A co, gdybym to ja rozdawał tegoroczne Oscary?

Potraktujcie ten tekst najluźniej jak tylko się da. Choć od czasu do czasu napiszę jakąś filmową recenzję, w której zawrę swoje mniej lub bardziej wyszukane spostrzeżenia dotyczące opisywanych tytułów kinowych, to zdecydowanie nie można nazwać mnie wiarygodnym, rzetelnym i obiektywnym znawcom tematu. Po prostu lubię filmy, a skoro jest okazja, żeby podzielić się wrażeniami w tak prosty sposób, jakim jest blogowanie, to czemu by tego nie robić? Przynajmniej nie tracę wolnego czasu na byle głupoty.

Nieważne, jak bardzo siedzicie w temacie filmów, prawdopodobnie obiło Wam się o uszy, że najbliższej nocy odbędzie się kolejna, dziewięćdziesiąta już gala rozdania najpopularniejszych nagród w branży filmowej. Oscary, dla wielu będące poważnym wyznacznikiem jakości, ale i dla równie wielu znaczące tyle co nic, ponownie, jak co roku, powędrują w ręce najlepszych (według Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej) aktorów, reżyserów oraz innych osób, które w minionych miesiącach wyróżniły się na tle wszystkich aktywnych działaczy tej dziedziny rozrywki.

Oscary 2018 - 1
Źródło: digitalspy.com

Pomyślałem sobie, żeby z tej okazji nieco zabawić się w jednego z członków jury wybierających zwycięzców. Tylko w tym przypadku – mającego decydujący głos, do kogo powędrowałaby statuetka. Zdecydowanie nie będzie to wróżenie, bo do tego potrzebne byłoby bardziej obiektywne podejście. Chcę jedynie wytypować filmy i postacie, które spośród wszystkich nominowanych są najbliższe mojemu skromnemu sercu po licznych seansach odbytych w kinie.

Nie podejmuję się też wybierania najlepszych w kategoriach, w których nie widziałem co najmniej zdecydowanej większości wyróżnionych filmów. To kompletnie mijałoby się z  celem. Jednak fakt, że ostatnimi czasy często odwiedzam kina, sprawił, że i tak jestem w stanie wytypować moich osobistych laureatów w większości z nich.

Nie ukrywam, że jestem nieco ciekaw, jak moi faworyci ostatecznie poradzą sobie podczas oficjalnego rozdania nagród. Kto wie, może nawet uda mi się pokryć swoje typy z tymi, które wyznaczą członkowie Akademii Filmowej?


Najlepszy film – „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”

Prawdopodobnie najważniejszą statuetkę nocnej gali wręczyłbym twórcom tego niezwykle klimatycznego dramatu z domieszką komedii. Urzekł mnie pod wieloma względami, szczególnie wkupując się w osobiste zamiłowanie do małomiasteczkowej amerykańskiej rzeczywistości. Poza tym najwyższej klasy aktorstwo i intrygująca oraz dająca sporo rozrywki fabuła sprawiają, że pozostałych osiem nominowanych filmów nie przechodzi mi przez myśl, gdy mam konkretnie decydować się na jeden z nich. W ciągu miesiąca zdążyłem obejrzeć „Trzy billboardy…” już dwa razy, co w moim przypadku jest ogromnym wyczynem, więc trzymam mocno kciuki.

Oscary 2018 - 2
Źródło: filmweb.pl
Najlepszy aktor pierwszoplanowy – Gary Oldman („Czas mroku”)

Metamorfoza, jaką przeszedł ten zasłużony brytyjski aktor, aby jak najlepiej przedstawić postać Winstona Churchilla, jest dla mnie nie do pojęcia. Choć różnego rodzaju przemiany u aktorów na rzecz konkretnych filmów zdarzają się nierzadko, to upodobnienie się Oldmana do byłego wyspiarskiego premiera wraz z jego wieloletnim doświadczeniem, które już dawno powinno mu zapewnić statuetkę za całokształt, nie pozostawiają we mnie wątpliwości, że to on najbardziej wyróżnia się spośród nominowanych aktorów. Daniel Day-Lewis w „Nici widmo” też dał radę, ale nie da się ukryć, że otrzymał poważną konkurencję.

