć chyba nikomu, kto w świecie gier choć trochę obcuje. Od lat EA mierzy się z krytyką, która czasem narasta, a innym razem uspokaja się. Jednak tym razem studiu podnieść się będzie o wiele trudniej niż kiedykolwiek. O ile w ogóle będzie to możliwe.

Na kontynuację gry „Star Wars: Battlefront” czekali nie tylko zagorzali miłośnicy gwiezdnej serii, ale także spora część innych graczy, których oczekiwania były słusznie wygórowane. I jak się okazało, sama gra nie jest zła. Wręcz przeciwnie – jest to jeden z najbardziej rozbudowanych i grywalnych tytułów, które kiedykolwiek wyszły spod skrzydeł amerykańskiego EA. Gdzie więc leży problem, który do reszty pogrążył nie tylko tę produkcję, ale całe studio? Przede wszystkim we wspomnianej już przed chwilą pazerności. Okazało się, że wydawanie okrojonych gier i udostępnianie do nich płatnych dodatku po premierze wcale już nie wystarcza. Zyski z tego są za małe, więc wydawca zdecydował się na kolejny krok – mikropłatności. A te, w połączeniu z i tak wygórowaną ceną za samą podstawową część gry, wcale nie mogły wróżyć nic dobrego.

Listopad 2017 - Battlefront 2
Płacić za podstawową wersję gry, a potem za przedmioty w niej? To nie podoba się graczom.
Źródło: forbes.com

Cała nagonka rozpoczęła się jeszcze przed szeroką premierą, gdy dostęp do gry uzyskali posiadacze specjalnej przepustki na platformie Origin należącej do Electronic Arts. Mogli oni zagrać w „Battlefront II” nieco szybciej niż inni, a co za tym idzie – wcześniej podzielić się wrażeniami. Potężne minusy postawiono przy transakcjach w grze, które, rzecz jasna, zbyt mocno faworyzują i ułatwiają rozgrywkę. Zdecydowano się na zaimplementowanie w grze dobrze znanych graczom skrzynek, z których zdobywać można losowe przedmioty. Wiele z nich to elementy, które poważnie wpływają na grę. Istnieją głównie dwa sposoby na ich zdobywanie i otwieranie – cierpliwe, długie i żmudne granie w celu zdobycia odpowiedniej ilości wirtualnej waluty, aby móc przystąpić do tak zwanego „dropienia”, albo zakupienie za rzeczywiste pieniądze możliwości wcześniejszego otwierania skrzyń. I tak oto w prosty, ale i znienawidzony przez graczy sposób, zaistniało zjawisko „pay-to-win”. Płacąc masz łatwiej, a grając jak przystało – jesteś na straconej pozycji.

Całe zjawisko wokół „Battlefronta II” jest oczywiście o wiele obszerniejsze i zawiera dużo kwestii, nad którymi trzeba by się rozwodzić. Niemniej jednak skutki są jasne – potężne straty dla studia EA. Gracze strajkują, bojkotują nie tylko ten tytuł, ale i całe poczynania wydawców, a ci muszą przełknąć bolesną, finansową porażkę, która pod koniec listopad wyniosła aż około trzy miliardy dolarów strat w akcjach firmy. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o całym zamieszaniu, polecam udać się na stronę gry-online.pl, gdzie znajdziecie sporo newsów na temat gry.


Internet – Złotówki na Steamie

Wymienione tutaj wydarzenie równie dobrze można podpiąć pod powyższą kategorię „Gry”. Informacja ta pewnie zainteresuje co najwyżej aktywnych graczy komputerowych, choć prawdopodobnie doskonale już o tym wszystkim wiedzą. Najpopularniejsza platforma na poczciwe pecety, która umożliwia dystrybucję gier wideo – Steam, wzbogaciła się w minionym miesiącu o nowe waluty, którymi można operować podczas zakupów w niej. Wśród nich znalazły się bardzo długo wyczekiwane polskie złotówki!

