„Titans” – Nie oceniaj superbohaterów po okładce

O odcinkowej produkcji z grupą superbohaterów od DC Comics pisałem już parę miesięcy temu, gdy w Stanach Zjednoczonych odbywał się coroczny Comic-Con. Zaprezentowano wówczas nowy zwiastun serialu, który swoją premierę miał mieć za parę tygodni od tamtego momentu. Doszło do niej 12 października ubiegłego roku, jednak jeszcze długo przed tą datą odczucia fanów na postawie zapowiedzi były dość… mieszane.

Trudno to przyznać, ale głównie rozchodziło się o angaż aktorów do poniektórych ról. Tak jak nikt nie narzekał na doświadczonego Brentona Thwaitesa wcielającego się w Robina lub debiutującą przed kamerami Teagan Croft (Raven), to dość głośne zgrzyty zaistniały przy postaci Starfire. Pochodząca z Senegalu Anna Diop otrzymała rolę pozaziemskiej księżniczki o charakterystycznym żółtym kolorze skóry, który przez twórców nowego serialu DC Entertainment i Warner Bros. Television został zignorowany. Postanowili bowiem zaangażować czarnoskórą aktorkę, co wśród zagorzałych wielbicieli komiksowego kanonu było niedopuszczalne. Doszło nawet do tego, że postanowili w ogóle nie dawać szans „Tytanom” i w ten sposób bojkotować produkcję. Słusznie?

Titans (1)
Źródło: filmweb.pl

Skąd! Jak wiadomo, ekranizacje różnego rodzaju dzieł często charakteryzują się pewną dowolnością interpretacyjną i artystyczną, czym w tym przypadku posłużyły się osoby odpowiedzialne za serial. Jasne, można w to wplątać poprawność polityczną i inne tego typu kwestie, ale póki będziemy mieć świadomość, że takie drobne odchodzenie od kanonów miało miejsce w kinematografii od dawna, to chociaż rozsądnie damy szansę tym zmianom na obronienie się. A najlepszym ku temu sposobem jest włączenie filmu bądź odcinka serialu i sprawdzenie, czy jest w stanie nas do siebie przekonać.

A „Titans” zdecydowanie do takiego grona należy. Na polskim Netfliksie cały pierwszy sezon zadebiutował 11 stycznia, a z braku interesujących mnie wtedy tytułów, postanowiłem rzucić okiem. Każdy, kto choć trochę zna mnie lub moje bajdurzenie na tym blogu, doskonale wie, że bardziej upodobałem sobie stadninę Marvela niż DC. Ale kurczę, zwiastun aktorskich „Tytanów” spodobał mi się już podczas Comic-Conu, a łatwy dostęp do tytuły za pomocą Netfliksa i chęć obejrzenia czegoś mroczniejszego sprawiły, że dałem produkcji szansę.

Titans (2)
Źródło: filmweb.pl

Teraz, gdy po paru dniach zakończyłem jedenastoodcinkowy pobyt z Robinem i spółką, cieszę się przede wszystkim z dwóch powodów. Po pierwsze, że nie odpuściłem sobie serialu, który krytykowany był przez wielu jeszcze przed premierą. Po drugie, całość świetnie broni się przed niczym nie popartą negatywną opinią! A ta najprawdopodobniej bierze się od osób, które nie obejrzały chociaż jednego odcinka. Gusta mogą być różne, ale nie wydaje mi się, żeby ktoś, oceniając obiektywnie, był w stanie skrytykować każdy aspekt serialu. A już na pewno nie da się przyczepić do świetnego aktorstwa wśród głównych bohaterów oraz wciągającej fabuły. Pod tymi względami odtwórcy ról, scenarzyści i showrunnerzy stanęli na wysokości zadania!

Kwestia obsady, którą tuż przed startem serialu często podawało się jako jego największy minus, okazała się być najjaśniejszym punktem. I to nie tylko, gdy swoje obserwacje ograniczymy wyłącznie do czteroosobowego składu Tytanów (niestety zabrakło tu Cyborga, który już dużo wcześniej uciekał do kinowej części uniwersum). Oprócz Robina, Raven, Starfire i Bestii mamy tutaj mnóstwo innych postaci, które pełnią znaczące role i budują potężny, emocjonalny klimat.