Oscary 2018 - 3
Źródło: filmweb.pl
Najlepsza aktorka pierwszoplanowa – Saoirse Ronan („Lady Bird”)

W tej kategorii, w przeciwieństwie do wiodących panów, chyba wszystkie pięć aktorek w jakiś sposób zasłużyły na zdobycie tej cennej nagrody. Maryl Streep to już legenda, Margot Robbie wspaniale odnalazła się jako Tonya Harding, Sally Hawkins w „Kształcie wody” wprost urzeka, a Frances McDormand daje fantastyczny popis silnej i upartej bohaterki z amerykańskich peryferii. Jednak mój Oscar powędrowałby w ręce Saoirse Ronan, która w „Lady Bird” zdobywa z miejsca serca widzów i prezentuje swoją postacią odrobinę z większości cech wyróżniających jej konkurentki do nagrody. Tak młoda, a z takim talentem.

Oscary 2018 - 4
Źródło: filmweb.pl
Najlepszy aktor drugoplanowy – Willem Dafoe („The Florida Project”)

Nominacja tego amerykańskiego aktora jest jedyną, jaką udało się wywalczyć niezwykle ciekawemu dramatowi „The Florida Project”. Choć nie jest on udany pod każdym względem i ma swoje gorsze aspekty, to chyba powinien zostać bardziej doceniony. Cieszy jednak fakt, że wyróżniono Dafoe, który w filmie daje prawdziwy pokaz swoich zdolności aktorskich, a w dodatku wciela się w prawdopodobnie jedyną postać w produkcji, którą polubią wszyscy bez wyjątku. Pozostali bohaterowie potrafią zrazić widza. Aktor w zeszłym roku zagrał też w „Morderstwie w Orient Expressie”, więc to również powinno jakoś pozytywnie wpłynąć na jego wybór.

Oscary 2018 - 5
Źródło: filmweb.pl
Najlepsza aktorka drugoplanowa – Octavia Spencer („Kształt wody”)

Aktorka znana między innymi z serii „Niezgodna” lub „Ukrytych działań” pokazała się w najnowszym filmie del Toro ze zdecydowanie bardzo dobrej strony. Jednak przyznam, że jakoś żadna z pań nominowanych w tej kategorii, łącznie ze Spencer, nie podbiła mojego serca. Ba, mógłbym nawet przemianować nazwę tej nagrody na „Najbardziej wnerwiające kreacje drugoplanowe” i wyróżnić z łatwością Laurie Matcalf z „Lady Bird” oraz Lesley Manville z „Nici widmo”. W każdym razie z całej piątki najbardziej przemówiła do mnie odtwórczyni roli przyjaciółki niemej Elizy w „Kształcie wody”.

Oscary 2018 - 6
Źródło: filmweb.pl
Najlepszy reżyser – Christopher Nolan („Dunkierka”)

Do tej pory jestem pod sporym wrażeniem tego, jak bardzo trafił do mnie najnowszy obraz 47-letniego Brytyjczyka. Jest to chyba wystarczający powód, aby śmiało wręczyć mu Oscara, prawda? Swoje bogate doświadczenie w branży filmowej świetnie wykorzystał przy okazji „Dunkierki”, którą poprowadził do miana niezapomnianego widowiska wojennego. Jeszcze żaden film tego gatunku nie został opowiedziany w tak doniosły, lecz zarazem kameralny sposób. Poza tym bądźmy szczerzy – Nolan wyreżyserował już tak wiele kultowych filmów, że zwycięstwo w tej kategorii nareszcie mu się należy.