Dotychczas decydując się na kupno gry za pośrednictwem Steama od firmy Valve, musieliśmy liczyć się z dość zachodnimi progami cenowymi oraz być gotowi na przemianowanie naszej narodowej waluty z kont bankowych na operowane na platformie euro lub dolary. A co za tym idzie – często spotykało się to z mniej lub bardziej korzystnymi kursami walut oraz dodatkowymi prowizjami pobieranymi przez niektóre banki. W efekcie kończyło się to tak, że gry kupowane w ten sposób były dużo droższe niż naprawdę powinny nas kosztować. Pomijając już fakt, że polski rynek jest zupełnie inny od zachodnioeuropejskiego, gdzie średnie zarobki są zdecydowanie wyższe. Bolały też te niewielkie procenty, które banki dodawały do finalnej kwoty jako opłata za przeliczenie waluty i całą usługę. Nic dziwnego, że wielu użytkowników Steama z Polski korzystało ze stron pośrednich umożliwiających handel kluczami aktywacyjnymi do gier w owej platformie.

Listopad 2017 - Steam i złotówki
Valve wprowadza złotówki licząc na większe zyski, a my cieszymy się z niższych cen.
Źródło: antyweb.pl

Teraz jednak Valve wyszło naprzeciw naszym oczekiwaniom i po wielu latach istnienia serwisu, wprowadzono oficjalnie złotówki, które stały się główną walutą każdego zadeklarowanego użytkownika z naszego kraju. Tym samym wszystkie gry dostępne na Steamie zyskały nowe, polskie ceny, co w efekcie obniżyło mniej lub bardziej koszty związane z ich zakupem. Są one teraz bardziej przystępne dla polskiego portfela, choć na widok niektórych wciąż opada szczęka. Na szczęście nadrabiają to pojedyncze gry, których ceny ewidentnie stały się dużo bardziej przychylne dla graczy z Polski. Dodając do tego fakt, że co pewien czas Steam organizuje wielkie wyprzedaże na większość dostępnych tytułów, uzyskujemy całkiem rozsądne oferty, które z pewnością wpłyną na większe zyski dla twórców platformy, ale i samych gier komputerowych. W końcu teraz na pewno zaczniemy wydawać więcej pieniędzy na samym Steamie niż na stronach trzecich.


Wydarzenie – Warsaw Comic-Con Fall Edition 2017

W weekend 24-26 listopada w samej stolicy Polski odbyła się już druga oficjalna edycja naszego lokalnego Comic-Conu, czyli serii najpopularniejszych konwentów na całym świecie. Mają one miejsca w wielu różnych krajach dookoła globu, gdzie z każdym rokiem rosną w siłę i robi się o nich coraz głośniej. Nie inaczej będzie z warszawskim odpowiednikiem, który na jesień cieszył się widocznie większym zainteresowaniem niż podczas swojego debiuty na wiosnę. Po raz kolejny przez trzy dni hala Ptak Warsaw Expo na obrzeżach miasta stołecznego stała się centrum miłośników filmów, seriali, komiksów i gier z całej Polski. Dosłownie, bo na Comic-Con zjeżdżały się osoby z najróżniejszych zakątków kraju, a nawet zza granicy. Wśród tych drugich znalazły się przede wszystkim specjalnie zaproszone gwiazdy, które miały zapewnić jeszcze więcej atrakcji podczas wydarzenia.

Tak oto można było wybrać się na panel dyskusyjny lub do kącika zdjęć i autografów z samą Pamelą Anderson znaną między innymi z serialu „Słoneczny patrol”, Jackiem Gleesonem, Vladimirem Furdikiem, Danielem Portmanem i Gemmą Whelman z genialnej „Gry o tron”, a także licznymi innymi osobistościami znanymi węższemu lub szerszemu gronu wielbicieli współczesnej kultury popularnej. I choć nie zabrakło gwiazd z „Gwiezdnych wojen”, „Harry’ego Pottera” i innych kultowych serii, to nie tylko możliwość zobaczenia i zrobienia sobie zdjęć z aktorami były jedynymi liczącymi się atrakcjami całego przedsięwzięcia.

Listopad 2017 - Warsaw Comic-Con
Przez trzy dni wydarzenia na tej scenie pojawiło się wiele gwiazd filmów i seriali.
Źródło: facebook.com/ComicConWarsaw

Specjalne prelekcje na przeróżne popkulturalne tematy, stoiska z geekowskimi gadżetami, specjalne strefy tematyczne, a przede wszystkim pokazy cosplayów są nieodłączną częścią każdego Comic-Conu na całym świecie, więc nie zabrakło ich również w naszej Warszawie. To wszystko przyciągnęło do stolicy tłumy, które z pewnością co najmniej zadowoliły organizatorów eventu. Już teraz zapowiedziano kolejną edycję, która odbędzie się pod koniec kwietnia przyszłego roku. Z czasem poznamy gwiazdy, które wtedy zdecydują się odwiedzić Polskę, a także pozostałe niespodzianki, które w zanadrzu mają dla nas inicjatorzy wydarzenia. Z całą pewnością można powiedzieć, że równie wielkiego i prestiżowego konwentu u nas nie znajdziecie!