Titans (3)
Źródło: filmweb.pl

Choć przyzwyczailiśmy się do superbohaterskich ksywek, w serialu wszyscy raczej zwracają się do siebie po imieniu. Była prawa ręka Batmana to po prostu Dick Grayson, który teraz próbuje zapomnieć o swoim alter ego jako jeden z gliniarzy w Detroit. Najmłodsza w grupie Raven jest niepotrafiącą okiełznać swoich demonicznych mocy Rachel Roth, a znikąd pojawiająca się na zmieni Starfire przedstawia się wszystkim jako Kori. Za to charyzmatyczny Beast Boy z komiksów to na srebrnym ekranie nastoletni Gar. Tak naprawdę wyłącznie sam Dick jest od czasu do czasu nazywany Robinem, jako że próba oderwania się od tego tytułu stanowi jeden z ważniejszych wątków produkcji.

Ale to nie wszyscy superbohaterowie znani nam z komiksowych łamów. Szybko poznajemy Hanka i Dawn, którzy również próbują walczyć przestępczością jako Hawk i Dove. Po nich przychodzi kolej na innych, którzy zaskakują nas pojawiając się w najmniej spodziewanych momentach. Nie będę wymieniał wszystkich, bo część z nich ma być po prostu niespodzianką. Jednak uwierzcie, że jeśli kojarzycie choć podstawy bohaterskiego świata DC, to ujawnienie się coraz większej liczby herosów w ciągu sezonu sprawi Wam nie lada ubaw!

Titans (4)
Źródło: filmweb.pl

Zaskakujące jest, jak jeszcze niedoświadczona aktorka Teagan Croft odnalazła się w trudnej roli mrocznej i opętanej ciemnymi mocami Raven. Odtwórcy ról Robina i Bestii również stają na wysokości zadania i nie da się ich nie lubić. Każdy na swój sposób wyróżnia się charakterem, ale wciąż pozostają niezwykle ludzcy, co w produkcjach superhero jest zazwyczaj trudne do osiągnięcia. Jednak największy szok dostajemy w przypadku character developmentu Starfire. Okazuje się, że twórcy „Titans” postanowili z nią poeksperymentować najbardziej. Nie tylko widocznie zmienił się jej wygląd względem komiksów lub choćby kreskówek sprzed lat, ale również jej osobowość. Zwykle bywała dość głupiutka, bardzo dziewczęca, ale i zarazem czarująca. Stanowiła wyraźny kontrast z mroczną Raven.

Teraz Starfire jest swojego rodzaju uosobieniem kobiecej siły oraz zjawiska emancypacji płci żeńskiej. Wiem, ponownie wkraczamy tutaj na niepewny polityczny grunt, jednak takie są fakty. Kosmiczna postać zyskała nowy, poważniejszy charakter, który naprawdę mi się spodobał. A z tego co wyczytałem niemal po każdym odcinku sezonu w aplikacji TV Time – przypadła do gustu również większości innych widzów.

Titans (5)
Źródło: filmweb.pl

Jednym z powodów, dla których twórcy prawdopodobnie zdecydowali się na przekształcenie profilu Starfire, jest pewnie mroczny, ciężki i, co za tym idzie, brutalny klimat serialu. To już nie są „Teen Titans”, którzy obecnie emitowani są w formie kreskówki na dziecięcym kanale Cartoon Network. Nie są to nawet Tytani ze starszej animacji z 2003 roku, gdzie i tak momentami bywało poważnie. Tutaj noc stanowi porę większości akcji każdego odcinka, wulgaryzmy płyną z ust herosów przy napotkanych przeszkodach, a krew leje się po chodnikach i ścianach za każdym razem, gdy ktoś oberwie pięścią w twarz.