Oscary 2018 - 7
Źródło: filmweb.pl
Najlepszy scenariusz oryginalny – „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”

Jak to jest, że reżyser z Wielkiej Brytanii potrafi tak dobrze oddać klimat i ducha amerykańskiego miasteczka i jego mieszkańców, choć poważne trudności mają z tym urodzeni za oceanem koledzy po fachu? W każdym razie robota Martina McDonagha w przypadku „Trzech billboardów…” stoi niepodważalnie na najwyższym poziomie. Tak, odpowiedzialny jest nie tylko za reżyserię, ale i cały scenariusz, którego przebieg śledzimy przez dwie godziny seansu. A ten jest doskonały od początku aż do końca. Przemyślana, intrygująca i angażująca fabuła jest tym, co zasługuje na wartościowe wyróżnienie.

Oscary 2018 - 8
Źródło: filmweb.pl
Najlepszy scenariusz adaptowany – „Disaster Artist”

Podobne nieporozumienie co w przypadku „The Florida Project”. Świetne działo Jamesa Franco opowiadające o powstawaniu najlepszego z najgorszych filmów w historii kina otrzymało zaledwie jedną nominację. Grzechem byłoby tego nie wykorzystać i nie przydzielić statuetki właśnie dla „Disaster Artist”. Tym bardziej, że od strony scenariuszowej jak najbardziej na to zasługuje. Ukazanie na wielkim ekranie losów tajemniczego Tommy’ego Wiseau nie byłoby możliwe, gdyby nie książka napisana kilka lat temu przez jego przyjaciela – Grega Sestero. Za to scenarzyści, Scott Neustadter i Michael H. Weber, zrobili kawał dobrej roboty, który zaowocował przezabawną, ale i poruszającą historią o niespełnionych marzeniach i upartym dążeniu do celu.

Oscary 2018 - 9
Źródło: filmweb.pl
Najlepsza charakteryzacja i fryzury – „Czas mroku”

Co tu dużo pisać, transformacja Gary’ego Oldmana sama sobie jest warta tego Oscara. I nie zmieni tego fakt, że w „Cudownym chłopaku” starannie oszpecono twarz małego Jacoba Tremblay’a, a w „Powierniku królowej”… nosili kolorowe i dostojne fatałaszki?

Oscary 2018 - 10
Źródło: filmweb.pl
Najlepsza muzyka oryginalna – „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”

Jak ja kocham klimat prowincji Stanów Zjednoczonych! A na niego składa się w dużej mierze charakterystyczna muzyka w stylu country, której w filmie McDonagha nie brakowało. Odpowiedzialność za nią trzyma na swoich barkach Carter Burwell, który swój wyjątkowy udział w muzyce filmowej ma nieprzerwanie od połowy lat osiemdziesiątych.

Oscary 2018 - 11
Źródło: filmweb.pl
Najlepsza piosenka – „This Is Me” („Król rozrywki”)

Choć jestem równie zakochany w „Remember Me” zaprezentowanej w pięknej animacji Disneya i Pixara „Coco”, to jednak statuetka nieco bardziej należy się utworowi z musicalu z Hugh Jackmanem w roli głównej. Z racji tego, że jest to film o takim, a nie innym gatunku, przepełniony jest różnego rodzaju muzyką, wśród której zdecydowanie najjaśniej bryluje „This Is Me” będące piosenką z łatwością wpadającą w ucho, rytmiczną i porządnie motywującą do działania oraz wiary w siebie.

Oscary 2018 - 12
Źródło: filmweb.pl
Najlepsza scenografia – „Blade Runner 2049”

Jeśli najnowszy „Łowca androidów” ma za cokolwiek otrzymać wyróżnienie Akademii Filmowej, to musi być to właśnie scenografia. I dźwięk, ale o tym później. W każdym razie otoczenie, które widzimy na ekranie przez ponad dwie godziny rewolucyjnego seansu, jest prawdopodobnie jednym z najbardziej charakterystycznych, urzekających i robiących wrażenie na przestrzeni ostatnich lat. Barwy, elementy scenerii i światło są dopieszczone do granic możliwości, co sprawia, że „Blade Runner 2049” jest prawdziwą ucztą dla oczu.