Reklamy

Seriale, których tej jesieni nie pominę. A Ty?

Jedna z najlepszych recept na deszczową pogodę za oknem? Oprócz zagrywania się w gry komputerowe, planszowe, wyjścia do kina lub czytania książek? Oczywiście włączenie telewizora, komputera, laptopa bądź urządzenia przenośnego i zatracenie się w kolejnym serialu. Jednak najważniejsze jest to, aby dokonać rozsądnego wyboru. Nie ma chyba lepszego uczucia niż to, które towarzyszy nam podczas uświadamiania sobie, jak dobrą decyzję podjęliśmy. A szczególnie, gdy czujemy to już po pierwszym odcinku sezonu.

Na szczęście żyjemy w czasach, w których ulewa, gradobicie i burze mogłyby występować przez 365 dni w roku, a my i tak mielibyśmy co oglądać. Seriali powstaje mnóstwo. Nawet samych amerykańskich, uchodzących za te o najwyższym poziomie jakości, pojawia się coraz więcej z każdym miesiącem, tygodniem lub nawet dniem. Duża w tym zasługa platformy Netflix, ale i wielu innych stacji telewizyjnych lub internetowych.

Seriale na jesień

W obliczu rychło nadciągającej jesieni, warto zrobić mały research i wypisać sobie wszystkie serialowe tytułu, na które chcielibyśmy znaleźć czas w ciągu najbliższych miesięcy. Propozycji jest sporo, więc żeby we wszystkim się połapać, stworzenie ów spisu jest najrozsądniejszym wyjściem. Stąd też poniżej zaprezentuję Wam mój, który jakiś czas temu sporządziłem. Wypisałem sobie najbardziej interesujące mnie seriale, które tej jesieni powracają lub będą miały swoją premierę. Może to nieco zainspiruje także Was do stworzenia własnej listy albo przynajmniej jakieś konkretny tytuły przyciąganą Waszą uwagę i sami zdecydujecie się je obejrzeć 🙂


„Narcos” – 3. sezon (Netflix)

Już dostępny

Jeden z moich grzeszków wśród seriali. Produkcja opowiadająca o największym kartelu narkotykowym w historii jest prawdopodobnie jedną z najbardziej uznanych spośród wszystkich kiedykolwiek zrealizowanych. Tuż obok „Gry o tron” od HBO, „Narcos” uchodzi za must-see każdego widza nie tylko seriali kryminalnych i akcji, ale w ogóle wszelakiej maści. A ja, choć trudno mi się do tego przyznawać, nie widziałem więcej niż pierwszych dziesięć minut premierowego epizodu.

Seriale na jesień - Narcos
Kto nie wypiłby z Pablo Escobarem?
Grafika: filmweb.pl

Czy żałuję? Oczywiście. A nawet mam zamiar zadośćuczynić swojej winie i czym prędzej nadrobić braki. Również z tego względu, że dosłownie na początku września opublikowany został cały trzeci sezon produkcji, o którym głośno było jeszcze długo przed jego premierą. Z wielu przyczyn, wśród których spokojnie wymienić można bogatą kampanię promocyjną Netfliksa, ale i samo wcześniej zdobyte zainteresowanie widzów. Trudno uciec od spoilerów na temat tego, co wydarzyło się w serialu przed trzecią serią, a także o czym ona sama będzie opowiadać. Niemniej jednak istotna zmiana, do której dochodzi w najnowszym sezonie, jeszcze bardziej podsyca moje zainteresowanie. Chyba w końcu pora znaleźć trochę wolnego czasu dla Pabla Escobara i jego działalności.


„South Park” – 21. sezon (Comedy Central)

Już emitowany

O tym, jak kultowa jest to animacja, nikogo chyba przekonywać nie muszę. Początkowo dwóch twórców i pomysłodawców na serię – Trey Parker i Matt Stone, nie było do końca pewnych, czy wyjątkowo specyficzny charakter kreskówki ma szansę na powodzenie. Ordynarny humor, wyśmiewanie się ze wszystkich i wszystkiego, a do tego kreska, która za dzieło sztuki uważana być nie może. Na ich szczęście – z pomysłem trafili w dziesiątkę i tak oto kilka dni temu rozpoczęła się emisja już dwudziestego pierwszego sezonu. Mało który serial, w tym animowany, doczekał się tak pokaźnej liczby.