Twórcy bardzo jasno ustanowili swoją grupę docelową. Osoby dorosłe, które wciąż interesują się tematyką superbohaterów. Stąd też do czynienia mamy z produkcją poważną i stawiającą na brutalność. Zresztą jak większość produkcji osadzonych w uniwersum DC, z czego do tej pory słyną. Nie oznacza to jednak, że w „Tytanach” brakuje momentów rozluźnienia, czy nawet dobrego humoru. I na to znaleziono czas pomiędzy kolejnymi ważnymi wątkami, głównie za sprawą Gara – Bestii. Zielonowłosy nastolatek wciąż pozostaje lekko zabawną postacią, która wprowadza w szeregach drużyny swobodniejszą atmosferę. Nie jest to jednak zasadą, bo jeśli chodzi o kwestie humorystyczne, to już sam zwiastun serialu pokazał, że żarty nie byle jakiego poziomu prezentują choćby Robin, gdy tuż po walce z kilkoma zbirami rzuca zdaniem „Fuck Batman”. Takich smaczków w całym sezonie znajduje się dużo więcej!

Titans (6)
Źródło: filmweb.pl

Fabularnie „Titans” również spisują się świetnie. Już pierwszy odcinek potrafi mocno zaintrygować swoim zarysem głównego wątku historii. Większość przygód krąży wokół młodej Raven, której nieposkromione moce są obiektem zainteresowania tajemniczej organizacji. Wprowadza to wiele naprawdę ciekawych postaci, jak wspomniani Hawk i Dove, ale też Nuclear Family, czyli na pozór szczęśliwa rodzinka, która jednak zdolna jest do wszystkiego. A więc i najgorszych posunięć niezbędnych do wykonania postawionych im celów. W szczegóły nie ma co się wdawać, aby nie zdradzać za wiele, jednak muszę przyznać, że już dość długo nie uświadczyłem w serialach tak interesująco wprowadzanych i rozwijanych postaci, jak większość w „Titans”.

Titans (7)
Źródło: filmweb.pl

Oprócz scen mających miejsce nocą, świetnych ujęć walki oraz mocno emocjonalnego podejścia bohaterów do napotkanych wydarzeń, spore piętno w kreowaniu klimatu serialu ma także ścieżka dźwiękowa. Oprócz mrocznej i dramatycznej muzyki przygrywającej w tle, gdy dochodzi do pojedynków lub poważnych decyzji bohaterów, nieraz uświadczymy mniej lub bardziej znanych nam piosenek. Już w pierwszym odcinku słyszymy kultowe „Heaven Must Be Missing an Angel” od Tavares lub „I Feel Love” w wykonaniu JORD. Przyjemnie jest oglądać herosów, którzy podczas jazdy samochodem nagle włączają AC/DC i sami przyznają, że to kawał dobrej muzyki.

Czy mimo tylu pochlebnych słów z mojej strony, „Titans” ma coś, co nie do końca zagrało? W pamięci najbardziej utrwaliły mi się słabe, jak na współczesne możliwości, efekty specjalne. Jasne, nie ma co porównywać budżetu serialowego do kinowych blockbusterów od DC, jednak mogłoby to wyglądać ciut lepiej. Szczególnie zapamiętuje się parę scen, gdy bohaterowie wykazują się nadludzką skocznością lub siłą odpychającą przeciwników na kilkanaście metrów. Albo w bardzo emocjonalnej sekwencji w jednym z ostatnich odcinków, która robi to, co zrobić miała,. Wywołuje szok u widza, jednak pod względami estetycznymi, wykorzystane efekty komputerowe mogłyby być bardziej dopieszczone. Mimo wszystko, warto przymknąć na to oko, usprawiedliwiając te błahostki ograniczeniami budżetowymi lub technologicznymi.

Titans (8)
Źródło: filmweb.pl

A tak poza tym, „Titans” to naprawdę solidny tytuł odcinkowy, któremu warto dać szansę. Sam utrzymywałem wobec nieco pewien dystans aż w końcu postanowiłem zaryzykować. Teraz sądzę, że to jedna z największych niespodzianek na Netfliksie, jakie miałem przyjemność obejrzeć w ciągu ostatnich miesięcy. Jak na produkcje superbohaterskie aktorsko i fabularnie jest świetnie, dlatego jeśli szukacie cięższego i bardziej emocjonalnego serialu, to po „Tytanów” na pewno sięgnijcie. Tym bardziej, że trwa sesja egzaminacyjna, a ta jest najlepszym okresem na telewizyjne eksperymentowanie, prawda? 😉

Moja ocena: 8/10