Oscary 2018 - 13
Źródło: filmweb.pl
Najlepsze efekty specjalne – „Strażnicy Galaktyki vol. 2”

Nie byłbym sobą, gdybym nie docenił nominowanego filmu kooperacji Disney-Marvel. Jednak nie jest to najważniejszy wyznacznik mojej decyzji. Prawda jest taka, że jeśli ma się krytycznie podejść do współczesnego kina superbohaterskiego, to zarzucić można mu dużo, ale na pewno nie kulejące efekty generowane komputerowo. A w nich Marvel zdecydowanie przoduje. Najnowsi „Guardians of the Galaxy” to film, na oko, w 95% składający się z CGI, jednak robi to porządnie i nie zraża nawet bardziej sceptycznych widzów.

Oscary 2018 - 14
Źródło: filmweb.pl
Najlepsze kostiumy – „Nić widmo”

Zdziwię się, jeśli to nie ten film wygra w kategorii doceniającej odzież, w której po planie paradowali aktorzy. Będzie to przykre jeszcze bardziej z tego względu, że „Nić widmo” jest filmem stricte opowiadającym o modzie (a szczególnie o sukniach) oraz cenionym projektancie. Zatem jaka inna produkcja powinna mieć lepiej dobrane kostiumy niż ta?

Oscary 2018 - 15
Źródło: filmweb.pl
Najlepsze zdjęcia – „Blade Runner 2049”

Sytuacja dość podobna do tej w kategorii z najlepszą scenografią. Widać, że reżyser i operatorzy kamer zdawali sobie sprawę z tego co robią (rzecz jasna) i świetnie wykorzystali potencjał drzemiący w barwnym, monumentalnym świecie „Łowcy androidów”. Zdumiewającą scenerię wyśmienicie przedstawili w kadrach, których śledzenie na wielkim ekranie było niezapomnianym przeżyciem.

Oscary 2018 - 16
Źródło: filmweb.pl
Najlepszy długometrażowy film animowany – „Twój Vincent”

Trochę patriotycznie, ale kto mi zabroni, prawda? Może być to zaskakujące, ale to właśnie z tą kategorią miałem największy dylemat. Z jednej strony nie da się zaprzeczyć pięknu i fenomenowi „Coco”, który jest animacją wręcz wybitną i z pewnością w najbliższych latach uzyska miano kultowej. Lecz sporym przedsięwzięciem oraz krokiem milowym dla branży filmowej był właśnie „Twój Vincent” wykreowany przez polsko-brytyjski duet reżyserów. Półtorej godziny animacji stworzonej za pomocą ręcznie malowanych obrazów w stylu van Gogha to coś, co powinno zostać należycie docenione. Tym bardziej, że całość powstawała długimi latami!

Oscary 2018 - 17
Źródło: filmweb.pl
Najlepszy dźwięk – „Dunkierka”

Tak jak nowego „Blade Runnera” nie da się zapomnieć pod względem kadrów, tak „Dunkierka” nie potrafi wyjść z głowy jeśli chodzi o wrażenia słuchowe. Wojenne realia przedstawione w filmie Nolana zostały dopełnione przeszywającymi i zapewniającymi stałą niepewność dźwiękami, które towarzyszyły nie tylko żołnierzom u wybrzeża Francji, ale i samym widzom. Ostrzały na lądzie i w powietrzu oraz co rusz przecinające niebo wrogie samoloty wywoływały taki niepokój, że do ostatniej sceny oglądało się film z zapartym tchem.

Oscary 2018 - 18
Źródło: filmweb.pl
Najlepszy montaż – „Trzy billboardy za Ebbing, Missouri”

Próżno szukać w tym filmie słabszych stron, dlatego i pod względem montażu wyróżnia się na tle większości filmów. Trudno jest mi jednoznacznie określić, dlaczego to właśnie „Trzem billboardom…” należy się ta statuetka bardziej niż, dla przykładu, „Dunkierce” lub „Kształtowi wody”. W każdym razie wiem, że dramat osadzony w małym amerykańskim miasteczku urzekł mnie głęboko pod wieloma filmowymi aspektami, w tym składaniem ze sobą ujęć.