Seriale na jesień - South Park
Pokażcie mi bardziej kultowy kadr z animacji.
Grafika: filmweb.pl

Niecodzienne losy czwórki dzieciaków z miasteczka South Park oglądałem wyrywkowo. Wszystkich odcinków na pewno nie obejrzałem, a co gorsza – widziałem dosłownie różne, więc trudno mi nawet określić, co powinienem nadrobić. Raz w telewizji natykałem się na jeden odcinek, a kolejnym razem na zupełnie inny. Dlatego chcąc wiedzieć wszystko na temat animowanego uniwersum absurdu, musiałbym zacząć od samego początku. A to zajęłoby sporo czasu. Ale kto wie, może kiedyś się skuszę? Im szybciej tym lepiej, bo nie wiadomo, jak wiele sezonów jeszcze nas czeka!


„The Gifted: Naznaczeni” (FOX)

2 października

Pierwszy z kilku seriali opowiadających przygody bohaterów z łam komiksów Marvela. Tak jest, dobrze czytacie. Oto kolejna propozycja ze świata herosów. Do tej chwili powstało ich wiele, a jeszcze sporo przed nami. Śledząc branżę filmową i serialową pod kątem komiksowych ekranizacji dość łatwo jest zauważyć, że wszystko dopiero się rozkręca i za kilka lat możemy być zasypani produkcjami o tej tematyce jeszcze bardziej niż obecnie. Ale czy to powód do narzekania? Skąd! Jeśli ktoś przepada za superbohaterami, to otrzyma wachlarz możliwych wyborów. A jeśli kogoś to nie interesuje – wystarczy nie oglądać. Życie od razu staje się prostsze!

Seriale na jesień - The Gifted
Rodzinne problemy nabywają zupełnie nowego znaczenia.
Grafika: imdb.com

„The Gifted” ma być zaledwie pięcioodcinkową propozycją wydaną we współpracy Marvela ze stacją telewizyjną FOX. Opis serialu nie brzmi zbyt oryginalnie, ale być może to tylko pierwsze wrażenie. Głównymi bohaterami są członkowie rodziny, wśród której młodociani mogą pochwalić się niezwykłymi i ponadprzeciętnymi zdolnościami. Aby uniknąć kłopotów z rządem, uciekają z domowego zacisza i wstępują do podziemnego społeczeństwa zrzeszającego innych mutantów. Jak jednak nie trudno się domyślić – ucieczka i dalsze życie nie będą takie proste.

Serial nie kupił mojej uwagi ponownym skupieniem się na motywie zmutowanych ludzi, o których było już sporo w poprzednich produkcjach, lecz przede wszystkim wspomnianymi pięcioma epizodami. Wydaje się, jakby było ich wyjątkowo mało, co przysporzyć może kłopotów z dostatecznym opowiedzeniem marvelowskiej historii, ale liczę na miłe zaskoczenie. Poświęcenie pięciu godzin na całą serię nie będzie dużym wyrzeczeniem, więc na pewno dam szansę.


„Inhumans” (ABC)

6 października (1 września premiera w IMAX)

Pierwsze wrażenia widzów z kolejnego nowego serialu Marvela nie są najlepsze, ale być może wszystko rozkręci się w kolejnych odcinkach. Niektórzy szczęśliwcy mieli okazję widzieć już dwa pierwsze epizody w wielkim formacie w kinach IMAX, w tym w Polsce. Jednak ich opinie niezbyt różnią się od tych, które krążyły jeszcze podczas publikowania zwiastunów lub innych grafik promocyjnych „Inhumans”. Myślę jednak, że warto wyrobić własną opinię, a szansa ku temu nadarzy się już niebawem, gdy dwa premierowe odcinki zostaną udostępnione wszystkim widzom na całym świecie w tradycyjny sposób. A potem każdy kolejny tydzień po tygodniu.

Seriale na jesień - Inhumans
Niby nadludzka rasa, a wciąż ludzkie zagrożenia.
Grafika: imdb.com

Sama produkcja opowiadać ma o losach reprezentantów tytułowych nadludzi. Na ich czele stoi enigmatyczny król Black Bolt, który obdarowany jest wyjątkowo nieprzeciętnym darem. Swoim głosem potrafi niszczyć niemal wszystko, co tylko stanie się jego celem. Jednak wśród głównych bohaterów znajduje się też kilka innych kultowych postaci, jak posiadająca ożywione włosy Medusa oraz buntowniczy Maximus. Wszyscy będą wmieszani w zaistniały bunt wśród gatunku nadludzi. Postacie będą musiały zmierzyć się z nowymi wyzwaniami zagrażającymi nie tylko im, ale i całemu światu.