Oscary 2018 - 19
Źródło: filmweb.pl
Najlepszy montaż dźwięku – „Blade Runner 2049”

Głośne, potężne dźwięki przeszywające każdy zmysł i część ciała człowieka to coś, czym dzieło Denisa Villeneuve’a może szczycić się na lewo i prawo, a prawdopodobnie żaden inny tytuł nie będzie w stanie sensownie z nim konkurować. Uznanie w tej kwestii należy się szczególnie dwóm panom – Theo’wi Greenowi oraz Markowi A. Manginiemu. Ich duet łączący świeże spojrzenie (ten pierwszy) z bujnym zapleczem doświadczenia (ten drugi) zapewnił rozpoznawalność „Blade Runnera 2049” nie tylko pod względem wizualnym, ale i dźwiękowym.

Oscary 2018 - 20
Źródło: filmweb.pl

Podsumowując, pokusiłem się o w miarę wiarygodne wytypowanie osobistych zwycięzców tegorocznych Oscarów w dziewiętnastu kategoriach, podczas gdy wszystkich jest o pięć więcej. To i tak świetny wynik! Chodź najwięcej nominacji otrzymał „Kształt wody”, to w moim zestawieniu zgarnąłbym zaledwie jedną statuetkę. Za to wielkim wygranym byłyby „Trzy billboardy…” del Toro, dla których ofiarowałbym cztery wyróżnienia.

Jaka będzie rzeczywistość i na ile moje upodobania pokrywają się z gustem członków Akademii Filmowej, przekonamy się już najbliższej nocy z czwartego na piątego marca. Może doczekamy się również jakichś wielkich zaskoczeń?

Reklamy

„Twój Vincent” – Namaluj mi prawdę

O wyjątkowym projekcie polsko-brytyjskiego duetu dowiedziałem się stosunkowo niedawno. Niesie to ze sobą pewien plus, jak i minus. Tym drugim jest fakt, że umknęła mi cała droga, jaką przebył „Twój Vincent” od niewinnego pomysłu w głowach miłośników XIX-wiecznego artysty aż do finalnego etapu, jakim jest premiera i pierwsze projekcje gotowego produktu. Mógłbym wówczas nie tylko niecierpliwie czekać przez długie lata (tak, lata, a nie zaledwie miesiące!), ale również aktywnie wspierać całe przedsięwzięcie, co można było robić na naprawdę wiele sposobów (między innymi za pośrednictwem crowdfundingowego Kickstartera). A każdy z nich autentycznie dostarczał sił i ambicji twórcom filmu, u których i tak nie brakowało zapału godnego podziwu.

Twój Vincent

Zaś z drugiej strony późne dowiedzenie się o projekcie sprawiło, że nie musiałem długo czekać, aby w końcu go zobaczyć. Gdy pierwszy raz przeczytałem o „Twoim Vincencie” i obejrzałem jego zwiastun w internecie (dopiero później w sali kinowej), byłem pewien, że będę musiał zobaczyć go jak najszybciej się da. I cóż – tak też się stało, bo udało mi się dorwać bilet na seans przedpremierowy, który odbył się w ostatni wtorek. W normalnym wypadku musiałbym odłożyć seans co najmniej na piątek, 6 października, bo to wówczas produkcja oficjalnie pojawi się na ekranach polskich kin.

Jednak nim podzielę się wrażeniami, warto poświęcić nieco czasu na poznanie wyjątkowo ciekawych faktów na temat tego filmu, którymi rzadko który może się pochwalić. Przede wszystkim należy wspomnieć o początkach pomysłu, który narodził się w głowie polskiej reżyserki Doroty Kobieli. Ta, od lat zafascynowana twórczością holenderskiego malarza Vincenta van Gogha, postanowiła, we współpracy z brytyjskim producentem Hugh Welchmanem, zrealizować pełnometrażowy obraz opowiadający o końcówce życia artysty.