Fabularnie wydaje się ciekawie, ale pod względem wizualnym nie przekonuje. Wciąż jednak żywię nadzieję, że od zwiastunów do finalnej wersji poprawiono to i owo.


„The Walking Dead” – 8 sezon (AMC)

22 października

Gdy pytają mnie, jaki serial śledzę nieprzerwanie od lat, to bez zastanowienia się podaję ekranizację serii komiksów Roberta Kirkmana. Gdy „The Walking Dead” debiutowało w amerykańskiej telewizji, z miejsca zyskało spore grono fanów i z odcinka na odcinek robiło się o nim głośno. Później serial rozprzestrzeniał się tak szybko, jak zaraza zombie, która jest w nim przedstawiona. W tej chwili „Żywe trupy” uchodzą za jeden ze szlagierowych seriali pod względem stałej liczby wielbicieli oraz obejrzeń każdego kolejnego odcinka. Choć od paru ostatnich sezonów opinie na jego temat są mieszane (coraz więcej osób stwierdza, że poziom produkcji spada), to wciąż odnotowuje się wysoki wskaźnik zainteresowania kolejnymi przygodami Ricka i jego grupy ocalałych.

Seriale na jesień - The Walking Dead
Przygody Ricka, Michonne i reszty śledzę na bieżąco. Nieprzerwanie.
Grafika: imdb.com

Nie wiem, co musiałoby się stać, abym przestał na bieżąco oglądać „The Walking Dead”. Choć nie ukrywam, że niektóre epizody serialu naprawdę zawiewają nudą i mogłyby zostać pominięte lub ciekawiej rozpisane, to jednak wciąż z zapartym tchem podziwiam poczynania głównych bohaterów. Przede wszystkim z tego faktu, że na przestrzeni siedmiu lat zdążyłem się z nimi zżyć i po prostu przyzwyczaić do ich bycia. Zapowiedzi i moje domysły na temat ósmego sezonu serialu sprawiają, że na drugą połowę października czekam jak małe dziecko. I nawet jeśli nieco się zawiodę (choć liczę na poprawę ze strony scenarzystów), to tylko ostateczne zdjęcie serialu z anteny zakończyłoby moje aktywne śledzenie produkcji.

P.S. Pierwszy odcinek ósmego sezonu będzie zarówno setnym epizodem całej adaptacji komiksu!


„Stranger Things” – 2 sezon (Netflix)

27 października

W sam raz na Halloween powraca serial, który w zeszłe wakacje podbił serca setek tysięcy. Swoim klimatem bije na głowę wiele produkcji uważanych dotychczas za naprawdę dobre w swojej dziedzinie, a doliczając do tego nieprzeciętną fabułę i wyjątkową obsadę, którą głównie tworzą kilkunastoletnie dzieciaki, można mówić o prawdziwym fenomenie wśród współczesnych seriali. Aż dziwne, że początkowo twórcy nie wiązali ze swoim projektem wielkich nadziei, a już na pewno nie spodziewali się tak pozytywnych opinii jak te tuż po premierze na Netfliksie. Okazuje się, że „Stranger Things” to kolejny dowód na niemal stuprocentową niezawodność największej międzynarodowej wypożyczalni wideo.

Seriale na jesień - Stranger Things
Równoległy świat nie da o sobie zapomnieć tym czterem młodocianym.
Grafika: imdb.com

Zaledwie osiem odcinków liczyła sobie pierwsza seria przygód osadzonych w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Atmosfera ów czasów była odczuwalna nie tylko ze względu na odniesienia w dialogach między bohaterami, ale przede wszystkim za sprawą całego otoczenia. Postarano się, aby tamtejsza rzeczywistość aż biła nas przez ekrany swoją autentycznością, dzięki czemu można było poczuć się jak na wycieczce do przeszłość. Jednak należało wciąż pamiętać, że był to porządny kawałek science-fiction z elementami horroru, co w niektórych scenach aż nad wyraz dawało o sobie znać. Ale właśnie dzięki temu pokochaliśmy „Stranger Things”!