Twój Vincent - Vincent
A co gdyby opowiedzieć historię
Vincenta van Gogha jego własnymi obrazami?
Źródło: filmweb.pl

Patrząc na to jedynie z tej perspektywy, nie byłby to pomysł wyjątkowo oryginalny. Żywot malarza od lat był i jest inspiracją dla wielu współczesnych twórców. Między innymi już w 1956 roku zrealizowano film „Pasja życia”, który był cenioną biografią van Gogha. Trzydzieści cztery lata później kooperacja kilku państw Europy stworzyła nieco mniej udany, ale wciąż klasyczny już dramat „Vincent i Theo” koncentrujący się na relacjach dwóch braci. A jeśli interesuje Was bardziej współczesne kino, wystarczy sięgnąć po obraz z 2010 roku, w którym to w tytułową rolę wcielił się znany aktor Benedict Cumberbatch. Telewizyjny „Van Gogh: Painted with Words” został świetnie odebrany i na nowo wzbudził zainteresowanie postacią malarza.

Czym jednak pośród tak wielu biografii wyróżnia się tegoroczny „Twój Vincent”? Oryginalnym sposobem realizacji, którego nie da się nie docenić. Powstająca przez lata produkcja jest pierwszą na świecie animacją pełnometrażową wykorzystującą ręcznie malowane płótna. Fenomen ten został osiągnięty poprzez ponad dwuletnią, ciężką pracę około stu malarzy z Polski i zagranicy, którzy pełni ambicji i zapału namalowali prawdopodobnie setki tysięcy obrazów, z których sześćdziesiąt pięć tysięcy zostało ostatecznie wykorzystanych w gotowej wersji filmu. Każdy z tych malunków, które przychodzi nam zobaczyć na ekranie, powstawał w wyniku naśladowania specyficznej twórczości van Gogha nie tylko pod szeroko rozumianym względem stylistycznym, ale także inspiracyjnym.

Twój Vincent - Obrazy
Nie trudno zauważyć silne inspirowanie się dziełami van Gogha.
Źródło: filmweb.pl

Artyści odpowiedzialni za film posiłkowali się licznymi dziełami malarza, z których wykorzystywali elementy otoczenia dla powstającego dzięki nim świata przedstawionego, ale przede wszystkim zapożyczali postacie uwiecznione na obrazach. To one stały się głównymi bohaterami „Twojego Vincenta”, którzy nakręcają wątki fabularne produkcji. Ostatecznie szacuje się, że wykorzystano ponad sto dwadzieścia tworów Holendra, które nie tylko gwarantowały natchnienie dla powstających od zera klatek filmowych, ale i same znalazły swoich parę chwil w ostatecznej wersji kinowej.

Wszystkie te mniej lub bardziej znane obrazy van Gogha stanowiły fundamenty dla wizualnego aspektu produkcji. Silną więź i poszanowanie względem jego twórczości widać gołym okiem w każdej sekundzie seansu. A warto zaznaczyć, że na jedną sekundę składa się dwanaście unikalnych malunków wprawionych w ruch dzięki technologii komputerowej.

Twój Vincent - Animacja
Jakość i płynność scen są zadziwiające!
Źródło: filmweb.pl

I choć rozmach wizualny dostrzegany w „Twoim Vincencie” jest zdecydowanie największym atutem przemawiającym za wyjątkowością projektu, to wciąż nie należy zapominać o drugim, równie ważnym aspekcie każdego filmu – warstwie fabularnej.

Sztab wyjątkowo utalentowanych ludzi zapewnił świetne doznania dla oczu, ale co z przyjemnością dla mózgu? Pod tym względem również sięgnięto jak najwyższego możliwego poziomu. Jak bywało już w poprzednich biografiach van Gogha – głównym źródłem informacji o nim, jak i otaczającej go rzeczywistości były liczne listy pisane nocami i adresowane do brata Theo. Korespondencji tych udało się zachować na tyle dużo, że dzisiaj naprawdę wiele wiadomo o samym Vincencie, jak i ostatnich latach jego życia. A te były bardzo burzliwe i emocjonujące.