Teraz serial powraca, a czeka się na niego z wielką niecierpliwość. Liczę na to, że nasze oczekiwania zostaną zaspokojone, o co na pewno nie będzie łatwo, ale patrząc na wybitny pierwszy sezon – należy póki co być spokojnym. Tym bardziej, że zwiastun, grafiki promocyjne i inne zapowiedzi robią zadowalające wrażenie!


„Runaways” (Hulu)

21 listopada

Choć do premiery pierwszego odcinka tego serialu Marvela pozostały zaledwie dwa miesiące, to tak naprawdę niewiele wiadomo o całym projekcie. Oczywiście jakieś plakaty, informacje lub opisy zostały ujawnione przez twórców, ale to wciąż mało w porównaniu do innych przedsięwzięć z superbohaterami tego studia. Być może na większą promocję serialu przyjdzie jeszcze czas, a na tę chwilę wiadomo, że produkcja może być pewnego rodzaju powiewem świeżości w swoim gatunku. Głównie ze względu na fabułę, która mnie zdecydowanie zainteresowała.

Seriale na jesień - Runaways
By odciąć się od złowrogich rodziców, nastolatkowie opuszczą swoje domy.
Grafika: latimes.com

Role wiodące przypadły gronu nastolatków, najprawdopodobniej dość dobrze ze sobą zżytych. Trudno stwierdzić, czy wszyscy to wieloletni przyjaciele, ale sądząc po nakierowaniu serialu na młodszych, raczej niepełnoletnich widzów – paczka najbliższych kumpli jest więcej niż prawdopodobna. Jednak najciekawsze w tym wszystkim jest pochodzenie każdego z bohaterów. Okazuje się bowiem, że ich rodzice są skrywającymi się super-złoczyńcami, co nie do końca odpowiada podopiecznym. Niezgadzający się z drogą występku nastolatkowie postanawiają opuścić swoje rodzinne domy i spróbować swoich własnych sił w świecie zdominowanym przez heroicznych bohaterów oraz zepsutych zbrodniarzy.

„Runaways” to największa niewiadoma na mojej jesiennej liście seriali. I prawdopodobnie nie tylko mojej, bo tak jak do rozgłaszanych „Inhumans” lub „The Gifted” można mieć pewne bardziej oszlifowane wymagania, tak w tym przypadku wszystko stoi pod znakiem zapytania. Ale może takie niespodzianki są właśnie najlepsze?


„The Punisher” (Netflix)

listopad/grudzień 2017

Współpraca Marvela z Netfliksem nie kończy się na „Defenders”, którzy swoją premierę mieli w sierpniu. Choć był to pewien punkt kulminacyjny dotychczasowych seriali superbohaterskich tej kooperacji, to sukces ów produkcji, który można zaobserwować od kilku ostatnich lat, dodaje skrzydeł twórcom. Coraz śmielej decydują się na kontynuowanie przygód Daredevila, Jessiki Jones, Luke’a Cage’a i Iron Fista w kolejnych sezonach ich solowych seriali (tak, zapowiedziano oficjalnie nowe odcinki o każdym z tych bohaterów), ale wygląda na to, że nie tylko na nich poprzestają. Bowiem tuż za rogiem jest projekt, który jeszcze jakiś czas temu nie był brany pod uwagę przez włodarzy Netfliksa, ale głośne nawoływanie widzów sprawiło, że musieli ulec naciskom. Oczywiście takim o pozytywnym charakterze.

Seriale na jesień - The Punisher
Frank Castle nie spocznie nim nie dopełni swojej wendety.
Grafika: imdb.com

Tak oto jeszcze w tym roku wydany zostanie „The Punisher”, czyli nowa ekranizacja losów kultowego już antybohatera. Anty, bowiem znacząco różni się od herosów, których znamy z większości filmów lub komiksów. Nie posiada żadnych nadprzyrodzonych zdolności, ale ma jeden konkretny cel – zemstę na tych, którzy pozbawili go najbliższych osób. I cóż, brnie w to jak tylko może i nie straszne jest mu nawet wybijanie dziesiątek bądź setek przeciwników. Liczbą ofiar prawdopodobnie mógłby ustanawiać rekordy świata.

Postać Franka Castle’a pojawiła się już w drugim sezonie „Daredevila”, gdzie zdobyła wielkie uznanie widzów. To oni domagali się solowej produkcji o Punisherze i jak się okazuje – chcieć to móc. Czekam z wielką niecierpliwością, bo takiego morza krwi, przemocy i widowiskowości prawdopodobnie już dawno nie było.