Twój Vincent - Opowieści
Był znany wszystkim, ale każdy zapamiętał go trochę inaczej.
Źródło: filmweb.pl

Wchodząc w nieco większe szczegóły, udało się dotrzeć do około sześciuset listów spod pióra samego malarza oraz mniej więcej czterdziestu będących odpowiedziami ze strony brata. Ich odczytywanie i analizowanie od lat pozwala na dogłębne poznawanie poglądów, a nawet psychiki utalentowanego Holendra. Nic dziwnego, że po te zapiski również podczas tworzenia scenariusza do „Twojego Vincenta”, bo rzeczywiście są najbardziej rzetelnym i pewnym źródłem dla biografów.

Skoro wiemy już w pewnym stopniu, jak wyglądał proces twórczy nad polsko-brytyjskim projektem, możemy skupić się na samej jego finalnej wersji, która właśnie zaczyna wchodzić do kin w naszym kraju. Czym właściwie dla nas – zwykłych kinomanów, jest ten piękny, malowniczy przejaw współczesnego artyzmu?

Twój Vincent - Piękno
I jak tu nie docenić tak pięknych malunków?
Źródło: filmweb.pl

„Twój Vincent” zabiera nas do roku 1891, kiedy to mija dwanaście miesięcy od głośnej i tragicznej śmierci rozpoznawalnego w okolicy malarza Vincenta van Gogha. Postacią wiodącą tej historii jest nijaki Armand Roulin, którego ojciec – listonosz Joseph, utrzymywał bardzo bliskie kontakty ze zmarłym, jak i jego rodziną. Doręczyciel po długim czasie od nieszczęśliwego zdarzenia wciąż był w posiadaniu prawdopodobnie ostatniego listu napisanego przez Vincenta, który zaadresowany został do jego brata – Theo. Młodemu Armandowi przypadło zadanie wyruszenia w dłuższą podróż, aby w końcu dostarczyć korespondencję do odpowiedniego odbiorcy. Pech jednak chciał, że nie było to takie proste, jakby mogło się wydawać.

Twój Vincent - Armando
Wąsaty mężczyzna w żółtym płaszczu chce poznać prawdę o malarzu.
Źródło: imdb.com

Następujące po sobie sytuacje, które spotykają młodego Roulina w niewielkim miasteczku będącym miejscem zamieszkania oraz śmierci Vincenta, sprawiają, że chłopak zaczyna coraz bardziej interesować się tajemniczym życiem malarza. Napotyka na swojej drodze wielu ciekawych ludzi, z którymi zaczyna dyskutować na temat van Gogha i poznawać różne wersje ostatnich miesięcy, tygodni, dni i godzin jego życia. Zaskakuje go fakt, jak wiele odmiennych opinii mają mieszkańcy francuskiej miejscowości, a czasem nawet przedstawiane przez nich wersje wydarzeń bywają ze sobą sprzeczne.

Twój Vincent - Postacie
Główny bohater spotyka wielu znajomych Vincenta, którzy mają coś o nim do powiedzenia.
Źródło: filmweb.pl

Sprawia to, że otrzymujemy wyjątkowo ciekawą historię, która nie od początku jest jasna i klarowna. W pewnym momencie zaczynamy odczuwać, że nie do końca wiemy, co jest prawdą, a co fikcją wymyślaną przez postacie mniej lubujące się w zmarłym Vincencie. W każdym razie wszyscy bohaterowie napotykani przez Armanda podczas jego małego „śledztwa” otrzymują swoich kilka minut, aby móc nam przedstawić własną wersję przyczyn śmierci malarza, jak i samych okoliczności odebrania życia.

Zapewnia to szeroką gamę przedstawianych postaci, a każda z nich odgrywa w całości mniej lub bardziej znaczącą rolę. Nikt nie pojawia się tutaj bez powodu i każdy, począwszy od wioślarza po doktora aż do żandarma, ujawnia nam pewne nowe, ciekawe szczegóły na temat tajemniczego zachowania Vincenta lub bezpośrednio jego aktu samobójstwa. Z tym że, jak już zdążyłem wspomnieć, nie do końca możemy być pewni, która postać opowiada nam prawdę, a która próbuje ją jak najlepiej zataić. Oczywiście do czasu, bo wraz z biegiem wydarzeń cała historia się klaruje i stwarza logiczną, choć w zupełności nie szczęśliwą całość.

Twój Vincent - Aktorzy
Postacie malowano bazując na wyglądzie prawdziwych aktorów,
których wcześniej porównano z portretami wykonanymi przez van Gogha.
Źródło: filmweb.pl

Scenarzyści sięgnęli po dość prosty, ale nadal niezawodny sposób na opowiadanie tego typu historii, gdy główna oś czasu osadzona jest już po interesującym nas wydarzeniu. W tym przypadku mamy wspomniany rok po śmierci Holendra, a fakt, że najbardziej skupieni jesteśmy na tym, aby dowiedzieć się, jak przebiegały ostatnie dni życia van Gogha i jak doszło do jego samobójstwa, sprawił, że w filmie obecny jest motyw retrospekcji. Ten pełni tutaj bardzo ważną rolę, bo świetnie obrazuje nam narrację każdego z bohaterów spotykanych przez Armanda. Gdy zaczynają przedstawiać swoje doświadczenia z Vincentem, zostajemy płynnie zabierani do przeszłości, która wyróżniona zostaje czarno-białą animacją.

Jeśli mam być szczery, to w retrospekcyjnych malunkach zakochałem się jeszcze bardziej niż w tych kolorowych. Wyglądają wręcz przepięknie, a cieniowane są tak, jak w życiu nie pomyślałbym, że jest to możliwe. Najwidoczniej bardzo daleko mi do choćby połowy talentu, jaki posiadają twórcy obrazów wykorzystanych w produkcji.

Twój Vincent - Retrospekcje
Czarno-białe sceny retrospekcyjne również miały w sobie coś wyjątkowego…
Źródło: filmweb.pl

Do pełni szczęścia brakuje już tylko wysokiej jakości oprawy muzycznej, prawda? Cóż, najwidoczniej odpowiedzialni za „Twojego Vincenta” nie mieli zamiaru zostawić choćby jednego aspektu, co do którego można by mieć pretensje, bowiem i ścieżka dźwiękowa produkcji została specjalnie skomponowana na jej potrzeby, co tym bardziej daje do zrozumienia, że nie mogłaby lepiej wpasować się w sceny i całe wydarzenia odbywające się na ekranie. Zawdzięczamy to wyjątkowemu Clintowi Mansellowi, który od lat jest szanowanym i znanym brytyjskim kompozytorem. W swoim dorobku ma stworzenie muzyki między innymi do kultowego „Requiem dla snu”, a chyba nie muszę udowadniać, jak świetną oprawą dźwiękową może pochwalić się ten tytuł z 2000 roku.

Słodzę tu i słodzę, ale cóż… Prawda jest taka, że nie mam żadnych pretensji wobec tego, jak twórcy „Twojego Vincenta” przedstawili ostatnie chwile życia malarza. Choć znawcy tematu prawdopodobnie mogliby doszukiwać się tutaj mniejszych lub większych niedociągnięć i pewnie znaleźliby jakieś argumenty za tym, że opowieść jest przedstawiona zbyt płytko i niewystarczająco zgłębia wszelkie aspekty życia van Gogha, to wciąż nie należy zapominać, że projekt miał być pewnego rodzaju hołdem oddanym jego postaci oraz twórczości, co niewątpliwie zostało osiągnięte od pierwszej do ostatniej minuty zrealizowanej produkcji.

Film jest 90-minutową ucztą dla zmysłów. Wzrok zadowoli się pięknymi obrazami wprawionymi w ruch, słuch doceni dźwięki wydobywające się z kinowych głośników, a myśli (gdyby tylko były uznane za szósty zmysł) zostaną zaspokojone ciekawie rozpisaną i intrygującą fabułą opowiadającą o jednym z największych malarzy w historii sztuki.

Dobrze jest umierać, gdy się ma świadomość, że zrobiło się w życiu coś naprawdę dobrego, że pozostanie się w pamięci choćby kilku ludzi i będzie się przykładem dla potomnych.
~Vincent van Gogh

Moja ocena: 9/10